Wpatrzyłem się w jej oczy. Dziewczyna błądziła wzrokiem po mojej twarzy. Byliśmy teraz tylko my.
- Przepraszam Van, ale jestem bardzo słaby w domyślaniu się- wyszeptałem niskim, przeszywająco basowym głosem.
- Jesteś idiotą Mikey- mruknęła krzywiąc się lekko.
- Ale uwielbiasz tego idiotę...- położyłem dłoń na jej policzku.
- Czy ty mi coś sugerujesz?- rozszerzyła lekko wargi. Miałem chęć ich zasmakować.
- Domyśl się Vanesso...- zbliżyłem się do niej jeszcze bardziej, choć nie wiem czy to możliwe. Dziewczyna spojrzała na moje usta, a potem oczy. Nasze twarze dzieliły milimetry...
- Mikuuuś!- usłyszałem z dołu, na co od razu odsunęliśmy się od siebie.
- To bunia- uśmiechnąłem się krzywo, po czym wstałem i zacząłem zakładać moje czarne rurki.
- Ale...
- Przepraszam Van- podałem jej rękę.
- Ygh- chwyciła ją i wstała. Splotłem nasze palce i pociągnąłem ją za sobą. Ruszyłem na dół.
- Dzień dobry Mirabelko!- wyszczerzyłem się wchodząc do kuchni.
- Witaj Mi... ojejciu, a co to za urocza dama? Michael'u, czemu ja o niczym nie wiem? Ubrałabym się stosowniej- poprawiła swoje brązowe włosy i liliową spódnicę- Dzień dobry skarbeńku, nazywam się Mirabelle Angelo, ale mów mi Mirabelka, albo buniu.
- Babciu!- syknąłem cicho.
- Ojejciu, Mikuś, nie kryj się ze swoją drugą połówką- na to określenie zaczerwieniłem się jak burak, a dziewczyna roześmiała się- wyglądacie razem uroczo, zaraz zrobię wam zdjęcie!- zaczęła iść do komody na której leżał aparat i wianek z róż. Wzięła i jedno i drugie, po czym podeszła do mnie i założyła mi go na głowę- Mikey zawsze musi sobie robić zdjęcia z wiankiem, to jego przyzwyczajenie.
- Właśnie zauważyłam- dziewczyna przeleciała wzrokiem po zdjęciach na ścianach.
- No, uśmiech dzieciaczki!- Van nagle się we mnie wtuliła, a ja uśmiechnąłem się nieśmiało, patrząc na nią.
Pstryk!
- Wyszliście przepięknie! A właśnie, jak się nazywasz kotku?
- Vanessa...
- Och jak pięknie! Michael i Vanessa!- otworzyła album, podpisała zdjęcie z polaroidu i wsadziła w jedną komórkę- Moje skarbeńki!- zachichotała i odłożyła album na komodę- Jesteście piękną parą!
- Buniu... my jeszcze nie...- wyszeptałem zmieszany.
- Jeszcze... ale to nie znaczy, że nie zostaniecie!- zaczęła mieszać ciasto.
- Buuuuniu!- przeciągnąłem.
- Ach Vanesso! Nie przejmuj się nim! Michael zawsze był bardzo nieśmiały, wolał spędzać czas z kwiatami niż dziećmi w swoim wieku, ale to naprawdę dobry chłopak.
- To Anioł- dodała nagle.
- To takie urocze! Ach jesteś przecudowna Vanesso! Aż mi się przypomniało gdy był mały! Na Halloween zawsze przebierał się za aniołka! Jedno jego zdjęcie wisi w holu, idź i go zobacz jaki był słodziutki!- dziewczyna jak na zawołanie pobiegła i po chwili było słychać jej śmiech. Zakryłem twarz rękoma, by ukryć moje zażenowanie.
- Michael! O mój Boże! Byłeś taki! Taki! Przecudny w tym stroju!- brunetka wróciła.
- Dzięki- wybełkotałem w ręce.
- Och i znowu się zawstydził. Mikey, no przestań...
- Babuniu...
- Och, Mikey, Mikey. No idźcie wy młodzi i piękni, idźcie!- w tym momencie złapałem Van za rękę i pociągnąłem za sobą rzucając krótkie: "Cześć Buniu!".
- Do widzenia!- dziewczyna krzyknęła rozbawiona. Ruszyłem splatając nasze palce- Co jest Mikey?
- Nawet mnie nie denerwuj...
- Jesteś uroczy.
- Wiem...
- Ach ta skromność!- prychnęła.
- Także poznałaś już moją jakże rozmowną i szczęśliwą bunię.
- Ta kobieta zaraża dobrą energią!
- Przecież wiem. Żyję z nią pod wspólnym dachem już kilka lat.
- A masz...
- 18... tak wiem, to idiotyczne, że taki staruch jak ja mieszka z babcią...
- To cudowne z twojej strony. A poza tym ja też mam 18, a mieszkam z ciocią.
- Ale jesteś dziewczyną!
- No i?
- Ja powinienem być już na własnym utrzymaniu. Tak twierdzi mój ojciec...- spuściłem głowę. Przypomniało mi się jak niedawno uderzył mnie za to w twarz. Automatycznie dotknąłem palcami policzka.
- Wcale nie Mikey. Pomagasz babci i niech tak zostanie.
- To gdzie idziemy?- zmieniłem temat.
- Nie wiem...
Połaziliśmy tak niewiadomo ile. Nagle zrobiło się ciemno, a my siedzieliśmy po latarnią na ławce, wpatrując się w park. Piliśmy gorącą czekoladę zakupioną w kawiarni niedaleko, bo stwierdziliśmy wspólnie, że na kawę już za późno.
- Ja muszę się zbierać- oznajmiła nagle brunetka.
- Uch... dobrze- wyszeptałem.
- Idź spać Mikey, już dość wrażeń na dziś- wstała i zaczęła odchodzić, gdy złapałem ją za nadgarstek.
- Vani...
- Hum?- podniosłem się z ławki, przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem delikatnie w usta.
- Dobranoc...- wyszeptałem zmieszany i ruszyłem w przeciwną stronę.
(Van?)