Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dawny blask. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dawny blask. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 marca 2016

Od Cath do Kian

Był słoneczny dzień.Postanowiłam wyjątkowo wyjść na świeże powietrze.W skrócie postanowiłam wyjść z mojej twierdzy.Kiedy byłam na ulicy, obok mnie zatrzymało się auto ( Audi Regula R8 Spyder ).Pojazd zatrzymał się z piskiem opon.
-Może by tak ciszej?! 
- Po co?Jak jest głośniej to jest fajniej :-)
- Ta . Dla ciebie fajnie ale dla mnie nie.
Chłopak z auta zaparkował na najbliższym parkingu.Ja szłam drogą i zaczęłam iść w stronę parku.Usiadłam na ławce i zaczęłam czytać książkę pt. ,, Dary Anioła : Miasto Kości ''.Nagle przede mną pojawił się chłopak z ,, dzikiego auta ''.
- Czego chcesz? - zapytałam
- Ja?
- Yyyy... tak ty. A kto inny stoi przede mną?Pomyślmy.. Ty. O co chodzi? - zapytałam gniewnie-
Chłopak miał..... Trudno to dla mnie to określić ale miał niebiesko-białe włosy. Było to dla mnie nowe.
No cóż najwyraźniej po Nowym Yorku można się wszystkiego spodziewać...



Kian??

sobota, 19 marca 2016

Od Petera

Wyszedłem ze studia i ruszyłem do warsztatu. Przez pół roku zmieniło się dużo w moim życiu. Wygrałem konkurs fotograficzny, przeszedłem kilka kursów, a teraz pracuję dla świetnej firmy, gdzie wykonuję zdjęcia promujące filmy, czy nowe serie ubrań. I to tyle co dobrego się stało. Rzuciłem mechanikę, ciotka od śmierci mamy nie dawała mi chwili spokoju, a przyjaciele odeszli. Amy była zajęta robieniem kariery, z wyjazdem Jacka rozpadła się ekipa, a i mój kontakt z Gwen się urwał. Mówi się trudno. Pojechałem pod zakład BigBo, gdzie zauważyłem znajomy samochód, ale nie wiedziałem skąd go kojarzę. Mike stał pochylony nad jakimś mercedesem. 
-Cześć, co tam?-powiedziałem wchodząc.
-Patrzcie, kto to nas zaszczycił swoją obecnością? Czyżbyś wracał do nas?
-Nieeee, na razie nie, ale może kiedyś, o ile mnie przyjmiecie.
-Zawsze Peter-odezwał się przechodzący Bo.-Mike miałeś iść po zakupy.
-Ale to tak daleko...
-Chodź to cię podwiozę ciamajdo.
Pojechaliśmy do najbliższego sklepu, a gdy Mike wyszedł, przez przypadek pchnął jakąś dziewczynę, a ona straciła równowagę.
-Mike ty ofermo! Przepraszam Cię za tego durnia, nigdy nie uważa na to co robi-wyciągnąłem ręke do dziewczyny i pomogłem jej wstać. Gdy była już na nogach, poznałem ją.-A z reszta co ci będę tłumaczył. Cześć Amy. Miło cię widzieć.

<Amy?>

Od Gwen cd Briana

Kuzyn Scotta, który z nim pracował? I wycofał się z tego.... Watsonie chyba się domyślam, jako kto pracuje... Wyszliśmy z kawiarni i poszliśmy do parku. Chodziliśmy rozmawiając o różnych rzeczach.
-Masz rodzeństwo?-zapytałam chłopaka.
-Tak, młodszą siostrę Yvette. Przeniosła się niedawno do Nowego Jorku. A ty?
Uśmiechęłam się na samą myśl o moim braciszku.
-Sześcioletniego brata, Dylana i trzy lata młodszą jędzę Jade. Rodzice wywieźli ją do naszej babci z Polski. Dość problematyczna osoba.
Odezwał się dźwięk telefonu. Przeprosiłam chłopaka i odczytałam wiadomość.
"Dzisiaj. Lotos. 20.00. Mickey"
Pokręciłam głową. Czy on nie odpuści? Ekipa się rozpadła, a ten dalej swoje.
Spojrzałam na przejeżdzający niedaleko samochód. Szturchnęłam Briana w bok, wskazując pojazd.
-Niezły silnik, ale dużo zużywa paliwa. Nieopłaca się do miasta, nie uważasz?
-Zgadza się. Dziewczyna znająca się na samochodach? Nie zła nowość-zaśmiał się, a po chwili i ja do niego dołączyłam. 
-Mój były jest mechanikiem, a raczej...był. To skomplikowane.
Zaczęliśmy rozmowę o samochodach, a ja znalazłam sposobność, aby potwierdzić swoją hipotezę.
-A co uważasz o tym nowym kierowcy... Danny'm Marronie? 
-Miał nie zły sezon, ale wątpię aby teraz poszło mu równie dobrze.
Uśmiechnęłam się ze satysfakcją.
-Mam Cię.
-Co?
-Wiem już jako kto pracujesz. A raczej gdzie. Na wyścigach samochodowych... niekoniecznie legalnych. 
-Ale jak? Skąd?
-Mimo że jestem blondynką, to potrafię dodać dwa do dwóch. Pierwsze Marron to wyścigowiec, ale nielegalnie. Dwa wiem, kim był Scoot, w końcu byliśmy dobrymi przyjaciółmi... tak myślę. Trzy poznaję ludzi z mojego byłego fachu.

<Brian?>

Od Grace

Pierwsze, co zobaczyłam po uchyleniu powiek był oślepiający błysk promieni słonecznych. Szybko zakryłam oczy rękoma i zsunęłam się z łóżka. Podeszłam do okna. Nowy York chyba pierwszy raz w tym roku był taki pogodny. Uśmiechnęłam się na myśl, że w końcu dzisiaj jest sobota i nie muszę lecieć na wykłady. Postanowiłam zjeść śniadanie na mieście. Szybko się odświeżyłam, nakarmiłam zwierzaki i łapiąc płaszcz wyszłam na dwór. Świeże powietrze od razu mnie rozbudziło. Rozglądając się szczęśliwie dookoła ruszyłam w stronę jednej z pobliskich restauracji. 
- Grace, miło cię znowu widzieć. – jeden z kelnerów podszedł do mnie, kiedy tylko pojawiłam się w drzwiach wejściowych.
- Cześć Chris. – odparłam i biorąc od niego kartę usiadłam przy pierwszym wolnym stoliku. Był to wysoki, blondwłosy chłopak. Jego rodzice znali się z moimi i to chyba tylko dzięki temu, że ma tu mnie pilnować, pozwolili mi wyjechać. 
- Wezmę porcję tych naleśników. 
Chłopak odszedł, a ja pogrążyłam się w swoich myślach czekając na zamówione jedzenie. Tą spokojną i miłą chwilę przerwał odgłos tłuczonych talerzy. Drgnęłam i spojrzałam w stronę dochodzącego hałasu. Ktoś musiał wpaść na idącą kelnerkę, bo teraz ona wykłócała się ze stojącym tyłem do mnie chłopakiem. Kierowana irracjonalnym instynktem, przez którego zawsze pakowałam się w kłopoty, podeszłam do nich.
- Może pomogę? – zapytałam, ale dziewczyna obrzuciła mnie zabójczym spojrzeniem i warknęła coś o nie posiadaniu oczu, a potem ruszyła w kierunku kuchni. Spojrzałam na sprawcę incydentu. Zdecydowanie próbował zachować powagę, ale coś mu nie wychodziło.
- I co się śmiejesz? – spytałam, ale sama zachichotałam przypominając sobie reakcję pracowniczki.

(ktosiu?)

środa, 16 marca 2016

Od Matthewa cd Marinette

Uśmiechnąłem się do niej.
-Jasne, rozumiem, ja mam młodszą siostrę, więc wiem jak to jest. W takim razie, nie zatrzymuję. Może miałabyś ochotę się kiedyś spotkać?
-Czemu nie...
Wymieniliśmy się numerami i ruszyliśmy w swoje kierunki. Skoczyłem na szybkie zakupy, a potem ruszyłem do domu. W progu przywitała mnie rozradowana Maya. Sześciolatka, z bójną wyobraźnią, która nigdy nie zaznała domowego terroru. I niech tak zostanie. Rozpakowałem zakupy i uwaliłem się na kanapę. Wieczorem miałem zmianę w pabie, więc nie było co liczyć na spokój. Przysnąłem i obudziła mnie dopiero młoda. 
-Matt, mama mówi, że zaśpisz do pracy i chrapaniem obudzisz samego trupa.
-Tak mama powiedziała?
-Moooooooże trochę inaczej-powiedziała pokazując wszystkie swoje ząbki w uśmiechu.
Zjadłem coś, przebrałem się i ruszyłem do pracy.

<Marinette, kompletna blokada twórcza :/ )

niedziela, 13 marca 2016

Od Briana CD Gwen

Dziewczyna zaśmiała się. Odwzajemniłem uśmiech. Spojrzałem się w górę. Szare chmury płynęły po niebie jak po morzu. Z transu wyrwała mnie Gwen.
- A tak poza tym... Gdzie pracujesz? - spytała z wyczuwalną ciekawością w głosie.
- Ten...No...Jako...- zaciąłem się. Przecież nie mogłem powiedzieć jej co robie! - No...Jako...Barman?
- Hm. Przecież słyszę, że kłamiesz. Mnie nie oszukasz. - uśmiechnęła się pokazując przy tym swoje nieskazitelnie białe zęby.
- Nie czas na to. Kiedyś ci może powiem.
- Okey, jak wolisz. - odpowiedziała.
- Przejdziemy się gdzieś?
- Jak chcesz. A tak wracając do przyjaciół i w ogóle. Znasz Scotta? Coś mi go trochę przypominać. - spojrzała na mnie badawczo.
- Tak. To mój kuzyn. Kiedyś razem pracowaliśmy, ale wycofał się z tego. - oznajmiłem wstając ze stolika.

<Gwen? Brak weny ;_;>

czwartek, 10 marca 2016

Od Marinette cd Matthewa

- Ja...ja jestem Marinette. A mój towarzysz to Colin.
Psiak Zamerdał ogonem i zaczął łasić się do Matta. Chłopak pogłaskał go za uchem. Colin był w siódmym niebie. 
- A tak w ogóle to dzięki za pomoc. -uśmiechnęłam się lekko.
- Nie ma za co. 
Przyjrzałam się chłopakowi dokładniej. Wydawało mi się przez chwilę, że go kojarzę, jednak nie pamiętam, żebym go kiedykolwiek widziała. Chłopak zobaczył, że mu się przyglądam.
- Coś nie tak? 
Poczułam jak na mojej twarzy pojawiają się czerwone rumieńce. 
- Nie, tylko wydawało mi się, że skądś Cię kojarzę. 
Nagle zadzwonił mój telefon. Pospiesznie wyciągnęłam go z kieszeni. Mama. 
- No?
- Wracasz już, muszę wychodzić do pracy, a Leen nie może zostać sam.
- Tak, za dziesięć minut będę.
Rozłączyłam się.
- Wybacz mi, ale muszę wracać do domu, zaopiekować się bratem.
<Matt?>

Od Gwen cd Briana

Uśmiechnęłam się do chłopaka. 
-Tu za rogiem jest przyjemna kawiarnia.
-No to prowadź...dziewczyno.
Walnęłam się dłonią w czoło.
-Fakt nie przedctawiłam się. Jestem Gwen.
-Brian.
Ruszyliśmy do "Dark Angel's", pobliskiej kawiarni, gdzie zamówiliśmy dwie kawy.
-Studiujesz coś? -zapytałam chłopaka.
-Nie. Byłem na studiach informatycznych, ale rzuciłem je. A ty?
-Biotechnologia. Nuuuuuda, ale fajna nuda. Przynajmniej dla mnie. Odskocznia od mojego zazwyczaj pokręconego życia, które przez ostatnie pół roku było jedną z najnudniejszych rzeczy we wszechświecie. Kiedy mojemu byłemu zaczęło się powodzić opuścił mnie z zakręconego życia, chłopak, który mi się podobał wyjechał, a "moja" ekipa rozwaliła się bo jeden wyjechał... Po co ja ci to mówię?!-spojrzałam na chłopaka, który zaciskał usta ze śmiechu. Zaczęłam się śmiać, a po chwili dołączył do mnie.- Przepraszam cię,  ale czasem tak mam. Ja to robię pierwsze wrażenie. Jak nie przywalę drzwiam to wpadnę na kogoś albo zagadam na śmierć. Może to dlatego wołają na mnie gaduła?
-Wiesz, coś może w tym być. Wyrzucałaś słowa szybciej niż pistolet kulę.
-Gratuluję wytrwania, bo większość wychodzi -zaśmiałam się. 

<Brian?>

środa, 9 marca 2016

Od Matthewa cd Marinette

Spojrzałem na dziewczyne.
- Bujanie w obłokach idąc przez Nowy Jork? Sport ekstremalny.
Na policzki dziewczyny wstąpiły rumieńce.
-Zapatrzyłam się na to, co się tam stało.
Spojrzałem na tłum gapiów. Wypadek, jedyne co zatrzymuje tych ludzi. Zawsze gdzieś gnają , a teraz spokój. Spojrzałem na psa, którego prowadziła dziewczyna.
-Fajny psiak. Niezły obrońca.
-Jak widać ma temperament.
-A tak w ogóle to jestem Matthew, ale możesz mi mówić Matt.

<Marinette?>

Od Briana CD Gwen

Dzień jak dzień. Szary, pokręcony i przede wszystkim nudny. Żadnych wyścigów w tym tygodniu. I co za tym idzie? Brak kasy.
Wyjrzałem przez okno w salonie, by popatrzeć na ludzi mijających się ze sobą. Jakaś kobieta wrzeszczy na dziecko, a to płacze. Dresy zaczepiają laski na ulicy. Miałem ochotę z tond wybiegnąć i potłuc te niedorozwoje dzisiejszych czasów. Po chwili ucieczki od rzeczywistości wziąłem sobie fajkę, by zapalić. Ubrałem pierwszą, lepszą kurtkę i buty po czym wyszedłem z tego więzienia. Odpaliłem. Kątem oka zauważyłem blondynkę, która zbierałam porozwalane rzeczy na chodniku. Przyjrzałem jej się dokładniej, ale nic znajomego m inie przychodziło na myśl. Z "dobroci serca" podszedłem do niej wlekąc za sobą nogi. Gdy byłem już przy niej, przyklęknąłem na ulicy by jej pomóc. Zebrałem kosmetyki i inne rzeczy "potrzebne kobiecie do życia". Wstałem i już miałem odejść, gdy dziewczyna nagle zagadnęła:
- Dzięki za pomoc. Może dałbyś się zaprosić na kawę? - spytała.
- Chętnie. A to nie chłopak powinien zapraszać na randki? - odpowiedziałem pytaniem.
- Randki? Znamy się od pięciu minut. Zwykłe spotkanie w celach towarzyskich i jakby cię to interesowało to czasy się zmieniły. - uśmiechnęła się w lekkim rozbawieniu.
- Jeśli chcesz...

<Gwen?>

Od Gwen

Czy świat oszalał? Moim zdaniem już bardzo dawno temu. Stojąc w porannym korku, obserwowałam ludzi do okoła. Wszyscy gdzieś pędzili. Do pracy, do szkoły... Po prostu świat bardzo szybko pędzi do przodu, a ja utkęłam nie tylko w faktyczne istniejącym korku, ale i w mentalnym. Nic kompletnie się nie dzieje, a jeszcze parę miesięcy temu, działo się aż za dużo. Wyścigi, pokręcone imprezy ze Scottem i Peterem, głupie zakłady, spotkania z ekipą, a teraz... Połowa znajomych wyjechała, a ja dalej tkwię. Wybrałam numer i zadzwoniłam do Petera. Odebrał po trzecim sygnale.
-Tak, żyję jeszcze. Nie, nie skoczyłem z dachu, nie powiesiłem się na sznurze w piwnicy, nie podciołem sobie żył. Wszystko gra.
-To super-zaśmiałam się. 
-A to ty Gwen, myślałem, że to ciotka. Dzwoni do mnie codziennie, od śmierci mamy i wypytuje, czy żyję. Od pół roku! 
-O ty biedny-zaśmiałam się. -To dziś wieczorem wyskakujemy do baru.
-Nie mogę, mam sporo roboty. Na jutro muszę mieć gotowe zdjęcia, a jeszcze całkiem sporo ich zostało. Poza tym muszę kończyć bo Big Bo zaraz wydepcze dziurę w podłodze. Zadzwonię później, cześć .
- Cześć -mruknęłam pod nosem.
Nawet eks nie ma czasu. Nie jest dobrze. Zaparkowałam w pobliżu parku i ruszyłam na spacer. Gdy szłam, jakiś dzieciaczek potrącił mnie, a zawartość mojej torebki wylądowała na ziemi. Rzuciłam się do zbierania.
-Pomogę ci-zaproponował ktoś.
-Dzięki.

<A kto taki to był?>

Od Marinette

Dzień był pochmurny, rano padało, dlatego też na ulicach było pełno kałuż. Szłam z Colinem przez park, przy którym mieszkałam. Nagle naszła mnie ochota na zrobienie zdjęć. Wyciągnęłam, więc telefon i powiedziałam Colinowi, aby usiadł. Psiak posłuchał i usiadł sobie obok fontanny. 
- Wyglądasz idealnie, spójrz się.
Colin odwrócił się w moją stronę. Nacisnęłam przycisk i zdjęcie zrobione. Wyszło tak pięknie. Zrobiłam jeszcze kilka zdjęć Colinowi z fontanną i postanowiłam wracać do domu. Szłam główną ulicą miasta. Nagle zobaczyłam grupę ludzi, którzy dyskutowali o czymś głośno. Nie daleko stała karetka i policja. Jakieś dwie kobiety płakały głośno. Byłam tak wpatrzona w te całe zamieszanie, że nie zauważyłam innych ludzi, idących tuż obok mnie. Jakiś starszy gość popchnął mnie i upadłam na chodnik. Colin od razu zaczął szczekać i rzucać się na niego, ale uspokoiłam go. 
- Nic Ci nie jest? -usłyszałam.
- Nic.
Po chwili ktoś złapał mnie za dłoń i pomógł mi wstać. Otrzepałam spodnie z błota i spojrzałam na osobę, która mi pomogła. Był to wysoki chłopak w ciemnych włosach. Zmierzył mnie wzrokiem i powiedział...
<ktoś?>

poniedziałek, 2 listopada 2015

Kochani (o ile ktoś tu jest)
Prosiłabym abyście do niedzieli napisali opowiadanie.

piątek, 23 października 2015

Od Gwen cd Ann

Co jest lepsze niż budzik? Młodszy brat i pies. Spałam sobie w najlepsze kiedy na moje łóżko wpadła mieszanina ludzkich rąk i psich łap. 
-Gwen wstawaj! 
-Dylan-jęknęłam.-Ja mam wolne.
-A ja i Sena chcemy się bawić. Wstawaj!
Postanowiłam jechać do centrum i rozejrzeć się za urodzinowymi prezentami dla Dylana oraz Tony'ego. Postanowiliśmy urządzić im imprezę niespodziankę. My w sensie ja i chłopadki z wyścigów. 
-Gdzie ja mam Ciebie wywieść młody?
Spojrzałam na brata, jak pałaszował piątego już naleśnika.
-A dlaczego chcesz mnie wywieść? 
-Muszę coś załatwić. Tony jest zajęty....
-To zawieź mnie do Petera...
Po krótkiej rozmowie i odwiezieniu brata, pojechałam do centrum handlowego.
~*~
-Szukałam prezentów dla mojego brata i kuzyna.
-Urodziny? Imieniny?-zapytała dziewczyna.
-Urodziny czwarte i dwudzieste. Razem z ekipą organizujemy je na torze w sobotę o osiemnastej. Pamiętasz, byliśmy tam kiedyś.
-No tak, pamiętam-powiedział Scott.
-To właśnie tam. Jeśli macie ochotę to wpadnijcie. A jak macie wolny wieczór i macie ochotę pospędzać czas ze świrami z toru to wpadnijcie do naszej stałej miejscówki, Dionizosa. Chłopaki muszą odpokutować swoje przegrane zakłady.
-Przemyślimy to -powiedziała Ann.
-Super. A teraz niestety muszę iść. Czeka mnie jeszcze dzban soku z cytryny do zrobienia, za karę dla Harry'ego i brata muszę odebrać zanim pozna kilka nowych słówek z podwórkowej łaciny. Miło było poznać Ann.
-Mi Ciebie też.
-Część wam- powiedziałam i ruszyłam do wyjścia.
Pojechałam do warsztatu, gdzie zostałam Maxa. 
-Siemka, gdzie Dylan?
-Z Peterem, w samochodzie na tyłach.
-Dzięki.
Ruszyłam do nich. Zastanawiałam się czy Scott i Ann pojawią się dzisiaj w klubie.

<Ann lub Scott? :)>

Od Ann

Wstałam, ubrałam się, umyłam. Jak co dzień. Dzisiaj czułam się wyjątkowo świetnie. Dawno tego nie czułam. Poszłam do brata obudzić go.
- Czego ty chcesz? Jest dopiero 7.oo - odparł wstając z łóżka.
- Dopiero? Ty masz iść na 8.oo do firmy! Kurde! Takie podziękowanie za to, że cie pilnuję. - powiedziałam lekko naburmuszona.
- Jezuuu, ale ty z ciebie fochaczka. Heh, mówiłaś mi, że wczoraj wieczorem dzwonił do ciebie twój agent. - powiedział.
- No dzwonił. Ale to tylko o jakieś bzdety.
- Ta... Ann, poza tym ja mam DZISIAJ WOLNE. - oznajmił - Nie wiesz?
- ... Nie wiedziałam. W takim razie ubieraj się i idziesz ze mną na zakupy!
Nic nie mówił, ale wiedziałam o co mu chodzi. To typowe "daj mi spokój", ale co tam.
Po jakiejś godzinie byliśmy w galerii. Latałam po sklepach jak opętana. Przez przypadek wpadłam na jakąś dziewczyne. Obie upadłyśmy. Podbiegł Scott.
- Nic ci nie jest Gwen? - podał jej rękę i patrzył się na nią maślanymi oczami.
- Nic, nic... A to zapewne twoja siostra? - odwróciła wzrok i skierowała go w moją stronę.
- Tak. Jestem jego siostrą, a ty to kto? - spytałam się.
- Jestem Gwen, przyjaciółką Scotta. A ty?
- Ann. Oj chyba coś powiem Scott - powiedziałam ironicznie.
- Ani się waż! - krzyknął wkurzony chłopak.
- O co chodzi? - spytała się rozkojarzona Gwen.
- Nic już. A tak w ogóle co ty tu robisz?
-...
<Gwen? Sry, wenus brakus C: >

czwartek, 22 października 2015

Ogłoszonko

Ann rzuciła pomysł odnowienia bloga, a skoro udało jej się zanieść chętnych to czemu nie :) Brawa dla niej.
A więc tak, jeśli ktoś zostaje to prosiłbym, aby powiadomić o tym, że chcę zostawić swoją postać/postacie administratorów czyli mnie, Ann lub Petera.
Pozdrawiam gorąco w te chłodne dni
Gwen

Od Ann CD Nick'a

- Może do... do... do...czekaj chwile. - powiedziałam po czym wyjęłam z torebki telefon. Wystukałam numer do Scotta. Odebrał;
- Hej, co chcesz? - spytał Scott.
- Kiedy i gdzie jest następna impreza w klubie Galaxy? - spytałam.
- A co ty tak nagle? Przecież, nie chodzisz na imprezy... Już wiem! To chłopak? - spytał ironicznie mój wredny brat.
- NIE!!!!! CICHO! Mów bo wybuchne!
- Okey, okey... Dzisiaj o 16. Pa - pożegnał się, po czym rozłączył telefon.
Wróciłam do Nicka.
- Może do klubu? Za 20 min się zaczyna, więc zdążymy. Poza tym, nikt nas nie rozpozna bo wszyscy są tam zajęci swoimi sprawami. - oznajmiłam.
- Może być, tylko ubierz się jakoś. No wiesz... bez szczegółów. - powiedział.
- Ok... A ty?
- Ja mogę tak iść.
Wyszłam z salonu i pobiegłam truchtem w stronę mojej sypialni. Zanurzyłam się w szafie i przeglądałam ubrania.
- Nie to, nie to, nie to, nie to... - mruczałam pod nosem.
Po chwili wrzasnęłam:
- JEST!!
Wyszłam z szafy już przebrana w takie ubrania.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjKswAWS0Sgwcyc51qISNvNS8Z1tQ0CqUeeJ770UOy4_uHaKhcypC3LszPBsUVqrlMY8nBCpLVFgV60YW9kDB5WiAId9qV2pM4E5OV7wVyWexE3kSzfoen8ZkYjI-7l75tX09Srke58gYnv/s1600/stylizacja-Gaddess-na-impreze.jpg









Wracając do salonu spytałam się Nicka czy mu się podoba:
- ...

<Nick? ;3 Sry, że same dialogi, ale weny brakło>

Pobudka!

Czemu nikt nie odpisuje opowiadań? ;-; Wiem, że nie ma czasu, ale przecież da się znaleźć chwilę na zajrzenie  i powiadomienie kogoś na chacie. Postaram się dodawać nowych członków i spróbuję reaktywować bloga, ale jak dotychczasowi admini nie dadzą znaku życia... to trudno... Będzie trza sobie jakoś radzić. Pisałam z Gwen przez howrse (pare miesięcy temu jak blog był aktywny), że mogę być adminem. Nie będę się wpisywać, że jestem bo nie będe decydować za adminów. Podsumowując, jeśli jakiś dotychczasowy członek tego bloga jeszcze ma nadzieje na odnowienie bloga, niech napisze na chacie.

Pozdrawiam
Ann/Scott McCarney

sobota, 29 sierpnia 2015

Od Kingi

Kiedyś ktoś mi powiedział, że marzenia się spełniają. Nie ważne jak bardzo są niemożliwe. Wierzyłam w to, ale teraz widzę jak bardzo się pomylił. Rzeczywistość to dno, które jeszcze bardziej się pogłębia. Dla świata nie ma już ratunku.
Siedziałam na parapecie w moim małym mieszkaniu, a raczej dziurze. Patrzyłam na kałuże, które stawały się coraz większe i brudniejsze. Ludzie chodzili z parasolami nad głową. Chcieli być susi, ale tylko z pozoru. Każdy człowiek jest mokry. Tylko, że nie na zewnętrz.
Po policzku spłynęła mi słona łza. Po chwili bezsensownego patrzenia się na krople spływające po szybie, wstałam i wyszłam z mieszkania. Jeśli w ogóle mogę nazwać jeden pokój, w którym się osiedliłam. Założyłam czarną bluzę i założyłam kaptur. Wychodząc z budynku widziałam ludzi. Większość gdzieś się spieszyła i klęła pogodę.
Spojrzałam w górę na ciemne niebo. Krople padały mi na twarz. Postanowiłam udać się na jeden z najwyższych budynków. Po chwili siedziałam już na dachu wieżowca. Z góry wszystko wygląda inaczej. Zamknęłam oczy i założyłam słuchawki. Puściłam głośno muzykę i „uciekłam” do innego świata.
Siedziałam tak do wieczora, pogrążając się w rozpaczy. Nie lubiłam się nad sobą użalać, ale czasami każdy ma słabsze dni. Zawsze udawałam jaka to nie jestem silna, ale czułam się jak nieudacznica.
Szłam powoli do domu, gdy nagle zobaczyłam, że komuś wypadła książką.
Z racji tego, że byłam książko holikiem podniosłam ją i podbiegłam do postaci. Było już ciemno, a latarnie tylko oślepiały. Nie widziałam, więc kto to jest.
-Wypadła Ci książka. –powiedziałam.

Ktoś?