Spuściłem głowę. Zabolało. Zabolało mnie to, że widzę ją z innym. No cóż, przecież nie jesteśmy parą, więc... pewnie byłem tylko stanem przejściowym. Odskocznią od życia...
Jak zawsze...
Uniosłem głowę z udawanym uśmiechem, mimo, że wśrodku krwawiłem i krzyczałem w niebogłosy.
- Mogę przyjąć zamówienie?- spytałem. Zacisnąłem szczękę, która drżała i wpatrywałem się w nich. Chłopak jakby nic sobie z tego nie robił, Van była na początku zaniepokojona, ale potem westchnęła z ulgą, posłała mi uśmiech i zaczęła zamawiać dla siebie.
I ty jeszcze śmiesz się do mnie uśmiechać? Miałem ochotę ją pobić.
Autentycznie.
Chłopak dodał co on chce, a ja kiwnąłem głową i poszedłem do barku. Powiedziałem co tam chcę, a potem czekałem na zamówienie skubiąc nerwowo kraniec koszuli. Gdy taca znalazła się przy moim nosie, zaniosłem ją do stolika gdzie siedziała dziewczyna z chłopakiem. Podałem ją i szybko, nie oglądając się podszedłem do jednego kelnera.
- Rick, słuchaj, tamci państwo płacą te nieszczęsne 12 dolców, ok? Ja muszę iść...
- Okay...
Bogu dzięki moja zmiana dobiegła końca, więc mogłem opuścić lokal nie narażając się na krytyczne spojrzenie szefa. Po wyjściu zarzuciłem kaptur na głowę i ruszyłem przed siebie tak szybko jak umiałem. W oczach miałem łzy, a oddychało mi się tak ch*lernie ciężko.
Znowu to samo... znowu nikt cię nie chce.
Nie jestem osobą mściwą, więc nic im nie zrobię. Po prostu zniknę z jej życia. Zapomni o mnie bardzo szybko...
Zapłakany szedłem parkiem. Zatrzymałem się na polance i jak zwykle zacząłem zrywać kwiaty na wianek. Były białe. Usiadłem na trawie i powoli splatałem je w okrąg. Przez łzy nic nie widziałem, a gdy skończyłem mój koślawy "diadem", przyodziałem go. Siedziałem tak. Sam.
(Van? Cam?)