piątek, 1 maja 2020

Od Hailey cd Scotta

Popatrzyłam na niego bez większych emocji i skinęłam głową na znak zgody, po czym zmęczona dzisiejszą sporą ilością emocji i dość intensywnym dniem, położyłam się na kanapie. Nie musiałam długo czekać, aż obok mnie zaległ Lucky. Podrapałam go za uchem, po czym wróciłam do przeglądania wiadomości, które przyszły do mnie w ciągu ostatnich kilku godzin, kiedy nawet nie myślałam o grzebaniu w telefonie.Kilka minut później do środka wraz z zapachem dymu papierosowego wszedł Scott.
-Pieska trzeba wyprowadzić - oznajmiłam, patrząc na niego wyczekująco.
-Nie wygląda jakby bardzo tego potrzebował - stwierdził, siadając na brzegu kanapy i gładząc mnie po głowie.
-Gorzej będzie jak nagle będzie potrzebował w środku nocy, wtedy ja z nim nie wychodzę - zaśmiałam się i obróciłam głowę w jego kierunku, spoglądając w jego oczy. 
 -Przekonałaś mnie, wizja wychodzenia z nim w środku nocy niezbyt do mnie przemawia - westchnął i przyciągnął mnie do siebie.
 Uśmiechnęłam się do niego i oparłam głowę o jego klatkę piersiową. Siedzieliśmy tak kilka minut, po czym, Scott podniósł się i zawołał psa, aby wyjść z nim na krótki spacer.
-Weź bluzę - zawołałam za nim, kiedy miał już wychodzić.
Chłopak cofnął się z miną niezadowolonego dziecka i ubrał na siebie bluzę. Uśmiechnęłam się na ten widok i kiedy zniknął za zamkniętymi drzwiami, udałam się pod ciepły prysznic. W międzyczasie, kiedy się kąpałam usłyszałam odgłos drzwi. Wyszłam spod prysznica, owinęłam się ręcznikiem i zauważyłam, iż nie zabrałam ze sobą żadnych ubrań. Umyłam szybko jeszcze twarz i posmarowałam ją kremem, po czym opuściłam pomieszczenie, wpadając na Scotta, który kręcił się w korytarzu. Uśmiechnął się na mój widok i objął mnie ramionami, uniemożliwiając mi dalsze przemieszczanie się. Oplotłam go swoimi rękami, unosząc nieco głowę i spoglądając wprost w jego oczy, w których błyskały iskierki szczęścia i fascynacji.

Scott?

czwartek, 30 kwietnia 2020

Od Patrica cd Gwen

Uśmiechnąłem się lekko w jej kierunku.
-Nie, prawdę mówiąc obudziłem się niedawno i opracowywałem plan, jak wstać, aby cię nie obudzić - mruknąłem, całując ją w czubek głowy.
-No skoro tak... - westchnęła.
-Co chcesz na śniadanie?- zapytałem.
-Wymyśl coś - stwierdziła.
Przewróciłem oczami i delikatnie wysunąłem się spod jej ciężaru, a następnie zgarniając po drodze dresy, wsunąłem je na siebie i ruszyłem w kierunku kuchni. Postanowiłem zrobić tosty i ciepłą kawę, która postawi nas na nogi. Niedługo później wszystko stało już gotowe na stole. Leniwym krokiem ruszyłem w stronę sypialni, gdzie wciąż wylegiwała się Gwen. 
-Kochanie,śniadanie podano - oznajmiłem, stając w drzwiach i patrząc na nią.
-Tak? - mruknęła, unosząc nieco głowę z poduszki.
Podszedłem do łóżka i usiadłem na jego brzegu, wyciągając rękę w jej kierunku. Dziewczyna leniwie wyciągnęła swoją w moim kierunku i ujęła moją dłoń. Pociągnąłem ją, sprowadzając do pozycji siedzącej i wziąłem w ramiona, delikatnie całując jej usta. Dziewczyna oddała pocałunek i wgramoliła się na moje kolana. Objąłem ją w talii, upewniając się, aby nie spadła na ziemię, dalej nie przerywając pocałunków. Po chwili jednak odsunąłem się od niej nieco.
-Kochanie, tosty ci stygną - szepnąłem, odgarniając zbłąkany kosmyk jej włosów za ucho.
Gwen popatrzyła na mnie smutnym wzrokiem i złożyła na moich ustach ostatni, leniwy pocałunek, po czym stanęła na podłodze i zarzucając na siebie moją bluzę, wiszącą na krześle, ruszyła do kuchni. Przewróciłem oczami na ten widok i ruszyłem w jej ślady.
Gwen?

wtorek, 28 kwietnia 2020

Od Scotta cd Hailey


Objąłem ją przyciągając do siebie, kładąc dłoń na jej talię. Uśmiech praktycznie nie schodził mi z ust. Przez jakiś czas leżeliśmy w ciszy po prostu obserwując niebo. Po prostu nic więcej nie potrzebowaliśmy. W pewnym momencie natrafiłem na jej zimną dłoń.
-Kochanie, a ty co nie mówisz, że zamarzasz? –Zapytałem łapiąc jej rękę i okrywając ją swoimi dłońmi.
-Oj tam, tylko trochę mi zimno –powiedziała, przekręcając się trochę aby na mnie spojrzeć.
-Wracajmy do domu, za nim mi do reszty zamarzniesz, skarbie –powiedziałem całując ją w czubek głowy, po czym usiadłem pociągając ją za sobą.
Dziewczyna zaplotła dłonie na moim karku, przyciągając do siebie. Pocałowałem ją krótko w usta, po czym zabrałem się za ogarnianie, z pomocą Hai. Zebrałem koce z ziemi i wraz z resztą rzeczy wyniosłem je do chaty, rzucając je na zakurzony tapczan. Zamknąłem drzwi i odwróciłem się do dziewczyny, która stała patrząc w jezioro. Podszedłem do niej i objąłem ją ramieniem, po czym ruszyliśmy do samochodu. Rozsiadła się wygodnie, a po chwili zabrała się za szukanie jakiś lepszych piosenek. Całe szczęście ruch na drodze nie był za duży, więc podróż mijała nam spokojnie.
-Udała się niespodzianka? –Zapytałem zerkając na nią, łącząc wolną rękę z jej.
-Zdecydowanie –powiedziała uśmiechając się i ścisnęła mocniej moją dłoń.- Zastanawia mnie tylko, kiedy udało ci się to ogarnąć?
-Zapewne bez pomocy mojej siostrzyczki, niewiele by mi z tego wyszło. W ramach zadość uczynienia, będę winny jej jeden dzień opieki nad Marry, ale mogło być gorzej. Poza tym, dla twojego zadowolenia wszystko –powiedziałem, przyciągając jej dłoń do siebie, całując jej wierzch.
Im bliżej byliśmy miasta tym większy ruch panował, ale końcu dotarliśmy pod mieszkanie. Zabrałem rzeczy z samochodu, po czym ruszyliśmy do domu. Od progu przywitał nas uradowany Lucky, plączący się pod nogami utrudniający wejście. W końcu udało mi się odłożyć rzeczy.
-Idę zapalić –powiedziałem całując ją w skroń.

Hailey?

czwartek, 23 kwietnia 2020

Od Hailey cd Scotta

Byłam ogromnie zaskoczona pytaniem chłopaka. Na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Nigdy nie spodziewałabym się, że moje zaręczyny będą aż tak piękne, że w Scottcie drzemie taki romantyk.
-Jeju... - wydusiłam z siebie, a wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa było teraz ciężkie - tak!
Chłopak wstał i założył na mój palec pierścionek, a ja momentalnie rzuciłam mu się na szyję.
-Jest piękny - powiedziałam, spoglądając na pierścionek, po czym przenosząc wzrok w jego oczy.
Chłopak nachylił się nieco w moją stronę, łącząc nasze usta.Odwzajemniłam jego pocałunek, po czym wtuliłam się w niego jeszcze bardziej, o ile było to w ogóle możliwe. Siedzieliśmy jeszcze chwilę, po czym zdecydowaliśmy się iść na wspomniany wcześniej spacer. Chłopak chwycił moją dłoń, a ja wciąż nie mogłam się napatrzeć na pierścionek, który gościł teraz na moim palcu.
-Ale tu ciemnoo - jęknęłam, ściskając mocniej jego rękę.
-Może dlatego że jest wieczór, jesteś w lesie i jest ciemno? - zapytał, spoglądając na mnie z rozbawieniem.
-Że też ja na to nie wpadłam - mruknęłam, przewracając oczami.
-No popatrz - odparł, zatrzymując się i przyciągając mnie do siebie.
Jego twarz oświetlało lekko przebijające się przez korony drzew światło księżyca. Spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się do niego, zaplatając ręce na jego karku.
-Tak bardzo cie kocham - wyszeptałam, głaszcząc jedną z dłoni jego policzek.
-Ja ciebie też, pani Vasco - oznajmił, uśmiechając się i tym samym wywołując uśmiech na mojej twarzy.
Nasze twarze zaczęły zbliżać się do siebie. Złączyliśmy nasze usta w dość długim, pełnym uczuć pocałunku. Chwilę później nieco odsunęliśmy się od siebie, wciąż pozostając jednak w uścisku.
-Zimno mi - oznajmiłam, wtulając się w niego bardziej.
-Wracajmy, w aucie chyba mam jakąś bluzę - stwierdził, głaszcząc mnie po plecach.
Skinęłam głową, odsuwając się od niego i ujmując jego dłoń. Niedługo później wróciliśmy do miejsca, z którego wyruszyliśmy. Podeszliśmy do samochodu, a już po chwili Scott odnalazł w nim swoją bluzę, którą następnie mi podał. Już po chwili szary materiał okrył moje ramiona, a mi zrobiło się cieplej. Ponownie siedliśmy na kocu, a w zasadzie położyliśmy się na nim. Oparłam głowę o klatkę piersiową chłopaka i wspólnie patrzyliśmy w gwiazdy.

Scott?

czwartek, 9 kwietnia 2020

Od Scotta cd Hailey

Zerknąłem na nią, kładąc dłoń na jej kolanie.
-Podjedziemy jeszcze w jedno miejsce -odpowiedziałem, uśmiechając się do niej krótko.
Położyła dłoń na mojej ręce, ściskając ją delikatnie. Dziewczyna przyglądała mi się przez moment, jakby próbując odczytać coś z mojej twarzy.
-Wszystko w porządku? -Zapytała w końcu wciąż uważnie mnie obserwując. - Jesteś jakiś spięty. Chyba nie obraziłeś się za...
-Kochanie, nie mam pięciu lat, aby się o to obrażać -zaśmiałem się, co jednak jej nie uspokoiło. -Rose poprosiła mnie, abym zajrzał do starej miejscówki dziadka, czy widać tam jakieś ślady niechcianych lokatorów. Tylko tyle i wracamy do domu.
Dziewczyna wyglądała na usatysfakcjonowaną moją odpowiedzią, jednak i tak rzucała mi od czasu do czasu spojrzenia w stylu "coś mi tu nie gra". Skupiłem się ponownie na drodze, obawiając się, że jak zwykle zgubię odpowiedni zjazd. Od tej strony zawsze miałem problem dotrzeć, ale jakbym pojechał w drugą to babcia mogła by zabrać Rose na przepytanki. A puki co za to, że się obraziła nic nie będzie wiedzieć. Co prawda już w święta podrzuciła mi pierścionek, ale jak wiadomo, nie był to dobry czas. W końcu podjechałem na miejsce.
Parę metrów od lini brzegu jeziora stała mała chata, składająca się jedynie z łazienki i saloniku połączonego z kuchnią. Z nią znajdował się garaż, w którym z dziadkiem spędzaliśmy mnóstwo czasu. Ale dziś nie to było celem, a miejsce po drzewem obok domu.
 Wysiadłem z samochodu i podszedłem do jej drzwi. Otworzyłem je i wyciągnąłem dłoń w jej kierunku.
-Scott, a co to za okazja? -Zapytała, podczas gdy ja wyciągałem z bagarznika koszyk.
-Kochanie, przecież ja nawet cię nie zabrałem na porządną randkę. A że uruchomił mi się niepoprawny romantyk -powiedziałem na co parsknęła śmiechem -no to efekt masz przed sobą.
Dziewczyna podeszła do mnie kładąc dłonie na mój kark. Pocałowałem ją krótko, po czym ruszyliśmy po drzewo. Rozsiedliśmy się pod nim wygodnie i wyciągnąłem rzeczy z koszyka. Siedzieliśmy rozmawiając i żartując. W pewnym momencie Hailey podniosła się stwierdzając, że ma ochotę się przejść. Podniosłem się i złapałem ją za rękę.
-Poczekaj Hai... -odwróciłem ją do siebie. -Muszę cię o coś zapytać, ale zaznaczam, że jeśli nie jesteś gotowa to potraktuj to jako deklarację na przyszłość -powiedziałem zgarniając jej zagubiony kosmyk. Widząc, że chce coś wtrącić dodałem szybko. -Teraz będzie na tyle tandetnie, aby nawiedzało cię w koszmarach. Puki co ja mówię, za nim z nerwów padnę przed tobą jak ostatnia ofiara. Znamy się już noooo trochę.... Byłaś przymnie w trudnych chwilach... Wspierałaś mnie, nie raz o wiele bardziej niż ja ciebie... Znosiłaś moje humorki po wypadku i nie dawałaś mi się poddać, chociaż wielokrotnie miałem ochotę to zrobić. Wybaczałaś mi moje przewinienia i zaakceptowałaś nową sytuację, czego chyba najbardziej nie mogę pojąć, ale to jest w tej chwili nie ważne... Aż w końcu dokonałaś czegoś niemożliwego- całkowicie oczarowałaś moją babcię -powiedziałem wpatrując się prosto w jej ciemnobrązowe oczy, a ostatnie zdanie wywołało lekki śmiech blondynki. -Ostatnie tygodnie sporo myślałem o nas... Nie mam zamiaru przekonywać cię, że nie powinnaś się ładować związek ze mną jak mam w zwyczaju. Nie, te pół roku dało mi sporo do przemyślenia. Z tego miejsca chcę ci obecać, że dołożę wszelkich starań, aby cię nie zawieść. Chcę być dla ciebie wsparciem, w każdej sytuacji. Abyś nigdy więcej nie poczuła, że nie jesteś dla mnie ważna, bo to nie prawda. Kocham cię najmocniej na świecie i stąd moje pytanie... -urwałem puszczając jej ręce i odsuwając się trochę. Wziąłem głębszy wdech, klękając i wyciągając pierścionek z kieszeni. -Hailey Jones czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz panią Vasco?

Hai? ^^

środa, 8 kwietnia 2020

Od Hailey cd Scotta

Spojrzałam na chłopaka, unosząc do góry brew i śmiejąc się z niego.
-Jesteś taki niedoceniony, a my wszyscy to banda ignorantów, och - westchnęłam teatralnie, kładąc rękę na sercu.
-Jesteś taka zabawna - odparł, przewracając oczami, po czym wspólnie przekroczyliśmy próg domu.
Mary biegła wzdłuż korytarza, trzymając w dłoni jakąś zabawkę, którą najwyraźniej chciała pochwalić się babci. Rose usiłowała namówić babcię na zajęcie miejsca w salonie i wypicie przygotowanej właśnie herbaty, jednak kobieta chodziła po wszystkich pomieszczeniach i irytowała się pozmienianym położeniem niektórych przedmiotów.
-Nigdy się nie nauczycie, żeby odkładać rzeczy na miejsce, zawsze wiedziałam, że żadnego z was pożytku -mówiła pod nosem, przestawiając kolejne przedmioty.
-Miałaś odpoczywać, babciu - westchnęła Rose, opierając ręce na biodrach i patrząc na kobietę.
Prawdopodobnie właśnie zaczęła zdawać sobie sprawę, w co się wpakowała. Razem ze Scottem i Mary rozsiedliśmy się na kanapie w salonie, licząc, że może to zachęci babcię do klapnięcia w jednym miejscu. Biedna Rose wciąż bezradnie za nią biegała, usiłując ją powstrzymać.
-Babciu, chcemy się niedługo zbierać, może z nami usiądziesz? - zawołał Scott.
-Chyba nie chcesz, żebym uwierzyła, że się za mną stęskniłeś - prychnęła, siadając w końcu na fotelu obok nas i biorąc do ręki kubek. Na fotel naprzeciwko opadła zmęczona Rose, posyłając nam bezradne spojrzenie.
-Oj no wiesz co, ranisz moje serduszko - mruknął, przewracając oczami.
-Przestań, bo się zakrztuszę. Myślałeś może o karierze komika? - oznajmiła, wybuchając śmiechem.
-Oj jaki ty ostatnio wrażliwy i niedoceniany jesteś - westchnęłam, głaszcząc go po ramieniu i śmiejąc się w jego kierunku.
Posłał mi jedynie niezadowolone spojrzenie, dlatego złapałam jego dłoń i ścisnęłam ją lekko, posyłając mu przepraszające spojrzenie.
Jakiś czas później podnieśliśmy się z kanapy i udaliśmy do wyjścia, prawdę mówiąc spodziewałam się raczej powrotu do domu, niżeli jazdy gdziekolwiek indziej. Idąc przez podwórko w stronę samochodu przybiegł pies babci chłopaka, którego oczywiście nie mogłam nie pogłaskać, dlatego ukucnęłam przed nim, kiedy położył się przede mną na plecach.
-Jak zwykle - mruknął chłopak, stając przede mną.
-Oj nie bądź zazdrosny - mruknęłam, podchodząc do niego i przytulając go.
Chwilę później siedzieliśmy już w samochodzie. Rozsiadłam się wygodnie na fotelu pasażera, skupiając swój wzrok na skupionym na drodze  chłopaku.
-Gdzie ty jedziesz? - spytałam, kiedy zauważyłam, że jedziemy inaczej niż zwykle.

Scott? :3

środa, 25 marca 2020

Od Gwen cd Patrica

Leżełam przez moment uspokając oddech. Patric przyciągnął mnie do siebie. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej, a on objął mnie ramieniem. Stłumiłam ziewnięcie.
-Komuś tu się chyba energia skończyła -mruknął, na co prychnęłam. -Oj no niebocz się już. Zastanawiam się, czym jeszcze mnie zaskoczysz -powiedział głaszcząc mnie kciukiem po boku.
-Wiesz, niegdy nie wiadomo co mi odbije -powiedziałam uśmiechając się lekko. -I od samego początku mogłeś się o tym przekonać, kochaniutki.
-Oj tak... Najpierw mnie całowałaś, a potem w nogi... W jednej chwili tryskasz energią, a za moment już mi przysypiasz.
-I weź tu zrozum kobiety, co nie -mruknęłam sennie skubiąc go w bok.
Chłopak zaśmiał się lekko przytulając mnie mocniej. Wtuliłam się w niego, przymykając oczy. Nie ma co, chłopak nie ma ze mną łatwo. Jednak miałam nadzieję, że wytrzyma te moje "małe odchylenia". Poczułam jeszcze jak całuje mnie w czubek głowy. Nawet nie wiem w którym momencie przysnęłam.
Obudziłam się, leżąc wciąż na jego klatce. Przeciągnęłam się lekko, starając się nie obudzić Patrica, jednak średnio mi się to udało. Kiedy tylko podniosłam głowę, zobaczyłam jego zielone oczęta wpatrzone we mnie.
-Hej -mruknęłam podciągając się wyżej i cmoknęłam go krótko. -Mam nadzieję, że cię nie obudziłam -dodałam przeczesując włosy.
Patric?

niedziela, 15 marca 2020

Od Scotta cd Hailey

Pokiwałem głową z rozbawieniem.
-Tak jest proszę pani -powiedziałem klepiąc ją po udzie.
Unisła wyżej brodę, jakby sygnalizując, żeby nawet nie dyskutował, bo i tak nie wygram. Uśmiechnąłem się tylko szerzej. W końcu i tak jest nie do przegadania. Od dawna wiadomo, że kobieta ma zawsze rację. A przynajmniej lepiej jak tak myśli. Tak przynajmniej można uniknąć bezsensownych kłótni. Przeanalizowałem w głowie jeszcze raz plan. Musiałem mieć pewność, że dzisiaj wszystko wyjdzie idealnie. Chcę, aby była całkowicie zadowolona, aby było lepiej niż mogła by sobie wyobrazić. W końcu ten dzień może się okazać najważniejszym w naszym dotychczasowym życiu. Całe szczęście, że mogłem liczyć na Rose. Skupiłem ponownie uwagę na tym, co mówi do mnie Hailey.
Zaparkowałem przed szpitalem. Wysiadłem z samochodu, czekając na dziewczynę. Gdy znalazła się obok mnie zamknąłem samochód i złapałem dłoń dziewczyny. Ruszyliśmy zgodnie w stronę budynku. Po dotarciu do odpowiedniej sali, zastaliśmy zniecierpiliwioną kobietę gotową do wyjścia.
-No już myślałam, że się ciebie nie doczekam -przywitała nas babcia, podnosząc się z łóżka. -Hai, kochana dobrze cię widzieć.
-Scott jak miło cię widzieć -powiedziałem podchodząc i łapiąc torbę seniorki. -Jak cudownie, że znalazłeś czas aby mnie odebrać. No coś ty babciu, to czysta przyjemność.
-Okres masz? -Rzuciła stając przedemną. -Idziemy, czy chcesz sobie jeszcze pomarudzić?
Rozłożyłem bezradnie ręce szukając zrozumienia u Hai. Dziewczyna zaśmiała się i poklepała mnie po ramieniu. Pokręciłem głową, ruszając za starszą kobietą w stronę wyjścia. Po drodze upewniłem się, że zabrała wszystkie papiery. Babcia oczywiście już zagadywała Hai, narzekając na wszystkich ,,patałachów nie lekarzy" i czas pobytu. Wrzuciłem torbę do bagażnika, podczas gdy dziewczyny rozsiadły się w samochodzie, Podróż mijała nam spokojnie. Babcia z Hai praktycznie nie milkły. Oczywiście strsza musiała od czasu do czasu się czegoś przyczepić, co poprostu ignorowałem kręcąc jedynie głową.
-Ostrzegę cię, abyś zbyt dużego szoku nie przeżyła. Rose się panoszy u ciebie z Marry -powiedziałem zerkając w lusterko.
-A po co? Z tego co pamiętam to ma swoje mieszkanie. A jeśli znowu się pokłóciła ze swoim gachem, to niech przypomni sobie jak mowiłam, że ich małżeństwo będzie trwałe jak chiński plastik.
-A co ty myślałaś, że zostawimy cię samą po powrocie? -Zapytałem. -Będzie cię pilnować.
Prychnęła obrażona, krzyżując ręce na piersi. W końcu podjechaliśmy pod dom seniorki. Pomogłem jej wygramolić się z samochodu. Po chwili z budynku wybiegła uradowana pięciolatka.
-Mamo, przyjechali! -Krzyknęła i podbiegła przywitać się z babcią. -Ciocia Hailey! -Rzuciła się na Hai uśmiechając się jeszcze szerzej.
Następnie dziewczynka przywitała się ze mną. Ustała przyglądając mi się krytycznym spojrzeniem.
-Mamo, wujek nie wygląda już jak menel! -Krzyknęła biegnąc w stronę domu.
Spojrzałem na śmiejącą się Hailey. Musiałem się powstrzymać przed uśmiechnięciem się na ten widok i zachować poważną minę.
-Cóż za ignorancja mnie otacza. Nikt nie doceniał mojego jakże pięknego zarostu -powiedziałem łapiąc ją za rękę i ruszyłem w kierunku domu.

Hailey?

sobota, 14 marca 2020

Od Hailey cd Scotta

Przewróciłam oczami na jego słowa i podniosłam się do pozycji siedzącej. Siedziałam tak może kilkanaście sekund, po czym podniosłam się z łóżka i skierowałam swoje kroki do szafy w celu wybrania ubrań na dzisiejszy dzień. Kiedy skończyłam je wybierać, Scott wciąż był w łazience, dlatego odłożyłam je na bok i poszłam przygotować śniadanie. Po chwili chłopak zaszczycił mnie swoją obecnością,usiadł przy stole i sięgnął po kubek kawy, który stał przed nim. Uśmiechnęłam się do niego i wzięłam gryza przygotowanej wcześniej kanapki. Po skończonym posiłku ruszyłam do łazienki aby się ubrać i nałożyć lekki makijaż. Jakiś czas później opuściłam pomieszczenie i wyszłam gotowa do wyjścia. Popatrzyłam na chłopaka, który siedział rozwalony na kanapie. Podeszłam do niego, sadzając się wygodnie obok.
- Za ile wychodzimy? - zapytałam, skubiąc jego koszulkę.
-Powinniśmy zaraz - odparł, chwytając moją dłoń.
Przytuliłam się do niego, ciesząc się jego obecnością, jednak przerwał nam pies, który właśnie wbiegł do pokoju z jedną ze swoich zabawek.
-Pan zostaje - oznajmiłam, głaszcząc zwierzaka i podnosząc się nieco.
Scott zaśmiał się i także wstał. Zabraliśmy wszystkie potrzebne rzeczy i ubraliśmy się, a następnie opuściliśmy mieszkanie. Stojąc na parkingu przy moim samochodzie, czekałam aż Scott wygrzebie klucze.
-Nie mów mi, że zostały na górze - jęknęłam niezadowolona.
-Zostały na górze - odparł z zakłopotaniem, drapiąc się po karku.
-Ty po nie wracasz, ja się stąd nie ruszam - powiedziałam, zakładając ręce na piersiach i patrząc na niego wyczekująco.
-Jakbym śmiał cię o to prosić, kochanie - zaśmiał się i dał mi swoje rzeczy, aby bez zbędnego obciążenia móc pobiec po kluczyki.
Kilka minut później chłopak pojawił się z powrotem. Wsadziliśmy część rzeczy do bagażnika i wsiedliśmy do środka. 
-Tęskniłam za babcią - oznajmiłam.
-Mam wrażenie, że kochasz ją bardziej niż mnie - prychnął, włączając się do ruchu.
-Nie mam pojęcia, skąd te podejrzenia - zaśmiałam się, pokazując mu język.
-Tak, tak - odparł rozbawiony.
Przewróciłam oczami na jego słowa i sięgnęłam do radia, aby połączyć swój telefon z samochodem i zostać dj'em.
-Nie byłabyś sobą jakbyś to zostawiła, co? - zapytał nagle, posyłając mi rozbawione spojrzenie.
-Moje auto, ty tu tylko kierujesz - mruknęłam, nie odrywając wzroku od komórki i kontynuując wybieranie piosenek.

Scott?

piątek, 13 marca 2020

Od Patrica cd Gwen

Przewróciłem oczami, nie dowierzając w zachowanie dziewczyny. Położyłem dłoń na jej gołym udzie, sunąc nią ku górze i zatrzymując się na jej pośladku oraz delikatnie go ściskając. Szybkim ruchem zepchnąłem z siebie dziewczynę i znalazłem się nad nią.
-Codziennie zaskakujesz mnie coraz bardziej - wyszeptałem jej do ucha, łapiąc ją za nadgarstki i przytrzymując je nad jej głową.
-oby jak najbardziej pozytywnie - mruknęła, unosząc podbródek, chcąc uzyskać dostęp do moich ust.
Nachyliłem się nad nią, jednak pozostawiłem między naszymi ustami minimalną odległość, jakiej nie była już w stanie pokonać, zważając na to, iż wciąż trzymałem jej nadgarstki. Gwen posłała mi jedynie oburzone spojrzenie, a ja zaśmiałem się tylko, po czym puściłem jej dłonie i całując jej usta. Rękę, które spoczywała na jej biodrze przenosiłem coraz wyżej, chwytając po drodze za rąbek koszulki i przy minimalnej pomocy dziewczyny, ściągając ją.
-Może to moja ulubiona koszulka, ale zdecydowanie wolę cię bez niej - oznajmiłem, po czym pocałowałem ją w szyję i schodząc pocałunkami coraz niżej.
Lewa ręka zatrzymała się na jej piersi, moje usta zaś powędrowały do drugiej, przygryzając lekko jej sutek, wywołując tym samym jęk z ust blondynki. Powędrowałem dłonią w dół, napotykając w końcu na swojej drodze gumkę jej majtek, lekko nią strzelając i drażniąc się z dziewczyną. Popatrzyła na mnie posyłając mi zniecierpliwione spojrzenie. W końcu jednak złapałem skrawek materiału i ściągnąłem je do końca. Podniosłem się nieco wyżej, całując jej usta, a dłonią masując jej intymne miejsce, co wywołało z ust dziewczyny cichy jęk. Po chwili wszedłem w nią dwoma palcami, delikatnie nimi poruszając, jednocześnie całując ją po szyi i pozostawiając na niej czerwone ślady. Ręce dziewczyny wciąż pogłębiały ślady na moich plecach oraz karku lub zaciskały się na pościeli. Przyglądałem się jej twarzy, na której widać było odczuwaną przez nią przyjemność. W końcu jej ciało wygięło się w łuk, dochodząc. Złożyłem na jej ustach długi, namiętny pocałunek, po czym znów znalazłem się obok niej.

Gwen?