Leżełam przez moment uspokając oddech. Patric przyciągnął mnie do siebie. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej, a on objął mnie ramieniem. Stłumiłam ziewnięcie.
-Komuś tu się chyba energia skończyła -mruknął, na co prychnęłam. -Oj no niebocz się już. Zastanawiam się, czym jeszcze mnie zaskoczysz -powiedział głaszcząc mnie kciukiem po boku.
-Wiesz, niegdy nie wiadomo co mi odbije -powiedziałam uśmiechając się lekko. -I od samego początku mogłeś się o tym przekonać, kochaniutki.
-Oj tak... Najpierw mnie całowałaś, a potem w nogi... W jednej chwili tryskasz energią, a za moment już mi przysypiasz.
-I weź tu zrozum kobiety, co nie -mruknęłam sennie skubiąc go w bok.
Chłopak zaśmiał się lekko przytulając mnie mocniej. Wtuliłam się w niego, przymykając oczy. Nie ma co, chłopak nie ma ze mną łatwo. Jednak miałam nadzieję, że wytrzyma te moje "małe odchylenia". Poczułam jeszcze jak całuje mnie w czubek głowy. Nawet nie wiem w którym momencie przysnęłam.
Obudziłam się, leżąc wciąż na jego klatce. Przeciągnęłam się lekko, starając się nie obudzić Patrica, jednak średnio mi się to udało. Kiedy tylko podniosłam głowę, zobaczyłam jego zielone oczęta wpatrzone we mnie.
-Hej -mruknęłam podciągając się wyżej i cmoknęłam go krótko. -Mam nadzieję, że cię nie obudziłam -dodałam przeczesując włosy.
Patric?
środa, 25 marca 2020
niedziela, 15 marca 2020
Od Scotta cd Hailey
Pokiwałem głową z rozbawieniem.
-Tak jest proszę pani -powiedziałem klepiąc ją po udzie.
Unisła wyżej brodę, jakby sygnalizując, żeby nawet nie dyskutował, bo i tak nie wygram. Uśmiechnąłem się tylko szerzej. W końcu i tak jest nie do przegadania. Od dawna wiadomo, że kobieta ma zawsze rację. A przynajmniej lepiej jak tak myśli. Tak przynajmniej można uniknąć bezsensownych kłótni. Przeanalizowałem w głowie jeszcze raz plan. Musiałem mieć pewność, że dzisiaj wszystko wyjdzie idealnie. Chcę, aby była całkowicie zadowolona, aby było lepiej niż mogła by sobie wyobrazić. W końcu ten dzień może się okazać najważniejszym w naszym dotychczasowym życiu. Całe szczęście, że mogłem liczyć na Rose. Skupiłem ponownie uwagę na tym, co mówi do mnie Hailey.
Zaparkowałem przed szpitalem. Wysiadłem z samochodu, czekając na dziewczynę. Gdy znalazła się obok mnie zamknąłem samochód i złapałem dłoń dziewczyny. Ruszyliśmy zgodnie w stronę budynku. Po dotarciu do odpowiedniej sali, zastaliśmy zniecierpiliwioną kobietę gotową do wyjścia.
-No już myślałam, że się ciebie nie doczekam -przywitała nas babcia, podnosząc się z łóżka. -Hai, kochana dobrze cię widzieć.
-Scott jak miło cię widzieć -powiedziałem podchodząc i łapiąc torbę seniorki. -Jak cudownie, że znalazłeś czas aby mnie odebrać. No coś ty babciu, to czysta przyjemność.
-Okres masz? -Rzuciła stając przedemną. -Idziemy, czy chcesz sobie jeszcze pomarudzić?
Rozłożyłem bezradnie ręce szukając zrozumienia u Hai. Dziewczyna zaśmiała się i poklepała mnie po ramieniu. Pokręciłem głową, ruszając za starszą kobietą w stronę wyjścia. Po drodze upewniłem się, że zabrała wszystkie papiery. Babcia oczywiście już zagadywała Hai, narzekając na wszystkich ,,patałachów nie lekarzy" i czas pobytu. Wrzuciłem torbę do bagażnika, podczas gdy dziewczyny rozsiadły się w samochodzie, Podróż mijała nam spokojnie. Babcia z Hai praktycznie nie milkły. Oczywiście strsza musiała od czasu do czasu się czegoś przyczepić, co poprostu ignorowałem kręcąc jedynie głową.
-Ostrzegę cię, abyś zbyt dużego szoku nie przeżyła. Rose się panoszy u ciebie z Marry -powiedziałem zerkając w lusterko.
-A po co? Z tego co pamiętam to ma swoje mieszkanie. A jeśli znowu się pokłóciła ze swoim gachem, to niech przypomni sobie jak mowiłam, że ich małżeństwo będzie trwałe jak chiński plastik.
-A co ty myślałaś, że zostawimy cię samą po powrocie? -Zapytałem. -Będzie cię pilnować.
Prychnęła obrażona, krzyżując ręce na piersi. W końcu podjechaliśmy pod dom seniorki. Pomogłem jej wygramolić się z samochodu. Po chwili z budynku wybiegła uradowana pięciolatka.
-Mamo, przyjechali! -Krzyknęła i podbiegła przywitać się z babcią. -Ciocia Hailey! -Rzuciła się na Hai uśmiechając się jeszcze szerzej.
Następnie dziewczynka przywitała się ze mną. Ustała przyglądając mi się krytycznym spojrzeniem.
-Mamo, wujek nie wygląda już jak menel! -Krzyknęła biegnąc w stronę domu.
Spojrzałem na śmiejącą się Hailey. Musiałem się powstrzymać przed uśmiechnięciem się na ten widok i zachować poważną minę.
-Cóż za ignorancja mnie otacza. Nikt nie doceniał mojego jakże pięknego zarostu -powiedziałem łapiąc ją za rękę i ruszyłem w kierunku domu.
Hailey?
-Tak jest proszę pani -powiedziałem klepiąc ją po udzie.
Unisła wyżej brodę, jakby sygnalizując, żeby nawet nie dyskutował, bo i tak nie wygram. Uśmiechnąłem się tylko szerzej. W końcu i tak jest nie do przegadania. Od dawna wiadomo, że kobieta ma zawsze rację. A przynajmniej lepiej jak tak myśli. Tak przynajmniej można uniknąć bezsensownych kłótni. Przeanalizowałem w głowie jeszcze raz plan. Musiałem mieć pewność, że dzisiaj wszystko wyjdzie idealnie. Chcę, aby była całkowicie zadowolona, aby było lepiej niż mogła by sobie wyobrazić. W końcu ten dzień może się okazać najważniejszym w naszym dotychczasowym życiu. Całe szczęście, że mogłem liczyć na Rose. Skupiłem ponownie uwagę na tym, co mówi do mnie Hailey.
Zaparkowałem przed szpitalem. Wysiadłem z samochodu, czekając na dziewczynę. Gdy znalazła się obok mnie zamknąłem samochód i złapałem dłoń dziewczyny. Ruszyliśmy zgodnie w stronę budynku. Po dotarciu do odpowiedniej sali, zastaliśmy zniecierpiliwioną kobietę gotową do wyjścia.
-No już myślałam, że się ciebie nie doczekam -przywitała nas babcia, podnosząc się z łóżka. -Hai, kochana dobrze cię widzieć.
-Scott jak miło cię widzieć -powiedziałem podchodząc i łapiąc torbę seniorki. -Jak cudownie, że znalazłeś czas aby mnie odebrać. No coś ty babciu, to czysta przyjemność.
-Okres masz? -Rzuciła stając przedemną. -Idziemy, czy chcesz sobie jeszcze pomarudzić?
Rozłożyłem bezradnie ręce szukając zrozumienia u Hai. Dziewczyna zaśmiała się i poklepała mnie po ramieniu. Pokręciłem głową, ruszając za starszą kobietą w stronę wyjścia. Po drodze upewniłem się, że zabrała wszystkie papiery. Babcia oczywiście już zagadywała Hai, narzekając na wszystkich ,,patałachów nie lekarzy" i czas pobytu. Wrzuciłem torbę do bagażnika, podczas gdy dziewczyny rozsiadły się w samochodzie, Podróż mijała nam spokojnie. Babcia z Hai praktycznie nie milkły. Oczywiście strsza musiała od czasu do czasu się czegoś przyczepić, co poprostu ignorowałem kręcąc jedynie głową.
-Ostrzegę cię, abyś zbyt dużego szoku nie przeżyła. Rose się panoszy u ciebie z Marry -powiedziałem zerkając w lusterko.
-A po co? Z tego co pamiętam to ma swoje mieszkanie. A jeśli znowu się pokłóciła ze swoim gachem, to niech przypomni sobie jak mowiłam, że ich małżeństwo będzie trwałe jak chiński plastik.
-A co ty myślałaś, że zostawimy cię samą po powrocie? -Zapytałem. -Będzie cię pilnować.
Prychnęła obrażona, krzyżując ręce na piersi. W końcu podjechaliśmy pod dom seniorki. Pomogłem jej wygramolić się z samochodu. Po chwili z budynku wybiegła uradowana pięciolatka.
-Mamo, przyjechali! -Krzyknęła i podbiegła przywitać się z babcią. -Ciocia Hailey! -Rzuciła się na Hai uśmiechając się jeszcze szerzej.
Następnie dziewczynka przywitała się ze mną. Ustała przyglądając mi się krytycznym spojrzeniem.
-Mamo, wujek nie wygląda już jak menel! -Krzyknęła biegnąc w stronę domu.
Spojrzałem na śmiejącą się Hailey. Musiałem się powstrzymać przed uśmiechnięciem się na ten widok i zachować poważną minę.
-Cóż za ignorancja mnie otacza. Nikt nie doceniał mojego jakże pięknego zarostu -powiedziałem łapiąc ją za rękę i ruszyłem w kierunku domu.
Hailey?
sobota, 14 marca 2020
Od Hailey cd Scotta
Przewróciłam oczami na jego słowa i podniosłam się do pozycji siedzącej. Siedziałam tak może kilkanaście sekund, po czym podniosłam się z łóżka i skierowałam swoje kroki do szafy w celu wybrania ubrań na dzisiejszy dzień. Kiedy skończyłam je wybierać, Scott wciąż był w łazience, dlatego odłożyłam je na bok i poszłam przygotować śniadanie. Po chwili chłopak zaszczycił mnie swoją obecnością,usiadł przy stole i sięgnął po kubek kawy, który stał przed nim. Uśmiechnęłam się do niego i wzięłam gryza przygotowanej wcześniej kanapki. Po skończonym posiłku ruszyłam do łazienki aby się ubrać i nałożyć lekki makijaż. Jakiś czas później opuściłam pomieszczenie i wyszłam gotowa do wyjścia. Popatrzyłam na chłopaka, który siedział rozwalony na kanapie. Podeszłam do niego, sadzając się wygodnie obok.
- Za ile wychodzimy? - zapytałam, skubiąc jego koszulkę.
-Powinniśmy zaraz - odparł, chwytając moją dłoń.
Przytuliłam się do niego, ciesząc się jego obecnością, jednak przerwał nam pies, który właśnie wbiegł do pokoju z jedną ze swoich zabawek.
-Pan zostaje - oznajmiłam, głaszcząc zwierzaka i podnosząc się nieco.
Scott zaśmiał się i także wstał. Zabraliśmy wszystkie potrzebne rzeczy i ubraliśmy się, a następnie opuściliśmy mieszkanie. Stojąc na parkingu przy moim samochodzie, czekałam aż Scott wygrzebie klucze.
-Nie mów mi, że zostały na górze - jęknęłam niezadowolona.
-Zostały na górze - odparł z zakłopotaniem, drapiąc się po karku.
-Ty po nie wracasz, ja się stąd nie ruszam - powiedziałam, zakładając ręce na piersiach i patrząc na niego wyczekująco.
-Jakbym śmiał cię o to prosić, kochanie - zaśmiał się i dał mi swoje rzeczy, aby bez zbędnego obciążenia móc pobiec po kluczyki.
Kilka minut później chłopak pojawił się z powrotem. Wsadziliśmy część rzeczy do bagażnika i wsiedliśmy do środka.
-Tęskniłam za babcią - oznajmiłam.
-Mam wrażenie, że kochasz ją bardziej niż mnie - prychnął, włączając się do ruchu.
-Nie mam pojęcia, skąd te podejrzenia - zaśmiałam się, pokazując mu język.
-Tak, tak - odparł rozbawiony.
Przewróciłam oczami na jego słowa i sięgnęłam do radia, aby połączyć swój telefon z samochodem i zostać dj'em.
-Nie byłabyś sobą jakbyś to zostawiła, co? - zapytał nagle, posyłając mi rozbawione spojrzenie.
-Moje auto, ty tu tylko kierujesz - mruknęłam, nie odrywając wzroku od komórki i kontynuując wybieranie piosenek.
Scott?
- Za ile wychodzimy? - zapytałam, skubiąc jego koszulkę.
-Powinniśmy zaraz - odparł, chwytając moją dłoń.
Przytuliłam się do niego, ciesząc się jego obecnością, jednak przerwał nam pies, który właśnie wbiegł do pokoju z jedną ze swoich zabawek.
-Pan zostaje - oznajmiłam, głaszcząc zwierzaka i podnosząc się nieco.
Scott zaśmiał się i także wstał. Zabraliśmy wszystkie potrzebne rzeczy i ubraliśmy się, a następnie opuściliśmy mieszkanie. Stojąc na parkingu przy moim samochodzie, czekałam aż Scott wygrzebie klucze.
-Nie mów mi, że zostały na górze - jęknęłam niezadowolona.
-Zostały na górze - odparł z zakłopotaniem, drapiąc się po karku.
-Ty po nie wracasz, ja się stąd nie ruszam - powiedziałam, zakładając ręce na piersiach i patrząc na niego wyczekująco.
-Jakbym śmiał cię o to prosić, kochanie - zaśmiał się i dał mi swoje rzeczy, aby bez zbędnego obciążenia móc pobiec po kluczyki.
Kilka minut później chłopak pojawił się z powrotem. Wsadziliśmy część rzeczy do bagażnika i wsiedliśmy do środka.
-Tęskniłam za babcią - oznajmiłam.
-Mam wrażenie, że kochasz ją bardziej niż mnie - prychnął, włączając się do ruchu.
-Nie mam pojęcia, skąd te podejrzenia - zaśmiałam się, pokazując mu język.
-Tak, tak - odparł rozbawiony.
Przewróciłam oczami na jego słowa i sięgnęłam do radia, aby połączyć swój telefon z samochodem i zostać dj'em.
-Nie byłabyś sobą jakbyś to zostawiła, co? - zapytał nagle, posyłając mi rozbawione spojrzenie.
-Moje auto, ty tu tylko kierujesz - mruknęłam, nie odrywając wzroku od komórki i kontynuując wybieranie piosenek.
Scott?
piątek, 13 marca 2020
Od Patrica cd Gwen
Przewróciłem oczami, nie dowierzając w zachowanie dziewczyny. Położyłem dłoń na jej gołym udzie, sunąc nią ku górze i zatrzymując się na jej pośladku oraz delikatnie go ściskając. Szybkim ruchem zepchnąłem z siebie dziewczynę i znalazłem się nad nią.
-Codziennie zaskakujesz mnie coraz bardziej - wyszeptałem jej do ucha, łapiąc ją za nadgarstki i przytrzymując je nad jej głową.
-oby jak najbardziej pozytywnie - mruknęła, unosząc podbródek, chcąc uzyskać dostęp do moich ust.
Nachyliłem się nad nią, jednak pozostawiłem między naszymi ustami minimalną odległość, jakiej nie była już w stanie pokonać, zważając na to, iż wciąż trzymałem jej nadgarstki. Gwen posłała mi jedynie oburzone spojrzenie, a ja zaśmiałem się tylko, po czym puściłem jej dłonie i całując jej usta. Rękę, które spoczywała na jej biodrze przenosiłem coraz wyżej, chwytając po drodze za rąbek koszulki i przy minimalnej pomocy dziewczyny, ściągając ją.
-Może to moja ulubiona koszulka, ale zdecydowanie wolę cię bez niej - oznajmiłem, po czym pocałowałem ją w szyję i schodząc pocałunkami coraz niżej.
Lewa ręka zatrzymała się na jej piersi, moje usta zaś powędrowały do drugiej, przygryzając lekko jej sutek, wywołując tym samym jęk z ust blondynki. Powędrowałem dłonią w dół, napotykając w końcu na swojej drodze gumkę jej majtek, lekko nią strzelając i drażniąc się z dziewczyną. Popatrzyła na mnie posyłając mi zniecierpliwione spojrzenie. W końcu jednak złapałem skrawek materiału i ściągnąłem je do końca. Podniosłem się nieco wyżej, całując jej usta, a dłonią masując jej intymne miejsce, co wywołało z ust dziewczyny cichy jęk. Po chwili wszedłem w nią dwoma palcami, delikatnie nimi poruszając, jednocześnie całując ją po szyi i pozostawiając na niej czerwone ślady. Ręce dziewczyny wciąż pogłębiały ślady na moich plecach oraz karku lub zaciskały się na pościeli. Przyglądałem się jej twarzy, na której widać było odczuwaną przez nią przyjemność. W końcu jej ciało wygięło się w łuk, dochodząc. Złożyłem na jej ustach długi, namiętny pocałunek, po czym znów znalazłem się obok niej.
Gwen?
-Codziennie zaskakujesz mnie coraz bardziej - wyszeptałem jej do ucha, łapiąc ją za nadgarstki i przytrzymując je nad jej głową.
-oby jak najbardziej pozytywnie - mruknęła, unosząc podbródek, chcąc uzyskać dostęp do moich ust.
Nachyliłem się nad nią, jednak pozostawiłem między naszymi ustami minimalną odległość, jakiej nie była już w stanie pokonać, zważając na to, iż wciąż trzymałem jej nadgarstki. Gwen posłała mi jedynie oburzone spojrzenie, a ja zaśmiałem się tylko, po czym puściłem jej dłonie i całując jej usta. Rękę, które spoczywała na jej biodrze przenosiłem coraz wyżej, chwytając po drodze za rąbek koszulki i przy minimalnej pomocy dziewczyny, ściągając ją.
-Może to moja ulubiona koszulka, ale zdecydowanie wolę cię bez niej - oznajmiłem, po czym pocałowałem ją w szyję i schodząc pocałunkami coraz niżej.
Lewa ręka zatrzymała się na jej piersi, moje usta zaś powędrowały do drugiej, przygryzając lekko jej sutek, wywołując tym samym jęk z ust blondynki. Powędrowałem dłonią w dół, napotykając w końcu na swojej drodze gumkę jej majtek, lekko nią strzelając i drażniąc się z dziewczyną. Popatrzyła na mnie posyłając mi zniecierpliwione spojrzenie. W końcu jednak złapałem skrawek materiału i ściągnąłem je do końca. Podniosłem się nieco wyżej, całując jej usta, a dłonią masując jej intymne miejsce, co wywołało z ust dziewczyny cichy jęk. Po chwili wszedłem w nią dwoma palcami, delikatnie nimi poruszając, jednocześnie całując ją po szyi i pozostawiając na niej czerwone ślady. Ręce dziewczyny wciąż pogłębiały ślady na moich plecach oraz karku lub zaciskały się na pościeli. Przyglądałem się jej twarzy, na której widać było odczuwaną przez nią przyjemność. W końcu jej ciało wygięło się w łuk, dochodząc. Złożyłem na jej ustach długi, namiętny pocałunek, po czym znów znalazłem się obok niej.
Gwen?
czwartek, 5 marca 2020
Od Scotta cd Hailey
Leniwie pogłębiłem pocałunek, zaprzestając łaskotania jej. Oparłem się na jednej dłoni, podczas gdy drugą położyłem na jej brzuchu.
-Ej to było nieczyste zagranie, co to za dekoncentracja przeciwnika? -Mruknąłem jej przy uchu.
-To był jedyny sposób na powstrzymanie cię -odparła cmokając mnie krótko.
-Przyznaję skuteczny, ale i tak punkt dla mnie. I koniec z dźganiem mnie między żebra.
Położyłem się ponownie obok niej i przyciągnąłem ją do siebie. Objąłem ją ramieniem, podczas gdy dziewczyna położyła głowę na mojej klatce piersiowej. Tym razem leżała grzecznie skubiąc jedynie moją koszulkę.
-Jakie plany na jutro? -Zapytała podnosząc głowę na tylę, by na mnie spojrzeć.
-Poza odwiezieniem babci nic konkretnego. Pewnie posiedzimy u niej trochę, pod wieczór możemy przejść się na spacer, a potem albo zostać na noc, albo wrócić do domu-powiedziałem w głowie mając ułożony plan. - Zobaczymy co nam w praniu wyjdzie. A puki co idę wziąć prysznic -powiedziałem całując ją w czoło i podniosłem się z łóżka w akompaniamencie niezadowolonego jęku dziewczyny.
Zaśmiałem się krótko, zgarniając po drodze spodnie od piżamy. Ruszyłem do łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic. Po parunastu minutach wróciłem do sypialni mierzwiąc mokre włosy ręcznikiem. Hai siedziała na łóżku przeglądając jakąś gazetę, którą zaraz odłożyła. Położyłem ręcznik na krześle, po czym złapałem swój telefon i ruszyłem w kierunku łóżka. Uważnie obserwowała moje kroki, opierając się o wezgłowie łóżka. Usiadłem na skraju materaca odpisując na wiadomość. Po chwili poczułem jak dziewczyna zaczyna trącać mnie nogą w bok. Dopóki się dało ignorowałem ją, jednak po jakimś czasie złapałem ją jedną ręką za nią. Odłożyłem telefon, po czym odwróciłem się w jej stronę.
-Nie wiem czy ci już to mówiłem, ale jesteś nieznośna -powiedziałem poważnym tonem, co spotkało się z jej niewinnym spojrzeniem.
-Ale dlaczego tak mówisz? Teraz mi przykro -odpowiedziała robiąc smutną minkę.
Złapałem ją pewniej i przyciągnąłem do siebie. Pisnęła zaskoczona, próbując się przytrzymać ramy łóżka, co jej się nie udało. Schyliłem się nad nią muskając jej usta.
-No cóż to wychodzi na to, że muszę poprawić ci humor -mruknąłem jej w ucho.
-No nie wiem, będziesz musiał się postarać -odparła wpłacając swoją dłoń w moje włosy.
-Jak sobie życzysz -powiedziałem, sunąc ręką z jej kostki wzdłuż nogi.
Naparłem na jej usta podpierając się na jednej ręce. Hai oddała pocałunek pociągając za końcówki moich włosów. Chwilę po tym pozbyłem się z niej swojej bluzy oraz bieliznę fundując małą powtórkę z rana.
Rano obudził mnie dopiero bezlitosny budzik. Wyłączyłem to cholerstwo, po czy zetknąłem na śpiącą dziewczynę, z głową opartą na mojej klatce piersiowej. Uśmiechnąłem się na ten widok, zgarniając pasmo włosów z jej twarzy. Drugą ręką zacząłem drażnić jej odkryty bok.
-Piękna, ja wiem że dobrze ci się śpi, ale pora wstawać- powiedziałem całując ją w czubek głowy.
Westchnęła ciężko, mrucząc coś pod nosem. Przeciągnęła się otwierając w końcu oczy. Uśmiechnęła się do mnie, podciągając się trochę, aby mnie pocałować. Leżeliśmy jeszcze jakiś czas, aż w końcu stwierdziłem, że trzeba się powoli zbierać.
-Weźmiemy twój samochód, ale ja prowadzę -powiedziałem wypuszczając ją ze swoich objęć.
-A od kiedy masz prawo rządzić się moim samochodem? -Rzuciła oburzona opierając się na ramieniu.
-Mniej więcej od kiedy ty rządzisz się moją garderobą, cukiereczku -odpowiedziałem cmokając ją krótko.
Hailey?
-Ej to było nieczyste zagranie, co to za dekoncentracja przeciwnika? -Mruknąłem jej przy uchu.
-To był jedyny sposób na powstrzymanie cię -odparła cmokając mnie krótko.
-Przyznaję skuteczny, ale i tak punkt dla mnie. I koniec z dźganiem mnie między żebra.
Położyłem się ponownie obok niej i przyciągnąłem ją do siebie. Objąłem ją ramieniem, podczas gdy dziewczyna położyła głowę na mojej klatce piersiowej. Tym razem leżała grzecznie skubiąc jedynie moją koszulkę.
-Jakie plany na jutro? -Zapytała podnosząc głowę na tylę, by na mnie spojrzeć.
-Poza odwiezieniem babci nic konkretnego. Pewnie posiedzimy u niej trochę, pod wieczór możemy przejść się na spacer, a potem albo zostać na noc, albo wrócić do domu-powiedziałem w głowie mając ułożony plan. - Zobaczymy co nam w praniu wyjdzie. A puki co idę wziąć prysznic -powiedziałem całując ją w czoło i podniosłem się z łóżka w akompaniamencie niezadowolonego jęku dziewczyny.
Zaśmiałem się krótko, zgarniając po drodze spodnie od piżamy. Ruszyłem do łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic. Po parunastu minutach wróciłem do sypialni mierzwiąc mokre włosy ręcznikiem. Hai siedziała na łóżku przeglądając jakąś gazetę, którą zaraz odłożyła. Położyłem ręcznik na krześle, po czym złapałem swój telefon i ruszyłem w kierunku łóżka. Uważnie obserwowała moje kroki, opierając się o wezgłowie łóżka. Usiadłem na skraju materaca odpisując na wiadomość. Po chwili poczułem jak dziewczyna zaczyna trącać mnie nogą w bok. Dopóki się dało ignorowałem ją, jednak po jakimś czasie złapałem ją jedną ręką za nią. Odłożyłem telefon, po czym odwróciłem się w jej stronę.
-Nie wiem czy ci już to mówiłem, ale jesteś nieznośna -powiedziałem poważnym tonem, co spotkało się z jej niewinnym spojrzeniem.
-Ale dlaczego tak mówisz? Teraz mi przykro -odpowiedziała robiąc smutną minkę.
Złapałem ją pewniej i przyciągnąłem do siebie. Pisnęła zaskoczona, próbując się przytrzymać ramy łóżka, co jej się nie udało. Schyliłem się nad nią muskając jej usta.
-No cóż to wychodzi na to, że muszę poprawić ci humor -mruknąłem jej w ucho.
-No nie wiem, będziesz musiał się postarać -odparła wpłacając swoją dłoń w moje włosy.
-Jak sobie życzysz -powiedziałem, sunąc ręką z jej kostki wzdłuż nogi.
Naparłem na jej usta podpierając się na jednej ręce. Hai oddała pocałunek pociągając za końcówki moich włosów. Chwilę po tym pozbyłem się z niej swojej bluzy oraz bieliznę fundując małą powtórkę z rana.
Rano obudził mnie dopiero bezlitosny budzik. Wyłączyłem to cholerstwo, po czy zetknąłem na śpiącą dziewczynę, z głową opartą na mojej klatce piersiowej. Uśmiechnąłem się na ten widok, zgarniając pasmo włosów z jej twarzy. Drugą ręką zacząłem drażnić jej odkryty bok.
-Piękna, ja wiem że dobrze ci się śpi, ale pora wstawać- powiedziałem całując ją w czubek głowy.
Westchnęła ciężko, mrucząc coś pod nosem. Przeciągnęła się otwierając w końcu oczy. Uśmiechnęła się do mnie, podciągając się trochę, aby mnie pocałować. Leżeliśmy jeszcze jakiś czas, aż w końcu stwierdziłem, że trzeba się powoli zbierać.
-Weźmiemy twój samochód, ale ja prowadzę -powiedziałem wypuszczając ją ze swoich objęć.
-A od kiedy masz prawo rządzić się moim samochodem? -Rzuciła oburzona opierając się na ramieniu.
-Mniej więcej od kiedy ty rządzisz się moją garderobą, cukiereczku -odpowiedziałem cmokając ją krótko.
Hailey?
niedziela, 1 marca 2020
Od Hailey cd Scotta
Popatrzyłam na chłopaka z uśmiechem, obejmując dłonią kieliszek z winem. Kiedy Scott opuścił łazienkę zanurzyłam swoje usta w kieliszku i zaczęłam delektować się smakiem wina pitego w tak przyjemnych okolicznościach. Faktycznie kąpiel szybko mnie odprężyła. Nie mam pojęcia ile dokładnie czasu spędziłam wylegując się w wannie, ale kiedy woda zaczęła robić się chłodna, zdecydowałam się wyjść z wanny. Owinęłam się puchowym ręcznikiem i ubrałam na siebie świeżą bieliznę oraz leżącą obok bluzę Scotta.Opuściłam pomieszczenie, gasząc za sobą światło. Odniosłam kieliszek po winie do zmywarki i skierowałam się do sypialni, gdzie spodziewałam się zastać Scotta. Chłopak stał jednak na balkonie, paląc papierosa. Korzystając z tego, że na dworze wciąż było ciepło wyszłam do niego i objęłam go od tyłu.
-Już skończyłaś? - zapytał, wolną ręką chwytając moje dłonie, obejmujące go w pasie.
-Woda nie będzie wiecznie ciepła - odparłam.
Po chwili chłopak zgasił papierosa na popielniczce i obrócił się w moim kierunku.
-Chodź do środka, bo zmarzniesz i będziesz chora, a po kąpieli jesteś - stwierdził, popychając mnie delikatnie w kierunku wnętrza mieszkania.
Chłopak położył się na łóżku. Szybko zajęłam miejsce obok niego, kładąc swoją głowę na jego klatce piersiowej. Scott objął mnie ramieniem i zaczął gładzić moje ramię. Wtuliłam się w niego, przymykając oczy.
-Hej, czy to moja bluza? - zapytał.
-Moooże - odparłam przeciągle,wbijając paznokieć pomiędzy jego żebra. Złapał moją rękę, powstrzymując mnie przed kontynuowaniem wydłubywania mu dziury w brzuchu.
Posłałam mu jedynie oburzone spojrzenie, wywołując tym samym jego rozbawienie.
-No co, to wcale nie jest przyjemne, jak ktoś tak dłubie ci między żebrami - oznajmił, wyłażąc spode mnie i szybko znajdując się nade mną.
-Czyżby? - zapytałam, unosząc brew.
-Możesz się przekonać - odparł, zaczynając mnie łaskotać.
Nie mogłam przestać się śmiać, usilnie chciałam powstrzymać go przed dalszym łaskotaniem mnie. Jego dłonie wdzierały się pod zdecydowanie za dużą bluzę, która zresztą należała do niego. W końcu chwyciłam go za kark, ściągając jego głowę nieco niżej i składając pocałunek na jego ustach.
Scott?
-Już skończyłaś? - zapytał, wolną ręką chwytając moje dłonie, obejmujące go w pasie.
-Woda nie będzie wiecznie ciepła - odparłam.
Po chwili chłopak zgasił papierosa na popielniczce i obrócił się w moim kierunku.
-Chodź do środka, bo zmarzniesz i będziesz chora, a po kąpieli jesteś - stwierdził, popychając mnie delikatnie w kierunku wnętrza mieszkania.
Chłopak położył się na łóżku. Szybko zajęłam miejsce obok niego, kładąc swoją głowę na jego klatce piersiowej. Scott objął mnie ramieniem i zaczął gładzić moje ramię. Wtuliłam się w niego, przymykając oczy.
-Hej, czy to moja bluza? - zapytał.
-Moooże - odparłam przeciągle,wbijając paznokieć pomiędzy jego żebra. Złapał moją rękę, powstrzymując mnie przed kontynuowaniem wydłubywania mu dziury w brzuchu.
Posłałam mu jedynie oburzone spojrzenie, wywołując tym samym jego rozbawienie.
-No co, to wcale nie jest przyjemne, jak ktoś tak dłubie ci między żebrami - oznajmił, wyłażąc spode mnie i szybko znajdując się nade mną.
-Czyżby? - zapytałam, unosząc brew.
-Możesz się przekonać - odparł, zaczynając mnie łaskotać.
Nie mogłam przestać się śmiać, usilnie chciałam powstrzymać go przed dalszym łaskotaniem mnie. Jego dłonie wdzierały się pod zdecydowanie za dużą bluzę, która zresztą należała do niego. W końcu chwyciłam go za kark, ściągając jego głowę nieco niżej i składając pocałunek na jego ustach.
Scott?
piątek, 28 lutego 2020
Od Gwen cd Patrica
Złapałam psiaka za pyszczek.
-Jakiego ty masz nie miłego pana, od smrodów cię wyzywa -powiadziałam do Potter, podczas gdy Patric zrobił oburzoną minę.
-Nie no, naprawdę się pogniewamy -rzucił robiąc obrażoną minę i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. -Co z świat, woli psa odemnie...
-Kochanie, ale to nieprawda -odpowiedziałam z powagą. -Po prostu on bardziej zasłużył na to miejsce.
-Ej!
Parsknęłam śmiechem kręcąc głową, jednak delikatnie ściągnęłam zwierzaka z łóżka. Pies fuknął obrażony i poczłapał w głąb mieszkania. Przysunęłam się bliżej do chłopak, który udawał, że mnie nie widzi. Obróciłam się brzuch, po czy podparłam głowę na rękach patrząc na niego uporczywie. Po paru minutach znudziło mi się, więc zaczęłam dźgać palcem między żebra. Przez parę minut próbował mnie wciąż ignorować, jednak w pewnym momencie złapał moją rękę, wciąż udając obrażonego. Wywróciłam oczami, po czym podniosłam się i rozsiadłam się na nim.
-Oj no Patric, przecież ciebie zostawiłam w twoim łóżku -powiedziałam sunąc ręką po jego brzuchu. Kiedy dalej nie zwracał na mnie uwagi, praktycznie położyłam się na nim całując go w obojczyk. -Poza tym chyba pokazałam ci dzisiaj, że dobrze się z tobą czuję -mruknęłam robiąc mu malinkę na szyji. -Chociaż gdybyś ty robił mi za poduszkę, to i Potter bez problemu by się zmieścił z nami... Dodatko staruszek ewidentnie nie jest przyzywczajony do tego, że nie ma dla niego miejsca w łóżku... Jest to nic dziwnego, bo wszyscy wiedzą, że komputerowcy raczej rzadko mają takie okazje...
-Osz ty mendo...
W końcu chłopak nie wytrzymał zrzucając mnie z siebie i zaczął mnie łaskotać. Próbowałam ze wszystkich sił mu uciec, jednak nie miałam z nim szans. W końcu puścił mnie wracając na swoje pkprzednie miejsce. Fuknęłam na niego, ciągnąc w dół koszulkę.
-Ty bo zaraz mi sukienkę z mojej ulubionej koszulki zrobisz -powiedział łapiąc moje ręce.
-Przyznaj, że chciałeś sobie jeszcze popatrzeć -powiedziałam przekręcając się na brzuch i kładąc głowę na jego klatce piersiowej.
Chłopak położył rękę na mojej głowie, głaszcząc mnie po włosach.
-O której i gdzie musisz być -zapytał.
-W sumie to jutro mam dzień wolny od wszystkiego, więc jak będziesz miał mnie dość, to mnie wywieziesz -powiedziałam jeżdżąc palcami po linni jego mostka.
-No to cudownie. A teraz może czas się kłaść spać?
Jęknęłam niezadowolona, po czym podciągnęłam się wyżej, tak aby ułatwić sobie dostęp do jego ust.
-Ale ja nie chcę spać -powiedziałam całując go, po czym zaczęłam schodzić nimi na jego szyję i przełożyłam nogę przez brzuch.
Patric?
-Jakiego ty masz nie miłego pana, od smrodów cię wyzywa -powiadziałam do Potter, podczas gdy Patric zrobił oburzoną minę.
-Nie no, naprawdę się pogniewamy -rzucił robiąc obrażoną minę i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. -Co z świat, woli psa odemnie...
-Kochanie, ale to nieprawda -odpowiedziałam z powagą. -Po prostu on bardziej zasłużył na to miejsce.
-Ej!
Parsknęłam śmiechem kręcąc głową, jednak delikatnie ściągnęłam zwierzaka z łóżka. Pies fuknął obrażony i poczłapał w głąb mieszkania. Przysunęłam się bliżej do chłopak, który udawał, że mnie nie widzi. Obróciłam się brzuch, po czy podparłam głowę na rękach patrząc na niego uporczywie. Po paru minutach znudziło mi się, więc zaczęłam dźgać palcem między żebra. Przez parę minut próbował mnie wciąż ignorować, jednak w pewnym momencie złapał moją rękę, wciąż udając obrażonego. Wywróciłam oczami, po czym podniosłam się i rozsiadłam się na nim.
-Oj no Patric, przecież ciebie zostawiłam w twoim łóżku -powiedziałam sunąc ręką po jego brzuchu. Kiedy dalej nie zwracał na mnie uwagi, praktycznie położyłam się na nim całując go w obojczyk. -Poza tym chyba pokazałam ci dzisiaj, że dobrze się z tobą czuję -mruknęłam robiąc mu malinkę na szyji. -Chociaż gdybyś ty robił mi za poduszkę, to i Potter bez problemu by się zmieścił z nami... Dodatko staruszek ewidentnie nie jest przyzywczajony do tego, że nie ma dla niego miejsca w łóżku... Jest to nic dziwnego, bo wszyscy wiedzą, że komputerowcy raczej rzadko mają takie okazje...
-Osz ty mendo...
W końcu chłopak nie wytrzymał zrzucając mnie z siebie i zaczął mnie łaskotać. Próbowałam ze wszystkich sił mu uciec, jednak nie miałam z nim szans. W końcu puścił mnie wracając na swoje pkprzednie miejsce. Fuknęłam na niego, ciągnąc w dół koszulkę.
-Ty bo zaraz mi sukienkę z mojej ulubionej koszulki zrobisz -powiedział łapiąc moje ręce.
-Przyznaj, że chciałeś sobie jeszcze popatrzeć -powiedziałam przekręcając się na brzuch i kładąc głowę na jego klatce piersiowej.
Chłopak położył rękę na mojej głowie, głaszcząc mnie po włosach.
-O której i gdzie musisz być -zapytał.
-W sumie to jutro mam dzień wolny od wszystkiego, więc jak będziesz miał mnie dość, to mnie wywieziesz -powiedziałam jeżdżąc palcami po linni jego mostka.
-No to cudownie. A teraz może czas się kłaść spać?
Jęknęłam niezadowolona, po czym podciągnęłam się wyżej, tak aby ułatwić sobie dostęp do jego ust.
-Ale ja nie chcę spać -powiedziałam całując go, po czym zaczęłam schodzić nimi na jego szyję i przełożyłam nogę przez brzuch.
Patric?
środa, 26 lutego 2020
Od Patrica cd Gwen
Jęknąłem z przyjemności. Przepełniało mnie teraz podniecenie i pożądanie, co dziewczyna wzmagała jeszcze bardziej ruchami swoich bioder. Jej paznokcie zostawiały czerwone ślady na moich plecach.Powoli pochylałem się do tyłu, "pociągając" jej ciało za sobą. Jedną z rąk podtrzymywałem ją delikatnie na wysokości żeber, a druga zaś w najlepsze błądziła po jej pośladkach. Kiedy moje plecy zetknęły się z materacem, obróciłem ją i znalazłem się nad nią. Moja ręka wylądowała na jej piersi ściskając ją, druga zaś powoli sunęła w dół jej ciała, zatrzymując się na jej intymnym miejscu, delikatnie masując. Wszedłem w nią dwoma palcami, wywołując tym samym ciche jęknięcie, które szybko stłumiłem pocałunkiem. Po chwili jednak wyciągnąłem palce i wszedłem w nią. Jej paznokcie wciąż kreśliły wzory na moich plecach, pogłębiając pozostawione już wcześniej po sobie ślady, jak i tworząc nowe. Blondynka pojękiwała, jednak i z moich ust co jakiś czas wydobyło się stęknięcie. Wkrótce jej ciało zaczęło wyginać się w łuk, a mięśnie spinać, ja także byłem już blisko. Chwilę później oboje doszliśmy. Opadłem na łóżko obok niej, przyciągając ją do siebie i składając pocałunek na jej czole. Jakiś czas później dziewczyna stwierdziła, że musi skorzystać z łazienki, tak też zrobiła, zgarniając po drodze jedną z moich koszulek i narzucając ją na siebie. Zaśmiałem się pod nosem i podniosłem się, aby założyć na siebie świeże bokserki. W międzyczasie do pokoju przyczłapał Potter, który wpakował się na łóżko.
-Oj stary, mam wątpliwości, czy pomieścimy się tu wszyscy - oznajmiłem, patrząc na zwierzaka z poważną miną.
Pies westchnął jedynie i położył łeb na materacu. Po chwili wróciła Gwen, która szybko znalazła się obok zwierzaka, głaszcząc go.
-Jak masz wątpliwości, czy się pomieścimy to możesz iśc do salonu, my doskonale damy sobie radę - zaśmiała się.
-Czy ty właśnie wyganiasz mnie z własnego łóżka? Chyba się pogniewamy - mruknąłem, kładąc się obok tej dwójki.
-To zupełnie nie tak jak myślisz -uśmiechnęła się.
-Tak? Pragnę jeszcze cię uświadomić, że ten mały smród zostawi cię w środku nocy, podczas gdy ja grzecznie będę tu sobie spać - zaśmiałem się.
Gwen?
-Oj stary, mam wątpliwości, czy pomieścimy się tu wszyscy - oznajmiłem, patrząc na zwierzaka z poważną miną.
Pies westchnął jedynie i położył łeb na materacu. Po chwili wróciła Gwen, która szybko znalazła się obok zwierzaka, głaszcząc go.
-Jak masz wątpliwości, czy się pomieścimy to możesz iśc do salonu, my doskonale damy sobie radę - zaśmiała się.
-Czy ty właśnie wyganiasz mnie z własnego łóżka? Chyba się pogniewamy - mruknąłem, kładąc się obok tej dwójki.
-To zupełnie nie tak jak myślisz -uśmiechnęła się.
-Tak? Pragnę jeszcze cię uświadomić, że ten mały smród zostawi cię w środku nocy, podczas gdy ja grzecznie będę tu sobie spać - zaśmiałem się.
Gwen?
wtorek, 25 lutego 2020
Od Scotta cd Hailey
Spojrzałem na dziewczynę, po czym podążyłem za jej spojrzeniem.
-No to chodź -powiedziałem uśmiechając się do niej i zgasiłem papierosa w pobliskim śmietniku.
Dziewczyna zklaskała radośnie, po czym złapała mnie za ręke ciągnąc w kierunku waty. Zakupiliśmy watę i rozsiedliśmy się na pobliskiej ławce. Siedzieliśmy gadając o głupotach, gdy rozległ się dzwonek mojego telefonu. Wyjąłem telefon i zerknąłem na wyświetlacz. Odebrałem, obejmując Hai. Oczywiście zadzwoniła "ulubiona" rudowłosa mojej dziewczyny, z małą prośbą. Chcieli pojutrze wyrwać się na randkę, więc poprosiła, abym został z małą. Oczywiście przystałem na to. Gdy skończyłem rozmawiać, spojrzałem na Hailey, która siedziała z jakąś dziwną miną.
-Co jest? -Zapytałem odrywając kawałek waty.
Hailey uniosła brew, patrząc na mnie jakbym zadał najbardziej oczywiste pytanie świata.
-Nic, tylko zastanawiałam się, czy już będziesz do niej leciał czy za moment. Zazwyczaj tak się kończył telefon od Sofii.
-Zazwyczaj tak wyglądało, ale jak obiecałem wprowadzam zmiany. Nie będę biegał do niej za każdym razem i ona jest tego świadoma. Jednak raz na jakiś czas wypadało by dać jej wolny chociaż wolny wieczór. Ty w tym czasie możesz skoczyć gdzieś z koleżankami się zabawić, ponieważ nie oczekuję od ciebie tego, abyś zgrywała dobrą ciotkę. Wiem, że nie jest to dla ciebie łatwa sytuacja, dlatego daję ci czas na przyswojenie tego. Jednak moja uwaga należy też do małej. A chyba do tej pory nie możesz narzekać na brak mojego zainteresowania tobą?
Dziewczyna westchnęła łagodniejąc, po czym powiedziała:
-Nie, nie mogę narzekać. I nie jest też tak, że nie widzę, że się starasz wszystko pogodzić, ale... Nie będę ukrywać, że mam problem z Sofii, a nie małą. Nigdy nie wiesz co jej odbije.
Zacisnąłem usta, powstrzymując komentarz, że przez te pół roku, to mi bardziej przychodzły nienajlepsze pomysły.
-No wiesz, jeśli potrzebujesz potwierdzenia, że jestem całkowicie twój, to mogę tu zaraz paść przed tobą na kolana i się oświadczyć. Ja tam jestem gotowy...
Zaczął się podnosić na co dziewczyna ze śmiechem próbowała mnie powstrzymać. W końcu zdecydowaliśmy wrócić do domu. Hai w pewnym momencie zaczęła pocierać ramiona, więc bez słowa zdjąłem swoją bluzę i narzuciłem jej na plecy mimo jej sprzeciwów. Po powrocie pod blok zatrzymałem się przy skrzynce, prosząc Hai aby zapieła smycz Lucky'emu i wypuściła go. Zapytałem piętnastoletniego sąsiada z dołu, czy nie chciałby znowu dorobić i nie zabrałby Lucky'ego na spacer, gdy wyjdzie ze swoim pupilem. Chętnie na to przystał. Przejrzałem pocztę czekając na psa. Westchnąłem widząc pismo z sądu. Z jednej strony, w końcu ten dupek odpowie za to co zrobił. Z drugiej dziewczyny znowu będą musiały wracać do tych przeklętych chwil. Po oddaniu zwierzaka wróciłe do mieszkania. Hailey siedziała w salonie. Rozsiadłem się obok niej, podając jej list bez słowa. Otworzyła go szybko, wczytując się w jego treść. Objąłem ją ramieniem przyciągając ją do siebie. Przez resztę wieczoru siedziała dość mocno nie w humorze. W końcu podniosłem się z kanapy i poszedłem ogarnąć nam jakąś kolację. Niedługo potem blondynka przyszła do mnie i objęła mnie, przytulając się do moich pleców.
-Co tam piękna? -Zapytałem nie przerywając gotowania.
-Musiałam zobaczyć na własne oczy, że zrobisz coś więcej niż kanapki.
-No wiesz co? Jak możesz mnie tak nie doceniać -powiedziłem odwracjąc się do niej i pocałowałem ją krótko, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. -To zapewne młody wrócił z Lucky'm. Skoczysz zobaczyć?
Dziewczyna wyszła z kuchni aby odebrać psa, a ja wróciłem do robienia kolacji. Jednak tę czynność przerwał mi dźwięk wiadomości. Podniosłem telefon, będąc święcie przekonany, że to Ruda coś wymyśliła, jednak wywrociłem oczami na widok innego imienia. Do niektórych poprostu pewne rzeczy nie docierają. I jedną z tych osób jest zdecydowanie jest moja filmowa partnerka, która nie rozumie prostego przekazu. Między nami nic nie będzie i natychmiastowo kończymy ten krótki romans. Odłożyłem ponownie telefon, wyciągając patelnie z szafki, akurat gdy Hai wróciła do kuchni. Zabrała się od razu do przeszukiwania szafek w celu znalezienia wina. W końcu rezległ się zwycięski okrzyk blondynki. Parsknąłem śmiechem widząc jej zadowolenie.
Zjedliśmy kolację, po czym rozwaliliśmy się wygodnie na kanapie. Mimo teoretycznie luźniej atmosfery, czułem jaka jest spięta. Wyjąłem jej kieliszek z dłoni i odłożyłem go na stolik, co spotkało sie z jej zdezorientowanym spojrzeniem.
-Co ty robisz? -Zapytała marszcząc brwi.
-Kochanie, nie będę narażał na zalanie winem mojej ulubionej kanapy -prychnąłem.
Przyciągnąłem ją bliżej siebie, całując ją. Czułem jednak, że ciężko jej się "odłączyć" od myśli. Owszem wplotła dłoń w moje włosy jednak wciąż zdawało mi się, że dziewczyna jest myślami gdzieś daleko. Puściłem ją w końcu po czym bezceremonialnie wyszedłem z salonu. Wróciłem po paru minutach i ustałem przed zdezorientowaną dziewczyną.
-Wstawaj. Zrobiłem ci gorącą kąpiel, na te twoje nerwy.
-Jest tylko jeden problem- powiedziała poważym tonem, chcąc mimo wszystko się ze mną podrażnić. -Niekoniecznie chce mi się wstać -powiedziała niewinnie.
Westchnąłem jedynie po czym chwyciełem ją szybko na ręce w stylu panny młodej i ruszyłem do łazienki. Objęła mnie za szyję, drażniąc nosem moją szyję. Gdy wszedlem do pomieszczenia postawiłem ją na podłodze, jednak Hai nie zamierzała puścić mojej szyi. Wywróciłem oczami.
-Ty wskakuj do wanny, a ja pójdę po kieliszki -powiedziałem cmokając ją, po czym uwolniłem się z jej objęć.
Wszedłem z łazienki udając się do salonu. Sprawdziłem telefon, który pokazywał trzy nowe wiadomości. Odczytałem je, jednak darowałem sobie nawet odpisywanie na nie. Dolałem wina do kieliszka Hailey, przy okazji uzupełniając swój, po czym wróciłem do łazienki. Dziewczyna leżała już wygodnie z przymkniętymi oczami. Przykucnąłem przy wannie, podając jej kieliszek, swój stswiając na podłodze i oparłem się ramionami o krawędź wanny. Uśmiechnęła się do mnie, po czym ponownie przymknęła oczy. Obserwowałem jej profil, gdy opowiadała mi o czymś, jednak nie bardzo mogłem uchwycić, o czym ona właściwie do mnie mówi. Widziałem jak całe spięcie z niej powoli schodzi.
-A ty co? Masz zamiar teraz się tak na mnie gapić, zboczeńcu? -Powiedziała odwracając się w moją stronę i wyrwała mnie z zamyślenia.
Uśmiechnąłem się do niej krótko, głaszcząc ją po policzku.
-Ja zboczeńcem? Gdzieżby znowu, w tym momencie to mnie obrażasz, skarbie.
-A kto rano się na mnie praktycznie rzucił? -Zapytała cwano.
Otworzyłem usta czekając aż przyjdzie mi jakiś argument, ale nic mi nie przyszło do głowy. Dziewczyna parsknęła śmiechem, a za nią zrobiłem to samo.
-Dobrze, już dobrze. Idę, a ty się relaksuj -powiedziałem prostując się i cmoknąłem ją krótko w czoło.
Hailey?
-No to chodź -powiedziałem uśmiechając się do niej i zgasiłem papierosa w pobliskim śmietniku.
Dziewczyna zklaskała radośnie, po czym złapała mnie za ręke ciągnąc w kierunku waty. Zakupiliśmy watę i rozsiedliśmy się na pobliskiej ławce. Siedzieliśmy gadając o głupotach, gdy rozległ się dzwonek mojego telefonu. Wyjąłem telefon i zerknąłem na wyświetlacz. Odebrałem, obejmując Hai. Oczywiście zadzwoniła "ulubiona" rudowłosa mojej dziewczyny, z małą prośbą. Chcieli pojutrze wyrwać się na randkę, więc poprosiła, abym został z małą. Oczywiście przystałem na to. Gdy skończyłem rozmawiać, spojrzałem na Hailey, która siedziała z jakąś dziwną miną.
-Co jest? -Zapytałem odrywając kawałek waty.
Hailey uniosła brew, patrząc na mnie jakbym zadał najbardziej oczywiste pytanie świata.
-Nic, tylko zastanawiałam się, czy już będziesz do niej leciał czy za moment. Zazwyczaj tak się kończył telefon od Sofii.
-Zazwyczaj tak wyglądało, ale jak obiecałem wprowadzam zmiany. Nie będę biegał do niej za każdym razem i ona jest tego świadoma. Jednak raz na jakiś czas wypadało by dać jej wolny chociaż wolny wieczór. Ty w tym czasie możesz skoczyć gdzieś z koleżankami się zabawić, ponieważ nie oczekuję od ciebie tego, abyś zgrywała dobrą ciotkę. Wiem, że nie jest to dla ciebie łatwa sytuacja, dlatego daję ci czas na przyswojenie tego. Jednak moja uwaga należy też do małej. A chyba do tej pory nie możesz narzekać na brak mojego zainteresowania tobą?
Dziewczyna westchnęła łagodniejąc, po czym powiedziała:
-Nie, nie mogę narzekać. I nie jest też tak, że nie widzę, że się starasz wszystko pogodzić, ale... Nie będę ukrywać, że mam problem z Sofii, a nie małą. Nigdy nie wiesz co jej odbije.
Zacisnąłem usta, powstrzymując komentarz, że przez te pół roku, to mi bardziej przychodzły nienajlepsze pomysły.
-No wiesz, jeśli potrzebujesz potwierdzenia, że jestem całkowicie twój, to mogę tu zaraz paść przed tobą na kolana i się oświadczyć. Ja tam jestem gotowy...
Zaczął się podnosić na co dziewczyna ze śmiechem próbowała mnie powstrzymać. W końcu zdecydowaliśmy wrócić do domu. Hai w pewnym momencie zaczęła pocierać ramiona, więc bez słowa zdjąłem swoją bluzę i narzuciłem jej na plecy mimo jej sprzeciwów. Po powrocie pod blok zatrzymałem się przy skrzynce, prosząc Hai aby zapieła smycz Lucky'emu i wypuściła go. Zapytałem piętnastoletniego sąsiada z dołu, czy nie chciałby znowu dorobić i nie zabrałby Lucky'ego na spacer, gdy wyjdzie ze swoim pupilem. Chętnie na to przystał. Przejrzałem pocztę czekając na psa. Westchnąłem widząc pismo z sądu. Z jednej strony, w końcu ten dupek odpowie za to co zrobił. Z drugiej dziewczyny znowu będą musiały wracać do tych przeklętych chwil. Po oddaniu zwierzaka wróciłe do mieszkania. Hailey siedziała w salonie. Rozsiadłem się obok niej, podając jej list bez słowa. Otworzyła go szybko, wczytując się w jego treść. Objąłem ją ramieniem przyciągając ją do siebie. Przez resztę wieczoru siedziała dość mocno nie w humorze. W końcu podniosłem się z kanapy i poszedłem ogarnąć nam jakąś kolację. Niedługo potem blondynka przyszła do mnie i objęła mnie, przytulając się do moich pleców.
-Co tam piękna? -Zapytałem nie przerywając gotowania.
-Musiałam zobaczyć na własne oczy, że zrobisz coś więcej niż kanapki.
-No wiesz co? Jak możesz mnie tak nie doceniać -powiedziłem odwracjąc się do niej i pocałowałem ją krótko, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. -To zapewne młody wrócił z Lucky'm. Skoczysz zobaczyć?
Dziewczyna wyszła z kuchni aby odebrać psa, a ja wróciłem do robienia kolacji. Jednak tę czynność przerwał mi dźwięk wiadomości. Podniosłem telefon, będąc święcie przekonany, że to Ruda coś wymyśliła, jednak wywrociłem oczami na widok innego imienia. Do niektórych poprostu pewne rzeczy nie docierają. I jedną z tych osób jest zdecydowanie jest moja filmowa partnerka, która nie rozumie prostego przekazu. Między nami nic nie będzie i natychmiastowo kończymy ten krótki romans. Odłożyłem ponownie telefon, wyciągając patelnie z szafki, akurat gdy Hai wróciła do kuchni. Zabrała się od razu do przeszukiwania szafek w celu znalezienia wina. W końcu rezległ się zwycięski okrzyk blondynki. Parsknąłem śmiechem widząc jej zadowolenie.
Zjedliśmy kolację, po czym rozwaliliśmy się wygodnie na kanapie. Mimo teoretycznie luźniej atmosfery, czułem jaka jest spięta. Wyjąłem jej kieliszek z dłoni i odłożyłem go na stolik, co spotkało sie z jej zdezorientowanym spojrzeniem.
-Co ty robisz? -Zapytała marszcząc brwi.
-Kochanie, nie będę narażał na zalanie winem mojej ulubionej kanapy -prychnąłem.
Przyciągnąłem ją bliżej siebie, całując ją. Czułem jednak, że ciężko jej się "odłączyć" od myśli. Owszem wplotła dłoń w moje włosy jednak wciąż zdawało mi się, że dziewczyna jest myślami gdzieś daleko. Puściłem ją w końcu po czym bezceremonialnie wyszedłem z salonu. Wróciłem po paru minutach i ustałem przed zdezorientowaną dziewczyną.
-Wstawaj. Zrobiłem ci gorącą kąpiel, na te twoje nerwy.
-Jest tylko jeden problem- powiedziała poważym tonem, chcąc mimo wszystko się ze mną podrażnić. -Niekoniecznie chce mi się wstać -powiedziała niewinnie.
Westchnąłem jedynie po czym chwyciełem ją szybko na ręce w stylu panny młodej i ruszyłem do łazienki. Objęła mnie za szyję, drażniąc nosem moją szyję. Gdy wszedlem do pomieszczenia postawiłem ją na podłodze, jednak Hai nie zamierzała puścić mojej szyi. Wywróciłem oczami.
-Ty wskakuj do wanny, a ja pójdę po kieliszki -powiedziałem cmokając ją, po czym uwolniłem się z jej objęć.
Wszedłem z łazienki udając się do salonu. Sprawdziłem telefon, który pokazywał trzy nowe wiadomości. Odczytałem je, jednak darowałem sobie nawet odpisywanie na nie. Dolałem wina do kieliszka Hailey, przy okazji uzupełniając swój, po czym wróciłem do łazienki. Dziewczyna leżała już wygodnie z przymkniętymi oczami. Przykucnąłem przy wannie, podając jej kieliszek, swój stswiając na podłodze i oparłem się ramionami o krawędź wanny. Uśmiechnęła się do mnie, po czym ponownie przymknęła oczy. Obserwowałem jej profil, gdy opowiadała mi o czymś, jednak nie bardzo mogłem uchwycić, o czym ona właściwie do mnie mówi. Widziałem jak całe spięcie z niej powoli schodzi.
-A ty co? Masz zamiar teraz się tak na mnie gapić, zboczeńcu? -Powiedziała odwracając się w moją stronę i wyrwała mnie z zamyślenia.
Uśmiechnąłem się do niej krótko, głaszcząc ją po policzku.
-Ja zboczeńcem? Gdzieżby znowu, w tym momencie to mnie obrażasz, skarbie.
-A kto rano się na mnie praktycznie rzucił? -Zapytała cwano.
Otworzyłem usta czekając aż przyjdzie mi jakiś argument, ale nic mi nie przyszło do głowy. Dziewczyna parsknęła śmiechem, a za nią zrobiłem to samo.
-Dobrze, już dobrze. Idę, a ty się relaksuj -powiedziałem prostując się i cmoknąłem ją krótko w czoło.
Hailey?
niedziela, 26 stycznia 2020
Od Gwen cd Patrica
[+18]
Z początku powolne pocałunki, zaczęły być co raz bardziej namiętne. Drażniłam jego kark paznokciami, sunąc po nim. Jego ręka powoli zjechała z mojego biodra, na pośladek. Jęknęłam prosto w jego usta, gdy ścisnął mnie za niego. Odsunęłam się od niego, uśmiechając się zadziornie. Spojrzałam prosto w jego oczy, w których dostrzegłam rosnące podniecenie. Przesunęłam ręce wzdłuż jego torsu, a on puścił mnie, aby ułatwić mi zdjęcie jego koszulki. Patric nie pozostał mi dłużny i szybko pozbył się swojej bluzy oraz sukienki ze mnie. Gdy materiał opadł na podłogę, ponownie przyparł mnie do ściany, wracając do wcześniejszej pozycji. Ponownie złączył nasze usta.
Moje ręce wylądowały na jego pasku, który szybko rozpiełam. Powolnym ruchem obniżyłam jego dolne części garderoby, co spowodowało chwilowe znieruchomienie Patrica. Zaraz się zreflektował, sunąc dłońmi do moich majtek, jednak zatrzymałam go. Oderwał się ode mnie, patrząc na mnie z nie zrozumieniem. Ja jednak jedynie, przygryzłam wargę, schylając się. Złapałam za jego przyrodzenie, na co chłopak sapnął. Zaczęłam drażnić go językiem, a w tym czasie Patric oparł się obiema rękami i przymknął oczy. Niewiele później doszedł, a ja wyprostowałam się dając mu chwilę na uspokojenie oddechu. Położył głowę na moim barku, a ja wplotłam dłoń w jego włosy. Gdy tylko podniósł twarz, chcąc coś powiedzieć przyciągnęłam go do siebie ponownie łącząc nasze usta.
Patric pozbył się do końca swoich spodni i złapał mnie za uda, zmuszając do tego abym go oplotła wokół bioder, co posłusznie zrobiłam. Ręce ulokowałam na jego karku, przyciągając go do siebie. Chłopak ruszył na oślep w kierunku sypialni, starając się nie wpadać zbytnio na ściany, co średnio mu wychodziło. W pewnym momencie źle wyliczył odległość i niespodziewał się łóżka w danym miejscu. Wylądowałam na plecach, a chłopak na mnie. Parsknęłam śmiechem, podczas gdy Patric próbował się podnieść na łokciach.
-Coś cię bawi? -Zapytał unosząc brew.
-A taka jedna ciamajda -parsknęłam, jednak moje zdanie zamieniło się w pisk, kiedy pociągnął mnie za nogi przeciągając bardziej na łóżko.
-Ja ci dam ciamajdę -prychnął kładąc dłonie na moje biodra, po czym szybkim ruchem pozbył się moich majtek.
Kiedy tylko schylił się nade mną pchnęłam go na materac, po czym rozsiadłam się na jego brzuchu. Spojrzał zdezorientowany, podczas gdy ja uśmiechałam się cwano, palcem kreśląc jego mieśnie brzucha. Do takiego mojego wydania nie był przhzwyczajony, z resztą nie miał kiedy go właściwie poznać. Jego ręce wylądowały na moich plecach, gdzie szybkim ruchem rozpiął zapięcie mojego stanika. Pozbyłam się go całkowicie, odrzucając go w kąt. Patric usiadł, przez co zsunęłam się niżej. Jego dłonie wylądowały na moich piersiach, drażniąc sutki. Jęknęłam z przyjemności, poruszając biodrami, aby podrażnić jego nabrzmiałego członka. Moje ręce wylądowały na jego plecach, wpijając paznokcie, a usta odnalazły jego.
Z początku powolne pocałunki, zaczęły być co raz bardziej namiętne. Drażniłam jego kark paznokciami, sunąc po nim. Jego ręka powoli zjechała z mojego biodra, na pośladek. Jęknęłam prosto w jego usta, gdy ścisnął mnie za niego. Odsunęłam się od niego, uśmiechając się zadziornie. Spojrzałam prosto w jego oczy, w których dostrzegłam rosnące podniecenie. Przesunęłam ręce wzdłuż jego torsu, a on puścił mnie, aby ułatwić mi zdjęcie jego koszulki. Patric nie pozostał mi dłużny i szybko pozbył się swojej bluzy oraz sukienki ze mnie. Gdy materiał opadł na podłogę, ponownie przyparł mnie do ściany, wracając do wcześniejszej pozycji. Ponownie złączył nasze usta.
Moje ręce wylądowały na jego pasku, który szybko rozpiełam. Powolnym ruchem obniżyłam jego dolne części garderoby, co spowodowało chwilowe znieruchomienie Patrica. Zaraz się zreflektował, sunąc dłońmi do moich majtek, jednak zatrzymałam go. Oderwał się ode mnie, patrząc na mnie z nie zrozumieniem. Ja jednak jedynie, przygryzłam wargę, schylając się. Złapałam za jego przyrodzenie, na co chłopak sapnął. Zaczęłam drażnić go językiem, a w tym czasie Patric oparł się obiema rękami i przymknął oczy. Niewiele później doszedł, a ja wyprostowałam się dając mu chwilę na uspokojenie oddechu. Położył głowę na moim barku, a ja wplotłam dłoń w jego włosy. Gdy tylko podniósł twarz, chcąc coś powiedzieć przyciągnęłam go do siebie ponownie łącząc nasze usta.
Patric pozbył się do końca swoich spodni i złapał mnie za uda, zmuszając do tego abym go oplotła wokół bioder, co posłusznie zrobiłam. Ręce ulokowałam na jego karku, przyciągając go do siebie. Chłopak ruszył na oślep w kierunku sypialni, starając się nie wpadać zbytnio na ściany, co średnio mu wychodziło. W pewnym momencie źle wyliczył odległość i niespodziewał się łóżka w danym miejscu. Wylądowałam na plecach, a chłopak na mnie. Parsknęłam śmiechem, podczas gdy Patric próbował się podnieść na łokciach.
-Coś cię bawi? -Zapytał unosząc brew.
-A taka jedna ciamajda -parsknęłam, jednak moje zdanie zamieniło się w pisk, kiedy pociągnął mnie za nogi przeciągając bardziej na łóżko.
-Ja ci dam ciamajdę -prychnął kładąc dłonie na moje biodra, po czym szybkim ruchem pozbył się moich majtek.
Kiedy tylko schylił się nade mną pchnęłam go na materac, po czym rozsiadłam się na jego brzuchu. Spojrzał zdezorientowany, podczas gdy ja uśmiechałam się cwano, palcem kreśląc jego mieśnie brzucha. Do takiego mojego wydania nie był przhzwyczajony, z resztą nie miał kiedy go właściwie poznać. Jego ręce wylądowały na moich plecach, gdzie szybkim ruchem rozpiął zapięcie mojego stanika. Pozbyłam się go całkowicie, odrzucając go w kąt. Patric usiadł, przez co zsunęłam się niżej. Jego dłonie wylądowały na moich piersiach, drażniąc sutki. Jęknęłam z przyjemności, poruszając biodrami, aby podrażnić jego nabrzmiałego członka. Moje ręce wylądowały na jego plecach, wpijając paznokcie, a usta odnalazły jego.
Patric? ^-^
Subskrybuj:
Posty (Atom)