Złapałam psiaka za pyszczek.
-Jakiego ty masz nie miłego pana, od smrodów cię wyzywa -powiadziałam do Potter, podczas gdy Patric zrobił oburzoną minę.
-Nie no, naprawdę się pogniewamy -rzucił robiąc obrażoną minę i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. -Co z świat, woli psa odemnie...
-Kochanie, ale to nieprawda -odpowiedziałam z powagą. -Po prostu on bardziej zasłużył na to miejsce.
-Ej!
Parsknęłam śmiechem kręcąc głową, jednak delikatnie ściągnęłam zwierzaka z łóżka. Pies fuknął obrażony i poczłapał w głąb mieszkania. Przysunęłam się bliżej do chłopak, który udawał, że mnie nie widzi. Obróciłam się brzuch, po czy podparłam głowę na rękach patrząc na niego uporczywie. Po paru minutach znudziło mi się, więc zaczęłam dźgać palcem między żebra. Przez parę minut próbował mnie wciąż ignorować, jednak w pewnym momencie złapał moją rękę, wciąż udając obrażonego. Wywróciłam oczami, po czym podniosłam się i rozsiadłam się na nim.
-Oj no Patric, przecież ciebie zostawiłam w twoim łóżku -powiedziałam sunąc ręką po jego brzuchu. Kiedy dalej nie zwracał na mnie uwagi, praktycznie położyłam się na nim całując go w obojczyk. -Poza tym chyba pokazałam ci dzisiaj, że dobrze się z tobą czuję -mruknęłam robiąc mu malinkę na szyji. -Chociaż gdybyś ty robił mi za poduszkę, to i Potter bez problemu by się zmieścił z nami... Dodatko staruszek ewidentnie nie jest przyzywczajony do tego, że nie ma dla niego miejsca w łóżku... Jest to nic dziwnego, bo wszyscy wiedzą, że komputerowcy raczej rzadko mają takie okazje...
-Osz ty mendo...
W końcu chłopak nie wytrzymał zrzucając mnie z siebie i zaczął mnie łaskotać. Próbowałam ze wszystkich sił mu uciec, jednak nie miałam z nim szans. W końcu puścił mnie wracając na swoje pkprzednie miejsce. Fuknęłam na niego, ciągnąc w dół koszulkę.
-Ty bo zaraz mi sukienkę z mojej ulubionej koszulki zrobisz -powiedział łapiąc moje ręce.
-Przyznaj, że chciałeś sobie jeszcze popatrzeć -powiedziałam przekręcając się na brzuch i kładąc głowę na jego klatce piersiowej.
Chłopak położył rękę na mojej głowie, głaszcząc mnie po włosach.
-O której i gdzie musisz być -zapytał.
-W sumie to jutro mam dzień wolny od wszystkiego, więc jak będziesz miał mnie dość, to mnie wywieziesz -powiedziałam jeżdżąc palcami po linni jego mostka.
-No to cudownie. A teraz może czas się kłaść spać?
Jęknęłam niezadowolona, po czym podciągnęłam się wyżej, tak aby ułatwić sobie dostęp do jego ust.
-Ale ja nie chcę spać -powiedziałam całując go, po czym zaczęłam schodzić nimi na jego szyję i przełożyłam nogę przez brzuch.
Patric?
piątek, 28 lutego 2020
środa, 26 lutego 2020
Od Patrica cd Gwen
Jęknąłem z przyjemności. Przepełniało mnie teraz podniecenie i pożądanie, co dziewczyna wzmagała jeszcze bardziej ruchami swoich bioder. Jej paznokcie zostawiały czerwone ślady na moich plecach.Powoli pochylałem się do tyłu, "pociągając" jej ciało za sobą. Jedną z rąk podtrzymywałem ją delikatnie na wysokości żeber, a druga zaś w najlepsze błądziła po jej pośladkach. Kiedy moje plecy zetknęły się z materacem, obróciłem ją i znalazłem się nad nią. Moja ręka wylądowała na jej piersi ściskając ją, druga zaś powoli sunęła w dół jej ciała, zatrzymując się na jej intymnym miejscu, delikatnie masując. Wszedłem w nią dwoma palcami, wywołując tym samym ciche jęknięcie, które szybko stłumiłem pocałunkiem. Po chwili jednak wyciągnąłem palce i wszedłem w nią. Jej paznokcie wciąż kreśliły wzory na moich plecach, pogłębiając pozostawione już wcześniej po sobie ślady, jak i tworząc nowe. Blondynka pojękiwała, jednak i z moich ust co jakiś czas wydobyło się stęknięcie. Wkrótce jej ciało zaczęło wyginać się w łuk, a mięśnie spinać, ja także byłem już blisko. Chwilę później oboje doszliśmy. Opadłem na łóżko obok niej, przyciągając ją do siebie i składając pocałunek na jej czole. Jakiś czas później dziewczyna stwierdziła, że musi skorzystać z łazienki, tak też zrobiła, zgarniając po drodze jedną z moich koszulek i narzucając ją na siebie. Zaśmiałem się pod nosem i podniosłem się, aby założyć na siebie świeże bokserki. W międzyczasie do pokoju przyczłapał Potter, który wpakował się na łóżko.
-Oj stary, mam wątpliwości, czy pomieścimy się tu wszyscy - oznajmiłem, patrząc na zwierzaka z poważną miną.
Pies westchnął jedynie i położył łeb na materacu. Po chwili wróciła Gwen, która szybko znalazła się obok zwierzaka, głaszcząc go.
-Jak masz wątpliwości, czy się pomieścimy to możesz iśc do salonu, my doskonale damy sobie radę - zaśmiała się.
-Czy ty właśnie wyganiasz mnie z własnego łóżka? Chyba się pogniewamy - mruknąłem, kładąc się obok tej dwójki.
-To zupełnie nie tak jak myślisz -uśmiechnęła się.
-Tak? Pragnę jeszcze cię uświadomić, że ten mały smród zostawi cię w środku nocy, podczas gdy ja grzecznie będę tu sobie spać - zaśmiałem się.
Gwen?
-Oj stary, mam wątpliwości, czy pomieścimy się tu wszyscy - oznajmiłem, patrząc na zwierzaka z poważną miną.
Pies westchnął jedynie i położył łeb na materacu. Po chwili wróciła Gwen, która szybko znalazła się obok zwierzaka, głaszcząc go.
-Jak masz wątpliwości, czy się pomieścimy to możesz iśc do salonu, my doskonale damy sobie radę - zaśmiała się.
-Czy ty właśnie wyganiasz mnie z własnego łóżka? Chyba się pogniewamy - mruknąłem, kładąc się obok tej dwójki.
-To zupełnie nie tak jak myślisz -uśmiechnęła się.
-Tak? Pragnę jeszcze cię uświadomić, że ten mały smród zostawi cię w środku nocy, podczas gdy ja grzecznie będę tu sobie spać - zaśmiałem się.
Gwen?
wtorek, 25 lutego 2020
Od Scotta cd Hailey
Spojrzałem na dziewczynę, po czym podążyłem za jej spojrzeniem.
-No to chodź -powiedziałem uśmiechając się do niej i zgasiłem papierosa w pobliskim śmietniku.
Dziewczyna zklaskała radośnie, po czym złapała mnie za ręke ciągnąc w kierunku waty. Zakupiliśmy watę i rozsiedliśmy się na pobliskiej ławce. Siedzieliśmy gadając o głupotach, gdy rozległ się dzwonek mojego telefonu. Wyjąłem telefon i zerknąłem na wyświetlacz. Odebrałem, obejmując Hai. Oczywiście zadzwoniła "ulubiona" rudowłosa mojej dziewczyny, z małą prośbą. Chcieli pojutrze wyrwać się na randkę, więc poprosiła, abym został z małą. Oczywiście przystałem na to. Gdy skończyłem rozmawiać, spojrzałem na Hailey, która siedziała z jakąś dziwną miną.
-Co jest? -Zapytałem odrywając kawałek waty.
Hailey uniosła brew, patrząc na mnie jakbym zadał najbardziej oczywiste pytanie świata.
-Nic, tylko zastanawiałam się, czy już będziesz do niej leciał czy za moment. Zazwyczaj tak się kończył telefon od Sofii.
-Zazwyczaj tak wyglądało, ale jak obiecałem wprowadzam zmiany. Nie będę biegał do niej za każdym razem i ona jest tego świadoma. Jednak raz na jakiś czas wypadało by dać jej wolny chociaż wolny wieczór. Ty w tym czasie możesz skoczyć gdzieś z koleżankami się zabawić, ponieważ nie oczekuję od ciebie tego, abyś zgrywała dobrą ciotkę. Wiem, że nie jest to dla ciebie łatwa sytuacja, dlatego daję ci czas na przyswojenie tego. Jednak moja uwaga należy też do małej. A chyba do tej pory nie możesz narzekać na brak mojego zainteresowania tobą?
Dziewczyna westchnęła łagodniejąc, po czym powiedziała:
-Nie, nie mogę narzekać. I nie jest też tak, że nie widzę, że się starasz wszystko pogodzić, ale... Nie będę ukrywać, że mam problem z Sofii, a nie małą. Nigdy nie wiesz co jej odbije.
Zacisnąłem usta, powstrzymując komentarz, że przez te pół roku, to mi bardziej przychodzły nienajlepsze pomysły.
-No wiesz, jeśli potrzebujesz potwierdzenia, że jestem całkowicie twój, to mogę tu zaraz paść przed tobą na kolana i się oświadczyć. Ja tam jestem gotowy...
Zaczął się podnosić na co dziewczyna ze śmiechem próbowała mnie powstrzymać. W końcu zdecydowaliśmy wrócić do domu. Hai w pewnym momencie zaczęła pocierać ramiona, więc bez słowa zdjąłem swoją bluzę i narzuciłem jej na plecy mimo jej sprzeciwów. Po powrocie pod blok zatrzymałem się przy skrzynce, prosząc Hai aby zapieła smycz Lucky'emu i wypuściła go. Zapytałem piętnastoletniego sąsiada z dołu, czy nie chciałby znowu dorobić i nie zabrałby Lucky'ego na spacer, gdy wyjdzie ze swoim pupilem. Chętnie na to przystał. Przejrzałem pocztę czekając na psa. Westchnąłem widząc pismo z sądu. Z jednej strony, w końcu ten dupek odpowie za to co zrobił. Z drugiej dziewczyny znowu będą musiały wracać do tych przeklętych chwil. Po oddaniu zwierzaka wróciłe do mieszkania. Hailey siedziała w salonie. Rozsiadłem się obok niej, podając jej list bez słowa. Otworzyła go szybko, wczytując się w jego treść. Objąłem ją ramieniem przyciągając ją do siebie. Przez resztę wieczoru siedziała dość mocno nie w humorze. W końcu podniosłem się z kanapy i poszedłem ogarnąć nam jakąś kolację. Niedługo potem blondynka przyszła do mnie i objęła mnie, przytulając się do moich pleców.
-Co tam piękna? -Zapytałem nie przerywając gotowania.
-Musiałam zobaczyć na własne oczy, że zrobisz coś więcej niż kanapki.
-No wiesz co? Jak możesz mnie tak nie doceniać -powiedziłem odwracjąc się do niej i pocałowałem ją krótko, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. -To zapewne młody wrócił z Lucky'm. Skoczysz zobaczyć?
Dziewczyna wyszła z kuchni aby odebrać psa, a ja wróciłem do robienia kolacji. Jednak tę czynność przerwał mi dźwięk wiadomości. Podniosłem telefon, będąc święcie przekonany, że to Ruda coś wymyśliła, jednak wywrociłem oczami na widok innego imienia. Do niektórych poprostu pewne rzeczy nie docierają. I jedną z tych osób jest zdecydowanie jest moja filmowa partnerka, która nie rozumie prostego przekazu. Między nami nic nie będzie i natychmiastowo kończymy ten krótki romans. Odłożyłem ponownie telefon, wyciągając patelnie z szafki, akurat gdy Hai wróciła do kuchni. Zabrała się od razu do przeszukiwania szafek w celu znalezienia wina. W końcu rezległ się zwycięski okrzyk blondynki. Parsknąłem śmiechem widząc jej zadowolenie.
Zjedliśmy kolację, po czym rozwaliliśmy się wygodnie na kanapie. Mimo teoretycznie luźniej atmosfery, czułem jaka jest spięta. Wyjąłem jej kieliszek z dłoni i odłożyłem go na stolik, co spotkało sie z jej zdezorientowanym spojrzeniem.
-Co ty robisz? -Zapytała marszcząc brwi.
-Kochanie, nie będę narażał na zalanie winem mojej ulubionej kanapy -prychnąłem.
Przyciągnąłem ją bliżej siebie, całując ją. Czułem jednak, że ciężko jej się "odłączyć" od myśli. Owszem wplotła dłoń w moje włosy jednak wciąż zdawało mi się, że dziewczyna jest myślami gdzieś daleko. Puściłem ją w końcu po czym bezceremonialnie wyszedłem z salonu. Wróciłem po paru minutach i ustałem przed zdezorientowaną dziewczyną.
-Wstawaj. Zrobiłem ci gorącą kąpiel, na te twoje nerwy.
-Jest tylko jeden problem- powiedziała poważym tonem, chcąc mimo wszystko się ze mną podrażnić. -Niekoniecznie chce mi się wstać -powiedziała niewinnie.
Westchnąłem jedynie po czym chwyciełem ją szybko na ręce w stylu panny młodej i ruszyłem do łazienki. Objęła mnie za szyję, drażniąc nosem moją szyję. Gdy wszedlem do pomieszczenia postawiłem ją na podłodze, jednak Hai nie zamierzała puścić mojej szyi. Wywróciłem oczami.
-Ty wskakuj do wanny, a ja pójdę po kieliszki -powiedziałem cmokając ją, po czym uwolniłem się z jej objęć.
Wszedłem z łazienki udając się do salonu. Sprawdziłem telefon, który pokazywał trzy nowe wiadomości. Odczytałem je, jednak darowałem sobie nawet odpisywanie na nie. Dolałem wina do kieliszka Hailey, przy okazji uzupełniając swój, po czym wróciłem do łazienki. Dziewczyna leżała już wygodnie z przymkniętymi oczami. Przykucnąłem przy wannie, podając jej kieliszek, swój stswiając na podłodze i oparłem się ramionami o krawędź wanny. Uśmiechnęła się do mnie, po czym ponownie przymknęła oczy. Obserwowałem jej profil, gdy opowiadała mi o czymś, jednak nie bardzo mogłem uchwycić, o czym ona właściwie do mnie mówi. Widziałem jak całe spięcie z niej powoli schodzi.
-A ty co? Masz zamiar teraz się tak na mnie gapić, zboczeńcu? -Powiedziała odwracając się w moją stronę i wyrwała mnie z zamyślenia.
Uśmiechnąłem się do niej krótko, głaszcząc ją po policzku.
-Ja zboczeńcem? Gdzieżby znowu, w tym momencie to mnie obrażasz, skarbie.
-A kto rano się na mnie praktycznie rzucił? -Zapytała cwano.
Otworzyłem usta czekając aż przyjdzie mi jakiś argument, ale nic mi nie przyszło do głowy. Dziewczyna parsknęła śmiechem, a za nią zrobiłem to samo.
-Dobrze, już dobrze. Idę, a ty się relaksuj -powiedziałem prostując się i cmoknąłem ją krótko w czoło.
Hailey?
-No to chodź -powiedziałem uśmiechając się do niej i zgasiłem papierosa w pobliskim śmietniku.
Dziewczyna zklaskała radośnie, po czym złapała mnie za ręke ciągnąc w kierunku waty. Zakupiliśmy watę i rozsiedliśmy się na pobliskiej ławce. Siedzieliśmy gadając o głupotach, gdy rozległ się dzwonek mojego telefonu. Wyjąłem telefon i zerknąłem na wyświetlacz. Odebrałem, obejmując Hai. Oczywiście zadzwoniła "ulubiona" rudowłosa mojej dziewczyny, z małą prośbą. Chcieli pojutrze wyrwać się na randkę, więc poprosiła, abym został z małą. Oczywiście przystałem na to. Gdy skończyłem rozmawiać, spojrzałem na Hailey, która siedziała z jakąś dziwną miną.
-Co jest? -Zapytałem odrywając kawałek waty.
Hailey uniosła brew, patrząc na mnie jakbym zadał najbardziej oczywiste pytanie świata.
-Nic, tylko zastanawiałam się, czy już będziesz do niej leciał czy za moment. Zazwyczaj tak się kończył telefon od Sofii.
-Zazwyczaj tak wyglądało, ale jak obiecałem wprowadzam zmiany. Nie będę biegał do niej za każdym razem i ona jest tego świadoma. Jednak raz na jakiś czas wypadało by dać jej wolny chociaż wolny wieczór. Ty w tym czasie możesz skoczyć gdzieś z koleżankami się zabawić, ponieważ nie oczekuję od ciebie tego, abyś zgrywała dobrą ciotkę. Wiem, że nie jest to dla ciebie łatwa sytuacja, dlatego daję ci czas na przyswojenie tego. Jednak moja uwaga należy też do małej. A chyba do tej pory nie możesz narzekać na brak mojego zainteresowania tobą?
Dziewczyna westchnęła łagodniejąc, po czym powiedziała:
-Nie, nie mogę narzekać. I nie jest też tak, że nie widzę, że się starasz wszystko pogodzić, ale... Nie będę ukrywać, że mam problem z Sofii, a nie małą. Nigdy nie wiesz co jej odbije.
Zacisnąłem usta, powstrzymując komentarz, że przez te pół roku, to mi bardziej przychodzły nienajlepsze pomysły.
-No wiesz, jeśli potrzebujesz potwierdzenia, że jestem całkowicie twój, to mogę tu zaraz paść przed tobą na kolana i się oświadczyć. Ja tam jestem gotowy...
Zaczął się podnosić na co dziewczyna ze śmiechem próbowała mnie powstrzymać. W końcu zdecydowaliśmy wrócić do domu. Hai w pewnym momencie zaczęła pocierać ramiona, więc bez słowa zdjąłem swoją bluzę i narzuciłem jej na plecy mimo jej sprzeciwów. Po powrocie pod blok zatrzymałem się przy skrzynce, prosząc Hai aby zapieła smycz Lucky'emu i wypuściła go. Zapytałem piętnastoletniego sąsiada z dołu, czy nie chciałby znowu dorobić i nie zabrałby Lucky'ego na spacer, gdy wyjdzie ze swoim pupilem. Chętnie na to przystał. Przejrzałem pocztę czekając na psa. Westchnąłem widząc pismo z sądu. Z jednej strony, w końcu ten dupek odpowie za to co zrobił. Z drugiej dziewczyny znowu będą musiały wracać do tych przeklętych chwil. Po oddaniu zwierzaka wróciłe do mieszkania. Hailey siedziała w salonie. Rozsiadłem się obok niej, podając jej list bez słowa. Otworzyła go szybko, wczytując się w jego treść. Objąłem ją ramieniem przyciągając ją do siebie. Przez resztę wieczoru siedziała dość mocno nie w humorze. W końcu podniosłem się z kanapy i poszedłem ogarnąć nam jakąś kolację. Niedługo potem blondynka przyszła do mnie i objęła mnie, przytulając się do moich pleców.
-Co tam piękna? -Zapytałem nie przerywając gotowania.
-Musiałam zobaczyć na własne oczy, że zrobisz coś więcej niż kanapki.
-No wiesz co? Jak możesz mnie tak nie doceniać -powiedziłem odwracjąc się do niej i pocałowałem ją krótko, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. -To zapewne młody wrócił z Lucky'm. Skoczysz zobaczyć?
Dziewczyna wyszła z kuchni aby odebrać psa, a ja wróciłem do robienia kolacji. Jednak tę czynność przerwał mi dźwięk wiadomości. Podniosłem telefon, będąc święcie przekonany, że to Ruda coś wymyśliła, jednak wywrociłem oczami na widok innego imienia. Do niektórych poprostu pewne rzeczy nie docierają. I jedną z tych osób jest zdecydowanie jest moja filmowa partnerka, która nie rozumie prostego przekazu. Między nami nic nie będzie i natychmiastowo kończymy ten krótki romans. Odłożyłem ponownie telefon, wyciągając patelnie z szafki, akurat gdy Hai wróciła do kuchni. Zabrała się od razu do przeszukiwania szafek w celu znalezienia wina. W końcu rezległ się zwycięski okrzyk blondynki. Parsknąłem śmiechem widząc jej zadowolenie.
Zjedliśmy kolację, po czym rozwaliliśmy się wygodnie na kanapie. Mimo teoretycznie luźniej atmosfery, czułem jaka jest spięta. Wyjąłem jej kieliszek z dłoni i odłożyłem go na stolik, co spotkało sie z jej zdezorientowanym spojrzeniem.
-Co ty robisz? -Zapytała marszcząc brwi.
-Kochanie, nie będę narażał na zalanie winem mojej ulubionej kanapy -prychnąłem.
Przyciągnąłem ją bliżej siebie, całując ją. Czułem jednak, że ciężko jej się "odłączyć" od myśli. Owszem wplotła dłoń w moje włosy jednak wciąż zdawało mi się, że dziewczyna jest myślami gdzieś daleko. Puściłem ją w końcu po czym bezceremonialnie wyszedłem z salonu. Wróciłem po paru minutach i ustałem przed zdezorientowaną dziewczyną.
-Wstawaj. Zrobiłem ci gorącą kąpiel, na te twoje nerwy.
-Jest tylko jeden problem- powiedziała poważym tonem, chcąc mimo wszystko się ze mną podrażnić. -Niekoniecznie chce mi się wstać -powiedziała niewinnie.
Westchnąłem jedynie po czym chwyciełem ją szybko na ręce w stylu panny młodej i ruszyłem do łazienki. Objęła mnie za szyję, drażniąc nosem moją szyję. Gdy wszedlem do pomieszczenia postawiłem ją na podłodze, jednak Hai nie zamierzała puścić mojej szyi. Wywróciłem oczami.
-Ty wskakuj do wanny, a ja pójdę po kieliszki -powiedziałem cmokając ją, po czym uwolniłem się z jej objęć.
Wszedłem z łazienki udając się do salonu. Sprawdziłem telefon, który pokazywał trzy nowe wiadomości. Odczytałem je, jednak darowałem sobie nawet odpisywanie na nie. Dolałem wina do kieliszka Hailey, przy okazji uzupełniając swój, po czym wróciłem do łazienki. Dziewczyna leżała już wygodnie z przymkniętymi oczami. Przykucnąłem przy wannie, podając jej kieliszek, swój stswiając na podłodze i oparłem się ramionami o krawędź wanny. Uśmiechnęła się do mnie, po czym ponownie przymknęła oczy. Obserwowałem jej profil, gdy opowiadała mi o czymś, jednak nie bardzo mogłem uchwycić, o czym ona właściwie do mnie mówi. Widziałem jak całe spięcie z niej powoli schodzi.
-A ty co? Masz zamiar teraz się tak na mnie gapić, zboczeńcu? -Powiedziała odwracając się w moją stronę i wyrwała mnie z zamyślenia.
Uśmiechnąłem się do niej krótko, głaszcząc ją po policzku.
-Ja zboczeńcem? Gdzieżby znowu, w tym momencie to mnie obrażasz, skarbie.
-A kto rano się na mnie praktycznie rzucił? -Zapytała cwano.
Otworzyłem usta czekając aż przyjdzie mi jakiś argument, ale nic mi nie przyszło do głowy. Dziewczyna parsknęła śmiechem, a za nią zrobiłem to samo.
-Dobrze, już dobrze. Idę, a ty się relaksuj -powiedziałem prostując się i cmoknąłem ją krótko w czoło.
Hailey?
niedziela, 26 stycznia 2020
Od Gwen cd Patrica
[+18]
Z początku powolne pocałunki, zaczęły być co raz bardziej namiętne. Drażniłam jego kark paznokciami, sunąc po nim. Jego ręka powoli zjechała z mojego biodra, na pośladek. Jęknęłam prosto w jego usta, gdy ścisnął mnie za niego. Odsunęłam się od niego, uśmiechając się zadziornie. Spojrzałam prosto w jego oczy, w których dostrzegłam rosnące podniecenie. Przesunęłam ręce wzdłuż jego torsu, a on puścił mnie, aby ułatwić mi zdjęcie jego koszulki. Patric nie pozostał mi dłużny i szybko pozbył się swojej bluzy oraz sukienki ze mnie. Gdy materiał opadł na podłogę, ponownie przyparł mnie do ściany, wracając do wcześniejszej pozycji. Ponownie złączył nasze usta.
Moje ręce wylądowały na jego pasku, który szybko rozpiełam. Powolnym ruchem obniżyłam jego dolne części garderoby, co spowodowało chwilowe znieruchomienie Patrica. Zaraz się zreflektował, sunąc dłońmi do moich majtek, jednak zatrzymałam go. Oderwał się ode mnie, patrząc na mnie z nie zrozumieniem. Ja jednak jedynie, przygryzłam wargę, schylając się. Złapałam za jego przyrodzenie, na co chłopak sapnął. Zaczęłam drażnić go językiem, a w tym czasie Patric oparł się obiema rękami i przymknął oczy. Niewiele później doszedł, a ja wyprostowałam się dając mu chwilę na uspokojenie oddechu. Położył głowę na moim barku, a ja wplotłam dłoń w jego włosy. Gdy tylko podniósł twarz, chcąc coś powiedzieć przyciągnęłam go do siebie ponownie łącząc nasze usta.
Patric pozbył się do końca swoich spodni i złapał mnie za uda, zmuszając do tego abym go oplotła wokół bioder, co posłusznie zrobiłam. Ręce ulokowałam na jego karku, przyciągając go do siebie. Chłopak ruszył na oślep w kierunku sypialni, starając się nie wpadać zbytnio na ściany, co średnio mu wychodziło. W pewnym momencie źle wyliczył odległość i niespodziewał się łóżka w danym miejscu. Wylądowałam na plecach, a chłopak na mnie. Parsknęłam śmiechem, podczas gdy Patric próbował się podnieść na łokciach.
-Coś cię bawi? -Zapytał unosząc brew.
-A taka jedna ciamajda -parsknęłam, jednak moje zdanie zamieniło się w pisk, kiedy pociągnął mnie za nogi przeciągając bardziej na łóżko.
-Ja ci dam ciamajdę -prychnął kładąc dłonie na moje biodra, po czym szybkim ruchem pozbył się moich majtek.
Kiedy tylko schylił się nade mną pchnęłam go na materac, po czym rozsiadłam się na jego brzuchu. Spojrzał zdezorientowany, podczas gdy ja uśmiechałam się cwano, palcem kreśląc jego mieśnie brzucha. Do takiego mojego wydania nie był przhzwyczajony, z resztą nie miał kiedy go właściwie poznać. Jego ręce wylądowały na moich plecach, gdzie szybkim ruchem rozpiął zapięcie mojego stanika. Pozbyłam się go całkowicie, odrzucając go w kąt. Patric usiadł, przez co zsunęłam się niżej. Jego dłonie wylądowały na moich piersiach, drażniąc sutki. Jęknęłam z przyjemności, poruszając biodrami, aby podrażnić jego nabrzmiałego członka. Moje ręce wylądowały na jego plecach, wpijając paznokcie, a usta odnalazły jego.
Z początku powolne pocałunki, zaczęły być co raz bardziej namiętne. Drażniłam jego kark paznokciami, sunąc po nim. Jego ręka powoli zjechała z mojego biodra, na pośladek. Jęknęłam prosto w jego usta, gdy ścisnął mnie za niego. Odsunęłam się od niego, uśmiechając się zadziornie. Spojrzałam prosto w jego oczy, w których dostrzegłam rosnące podniecenie. Przesunęłam ręce wzdłuż jego torsu, a on puścił mnie, aby ułatwić mi zdjęcie jego koszulki. Patric nie pozostał mi dłużny i szybko pozbył się swojej bluzy oraz sukienki ze mnie. Gdy materiał opadł na podłogę, ponownie przyparł mnie do ściany, wracając do wcześniejszej pozycji. Ponownie złączył nasze usta.
Moje ręce wylądowały na jego pasku, który szybko rozpiełam. Powolnym ruchem obniżyłam jego dolne części garderoby, co spowodowało chwilowe znieruchomienie Patrica. Zaraz się zreflektował, sunąc dłońmi do moich majtek, jednak zatrzymałam go. Oderwał się ode mnie, patrząc na mnie z nie zrozumieniem. Ja jednak jedynie, przygryzłam wargę, schylając się. Złapałam za jego przyrodzenie, na co chłopak sapnął. Zaczęłam drażnić go językiem, a w tym czasie Patric oparł się obiema rękami i przymknął oczy. Niewiele później doszedł, a ja wyprostowałam się dając mu chwilę na uspokojenie oddechu. Położył głowę na moim barku, a ja wplotłam dłoń w jego włosy. Gdy tylko podniósł twarz, chcąc coś powiedzieć przyciągnęłam go do siebie ponownie łącząc nasze usta.
Patric pozbył się do końca swoich spodni i złapał mnie za uda, zmuszając do tego abym go oplotła wokół bioder, co posłusznie zrobiłam. Ręce ulokowałam na jego karku, przyciągając go do siebie. Chłopak ruszył na oślep w kierunku sypialni, starając się nie wpadać zbytnio na ściany, co średnio mu wychodziło. W pewnym momencie źle wyliczył odległość i niespodziewał się łóżka w danym miejscu. Wylądowałam na plecach, a chłopak na mnie. Parsknęłam śmiechem, podczas gdy Patric próbował się podnieść na łokciach.
-Coś cię bawi? -Zapytał unosząc brew.
-A taka jedna ciamajda -parsknęłam, jednak moje zdanie zamieniło się w pisk, kiedy pociągnął mnie za nogi przeciągając bardziej na łóżko.
-Ja ci dam ciamajdę -prychnął kładąc dłonie na moje biodra, po czym szybkim ruchem pozbył się moich majtek.
Kiedy tylko schylił się nade mną pchnęłam go na materac, po czym rozsiadłam się na jego brzuchu. Spojrzał zdezorientowany, podczas gdy ja uśmiechałam się cwano, palcem kreśląc jego mieśnie brzucha. Do takiego mojego wydania nie był przhzwyczajony, z resztą nie miał kiedy go właściwie poznać. Jego ręce wylądowały na moich plecach, gdzie szybkim ruchem rozpiął zapięcie mojego stanika. Pozbyłam się go całkowicie, odrzucając go w kąt. Patric usiadł, przez co zsunęłam się niżej. Jego dłonie wylądowały na moich piersiach, drażniąc sutki. Jęknęłam z przyjemności, poruszając biodrami, aby podrażnić jego nabrzmiałego członka. Moje ręce wylądowały na jego plecach, wpijając paznokcie, a usta odnalazły jego.
Patric? ^-^
sobota, 25 stycznia 2020
Od Patrica cd Gwen
Przyciągnąłem dziewczynę nieco bliżej siebie, śmiejąc się z jej reakcji.W końcu zaczynało się ściemniać, a temperatura na dworze spadać. Popatrzyłem na dziewczynę, obejmującą się własnymi ramionami, usiłującą się ogrzać. Ściągnąłem bluzę, którą miałem na sobie i wcisnąłem ją jej do rąk. Spotkało się to z początkowymi protestami dziewczyny, że się przeziębię, że zmarznę, jednak w końcu uległa i ubrała ją na siebie. Przyciągnąłem ją do siebie, chcąc zapewnić jej jeszcze więcej ciepła. Wkrótce słońce zaszło całkowicie, a jedynym światłem był księżyc i kilka starych latarni na drodze, która prowadziła do samochodu.
-Chodź, wracamy - powiedziałem, delikatnie ją puszczając, aby móc swobodnie wstać.
Blondynka skinęła głową i także stanęła na nogi. Ująłem jej dłoń, jednocześnie kierując nasze kroki w stronę oświetlonej ścieżki, którą mieliśmy wrócić do auta. Kilka minut później znaleźliśmy się przy pojeździe.
-Śpij u mnie, odwiozę cię rano, gdzie tylko będziesz potrzebować - zaproponowałem, spoglądając na nią błagalnym wzrokiem, kiedy zapinała pas.
Gwen obdarzyła mnie zamyślonym spojrzeniem.
-W porządku, uznajmy, że skoro będziesz mi robić za taksówkę to się zgodzę - zaśmiała się, otulając bluzą jeszcze bardziej.
Przewróciłem oczami na jej słowa i ruszyłem w drogę powrotną do domu. Podróż umilały nam lecące w radiu piosenki, które zdarzało nam się nucić. W końcu zatrzymaliśmy się na parkingu i udaliśmy do mojego mieszkania. Otworzyłem przed nią drzwi, co spotkało się z jej rozbawionym spojrzeniem.Weszliśmy do środka, z racji że mieszkanie większość dnia stało puste, otworzyłem okno, aby nieco rześkiego, wieczornego powietrza je wypełniło. Potter oczywiście już w progu zaczął domagać się od dziewczyny czułości, uroczy widok. W końcu Gwen oderwała się od psa i stanęła wyprostowana. Ściągnęła buty, czego nie zdążyła zrobić wcześniej, kiedy była zajęta zabawianiem mojego czworonoga.
-Napijesz się czegoś? - zaproponowałem.
-Nie, dzięki - odparła, podchodząc do drzwi na balkon i skupiając swoje spojrzenie we wciąż tętniącej życiem ulicy.
Podszedłem do niej i przytuliłem do siebie. Oparłem swoją głowę na jej i wraz z nią wpatrywałem się w miasto.
-Lubię widok stąd - oznajmiłem, sunąc ręką w kierunku jej dłoni i chwytając ją.
-Cudowny jest, pozazdrościć - westchnęła, obracając się w moją stronę i wtulając się we mnie bardziej.
Uśmiechnąłem się i spojrzałem jej w oczy, były takie spokojne. Nachyliłem się nieco, łącząc nasze usta w leniwym, jednak dość emocjonalnym pocałunku. Postawiłem kilka niewielkich kroków w przód, popychając lekko dziewczynę, jednak nie przerywając pocałunków i zatrzymując się dopiero, kiedy napotkała ona za swoimi plecami ścianę. Jedną z dłoni oparłem się o ścianę, drugą zaś ulokowałem na jej biodrze. Odsunąłem na moment twarz przyglądając się jej. Gwen zaplotła swoje dłonie na moim karku, przyciągając z powrotem do siebie.
Gwen? :3
-Chodź, wracamy - powiedziałem, delikatnie ją puszczając, aby móc swobodnie wstać.
Blondynka skinęła głową i także stanęła na nogi. Ująłem jej dłoń, jednocześnie kierując nasze kroki w stronę oświetlonej ścieżki, którą mieliśmy wrócić do auta. Kilka minut później znaleźliśmy się przy pojeździe.
-Śpij u mnie, odwiozę cię rano, gdzie tylko będziesz potrzebować - zaproponowałem, spoglądając na nią błagalnym wzrokiem, kiedy zapinała pas.
Gwen obdarzyła mnie zamyślonym spojrzeniem.
-W porządku, uznajmy, że skoro będziesz mi robić za taksówkę to się zgodzę - zaśmiała się, otulając bluzą jeszcze bardziej.
Przewróciłem oczami na jej słowa i ruszyłem w drogę powrotną do domu. Podróż umilały nam lecące w radiu piosenki, które zdarzało nam się nucić. W końcu zatrzymaliśmy się na parkingu i udaliśmy do mojego mieszkania. Otworzyłem przed nią drzwi, co spotkało się z jej rozbawionym spojrzeniem.Weszliśmy do środka, z racji że mieszkanie większość dnia stało puste, otworzyłem okno, aby nieco rześkiego, wieczornego powietrza je wypełniło. Potter oczywiście już w progu zaczął domagać się od dziewczyny czułości, uroczy widok. W końcu Gwen oderwała się od psa i stanęła wyprostowana. Ściągnęła buty, czego nie zdążyła zrobić wcześniej, kiedy była zajęta zabawianiem mojego czworonoga.
-Napijesz się czegoś? - zaproponowałem.
-Nie, dzięki - odparła, podchodząc do drzwi na balkon i skupiając swoje spojrzenie we wciąż tętniącej życiem ulicy.
Podszedłem do niej i przytuliłem do siebie. Oparłem swoją głowę na jej i wraz z nią wpatrywałem się w miasto.
-Lubię widok stąd - oznajmiłem, sunąc ręką w kierunku jej dłoni i chwytając ją.
-Cudowny jest, pozazdrościć - westchnęła, obracając się w moją stronę i wtulając się we mnie bardziej.
Uśmiechnąłem się i spojrzałem jej w oczy, były takie spokojne. Nachyliłem się nieco, łącząc nasze usta w leniwym, jednak dość emocjonalnym pocałunku. Postawiłem kilka niewielkich kroków w przód, popychając lekko dziewczynę, jednak nie przerywając pocałunków i zatrzymując się dopiero, kiedy napotkała ona za swoimi plecami ścianę. Jedną z dłoni oparłem się o ścianę, drugą zaś ulokowałem na jej biodrze. Odsunąłem na moment twarz przyglądając się jej. Gwen zaplotła swoje dłonie na moim karku, przyciągając z powrotem do siebie.
Gwen? :3
piątek, 24 stycznia 2020
Od Gwen cd Patrica
-Czyli można powiedzieć, że masz swoją taką przystań myśli -powiedziałam biorąc gryza.
Patric parsknął lekko, na moje określenie.
-No można tak powiedzieć. A ty, gdzie masz takie swoje miejsce?
Przekręciłam głowę na bok, myśląc nad odpowiedzią.
-Jak już pewnie sam zdążyłeś zauważyć uwielbiam uciekać od problemów, więc czasem mam wrażenie, że cały świat jest moją własną przystanią. Kiedy mam sporo do przemyślenia, najczęściej łapię samolot i ruszam gdzieś daleko... Lub poprostu ruszam do Arizony, na ranczo mojej babci. A w Nowym Jorku od tego mam dach, na którym od jakiegoś czasu próbuję ogarnąć taki mały prywatny ogród. Jednak idzie mi to strasznie mozolnie i jie mam pojęcia dlaczego.
Chłopak parsknął, na co zmrurzyłam oczy, nie wiedząc o co mu chodzi. Patric widząc moją minę, szybko zaczął się tlumaczyć.
-A nie myślisz, że może być to spowodowane tym, że doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny? A ty mam wrażenie czasami, że co najmniej się rozdwajasz.
Wywróciłam na to oczami, biorąc kolejny kawałek. Po skończonym posiłku wyrzuciliśmy karton, po czym wróciliśmy na tą samą ławkę. Wtuliłam się w bok chłopaka, a on objął mnie ramieniem.
-Powinieneś mieć kota -powiedziałam nagle kompletnie od czapy.
-Co? Niby dlaczego? -Zapytał, probując znaleźć sens tego co powiedziałam.
-No bo od Patrica, można wołać na ciebie Pat. A jakbyś miał kota, to był by Pat i kot. Tylko został byś listonoszem i okazało się, że zrobili o tobie serial.
Chłopak zaśmiał się, jednocześnie przykładając rękę do mojego czoła aby upewnić się, że te głupoty to nie objaw gorączki.
-Kochanie, a czy oni napewno dobre leki ci podają?
W odpowiedzi prychnęłam jedynie, na co chłopak cmoknął mnie krótko w czoło.
Patric?
Patric parsknął lekko, na moje określenie.
-No można tak powiedzieć. A ty, gdzie masz takie swoje miejsce?
Przekręciłam głowę na bok, myśląc nad odpowiedzią.
-Jak już pewnie sam zdążyłeś zauważyć uwielbiam uciekać od problemów, więc czasem mam wrażenie, że cały świat jest moją własną przystanią. Kiedy mam sporo do przemyślenia, najczęściej łapię samolot i ruszam gdzieś daleko... Lub poprostu ruszam do Arizony, na ranczo mojej babci. A w Nowym Jorku od tego mam dach, na którym od jakiegoś czasu próbuję ogarnąć taki mały prywatny ogród. Jednak idzie mi to strasznie mozolnie i jie mam pojęcia dlaczego.
Chłopak parsknął, na co zmrurzyłam oczy, nie wiedząc o co mu chodzi. Patric widząc moją minę, szybko zaczął się tlumaczyć.
-A nie myślisz, że może być to spowodowane tym, że doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny? A ty mam wrażenie czasami, że co najmniej się rozdwajasz.
Wywróciłam na to oczami, biorąc kolejny kawałek. Po skończonym posiłku wyrzuciliśmy karton, po czym wróciliśmy na tą samą ławkę. Wtuliłam się w bok chłopaka, a on objął mnie ramieniem.
-Powinieneś mieć kota -powiedziałam nagle kompletnie od czapy.
-Co? Niby dlaczego? -Zapytał, probując znaleźć sens tego co powiedziałam.
-No bo od Patrica, można wołać na ciebie Pat. A jakbyś miał kota, to był by Pat i kot. Tylko został byś listonoszem i okazało się, że zrobili o tobie serial.
Chłopak zaśmiał się, jednocześnie przykładając rękę do mojego czoła aby upewnić się, że te głupoty to nie objaw gorączki.
-Kochanie, a czy oni napewno dobre leki ci podają?
W odpowiedzi prychnęłam jedynie, na co chłopak cmoknął mnie krótko w czoło.
Patric?
poniedziałek, 6 stycznia 2020
Od Patrica cd Gwen
Złapałem dziewczynę mocniej, tuląc do siebie i opierając głowę o jej. Tym samym zastanawiałem się co moglibyśmy dzisiaj robić.
-Masz trochę siły? - zapytałem, odsuwając się nieco i spoglądając na nią, a szalone iskierki zapewne tańczyły teraz w moich oczach.
-Mam - odparła, przyglądając mi się z zaciekawieniem.
-Ale na pewno jesteś głodna - stwierdziłem, gładząc ją po policzku..
-No powiedzmy, że jestem - przytaknęła - co więc?
-Zadzwoń i zamów dużą pizzę. Pojedziemy po nią, a potem zabiorę cię w zarąbiste miejsce - oznajmiłem - skoro mamy taką ładną pogodę, to aż żal nie skorzystać.
Blondynka skinęła głową na znak zgody, a już po chwili oboje wsiedliśmy do samochodu. Kiedy ja zajmowałem się wyjechaniem z parkingu, ona rozmawiała z kelnerką w pizzeri i organizowała nam obiad.
-Powiesz mi gdzie tak właściwie mnie zabierasz? - zapytała, kiedy ponownie wsiadłem do samochodu, podając jej pizzę, aby trzymała ją na kolanach.
Wzruszyłem jedynie ramionami i zaśmiałem się, po czym ponownie ruszyłem z miejsca. Zmierzaliśmy na same obrzeża miasta, do niewielkiego, mało uczęszczanego parku z jeziorkiem. Uwielbiałem to miejsce, jako dzieciak przychodziłem tam z mamą, kiedy jeszcze mieszkaliśmy na obrzeżach. Teraz bywałem tam znacznie rzadziej, głównie kiedy musiałem pomyśleć, pobyć sam, czy naładować się na nowo dobrą energią. W końcu, po niekrótkim czasie udało nam się dotrzeć na miejsce.
-Mam nadzieję, że jeszcze nie ostygła, bo kawałek musimy przemaszerować - stwierdziłem, przejmując od niej pudełko i z ulgą czując ciepło, jakie dawał jeszcze jego spód.
Kilka minut później zajęliśmy miejsce na ławce, z której idealnie widać było jezioro, a powoli zachodzące światło dodawało tej chwili jeszcze więcej uroku.
-Smacznego, moja dzielna kobieto - powiedziałem, otwierając w końcu opakowanie z upragnioną pizzą.
-Wzajemnie - uśmiechnęła się, zabierając jeden kawałek - ładnie tu, ale czemu zabrałeś mnie właśnie tutaj?
Gwen wpatrywała się we mnie z radością i zainteresowaniem, oczekując odpowiedzi, która zaspokoiłaby jej ciekawość.
-Bardzo lubię to miejsce. Ma dla mnie duże znaczenie. Jako dziecko, kiedy mieszkaliśmy z rodzicami na przedmieściach, przychodziłem tu z mamą, a potem się wyprowadziliśmy. Teraz sam zwykłem tu wracać, kiedy potrzebuję pobyć sam, czy coś - oznajmiłem, kończąc kawałek pizzy i sięgając po następny, nie spuszczając wzroku z dziewczyny.
Gwen?
-Masz trochę siły? - zapytałem, odsuwając się nieco i spoglądając na nią, a szalone iskierki zapewne tańczyły teraz w moich oczach.
-Mam - odparła, przyglądając mi się z zaciekawieniem.
-Ale na pewno jesteś głodna - stwierdziłem, gładząc ją po policzku..
-No powiedzmy, że jestem - przytaknęła - co więc?
-Zadzwoń i zamów dużą pizzę. Pojedziemy po nią, a potem zabiorę cię w zarąbiste miejsce - oznajmiłem - skoro mamy taką ładną pogodę, to aż żal nie skorzystać.
Blondynka skinęła głową na znak zgody, a już po chwili oboje wsiedliśmy do samochodu. Kiedy ja zajmowałem się wyjechaniem z parkingu, ona rozmawiała z kelnerką w pizzeri i organizowała nam obiad.
-Powiesz mi gdzie tak właściwie mnie zabierasz? - zapytała, kiedy ponownie wsiadłem do samochodu, podając jej pizzę, aby trzymała ją na kolanach.
Wzruszyłem jedynie ramionami i zaśmiałem się, po czym ponownie ruszyłem z miejsca. Zmierzaliśmy na same obrzeża miasta, do niewielkiego, mało uczęszczanego parku z jeziorkiem. Uwielbiałem to miejsce, jako dzieciak przychodziłem tam z mamą, kiedy jeszcze mieszkaliśmy na obrzeżach. Teraz bywałem tam znacznie rzadziej, głównie kiedy musiałem pomyśleć, pobyć sam, czy naładować się na nowo dobrą energią. W końcu, po niekrótkim czasie udało nam się dotrzeć na miejsce.
-Mam nadzieję, że jeszcze nie ostygła, bo kawałek musimy przemaszerować - stwierdziłem, przejmując od niej pudełko i z ulgą czując ciepło, jakie dawał jeszcze jego spód.
Kilka minut później zajęliśmy miejsce na ławce, z której idealnie widać było jezioro, a powoli zachodzące światło dodawało tej chwili jeszcze więcej uroku.
-Smacznego, moja dzielna kobieto - powiedziałem, otwierając w końcu opakowanie z upragnioną pizzą.
-Wzajemnie - uśmiechnęła się, zabierając jeden kawałek - ładnie tu, ale czemu zabrałeś mnie właśnie tutaj?
Gwen wpatrywała się we mnie z radością i zainteresowaniem, oczekując odpowiedzi, która zaspokoiłaby jej ciekawość.
-Bardzo lubię to miejsce. Ma dla mnie duże znaczenie. Jako dziecko, kiedy mieszkaliśmy z rodzicami na przedmieściach, przychodziłem tu z mamą, a potem się wyprowadziliśmy. Teraz sam zwykłem tu wracać, kiedy potrzebuję pobyć sam, czy coś - oznajmiłem, kończąc kawałek pizzy i sięgając po następny, nie spuszczając wzroku z dziewczyny.
Gwen?
sobota, 4 stycznia 2020
Od Gwen cd Patrica
Położyłam rękę na jego dłoni, ścisnęłam ją mocniej i wróciłam głowę w drugą stronę. Starałam się jakoś zapanować nad nerwami, jednak im bliżej do celu tym większy stres odczuwałam. Patric widząc to, zaczął zagadywać mnie próbując odwieźć moje myśli od zbliżającej się chwili. I nawet mu się to udało, przynajmniej przez jakiś czas.
-Nie spinaj się tak, to nie będzie tak źle. Wszystko się ułoży -powiedział, łapiąc na ślepo moją rękę i podciągnął ją do góry aby mnie w nią cmoknąć krótko.
-Cały czas próbuję to sobie wmówić, ale akurat w tym przypadku mój optymizm lekko zdycha -mruknęłam.-Ale cieszę się, że jesteś teraz ze mną. Przynajmniej ciebie nie muszę okłamywać.
-Ale wiesz, że na dobrą sprawę, to nikogo nie musisz?
Westchnęłam zerkając na niego.
-To nie jest do końca takie proste...
Zaparkowaliśmy przed placówką, gdzie wysiadłam pewnie z samochodu. Stanęłam przed przed wejściem wahając się. Znowu dopadły mnie wątpliwości, czy aby na pewno powinnam tam wchodzić czy nie lepiej by było to wszystko sobie darować i tylko ruszyć w świat. Po chwili poczułam jak chłopak obejmuje mnie dodając mi otuchy. Uśmiechnął się do mnie kiwając głową w stronę szpitala. Odpowiedziałam mu uśmiechem, biorąc głęboki wdech. Ruszyłam do środka, przy pomocy chłopaka.
Wbrew moim wcześniejszym obawom obecność chłopak bardzo mi pomogła. Dodatkowo tym razem znosiłam to lepiej niż ostatnio. Czułam jedynie lekkie mdłości, co było do wytrzymania. Wyszliśmy objęci ze szpitala kierując się w stronę samochodu.
-I co, osiołku? Warto było przede mną to ukrywać? -Zapytał Patric z cwanym uśmiechem. -Dziś mnie wyglądasz lepiej niż ostatnio.
Parsknęłam śmiechem, odwracając się tak aby na niego spojrzeć.
-Niech ci będzie, że to dzięki tobie kotku -odpowiedziałam, cmokając go krótko w usta, zaplatając ręce na jego karku. -Więc co robimy z resztą tego dnia? Jedziemy do mieszkania, czy może powłóczymy się po mieście?
Patric?
-Nie spinaj się tak, to nie będzie tak źle. Wszystko się ułoży -powiedział, łapiąc na ślepo moją rękę i podciągnął ją do góry aby mnie w nią cmoknąć krótko.
-Cały czas próbuję to sobie wmówić, ale akurat w tym przypadku mój optymizm lekko zdycha -mruknęłam.-Ale cieszę się, że jesteś teraz ze mną. Przynajmniej ciebie nie muszę okłamywać.
-Ale wiesz, że na dobrą sprawę, to nikogo nie musisz?
Westchnęłam zerkając na niego.
-To nie jest do końca takie proste...
Zaparkowaliśmy przed placówką, gdzie wysiadłam pewnie z samochodu. Stanęłam przed przed wejściem wahając się. Znowu dopadły mnie wątpliwości, czy aby na pewno powinnam tam wchodzić czy nie lepiej by było to wszystko sobie darować i tylko ruszyć w świat. Po chwili poczułam jak chłopak obejmuje mnie dodając mi otuchy. Uśmiechnął się do mnie kiwając głową w stronę szpitala. Odpowiedziałam mu uśmiechem, biorąc głęboki wdech. Ruszyłam do środka, przy pomocy chłopaka.
Wbrew moim wcześniejszym obawom obecność chłopak bardzo mi pomogła. Dodatkowo tym razem znosiłam to lepiej niż ostatnio. Czułam jedynie lekkie mdłości, co było do wytrzymania. Wyszliśmy objęci ze szpitala kierując się w stronę samochodu.
-I co, osiołku? Warto było przede mną to ukrywać? -Zapytał Patric z cwanym uśmiechem. -Dziś mnie wyglądasz lepiej niż ostatnio.
Parsknęłam śmiechem, odwracając się tak aby na niego spojrzeć.
-Niech ci będzie, że to dzięki tobie kotku -odpowiedziałam, cmokając go krótko w usta, zaplatając ręce na jego karku. -Więc co robimy z resztą tego dnia? Jedziemy do mieszkania, czy może powłóczymy się po mieście?
Patric?
niedziela, 15 grudnia 2019
Od Hailey cd Scotta
Złapałam się chłopaka jeszcze mocniej, chcąc uniemożliwić mu podniesienie się. Moje próby nie przyniosły jednak żadnych skutków, gdyż miał przewagę w sile. Scott popatrzył na mnie z rozbawieniem i pokręcił głową z niedowierzaniem, by o chwili zepchnąć moje ciało ze swojego. Westchnęłam, posyłając mu jedynie obrażone spojrzenie i sama podniosłam się z kanapy.Chłopak zniknął na balkonie, a ja udałam się do kuchni, aby zrobić sobie coś do picia. Wyciągnęłam sporych rozmiarów szklankę i nalałam do niej wody, po czym dodałam tam jeszcze plaster cytryny. Ze szklanką udałam się z powrotem do salonu, gdzie właśnie wracał Scott. Posłałam mu niezadowolone spojrzenie wywołane zapachem papierosów, który lekko wniósł się do środka przez niezamknięty balkon.
-Fu - mruknęłam, po czym wzięłam łyka napoju.
Chłopak zaśmiał się jedynie i ruszył w moim kierunku. Zatrzymał swoje kroki centralnie przede mną, po czym wyjął szklankę z moich rąk i sam się napił.
-A co pan sobie wyobraża? - zapytałam, składając ręce na piersi i przyglądając mu się uważnie.
-Kocham cię - odparł jedynie, burząc swoją dłonią porządek na mojej głowie i odwróciwszy się ode mnie zajął miejsce na kanapie.
Z miną obrażonego dzieciaka zajęłam miejsce obok niego, a już po chwili poczułam jak jego palce wbijają się w mój bok. Chwyciłam jedynie jego rękę, chcąc uniemożliwić mu dalsze irytowanie mnie tą czynnością. Popatrzyłam na niego gniewnie, na co on zaśmiał się jedynie i wyrwawszy rękę z mojego uścisku, objął mnie i przyciągnął w swoja stronę.
-Wyjdźmy gdzieś dzisiaj - zaproponowałam - przeszłabym się wieczorem na spacer, wiesz jak już trochę spadnie temperatura.
-W porządku, w sumie to dawno nigdzie nie wychodziliśmy - oznajmił.
Odchyliłam nieco głowę, uśmiechając się w jego stronę, co odwzajemnił.
Reszta popołudnia upłynęła nam leniwie. W końcu zaczęło się ściemniać, a my zdecydowaliśmy się opuścić mieszkanie.Na początek nasze kroki skierowaliśmy do parku. Było tam sporo ludzi, którzy wyprowadzali swoje czworonogi przy zachodzącym słońcu. Scott ujął moją dłoń, a ja uśmiechnęłam się, czerpiąc jak najwięcej przyjemności z tej chwili. Powietrze zaczynało robić się rześkie i chłodniejsze w stosunku do tego, jakie utrzymywało się przez większość dnia. W końcu chłopak puścił moją rękę i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. Na ułamek sekundy na mojej twarzy zagościł grymas niezadowolenia, po chwili jednak odpuściłam to w zapomnienie, gdyż jest to coś do czego powinnam już przywyknąć i to zaakceptować. Poza tym zapach tytoniu kojarzył mi się z wakacjami, kiedy spędzałam je jeszcze z rodzicami. Z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka.
-Halo, halo, pani kontaktuje jeszcze? - zapytał, machając mi dłonią przed twarzą.
-Co, tak, zamyśliłam się - odparłam, spoglądając na niego z delikatnym uśmiechem.
Chłopak skinął głową, dając mi znak, że doskonale mnie rozumie, po czym kontynuowaliśmy nasz spacer w milczeniu. Co jakiś czas spoglądałam na niego kątem oka, podziwiając jak pali to swoje świństwo. Po dłuższej chwili rzuciło mi się w oczy stoisko z watą cukrową.
-Scott, patrz! Wata cukrowa! - zawołałam, chwytając jego rękę i delikatnie nią pociągając, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę.
Scott?
-Fu - mruknęłam, po czym wzięłam łyka napoju.
Chłopak zaśmiał się jedynie i ruszył w moim kierunku. Zatrzymał swoje kroki centralnie przede mną, po czym wyjął szklankę z moich rąk i sam się napił.
-A co pan sobie wyobraża? - zapytałam, składając ręce na piersi i przyglądając mu się uważnie.
-Kocham cię - odparł jedynie, burząc swoją dłonią porządek na mojej głowie i odwróciwszy się ode mnie zajął miejsce na kanapie.
Z miną obrażonego dzieciaka zajęłam miejsce obok niego, a już po chwili poczułam jak jego palce wbijają się w mój bok. Chwyciłam jedynie jego rękę, chcąc uniemożliwić mu dalsze irytowanie mnie tą czynnością. Popatrzyłam na niego gniewnie, na co on zaśmiał się jedynie i wyrwawszy rękę z mojego uścisku, objął mnie i przyciągnął w swoja stronę.
-Wyjdźmy gdzieś dzisiaj - zaproponowałam - przeszłabym się wieczorem na spacer, wiesz jak już trochę spadnie temperatura.
-W porządku, w sumie to dawno nigdzie nie wychodziliśmy - oznajmił.
Odchyliłam nieco głowę, uśmiechając się w jego stronę, co odwzajemnił.
Reszta popołudnia upłynęła nam leniwie. W końcu zaczęło się ściemniać, a my zdecydowaliśmy się opuścić mieszkanie.Na początek nasze kroki skierowaliśmy do parku. Było tam sporo ludzi, którzy wyprowadzali swoje czworonogi przy zachodzącym słońcu. Scott ujął moją dłoń, a ja uśmiechnęłam się, czerpiąc jak najwięcej przyjemności z tej chwili. Powietrze zaczynało robić się rześkie i chłodniejsze w stosunku do tego, jakie utrzymywało się przez większość dnia. W końcu chłopak puścił moją rękę i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. Na ułamek sekundy na mojej twarzy zagościł grymas niezadowolenia, po chwili jednak odpuściłam to w zapomnienie, gdyż jest to coś do czego powinnam już przywyknąć i to zaakceptować. Poza tym zapach tytoniu kojarzył mi się z wakacjami, kiedy spędzałam je jeszcze z rodzicami. Z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka.
-Halo, halo, pani kontaktuje jeszcze? - zapytał, machając mi dłonią przed twarzą.
-Co, tak, zamyśliłam się - odparłam, spoglądając na niego z delikatnym uśmiechem.
Chłopak skinął głową, dając mi znak, że doskonale mnie rozumie, po czym kontynuowaliśmy nasz spacer w milczeniu. Co jakiś czas spoglądałam na niego kątem oka, podziwiając jak pali to swoje świństwo. Po dłuższej chwili rzuciło mi się w oczy stoisko z watą cukrową.
-Scott, patrz! Wata cukrowa! - zawołałam, chwytając jego rękę i delikatnie nią pociągając, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę.
Scott?
niedziela, 8 grudnia 2019
Od Patrica cd Gwen
Ściągnąłem buty, a dziewczyna w tym czasie zamknęła drzwi do mieszkania na klucz. Udałem się do jej salonu, gdzie bardzo szybko zająłem miejsce na kanapie. Po chwili, miejsce obok mnie zajęła blondynka. Objąłem ją ramieniem, przyciągając w swoją stronę.
-Ale ty jesteś uparty - zaśmiała się, skubiąc rąbek mojej koszulki.
-No nie mów mi, że ci to przeszkadza - prychnąłem, szczypiąc ją lekko w bok.
-Skądże -odparła, łapiąc moją dłoń i uniemożliwiając mi tym samym dalsze przyszczypywanie jej.
Posłałem jej rozbawione spojrzenie i przyciągnąłem ją do siebie, po czym złożyłem pocałunek na czubku jej głowy.
-Chcesz coś do picia? - zaproponowała, odchylając głowę i patrząc na mnie.
-Nie, dziękuję - odparłem.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie, po prostu ciesząc się swoją obecnością, za którą zdawaliśmy się tak w ostatnim czasie tęsknić. Było jeszcze stosunkowo wcześnie, więc mieliśmy przed sobą sporo czasu, nim powinniśmy udać się na chemię.
-Jadłaś obiad? - zapytałem.
-Nie - mruknęła, przenosząc swoje spojrzenie na moją twarz.
-Zamawiamy coś? - zaproponowałem.
Dziewczyna skinęła głową na znak zgody i sięgnęła po telefon leżący obok niej. Wspólnie zaczęliśmy przeglądać ofertę różnych restauracji, aby w końcu zdecydować się na coś z włoskiej restauracji. Czas mijał, w końcu dotarło do nas nasze zamówienie, a my wraz z nim rozsiedliśmy się przed telewizorem, kontynuując oglądanie jakiegoś badziewnego serialu, za który zabraliśmy się wcześniej. W końcu jednak nadszedł czas naszego wyjścia. Zebraliśmy się z kanapy i skierowaliśmy w stronę wyjścia. Wsiedliśmy do samochodu. Odpaliłem silnik i spojrzałem kątem oka na Gwen. Widać było, że zaczyna się stresować, nieprzyjemny widok. Zatrzymując się na światłach, położyłem dłoń na jej udzie, gładząc je delikatnie i posyłając jej pocieszający uśmiech. Dziewczyna wysiliła się na uśmiech, choć widać było, że jest pełna nerwów.
Gwen?
-Ale ty jesteś uparty - zaśmiała się, skubiąc rąbek mojej koszulki.
-No nie mów mi, że ci to przeszkadza - prychnąłem, szczypiąc ją lekko w bok.
-Skądże -odparła, łapiąc moją dłoń i uniemożliwiając mi tym samym dalsze przyszczypywanie jej.
Posłałem jej rozbawione spojrzenie i przyciągnąłem ją do siebie, po czym złożyłem pocałunek na czubku jej głowy.
-Chcesz coś do picia? - zaproponowała, odchylając głowę i patrząc na mnie.
-Nie, dziękuję - odparłem.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie, po prostu ciesząc się swoją obecnością, za którą zdawaliśmy się tak w ostatnim czasie tęsknić. Było jeszcze stosunkowo wcześnie, więc mieliśmy przed sobą sporo czasu, nim powinniśmy udać się na chemię.
-Jadłaś obiad? - zapytałem.
-Nie - mruknęła, przenosząc swoje spojrzenie na moją twarz.
-Zamawiamy coś? - zaproponowałem.
Dziewczyna skinęła głową na znak zgody i sięgnęła po telefon leżący obok niej. Wspólnie zaczęliśmy przeglądać ofertę różnych restauracji, aby w końcu zdecydować się na coś z włoskiej restauracji. Czas mijał, w końcu dotarło do nas nasze zamówienie, a my wraz z nim rozsiedliśmy się przed telewizorem, kontynuując oglądanie jakiegoś badziewnego serialu, za który zabraliśmy się wcześniej. W końcu jednak nadszedł czas naszego wyjścia. Zebraliśmy się z kanapy i skierowaliśmy w stronę wyjścia. Wsiedliśmy do samochodu. Odpaliłem silnik i spojrzałem kątem oka na Gwen. Widać było, że zaczyna się stresować, nieprzyjemny widok. Zatrzymując się na światłach, położyłem dłoń na jej udzie, gładząc je delikatnie i posyłając jej pocieszający uśmiech. Dziewczyna wysiliła się na uśmiech, choć widać było, że jest pełna nerwów.
Gwen?
Subskrybuj:
Posty (Atom)