sobota, 17 sierpnia 2019

Od Hailey cd Scotta

-Cieszę się, że spędziliście dobrze czas - uśmiechnęła się mama.
-O której chcecie jutro wyjeżdżać? - zapytał tata.
-Chyba przed południem, chcemy uniknąć największego ruchu, a musimy jeszcze odebrać zwierzaki od babci Scotta, więc nie możemy być tam zbyt późno - oznajmiłam.
-W porządku - odparł, znikając razem z mamą w sypialni.
Razem ze Scottem dokończyliśmy film, a później udaliśmy się do mojego pokoju. Ogarnęliśmy wstępnie bagaże i przygotowaliśmy się na powrót do Nowego Jorku.
-Idziemy na Times Square w sylwestra? - zapytałam, kiedy leżeliśmy już w łóżku i usiłowaliśmy zasnąć.
-Jak tylko sobie życzysz kochanie - odparł.
-Chociaż z drugiej strony mam zaproszenie na imprezę firmową, więc nie wiem - westchnęłam - obgadamy to jutro?
-W porządku - uśmiechnął się, całując mnie w skroń.

***

Rano obudził nas budzik nastawiony na godzinę dziewiątą. Kiedy oboje się ogarnęliśmy znieśliśmy bagaże na dół i udaliśmy się zjeść śniadanie. Po skończonym posiłku pożegnaliśmy moich rodziców i ruszyliśmy do samochodu. Tata pomógł zabrać nam cały bagaż. Włączyłam nawigację, a zaraz po tym rozpoczęłam zabawę w dj'a.
-Pamiętaj powiedzieć mi, jak będziesz zmęczony. Nie chciałabym abyś zasnął za kierownicą - powiedziałam.
-Spokojnie słońce, wszystko pod kontrolą - odparł z uśmiechem.
-Mam nadzieję, nie chcę skończyć w rowie - zaśmiałam się, zwiększając nieco głośność radia.
Scott?

Od Scotta cd Hailey

Zaśmiałem się z jej reakcji, przyciągając ją bliżej siebie, całując ją krótko. Złapałem ją mocniej i ustawiłem się tak, aby jej nie puścić.
-Spokojnie kochanie, ochronię cię przed tym morderczymi szklankami -mruknąłem na co pokazała mi język.
-Tak jasne, rób sobie ze mnie żarty -żachnęła się, ale nawet nie ruszyła się by mnie puścić.
Ponownie położyła dłonie na moje policzki przyciągając mnie do siebie. Tym razem zwolniliśmy, całując się powoli i namietnie, co by nie narobić większego bałaganu. W końcu posadziłem ją ja wolnym blacie i wyzwoliłem się powoli z jej objęć. Mruknęła niezadowolona, jednak nie przeszkadzała mi w ogarnianiu rozlanego soku, a sama zajęła się nalewaniem go od nowa. Przeszliśmy do salonu, gdzie rozwaliliśmy się na kanapie. Zaczęliśmy przeglądać w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego filmu. W końcu udało się nam coś wybrać, więc Hai wcisnęła się między mnie, a kanapę i ułożyła głowę na mojej klatce piersiowej. Obiołem ją ramieniem, przyciągając do siebie i gładząc jej ramię. Okazało się, że ten wyjazd był nam naprawdę potrzebny. A może przede wszystkim mi. W końcu pod koniec filmu rozległ się szczęk kluczy w zamku, co obwieściło nam powrót rodziców dziewczyny.
-I jak tam spotkanie? -Zapytała nie podnosząc nawet głowy i nie odrywając spojrzenia od telewizora.
-A było naprawdę fajnie, żałuj, że nie pojechaliście z nami. Zapewne się nudziliście...
-Spokojnie, jakoś zorganizowaliśmy sobie czas -powiedziałem za co oberwałem przez łeb od Hai.
Hailey?

piątek, 16 sierpnia 2019

Od Patrica cd Gwen

Jak codziennie rano ruszyłem w drogę do pracy w dobrym humorze, wiedząc że już niedługo zobaczę Gwen. Jakie było moje zdziwienie, kiedy w kawiarni zamiast blondynki zobaczyłem znaną mi jedynie z widzenia brunetkę. Przywitałem się pośpiesznie i udałem na zaplecze, aby się przygotować, a także zadzwonić do Gwen i dowiedzieć się co jest powodem jej nieobecności.
-Halo? - odebrała lekko zachrypniętym głosem.
-Cześć, czemu nie ma cię dziś w pracy? Wszystko w porządku? - zapytałem.
-Miło że pytasz, jestem trochę chora i wolałam zostać w domu - odparła.
-Potrzebujesz czegoś?
-Chyba nie.
-Zajrzę do ciebie po pracy, wyślij mi dokładny adres. Wyprowadzę ci psa, przecież nie możesz chodzić chora po dworze w taką temperaturę.
-Spokojnie Patric, naprawdę nie musisz tego dla mnie robić.
-Cóż, ale chcę. Wyślij mi adres, a ja idę pracować. Do później - powiedziałem i rozłączyłem się, zanim ona zdążyła w jakikolwiek sposób zaprotestować.
Dzisiejszy dzień niesamowicie mi się dłużył, prawdopodobnie spowodowane było to nieobecnością Gwen, z nią jakoś lepiej bawiłem się w tej pracy. Kiedy tylko skończyła się moja zmiana spojrzałem na telefon. Dziewczyna wysłała mi nie tylko swój adres, ale także poprosiła mnie o kupienie jej po drodze chusteczek, czyli jednak przydam jej się na coś. Wyszedłem z kawiarni i udałem się do marketu po przeciwnej stronie ulicy. Kupiłem tam trzy paczki chusteczek oraz czekoladę, aby poprawić jej humor w tym dniu. Po skończonych zakupach udałem się do samochodu i ustawiłem nawigację na wskazany przez Gwen adres. Kilkanaście minut później zaparkowałem i ruszyłem w stronę wejścia do budynku, a następnie odnalazłem odpowiednie drzwi. Zapukałem. Po chwili usłyszałem powolne kroki, po kolejnej dźwięk otwieranego zamka, aż w końcu ujrzałem Gwen. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się ciepło w jej stronę. Wyglądała na zmęczoną i chorą. Jej nos był czerwony, zapewne od ciągłego smarkania. Twarz miała bladą, pewnie ma gorączkę.
-Jak się czujesz? - spytałem, wchodząc do środka i podając jej kartony chusteczek.
-Niezbyt dobrze - westchnęła, a ja spojrzałem na nią zmartwiony.
-Kupiłem ci też czekoladę na poprawę humoru - oznajmiłem, wyciągając w jej stronę rękę z tabliczką.
Dziewczyna uśmiechnęła się, przyjmując ode mnie prezent. Spojrzałem na psa, który uważnie obserwował mnie ze swojego legowiska w drugim końcu pokoju.
-Jesteś strasznie blada, nie masz gorączki? - spytałem, robiąc krok w jej stronę.
-Nie wiem, czuję się fatalnie - westchnęła.
Spojrzałem na nią z troską i przyłożyłem dłoń do jej czoła, było gorące.
-Masz gorączkę. Połóż się, przyniosę ci zaraz herbatę i wyprowadzę psa. Powinnaś leżeć w łóżku - stwierdziłem, głaszcząc ją po policzku.
Gwen?

Od Hailey cd Scotta

Uśmiechnęłam się w jego stronę i pocałowałam go raz jeszcze.
-Ja ciebie też, Scott - odparłam - a teraz wybacz, ale chciałabym wziąć prysznic.
-Jakoś udźwignę ciężar tej sytuacji - westchnął teatralnie, dźgając mnie lekko w żebra.
-Nie pozwalaj sobie - mruknęłam, wytykając w jego stronę język i podnosząc się z łóżka.
Po drodze zgarnęłam jedną z jego koszulek i czystą parę majtek. Kiedy spojrzałam na siebie w lustrze uśmiechnęłam się mimowolnie, widząc wiele czerwonych śladów na mojej szyi. Położyłam ręcznik na półce bliżej prysznica i weszłam do kabiny. Jakiś czas później wróciłam do sypialni, gdzie siedział Scott.
-Obejrzymy jakiś film? Zostało nam jeszcze sporo czasu - zaproponowałam, siadając obok niego na łóżku.
-W porządku, ale najpierw też skoczę pod prysznic - oznajmił - swoją drogą, nieładnie tak kraść - mruknął.
-Bo przecież to nie jest jeden z bardziej lubianych przez ciebie widoków - zaśmiałam się, rozkopując jego włosy - leć się myć.
-Dobrze mamo - jęknął głosem zawiedzionego dziecka, śmiejąc się po chwili.
-Czekam na dole - zawołałam za nim.
Wzięłam ładowarkę do telefonu oraz telefon, a następnie zeszłam do salonu. Podłączyłam telefon do przedłużacza, który znajdował się przy kanapie i włączyłam telewizor. Rozpoczęłam poszukiwania czegoś ciekawego na netflixie, jednak sama nie chciałam podejmować decyzji, więc poszłam do kuchni po coś do picia. Kiedy nalewałam soku do szklanek, poczułam ręce Scotta, łapiące mnie za biodra, a po chwili ciepły oddech na szyi. Odwróciłam się w jego stronę, kładąc ręce na jego policzkach i całując. Chłopakowi spodobało się to, szybko oddał pocałunek, ściskając lekko jeden z moich pośladków. Całowaliśmy się dość szybko i zachłannie. Nawet nie zauważyłam kiedy podsadził mnie na blat, tym samym przewracając stojące za mną szklanki. Odskoczyłam na chłopaka jak oparzona, kurczowo trzymając się go rękami i nogami. Dopiero po krótkiej chwili dotarło do mnie co tak właściwie miało miejsce i dlaczego jest on tak bardzo rozbawiony moją reakcją.
Scott?

Od Gwen cd Patrica

Zastanowiłam się chwilę nad propozycją chłopaka. Z jednej strony naprawdę średnio uśmiechał mi się spacer w taką pogodę, a z drugiej strony mogłam po prostu zamówić taksówkę. Ale znowu czemu nie spędzić trochę czasu z chłopakiem? W końcu nie mam nic do roboty, a fajnie jest z kimś pogadać zamiast gapić się w telewizor.
-Zabrzmiało prawie, jak chodź zobaczyć moje kotki w piwnicy... Ale w sumie chętnie poznam tego słynnego Pottera -powiedziałam uśmiechając się do chłopaka.
Chłopak odpowiedział na mój gest również się uśmiechając i wskazał ręką pojazd. Gdy do niego podeszliśmy otworzył mi drzwi od strony pasażera, a ja zasiadłam wygodnie na fotelu. Ruszyliśmy przez zatłoczone ulice Nowego Jorku. W między czasie opowiadałam mu o mojej ostatniej wyprawie do Japonii, a później przeszło do dyskusji na temat, kto był lepszym czarnym charakterem- Voldemort czy Grindelwald. Niesamowicie dobrze czuła się w towarzystwie chłopaka. A przede wszystkim cierpliwie znosił moje suchary. A za niektóre sama bym się unikała. W końcu zaparkowaliśmy pod mieszkaniem chłopaka i udaliśmy się do niego. Po przekroczeniu progu przyczłapał się do nas siwiejący czarnulek.
-To jest ten słynny Potter. Hej staruszku -powiedziałam kucając głaszcząc psa po głowie. -I mam uwierzyć, że przez niego się spóźniłeś do pracy. No jak ta mordka mogła by być winna -mówiąc to zrobiłam dziubek w stronę merdającego psiaka.
Patric zaśmiał się kręcąc głową po czym ruszył po smycz i zapiął ją do obroży. Ruszyliśmy idąc powoli, tak aby pies mógł iść w swoim tempie.
-Długo go masz? -Zapytałam poprawiając swoją czapkę, tak aby naciągnąć ją bardziej na uszy.
-Od szczeniaka, czyli z jakieś dziesięć lat -powiedział obserwując psa, po czym spojrzał na mnie. - Znalazłem go na ulicy i zabrałem do domu. Rodzice byli przeciwni, ale jak go zobaczyli nie mogli się mu długo opierać.
-To niezły szmat czasu. Ja moje "maleństwo" mam ze cztery, ale zdecydowanie trzyma się z daleka od nowych osób.
Po skończonym spacerze wróciliśmy do mieszkania chłopaka, gdzie Patric zajął się myciem łap zwierzaka.
-Było naprawdę miło, ale muszę już wracać -powiedziałam opierając się o framugę drzwi od łazienki, gdzie chłopak kończył myć łapy psa.- Czeka mnie jeszcze szybki spacer z Seną.
-To może cię odwiozę -powiedział unosząc na mnie spojrzenie.
-Dzięki, ale stąd mam już tylko cztery przecznice do siebie, więc mogę się przejść -odpowiedziałam uśmiechając się do niego ciepło. -No i dzięki za podwózkę i spacer.
Zebrałam się, a na pożegnanie pocałowałam go w policzek. Wyszłam z mieszkania i ruszyłam w stronę domu.
~*~
Rano obudził mnie budzik, który uciszyłam najszybciej jak się dało. Podniosłam się powoli z łóżka, zawijając się w koc. Było mi mega zimno, a dodatkowo wszystko mnie bolało. No pięknie, aby było to tylko zwykłe przeziębienie, a nie grypa. Ruszyłam powoli do mojej kuchni, aby zrobić sobie herbatę z miodem i cytryną. Usiadłam na stołku opierając rękę na stole i przytrzymując głowę, a w drugiej trzymałam chusteczkę. Wszyscy bogowie dajcie mi siły, bo nie mogę się nawet podnieś po telefon. W końcu zmusiłam się do tego i wybrałam numer do znajomej, która mogła mnie dziś zastąpić, a następnie do szefa. Po paru sygnałach odebrała jego żona, z którą zawsze miałam dobry kontakt. Wytłumaczyłam, że rozłożyła mnie choroba i jak tylko uda mi się dotrzeć do lekarza, doniosę zwolnienie. Po skończonej rozmowie skończyłam robić sobie herbatę, zabrałam leki, po czym wróciłam do ciepłego łóżka.
Patric?

Od Patrica cd Olivii

Tego dnia byłem na siebie bardzo zły, z powodu sytuacji pod sklepem. Dość długo czekałem, aż właściciel auta, które uszkodziłem się zjawi, jednak czas mnie gonił, więc nie mogłem czekać w nieskończoność. Zdenerwowany i zrezygnowany rzuciłem ostatnie spojrzenie w stronę uszkodzonego zderzaka mojego samochodu i wsiadłem do niego. Postanowiłem czym prędzej znaleźć warsztat, w okolicy mojej pracy, aby móc zostawić tam pojazd i iść na swoją zmianę. Mogłem zrobić te cholerne zakupy po robocie... Wkrótce telefon zaproponował mi warsztat, który znajdował się dosłownie dwie przecznice od kawiarni. Pośpiesznie sprawdziłem opinie o nim, same pozytywne, włączyłem nawigację i odpaliłem silnik.
Zostawiłem auto na zewnątrz i ruszyłem do środka. Podszedłem do jednego z pracowników, szukając szefa. Chłopak zaprowadził mnie do blondynki, która właśnie majstrowała coś przy aucie, dokładnie takim, jakie dziś uszkodziłem. Ścisnęło mnie w żołądku, po chwili jednak udało mi się wykrztusić jakieś powitanie i określić cel mojego przyjścia tutaj. Dziewczyna kazała zaprowadzić się do auta, oglądała je uważnie, także nie była zadowolona. Na moje nieszczęście okazało się to być jej auto. Na wieść o sporych kosztach westchnąłem cicho i przeczesałem dłonią włosy. Całe szczęście udało mi się odłożyć kilka wypłat, więc nie będę musiał prosić o pomoc rodziców.
-Przepraszam - oznajmiłem.
-Naprawi się - mruknęła - zostawiasz mi to auto? - zapytała wyciągając rękę po kluczyki.
-Co... tak - powiedziałem po chwili, wyciągając wyczekiwany przez nią obiekt z kieszeni kurtki - dam ci mój numer, zadzwoń do mnie jak auta będą zrobione. Bardzo przepraszam, ale jestem już spóźniony do pracy.
-W porządku - odparła, podając mi telefon, w którym sprawnie wpisałem numer.
-Do zobaczenia - zawołałem, opuszczając warsztat i udając się do pracy.
Niecałe dziesięć minut później wszedłem do ciepłego wnętrza kawiarni. Uśmiechnąłem się przepraszająco w stronę dziewczyny, która dzieliła dziś ze mną zmianę i poszedłem na zaplecze się ogarnąć. Zdziwiłem się kiedy w okolicach południa do kawiarni weszła blondynka, zajmująca się moim samochodem. Uśmiechnąłem się w jej stronę i podszedłem do lady.
Olivia?

Od Scotta cd Hailey

Dwa razy nie musiałem jej powtarzać. Jej ręce zaraz znalazły się na końcu mojej koszulki, łapiąc ją i ciągnąc w górę. Pomogłem pozbyć się jej mojej górnej części ubrań, po czym wróciłem wargami na jej usta. Wróciłem do pieszczenia jej piersi, podczas gdy jej dłoń próbowała walczyć z zapięciem mojego paska. Jednak moje działania z jej biustem nie pomagały jej w tym, na co warknęła rozdrażniona. Zaśmiałem się lekko na jej irytację nie przestając jej całować, szybkim ruchem pozbyłem się jej majtek, po czym przekręciłem się na plecy, pociągając ją tak, aby znalazła się na moim brzuchu. Postanowiła to wykorzystać i zaczęła schodzić pocałunkami na moją szyję dorabiając na niej kolejnych malinek. W tym czasie w końcu udało jej się wygrać walkę z moim paskiem, a po chwili pozbyła się moich spodni na dobre. Moje dłonie sunęły po jej nagim ciele, aby wylądować na jej pośladkach i ścisnąłem je mocniej co wywołało jęk dziewczyny. W odpowiedzi aż sapnąłem gdy otarła się niespodziewanie o moje krocze. To tylko powiększył i tak już nie mały namiot w moich bokserkach. Jeszcze parę razy niby przypadkiem drażniła mojego penisa, aż warknąłem.
-Hai no... Zlituj się dziewczyno, bo dalej jest nie fair -powiedziałem ściskając jej pośladek. -Oj no proszę cię, kotku...
-Skoro tak ładnie prosisz -powiedziała ponownie się o mnie ocierając.
W końcu pozbyła się ostatnie rzeczy z mojej garderoby, uwalniając już mocno gotowego penisa. Usiadłem na łóżku, a Hai oparła ręce o moje ramiona. Trzymając ją z pośladki zacząłem w nią powoli wchodzić, aż cały się w niej znalazłem. Odchyliła się do tyłu, czym jeszcze bardziej ułatwiała mi przywarcie wargami do jej sutka, podczas gdy drugą pierś pieściłem ręką. W odpowiedzi zaczęła kręcić biodrami i podskakiwać delikatnie. Jej ręce jeździły po moich plecach pozostawiając dobrze widoczne ślady. W końcu poczułem jak zaciska się na mnie, a po jej ciele przechodzi fala orgazmu. Chwilę po niej ja również doszedłem. Położyłem się na plecach ciężko oddychając, podczas gdy Hai leżała na mojej klatce, również uspokajając oddech. Ręką gładziłem ją po plecach wsłuchując się w jej oddech. W końcu po pewnym czasie uniosła głowę i podciągnęła się tak, aby mieć łatwy dostęp do moich ust. Złączyła je w długim i spokojnym pocałunku. Położyłem dłoń na jej policzek, aby przyciągnąć ją jeszcze bliżej.
-I co, kontrola uda? -Zapytałem odsuwając się od niej lekko.
-No chyba można tak powiedzieć -zaśmiała się.
Uśmiechnąłem się na widok jej zarumienionych policzków i rozczochranych włosów. Ponownie ją krótko pocałowałem, po czym dodałem:
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak cię kocham.
Hailey?

czwartek, 15 sierpnia 2019

Od Olivii

Stanęłam na środku swojego salonu z miską chipsów w jednej ręce i sokiem w drugiej.
- Chyba sobie żartujecie. - Mruknęłam patrząc na rozwalone niczym żaby na liściach psy. Dante zajął całą sofę. Fotel zajęty był przez Amona. Odstawiłam przekąski na stół i pomogłam ruszyć się pierwszemu pupilowi. Nie był zbyt zadowolony przerwaną drzemką. Lekko obrażony zajął kolejny mebel. Czarna kupa sierści tylko obserwowała co się dzieje. Na podwórku było zbyt zimno, aby tam został. Zresztą sama nie miałam ochoty się nigdzie ruszać, mimo że był piątkowy wieczór.
Rozwaliłam się wygodnie na kanapie i włączyłam Netflixa. Zaczęłam przeglądać seriale w poszukiwaniu czegoś, czego jeszcze nie widziałam. Sprawa nie była łatwa dla takiej maniaczki jak ja. W końcu wybór padł na ponowne obejrzenie Grimma. Oglądałam odcinek za odcinkiem. Maraton skończyłam około północy. Podniosłam ociężałe ciało, aby wyprowadzić psy na spacer. Ubrałam się praktycznie jak Syberię. Zdecydowanie zima nie jest moją ulubioną porą roku. Z utęsknieniem wypatrywałam wiosny. Przyroda budzi się do życia i zaczyna się sezon motocyklowy.
Przypięłam linkę do obroży czarnego psa i wyszłam z dwójką. Dante na szczęście jest znacznie łatwiejszy do opanowania.

***

Czułam na swojej twarzy ciepłe podmuchy, które nie pachniały dość przyjemnie. Otworzyłam zaspane oczy, aby zobaczyć co to. Zamrugałam kilka razy nim wyostrzył się mój wzrok. Skupiłam się na czarnym nosie, później zobaczyłam piwne oczyska.
- Dante. - Jęknęłam. - Jeszcze pięć minut i wstaje.
Naciągnęłam na głowę kołdrę jednak ta szybko za sprawą psa zniknęła z mojego ciała. Przyjemne ciepełko zniknęło tak szybko, jak wizja na dalszy sen.
- Gdyby nie fakt, że Cię kocham to oddałabym Cię przy pierwszej okazji. - Uśmiechnęłam się do psa i podrapałam go za uchem. W odpowiedzi zwierzak tylko fuknął.
Przeciągnęłam się ospale, po czym podreptałam do kuchni. Zimne kafelki nie były zbyt zachęcające. Wyciągnęłam z lodówki korpusy kurczaków, które dałam pupilom. Sama zrobiłam sobie herbatę. Popijając gorący napój obserwowałam potężne zwierzaki podczas posiłku. Lubiłam patrzeć jak sprawnie radzą sobie z pokonywaniem kości martwych ptaków. Po skończonym porannym rytuale skoczyłam na szybki prysznic. Ubrałam się i pojechałam do sklepu. Lodówka świeciła pustkami, a jeść coś trzeba. Nienawidziłam chodzenia po sklepach. Człowiek zawsze kupuje masę niepotrzebnych rzeczy, ale zawsze zapomni o czymś ważnym.
Stojąc w garażu chwilę myślałam nad tym, który pojazd wybrać. Wybór padł na czarnego Nissana Navare. Pogładziłam motocykl pod plandeką. "Jeszcze trochę" pomyślałam.
Droga minęła mi na szczęście szybko i nawet bez problemu udało mi się znaleźć miejsce na parkingu pod supermarketem. Niezbyt szczęśliwa buszowałam między półkami szukając tylko najpotrzebniejszych rzeczy. Koniec końców i tak zrobiłam ich aż tyle, że zajęły mi cały wózek. Jak zawsze oczywiście były kolejki. Przewróciłam tylko oczami i stanęłam grzecznie w jednej z nich.
Lekko poirytowana niekompetencją kasjerki wróciłam do mojego auta.
- Ku*wa jego mać! - Warknęłam. Zostawiłam wózek i zaczęłam oglądać przód auta. Jakiś kretyn przychrzanił mi w auto. - Zabije.
Po obejrzeniu strat i posprzątaniu szkła z lampy posprzątałam załadowałam zakupy i wróciłam do domu. Produkty spożywcze zostawiłam na miejscu, złapałam klucze oraz psa i pojechałam do pracy. Zdarzenie pod sklepem mocno wytrąciło mnie z równowagi. Dante siedział w milczeniu na tylnej kanapie. Na miejsce dojechałam naprawdę szybko. Czekali tam już moi pracownicy.
- Cześć Liv. - Krzyknął jeden z nich, kiedy wysiadałam z auta. Kiedy zobaczył moją wkurzoną minę stracił uśmiech. - Co się stało?
- Jakaś życiowa oferma we mnie wjechała. Wybaczcie chłopaki, ale muszę dzisiaj skupić się na swoim aucie. Ktoś chce wziąć moją robotę? - Rzuciłam otwierając garaż.
- Co masz? - Zapytał David, kolejny z pracowników.
- Została wymiana oleju oraz sprawdzenie, czy są jeszcze jakieś usterki.
- Wezmę je.
- Jesteś wielki. - Uśmiechnęłam się do niego.
Po otworzeniu i włączeniu wszystkiego mogłam wjechać na wolne stanowisko swoją perełką. Dokładnie obejrzałam obrażenia i zaczęłam zajmować się naprawą. Miałam nadzieję, że uda mi się skończyć to dzisiaj. Wgięta blacha i zbity reflektor to nie aż tak dużo roboty. Dante ułożył się niedaleko mnie. Pies lubił przebywać w garażu, a hałas mu w niczym nie przeszkadzał. Zresztą to była dobra obrona przed niektórymi "wrażliwymi" klientami.
- Witam. - Usłyszałam stłumiony głos męski. Nie interesowała mnie dalsza część rozmowy, bo wiedziałam, że i tak zaraz do mnie podejdzie. Oczywiście jak zawsze nowy klient poszukiwał szefa.
- Przepraszam. - Powiedział dość niepewnie, kiedy stał już za mną. Odwróciłam się, aby z nim porozmawiać. Wstając wyciągnęłam szmatę z ogrodniczek, aby wytrzeć ręce.
- W czym mogę pomóc.
- Jesteś szefem? - Zapytał z niedowierzaniem.
- Tak. Coś się stało?
- Chciałbym naprawić auto.- Był w dużym szoku. Ciągle patrzył się na moje auto i był nieobecny.
- Pokaż mi samochód. - Nigdy nie byłam z klientami na Pan/Pani. Nieznajomy zaprowadził mnie na zewnątrz. Tam stała maszyna o identycznym kolorze lakieru, jaki znajdował się na moim aucie.
- Czy ono jest Twoje? - Zapytałam starając się nie wybuchnąć.
- Tak. Było cholernie ślisko pod sklepem i niechcący wjechałem w identyczne auto takie jak tam stoi. - Ile to będzie kosztowało.
- Sporo. - Mruknęłam. - Dwie lampy... - Zaczęłam podchodząc bliżej.
- Jak to dwie?
- Wymiana lampy w Twoim aucie i w moim. Tak tamto auto jest moje.
Ktoś?

Od Tylera cd Isabelli

Uśmiechnąłem się szeroko w jej stronę.
-Moje gratulacje, Isabello - oznajmiłem, przyciągając ją znów do siebie - moglibyśmy to jakoś uczcić - westchnąłem, przewracając ją na plecy i momentalnie znajdując się nad nią.
-Nie wystarczyło ci jeszcze? - spytała rumieniąc się lekko.
Dotknąłem dłonią jej policzka i zaśmiałem się jedynie. Uwielbiałem to, w jaki sposób na nią działałem, to że tak łatwo wpadała w zakłopotanie, wyglądając przy tym niesamowicie uroczo.
-Kochanie, przy tobie tak ciężko mi nie tracić mi zmysłów - oznajmiłem, wprawiając ją w jeszcze większe zakłopotanie i całując ją.
Dziewczyna szybko odwzajemniła pocałunek, pozwalając mi na zagłębienie swojego języka w jej ustach. Moja dłoń ulokowała się na jej talii, zjeżdżając po chwili niżej, podobnie jak pocałunki, które pozostawiły po sobie kilka czerwonych śladów na jej szyi. Jakiś czas później zwlekliśmy się z łóżka. Isabella porwała jedną z moich koszulek. Miała na sobie teraz jedynie ją i majtki. Spojrzałem na ten widok, który śmiało mogłem określić jednym z lepszych. Ubrałem na siebie jedynie bokserki i dres, następnie wędrując za dziewczyną do kuchni. Otworzyła lodówkę, jednak szybko na jej twarzy ukazał się grymas rozczarowania. Posłałem jej rozbawione spojrzenie.
-Powinnaś przywyknąć, że zawsze jest tu pusto - oznajmiłem, obejmując ją od tyłu.
-Jestem głodna - stwierdziła, odwracając się w moją stronę.
-Wybierz restaurację to coś zamówimy, ja się dostosuję. Teraz wybacz skarbie ale idę zapalić - powiedziałem, całując ją w czubek głowy i zgarniając z blatu paczkę fajek, a także bluzę z krzesła.
Wyszedłem na balkon, obserwując życie miasta, jeżdżące samochody i niewielkie z tej wysokości, postacie ludzi, chodzących po ulicy. Kilka minut później skończyłem i wróciłem do środka, ściągając z siebie bluzę i spoglądając wyczekująco na dziewczynę, która grzebała coś w telefonie.
Isabella?

Od Hailey cd Scotta

Spojrzałam na niego i wywróciłam oczami na jego słowa. Chwyciłam jego dłonie, nieco zimne od panującej na dworze temperatury.
-Powinieneś nosić rękawiczki - oznajmiłam, unosząc lekko jego dłoń i przyglądając się jej lekko czerwonemu odcieniowi.
-Nie odczuwam większej potrzeby przy tych temperaturach - odparł - nie jest jeszcze aż tak zimno.
-Jesteś głupiutki, kremem też ich nie smarujesz. Szybko się zestarzeją - westchnęłam.
-Daj spokój moim dłoniom, jeśli masz zamiar na nie tylko narzekać. Oboje doskonale wiemy, jak wiele przyjemności potrafią ci sprawić, Hailey - powiedział, uśmiechając się znacząco i ciągnąc mnie lekko za rękę, chcąc ruszyć dalej.
Ja jednak stałam jak wryta, a rumieńce na mojej twarzy nie były spowodowane już tylko zimnem. Spojrzałam na chłopaka z niedowierzaniem. Taka jego strona ukazywała mi się dość rzadko, choć na tym wyjeździe nie jest to pierwszy raz. Kłamałabym, mówiąc że nie podobało mi się to. Swego rodzaju urozmaicenie przydałoby się w naszym życiu, a ostatnie zachowania zdawały się doskonale sprawdzać. Scott patrzył na mnie z rozbawieniem.
-Nie powiedziałem nic, co nie zgadzałoby się z prawdą - oznajmił - chodź, kochanie.
Nie wyduszając z siebie ani słowa, złapałam mocniej jego rękę i ruszyłam za nim. Po skończeniu spaceru, odnaleźliśmy samochód i pojechaliśmy do mojego domu. Dochodziła siedemnasta, więc do powrotu rodziców zostało jeszcze sporo czasu, gdyż mama wysłała mi sms, że wrócą późno. Musiała rozkręcić się niezła rodzinna posiadówka, cieszyłam się, że nie musimy brać w tym udziału i siedzieć pośród pijanych członków rodziny, zadających niewygodne pytania, które w ich mniemaniu wcale za takie nie uchodzą. Zamknęłam drzwi domu na klucz i spojrzałam na chłopaka, który właśnie skończył ściągać z siebie okrycia wierzchnie oraz buty. Podeszłam nieco bliżej niego, unosząc głowę i spoglądając na niego.
-Wiesz, mama pisała, że będą późno - oznajmiłam, kładąc dłoń na jego klatce piersiowej.
-Cóż, czyżbyś miała ochotę ponownie przekonać się, że narzekanie na moje dłonie nie było na miejscu? - zapytał, lokując ręce na mojej talii, następnie zjeżdżając nimi niżej i zatrzymując je na biodrach.
-Prawdę mówiąc, nie tylko dłonie moglibyśmy sprawdzić. Wiesz tak czysto kontrolnie, upewnić się, że wszystko wciąż w najlepszym porządku - odparłam, gładząc go po policzku.
Scott uśmiechnął się jedynie, a już po kilku sekundach poczułam jego usta na swoich. Jego język lizał moje wargi, aby po chwili wślizgnąć się do wnętrza moich ust. Naparł na mnie delikatnie, powodując, że szybko moje plecy zatrzymały się na ścianie. Chwyciłam go za koszulkę, przyciągając bliżej siebie, o ile było to w ogóle możliwe. Ręką podniósł jedną z moich nóg, jeszcze bardziej zmniejszając dzielącą nas odległość.
-Przenieśmy to do sypialni - mruknęłam, kiedy jego pocałunki zaczęły schodzić na szyję.
Jako potwierdzenie otrzymałam jedynie skinięcie głową. Objęłam rękami jego kark. Dzięki temu, że jedną z moich nóg już trzymał, łatwiej było mi podskoczyć delikatnie, a jemu mnie odpowiednio złapać. Teraz jego ręce spoczywały na moich pośladkach. Kiedy zmierzaliśmy w stronę sypialni całowałam jego szyję, nie chcąc dać mu chwili wytchnienia. Chłopak położył mnie na łóżku, szybko pomagając mi pozbyć się koszulki. Kolejno jego dłoń powędrowała do zapięcia stanika. Wszystko to działo się bez większych przerw między pocałunkami. W końcu zaczął schodzić nimi coraz niżej, przez szyję, na dłuższą chwilę zatrzymując się na piersiach. W końcu zatrzymał się przy granicy moich spodni, których guzik już po chwili rozpiął. W końcu zostałam jedynie w samych majtkach, a on w pełni ubrany.
-Nie sądzisz, że to lekko nie fair, że jesteś ubrany? - jęknęłam cicho, kiedy bawił się moją piersią.
-W takim razie zrób z tym coś skarbie - uśmiechnął się, puszczając mi oczko.
Scott?