Odprowadziłam chłopaka wzrokiem do wyjścia z sypialni, a już po chwili usłyszałam odgłos przekręcanego klucza w zamku, co musiało oznaczać, że Scott opuścił już mieszkanie. Niechętnie zwlekłam się z ciepłego łóżka i podeszłam do szafy, z której wyciągnęłam świeżą bieliznę, t-shirt oraz dresy. Udałam się do łazienki, gdzie wzięłam prysznic i ubrałam się w czyste ubrania. Następnie swoje kroki skierowałam do kuchni i zjadłam śniadanie.
-I tak nic nie dostaniesz – stwierdziłam, patrząc na siedzącego przy moich nogach i patrzącego mi głęboko w oczy Luckiego.
Gdy sprzątnęłam po posiłku ruszyłam na poszukiwanie jakiejś walizki, w końcu musiałam spakować się na wyjazd, skoro mieliśmy wyjeżdżać już dziś. Po dłuższej chwili szukana udało mi się odnaleźć to, czego szukałam. Otworzyłam szeroko szafę i zaczęłam zastanawiać się nad doborem ubrań na kolejne dni. Pakowanie zajęło mi naprawdę sporo czasu, gdyż musiałam dobrze wszystko przemyśleć. W końcu jednak udało mi się zapakować wszystko o chciałam, a nawet zostało trochę miejsca w walizce na rzeczy Scotta. Pozostało mi jedynie z pozostałych ubrań wybrać coś na dzisiejszy dzień. Strój pozostawiłam na pościelonym wcześniej łóżku, walizkę przed szafą, a sama udałam się na kanapę, aby obejrzeć jakiś serial. Włączyłam telewizor i zajęłam się poszukiwaniem czegoś ciekawego na netflixie. Niedługo później usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w zamku, a już po chwili zobaczyłam Scotta, z którego twarzy trudno było cokolwiek wyczytać.
Scott?
środa, 27 lutego 2019
wtorek, 26 lutego 2019
Od Scotta cd Hailey
#takie delikatne 18
Ponownie zawisnąłem nad nią łącząc swoje usta z jej, po tym jak pozbyłem się reszty garderoby. Jedną ręką zacząłem jeździć po jej ciele wywołując gęsią skórkę. Zjechałem ustami na jej szyję, gdzie obok paru bladych i ledwo widocznych malinek utworzyłem nową, której nie było szans na ukrycie. Cóż najwyżej na słucham się kazania ciotek ze średniowiecza, że co ja wyrabiam. Kiedy skończyłem z szyją przeniosłem się powoli na prawą pierś gdzie plwtórzyłem czynność. W między czasie drugą ręką zawęndrowałem do jej kobiecości, gdzie po nie długim czasie zawędrował również mój język. Aż w końcu wszedłem w nią całą długością. Po parenastu minutach padłem na pościel, obok jeszcze drżącej Hai. Leżeliśmy chwilę bez słowa uspokajając oddechy. Spojrzałem na zegarek.
Ale teraz to już naprawdę muszę spadać -powiedziałem podnosząc się z łóżka i zbierając swoje rzeczy.
Wciągnąłem szybko ciuchy na siebie, podczas gdy Hailey leżała obserwując uważnie każdy mój ruch. Kręciła się na łóżku, przygryzając prowokacyjnie wargę. Schyliłem się nad nią całując ją namiętnie, na co oplotła mnie rękami za kark i pociągnęła się na tyle, by przykucnąć na kolanach.
-Ty prowokatorko jedna -powiedziałem między pocałunkami. -Koniec tego dobrego, nie żeby mi to jakoś przeszkadzało, ale naprawdę muszę iść. Obiecuję, że kiedyś cały dzień spędzimy tylko i wyłącznie w łóżku -mruknąłem klepie ją w pośladek, po czym pocałowałem ją krótko i ruszyłem do wyjścia z mieszkania.
Hailey?
poniedziałek, 25 lutego 2019
Od Hailey cd Scotta
Spojrzałam na chłopaka z uniesioną brwią i złapałam go ręką za idealnie uprasowaną koszulkę, tym samym nieco ją gniotąc. Przyciągnęłam go bliżej siebie.
-Problem? Można go rozwiązać – szepnęłam, następnie go całując.
Chłopak oddał mój pocałunek, i odsunąwszy się delikatnie spojrzał mi w oczy. Wolną ręką złapałam rąbek kołdry i zsunęłam ją z siebie nieco, przygryzając wargę i nie spuszczając wzroku ze Scotta.
-Hai… - jęknął, zakładając kosmyk moich włosów za ucho.
-Tak skarbie? - spytałam, kreśląc palcami kółka na jego klatce piersiowej.
-Wiesz jak mało mam czasu? - spytał, następnie znów mnie całując.
-Wiesz, że nic się nie stanie jak raz się trochę spóźnisz? -odpowiedziałam pytaniem na pytanie i pogładziłam go po policzku.
-Tak myślisz? - spojrzał na mnie, zaczynając schodzić pocałunkami coraz niżej.
-Jestem całkowicie przekonana, Scottie – uśmiechnęłam się, wplatając ręce w jego włosy i pociągając delikatnie za ich końcówki, wywołując tym u chłopaka ciche mruknięcie, oznaczające przyjemność.
Czułam jak do pozostawionych wczoraj przez niego śladów dołączają kolejne. Uśmiechnęłam się tylko i sprawnie pomogłam mu pozbyć się koszulki. Popchnęłam delikatne chłopaka, sprawiając, że położył się na łóżku i w końcu to ja byłam nieco ponad nim. Nachyliłam się nieco i pocałowałam go. Czułam jak jego dłonie błądziły po moim ciele. Po chwili znudziło mu się i ponownie wzniósł się wyżej i to ja znów leżałam pod nim. Chłopak ponownie wpił się w moje usta, szybko przejmując inicjatywę i pozbywając się reszty ubranej po wstaniu z łóżka garderoby.
Scott? :3
-Problem? Można go rozwiązać – szepnęłam, następnie go całując.
Chłopak oddał mój pocałunek, i odsunąwszy się delikatnie spojrzał mi w oczy. Wolną ręką złapałam rąbek kołdry i zsunęłam ją z siebie nieco, przygryzając wargę i nie spuszczając wzroku ze Scotta.
-Hai… - jęknął, zakładając kosmyk moich włosów za ucho.
-Tak skarbie? - spytałam, kreśląc palcami kółka na jego klatce piersiowej.
-Wiesz jak mało mam czasu? - spytał, następnie znów mnie całując.
-Wiesz, że nic się nie stanie jak raz się trochę spóźnisz? -odpowiedziałam pytaniem na pytanie i pogładziłam go po policzku.
-Tak myślisz? - spojrzał na mnie, zaczynając schodzić pocałunkami coraz niżej.
-Jestem całkowicie przekonana, Scottie – uśmiechnęłam się, wplatając ręce w jego włosy i pociągając delikatnie za ich końcówki, wywołując tym u chłopaka ciche mruknięcie, oznaczające przyjemność.
Czułam jak do pozostawionych wczoraj przez niego śladów dołączają kolejne. Uśmiechnęłam się tylko i sprawnie pomogłam mu pozbyć się koszulki. Popchnęłam delikatne chłopaka, sprawiając, że położył się na łóżku i w końcu to ja byłam nieco ponad nim. Nachyliłam się nieco i pocałowałam go. Czułam jak jego dłonie błądziły po moim ciele. Po chwili znudziło mu się i ponownie wzniósł się wyżej i to ja znów leżałam pod nim. Chłopak ponownie wpił się w moje usta, szybko przejmując inicjatywę i pozbywając się reszty ubranej po wstaniu z łóżka garderoby.
Scott? :3
niedziela, 24 lutego 2019
Od Scotta cd Hailey
Zdecydowanie alkohol przejął nad nami kontrolę.
-Chyba wygodniej będzie się przenieść stąd -powiedziałem
między pocałunkami.
Zdecydowanym ruchem podniosłem się z kanapy, podpierając
dziewczynę jednym ramieniem pod pośladkami, a drugą rękę położyłem na jej
plecach. Hai zaplotła nogi wokół mojego pasa, a ręce złączyła na moim karku.
Ruszyłem w stronę sypialni, nie przerywając pocałunków. Potykając się po
drodze, jednak bez upadków dotarłem do pokoju, gdzie położyłem dziewczynę na
łóżku. Zacząłem schodzić pocałunkami na jej szyję. Złapałem za koniec jej
bluzki, po czym szybkim ruchem zdjąłem ją z niej i rzuciłem w kąt. Nie minęło
wiele czasu, a reszta ubrań dołączyła na podłogę.
Rano obudził mnie budzik i zaspany jęk Hailey w poduszkę,
abym ,,Do cholery wyłączył to dziadostwo”. Zaśmiałem się spełniając prośbę
dziewczyny i pocałowałem ją w czubek głowy. Podniosłem się i udałe się do
łazienki, aby się ogarnąć. Po skończonym prysznicu wróciłem do sypialni po
czystą koszulkę, której zapomniałem zabrać. Hai w dalszym ciągu leżała
rozwalona na łóżku wpatrując się we mnie.
-A królowa to długo ma zamiar jeszcze tak leżeć? –Zapytałem wciągając
T-shirt przez głowę.
-A co? Najpierw budzisz mnie z rana, a potem jeszcze
liczysz, że się zerwę z łóżka skoro świt? –Zapytała przekręcając się na bok,
oparła rękę o łóżko i położyła głowę na ręce. –A ty gdzieś się wybierasz? –Dodała
podejrzliwym tonem, wyciągając nogę na kołdrę, przez co prawie całe jej nagie
ciało było na wierzchu.
-Wpierw śniadanie, a potem na rehabilitację A po ćwiczeniach
mam się jeszcze spotkać z Sofii –powiedziałem siadając na łóżku, po czym
pocałowałem ją. –A ty może byś się zakryła, bo za chwilę będę miał dość
uciążliwy problem.
Hailey?
środa, 20 lutego 2019
Od Hailey cd Scotta
Spojrzałam zmartwiona na chłopaka i przytuliłam go.
-Przykro mi Scottie - westchnęłam.
-Ale ja nie o to pytałem - jęknął, głaszcząc mnie po plecach.
-Ale się przejęłam - stwierdziłam, odrywając się od niego.
-Nie masz czym, w końcu już jest dobrze - oznajmił, patrząc mi w oczy.
-Wracając i odpowiadając na twoje pytanie to można przejść się ze zwierzakami na spacer, a potem jechać do babci i tam zostać na noc, a na następny dzień jechać do moich rodziców - stwierdziłam.
-Dobrze, a teraz chodź już do środka, bo mi się przeziębisz, a tego żadne z nas nie chce - powiedział i obejmując mnie w talii ruszył do wejścia do budynku.
Po kilku chwilach znaleźliśmy się w mieszkaniu. Rozebraliśmy się i przywitaliśmy z przymilającymi się do nas od wejścia zwierzakami.
-Mam nadzieję, że nie będzie panu przeszkadzać, jeśli ubiorę się w coś wygodniejszego - powiedziałam spoglądając na niego.
-Skądże - zaśmiał się, a ja udałam się do sypialni, aby ubrać coś wygodniejszego. W międzyczasie spojrzałam też na zegarek, który wskazywał, że dochodziła siódma, nie sądziłam, że zeszło nam na wszystkim aż tyle czasu. Przebrana wyszłam do salonu, gdzie Scott siedział już z winem i kieliszkami. Piliśmy wino, słuchając muzyki i rozmawiając o pierdołach.
-Wiesz od jakiegoś czasu to whisky patrzy na mnie z szafki - oznajmił chłopak.
-I to ja mam problemy z alkoholem? - spytałam unosząc brwi - nie no szykuj szklaneczki - zaśmiałam się.
Minęło pół godziny, a z butelki ubyło już dość sporo. Czułam, że alkohol krążył mi już w żyłach dość intensywnie. Spojrzałam na chłopaka, którego twarz znajdywała się w naprawdę niewielkiej odległości od mojej. Nawet nie zauważyłam, kiedy jego twarz zaczęła zbliżać się do mojej. Nasze usta złączyły się. Ręce chłopaka szybko pomogły mi się znaleźć na jego kolanach, nie przerywając pocałunków. Ulokowałam swoją dłoń na jego policzku, a on swoje dłonie na moich biodrach. Brakowało mi tego przez ostatnie dni.
Scott?
-Przykro mi Scottie - westchnęłam.
-Ale ja nie o to pytałem - jęknął, głaszcząc mnie po plecach.
-Ale się przejęłam - stwierdziłam, odrywając się od niego.
-Nie masz czym, w końcu już jest dobrze - oznajmił, patrząc mi w oczy.
-Wracając i odpowiadając na twoje pytanie to można przejść się ze zwierzakami na spacer, a potem jechać do babci i tam zostać na noc, a na następny dzień jechać do moich rodziców - stwierdziłam.
-Dobrze, a teraz chodź już do środka, bo mi się przeziębisz, a tego żadne z nas nie chce - powiedział i obejmując mnie w talii ruszył do wejścia do budynku.
Po kilku chwilach znaleźliśmy się w mieszkaniu. Rozebraliśmy się i przywitaliśmy z przymilającymi się do nas od wejścia zwierzakami.
-Mam nadzieję, że nie będzie panu przeszkadzać, jeśli ubiorę się w coś wygodniejszego - powiedziałam spoglądając na niego.
-Skądże - zaśmiał się, a ja udałam się do sypialni, aby ubrać coś wygodniejszego. W międzyczasie spojrzałam też na zegarek, który wskazywał, że dochodziła siódma, nie sądziłam, że zeszło nam na wszystkim aż tyle czasu. Przebrana wyszłam do salonu, gdzie Scott siedział już z winem i kieliszkami. Piliśmy wino, słuchając muzyki i rozmawiając o pierdołach.
-Wiesz od jakiegoś czasu to whisky patrzy na mnie z szafki - oznajmił chłopak.
-I to ja mam problemy z alkoholem? - spytałam unosząc brwi - nie no szykuj szklaneczki - zaśmiałam się.
Minęło pół godziny, a z butelki ubyło już dość sporo. Czułam, że alkohol krążył mi już w żyłach dość intensywnie. Spojrzałam na chłopaka, którego twarz znajdywała się w naprawdę niewielkiej odległości od mojej. Nawet nie zauważyłam, kiedy jego twarz zaczęła zbliżać się do mojej. Nasze usta złączyły się. Ręce chłopaka szybko pomogły mi się znaleźć na jego kolanach, nie przerywając pocałunków. Ulokowałam swoją dłoń na jego policzku, a on swoje dłonie na moich biodrach. Brakowało mi tego przez ostatnie dni.
Scott?
wtorek, 19 lutego 2019
Od Tylera cd Isabelli
Kiedy Isabella odeszła, prychnąłem i ponownie wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu. Ściągnąłem buty i udałem się prosto do salonu, gdzie usiadłem na kanapie. Włączyłem telewizor i muzykę, jednak po chwili stwierdziłem, że czegoś mi tutaj brakuje i wcale nie była to Isabella. Podniosłem się leniwie z kanapy i poszedłem do jednej z szafek stojących w salonie. Z szuflady wyciągnąłem skręta i popielniczkę. Ponownie usadowiłem się na kanapie i zacząłem szukać zapalniczki w jednej z moich kieszeni. Podpaliłem skręta i zaciągnąłem się dymem. Leżałem spokojnie na kanapie, rozkoszując się dymem wypełniającym moje płuca i rozmyślałem. Zastanawiały mnie między innymi moje uczucia co do Isabelli. Szybko odpuściłem jednak te myśli i zacząłem skupiać się na tekście lecącej aktualnie piosenki, który wydał mi się teraz znacznie głębszy niż kiedykolwiek wcześniej. Czas mijał, nim się zorientowałem sięgałem już po kolejnego skręta, akcja toczyła się tak samo, wydobywając ze mnie przemyślenia, na jakie nie siliłbym się normalnie. Spaliłem połowę, a z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi, który początkowo wydawał się dzwonić w mojej głowie. Podniosłem się z kanapy i ze skrętem w ręku udałem się do drzwi. Wyjrzałem przez wizjer, przez który zobaczyłem Isabellę. Zaśmiałem się jedynie i otworzyłem drzwi, zza których dobiegło mnie świeże powietrze, odmienne od tego w zadymionym wnętrzu mieszkania.
Isabella?
Isabella?
Od Scotta cd Hailey
Spojrzałem na paczkę, a potem na dziewczynę, unosząc brew.
-Czy ja dobrze słyszałem? -Zapytałem z lekkim niedowierzaniem.
Nie tak dawno zebrałem opiernicz za to, że palę, a teraz sama chce. No cóż, ale prawiąc jej kazania wyszedł bym na hipokrytę. Hai kiwnęła głową twierdząco, na co westchnąłem i wzruszyłem ramionami. Otworzyłem paczkę i wyciągnąłem z paczki dwa papierosy, po czym podałem jej jednego. Włożyłem swojego do ust, po czym zacząłem szukać zapalniczki po kieszeniach. W końcu namierzyłem ją i odpaliłem jej papierosa po czym zrobiłem to samo ze swoim. Dziewczyna zaciągnęła się po czym zaczęła kaszleć.
-Powoli bo się udusisz -powiedziałem bacznie ją obserwując, aby w razie czego szybko zareagować.
-Jedna z najgorzej smakujących rzeczy. Jak ludzie mogą się od tego uzależnić -powiedziała patrząc z uniesioną brwią na peta.
-Może dlatego, że niektórym to pomaga, a jednocześnie to uzależnienie najmniej odbija się na rodzinie... Oczywiście porównując do alkoholizmu czy narkomani.
Zaciągnąłem się ponownie papierosem rozważając chwilę, czy to by napewno dobry pomysł aby to powiedzieć. W końcu doszedłem do jednego wniosku. W końcu w związku chodzi o zaufanie.
-A o tym ostatnim mogę całkiem sporo powiedzieć -dodałem, na co dziewczyna uniosła brew i ponownie spróbowała papierosa. -Miałem w swoim życiu moment, gdy woda sodowa przejęła kontrolę i zaczęło się nie realistyczne podejście do świata. No i nawet nie wiem kiedy uzależniłem się od narkotyków... Całe szczęście udało się to ukryć przed światem i tylko parę najbliższych osób o tym wie. I stąd też wiem, jak mocno dobija się to na rodzinie.
Ugasiłem peta, po czym uśmiechnąłem się do niej.
-Ale z innej beczki jakie ma pani plany na jutro? Bo dziś rozumiem, że uskuteczniamy alkoholizm.
Hailey?
-Czy ja dobrze słyszałem? -Zapytałem z lekkim niedowierzaniem.
Nie tak dawno zebrałem opiernicz za to, że palę, a teraz sama chce. No cóż, ale prawiąc jej kazania wyszedł bym na hipokrytę. Hai kiwnęła głową twierdząco, na co westchnąłem i wzruszyłem ramionami. Otworzyłem paczkę i wyciągnąłem z paczki dwa papierosy, po czym podałem jej jednego. Włożyłem swojego do ust, po czym zacząłem szukać zapalniczki po kieszeniach. W końcu namierzyłem ją i odpaliłem jej papierosa po czym zrobiłem to samo ze swoim. Dziewczyna zaciągnęła się po czym zaczęła kaszleć.
-Powoli bo się udusisz -powiedziałem bacznie ją obserwując, aby w razie czego szybko zareagować.
-Jedna z najgorzej smakujących rzeczy. Jak ludzie mogą się od tego uzależnić -powiedziała patrząc z uniesioną brwią na peta.
-Może dlatego, że niektórym to pomaga, a jednocześnie to uzależnienie najmniej odbija się na rodzinie... Oczywiście porównując do alkoholizmu czy narkomani.
Zaciągnąłem się ponownie papierosem rozważając chwilę, czy to by napewno dobry pomysł aby to powiedzieć. W końcu doszedłem do jednego wniosku. W końcu w związku chodzi o zaufanie.
-A o tym ostatnim mogę całkiem sporo powiedzieć -dodałem, na co dziewczyna uniosła brew i ponownie spróbowała papierosa. -Miałem w swoim życiu moment, gdy woda sodowa przejęła kontrolę i zaczęło się nie realistyczne podejście do świata. No i nawet nie wiem kiedy uzależniłem się od narkotyków... Całe szczęście udało się to ukryć przed światem i tylko parę najbliższych osób o tym wie. I stąd też wiem, jak mocno dobija się to na rodzinie.
Ugasiłem peta, po czym uśmiechnąłem się do niej.
-Ale z innej beczki jakie ma pani plany na jutro? Bo dziś rozumiem, że uskuteczniamy alkoholizm.
Hailey?
poniedziałek, 18 lutego 2019
Od Hope cd Edwarda
Chłopak jedynie kiwnął głową i odsunął się trochę, abym mogła podejść do fontanny. Spojrzałam na psa i wyciągnęłam z kieszeni "tajemniczą paczkę", którą kupiłam dzisiaj, aby mieć, co dawać Aloisowi. Otworzyłam ją i wyciągnęłam z niej jednego smakołyka, którego położyłam sobie na dłoni i wyciągnęłam w stronę nakrapianego psa. Lucky rzucił się na jedzenie, a ja sprawnie wyciągnęłam go z wody. Złapałam go za obrożę i podszedłam ze zwierzakiem do jego właściciela.
-Smaczki zawsze działają. - Powiedziałam obojętnie i przekazałam psa Edwardowi.
Gdy białowłosy wyławiał zabawkę samca, ja odwróciłam się na pięcie i powolnym krokiem zaczęłam iść z koleżanką w stronę bramy. Gdy już miałyśmy opuszczać park, podbiegł do nas Edek i spojrzał na mnie.
-Daj mi chociaż swój numer. - Powiedział.
Westchnęłam głośno, wyciągając z plecaka kawałek kartki i pisząc na niej swój numer.
-Proszę. - Rzekłam, podając mu papier i ruszyłam w stronę domu.
~~~
-Wróciłam! - Krzyknęłam, aby poinformować resztę domowników, że bezpiecznie dotarłam do domu.
Szybko pozbyłam się butów oraz kurtki i wyczekiwałam pojawienia się jakiejkolwiek żywej duszy. Po chwili zauważyłam mamę, która wychodziła z kuchni, zcierając ze swojego policzka trochę mąki. Uśmiechnęłam się do niej, a kobieta odwzajemniła mój gest. Ruszyłam w stronę pokoju, a gdy tylko przekroczyłam jego próg, położyłam się na łóżku obok Aloisa. Podrapałam kota za uchem i wyciągnęłam telefon z tylnej kieszeni spodni. Zauważyłam, że mam jedną nie przeczytaną wiadomość, więc jak najszybciej odblokowałam telefon i otowrzyłam ją.
Od: Edward
Hej.
No cóż... wypadałoby odpisać.
Edward?
-Smaczki zawsze działają. - Powiedziałam obojętnie i przekazałam psa Edwardowi.
Gdy białowłosy wyławiał zabawkę samca, ja odwróciłam się na pięcie i powolnym krokiem zaczęłam iść z koleżanką w stronę bramy. Gdy już miałyśmy opuszczać park, podbiegł do nas Edek i spojrzał na mnie.
-Daj mi chociaż swój numer. - Powiedział.
Westchnęłam głośno, wyciągając z plecaka kawałek kartki i pisząc na niej swój numer.
-Proszę. - Rzekłam, podając mu papier i ruszyłam w stronę domu.
~~~
-Wróciłam! - Krzyknęłam, aby poinformować resztę domowników, że bezpiecznie dotarłam do domu.
Szybko pozbyłam się butów oraz kurtki i wyczekiwałam pojawienia się jakiejkolwiek żywej duszy. Po chwili zauważyłam mamę, która wychodziła z kuchni, zcierając ze swojego policzka trochę mąki. Uśmiechnęłam się do niej, a kobieta odwzajemniła mój gest. Ruszyłam w stronę pokoju, a gdy tylko przekroczyłam jego próg, położyłam się na łóżku obok Aloisa. Podrapałam kota za uchem i wyciągnęłam telefon z tylnej kieszeni spodni. Zauważyłam, że mam jedną nie przeczytaną wiadomość, więc jak najszybciej odblokowałam telefon i otowrzyłam ją.
Od: Edward
Hej.
No cóż... wypadałoby odpisać.
Edward?
Od Isabelli cd Tylera
-Nie... - Powiedziałam, wycierając rękawem łzy, spływające po moim policzku.
Chłopak miał rację, przesadziłam. Zachowałam się okropnie. Spojrzałam na kamienną twarz blondyna, a po chwili ponownie wbiłam wzrok w moje buty.
-Przepraszam. - Odparłam i ruszyłam w stronę domu.
~~~
Wszedłam do mieszkania i od razu przywitałam się z Zoną. Suczka skakała na mnie szczekając radośnie. Pogłaskałam ją po łebku skierowałam się w stronę sypialni. Odłożyłam torbę na łóżko i wróciłam do przedpokoju, zabierając po drodze smycz. Dawno nie byłam z Zoną na długim spacerze, czas to zmienić. Podpięłam smycz do obroży suczki i razem opuściłyśmy mieszkanie.
~~~
Wolnym krokiem spacerowałam jedną z parkowych alejek i przyglądałam się ośnieżonym drzewom. Uśmiechnęłam się na wspomnienie o moich wszystkich wigiliach spędzonych z rodziną, w tym roku będzie mi ich brakować. Niby mogłabym podczas przerwy świątecznej do nich pojechać, lecz mama stwierdziła, że lepiej, abym nigdzie nie wyjeżdżała. Zaczęłam szukać wzrokiem Zony, która na dłuższą chwilę zniknęła z mojego pola widzenia. Po chwili jednak zauważyłam ją, biegającą wokół jakiegoś dziecka. Zachichotałam na ten widok i szybko podeszłam, aby odciągnąć ją od zdezorientowanej dziewczynki.
~~~
Wróciłam do domu cała mokra. Dlaczego zgodziłam się na tę bitwę? No tak Isia, gdy Cię dzieci proszą, abyś się z nimi porzucała śnieżkami to mów stanowcze "nie". Westchnęłam głośno i usiadłam na kanapie, przykrywając się kocem. Włączyłam telewizor, lecz mimo to po chwili usnęłam.
Tyler?
Chłopak miał rację, przesadziłam. Zachowałam się okropnie. Spojrzałam na kamienną twarz blondyna, a po chwili ponownie wbiłam wzrok w moje buty.
-Przepraszam. - Odparłam i ruszyłam w stronę domu.
~~~
Wszedłam do mieszkania i od razu przywitałam się z Zoną. Suczka skakała na mnie szczekając radośnie. Pogłaskałam ją po łebku skierowałam się w stronę sypialni. Odłożyłam torbę na łóżko i wróciłam do przedpokoju, zabierając po drodze smycz. Dawno nie byłam z Zoną na długim spacerze, czas to zmienić. Podpięłam smycz do obroży suczki i razem opuściłyśmy mieszkanie.
~~~
Wolnym krokiem spacerowałam jedną z parkowych alejek i przyglądałam się ośnieżonym drzewom. Uśmiechnęłam się na wspomnienie o moich wszystkich wigiliach spędzonych z rodziną, w tym roku będzie mi ich brakować. Niby mogłabym podczas przerwy świątecznej do nich pojechać, lecz mama stwierdziła, że lepiej, abym nigdzie nie wyjeżdżała. Zaczęłam szukać wzrokiem Zony, która na dłuższą chwilę zniknęła z mojego pola widzenia. Po chwili jednak zauważyłam ją, biegającą wokół jakiegoś dziecka. Zachichotałam na ten widok i szybko podeszłam, aby odciągnąć ją od zdezorientowanej dziewczynki.
~~~
Wróciłam do domu cała mokra. Dlaczego zgodziłam się na tę bitwę? No tak Isia, gdy Cię dzieci proszą, abyś się z nimi porzucała śnieżkami to mów stanowcze "nie". Westchnęłam głośno i usiadłam na kanapie, przykrywając się kocem. Włączyłam telewizor, lecz mimo to po chwili usnęłam.
Tyler?
sobota, 16 lutego 2019
Od Tylera cd Issabelli
Spojrzałem na dziewczynę i zaśmiałem się.
-Tak się składa moja droga, że spałem u ciebie całą noc, zwinąłem się dopiero rano bo miałem do załatwienia jeszcze kilka spraw, a jakbyś nie pamiętała, czemu wcale bym się nie dziwił, to uratowałem ci wczoraj dupę – powiedziałem i wzruszyłem ramionami – nie usłyszałem nawet zasranego dziękuję. No, chyba że wolałabyś być zgwałcona przez tego typka, to sprawa zamknięta – prychnąłem, puszczając rękę dziewczyny.
Dziewczyna stanęła,wmurowana, ewidentnie zdziwiona moimi słowami.
-Ty dupku! - zawołała, wymachując rękami – Myślisz, że jeden dobry uczynek i już wszystko ci się należy? Doskonale wiem, że jestem tylko twoją kolejną zabawe… - krzyczała na mnie, lecz w końcu przerwałem jej, łapiąc za ręce i przypierając do samochodu.
-Och, zamknij się wreszcie – warknąłem, całując ją.
Isabella odruchowo oddała pocałunek, jednak po chwili opamiętała się i odepchnęła mnie od siebie.
-Nie dam ci zrobić mi tego po raz kolejny – syknęła, usiłując mnie odepchnąć – A ty na co się tak gapisz?! Nie widzisz ile problemów mam przez twojego głupiego sms’a?! - zawołała w stronę stojącej niedaleko nas dziewczyny, która jedynie wzruszyła ramionami i odeszła w przeciwnym kierunku.
-Uspokój się może i nie wyzywaj wszystkich dookoła – oznajmiłem, patrząc na nią z politowaniem – jakbym miał cię tak bardzo w dupie i tylko się tobą bawił, to bym zostawił cię na pastwę tego gościa i zajął interesem, a nie pierdolił się z zabieraniem zbuntowanej, prawe zgwałconej dziewczyny do domu, ale proszę bardzo, droga wolna, możesz sobie iść. I tak pozjadałaś wszystkie rozumy i sama wiesz najlepiej o wszystkim, czyż nie? - dodałem.
Isabella?
-Tak się składa moja droga, że spałem u ciebie całą noc, zwinąłem się dopiero rano bo miałem do załatwienia jeszcze kilka spraw, a jakbyś nie pamiętała, czemu wcale bym się nie dziwił, to uratowałem ci wczoraj dupę – powiedziałem i wzruszyłem ramionami – nie usłyszałem nawet zasranego dziękuję. No, chyba że wolałabyś być zgwałcona przez tego typka, to sprawa zamknięta – prychnąłem, puszczając rękę dziewczyny.
Dziewczyna stanęła,wmurowana, ewidentnie zdziwiona moimi słowami.
-Ty dupku! - zawołała, wymachując rękami – Myślisz, że jeden dobry uczynek i już wszystko ci się należy? Doskonale wiem, że jestem tylko twoją kolejną zabawe… - krzyczała na mnie, lecz w końcu przerwałem jej, łapiąc za ręce i przypierając do samochodu.
-Och, zamknij się wreszcie – warknąłem, całując ją.
Isabella odruchowo oddała pocałunek, jednak po chwili opamiętała się i odepchnęła mnie od siebie.
-Nie dam ci zrobić mi tego po raz kolejny – syknęła, usiłując mnie odepchnąć – A ty na co się tak gapisz?! Nie widzisz ile problemów mam przez twojego głupiego sms’a?! - zawołała w stronę stojącej niedaleko nas dziewczyny, która jedynie wzruszyła ramionami i odeszła w przeciwnym kierunku.
-Uspokój się może i nie wyzywaj wszystkich dookoła – oznajmiłem, patrząc na nią z politowaniem – jakbym miał cię tak bardzo w dupie i tylko się tobą bawił, to bym zostawił cię na pastwę tego gościa i zajął interesem, a nie pierdolił się z zabieraniem zbuntowanej, prawe zgwałconej dziewczyny do domu, ale proszę bardzo, droga wolna, możesz sobie iść. I tak pozjadałaś wszystkie rozumy i sama wiesz najlepiej o wszystkim, czyż nie? - dodałem.
Isabella?
Subskrybuj:
Posty (Atom)