Skończyłam obsługiwać klienta, po czym odwróciłam się, aby zobaczyć,
czy chłopak się już ogarnął. Moje spojrzenie od razu napotkało
uśmiechniętego chłopaka. Odwzajemniłam uśmiech i podeszłam do niego.
-To co, możemy zaczynać? -Powiedziałam stając przed nim.
-Tak jest szefowo -powiedział salutując.
Zaśmiałam
się po czym zaprowadziłam chłopaka do ekspresu. Podałam mu plakietkę
,,Uczę się", którą przypiął do koszulki. W zamyśle miało to chronić
nowych pracowników przed tekstami w stylu szybciej i tak dalej, ale dla
niektórych pracowników był sygnał że mają nową siłę roboczą. Taki
niestety mamy świat.
-Parzenie kawy zaczynamy za każdym razem od przemycia lejka -powiedziałam wyciągając odpowiednią część i podałam mu ją.
Całe
szczęście z rana nie panował tu za duży ruch, więc mogliśmy zająć się
spokojnie nauką. Tłumaczyłam mu wszystko ile czego wsypywać czy wlewać, a
on powtarzał ruchy i uważnie słuchał. Od czasu do czasu przerywałam, by
obsłużyć śpieszącego się do pracy klienta. Całe szczęście chłopak
szybko łapał, więc była to kwestia wprawy. Wszystko wykonywał
samodzielnie słuchając jedynie moich wskazówek. Miał problem ze
zrobieniem wzorku z mleka na kawie, ale zawsze to była najgorsza część.
Sama uczyłam się tego z miesiąc. W końcu po jakiejś półtorej godziny
zarządziłam przerwę od nauki.
-A jak reszta współpracowników? -Zapytała, podczas gdy ja przecierałam blat.
-Raczej
są w porządku, ale za dużo to nie pogadasz. Albo same smutasy, albo
zadufane w sobie buce, ale nie szkodliwe. Ale na Sally musisz uważać.
Jest to największa suka jaka tu przychodzi. Ma się za królową tego
miejsca i często szuka osób, które ją wyręczą. Wszyscy wiedzą, że nie
jest tylko koleżanką szefa, a że nikt nie chce wylecieć... To wszyscy
milczą. Także lepiej nie mieć w niej wroga, a najlepiej unikać jej jak
ognia.
Patric?
piątek, 12 lipca 2019
Od Hailey cd Scotta
Rozsiadłam się wygodnie na fotelu kierowcy i ustawiłam go odpowiednio
dla siebie, jak również poprawiłam lusterka, aby mieć wszędzie dobrą
widoczność. Podałam chłopakowi także mój telefon, który leżał przy
drążku do zmiany biegów.
-Masz, mam nadzieję, że będziesz dobrym dj’em. W przeciwnym razie wpakuję nas w drzewo albo inny samochód – westchnęłam odpalając silnik.
-Obiecuję, że będę bardzo dobrym dj’em – odparł – tylko nie krzywdź auta!
-Och no tak, twoje dziecko najdroższe – prychnęłam – dobrze, że jego potrzeby zaspokajasz.
-Przerabialiśmy to już – odparł oschle.
Wywróciłam jedynie oczami i odpaliłam silnik. Droga mijała w ciszy, którą przerywała jedynie muzyka, sporadycznie nasze rozmowy, które jednak nie były zbyt długie ani wylewne.
Po kilku godzinach zdecydowałam się na postój i ponowną zmianę za kierownicą. Zjechałam na stację benzynową i zatrzymałam się na jednym z miejsc parkingowych.
-Zmieńmy się, idę jeszcze do łazienki, kupić ci coś? - zapytałam, spoglądając na niego.
-Nie, dzięki, łaskawa kobieto – odparł.
**
Kilka godzin później, właściwie bardzo późnym wieczorem zaparkowaliśmy pod domem moich rodziców.
-Jak dobrze znów tu być – oznajmiłam.
Kolejne minuty upłynęły nam na zabieraniu bagaży z samochodu i dotaszczeniu się do drzwi, które otworzyła moja mama ubrana w szlafrok i puchowe kapcie. Wspaniale mamo, idealny strój na przyjmowanie i poznawanie chłopaka swojej córki, którą widujesz kilka razy w roku.
-Hailey! - zawołała, przyciągając mnie do siebie – wejdźcie do środka, jest chłodno.
Po chwili za nią wyrosła dobrze zbudowana sylwetka mojego ojca, który aktualnie paradował w dresie i jakiejś wyciągniętej koszulce. Po odklejeniu się od mamy, przytuliłam się do taty.
-Mamo, tato, to jest Scott – uśmiechnęłam się.
-Miło nam cię poznać Scott – odparła ciepło kobieta – chcecie coś zjeść? Czy prosto spać?
Spojrzałam na Scotta, był głodny.
-Widzę, że wy chyba do spania się szykujecie. Idźcie spać, posiedzimy jutro, a ja zajmę się jedzeniem teraz – oznajmiłam – damy radę.
-Na pewno? - spytał mężczyzna.
-Tak – odparłam, uśmiechając się.
- Cóż, nic się nie zmieniło w domu, dobranoc – powiedziała mama, ruszając powolnym krokiem w stronę sypialni, a tata już po chwili ruszył za nią.
Spojrzałam na chłopaka ponownie.
-Chodź za mną, zostawimy bagaże i zejdziemy coś zjeść – zarządziłam, biorąc do rąk część bagaży.
Pociągnęłam chłopaka za sobą schodami na górę. Zapaliłam światło na korytarzu i poszłam do najbardziej oddalonych drzwi, które prowadziły do mojego pokoju.
- Łazienka to drzwi zaraz po prawo – oznajmiłam – tęskniłam za tym miejscem.
Powiedziawszy to przytuliłam się do chłopaka.
-Cieszę się, że tu ze mną jesteś – stwierdziłam – chodź jeść, widzę, że głód cię zżera.
Zeszliśmy wspólnie do kuchni. W sypialni rodziców nie paliło się już światło, co znaczyło, że faktycznie poszli spać.
-Ładnie tu – stwierdził Scott.
-Taak, lubię klimat tego domu – westchnęłam.
Po zjedzeniu szybkiej kolacji udaliśmy się do sypialni i każde z nas po kolei odbywało podróż do łazienki, aby naszykować się do spania, trzeba by się wyspać po tak długiej podróży.
**
Kolejnego dnia mama poprosiła nas o udanie się na zakupy, ponieważ brakło jej kilku produktów, do przygotowania obiadu.
-Ja prowadzę, bo znam to miasto – zaoferowałam się, wyrywając chłopakowi kluczyki, w drodze do auta.
-Spodobało ci się wożenie mi tyłka? - zaśmiał się.
-A żebyś wiedział – odparłam i pokazałam mu język.
Zostawiliśmy auto na parkingu i udaliśmy się do środka sklepu, aby znaleźć produkty, których potrzebowała mama, a także dołożyć coś według własnego uznania. Przez duży ruch w sklepie, zakupy zajęły nam dobrą godzinę. Wzięliśmy pełny wózek i ruszyliśmy z nim w stronę samochodu. Nagle Scott puścił wózek i ruszył biegiem w stronę samochodu.
-Kur.w.a ma.ć! - krzyknął.
Złapałam porzucony niespodziewanie, na środku parkingu wózek i ruszyłam z nim w stronę chłopaka. Scott stał, oglądając wielką, ciągnącą się na całej długości samochodu rysę. Skrzywiłam się patrząc na ten obrazek. Ktoś musiał nieźle się bawić, jeżdżąc gwoździem po karoserii samochodów.
Scott?
-Masz, mam nadzieję, że będziesz dobrym dj’em. W przeciwnym razie wpakuję nas w drzewo albo inny samochód – westchnęłam odpalając silnik.
-Obiecuję, że będę bardzo dobrym dj’em – odparł – tylko nie krzywdź auta!
-Och no tak, twoje dziecko najdroższe – prychnęłam – dobrze, że jego potrzeby zaspokajasz.
-Przerabialiśmy to już – odparł oschle.
Wywróciłam jedynie oczami i odpaliłam silnik. Droga mijała w ciszy, którą przerywała jedynie muzyka, sporadycznie nasze rozmowy, które jednak nie były zbyt długie ani wylewne.
Po kilku godzinach zdecydowałam się na postój i ponowną zmianę za kierownicą. Zjechałam na stację benzynową i zatrzymałam się na jednym z miejsc parkingowych.
-Zmieńmy się, idę jeszcze do łazienki, kupić ci coś? - zapytałam, spoglądając na niego.
-Nie, dzięki, łaskawa kobieto – odparł.
**
Kilka godzin później, właściwie bardzo późnym wieczorem zaparkowaliśmy pod domem moich rodziców.
-Jak dobrze znów tu być – oznajmiłam.
Kolejne minuty upłynęły nam na zabieraniu bagaży z samochodu i dotaszczeniu się do drzwi, które otworzyła moja mama ubrana w szlafrok i puchowe kapcie. Wspaniale mamo, idealny strój na przyjmowanie i poznawanie chłopaka swojej córki, którą widujesz kilka razy w roku.
-Hailey! - zawołała, przyciągając mnie do siebie – wejdźcie do środka, jest chłodno.
Po chwili za nią wyrosła dobrze zbudowana sylwetka mojego ojca, który aktualnie paradował w dresie i jakiejś wyciągniętej koszulce. Po odklejeniu się od mamy, przytuliłam się do taty.
-Mamo, tato, to jest Scott – uśmiechnęłam się.
-Miło nam cię poznać Scott – odparła ciepło kobieta – chcecie coś zjeść? Czy prosto spać?
Spojrzałam na Scotta, był głodny.
-Widzę, że wy chyba do spania się szykujecie. Idźcie spać, posiedzimy jutro, a ja zajmę się jedzeniem teraz – oznajmiłam – damy radę.
-Na pewno? - spytał mężczyzna.
-Tak – odparłam, uśmiechając się.
- Cóż, nic się nie zmieniło w domu, dobranoc – powiedziała mama, ruszając powolnym krokiem w stronę sypialni, a tata już po chwili ruszył za nią.
Spojrzałam na chłopaka ponownie.
-Chodź za mną, zostawimy bagaże i zejdziemy coś zjeść – zarządziłam, biorąc do rąk część bagaży.
Pociągnęłam chłopaka za sobą schodami na górę. Zapaliłam światło na korytarzu i poszłam do najbardziej oddalonych drzwi, które prowadziły do mojego pokoju.
- Łazienka to drzwi zaraz po prawo – oznajmiłam – tęskniłam za tym miejscem.
Powiedziawszy to przytuliłam się do chłopaka.
-Cieszę się, że tu ze mną jesteś – stwierdziłam – chodź jeść, widzę, że głód cię zżera.
Zeszliśmy wspólnie do kuchni. W sypialni rodziców nie paliło się już światło, co znaczyło, że faktycznie poszli spać.
-Ładnie tu – stwierdził Scott.
-Taak, lubię klimat tego domu – westchnęłam.
Po zjedzeniu szybkiej kolacji udaliśmy się do sypialni i każde z nas po kolei odbywało podróż do łazienki, aby naszykować się do spania, trzeba by się wyspać po tak długiej podróży.
**
Kolejnego dnia mama poprosiła nas o udanie się na zakupy, ponieważ brakło jej kilku produktów, do przygotowania obiadu.
-Ja prowadzę, bo znam to miasto – zaoferowałam się, wyrywając chłopakowi kluczyki, w drodze do auta.
-Spodobało ci się wożenie mi tyłka? - zaśmiał się.
-A żebyś wiedział – odparłam i pokazałam mu język.
Zostawiliśmy auto na parkingu i udaliśmy się do środka sklepu, aby znaleźć produkty, których potrzebowała mama, a także dołożyć coś według własnego uznania. Przez duży ruch w sklepie, zakupy zajęły nam dobrą godzinę. Wzięliśmy pełny wózek i ruszyliśmy z nim w stronę samochodu. Nagle Scott puścił wózek i ruszył biegiem w stronę samochodu.
-Kur.w.a ma.ć! - krzyknął.
Złapałam porzucony niespodziewanie, na środku parkingu wózek i ruszyłam z nim w stronę chłopaka. Scott stał, oglądając wielką, ciągnącą się na całej długości samochodu rysę. Skrzywiłam się patrząc na ten obrazek. Ktoś musiał nieźle się bawić, jeżdżąc gwoździem po karoserii samochodów.
Scott?
czwartek, 11 lipca 2019
Od Xaviera cd Lashiti
Przyciągnąłem ją do siebie, tak aby leżała na mojej klatce
piersiowej, po czym pocałowałem ją w czoło. Cały wieczór czułem jak
kręci się po łóżku. Przeczuwałem o co może chodzić, w końcu i dla niej, i
dla mnie nie był to prostu dzień. Powroty do bolesnych wspomnień nie są
proste. W końcu nie bez powodu nie chce się do tego wracać. Dwoje ludzi
z popapraną przeszłością, która nie daje im spokoju. Z drugiej strony,
gdy chce się iść na przód to trzeba to zostawić za sobą. Inaczej będzie
się stało w miejscu. A w końcu próbowaliśmy zbudować coś nowego... No
przynajmniej z mojej strony, ale skoro i ona się we mnie zakochała...
-Nie muszę pytać, bo domyślam się o co chodzi -powiedziałem gładząc jej policzek. -Wiesz co, chyba najwyższy czas, aby zostawić przeszłość za nami. I tak, wiem -powiedziałem szybko, gdy zobaczyłem jak chce coś dodać. -Łatwo mówić, ale musimy się z tym uporać.
Dziewczyna przerzuciła nogę przez mój brzuch przyciągając mnie jak najbliżej siebie i wpijając się w moje usta. Jedną dłonią położyła na moim karku, a drugą zaczęła jeździć po mojej klatce piersiowej. Doskonale zdawałem sobie sprawę w którą stronę to zmierza. Miałem wrażenie, że ucieka od mówienia o tym co czuje jeszcze gorzej ode mnie. Na tym polu byliśmy bardzo do siebie podobni. Odsunąłem ją lekko od siebie, nie wypuszczając jej ze swoich ramion.
-Nie musisz mi odpowiadać -powiedziałem uśmiechając się lekko do niej, czego pewnie i tak nie widziała w panującym w pokoju półmroku. Jedyne światło pochodziło z okna do którego leżałem tyłem. -I nie musisz próbować mnie dekoncentrować, bo ja wszystko pamiętam, o co chce się zapytać. A nie jesteś przedmiotem, aby co chwila mi tu swoim, nie powiem naprawdę kuszącym ciałem machać. Zrozumiem, jak czegoś nie chcesz mi powiedzieć, bo sam mam z tym problem po tych paru latach. A nie chcę, aby nasz związek opierał się tylko na seksie...
-Związek? -Zapytała unosząc się lekko na łokciu, i patrząc na mnie z jedną uniesioną brwią. Nawet w tym słabym oświetleniu dostrzegłem jej rumieniec.
-No chyba to najlepsze określenie na to, co jest między nami, nie uważasz? Bo partnerstwo, nie oddaj... -nie pozwoliła mi dokończyć ponownie wpijając się w moje usta. Tym razem jednak nie tak nachalnie, a spokojnie. Oddałem pocałunek przyciągając ją do siebie. -A teraz już nie myślimy o tym co było, a o tym, że jutro o tej porze będziesz wiele kilometrów stąd. I z tą myślą grzecznie kładziemy się spać.
Lashiti kiwnęła głową na potwierdzenie. Ułożyłem się przyciągając ją do siebie, tak by leżała głową opartą o moją klatkę piersiową. Czułem jeszcze jej uśmiech, gładząc ją po ramieniu. Leżałem przysłuchując jak jej oddech się wyrównuje i jak powoli zapada w sen. Dopiero, gdy miałem pewność, że udała się w objęcia morfeusza i ja zasnąłem.
~~~~
Wpakowałem ostatnią walizkę do bagażnika sporego suva. Shay stała obok mnie tupiąc zniecierpliwiona i wywracając oczami. Posłałem jej karcące spojrzenie. Chwila czekania na kogoś to za dużo, ale jak na nią trzeba czekać godzinę to wszystko gra i tańczy. Niektórzy twierdzą, że to ja mam paskudny charakter... Dopóki nie poznają mojej siostry. Potem zmieniają zdanie. Lashi stała jeszcze tłumacząc coś swojej siostrze. Wiedziałem, że zostawienie Luny nie jest dla niej łatwe, ale zabranie jej do mojego rodzinnego domu było najgorszym pomysłem. Zbyt blisko świata, od którego Lashi chciała ją ochronić. Obserwowałem ją spokojnie doskonale ją rozumiałem, więc dałem jej tyle czasu ile tylko potrzebuje. A moja siostrzyczka właśnie oberwała kopa, na uspokojenie. Zapakowała się niezadowolona do samochodu na przednie siedzenie obok kierowcy, siedząc z miną zezłoszczonego dziecka. W końcu Lashiti pożegnała się z Luną i podeszła do samochodu. Otworzyłem drzwi wpuszczając ją do środka. Pomogłem jej wsiąść, po czym sam znalazłem się w samochodzie.
-A gdzie właściwie lecimy? -Zapytała, gdy kierowca ruszył.
-W okolice miasta Faro. Znajduje się prawie nad samym morzem, a plażę mamy coś około stu metrów od domu.
Lashiti?
-Nie muszę pytać, bo domyślam się o co chodzi -powiedziałem gładząc jej policzek. -Wiesz co, chyba najwyższy czas, aby zostawić przeszłość za nami. I tak, wiem -powiedziałem szybko, gdy zobaczyłem jak chce coś dodać. -Łatwo mówić, ale musimy się z tym uporać.
Dziewczyna przerzuciła nogę przez mój brzuch przyciągając mnie jak najbliżej siebie i wpijając się w moje usta. Jedną dłonią położyła na moim karku, a drugą zaczęła jeździć po mojej klatce piersiowej. Doskonale zdawałem sobie sprawę w którą stronę to zmierza. Miałem wrażenie, że ucieka od mówienia o tym co czuje jeszcze gorzej ode mnie. Na tym polu byliśmy bardzo do siebie podobni. Odsunąłem ją lekko od siebie, nie wypuszczając jej ze swoich ramion.
-Nie musisz mi odpowiadać -powiedziałem uśmiechając się lekko do niej, czego pewnie i tak nie widziała w panującym w pokoju półmroku. Jedyne światło pochodziło z okna do którego leżałem tyłem. -I nie musisz próbować mnie dekoncentrować, bo ja wszystko pamiętam, o co chce się zapytać. A nie jesteś przedmiotem, aby co chwila mi tu swoim, nie powiem naprawdę kuszącym ciałem machać. Zrozumiem, jak czegoś nie chcesz mi powiedzieć, bo sam mam z tym problem po tych paru latach. A nie chcę, aby nasz związek opierał się tylko na seksie...
-Związek? -Zapytała unosząc się lekko na łokciu, i patrząc na mnie z jedną uniesioną brwią. Nawet w tym słabym oświetleniu dostrzegłem jej rumieniec.
-No chyba to najlepsze określenie na to, co jest między nami, nie uważasz? Bo partnerstwo, nie oddaj... -nie pozwoliła mi dokończyć ponownie wpijając się w moje usta. Tym razem jednak nie tak nachalnie, a spokojnie. Oddałem pocałunek przyciągając ją do siebie. -A teraz już nie myślimy o tym co było, a o tym, że jutro o tej porze będziesz wiele kilometrów stąd. I z tą myślą grzecznie kładziemy się spać.
Lashiti kiwnęła głową na potwierdzenie. Ułożyłem się przyciągając ją do siebie, tak by leżała głową opartą o moją klatkę piersiową. Czułem jeszcze jej uśmiech, gładząc ją po ramieniu. Leżałem przysłuchując jak jej oddech się wyrównuje i jak powoli zapada w sen. Dopiero, gdy miałem pewność, że udała się w objęcia morfeusza i ja zasnąłem.
~~~~
Wpakowałem ostatnią walizkę do bagażnika sporego suva. Shay stała obok mnie tupiąc zniecierpliwiona i wywracając oczami. Posłałem jej karcące spojrzenie. Chwila czekania na kogoś to za dużo, ale jak na nią trzeba czekać godzinę to wszystko gra i tańczy. Niektórzy twierdzą, że to ja mam paskudny charakter... Dopóki nie poznają mojej siostry. Potem zmieniają zdanie. Lashi stała jeszcze tłumacząc coś swojej siostrze. Wiedziałem, że zostawienie Luny nie jest dla niej łatwe, ale zabranie jej do mojego rodzinnego domu było najgorszym pomysłem. Zbyt blisko świata, od którego Lashi chciała ją ochronić. Obserwowałem ją spokojnie doskonale ją rozumiałem, więc dałem jej tyle czasu ile tylko potrzebuje. A moja siostrzyczka właśnie oberwała kopa, na uspokojenie. Zapakowała się niezadowolona do samochodu na przednie siedzenie obok kierowcy, siedząc z miną zezłoszczonego dziecka. W końcu Lashiti pożegnała się z Luną i podeszła do samochodu. Otworzyłem drzwi wpuszczając ją do środka. Pomogłem jej wsiąść, po czym sam znalazłem się w samochodzie.
-A gdzie właściwie lecimy? -Zapytała, gdy kierowca ruszył.
-W okolice miasta Faro. Znajduje się prawie nad samym morzem, a plażę mamy coś około stu metrów od domu.
Lashiti?
Od Scotta cd Hailey
Zaśmiałem się pod nosem i pogładziłem ją po kolanie.
-No już ty moja złośnico. Przecież nic nie sugerowałem, jakbym śmiał. Po prostu... Nie jestem przekonany, co do tego jakby poszło ci prowadzenie poza asfaltem-powiedziałem zerkając na nią i wyszczerzając się. -Poza tym moje plany zapasowe też były równie kompletnie nie realne.
Prychnęła waląc mnie ręką po dłoni, próbując ją zepchnąć. Mam wrażenie, że jakby ktoś na nas popatrzył z boku, to co chwila się kłócimy o coś. Ale najczęściej są to tylko do gryzki z sympatii.
-A ty może lepiej byś patrzył na drogę, a nie... -mruknęła wracając do oglądania widoków za oknem.
-Spokojnie, skarbie nie śpieszy mi się na tamtą stronę. A na pewno nie chciałby ciebie tam zaciągnąć.
-Ja to mam wrażenie, że ty to nigdzie nie chcesz mnie zaciągnąć -prychnęła, na co parsknąłem.
-Za dużo czasu spędziłaś ze swoją zboczoną teściową i jeszcze gorszą babcią. Ale chyba masz sklerozę, bo obiecywałem ci, że w jak tylko będzie czas, to spędzimy cały dzień w łóżku. Ale to dopiero po świętach.
Mruknęła coś niezrozumiałego, ale nie ukryła uśmiechu. Całe szczęście na drodze nie panował zbyt duży ruch, dzięki czemu podróż mijała trochę przyjemniej. Gadaliśmy od głupot to ponownych "krytyk" jakiś naszych umiejętności. Od czasu do czasu znowu denerwowała się na muzykę nie pasującej jej i zmieniała je w kółko. Ale przynajmniej czas szybko leciał i nim się obejrzałem, a jechaliśmy już około pięciu godzin. Stwierdziłem, że może warto jej w końcu o czymś powiedzieć. Wcześniej nie za bardzo był na to czas, a w dodatku dowiedziałem się o tym przed samym wyjazdem na święta.
-A wracając jeszcze do planów awaryjnych -powiedziałem zerkając na Hai.- Nic ci nie mówiłem, bo nie byłem pewny co z tego wyjdzie. No bo jak wiadomo, tworzenie muzyki odpada przez tą rękę, a i z chłopakami trochę się nie dogadujemy. A w końcu przydało by się coś robić zanim zdziadzieję do reszty i ostatnio powysyłałem swoje papiery do paru miejsc. No i przed samym naszym wyjazdem dostałem propozycję pracy z jednej z wytwórni, przy pracy w produkcji.
-No to świetna wiadomość -powiedziała uśmiechając się, wkładając dłoń w moje włosy.
-Mam się z nimi spotkać jeszcze przed Sylwestrem, aby podpisać umowę -powiedziałem krzywiąc się lekko i kręcąc ręką.
-A ty się na stałe przyspawałeś do tej kierownic -rzuciła niby luźno, ale w jej minie dało się zauważyć troskę.
-Kochanie, przecież każdy facet w trasę przyczepia się na stałe do kierownicy. Zjadę zaraz na najbliższą stację, zatankuję, bo już na oparach jedzie i się zamienimy.
Kiwnęła głową i przeciągnęła się na fotelu. W końcu zjechałem na stację i podjechałem do dystrybutora. Zatankowałem do pełna, a w tym czasie Hailey poszła zrobić jakieś zakupy. Zapłaciłem za paliwo i wróciłem do samochodu, przy którym stała dziewczyna. Wyciągnęła w moją stronę dłoń.
-Tylko nie zarysuj -powiedziałem podając jej kluczyki i cmoknąłem ją krótko.- No i jak coś to się zamienimy.
Hailey?
-No już ty moja złośnico. Przecież nic nie sugerowałem, jakbym śmiał. Po prostu... Nie jestem przekonany, co do tego jakby poszło ci prowadzenie poza asfaltem-powiedziałem zerkając na nią i wyszczerzając się. -Poza tym moje plany zapasowe też były równie kompletnie nie realne.
Prychnęła waląc mnie ręką po dłoni, próbując ją zepchnąć. Mam wrażenie, że jakby ktoś na nas popatrzył z boku, to co chwila się kłócimy o coś. Ale najczęściej są to tylko do gryzki z sympatii.
-A ty może lepiej byś patrzył na drogę, a nie... -mruknęła wracając do oglądania widoków za oknem.
-Spokojnie, skarbie nie śpieszy mi się na tamtą stronę. A na pewno nie chciałby ciebie tam zaciągnąć.
-Ja to mam wrażenie, że ty to nigdzie nie chcesz mnie zaciągnąć -prychnęła, na co parsknąłem.
-Za dużo czasu spędziłaś ze swoją zboczoną teściową i jeszcze gorszą babcią. Ale chyba masz sklerozę, bo obiecywałem ci, że w jak tylko będzie czas, to spędzimy cały dzień w łóżku. Ale to dopiero po świętach.
Mruknęła coś niezrozumiałego, ale nie ukryła uśmiechu. Całe szczęście na drodze nie panował zbyt duży ruch, dzięki czemu podróż mijała trochę przyjemniej. Gadaliśmy od głupot to ponownych "krytyk" jakiś naszych umiejętności. Od czasu do czasu znowu denerwowała się na muzykę nie pasującej jej i zmieniała je w kółko. Ale przynajmniej czas szybko leciał i nim się obejrzałem, a jechaliśmy już około pięciu godzin. Stwierdziłem, że może warto jej w końcu o czymś powiedzieć. Wcześniej nie za bardzo był na to czas, a w dodatku dowiedziałem się o tym przed samym wyjazdem na święta.
-A wracając jeszcze do planów awaryjnych -powiedziałem zerkając na Hai.- Nic ci nie mówiłem, bo nie byłem pewny co z tego wyjdzie. No bo jak wiadomo, tworzenie muzyki odpada przez tą rękę, a i z chłopakami trochę się nie dogadujemy. A w końcu przydało by się coś robić zanim zdziadzieję do reszty i ostatnio powysyłałem swoje papiery do paru miejsc. No i przed samym naszym wyjazdem dostałem propozycję pracy z jednej z wytwórni, przy pracy w produkcji.
-No to świetna wiadomość -powiedziała uśmiechając się, wkładając dłoń w moje włosy.
-Mam się z nimi spotkać jeszcze przed Sylwestrem, aby podpisać umowę -powiedziałem krzywiąc się lekko i kręcąc ręką.
-A ty się na stałe przyspawałeś do tej kierownic -rzuciła niby luźno, ale w jej minie dało się zauważyć troskę.
-Kochanie, przecież każdy facet w trasę przyczepia się na stałe do kierownicy. Zjadę zaraz na najbliższą stację, zatankuję, bo już na oparach jedzie i się zamienimy.
Kiwnęła głową i przeciągnęła się na fotelu. W końcu zjechałem na stację i podjechałem do dystrybutora. Zatankowałem do pełna, a w tym czasie Hailey poszła zrobić jakieś zakupy. Zapłaciłem za paliwo i wróciłem do samochodu, przy którym stała dziewczyna. Wyciągnęła w moją stronę dłoń.
-Tylko nie zarysuj -powiedziałem podając jej kluczyki i cmoknąłem ją krótko.- No i jak coś to się zamienimy.
Hailey?
środa, 10 lipca 2019
Od Hailey cd Scotta
Rozsiadłam się wygodnie na siedzeniu pasażera i zaczęłam szukać czegoś
interesującego w stacjach radiowych. W końcu jednak niezadowolona i
nieusatysfakcjonowana poddałam się i połączyłam telefon kablem z
samochodem. Włączyłam aplikację z muzyką i znalazłam coś, co zaspokajało
moje aktualne chęci i oczekiwania, a także wpasowałoby się w mój
nastrój. Na miejscu mieliśmy być dopiero późnym wieczorem. Przypomniałam
sobie jeszcze, że powinnam dać znać rodzicom o tym, że wyjechaliśmy,
aby wiedzieli kiedy mogą się nas spodziewać, bo jakby nie patrzeć jest
to dość istotne.
-Wiesz co, spać mi się chce – stwierdziłam.
-To śpij – zaśmiał się, patrząc na mnie ze swojego rodzaju niedowierzaniem – trzeba było nie siedzieć tak długo wczoraj.
-Łatwo ci mówić, zacieśniałam więzy z teściową – prychnęłam i pokazałam mu język.
-Okej, okej, wszystkie grzechy odpuszczone – westchnął, unosząc ręce w geście obronnym.
Wzięłam jedną z leżących na tylnych siedzeniach bluz i zawinęłam ją w kaptur, tworząc coś na kształt poduszki, którą podłożyłam sobie pod głowę. Nie minęło dużo czasu, aż pogrążyłam się we śnie. Byłam naprawdę niewyspana.
Jak się okazało spałam godzinę, jednak godzina ta wpłynęła kojąco na mój organizm i czułam się wiele lepiej.
-Jak będziesz potrzebował się zamienić, to powiedz – oznajmiłam z uśmiechem, ewidentnie zaskakując go swoim nagłym ożyciem.
-Spokojnie, jadę dopiero niecałe dwie godziny – odparł – na razie baw się dobrze jako dj.
-Dzięki, czuje się spełniona w tej roli, to był mój plan B na życie, jeśli okazałoby się, że jestem zbyt koślawa na modelkę – powiedziałam rozbawiona.
-Dobrze wiedzieć – odrzekł.
-Wiesz, granie na weselach, czy innych uroczystościach to mogłoby być coś – stwierdziłam.
-A plan C, też miałaś? - spytał.
-Ależ oczywiście, plan C to bycie kierowcą rajdowym – obwieściłam z pełną powagą.
Scott wybuchnął śmiechem i posłał mi rozbawione spojrzenie.
-Nie rozumiem co cię tak bawi – wywróciłam oczami.
-Nic, mam tylko przed oczami jak doskonale radzisz sobie w miejskiej dżungli – mruknął, śmiejąc się pod nosem.
-Oh, nie wmówisz mi, że jest tak źle – burknęłam, zakładając ręce na piersi i przybierając obrażony wyraz twarzy.
-Oj Skarbie, nie powiedziałem przecież, że jest źle – powiedział, kładąc jedną z rąk na moim kolanie.
-Oj wcale nie dało się tego wyczytać z twoich słów i rozbawienia – mruknęłam, odwracając wzrok i wtapiając go w rozmazujący się krajobraz.
Scott?
-Wiesz co, spać mi się chce – stwierdziłam.
-To śpij – zaśmiał się, patrząc na mnie ze swojego rodzaju niedowierzaniem – trzeba było nie siedzieć tak długo wczoraj.
-Łatwo ci mówić, zacieśniałam więzy z teściową – prychnęłam i pokazałam mu język.
-Okej, okej, wszystkie grzechy odpuszczone – westchnął, unosząc ręce w geście obronnym.
Wzięłam jedną z leżących na tylnych siedzeniach bluz i zawinęłam ją w kaptur, tworząc coś na kształt poduszki, którą podłożyłam sobie pod głowę. Nie minęło dużo czasu, aż pogrążyłam się we śnie. Byłam naprawdę niewyspana.
Jak się okazało spałam godzinę, jednak godzina ta wpłynęła kojąco na mój organizm i czułam się wiele lepiej.
-Jak będziesz potrzebował się zamienić, to powiedz – oznajmiłam z uśmiechem, ewidentnie zaskakując go swoim nagłym ożyciem.
-Spokojnie, jadę dopiero niecałe dwie godziny – odparł – na razie baw się dobrze jako dj.
-Dzięki, czuje się spełniona w tej roli, to był mój plan B na życie, jeśli okazałoby się, że jestem zbyt koślawa na modelkę – powiedziałam rozbawiona.
-Dobrze wiedzieć – odrzekł.
-Wiesz, granie na weselach, czy innych uroczystościach to mogłoby być coś – stwierdziłam.
-A plan C, też miałaś? - spytał.
-Ależ oczywiście, plan C to bycie kierowcą rajdowym – obwieściłam z pełną powagą.
Scott wybuchnął śmiechem i posłał mi rozbawione spojrzenie.
-Nie rozumiem co cię tak bawi – wywróciłam oczami.
-Nic, mam tylko przed oczami jak doskonale radzisz sobie w miejskiej dżungli – mruknął, śmiejąc się pod nosem.
-Oh, nie wmówisz mi, że jest tak źle – burknęłam, zakładając ręce na piersi i przybierając obrażony wyraz twarzy.
-Oj Skarbie, nie powiedziałem przecież, że jest źle – powiedział, kładąc jedną z rąk na moim kolanie.
-Oj wcale nie dało się tego wyczytać z twoich słów i rozbawienia – mruknęłam, odwracając wzrok i wtapiając go w rozmazujący się krajobraz.
Scott?
wtorek, 9 lipca 2019
Od Lashiti cd Xaviera
Wzdrygnęłam się na jego słowa. Nie był to jakiś drażliwy temat, ale jednak też niezbyt ciekawy.
Odetchnęłam, by zaraz zacząć mówić.
- To zaczęło się, odkąd pamiętam. Odkąd zaczęłam podróżować z rodzicami. Moja siostra zawsze musiała być wszędzie, jak pewnie zaraz się przekonasz. Za trzy.. Dwa... Jeden.. - gdy to powiedziałam, wpadła siostra z napojami i psem. Postawiła przekąski, po czym uśmiechnęłam się do niej. Wiedziała, co to oznacza. Wyszła z psem, po czym mogłam wstać i podejść do okna. On siedział, jakby nie wiedząc co zrobić.
- Moja siostra, zawsze starała się być dobra we wszystkim. Lubiana, a nawet, by ją akceptowali. To jednak wyszło, inaczej niż chciała. Może to jednak ja ją tak widziałam. Może opisuje siebie. Nie wiem, jak to było. Zawsze ciągnęło mnie do kłopotów, choć to bardziej Luna je stwarzała. Choć jednak tam, gdzie ona i ja też byłam. - powiedziałam coś tak popieprzonego, że to szok.
Próbowałam pozbierać myśli..
- Tuż po przeprowadzce, by Luna mogła dokończyć szkole.. Poznała różne osoby, wchodziło w różne towarzystwo. Jako że ja zawsze byłam przy niej. To mogłam jej pilnować i sama wejść w ten świat. Pilnowałam, by ona się w nic nie wpakowała, za to ja weszłam w świat szalonych imprez, narkotyków, pieprzenia się, ryzyka i adrenaliny. Rzucane wyzwania, zawsze wykonywałam. Czy to coś ukraść, czy uciec, czy też kogoś pobić? Nie raz, zdarzyło się, że byłam w areszcie. Choć dzięki temu albo i przez to zostałam zauważona. Różne osoby mnie zaczepiały bądź też chciały, bym weszła w to głębiej. Podobało mi się, tyle narkotyków, tyle zabawy. Pilnowanie siostry, przyjaciółek...
Eva weszła za głęboko, zakochała się w tym, który miał zostać zabity. Którego ja miałam zabić, bo nie płacił. Była przy nim, a tamten chciał zabić mnie, strzelił.. Dziewczyna umierała na moich rękach. Miałam jej krew na rękach, zabiłam go. Jego bliskich, rodzinę. Potem kolejni i kolejni.
Nie dawałam rady, rodzice wyjeżdżali. Mieli pracę, Luna koleżanki, a ja narkotyki. Popadłam w nałóg, zaczęłam robić mieszanki. Mówili, żebym nie robiła tego, jednak nie wyszło im..
Wylądowałam w szpitalu, ledwo co mnie odratowali. Powtórzyło się to kilka razy.. Potem alkohol, depresja, żyletki, pieniądze. Chęć wygrania, chęć adrenaliny i ryzyka. Pragnęłam tego tak bardzo, to było lepsze niż iście do łóżka. Uśmiechałam się do tych suk i sprzedawałam. Stałam się potworem, ale w tym, co robiłam i robię, nie mam, sobie równych. Zaczęli mnie nazywać Krwawa królowa. Spodobało mi się to, więcej krwi, więcej. Pragnęłam jeszcze i jeszcze.
Przestałam być sobą, przestałam czuć, leki pomagały, alkohol, narkotyki oraz uczucie, że zaraz mogę umrzeć. Więc powtórzyłam to, po tym, gdy usłyszałam od przyjaciółki siostry, że jestem jedynie pusta sz-ata. Ja prawie udusiłam i odesłałam do burdelu. Nikt nie zadziałał. Nikt nie wchodził w to. Krew była moim sposobem na wszystko. - powiedziałam, jakbym wpadła w amok. Nie wiem, czy tak było, za dużo prochów, że dużo tego wszystkiego.
- Stoczyłam się na samo dno. Za pierwszym razem się powiesiłam, ale mnie odratowali. Za drugim razem podcięłam sobie żyły, ale też mi pomogli. Potem się głodziłam, miałam problemy zdrowotne. Byłam w dwumiesięcznej śpiączce, jednak gdy mnie chcieli, wybudzić nie obudziłam się, powinnam już dawno umrzeć. - dodałam. On się nie odzywał, a ja mówiłam dalej. Nie wiem, czy w ogóle dobrze to mówię, a może to zbyt głupie. Jednak chce wiedzieć, to niech wie.
- Przez miesiąc byłam dzi-ka, naćpana cały czas. Zarabiałam jak mało kto. Kolejna próba samobójcza. Uciekałam z domu, chowałam się, popadłam w anoreksję. Siostra zaczęła mi pomagać, powoli wszystko od podstaw. Jakbym zapomniała jak to jest mówić, jak to jest jeść, jak to jest żyć. Wyszłam ze wszystkiego. Choć jednak dzięki temu nadawałam się na modelkę i tam rozwinęłam się oraz zaczęłam być nękana. Udawałam, dopóki nie zostałam zgwałcona. Jeden z fotografów to zrobił. Za co go zabiłam, jego żona, która była w ciąży, dostała zdjęcia ofiar swojego męża i wtedy poroniła i popełniła samobójstwo. Ucieszyłam się i współczułam jej. Nie mówiłam tego nikomu. Nie potrafiłam się po tym pozbierać i wróciłam do narkotyków.. Coraz to głębiej w to wchodziłam. Więcej ludzi chciało, być po mojej stronie niż przeciwko. Dawałam im ochronę. Raz mnie ktoś zdradził, wbił mi nóż w plecy i to dosłownie... Chciałam się odpłacić. Było ich więcej. Chcieli zrobić ze mnie swoją dzi-kę.. Nie udało im się, przyszli moi ludzie, dziewczyny, wszyscy ci, którzy mi ufali. Och rodziny były całe, nikt nie mógł podnieść na nich ręki, bo ją by tracili. Stałam się kimś na kształt obrończyni. Jednak dostawałam coś z tego, mimo że nie potrzebowałam tego. Przez pomoc rodzicom, mogłam ich uchronić. Ci, którzy chcieli, im szkodzić pożałowali tego. Żyją, jednak robią wszystko, co ja chce. Mam w garści tak wiele ludzi. Tak wiele żyć, za które odpowiadam. - potwierdziłam. To wszystko było tak chaotyczne. Podsunęłam mu papiery i długopis, które miał podpisać. Chyba nie wiedział jak zareagować albo wiedział. Jednak gdy przyszła Luna, zajęłam się czymś przy segregatorach, by mogła swobodnie wejść. Xav chciał coś powiedzieć, jednak Luna była pierwsza.
- Lashi idź się pakować. Xavier twoja siostra właśnie przyjechała i chciała z tobą pogadać. - powiedziała. Poszłam pierwsza z uśmiechem jakby nigdy nic. Ruszyłam na górę i weszłam do pokoju. Wyjąłem kokainę, po czym zrobiłam to, co zawsze i wróciłam do pakowania. Czułam dreszcze, słyszałam te głosy. Trzymałam to w sobie, a potem mu wyjawiłam. Musiałam jakoś sobie z tym poradzić. Więc zajęłam się słuchaniem muzyki i pakowaniem. Choć gdy skończyłam. Muzyka grała, a ja leżałam w szafie i próbowałam jakoś się uspokoić. Ataki paniki były zdecydowanie złe. Przecież to przeszłość była. Szafa była takim miejscem ucieczki, który lubiłam. Jako małe dziecko robiłam sobie namiot w szafie tak też i teraz zrobiłam. Poduszki laptop, brakowało mi popcornu. Jednak tym musiałam się sama zająć. Włączyłam sobie film i ułożyłam wygodnie. Nie chciałam nigdzie iść. Tutaj mogłam uciec oraz pozbierać się, zamknęłam oczy.
Zasnęłam rozkojarzona i z tym wszystkim, co tylko mogło się znaleźć, wrócić..
Obudziłam się w tym samym miejscu, po chyba godzinie. Pies mnie lizał, pogłaskałam go i ogarnęłam, by zaraz móc zejść na dół i wyjść na taras, by zapalić. Padał deszcz albo można nazwać to burza, tak straszna i głośna, ale jednak piękna. Zapach i chłód, tego było mi trzeba. Nie widziałam Xaviera, Luna, też gdzieś przypadła jak reszta domowników. Nie czułam potrzeby, by ich szukać. Usiadłam na bujawce i patrzyłam na uderzające krople o ziemię, mogłam wsłuchać się w ich dźwięk.
Wtedy ktoś usiadł obok mnie. To była siostra chłopaka, a tuż po chwili pojawiła się Luna. Poszłam za nimi do środka. Xavier złapał mnie i pociągnął do łazienki. By pobyć sam na sam. Patrzyłam na niego i go przytuliłam.
- Sara była wspaniała, szkoda, że jej nie poznałam. Wyjątkowa dziewczyna, zawsze pozostanie w twoim sercu żywa i radosna. Pamiętaj ją taka. - potwierdziłam, jakby moje słowa później, jakby ich nie było. Tak było. Chłopak mnie przysunął do siebie i przytulił. Był spięty.
- Ochronie cię, twoją rodzinę i bliskich. Włos wam z głowy nie spadnie. Obiecuję. - powiedziałam ponownie, wtulając się w niego bardziej.
~~~
Godzina 2:30. Gdy spojrzała na zegarek, myślała, że to sen. Uciekła od niego, od przeszłości. Siedziała, to leżała na łóżku, chciała wstać, by nie przeszkadzać, bądź go nie obudzić. Jednak on także się obudził i przyciągnął mnie do siebie blisko..
- Lashi. - jego głęboki głos. Spojrzałam na niego, czekając, aż powie więcej.
Xavier?
Odetchnęłam, by zaraz zacząć mówić.
- To zaczęło się, odkąd pamiętam. Odkąd zaczęłam podróżować z rodzicami. Moja siostra zawsze musiała być wszędzie, jak pewnie zaraz się przekonasz. Za trzy.. Dwa... Jeden.. - gdy to powiedziałam, wpadła siostra z napojami i psem. Postawiła przekąski, po czym uśmiechnęłam się do niej. Wiedziała, co to oznacza. Wyszła z psem, po czym mogłam wstać i podejść do okna. On siedział, jakby nie wiedząc co zrobić.
- Moja siostra, zawsze starała się być dobra we wszystkim. Lubiana, a nawet, by ją akceptowali. To jednak wyszło, inaczej niż chciała. Może to jednak ja ją tak widziałam. Może opisuje siebie. Nie wiem, jak to było. Zawsze ciągnęło mnie do kłopotów, choć to bardziej Luna je stwarzała. Choć jednak tam, gdzie ona i ja też byłam. - powiedziałam coś tak popieprzonego, że to szok.
Próbowałam pozbierać myśli..
- Tuż po przeprowadzce, by Luna mogła dokończyć szkole.. Poznała różne osoby, wchodziło w różne towarzystwo. Jako że ja zawsze byłam przy niej. To mogłam jej pilnować i sama wejść w ten świat. Pilnowałam, by ona się w nic nie wpakowała, za to ja weszłam w świat szalonych imprez, narkotyków, pieprzenia się, ryzyka i adrenaliny. Rzucane wyzwania, zawsze wykonywałam. Czy to coś ukraść, czy uciec, czy też kogoś pobić? Nie raz, zdarzyło się, że byłam w areszcie. Choć dzięki temu albo i przez to zostałam zauważona. Różne osoby mnie zaczepiały bądź też chciały, bym weszła w to głębiej. Podobało mi się, tyle narkotyków, tyle zabawy. Pilnowanie siostry, przyjaciółek...
Eva weszła za głęboko, zakochała się w tym, który miał zostać zabity. Którego ja miałam zabić, bo nie płacił. Była przy nim, a tamten chciał zabić mnie, strzelił.. Dziewczyna umierała na moich rękach. Miałam jej krew na rękach, zabiłam go. Jego bliskich, rodzinę. Potem kolejni i kolejni.
Nie dawałam rady, rodzice wyjeżdżali. Mieli pracę, Luna koleżanki, a ja narkotyki. Popadłam w nałóg, zaczęłam robić mieszanki. Mówili, żebym nie robiła tego, jednak nie wyszło im..
Wylądowałam w szpitalu, ledwo co mnie odratowali. Powtórzyło się to kilka razy.. Potem alkohol, depresja, żyletki, pieniądze. Chęć wygrania, chęć adrenaliny i ryzyka. Pragnęłam tego tak bardzo, to było lepsze niż iście do łóżka. Uśmiechałam się do tych suk i sprzedawałam. Stałam się potworem, ale w tym, co robiłam i robię, nie mam, sobie równych. Zaczęli mnie nazywać Krwawa królowa. Spodobało mi się to, więcej krwi, więcej. Pragnęłam jeszcze i jeszcze.
Przestałam być sobą, przestałam czuć, leki pomagały, alkohol, narkotyki oraz uczucie, że zaraz mogę umrzeć. Więc powtórzyłam to, po tym, gdy usłyszałam od przyjaciółki siostry, że jestem jedynie pusta sz-ata. Ja prawie udusiłam i odesłałam do burdelu. Nikt nie zadziałał. Nikt nie wchodził w to. Krew była moim sposobem na wszystko. - powiedziałam, jakbym wpadła w amok. Nie wiem, czy tak było, za dużo prochów, że dużo tego wszystkiego.
- Stoczyłam się na samo dno. Za pierwszym razem się powiesiłam, ale mnie odratowali. Za drugim razem podcięłam sobie żyły, ale też mi pomogli. Potem się głodziłam, miałam problemy zdrowotne. Byłam w dwumiesięcznej śpiączce, jednak gdy mnie chcieli, wybudzić nie obudziłam się, powinnam już dawno umrzeć. - dodałam. On się nie odzywał, a ja mówiłam dalej. Nie wiem, czy w ogóle dobrze to mówię, a może to zbyt głupie. Jednak chce wiedzieć, to niech wie.
- Przez miesiąc byłam dzi-ka, naćpana cały czas. Zarabiałam jak mało kto. Kolejna próba samobójcza. Uciekałam z domu, chowałam się, popadłam w anoreksję. Siostra zaczęła mi pomagać, powoli wszystko od podstaw. Jakbym zapomniała jak to jest mówić, jak to jest jeść, jak to jest żyć. Wyszłam ze wszystkiego. Choć jednak dzięki temu nadawałam się na modelkę i tam rozwinęłam się oraz zaczęłam być nękana. Udawałam, dopóki nie zostałam zgwałcona. Jeden z fotografów to zrobił. Za co go zabiłam, jego żona, która była w ciąży, dostała zdjęcia ofiar swojego męża i wtedy poroniła i popełniła samobójstwo. Ucieszyłam się i współczułam jej. Nie mówiłam tego nikomu. Nie potrafiłam się po tym pozbierać i wróciłam do narkotyków.. Coraz to głębiej w to wchodziłam. Więcej ludzi chciało, być po mojej stronie niż przeciwko. Dawałam im ochronę. Raz mnie ktoś zdradził, wbił mi nóż w plecy i to dosłownie... Chciałam się odpłacić. Było ich więcej. Chcieli zrobić ze mnie swoją dzi-kę.. Nie udało im się, przyszli moi ludzie, dziewczyny, wszyscy ci, którzy mi ufali. Och rodziny były całe, nikt nie mógł podnieść na nich ręki, bo ją by tracili. Stałam się kimś na kształt obrończyni. Jednak dostawałam coś z tego, mimo że nie potrzebowałam tego. Przez pomoc rodzicom, mogłam ich uchronić. Ci, którzy chcieli, im szkodzić pożałowali tego. Żyją, jednak robią wszystko, co ja chce. Mam w garści tak wiele ludzi. Tak wiele żyć, za które odpowiadam. - potwierdziłam. To wszystko było tak chaotyczne. Podsunęłam mu papiery i długopis, które miał podpisać. Chyba nie wiedział jak zareagować albo wiedział. Jednak gdy przyszła Luna, zajęłam się czymś przy segregatorach, by mogła swobodnie wejść. Xav chciał coś powiedzieć, jednak Luna była pierwsza.
- Lashi idź się pakować. Xavier twoja siostra właśnie przyjechała i chciała z tobą pogadać. - powiedziała. Poszłam pierwsza z uśmiechem jakby nigdy nic. Ruszyłam na górę i weszłam do pokoju. Wyjąłem kokainę, po czym zrobiłam to, co zawsze i wróciłam do pakowania. Czułam dreszcze, słyszałam te głosy. Trzymałam to w sobie, a potem mu wyjawiłam. Musiałam jakoś sobie z tym poradzić. Więc zajęłam się słuchaniem muzyki i pakowaniem. Choć gdy skończyłam. Muzyka grała, a ja leżałam w szafie i próbowałam jakoś się uspokoić. Ataki paniki były zdecydowanie złe. Przecież to przeszłość była. Szafa była takim miejscem ucieczki, który lubiłam. Jako małe dziecko robiłam sobie namiot w szafie tak też i teraz zrobiłam. Poduszki laptop, brakowało mi popcornu. Jednak tym musiałam się sama zająć. Włączyłam sobie film i ułożyłam wygodnie. Nie chciałam nigdzie iść. Tutaj mogłam uciec oraz pozbierać się, zamknęłam oczy.
Zasnęłam rozkojarzona i z tym wszystkim, co tylko mogło się znaleźć, wrócić..
Obudziłam się w tym samym miejscu, po chyba godzinie. Pies mnie lizał, pogłaskałam go i ogarnęłam, by zaraz móc zejść na dół i wyjść na taras, by zapalić. Padał deszcz albo można nazwać to burza, tak straszna i głośna, ale jednak piękna. Zapach i chłód, tego było mi trzeba. Nie widziałam Xaviera, Luna, też gdzieś przypadła jak reszta domowników. Nie czułam potrzeby, by ich szukać. Usiadłam na bujawce i patrzyłam na uderzające krople o ziemię, mogłam wsłuchać się w ich dźwięk.
Wtedy ktoś usiadł obok mnie. To była siostra chłopaka, a tuż po chwili pojawiła się Luna. Poszłam za nimi do środka. Xavier złapał mnie i pociągnął do łazienki. By pobyć sam na sam. Patrzyłam na niego i go przytuliłam.
- Sara była wspaniała, szkoda, że jej nie poznałam. Wyjątkowa dziewczyna, zawsze pozostanie w twoim sercu żywa i radosna. Pamiętaj ją taka. - potwierdziłam, jakby moje słowa później, jakby ich nie było. Tak było. Chłopak mnie przysunął do siebie i przytulił. Był spięty.
- Ochronie cię, twoją rodzinę i bliskich. Włos wam z głowy nie spadnie. Obiecuję. - powiedziałam ponownie, wtulając się w niego bardziej.
~~~
Godzina 2:30. Gdy spojrzała na zegarek, myślała, że to sen. Uciekła od niego, od przeszłości. Siedziała, to leżała na łóżku, chciała wstać, by nie przeszkadzać, bądź go nie obudzić. Jednak on także się obudził i przyciągnął mnie do siebie blisko..
- Lashi. - jego głęboki głos. Spojrzałam na niego, czekając, aż powie więcej.
Xavier?
poniedziałek, 8 lipca 2019
Od Xaviera cd Lashiti
Zastanawiałem się od czego zacząć, tak aby nic nie pominąć. Stwierdziłem, że najłatwiej będzie od początku.
-Poznaliśmy się w szkole średniej. Na samo dzień dobry dostałem prosto w twarz drzwiami –zaśmiałem się lekko na wspomnienie tej sytuacji. –Jeszcze oczywiście mi się dostało za to, że nie uważam jak chodzę. Oczywiście, nie mogłem pozwolić na to, aby dziewczyna się na mnie darła. Stąd zacząłem ją opieprzać za to, że jak biega jak postrzelona to niech uważa... Oj zdecydowanie się nie polubiliśmy. Pierwszy rok minął nam na kłótniach, dogryzaniach sobie i wzajemnym... ośmieszaniu to chyba najlepsze określenie. Ale oboje dobrze się bawiliśmy, więc chyba można by było nazwać to nawet podchodami z naszej strony. Była niesamowicie uparta, a w dodatku zawsze walczyła do końca swoje racje. Jej pewność siebie mogła aż peszyć... Aż do drugiego roku i śmierci jej mamy. Dopiero wtedy okazało się, jak bardzo kruchą istotą jest, gdy coś dotyka jej rodziny. Zbliżyliśmy się do siebie i nim się obejrzałem byliśmy parą. Świata poza nią nie widziałem...
Przerwałem na chwilę by spojrzeć na dziewczynę siedzącą na moich kolanach. Trochę dziwnie czułem się opowiadając jej o tym. Nie chciałem, by poczuła się źle po tym moim zachwalaniu Sary. Jednocześnie chciałem dokładnie wytłumaczyć, dlaczego była dla mnie tak ważna. Spojrzałem w jej oczy. Malowało się w nich współczucie, jakby domyślała się końca tej historii. Zaczęła głaskać mnie po karku i dając nieme przyzwolenie na mówienie dalej. Wziąłem głębszy wdech i mówiłem dalej.
-Imponowała mi tym, że potrafiła znaleźć dobro w dosłownie każdym. Godzinami mogłem jedynie słuchać jak opowiada o swoich nie za mądrych koleżankach. Tylko słuchać, nic więcej. No i niejednokrotnie tak bywało. Na pamięć znałem każdy jej mikro ruch. Była gotowa poświęcić wszystko dla swojej rodziny. Z nią nie istniały rzeczy nie do zrobienia. W ciągu pięciu minut potrafiliśmy podjąć decyzję o wyjeździe następnego dnia na drugi koniec świata... Miała jednak jedną poważną wadę... Nie miała pojęcia, o moim świecie. Już wtedy zaczynałem działać, ale wtedy nie miałem aż takiej pozycji... No aż w końcu się wydało. Była bystra, więc szybko połączyła fakty podsłuchanej rozmowy i dowiedziała się, że nie do końca jestem taki grzecznym chłopcem jak myślała. Tak bardzo bałem się tego momentu, zakładając najgorsze scenariusze... Oczami wyobraźni widziałem jak się wścieka, zostawia mnie z tekstem, że jestem najgorszą szują jaką spotkała. Ale ona jedynie usiadła po wysłuchaniu mnie spojrzała i przyglądając się mi uraczyła mnie tekstem ,,Zawsze wiedziałam, że jesteś stuknięty". Jak zwykle na temat... Wolała trzymać się od tego z daleka, ale wspierała mnie. Miała nadzieję, że to ją ocali, a jednocześnie nie zagrozi jej rodzinie. Niestety podpadłem paru osobom, wchodząc i zagrażając ich interesom. Podpadłem donowi mafii na Brooklynie, bo postrzeliłem jego syna. No i się stało...
Lashi wyczuła moje spięcie i już wiedziała, że zbliża się ten najgorszy dla mnie moment. Oblizałem wargi zbierając się w sobie. Pierwszy raz od jej śmierci mówiłem o niej, a teraz pierwszy raz miałem powiedzieć jak zginęła. Przekręciła się tak, aby oprzeć głowę o moją klatkę piersiową. Westchnąłem i zacząłem opowiadać, od czasu do czasu się zacinając.
-Wróciłem do domu, po skończonej pracy w klubie. Od progu wiedziałem, że coś jest nie tak. Drzwi nie były zamknięte na zamek, a bardzo tego pilnowaliśmy. A kiedy na korytarzu zobaczyłem postrzelonego Bosmana, ukochanego psa Sary, wszystko było jasne... Siedzieli w salonie zadowoleni z siebie... Była i ona... Zakneblowali ją i przyciskali pistolet prosto do jej pleców... Oczywiście zagwarantowali, że ją puszczą o ile grzecznie pójdę z nimi i oddam zwędzone fanty. Liczyło się dla mnie tylko jej bezpieczeństwo, więc... Przystałem na to, ale ona się zwędzone tym nie dokońca zgodziła. Rzuciła się na faceta, który mnie trzymał... I dostała... Spierdolili stamtąd, podczas gdy cały mój świat właśnie wykrwawiał się w moich ramionach... Mówią o mnie zimny drań. Dzień jej śmierci, był jednocześnie dniem narodzin tego Xaviera... Umarłem razem z nią.
Poczułem jak jedna łza spływa po moim policzku. Lashiti położyła rękę na moim policzku i starła ją kciukiem. Przyciągnęła mnie do siebie. Byłem jej wdzięczny za to, że nie naciskała na mnie dając mi tyle czasu, ile potrzebowałem. A przede wszystkim nie oceniała. Mimo że zapewne było to dość chaotycznie opowiedziane, tak jakby trochę mi ulżyło, że powiedziałem jej o tym wszystkim.
-A co z tamtymi gościami? -zapytała przejeżdżając dłonią po moich włosach.
-Od dawna wąchaja kwiatki od spodu. Takim sposobem również załatwiłem sobie swoją pozycję. Ale teraz koteczku, powiedz mi jakim cudem wpakowałaś się w to gówno.
Lashiti?
-Poznaliśmy się w szkole średniej. Na samo dzień dobry dostałem prosto w twarz drzwiami –zaśmiałem się lekko na wspomnienie tej sytuacji. –Jeszcze oczywiście mi się dostało za to, że nie uważam jak chodzę. Oczywiście, nie mogłem pozwolić na to, aby dziewczyna się na mnie darła. Stąd zacząłem ją opieprzać za to, że jak biega jak postrzelona to niech uważa... Oj zdecydowanie się nie polubiliśmy. Pierwszy rok minął nam na kłótniach, dogryzaniach sobie i wzajemnym... ośmieszaniu to chyba najlepsze określenie. Ale oboje dobrze się bawiliśmy, więc chyba można by było nazwać to nawet podchodami z naszej strony. Była niesamowicie uparta, a w dodatku zawsze walczyła do końca swoje racje. Jej pewność siebie mogła aż peszyć... Aż do drugiego roku i śmierci jej mamy. Dopiero wtedy okazało się, jak bardzo kruchą istotą jest, gdy coś dotyka jej rodziny. Zbliżyliśmy się do siebie i nim się obejrzałem byliśmy parą. Świata poza nią nie widziałem...
Przerwałem na chwilę by spojrzeć na dziewczynę siedzącą na moich kolanach. Trochę dziwnie czułem się opowiadając jej o tym. Nie chciałem, by poczuła się źle po tym moim zachwalaniu Sary. Jednocześnie chciałem dokładnie wytłumaczyć, dlaczego była dla mnie tak ważna. Spojrzałem w jej oczy. Malowało się w nich współczucie, jakby domyślała się końca tej historii. Zaczęła głaskać mnie po karku i dając nieme przyzwolenie na mówienie dalej. Wziąłem głębszy wdech i mówiłem dalej.
-Imponowała mi tym, że potrafiła znaleźć dobro w dosłownie każdym. Godzinami mogłem jedynie słuchać jak opowiada o swoich nie za mądrych koleżankach. Tylko słuchać, nic więcej. No i niejednokrotnie tak bywało. Na pamięć znałem każdy jej mikro ruch. Była gotowa poświęcić wszystko dla swojej rodziny. Z nią nie istniały rzeczy nie do zrobienia. W ciągu pięciu minut potrafiliśmy podjąć decyzję o wyjeździe następnego dnia na drugi koniec świata... Miała jednak jedną poważną wadę... Nie miała pojęcia, o moim świecie. Już wtedy zaczynałem działać, ale wtedy nie miałem aż takiej pozycji... No aż w końcu się wydało. Była bystra, więc szybko połączyła fakty podsłuchanej rozmowy i dowiedziała się, że nie do końca jestem taki grzecznym chłopcem jak myślała. Tak bardzo bałem się tego momentu, zakładając najgorsze scenariusze... Oczami wyobraźni widziałem jak się wścieka, zostawia mnie z tekstem, że jestem najgorszą szują jaką spotkała. Ale ona jedynie usiadła po wysłuchaniu mnie spojrzała i przyglądając się mi uraczyła mnie tekstem ,,Zawsze wiedziałam, że jesteś stuknięty". Jak zwykle na temat... Wolała trzymać się od tego z daleka, ale wspierała mnie. Miała nadzieję, że to ją ocali, a jednocześnie nie zagrozi jej rodzinie. Niestety podpadłem paru osobom, wchodząc i zagrażając ich interesom. Podpadłem donowi mafii na Brooklynie, bo postrzeliłem jego syna. No i się stało...
Lashi wyczuła moje spięcie i już wiedziała, że zbliża się ten najgorszy dla mnie moment. Oblizałem wargi zbierając się w sobie. Pierwszy raz od jej śmierci mówiłem o niej, a teraz pierwszy raz miałem powiedzieć jak zginęła. Przekręciła się tak, aby oprzeć głowę o moją klatkę piersiową. Westchnąłem i zacząłem opowiadać, od czasu do czasu się zacinając.
-Wróciłem do domu, po skończonej pracy w klubie. Od progu wiedziałem, że coś jest nie tak. Drzwi nie były zamknięte na zamek, a bardzo tego pilnowaliśmy. A kiedy na korytarzu zobaczyłem postrzelonego Bosmana, ukochanego psa Sary, wszystko było jasne... Siedzieli w salonie zadowoleni z siebie... Była i ona... Zakneblowali ją i przyciskali pistolet prosto do jej pleców... Oczywiście zagwarantowali, że ją puszczą o ile grzecznie pójdę z nimi i oddam zwędzone fanty. Liczyło się dla mnie tylko jej bezpieczeństwo, więc... Przystałem na to, ale ona się zwędzone tym nie dokońca zgodziła. Rzuciła się na faceta, który mnie trzymał... I dostała... Spierdolili stamtąd, podczas gdy cały mój świat właśnie wykrwawiał się w moich ramionach... Mówią o mnie zimny drań. Dzień jej śmierci, był jednocześnie dniem narodzin tego Xaviera... Umarłem razem z nią.
Poczułem jak jedna łza spływa po moim policzku. Lashiti położyła rękę na moim policzku i starła ją kciukiem. Przyciągnęła mnie do siebie. Byłem jej wdzięczny za to, że nie naciskała na mnie dając mi tyle czasu, ile potrzebowałem. A przede wszystkim nie oceniała. Mimo że zapewne było to dość chaotycznie opowiedziane, tak jakby trochę mi ulżyło, że powiedziałem jej o tym wszystkim.
-A co z tamtymi gościami? -zapytała przejeżdżając dłonią po moich włosach.
-Od dawna wąchaja kwiatki od spodu. Takim sposobem również załatwiłem sobie swoją pozycję. Ale teraz koteczku, powiedz mi jakim cudem wpakowałaś się w to gówno.
Lashiti?
Od Scotta cd Hailey
Pogładziłem ją po ramieniu i pocałowałem w czubek głowy. Cały
mój obecny świat w moich ramionach. Leżałem gapiąc się jeszcze przez jakiś czas
w sufit nie mogąc zasnąć. Starałem się nie kręcić, aby nie budzić Hai. W końcu
udało mi się zasnąć przyciągając ją bliżej siebie. Rano obudziłem się przed
nią. Chociaż raz, gdy tu nocujemy. Spojrzałem na zegarek stający na nocnej
szafce, który wskazywał za piętnaście ósmą. Westchnąłem lekko i spojrzałem na
Hailey śpiącą na mojej klatce piersiowej. Odgarnąłem pasmo jej włosów leżących
na jej policzku. Po ósmej stwierdziłem, że trzeba obudzić dziewczynę, gdyż czekała
nas jeszcze długa podróż (aut. Ta, tylko prawie dwa dni samochodem). Zacząłem
gładzić jej ramię.
-Kochanie ja zdaję sobie sprawę, że dobrze ci się śpi, ale
jeśli chcesz w miarę szybko dojechać do twoich rodziców, to trzeba wstawać –powiedziałem
całując ją w czoło.
Mruknęła coś nie zrozumiałego, okrywając się jeszcze bardziej
kołdrą. Zaśmiałem się na ten widok.
-Dobra ty sobie też, ale twój grzejnik wstaje –zacząłem wstawać,
ale ona zareagowała szybko obejmując mnie w pasie i nie dając się podnieś.
Podniosła głowę patrząc na mnie spod przymrużonych oczu.
-Ale ty marudny jesteś –powiedziała wywracając oczami i
przetarła twarz.-Która godzina?
-Parę minut po ósmej. Wstawaj powoli, a twój nienormalny
facet idzie się trochę ogarnąć –powiedziałem całując ją.
Szybko ogarnąłem się, po czym wróciłem do sypialni, gdzie
zabrałem się za spakowanie reszty rzeczy. Ubrani i gotowi do wyjazdu zeszliśmy na
dół na śniadanie. Marry już była na nogach bawiąc się w najlepsze, jednocześnie
przeszkadzając babci krzątającej się po kuchni. Zjedliśmy szybkie śniadanie po
czym zebraliśmy wszystkie nasze rzeczy, aby zapakować je do samochodu.
Pożegnaliśmy się z domownikami i ruszyliśmy w trasę.
Hailey?
Od Hailey cd Scotta
Zatrzymałam się i obróciłam w stronę Scotta.
-I tak nie odkupisz sobie teraz winy za tę fajkę – prychnęłam, patrząc na niego z uniesioną brwią.
-Ale naprawdę tak myślę – odparł, robiąc kolejny krok w moją stronę.
-Ależ ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę – uśmiechnęłam się zadziornie, po czym pogłaskawszy go po policzku ruszyłam w stronę ciepłego domu.
Rodzinne posiedzenie trwało w najlepsze jeszcze przez kolejne godziny. W końcu stwierdziłam, że jestem zmęczona i pożegnawszy się z nieśpiącymi jeszcze domownikami, zabrałam swoją część prezentów i udałam się do sypialni. Scott siedział jeszcze, dyskutując nad czymś ze swoim tatą. Położyłam wszystkie paczki na stojącej pod ścianą komodzie i udałam się do łazienki z piżamą. Zmyłam makijaż i po wzięciu szybkiego prysznica wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i zawinęłam w kołdrę po sam czubek nosa.
Nie miałam pojęcia ile czasu zdążyło minąć, ale ze snu wyrwał mnie ciężar chłopaka, który właśnie rzucił się na łóżko z taką siłą, że aż odbiłam się w powietrze.
-Czy ty jesteś normalny? - mruknęłam.
-W pełni – odparł z rozbawieniem.
-Kłóciłabym się – westchnęłam, obracając się w jego stronę.
Scott zabrał mi nieco kołdry, a niestety na górnym piętrze nie było tak ciepło jak na dole. Przysunęłam się więc bliżej niego i przytuliłam się. Choć początkowo odwrócony był do mnie tyłem, w formie ‘grzejnika’ miałam do dyspozycji jedynie jego plecy, to po kilku minutach odwrócił się przodem i przytulił mnie do swojej klatki piersiowej, co nie ukrywam, że pasowało mi bardziej.
Scott?
-I tak nie odkupisz sobie teraz winy za tę fajkę – prychnęłam, patrząc na niego z uniesioną brwią.
-Ale naprawdę tak myślę – odparł, robiąc kolejny krok w moją stronę.
-Ależ ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę – uśmiechnęłam się zadziornie, po czym pogłaskawszy go po policzku ruszyłam w stronę ciepłego domu.
Rodzinne posiedzenie trwało w najlepsze jeszcze przez kolejne godziny. W końcu stwierdziłam, że jestem zmęczona i pożegnawszy się z nieśpiącymi jeszcze domownikami, zabrałam swoją część prezentów i udałam się do sypialni. Scott siedział jeszcze, dyskutując nad czymś ze swoim tatą. Położyłam wszystkie paczki na stojącej pod ścianą komodzie i udałam się do łazienki z piżamą. Zmyłam makijaż i po wzięciu szybkiego prysznica wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i zawinęłam w kołdrę po sam czubek nosa.
Nie miałam pojęcia ile czasu zdążyło minąć, ale ze snu wyrwał mnie ciężar chłopaka, który właśnie rzucił się na łóżko z taką siłą, że aż odbiłam się w powietrze.
-Czy ty jesteś normalny? - mruknęłam.
-W pełni – odparł z rozbawieniem.
-Kłóciłabym się – westchnęłam, obracając się w jego stronę.
Scott zabrał mi nieco kołdry, a niestety na górnym piętrze nie było tak ciepło jak na dole. Przysunęłam się więc bliżej niego i przytuliłam się. Choć początkowo odwrócony był do mnie tyłem, w formie ‘grzejnika’ miałam do dyspozycji jedynie jego plecy, to po kilku minutach odwrócił się przodem i przytulił mnie do swojej klatki piersiowej, co nie ukrywam, że pasowało mi bardziej.
Scott?
Od Lashiti cd Xaviera
Po śniadaniu poszłam na górę do pokoju, by wyjąć większą walizkę i tam umieścić jakieś ubrania. Brałam jedynie takie, zwyczajne, może jakieś seksowne i prowokacje też mogły się tam znaleźć. Nawet Luna z Jokerem przyszła, by po towarzyszyć i pogadać, bądź też pomoc. Joker leżał sobie jedynie i patrzył, co robię. Aż chce się go pogłaskać. Piękny piesek, tak samo, jak jego urodziwy właściciel.
Nie spakowałam za wiele, a Luna skierowała się po kilku minutach z psem do swojego pokoju, albo ma taras. Gdzieś w tę dwa miejsca. Nie zrozumiałam do końca, gdy część ubrań już miałam, spakowane poczułam wibracje w telefonie. Zaprzestałam swoich czynności i spojrzałam na sms. Nie było w nim wiele, jednak było ich kilka. Jeden od mamy, przyślą prezenty, ale przez prawie miesiąc nie będzie z nimi kontaktu. Ta jak zwykle, prawie z nimi nie ma. Jakby nie mogli zabrać Luny w tą ekscytująca podróż. Teraz będzie gnić w domu, ale przynajmniej ma Jokera do towarzystwa i chyba oboje się polubili na tyle, że teraz będą najlepszymi przyjaciółmi. Uśmiechnęłam się, schodząc, schodami na dół, by wejść do gabinetu i przeszukać papiery. Przez jakiś czas mnie nie będzie, więc lepiej zrobić wszystko teraz, by potem nie musieć robić nic. Powinnam do tego przysiąść i pouzupełniać wszystko, by niczego nie zostawić. Mam jeszcze trochę tego. Puste kartki, brak podpisu bądź przeczytania ich. Są też dokumenty, by Xavier je podpisał. Właśnie, jeśli o nim mowa, to gdzie się podział. Z tego, co słyszałam od Luny, wyszedł zapalić i Tori do niego dołączyła. Usłyszała też imię Sara. Ciekawe kim ona jest. Chyba kimś ważnym, skoro jak on spal, bądź coś robił, usłyszałam jej imię. Będzie trzeba o nią spytać.
Poczułam, jak ktoś się przytula do moich pleców. Ten zapach mógł należeć tylko do niego. Objął mnie swoimi ramionami.
- Jutro o jedenastej mamy samolot -powiedział, odganiając moje włosy i całując w szyję. - Wszystko załatwione. - dodał między pocałunki.
- Ktoś jeszcze z nami leci? - spytałam. On zbliżył się i ułożył głowę na moim ramieniu.
- Shay moja siostra. Powinna przyjechać za pół godziny. Z tego miejsca będzie nam lepiej pojechać na lotnisko. - powiedział. Uśmiechnęłam się, bo z chęcią poznam jego siostrę. Nie miałam też nic przeciwko temu, także przynajmniej coś się będzie działo zamiast ciszy i wiecznego spokoju. Trochę to już nudne i męczące. Jeszcze jak służba przynosi jedzenie, czy inne drobiazgi to nawet z pokoju się nie chce wychodzić bądź z gabinetu.
Teraz jest moment, by zapytać o nią.
- Kim jest Sara? - spytałam ponownie. Spiął się natychmiastowo. Puścił mnie i unikał spojrzenia, dziwne zachowanie. Posadziłam go na fotelu, by nie zwiał. Naprzeciwko biurka, jednak nie na tym, co ja siedzę. Po czym oparłam się o biurko i patrzyłam na niego. Xav miał jednak inne plany i przyciągnął mnie, bym usiadła na jego kolanach. Tak też zrobiłam i powoli go głaskałam, by się uspokoił. Chcę wiedzieć więcej o nim. Jednak wciąż wiem tak mało. Nie mówi, mi czasem o niektórych sprawach. Sama muszę się o nie prosić. Może, gdy się go upije, zacznie mówić, hmm może to dobry pomysł...
Jednak to na później teraz trzeba się skupić na innych sprawach.
Dokumenty możemy, podpisywać jak wszystko mi opowie, po tym może poczuje się lepiej. Nie może się dręczyć, to nie jego wina, jeśli w ogóle Sara umarła. Nie chciała, by on się o to obwiniał.
Spojrzałam na niego, oczekując na odpowiedź. Gdy w końcu na mnie spojrzał, jego oczy wyrażały smutek, żal i utratę. Zdecydował się powiedzieć wszystko od początku.
Xavier?
Nie spakowałam za wiele, a Luna skierowała się po kilku minutach z psem do swojego pokoju, albo ma taras. Gdzieś w tę dwa miejsca. Nie zrozumiałam do końca, gdy część ubrań już miałam, spakowane poczułam wibracje w telefonie. Zaprzestałam swoich czynności i spojrzałam na sms. Nie było w nim wiele, jednak było ich kilka. Jeden od mamy, przyślą prezenty, ale przez prawie miesiąc nie będzie z nimi kontaktu. Ta jak zwykle, prawie z nimi nie ma. Jakby nie mogli zabrać Luny w tą ekscytująca podróż. Teraz będzie gnić w domu, ale przynajmniej ma Jokera do towarzystwa i chyba oboje się polubili na tyle, że teraz będą najlepszymi przyjaciółmi. Uśmiechnęłam się, schodząc, schodami na dół, by wejść do gabinetu i przeszukać papiery. Przez jakiś czas mnie nie będzie, więc lepiej zrobić wszystko teraz, by potem nie musieć robić nic. Powinnam do tego przysiąść i pouzupełniać wszystko, by niczego nie zostawić. Mam jeszcze trochę tego. Puste kartki, brak podpisu bądź przeczytania ich. Są też dokumenty, by Xavier je podpisał. Właśnie, jeśli o nim mowa, to gdzie się podział. Z tego, co słyszałam od Luny, wyszedł zapalić i Tori do niego dołączyła. Usłyszała też imię Sara. Ciekawe kim ona jest. Chyba kimś ważnym, skoro jak on spal, bądź coś robił, usłyszałam jej imię. Będzie trzeba o nią spytać.
Poczułam, jak ktoś się przytula do moich pleców. Ten zapach mógł należeć tylko do niego. Objął mnie swoimi ramionami.
- Jutro o jedenastej mamy samolot -powiedział, odganiając moje włosy i całując w szyję. - Wszystko załatwione. - dodał między pocałunki.
- Ktoś jeszcze z nami leci? - spytałam. On zbliżył się i ułożył głowę na moim ramieniu.
- Shay moja siostra. Powinna przyjechać za pół godziny. Z tego miejsca będzie nam lepiej pojechać na lotnisko. - powiedział. Uśmiechnęłam się, bo z chęcią poznam jego siostrę. Nie miałam też nic przeciwko temu, także przynajmniej coś się będzie działo zamiast ciszy i wiecznego spokoju. Trochę to już nudne i męczące. Jeszcze jak służba przynosi jedzenie, czy inne drobiazgi to nawet z pokoju się nie chce wychodzić bądź z gabinetu.
Teraz jest moment, by zapytać o nią.
- Kim jest Sara? - spytałam ponownie. Spiął się natychmiastowo. Puścił mnie i unikał spojrzenia, dziwne zachowanie. Posadziłam go na fotelu, by nie zwiał. Naprzeciwko biurka, jednak nie na tym, co ja siedzę. Po czym oparłam się o biurko i patrzyłam na niego. Xav miał jednak inne plany i przyciągnął mnie, bym usiadła na jego kolanach. Tak też zrobiłam i powoli go głaskałam, by się uspokoił. Chcę wiedzieć więcej o nim. Jednak wciąż wiem tak mało. Nie mówi, mi czasem o niektórych sprawach. Sama muszę się o nie prosić. Może, gdy się go upije, zacznie mówić, hmm może to dobry pomysł...
Jednak to na później teraz trzeba się skupić na innych sprawach.
Dokumenty możemy, podpisywać jak wszystko mi opowie, po tym może poczuje się lepiej. Nie może się dręczyć, to nie jego wina, jeśli w ogóle Sara umarła. Nie chciała, by on się o to obwiniał.
Spojrzałam na niego, oczekując na odpowiedź. Gdy w końcu na mnie spojrzał, jego oczy wyrażały smutek, żal i utratę. Zdecydował się powiedzieć wszystko od początku.
Xavier?
Subskrybuj:
Posty (Atom)