poniedziałek, 8 lipca 2019

Od Hailey cd Scotta

Zatrzymałam się i obróciłam w stronę Scotta.
-I tak nie odkupisz sobie teraz winy za tę fajkę – prychnęłam, patrząc na niego z uniesioną brwią.
-Ale naprawdę tak myślę – odparł, robiąc kolejny krok w moją stronę.
-Ależ ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę – uśmiechnęłam się zadziornie, po czym pogłaskawszy go po policzku ruszyłam w stronę ciepłego domu.
Rodzinne posiedzenie trwało w najlepsze jeszcze przez kolejne godziny. W końcu stwierdziłam, że jestem zmęczona i pożegnawszy się z nieśpiącymi jeszcze domownikami, zabrałam swoją część prezentów i udałam się do sypialni. Scott siedział jeszcze, dyskutując nad czymś ze swoim tatą. Położyłam wszystkie paczki na stojącej pod ścianą komodzie i udałam się do łazienki z piżamą. Zmyłam makijaż i po wzięciu szybkiego prysznica wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i zawinęłam w kołdrę po sam czubek nosa.
Nie miałam pojęcia ile czasu zdążyło minąć, ale ze snu wyrwał mnie ciężar chłopaka, który właśnie rzucił się na łóżko z taką siłą, że aż odbiłam się w powietrze.
-Czy ty jesteś normalny? - mruknęłam.
-W pełni – odparł z rozbawieniem.
-Kłóciłabym się – westchnęłam, obracając się w jego stronę.
Scott zabrał mi nieco kołdry, a niestety na górnym piętrze nie było tak ciepło jak na dole. Przysunęłam się więc bliżej niego i przytuliłam się. Choć początkowo odwrócony był do mnie tyłem, w formie ‘grzejnika’ miałam do dyspozycji jedynie jego plecy, to po kilku minutach odwrócił się przodem i przytulił mnie do swojej klatki piersiowej, co nie ukrywam, że pasowało mi bardziej.

Scott?

Od Lashiti cd Xaviera

Po śniadaniu poszłam na górę do pokoju, by wyjąć większą walizkę i tam umieścić jakieś ubrania. Brałam jedynie takie, zwyczajne, może jakieś seksowne i prowokacje też mogły się tam znaleźć. Nawet Luna z Jokerem przyszła, by po towarzyszyć i pogadać, bądź też pomoc. Joker leżał sobie jedynie i patrzył, co robię. Aż chce się go pogłaskać. Piękny piesek, tak samo, jak jego urodziwy właściciel.
Nie spakowałam za wiele, a Luna skierowała się po kilku minutach z psem do swojego pokoju, albo ma taras. Gdzieś w tę dwa miejsca. Nie zrozumiałam do końca, gdy część ubrań już miałam, spakowane poczułam wibracje w telefonie. Zaprzestałam swoich czynności i spojrzałam na sms. Nie było w nim wiele, jednak było ich kilka. Jeden od mamy, przyślą prezenty, ale przez prawie miesiąc nie będzie z nimi kontaktu. Ta jak zwykle, prawie z nimi nie ma. Jakby nie mogli zabrać Luny w tą ekscytująca podróż. Teraz będzie gnić w domu, ale przynajmniej ma Jokera do towarzystwa i chyba oboje się polubili na tyle, że teraz będą najlepszymi przyjaciółmi. Uśmiechnęłam się, schodząc, schodami na dół, by wejść do gabinetu i przeszukać papiery. Przez jakiś czas mnie nie będzie, więc lepiej zrobić wszystko teraz, by potem nie musieć robić nic. Powinnam do tego przysiąść i pouzupełniać wszystko, by niczego nie zostawić. Mam jeszcze trochę tego. Puste kartki, brak podpisu bądź przeczytania ich. Są też dokumenty, by Xavier je podpisał. Właśnie, jeśli o nim mowa, to gdzie się podział. Z tego, co słyszałam od Luny, wyszedł zapalić i Tori do niego dołączyła. Usłyszała też imię Sara. Ciekawe kim ona jest. Chyba kimś ważnym, skoro jak on spal, bądź coś robił, usłyszałam jej imię. Będzie trzeba o nią spytać.
Poczułam, jak ktoś się przytula do moich pleców. Ten zapach mógł należeć tylko do niego. Objął mnie swoimi ramionami.
- Jutro o jedenastej mamy samolot -powiedział, odganiając moje włosy i całując w szyję. - Wszystko załatwione. - dodał między pocałunki.
- Ktoś jeszcze z nami leci? - spytałam. On zbliżył się i ułożył głowę na moim ramieniu.
- Shay moja siostra. Powinna przyjechać za pół godziny. Z tego miejsca będzie nam lepiej pojechać na lotnisko. - powiedział. Uśmiechnęłam się, bo z chęcią poznam jego siostrę. Nie miałam też nic przeciwko temu, także przynajmniej coś się będzie działo zamiast ciszy i wiecznego spokoju. Trochę to już nudne i męczące. Jeszcze jak służba przynosi jedzenie, czy inne drobiazgi to nawet z pokoju się nie chce wychodzić bądź z gabinetu.
Teraz jest moment, by zapytać o nią.
- Kim jest Sara? - spytałam ponownie. Spiął się natychmiastowo. Puścił mnie i unikał spojrzenia, dziwne zachowanie. Posadziłam go na fotelu, by nie zwiał. Naprzeciwko biurka, jednak nie na tym, co ja siedzę. Po czym oparłam się o biurko i patrzyłam na niego. Xav miał jednak inne plany i przyciągnął mnie, bym usiadła na jego kolanach. Tak też zrobiłam i powoli go głaskałam, by się uspokoił. Chcę wiedzieć więcej o nim. Jednak wciąż wiem tak mało. Nie mówi, mi czasem o niektórych sprawach. Sama muszę się o nie prosić. Może, gdy się go upije, zacznie mówić, hmm może to dobry pomysł...
Jednak to na później teraz trzeba się skupić na innych sprawach.
Dokumenty możemy, podpisywać jak wszystko mi opowie, po tym może poczuje się lepiej. Nie może się dręczyć, to nie jego wina, jeśli w ogóle Sara umarła. Nie chciała, by on się o to obwiniał.
Spojrzałam na niego, oczekując na odpowiedź. Gdy w końcu na mnie spojrzał, jego oczy wyrażały smutek, żal i utratę. Zdecydował się powiedzieć wszystko od początku.

Xavier?

Od Xaviera cd Lashiti

Uśmiechnąłem się na jej słowa i przyciągnąłem ją bliżej siebie. Położyłem rękę na jej kręgosłup, a drugą położyłem na jej policzku. Spojrzałem jej prosto w oczy po czym złączyłem nasze usta. Całowałem ją jak nigdy wcześniej. Delikatnie, spokojnie i z czułością, bez żadnych ukrytych przesłanek mimo że właśnke staliśmy przed sobą kompletnie nadzy. Dziewczyna również oddawała pocałunki przenosząc ręce z mojego torsu na kark. Tym gestem chciałem jej przekazać wszystko co do niej czuję, a nie do końca wiedziałem jak to nazwać. Dawny Xavier zapewne miałby z dwieście określeń na to, ale teraz... Chciałem by była blisko mnie, tak abym miał na nią oko. Początkowo nasza znajomość nie wskazywała na nic innego niż seks. Na ten moment to mi nie wystarczało. Zdecydowanie chciałem więcej. W końcu odsunąłem się trochę od Lashi, ale przytknąłem czoło do jej.
-To chyba mamy problem, bo ja w tobie też -powiedziałem zataczając kółka na jej policzku. -A przynajmniej tak by to określił ten drugi Xav.
Lashiti uśmiechnęła się promienie,  jednocześnie wyglądało, jakby jej obawy odeszły w kąt. Wpiła się w moje usta, przejeżdżając jedną ręką po moich mokrych włosach. Woda spływająca po naszych ciałach i uderzającą o brodzik kompletnie nam nie przeszkadzała. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej natarczywe. Zacząłem zjeżdżać moja ręką z jej kręgosłupa na jej seksowny tyłek. Chwyciłem za jej lewy pośladek i ścisnąłem mocniej. Jęknęła przeciągle prosto w moje usta, szarpiąc jedną ręką za włosy. Drugą ręką zaczęła drażnić paznokciami mój kark. Mruknąłem zadowolony i przeniosłem drugą rękę również na jej pośladek. Oparłem ją o jedną ze ścian, a ona przygryzła moją wargę. Przeszedłem pocałunkami na jej szyję przy okazji przygryzając jej skórę i robiąc jej ogromną malinkę.
-Teraz wszyscy będą wiedzieli, że jesteś moja -powiedziałem przygryzając jej płatek ucha i wywołując dreszcze. Doskonale wiedziałem jak działa na nią mój ton głosu.
Jęknęła coś nie zrozumiale. Zacząłem schodzić coraz niżej do jej jędrnych piersi. Przygryzłem jej sutek, a ona aż sapnęła. Postanowiłam nie pozostawać mi dłużną i chwyciła w dłoń mojego coraz bardziej pobudzonego penisa. Zaczęła go stymulować, a po paru minutach prezentował się w całej krasie. Ja w tym czasie przygryzłem, lizałem i ssałem jej piersi. W końcu wypięła się, opierając przednimi rękami o ścianę, a ja wszedłem w nią od tyłu. Byliśmy tak napaleni, że dość szybko oboje uzyskaliśmy spełnienie. Później umyliśmy się wzajemnie.
Po skończonym prysznicu Lashi poszła się ubrać, a ja stwierdziłem, że wypadało by się trochę ogolić. Szybko pozbyłem się dwudniowego zarostu i wyszedłem z łazienki, aby przeszukać torbę z ciuchami. Wciągnąłem na siebie czarne spodnie i koszulę w której zwinąłem rękaw do połowy ramienia. Przejrzałem jeszcze szybko wiadomości na telefonie,  po czym udałem się na dół. Już na schodach można było wyczuć zapach jedzenia i usłyszeć żeńskie śmiechy. Wszedłem do kuchni i usiadłem obok Lashi, wcześniej całując ją w świeżo powstałą malinkę. Zająłem się jedzeniem, od czasu do czasu zerkając kątem oka na siedzącą obok mnie dziewczynę.
Po skończonym posiłku wyszedłem przed dom zapalić papierosa. Stałem grzebiąc w telefonie i sprawdzając czy aby na pewno wszystko jest ustalone odnośnie jutrzejszego wyjazdu.
-Długo masz zamiar to ciągnąć -rozległ się tak dobrze mi znany głos blondynki.
-Nie wiem o czym ty mówisz -odparłem znudzonym głosem.
-Pytam się ile masz zamiar zwodzić tę dziewczynę. Kiedy masz zamiar powiedzieć jej, że jest tylko kolejną zabawką.
Podniosłem głowę i spojrzałem na nią ostro.
-Od razu zakładasz, że jest tylko kolejną zabawką. A co jeśli tym razem...
Dziewczyna parsknęła śmiechem zakładając ręce na piersi.
-Jest inaczej? Nie rozśmieszaj mnie. Od pięciu lat patrzę jak się staczasz coraz bardziej i jak stajesz się coraz większym skurwysynem. Nie jesteś zdolny do niczego, poza egoizmem. Nawet jeśli tobie się wydaje inaczej! Skończ to zanim skończy jak ja -powiedziała z żalem. -Jako koleżanka na samotną noc... Bo ja doskonale wiem, dlaczego z nią jesteś. Jedyne na czym Ci zależy i co ewentualnie jest w stanie cię zatrzymać, to pieprzenie! A potem radź sobie dziewczyno sama. Jestem ciekawa czy Sara też już wiedziała, że służy tylko do pieprzenia!
-Zapominasz, że nie każdy jest taką kurwą jak ty -syknąłem. -  Myślisz, że nie wiem,  że w tym samym czasie co spałaś ze mną, nie raz nawet tego samego dnia leciałaś do Mike'a?! Ciekawe,  czy dalej rozkładasz nogi pod byle pretekstem.
Po tym zdaniu dostałem pięknego liścia w twarz. Cóż należało mi się,  ale i ona prosiła się o to. Oboje walneliśmy w nasze słabe punkty i dość drażliwe tematy. Staliśmy tak chwilę wkurzeni, starając się nad sobą zapanować.
-Wyjeżdżam do domu na dwa - trzy tygodnie... -zacząłem cicho. -Zajmiesz się w tym czasie klubem i Jokerem? -Zapytałem na co Tori pokiwała głową na zgodę.
Wróciłem do domu zostawiając ją samą. Znalazłem Lashi w gabinecie. Stała tyłem do drzwi przeglądając jakieś papiery na biurku. Podszedłem do niej i przytuliłem się do jej pleców oplatając ją ramionami.
-Jutro o jedenastej mamy samolot -powiedziałem odganiając włosy i całując ją w szyję. -Wszystko załatwione.

Lashiti?

niedziela, 7 lipca 2019

Od Scotta cd Hailey

Rozsiedliśmy się wygodnie przy stole. Zewsząd dochodził zapach potraw i dźwięki rozmów. Oczywiście po całym dniu przygotowań wszyscy byli głodni jak wilki. Psy wlazły pod stół i ułożyły się przy krześle Marry licząc na jakieś kąski i oczywiście małą ich nie zawiodła. Rzucała im od czasu coś, co mama kazała jej zjeść, a na co nie miała ochoty. W pewnym momencie, jak chyba każdy z nas po na jedzeniu się zaczęła odwracać się co chwilę w stronę choinki.
-Młoda i tak babcia nie pozwoli ci nic ruszyć, dopuki wszyscy nie skończą jeść- rzuciłem do niej, po czym po chwili dostałem odpowiedź:
-Wujeeeek, a jak ty będziesz tyle jadł to znowu będziesz taki gruby jak w podstawówce.
Wszyscy, którzy to usłyszeli parskneli śmiechem, a ja spojrzałem na moją kochaną siostrę.
-Znalazła stare zdjęcia -powiedziała, na co tylko wywróciłem oczami.
Po skończonym posiłku wszyscy porozsiadaliśmy się w salonie. Zdecydowanie odwykłem już od takich tłumów i gwaru. W końcu stwierdziłem, że muszę się przewietrzyć. Rozejrzałem się po pokoju. Hailey była pogrążona w rozmowie z moją mamą i Rose. Podniosłem się z kanapy, przywołując psy do siebie. Wciągnąłem kurtkę po czym udałem się na zewnątrz. Psy zaczęły biegać przed domem, a ja wyciągnąłem paczkę papierosów. No cóż wygląda na to, że już na stałe będą mi towarzyszyć. Odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się dymem. Zaśmiałem się słysząc jak w domu babcia znowu wkłócała się z ciotką. Skąd ta kobieta ma tyle sił. Mnie wykończyły te tłumy, a niedługo będzie jeszcze gorzej. Już nie długo zostanę ojcem, co wciąż do mnie nie dociera. Po chwili poczułem czyjeś dłonie się oplatające mnie wokół pasa.
-A ty znowu palisz? -Zapytała marszcząc noc.
-Kurde nakryłaś mnie. Trzeba było lepiej się schować -powiedziałem gasząc papierosa i przyciągając ją do siebie. -A ty co tu robisz i to w dodatku bez kurtki? Chcesz się koniecznie przeziębić?!
-Wyszłam zobaczyć gdzieś przepadł. Poza tym mam sweter -powiedziała wypinając język. -Coś się stało?
-Nie, poprostu musiałem wyjść chwilę z tego bałaganu. Chodź wracamy do środka.
Przywołałem psy i puściłem dziewczynę przodem.
-A ja chyba zapomniałem powiedzieć ci pewnej ważnej rzeczy. Przepięknie wyglądasz.

Hailey?

Od Lashiti cd Xaviera

Usiadłam i patrzyłam na niego, po czym spojrzałam gdzieś w bok. Próbowałam znaleźć jakieś odpowiednie słowa, aż w końcu zdecydowałam się odpowiedzieć.
- Na początku, kiedy się poznaliśmy, ciągnęło mnie do ciebie. Wciąż tak jest, ale jednak myślałam, że chodzi mi tylko o sypianie z tobą.. To się jednak zmieniło, gdy zaczęłam cię poznawać. - przerwałam. Przytulił się do mojego brzucha, jakby czekał, aż dokończę. Wplotłam dłoń w chłopaka włosy, po czym mogłam kontynuować.
- Mimo bycia zimnym draniem, to jak niektórzy cię nazywają. Podczas naszych zabaw, pieszczot nie wiem jak to nazwać do końca. Jednak jest w tobie coś, co chce wyciągnąć, tę stronę, która ukrywasz przed sobą i innymi. Tego troskliwego, kochającego i opiekuńczego chłopaka. Ciągnie mnie do odkrycia ciebie, do zobaczenia twojego życia, ciebie, poznania cię bardziej. Siostra nie dała mi dojść do słowa, ale podobasz mi się. To może wydać ci się śmieszne, ale chyba się zadurzyłam. - zaśmiałam się nerwowo. Musiał to zauważyć, zarumieniłam się nawet, a on pogłaskał mój brzuch i pocałował go. Wyglądał jakby spał. Chyba nawet tak było. Tak uroczo wyglądał, nie chciałam go nawet budzić. Chyba tego potrzebował. Sięgnęłam po koc, by nas przykryć. Choć przez dłuższy czas nie mogłam zasnąć, a patrzenie na niego i się uśmiechanie było wspaniałym uczuciem. Chyba brakowało mi takiej bliskości, takiego uczucia. Pragnęłam go chronić, nie chciałam go stracić. Jak się obudzi, powiem mu. Na pewno to zrobię. Trzymając dłoń we włosach chłopaka, zasnęłam.
~~~
Przebudziłam się przed nim. Mogłam, popatrzeć jak słodko śpi, nie chciałam go budzić. Chciałam, już budzić się przy nim. Stop!
Wzdrygnęłam się na swoje przemyślenia, chciałam go spytać o wyjazd. Chciałam z nim spędzić więcej czasu. Jednak nie chce też wpychać się w jego życie. Westchnęłam cicho i otworzyłam usta, by szeptem się spytać.
- Hej Xavi, czy jest szansa, bym mogła razem z tobą polecieć do rodziny. Wiem, że może nie powinnam się wtrącać w twoje życie, jednak jeśli chcesz być partnerami i mnie chronić. To ja też chcę chronić cię i twoją rodzinę. - Może zbyt wiele słów, może nie słyszał mnie. Jednak widziałam jego uśmiech oraz to jak otwiera jedno oko, przyciągając mnie do siebie bardziej.
On się zastanawiał? Nie odezwałam się, gdyż się nieco speszyłam tym, że mógł słyszeć mnie. Nawet wczoraj mógł wszystko słyszeć. Oblałam się rumieńcem, by go jakoś ukryć.
- Słyszałem wszystko, co wczoraj mówiłaś i pewnie możesz polecieć ze mną. Przyda mi się wsparcie. - spaliłam buraka, by nie mógł tego zobaczyć. Jednak ucieszyły mnie jego słowa i to jak powiedział, że mu się przydam. Chciałam dla niego jak najlepiej, chciałam móc zrobić wszystko. Dlatego też byłam szczęśliwa, że mam chłopaka przy sobie. Chciałam już wstawać, jednak wówczas wpadła siostra wraz z Tori. Usiadłam, a on mnie przesunął do siebie, patrzyłam na dziewczyny, po czym odezwała się Luna.
- Gołąbeczki, śniadanie gotowe. Właśnie nie masz nic przeciwko siostra, żeby Tori została przez jakiś czas. U niej jej remont, a jej rzeczy są tu, poza tym, chce mieć towarzystwo. - powiedziała Luna i wyszła z pokoju. Tori stała, skanując mnie i patrząc się na Xaviera. Trochę mi się to nie podobało, dlaczego ścisnęłam jego nadgarstek, a on niemal jakby wyczuł zazdrość i się uśmiechnął, złączając nasze wargi. Spodobało mi się to, ale jednak nie chciałam wychodzić z łóżka. Czas jednak najwyższy to zrobić.
Wrzuciłam koc i wstałam, by udać się do łazienki w pokoju. Przymknęłam drzwi, zajęłam bieliznę i wrzuciłam do kosza z praniem, by zaraz móc wejść pod prysznic. Odkręciłam ciepłą wodę, ale nie za gorąca i przymknęłam oczy, by posłuchać, jak woda spływa po moim ciele i uderzała o brodzik prysznica. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy usłyszałam, jak otwierają się drzwi, a w moim kierunku ktoś się kierował. Udawałam, że go nie widzie. Wzięłam płyn o zapachu żurawiny i jagód, po czym, gdy zaczęłam się nim myć, poczułam dłonie na ciele. Wiedziałam, że to on, a po chwili usłyszałam jego głos i poczułam oddech przy uchu. Przeszedł mnie miły dreszcz..
- Powiedz, co do mnie czujesz. Chcę to usłyszeć, powtórz to. - uśmiechnęłam się, jednak też speszyłam. Spojrzałam na niego, by ułożyć dłonie na jego torsie i spojrzałam na Xaviera.
- Xavier, ja zakochałam się w tobie. - powiedziałam pewnie, choć bałam się, co on może powiedzieć.

Xavier?

sobota, 6 lipca 2019

Od Xaviera cd Lashiti

Przeszedłem się po pokoju, oblizując wargi.
-Okej, niech ci będzie- powiedziałem stając przed nią. –Ale nie masz co się nastawiać na ubieranie. -Ale to może lepiej zacznę od początku.
https://media.giphy.com/media/3o7WTwzDXukVmvYWLC/giphy.gifZastanowiłem się chwilę od czego zacząć. Dzisiejszy dzień nie należał do łatwych. W dodatku całkowicie się posypałem po jednej z informacji. Działo się zdecydowanie za dużo jak na mnie. Ale jak to w życiu bywa, gdy zaczyna być tylko spokojniej świat musi przypomnieć, że to rzeczywistość. Zacząłem od początku tłumacząc, że mój ojciec z pochodzenia rodowity Włoch, był donem włoskiej mafii. Imię i nazwisko zmienił na amerykańskie, gdy stwierdził, że chce skończyć z dowodzeniem i przeniósł się na stanowisko doradcy. Opowiedziałem też o tym jak powstał konflikt z jednym z gości, który delikatnie mówiąc zaczął stwarzać nie małe problemy.
-I takim oto sposobem dowiedziałem się, że pewien z moich interesów właśnie leży sobie na dnie oceanu, razem z paroma zaufanymi gośćmi. A nie była to kwestia małego pistoleciku, tylko chodziło o obrót dość sporych sum. Oczywiście wiadomo nie małe straty… No i zgadnij, kto za to odpowiada. Oczywiście stary znajomy mojego ojca. A skoro jest to całkowicie prawdziwa historia, a ja nie opowiadam o sobie każdemu... To chyba czas się tu czegoś pozbyć -mruknąłem podchodząc do niej.
Lashiti udawała chwilę, że się zastanawia. Podczas tych przemyśleń seksownie przygryzła wargę. Odpiąłem jednym ruchem jej spódnicę. Moim oczom ukazała się jej niebieska bielizna. Oj nieświadomie wybrała jeden z moich ulubionych kolorów.
-To teraz mi tłumacz, kto to ta Soffi -Zapytała podejrzliwie.
Zaśmiałem się czując lekką zazdrość w jej głosie.
-Moja jedno nocna przygoda, ale okazało się, że nasi dziadkowie bardzo dobrze się znają. Stąd utrzymujemy kontakt. W tej chwili polega jedynie na rozmowie. Tylko i wyłącznie.
Przymrużyła oczy rzucając ,,powiedzmy,  że to kupuję" na co jedynie się zaśmiałem. Jednocześnie w kąt poleciał top dziewczyny. Oblizałem wargi widząc ją leżącą przedemną w samej bieliźnie. Poczułem jak mój kolega w spodniach drgnął.
-A co ona chciała?
Westchnąłem. Cholera, chciałem to jakoś ominąć, ale dobra. Obiecałem jej w końcu całkowitą szczerość.
-Jak już wspominałem, nasze rodziny się znają... Moja babka, matka i najmłodsza siostra miały wypadek... Stąd pojutrze mam samolot powiedziałem nachylając się nad nią i gwałtownie wpiłem się w jej wargi, widząc, że chce coś powiedzieć.  O nie, nie potrzebuję w tej chwili litości. Napkerałem na dziewczynę nie dając jej możliwości dojścia do głosu,  dopiero jak zaprzestała i całkowicie się mi poddała, trochę opuściłem.  Kiedy moje dłonie zawędrowały do zapięcia jej biustonosza. Jednak w trakcie zmieniłem zdanie.
-Przepraszam Cię bardzo, ale dziś chyba jednak podziękuję -powiedziałem zaprzestając prób rozpięcia jej biustonosza. -Może i najlepszy sposób odreagowania, ale...
Usiadłem na łóżku tyłem do niej i oparłem głowę na rękach. Wziąłem parę głębszych wdechów, a po chwili poczułem jak Lashiti przytula się do moich pleców.

Uśmiechnąłem się przenosząc jedną rękę na jej. Nawet sobie nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo mi tego brakowało, przez ostatnie pięć lat. Kogoś, kto po prostu posłucha, nie będzie komentował, a jedynie będzie. Odwróciłem się do niej przeciągając ją sobie na kolana. Przeniosła swoją rękę na kark gładząc go. Złapałem ją jedną ręką za brodę i pocałowałem delikatnie. Przeniosłem się z nią głębiej na łóżko, aby połóżyć się wygodnie. Lashi wtuliła się w mój bok, przerzucając jedną nogę przez mój bok.
-Pracuj dla mnie –powiedziałem łapiąc jeden z zabłąkanych kosmyków i założyłem jej go za ucho. –Całe te zapchlone miasto siedzi mi w kieszeni, więc jestem w stanie zagwarantować ci, że nie poniesiesz żadnych konsekwencji ze zmiany. Cały nasz świat doskonale zna moje nazwisko, nie koniecznie wiedzą, jak wyglądam, jednak nikt nie podskakuje. Tori wcześniej była nadworną dziwką jednego z naszych kolegów. Oczywiście nie z własnej woli, jednak dosadnie dałem do zrozumienia, że ma ją zostawić w spokoju. Stąd wszyscy wiedzą, że jest nietykalna. Tobie też mogę załatwić nietykalność. W ten sposób również Luna będzie bezpieczna. Jedyne czego od ciebie obiecuję to to żebyś dla mnie pracowała.
Dziewczyna przez chwile wyglądała na zaskoczoną propozycją. Z początku nie uwierzyła w prawdziwość mojego pytania. No cóż, nie co dzień słyszy się takie propozycje.
-Partnerzy w zbrodni –zaśmiała się lekko kładąc dłoń na moim policzku.
Złapałem jej dłoń, po czym przyciągnąłem ją do swoich ust i pocałowałem.
-Może nawet na większym polu niż tylko zbrodnia –powiedziałem po krótkim zastanowieniu. –Bo w zasadzie to nawet nie wiem –dodałem udając rozczarowanego -co ty myślisz o naszej relacji, bo nie wzięłaś udziału w małym quizie twojej siostry, koteczku.

Lashiti?

Od Hailey cd Scotta

Dokończyłam makijaż i założyłam przygotowane wcześniej ubrania. Poszłam do sypialni, aby zostawić tam niepotrzebne mi rzeczy i ogarnęłam pomieszczenie wzrokiem. Oczywiście Scott nie byłby sobą, gdyby nie pozostawił po sobie chociaż niewielkiego nieładu. Westchnęłam jedynie, ale nie podjęłam się próby sprzątania tego w tym momencie. Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze i zeszłam na dół, skąd było słychać już radosne głosy i czuć zapach potraw oraz ciepłą, rodzinną atmosferę. Wszyscy siedzieli jeszcze w salonie, za wyjątkiem babci, która krzątała się jeszcze w kuchni i dopinała wszystko na ostatni guzik. Udałam się do reszty domowników i gości. Pod choinką znajdowało się naprawdę wiele prezentów. Mojemu wzrokowi nie umknęła Marry, która maszerując dookoła choinki usiłowała podejrzeć zawartość zapakowanych paczek. Zabawny widok, choć kto z nas w dzieciństwie tego nie robił? Z zamyślenia wyrwał mnie kot, który właśnie władował mi się na kolana. Uśmiechnęłam się w jego stronę i podrapałam za uchem, kiedy zwinął się na moich nogach w kłębek. Nie był mu jednak dany długi sen, gdyż po chwili rozległo się wołanie do stołu Babci. Delikatnie podniosłam zwierzaka i umieściłam go na ziemi, a następnie udałam się wraz z innymi zająć miejsce przy stole. Usiadłam obok Scotta. Miejsca naprzeciwko nas zajęła Marry z rodzicami, co musiało oznaczać zabawny rozwój sytuacji tego wieczora.

Od Tylera cd Issabelli

Spojrzałem na dziewczynę i uśmiechnąłem się szeroko.
-Wiesz, nie utrzymuje kontaktu ze swoją rodziną, więc czasu mi nie braknie – zaśmiałem się.
Na twarzy Isabelli zagościł uśmiech, jeden z tych najprawdziwszych, jakie u niej widziałem. Zrobiłem krok w jej stronę, niwelując dzielącą nas odległość i umiejscowiłem swoje dłonie na jej talii. Spojrzałem jej w oczy i nachyliłem się w stronę dziewczyny i pocałowałem ją delikatnie.
-Nie spędzisz tych świąt sama, Mała – odparłem odchodząc od niej i otwierając przed nią drzwi do samochodu.
-Uf, już myślałam że pozostanie mi spędzić je jedynie z psem – westchnęła z rozbawieniem i wsiadła do pojazdu.
-No widzisz, taka niespodzianka – powiedziałem, zajmując miejsce z drugiej strony.
Odpaliłem silnik samochodu i poczekałem z ruszeniem, aż jego wnętrze nieco się rozgrzeje.
-Jedziemy do mnie? - zaproponowałem – możemy obejrzeć film albo coś.
-Czemu nie – wzruszyła ramionami i podgłośniła lecącą akurat w radiu piosenkę.
Niestety, przez obecną godzinę i zimową pogodę, drogi były nieco zakorkowane, co mnie spowalniało.
-Kocham ruch w tym mieście – mruknąłem, wystukując rytm muzyki na kierownicy.
-Ciesz się że to nie popołudniowe godziny szczytu bo byłoby tylko gorzej – powiedziała.
-Fakt.
Po niecałych dwudziestu minutach jazdy wjechaliśmy na podziemny parking. Zaparkowałem auto najbliżej windy, jak tylko było to możliwe. Objąłem dziewczynę delikatnie i razem ruszyliśmy w jej kierunku.

Isabella?

czwartek, 4 lipca 2019

Od Scotta cd Hailey

Kilkoma szybkimi krokami znalazłem się za dziewczyną. Zignorowała to nie kończąc się malować. Położyłem ręce na jej biodrach lekko ją do siebie przyciągając. Pocałowałem ją w zgięcie szyji, a następnie oparłem brodę na jej ramieniu. Przyglądałem się uważnie jej ruchom, jak skupia się na każdej czynności. Oczywiście skutecznie utrudniałem jej zadanie.
-A ty co się tak cały czas szczerzysz? -Zapytała zamierając z pędzlem w połowie drogi i patrząc na nasze odbicie.
-A to co, nie można się cieszyć, że mam cię przy sobie -powiedziałem całując ją w szyję i zjeżdżając rękami na jej nagi brzuch.
Pokręciła jedynie głową i wróciła do kończenia makijażu. Gdy tylko skończyła odłożyła rzeczy na półkę po czym odwróciła się do mnie przodem. Jedną rękę wsunęła w moje włosy, a drugą jeździła po moim karku.
-I jak? -Zapytała uśmiechając się zadziornie, wypinając jak tylko się dało biust.
Pokręciłem głową i przeniosłem jedną rękę z jej pleców pod brodę. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem.
-Pięknie, chociaż i tak wolę cię w wydaniu domowym. Rozciągnięty dres, mój t-shirt... -powiedziałem między pocałunkami, jednocześnie zjeżdżając ręką na jej pośladek i lekko go ściskając.
Hai nie czekając ani minuty dłużej podskoczyła i zaplotła nogi wokół pasa. Nie wiem jakim cudem nie wywaliłem się z nią na podłogę.
-Zawsze wiedziałam, że coś jest z tobą nie tak. Wolisz stary dres od widoku kobiety w bieliźnie?
-Przecież nie mogę powiedzieć, że mnie to rusza, bo będziesz tego nadużywać, koteczku. Ale teraz koniec, bo jest już trochę późno -powiedziałem całując ją krótko, po czym puściłem ją.
Wziąłem maszynkę do golenia, po którą pierwotnie się tu udałem i wróciłem do naszej sypialni aby się ogarnąć. Założyłem wcześniej przygotowaną koszulę i na szybko ogoliłem się. Zszedłem na dół, po drodze zgarniając kota, który szykował się do skoku na choinkę.

Od Lashiti cd Xaviera

Dla Luny to było mało. Ona chciała więcej, nawet już nie przejmowała się moją odpowiedzią, tylko zbliżyła się do chłopaka i uniosła jego podbródek. Wiedziałam, że chce mnie sprowokować, jednak ja patrzyłam. Chłopak patrzył na mnie, nie chciałam go zostawiać. Jednak zadzwonił mi telefon i musiałam odejść.
- Xavier idziesz ze mną czy zostajesz? - spytałam. On milczał, chyba próbował pozbierać myśli, albo też coś innego. Wtedy odezwała się siostra.
- Dopilnuje mu towarzystwa, idź rozmawiać. - odezwała się, spojrzałam na nich i przygryzłam wewnętrzna część policzka. Wstałam od stołu, podeszła do chłopaka i dałam mu buziaka w policzek, cicho mrucząc do jego uszka.
- Nie daj się jej sprowokować. Zrobi wszystko, żeby to zrobić. - potwierdziłam i ruszyła do gabinetu, by odebrać na spokojnie telefon. Zaczęłam słuchać to, co mają do powiedzenia, jeden telefon, a jednak, po drugiej stronie byli dwaj rozmówcy. Słuchałam, że przyszła dostawa, dziewczyny są świetne. Jednak trzeba tam jechać, są one za miastem w tym miejscu. Dokładnie w starym zamku, który zależy do kogoś. Teraz się dowiedziałam do kogo, należał do Xaviera. Zawiesiłam rozmowę, po czym bez ceregieli ruszyłem do tamtej dwójki. Jednak Luny nie było, słyszałam muzykę z jej pokoju. Jednak nie poszłam tam. Zostawiłam ją, gdy chciałam już zawołać chłopaka, usłyszałam go, jak z kimś rozmawia. Byli na zewnątrz. Podeszłam, zobaczyć kto jest tam. Przez ekran z kamer, widziałam Xaviera i Tori. Rozmawiali o jakieś Sofii. Nie chciałam, ich podsłuchiwać więc, po prostu ruszyłam na nowo do gabinetu, by wrócić do rozmowy.
Usiadłam na fotelu za biurkiem i robiłam swoje. Rozmawiałam, by pojechać tam nawet jeszcze dziś, wyjęłam kieliszek i burbon, by nalać sobie trochę i, gdy już chciałam wypić. Zjawił się, był sam. Zabrał jej kieliszek z trunkiem i sam go wypił do dna. Spojrzałam na niego, był nieobecny, był zły, ale też smutny.
- Chodź do mnie. - powiedziałam. Wyciągnęłam dłoń, która bez wahania przyjął. Pokazał jej swoją słabość, łzy, poczułam, że potrzebował mnie. Wstałam i go objęłam, a on odwzajemnił, wtulając się we mnie i płacząc. Nie pytałam, choć chciałam, jednak bycie z nim było ważniejsze od wszystkiego. Gdy złapał mnie za pośladki i podniósł, wiedziałam, co chce zrobić. Chłopak jednak mnie zaskoczył, nie zrobił, tego usiadł, by móc mnie przesunąć do siebie i mocniej móc schować twarz w mojej szyi i włosach. Potrzebował snu, potrzebował rozmowy. Dla niepoznaki włączyłam muzykę, gdy ktoś wszedł. Była to Tori wraz z Luna. Nawet nie wiedziałam, kiedy przyszły. Byłam wtulona w chłopaka, a Tori chciała podejść, jednak stała w miejscu.
- Co jest dziewczyny? - spytałam, one się uśmiechnęły. Moja dłoń wylądowała we włosach chłopaka, głaskałam go delikatnie, czułam jego dłonie na ciele, pod koszulka. To chyba go uspokoiło, czuł się lepiej.
- Czy Tori może zostać? Bo Xavier zostaje prawda? - spytała siostra, a po chwili odezwała się Tori.
- Wybacz, że tak wyskoczyłam z tym nagłym pojawieniem się, ale Xavier poprosił mnie bym, przyjechała z jego psem i torbą pełna ubrań. Xavier... Pójdziemy oglądać film, może chcesz do nas dołączyć? - rzekła dziewczyna. Nagle pojawił się pies Xaviera, a on jakby odżył i uśmiechnął, gdy pojawił się czworonożny przyjaciel.
Chciałam zejść z jego kolan, ale on nie pozwolił jej na to, za to połączył ich wargi w pocałunku. Trzymał jej pośladek i wplątał dłoń w jej włosy. Czuła podniecenie, jednak oderwała się od jego warg i pogłaskała psa po głowie. Piękny psisko, taki cudowny.
- Joker chodź, nakarmię cię, a twój Pan zaraz do nas dołączy. - powiedziałam. Ruszyłam powoli do drzwi z psem, a gdy spojrzałam na chłopaka, który zaraz do mnie dołączył. Poczułam jego dłonie na brzuchu, a potem mnie podniósł. Może z boku wyglądało to jakby byli para. Odstawił mnie, na podłogę, a po chwili, ktoś zadzwonił do niego. On jednak nie odebrał.
Nalałam wody do jednej miski, a do drugiej zrobiłam mu coś do jedzenia. Odłożyłam miskę, a gdy chłopak wydawał się zamyślony. To go przyciągnęłam do siebie bliżej.
- Co się dzieje? Jesteś taki zamyślony, nieobecny? Co się dzieje? - spytałam, chcąc wiedzieć. Sięgnęłam po jego telefon, gdy ponownie zadzwonił. Dzwoniła jakąś Sofii. Odebrałam, a po chwili podałam mu swój telefon, by on odebrał. Rozmowa z dziewczyną wyszła szybka, a gdy się rozłączyłam. Patrzyłam i słuchałam, jak on rozmawia. Jego głos był tak piękny, to jak mówił to, jak się zachowywał. Taki szef.
Gdy się rozłączył, pocałował mnie i przyciągnął do siebie, by zaprowadzić mnie do mojej sypialni i tam wszystko wyjaśnić.
Usiadłam grzecznie na łóżku i czekałam, aż on wszystko powie.
- Gdy odpowiem zgodnie z prawdą szczerze, zdejmę cześć garderoby. - powiedział, po czym ja dodałam.
- Jeśli skłamiesz ja zacznę się ubierać i nie będzie dziś seksu i przez jakiś czas. - powiedziałam, oblizując wargi powoli.

Xavier?