Spojrzałem na dziewczynę rozbawiony i nachyliłem się nad nią.
- Nie masz za co przepraszać, słonko – uśmiechnąłem się i pocałowałem ją delikatnie w czoło. - Widzimy się jutro.
Powiedziawszy to opuściłem salę i udałem się do samochodu, aby pojechać
spotkać się z klientem. Był to dość ważny klient, więc nie mogłem się
spóźnić, a co dopiero nie przyjść. Czasu było niewiele. Przejechałem
kilka razy na czerwonym świetle, aby jak najszybciej dotrzeć na koniec
miasta, do towarowej części portu, gdzie nie kręciło się wiele osób.
Niecałe dwadzieścia minut później byłem już na miejscu, mimo że miałem
kilka minut zapasu to klient już czekał. Wysiadłem z samochodu,
uprzednio wyciągając ze schowka towar, który mężczyzna zamawiał.
-Najpierw pieniądze, znasz zasady – oznajmiłem, patrząc na niego wyczekująco.
Mężczyzna wyciągnął portfel i podał mi należną kwotę, a ja podałem mu
woreczek z jego zamówieniem, po czym wróciłem do samochodu i odjechałem,
nie chciałem tracić czasu, zwłaszcza, że musiałem spotkać się z jeszcze
jedną klientką. Z nią umówiony byłem dość niedaleko, a towar miałem
dostarczyć wprost do jej mieszkania, gdyż była to moja dawna znajoma.
Choć może określenie znajoma nie było tutaj wystarczające. Swego czasu
łączyła nas dość skomplikowana relacja, mianowicie byliśmy czymś w
rodzaju przyjaciół z korzyściami. Postanowiłem jednak, że nie może to
dłużej trwać, zwłaszcza że poznałem Isabellę, która wydawała się być tak
delikatna, że bałbym się ja skrzywdzić.
Wszedłem do mieszkania dziewczyny jak do siebie, siedziała ona w
salonie, ale kiedy mnie zobaczyła od razu wstała. Uśmiechnąłem się do
niej, gdy zmierzała w moim kierunku i spojrzałem na zegarek wiszący za
nią. Dochodziła dziewiętnasta.
-Masz coś dla mnie? -zapytała przytulając się do mnie.
-Owszem – odparłem, wyciągając woreczek z kieszeni.
-Świetnie, zaraz dam ci pieniążki – oznajmiła i po odklejeniu się ode
mnie poszła po moją należność. - Może zostaniesz trochę, zapalimy… -
zaproponowała ochoczo, pokazując na zawartość torebeczki, którą jej
przekazałem.
-Mieliśmy z tym skończyć – westchnąłem.
-Ja tu mówię tylko o zapaleniu i żebyś posiedział chwilkę. W końcu się przyjaźnimy -zaśmiała się.
-Stoi – mruknąłem, podążając za nią na balkon.
Podałem dziewczynie zapalniczkę i wziąłem od niej skręta. Niedługo potem
wróciliśmy do środka i zasiedliśmy w salonie. Nie było dla mnie
zaskoczeniem, kiedy dziewczyna zaczęła mnie całować, oddawałem jej
pocałunki. Zakończenie tego wieczoru było pewne.
Obudziłem się w nocy, dziewczyna spała obok. Zjebałeś Tyler –
pomyślałem. Moja asertywność umarła. Ubrałem się pośpiesznie i wyszedłem
z mieszkania dziewczyny, starając się jej nie obudzić, po czym
odnalazłem samochód i pojechałem do siebie. Wyszedłem na balkon, patrząc
na nigdy nie śpiące miasto i zapaliłem papierosa. Wróciłem do środka i
po wzięciu prysznica położyłem się do łóżka. Zżerało mnie poczucie winy,
co nie było do mnie podobne, ale wciąż myślałem o Isabelli. Dziewczyna
zdecydowanie nie mogła się o tym dowiedzieć, zwłaszcza, że dopiero
wyszła ze szpitala. Choć prawdę mówiąc nie jesteśmy parą to czułem się w
pewien sposób zobowiązany w stosunku do niej.
Wstałem z łóżka po dziesiątej, miałem odebrać Isabellę po dwunastej,
więc zjadłem śniadanie i pooglądałem jeszcze przez chwilę telewizję. W
końcu byłem gotów pojechać do szpitala. Mimo to gotowość była jedynie
fizyczna, gdyż psychicznie to nadal męczył mnie wczorajszy dzień.
Dziewczyna czekała na mnie już spakowana, uśmiechnąłem się na jej widok i
po przytuleniu jej, pocałowałem delikatnie w czubek głowy.
-Gotowa? -zapytałem.
-Jak nigdy – zaśmiała się.
Razem udaliśmy się do mojego samochodu, otworzyłem dziewczynie drzwi i
schowałem jej rzeczy do bagażnika, po czym sam usadowiłem się w środku.
Odpaliłem silnik, gdyż wnętrze samochodu zdążyło się nieco wychłodzić
przez panującą zimę.
-Pomyślałem, że możesz być głodna. Chcesz coś zjeść? - zapytałem, patrząc na nią, kiedy rozglądała się po pojeździe.
Isabella? ale mnie poniosło z długością XD
środa, 23 stycznia 2019
wtorek, 22 stycznia 2019
Od Scotta cd Hailey
-Właśnie nieświadomie skazałaś się na dożywotni
celibat-powiedziałem pstrykając ją w nos.-A tak w ogóle kotku, tylko od czasu
do czasu brak napięcia mięśniowego i pan doktor kazał ją ćwiczyć -mruknąłem
przejeżdżając nosem po jej szyi, drażniąc skórę.
-I co? Myślisz, że to taki dobry sposób na ćwiczenia?
-Zaśmiała się przejeżdżając ręką po moich włosach.
-Najlepszy, ale skoro pani woli być grzeczna, to się
grzecznie pozachowujemy –powiedziałem za co zostałem dźgnięty w brzuch. –Mogę robić
cokolwiek byle z tobą, kotku.
Cały dzień mijał nam spokojnie, w końcu tylko w naszym
towarzystwie, czego bardzo nam brakowało. W końcu stwierdziliśmy, że czas
ogarnąć się i położyć. Hailey wtuliła się w mój bok, a ja objąłem ją i już po
paru minutach spała.
Wcale mnie to nie dziwi, dla niej to też nie był łatwy
czas. Ja natomiast leżałem gapiąc się na sufi, starając odgonić natłok myśli,
który coraz mocniej starał przebić mi się do świadomości. Po około dwóch
godzinach podniosłem się delikatnie starając się nie obudzić dziewczyny.
Wyplątałem się z jej uścisku i wyszedłem po cichu z sypialni. Swoje kroki
skierowałem do kuchni, gdzie wziąłem szklankę i nalałem sobie wody. Podszedłem
do okna i spojrzałem na wciąż tętniące życiem miasto. Wszystko wyglądało na to,
że czeka mnie spora życiowa rewolucja. Przede wszystkim powinienem spotkać się
z Sofii i ustalić co dalej. Szpital był słabym miejscem do tego typu rozmów. No
i jest jeszcze kwestia tego co dalej ze sobą zrobić.
Byłem tak zamyślony, że nawet nie usłyszałem kroków
zbliżającej się dziewczyny. Dopiero gdy zaplotła ręce na moim brzuchu i oparła
głowę na moim ramieniu, zorientowałem się, że się obudziła.
-A pan co wyprawia? Szlaja się się zamiast spać. Co to ma
być? –powiedziała udając srogi ton.
-A nie uważasz, że przez pół roku wyspałem się
wystarczająco? Energia mnie rozpiera, a ty się dziwisz dlaczego nie śpię –powiedziałem
odwracając się do niej przodem i pocałowałem ją w czoło.
Hailey?
poniedziałek, 21 stycznia 2019
Od Hailey cd Scotta
-Wiesz, też się często zastanawiam… Dziwię się, że jeszcze nie puściły mi nerwy i nie uciekłam nigdzie z jakimś przystojnym modelem – westchnęłam.
Scott spojrzał na mnie i posłał mi mordercze spojrzenie.
-Właśnie teraz mnie do tego prowokujesz – oznajmiłam, dźgając go delikatnie w brzuch – a kto się wtedy tobą zaopiekuje, sierotko?
-Och, z pewnością uda mi się znaleźć jakąś piękną fankę – odparł rozmarzonym tonem.
-Oby tylko miała więcej cierpliwości ode mnie – prychnęłam i odsunąwszy się od chłopaka, udałam się do salonu.
Położyłam się na kanapie i wyjęłam telefon. Słyszałam jak chłopak przemieszcza się do sypialni, pewnie aby się rozpakować. Włączyłam telewizor i włączyłam kanał z muzyką,aby umilić sobie czas i przeglądanie social mediów. Po kilku minutach usłyszałam jego kroki,zmierzające w moją stronę. To zabawne, że po takim czasie znajomości byłam w stanie wyróżnić i rozpoznać jego kroki pośród innych. Chłopak zajął miejsce obok mnie i przyciągnął w swoje ramiona i pocałował mnie w czoła
-Teraz to przyszedłeś się przymilać? - zaśmiałam się, wtulając się w niego. -Skarbie, dobrze wiesz, że żartowałem, poza tym to ty zaczęłaś – odparł, głaszcząc mnie po głowie.
-Wiem, Scott. Tylko sobie żartuję, bo nie miałam kogo drażnić cały ten czas, no chyba że Sofii swoją obecnością w twoim pobliżu – powiedziałam z uśmiechem, a następnie pocałowałam go delikatnie w usta. Scott niemal od razu oddał pocałunek. Całowanie się we własnych czterech ścianach jest zdecydowanie lepsze niż robienie tego w szpitalu, gdzie jest to wręcz niezręczne. Żałowałam jedynie, że lewa ręka chłopaka nie jest w pełni sprawna, gdyż zmuszało nas to do większej ostrożności.
-Ale ty słonko moje wiesz, że na niewiele możesz liczyć, póki rączka nie jest w pełni sprawna? - zapytałam gładząc go po policzku i całując w czoło.
Scott?
Od Isabelli cd Tylera
-O, wstałaś. - Powiedział Tyler.
Spojrzałam na chłopaka, który wlepiał we mnie swoje piękne patrzały.
-Jak długo tu siedzisz? - Zapytałam.
-Przyjechałem przed dziewiątą. - Odpowiedział dość szybko.
-Lekarz mówił, że jutro będę mogła wyjść. - Powiedziałam zadowolona kładąc swoją dłoń na jego. - Masz strasznie zimne ręce. - Dodałam po chwili.
-Taki mój urok. - Blondyn wzruszył ramionami. - Przyjadę po ciebie. Tylko jeśli jeszcze raz postanowisz spieprzyć przede mną pod auto to już cię zostawię na tej ulicy na pastwę losu… - Rzekł nadzwyczaj poważnie.
Spojrzałam na chłopaka i przez chwilę siedziałam w ciszy. Chyba już do końca życia będę czuć się wina. To wszystko przeze mnie i nic tego nie zmieni. Dziwię się tylko, że mnie nie zostawił. Na myśl o tym, uśmiechnęłam się lekko i po prostu wtuliłam w Tylera. Tak bardzo brakowało mi kogoś do kogo mogłabym się przytulić.
Obiecaj mi, że już nic sobie nie zrobisz. - Powiedział.
-Obiecuję. - Odpowiedziałam bez większego problemu.
Wystarczy mi już wbiegania pod samochody, zdecydowanie.
-Nigdy nie przypuszczałam, że w zaledwie kilkanaście dni tyle zmieni się w moim życiu.
-Co masz na myśli? - Zapytał, gładząc mnie po głowie.
-Wbiegłam pod samochód, jakiś facet się na mnie rzucił... - Zaczęłam. -No i poznałam ciebie. - Posłałam mu szczery uśmiech, który po chwili został odwzajemniony.
~~~
Nim się obejrzałam, była godzina piętnasta. Jakim cudem ja się pytam? Te cztery godziny minęły, jak dziesięć minut. Rozmowa z Tylerem to była czysta przyjemność, nie dość, że spędziłam miło czas, to jeszcze się o nim sporo dowiedziałam. Jak ja się cieszę, że go poznałam. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek miała z kimś tak dobry kontakt, jak z tym uroczym blondasem. Może wyjazd do Nowego Yorku nie był takim złym pomysłem. Teraz dopiero zrozumiałam, jaka byłam głupia, gdy chciałam wrócić do rodzinnego miasteczka. Westchnęłam głośno na myśl o tym, gdzie mogłabym teraz być gdyby nie Tyler. Spojrzałam na drzwi, które powoli się otworzyły, a do pomieszczenia wszedł chłopak. Podobno musiał coś załatwić, ale wolałam nie pytać, na chwilę obecną wystarczy mi tych nowych informacji. Miejsce obok łóżka szpitalnego ponownie zostało zajęte, przez tego samego osobnika, co rano. Zauważyłem grymas na twarzy blondyna, który po chwili się odezwał.
-Muszę jechać. Mam coś ważnego do zrobienia. Przyjadę po ciebie jutro tak jak obiecałem. - Powiedział.
Powoli podniósł się ze stołka, lecz nim opuścił salę, zatrzymałam go.
-Tyler ja... - Zaczęłam. -Chciałam Cię przeprosić.
-Za co? - Wydawał się bardziej zaskoczony, niż zazwyczaj, gdy zaczynałam gadać głupoty.
-Za wczoraj... no wiesz... - Nie mogłam wydusić z siebie tego kluczowego słowa. -Za... pocałunek. Zrozumiem, jeżeli będziesz zły, czy coś... zapewne masz dziewczynę, a ja to wszystko zniszczę... - Już sama siebie nie rozumiałam.
Spuściłam wzrok na swoje stopy i czekałam jedynie na odpowiedź.
Tyler?
Jakie piękne masło maślane w niektórych momentach mmm
Spojrzałam na chłopaka, który wlepiał we mnie swoje piękne patrzały.
-Jak długo tu siedzisz? - Zapytałam.
-Przyjechałem przed dziewiątą. - Odpowiedział dość szybko.
-Lekarz mówił, że jutro będę mogła wyjść. - Powiedziałam zadowolona kładąc swoją dłoń na jego. - Masz strasznie zimne ręce. - Dodałam po chwili.
-Taki mój urok. - Blondyn wzruszył ramionami. - Przyjadę po ciebie. Tylko jeśli jeszcze raz postanowisz spieprzyć przede mną pod auto to już cię zostawię na tej ulicy na pastwę losu… - Rzekł nadzwyczaj poważnie.
Spojrzałam na chłopaka i przez chwilę siedziałam w ciszy. Chyba już do końca życia będę czuć się wina. To wszystko przeze mnie i nic tego nie zmieni. Dziwię się tylko, że mnie nie zostawił. Na myśl o tym, uśmiechnęłam się lekko i po prostu wtuliłam w Tylera. Tak bardzo brakowało mi kogoś do kogo mogłabym się przytulić.
Obiecaj mi, że już nic sobie nie zrobisz. - Powiedział.
-Obiecuję. - Odpowiedziałam bez większego problemu.
Wystarczy mi już wbiegania pod samochody, zdecydowanie.
-Nigdy nie przypuszczałam, że w zaledwie kilkanaście dni tyle zmieni się w moim życiu.
-Co masz na myśli? - Zapytał, gładząc mnie po głowie.
-Wbiegłam pod samochód, jakiś facet się na mnie rzucił... - Zaczęłam. -No i poznałam ciebie. - Posłałam mu szczery uśmiech, który po chwili został odwzajemniony.
~~~
Nim się obejrzałam, była godzina piętnasta. Jakim cudem ja się pytam? Te cztery godziny minęły, jak dziesięć minut. Rozmowa z Tylerem to była czysta przyjemność, nie dość, że spędziłam miło czas, to jeszcze się o nim sporo dowiedziałam. Jak ja się cieszę, że go poznałam. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek miała z kimś tak dobry kontakt, jak z tym uroczym blondasem. Może wyjazd do Nowego Yorku nie był takim złym pomysłem. Teraz dopiero zrozumiałam, jaka byłam głupia, gdy chciałam wrócić do rodzinnego miasteczka. Westchnęłam głośno na myśl o tym, gdzie mogłabym teraz być gdyby nie Tyler. Spojrzałam na drzwi, które powoli się otworzyły, a do pomieszczenia wszedł chłopak. Podobno musiał coś załatwić, ale wolałam nie pytać, na chwilę obecną wystarczy mi tych nowych informacji. Miejsce obok łóżka szpitalnego ponownie zostało zajęte, przez tego samego osobnika, co rano. Zauważyłem grymas na twarzy blondyna, który po chwili się odezwał.
-Muszę jechać. Mam coś ważnego do zrobienia. Przyjadę po ciebie jutro tak jak obiecałem. - Powiedział.
Powoli podniósł się ze stołka, lecz nim opuścił salę, zatrzymałam go.
-Tyler ja... - Zaczęłam. -Chciałam Cię przeprosić.
-Za co? - Wydawał się bardziej zaskoczony, niż zazwyczaj, gdy zaczynałam gadać głupoty.
-Za wczoraj... no wiesz... - Nie mogłam wydusić z siebie tego kluczowego słowa. -Za... pocałunek. Zrozumiem, jeżeli będziesz zły, czy coś... zapewne masz dziewczynę, a ja to wszystko zniszczę... - Już sama siebie nie rozumiałam.
Spuściłam wzrok na swoje stopy i czekałam jedynie na odpowiedź.
Tyler?
Jakie piękne masło maślane w niektórych momentach mmm
Od Scotta cd Hailey
Odwzajemniłem uścisk dziewczyny zaplatając ręce na jej talii.
-A dziwisz mi się? -powiedziałem uśmiechając się do niej. -Z resztą mogę się założyć, że i ty masz już dość tego miejsca -dodałem zakładając jej zbłąkany włos za jej ucho.
-Owszem mam dość, ale ważniejsze dla mnie jest to, że teraz musi być już dobrze -powiedziała uśmiechając się promiennie, głaszcząc mnie po policzku.
Zabrałem torbę, która leżała na łóżku i ruszyłem z Hailey do wyjścia z tego przeklętego miejsca. Wypis odebrałem zaraz po obchodzie, dzięki mojemu uporowi i niedawaniu spokoju lekarzowi. Niby wszystko pięknie, że wychodzę, ale mam świadomość, że jeszcze dużo pracy przede mną przed powrotem do pełnej sprawności. Podstawowym problemem okazała się rozwalona lewa ręka, nad którą nie miałem pełnej władzy. Prawie wszystko mi z niej wypadało i lekarz zapowiedział, że przywrócenie jej pełnej sprawności może wiązać się z operacją. Wyszliśmy na zewnątrz, gdzie wziąłem głęboki wdech niczym jakiś skazaniec wychodzący na wolność, na co parsknęła śmiechem.
-Nie mogłem przespać tej zimy, jak niedźwiedź? Przynajmniej nie odczułbym tej przeklętej zimy-powiedziałem za co dostałem lekkiego kuksańca od niej. -No tak dużym minusem było by to, że nie widziałbym ciebie. To jednak wolę ciebie.
-Miło -parsknęła udając obrażoną, co udało jej się może przez pięć sekund za nim wygrał ogromny uśmiech.
Objąłem ją i ruszyliśmy do samochodu dziewczyny. Wrzuciłem torbę z tyłu, po czym ruszyliśmy do domu. Podróż przez miasto była nawet szybka jak na tą godzinę i po paręnastu minutach byliśmy pod blokiem. Wyjąłem torbę po czym ruszyliśmy do mieszkania. Chwilę się zeszło zanim dziewczyna odnalazła klucze od mieszkania w magicznej kobiecej torbie. Wszedłem do mieszkania i zdjąłem kurtkę.
-A zwierzaki gdzie się zapodziały? -zapytałem rozglądając się po mieszkaniu.
-Twoja babcia stwierdziła, że zabierze je na razie do siebie, abyś mógł odpocząć w spokoju -odparła wieszając kurtkę na wieszaku i podeszła do mnie.
-Powiedz mi, czym sobie zasłużyłem na taką dziewczynę? -rzuciłem obejmując ją. -Dziękuję ci za to, że ze mną wciąż jesteś. Mimo tych wszystkich pojebanych sytuacji.
Hailey?
-A dziwisz mi się? -powiedziałem uśmiechając się do niej. -Z resztą mogę się założyć, że i ty masz już dość tego miejsca -dodałem zakładając jej zbłąkany włos za jej ucho.
-Owszem mam dość, ale ważniejsze dla mnie jest to, że teraz musi być już dobrze -powiedziała uśmiechając się promiennie, głaszcząc mnie po policzku.
Zabrałem torbę, która leżała na łóżku i ruszyłem z Hailey do wyjścia z tego przeklętego miejsca. Wypis odebrałem zaraz po obchodzie, dzięki mojemu uporowi i niedawaniu spokoju lekarzowi. Niby wszystko pięknie, że wychodzę, ale mam świadomość, że jeszcze dużo pracy przede mną przed powrotem do pełnej sprawności. Podstawowym problemem okazała się rozwalona lewa ręka, nad którą nie miałem pełnej władzy. Prawie wszystko mi z niej wypadało i lekarz zapowiedział, że przywrócenie jej pełnej sprawności może wiązać się z operacją. Wyszliśmy na zewnątrz, gdzie wziąłem głęboki wdech niczym jakiś skazaniec wychodzący na wolność, na co parsknęła śmiechem.
-Nie mogłem przespać tej zimy, jak niedźwiedź? Przynajmniej nie odczułbym tej przeklętej zimy-powiedziałem za co dostałem lekkiego kuksańca od niej. -No tak dużym minusem było by to, że nie widziałbym ciebie. To jednak wolę ciebie.
-Miło -parsknęła udając obrażoną, co udało jej się może przez pięć sekund za nim wygrał ogromny uśmiech.
Objąłem ją i ruszyliśmy do samochodu dziewczyny. Wrzuciłem torbę z tyłu, po czym ruszyliśmy do domu. Podróż przez miasto była nawet szybka jak na tą godzinę i po paręnastu minutach byliśmy pod blokiem. Wyjąłem torbę po czym ruszyliśmy do mieszkania. Chwilę się zeszło zanim dziewczyna odnalazła klucze od mieszkania w magicznej kobiecej torbie. Wszedłem do mieszkania i zdjąłem kurtkę.
-A zwierzaki gdzie się zapodziały? -zapytałem rozglądając się po mieszkaniu.
-Twoja babcia stwierdziła, że zabierze je na razie do siebie, abyś mógł odpocząć w spokoju -odparła wieszając kurtkę na wieszaku i podeszła do mnie.
-Powiedz mi, czym sobie zasłużyłem na taką dziewczynę? -rzuciłem obejmując ją. -Dziękuję ci za to, że ze mną wciąż jesteś. Mimo tych wszystkich pojebanych sytuacji.
niedziela, 20 stycznia 2019
Od Hailey cd Sofii
Stałam przy łóżku Scotta, wraz z jego babcią, lekarzami i małą Marry, niestety dołączyła do nas także Sofii. Tak długo czekałam na ten moment, całe pół roku bez niego, to było jak wieczność. Chłopak początkowo niewiele pamiętał. Lekarz wyprosił nas z sali, a my mieliśmy odwiedzać chłopaka teraz pojedynczo. Pierwsza w kolejce była oczywiście jego babcia, która chciała mnie przepuścić, ale nalegałam aby to właśnie ona tam poszła. Weszłam do sali, Scott patrzył na mnie zaciekawionym wzrokiem. Mimo to widać było, że był zmęczony. Usiadłam na krześle przy jego łóżku i chwyciłam jego dłoń.
-Tęskniłam – oznajmiłam, patrząc w jego oczy.
Najchętniej przytuliłabym go teraz i nie puściła już nigdy, ale nie było to teraz możliwe.
-Kim jesteś? - spytał, zabolało, ale nie mogłam go za to winić.
-Hailey, twoją dziewczyną – powiedziałam, ściskając jego dłoń nieco mocniej.
-Ładną mam tą dziewczynę – stwierdził, gładząc swoim palcem moją dłoń.
Uśmiechnęłam się, miałam tak wielką ochotę zabrać go do domu i zatrzymać przy sobie, że nie idzie opisać tego słowami.
Dni mijały, z dnia na dzień pamięć Scotta wracała do normy, a jego stan był coraz lepszy. W końcu nadszedł dzień wypisania. Obiecałam mu, że to właśnie ja go odbiorę. Kiedy przyjechałam po niego, czekał na mnie w sali już spakowany i gotowy do wyjścia.
-Szybki jesteś – stwierdziłam, przytulając się do niego i dostając buziaka w czubek głowy.
Scott?
-Tęskniłam – oznajmiłam, patrząc w jego oczy.
Najchętniej przytuliłabym go teraz i nie puściła już nigdy, ale nie było to teraz możliwe.
-Kim jesteś? - spytał, zabolało, ale nie mogłam go za to winić.
-Hailey, twoją dziewczyną – powiedziałam, ściskając jego dłoń nieco mocniej.
-Ładną mam tą dziewczynę – stwierdził, gładząc swoim palcem moją dłoń.
Uśmiechnęłam się, miałam tak wielką ochotę zabrać go do domu i zatrzymać przy sobie, że nie idzie opisać tego słowami.
Dni mijały, z dnia na dzień pamięć Scotta wracała do normy, a jego stan był coraz lepszy. W końcu nadszedł dzień wypisania. Obiecałam mu, że to właśnie ja go odbiorę. Kiedy przyjechałam po niego, czekał na mnie w sali już spakowany i gotowy do wyjścia.
-Szybki jesteś – stwierdziłam, przytulając się do niego i dostając buziaka w czubek głowy.
Scott?
Od Tylera cd Issabelli
Odczytałem smsy od Isabelli i westchnąłem cicho. Potrzebowałem czegoś na odstresowanie się. Otworzyłem jedną z szafek i wyjąłem z niej jednego ze skręconych przeze mnie wcześniej skrętów. Odnalazłem w kieszeni zapalniczkę i nie kłopocząc się o wyjście na balkon, czy choćby otwarcie okna, zapaliłem go. Jakiś czas później w mojej głowie było pełno myśli, wiele zabawnych,wiele tych poważnych. Poszedłem do łazienki, wziąłem szybki prysznic, czułem się jakbym kąpał się pod wodospadem, autentycznie. Ubrałem się w bokserki i spojrzałem na siebie w lustrze, źrenice były wielkie jak choler.a. Udałem się do łóżka, a na smsy dziewczyny nie odpisałem, postanowiłem jedynie wybrać się tam rano. Po raz pierwszy od bardzo dawna ustawiłem budzik.
Kiedy tylko się obudziłem, pomyślałem o chorych snach, które miałem tej nocy. Ubrałem się i zrobiłem sobie na szybko tosty, aby móc jechać do szpitala. Było po ósmej, zastanawiało mnie, czy dziewczyna wciąż śpi. Zgarnąłem kluczyki do samochodu i opuściłem mieszkanie.
Wszedłem do sali dziewczyny, smacznie sobie spała, a ja usiadłem na krześle obok niej i wpatrywałem się w nią. Wciąż byłem zmęczony, dawno nie wstawałem tak wcześnie. Ziewnąłem kilka razy, aż w końcu moja twarz opadła na łóżko, zasnąłem.
Obudziło mnie dopiero delikatne gładzenie po głowie. Podniosłem głowę i spojrzałem na Isabellę, która musiała się przed chwilą obudzić.
-O , wstałaś -stwierdziłem, prostując się.
-Jak długo tu siedzisz? - spytała.
-Przyjechałem przed dziewiątą -oznajmiłem.
-Lekarz mówił, że jutro będę mogła wyjść – powiedziała, kładąc swoją dłoń na mojej – masz strasznie zimne ręce.
-Taki mój urok – wzruszyłem ramionami – przyjadę po ciebie. Tylko jeśli jeszcze raz postanowisz spieprzyć przede mną pod auto to już cię zostawię na tej ulicy na pastwę losu…
Isabella?
Kiedy tylko się obudziłem, pomyślałem o chorych snach, które miałem tej nocy. Ubrałem się i zrobiłem sobie na szybko tosty, aby móc jechać do szpitala. Było po ósmej, zastanawiało mnie, czy dziewczyna wciąż śpi. Zgarnąłem kluczyki do samochodu i opuściłem mieszkanie.
Wszedłem do sali dziewczyny, smacznie sobie spała, a ja usiadłem na krześle obok niej i wpatrywałem się w nią. Wciąż byłem zmęczony, dawno nie wstawałem tak wcześnie. Ziewnąłem kilka razy, aż w końcu moja twarz opadła na łóżko, zasnąłem.
Obudziło mnie dopiero delikatne gładzenie po głowie. Podniosłem głowę i spojrzałem na Isabellę, która musiała się przed chwilą obudzić.
-O , wstałaś -stwierdziłem, prostując się.
-Jak długo tu siedzisz? - spytała.
-Przyjechałem przed dziewiątą -oznajmiłem.
-Lekarz mówił, że jutro będę mogła wyjść – powiedziała, kładąc swoją dłoń na mojej – masz strasznie zimne ręce.
-Taki mój urok – wzruszyłem ramionami – przyjadę po ciebie. Tylko jeśli jeszcze raz postanowisz spieprzyć przede mną pod auto to już cię zostawię na tej ulicy na pastwę losu…
Isabella?
Od Sofii cd Hailey
Widząc, że Hailey zdecydowanie ma dość mojego towarzystwa zebrałam się do domu. Wsiadłam w pierwszy autobus jadący w stronę mojego mieszkania. Zaraz po powrocie otworzyłam drzwi, z rzuciłam buty i udałam się prosto do sypialni, gdzie opadłam na łóżko znosząc się płaczem. Reszta nocy minęła mi właśnie w ten sposób. Byłam wściekła sama na siebie. Naprawdę nie chciałam wpieprzać się ponownie w życie Scotta z kolejnymi "świetnym wiesciami". Gdyby nie mój cholerny brat i moje kłamstwa... Zasnęłam dopiero około siódmej nad ranem, wycieńczona niewesołymi myślami.
Tak minął następny tydzień. W końcu zaczęło pojawiać się dostosowanie do nowej stacji. Starałam się być codziennie w szpitalu, jednocześnie unikałam Hailey, co nie zawsze się dawało. Doskonale rozumiałam jej pretensje do mnie. Taki minęło mi pół roku.
Spojrzałam na siebie w lustrze. Młoda kobieta, która w tak wymyślny sposób spieprzyła życie sobie, chłopakowi którego kocham, dziewczynie która kocha jego i bogu winnemu dziecku. Spojrzałam na mój mocno widoczny brzuch i pogładziłam go. Jeszcze trochę i zacznie się istny chaos. Ubrałam się ciepło i ruszyłam do szpitala, gdzie przed wejściem spotkałam Hailey. Zignorowała mnie jak zwykle i bez słowa ruszyłyśmy pod salę gdzie leżał Scott. Po zajściu na miejsce zauważyłyśmy babcię chłopaka z jego siostrzenicą i nie małe zamieszanie w sali. Podbiegłyśmy szybko do nich chcąc zorientować się w sytuacji.
-Co się dzieje? -Zapytała spanikowana Hailey
Starsza kobieta spojrzała na nią po czym powiedziała:
-Wybudza się.
Hailey?
Od Hailey cd Sofii
Spojrzałam na lekarza, dosłownie mnie zamurowało. Pomimo, iż z jednej strony stan wydawał się być stabilny, to wciąż obawiałam się najgorszego. Nie miałam już nawet siły na płacz, po prostu siedziałam, tępo wpatrując się w ścianę. W pewnym momencie poczułam czyjąś rękę na ramieniu, obejrzałam się i kątem oka zobaczyłam Sofii, która wciąż usiłowała załagodzić sytuację. Doskonale wiedziałam, że jeśli zaraz się jej stąd nie pozbędę to rzucę się na nią i wydrapię jej oczy.
-Idź stąd – syknęłam, wracając wzrokiem na białą ścianę przede mną.
-Słyszałaś, co mówiłam ci w sali? - spytała.
-Jeżeli myślisz, że to dobry moment na takie rozmowy to się grubo mylisz – rzuciłam oschle, wstając i siadając na krzesłach na drugim końcu korytarza.
Dziewczyna porzuciła swoje próby nawiązania ze mną kontaktu, co nieznacznie poprawiło moje samopoczucie. Byłam zmęczona, nawet nie chciałam wiedzieć jak właśnie wyglądam, bo jedynie bym się przeraziła. Zegarek wskazywał trzecią w nocy, a ja właśnie ruszyłam w drogę do automatu z kawą. Wrzuciłam ostatnie monety, jakie mi pozostały do maszyny i czekałam na wydanie mi mojego zamówienia.
-Przepraszam, czy można do niego zajrzeć? - spytałam przechodzącą obok pielęgniarkę.
-Proszę bardzo, tylko bez napoju i proszę ostrożnie – odparła, a ja skinęłam głową przytakując.
Dopiłam kawę, wzięłam głęboki oddech i weszłam do sali. Scott leżał w tym pomieszczeniu sam, towarzyszyła mu jedynie aparatura, trzymająca go przy życiu. Przysunęłam sobie stojące obok krzesło i usiadłam przy jego łóżku. Chwyciłam rękę chłopaka, a po chwili poczułam na swoich policzkach wpływające łzy. Szybko otarłam je druga ręką i powstrzymałam się od dalszego ich uwalniania.
Sofii?
-Idź stąd – syknęłam, wracając wzrokiem na białą ścianę przede mną.
-Słyszałaś, co mówiłam ci w sali? - spytała.
-Jeżeli myślisz, że to dobry moment na takie rozmowy to się grubo mylisz – rzuciłam oschle, wstając i siadając na krzesłach na drugim końcu korytarza.
Dziewczyna porzuciła swoje próby nawiązania ze mną kontaktu, co nieznacznie poprawiło moje samopoczucie. Byłam zmęczona, nawet nie chciałam wiedzieć jak właśnie wyglądam, bo jedynie bym się przeraziła. Zegarek wskazywał trzecią w nocy, a ja właśnie ruszyłam w drogę do automatu z kawą. Wrzuciłam ostatnie monety, jakie mi pozostały do maszyny i czekałam na wydanie mi mojego zamówienia.
-Przepraszam, czy można do niego zajrzeć? - spytałam przechodzącą obok pielęgniarkę.
-Proszę bardzo, tylko bez napoju i proszę ostrożnie – odparła, a ja skinęłam głową przytakując.
Dopiłam kawę, wzięłam głęboki oddech i weszłam do sali. Scott leżał w tym pomieszczeniu sam, towarzyszyła mu jedynie aparatura, trzymająca go przy życiu. Przysunęłam sobie stojące obok krzesło i usiadłam przy jego łóżku. Chwyciłam rękę chłopaka, a po chwili poczułam na swoich policzkach wpływające łzy. Szybko otarłam je druga ręką i powstrzymałam się od dalszego ich uwalniania.
Sofii?
wtorek, 15 stycznia 2019
Od Isabelli cd Tylera
Spojrzałam na Tylera, który powoli opuszczał pomieszczenie. Cho#era. Naprawdę go kocham. Westchnęłam niezadowolona na widok lekarza, lecz mimo wszystko, zastosowałam się do jego zaleceń. Miałam leżeć i odpoczywać. Łatwo powiedzieć, w szczególności, jak poznasz chłopaka, za którym chciałabyś pobiec na koniec świata. Dostałam wieczorną dawkę leków i niedługo po tym, miałam zamiar iść spać. Nim jednak na dobre usunęłam, chwyciłam telefon i wyszukałam numer Tylera.
Do: Tyler
Wybacz, że tyle zwlekałam z wyznaniem ci tego. Niestety niektóre rzeczy nie są takie łatwe do powiedzenia. Nigdzie nie wyjeżdżam. Zostaję tutaj.
Kliknęłam "wyślij" i wbiłam wzrok w sufit. Po chwili jednak włączyłam ponownie swojego samsunga i wysłałam jeszcze jedną wiadomość.
Do: Tyler
Ps. Dobranoc
Odłożyłam telefon na szafkę nocną i wróciłam do oglądania białych ścian. Naprawdę nie wiem, co było ze mną nie tak. Dlaczego tak długo oszukiwałam samą siebie? Nie dopuszczałam do siebie myśli, że kiedykolwiek się zakocham. Westchnęłam głośno i moje powieki powoli się zamknęły.
~~~
Otworzyłam oczy i ziewnęłam przeciągle. Spojrzałam na zegar, który znajdował się na ścianie naprzeciwko. 11:28. Boże, ile ja spałam? Rozejrzałam się po sali i zauważyłam... Tylera. Chłopak siedział na małym stołku tuż przy szpitalnym łóżku, na którym spokojnie leżała jego głowa. Chyba spał. Przeczesałam ręką jego włosy i uśmiechnęłam się pod nosem.
Tyler?
Do: Tyler
Wybacz, że tyle zwlekałam z wyznaniem ci tego. Niestety niektóre rzeczy nie są takie łatwe do powiedzenia. Nigdzie nie wyjeżdżam. Zostaję tutaj.
Kliknęłam "wyślij" i wbiłam wzrok w sufit. Po chwili jednak włączyłam ponownie swojego samsunga i wysłałam jeszcze jedną wiadomość.
Do: Tyler
Ps. Dobranoc
Odłożyłam telefon na szafkę nocną i wróciłam do oglądania białych ścian. Naprawdę nie wiem, co było ze mną nie tak. Dlaczego tak długo oszukiwałam samą siebie? Nie dopuszczałam do siebie myśli, że kiedykolwiek się zakocham. Westchnęłam głośno i moje powieki powoli się zamknęły.
~~~
Otworzyłam oczy i ziewnęłam przeciągle. Spojrzałam na zegar, który znajdował się na ścianie naprzeciwko. 11:28. Boże, ile ja spałam? Rozejrzałam się po sali i zauważyłam... Tylera. Chłopak siedział na małym stołku tuż przy szpitalnym łóżku, na którym spokojnie leżała jego głowa. Chyba spał. Przeczesałam ręką jego włosy i uśmiechnęłam się pod nosem.
Tyler?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
