-O, wstałaś. - Powiedział Tyler.
Spojrzałam na chłopaka, który wlepiał we mnie swoje piękne patrzały.
-Jak długo tu siedzisz? - Zapytałam.
-Przyjechałem przed dziewiątą. - Odpowiedział dość szybko.
-Lekarz mówił, że jutro będę mogła wyjść. - Powiedziałam zadowolona
kładąc swoją dłoń na jego. - Masz strasznie zimne ręce. - Dodałam po
chwili.
-Taki mój urok. - Blondyn wzruszył ramionami. - Przyjadę po ciebie.
Tylko jeśli jeszcze raz postanowisz spieprzyć przede mną pod auto to już
cię zostawię na tej ulicy na pastwę losu… - Rzekł nadzwyczaj poważnie.
Spojrzałam na chłopaka i przez chwilę siedziałam w ciszy. Chyba już do
końca życia będę czuć się wina. To wszystko przeze mnie i nic tego nie
zmieni. Dziwię się tylko, że mnie nie zostawił. Na myśl o tym,
uśmiechnęłam się lekko i po prostu wtuliłam w Tylera. Tak bardzo
brakowało mi kogoś do kogo mogłabym się przytulić.
Obiecaj mi, że już nic sobie nie zrobisz. - Powiedział.
-Obiecuję. - Odpowiedziałam bez większego problemu.
Wystarczy mi już wbiegania pod samochody, zdecydowanie.
-Nigdy nie przypuszczałam, że w zaledwie kilkanaście dni tyle zmieni się w moim życiu.
-Co masz na myśli? - Zapytał, gładząc mnie po głowie.
-Wbiegłam pod samochód, jakiś facet się na mnie rzucił... - Zaczęłam.
-No i poznałam ciebie. - Posłałam mu szczery uśmiech, który po chwili
został odwzajemniony.
~~~
Nim się obejrzałam, była godzina piętnasta. Jakim cudem ja się pytam? Te
cztery godziny minęły, jak dziesięć minut. Rozmowa z Tylerem to była
czysta przyjemność, nie dość, że spędziłam miło czas, to jeszcze się o
nim sporo dowiedziałam. Jak ja się cieszę, że go poznałam. Nie
przypominam sobie, abym kiedykolwiek miała z kimś tak dobry kontakt, jak
z tym uroczym blondasem. Może wyjazd do Nowego Yorku nie był takim złym
pomysłem. Teraz dopiero zrozumiałam, jaka byłam głupia, gdy chciałam
wrócić do rodzinnego miasteczka. Westchnęłam głośno na myśl o tym, gdzie
mogłabym teraz być gdyby nie Tyler. Spojrzałam na drzwi, które powoli
się otworzyły, a do pomieszczenia wszedł chłopak. Podobno musiał coś
załatwić, ale wolałam nie pytać, na chwilę obecną wystarczy mi tych
nowych informacji. Miejsce obok łóżka szpitalnego ponownie zostało
zajęte, przez tego samego osobnika, co rano. Zauważyłem grymas na twarzy
blondyna, który po chwili się odezwał.
-Muszę jechać. Mam coś ważnego do zrobienia. Przyjadę po ciebie jutro tak jak obiecałem. - Powiedział.
Powoli podniósł się ze stołka, lecz nim opuścił salę, zatrzymałam go.
-Tyler ja... - Zaczęłam. -Chciałam Cię przeprosić.
-Za co? - Wydawał się bardziej zaskoczony, niż zazwyczaj, gdy zaczynałam gadać głupoty.
-Za wczoraj... no wiesz... - Nie mogłam wydusić z siebie tego kluczowego
słowa. -Za... pocałunek. Zrozumiem, jeżeli będziesz zły, czy coś...
zapewne masz dziewczynę, a ja to wszystko zniszczę... - Już sama siebie
nie rozumiałam.
Spuściłam wzrok na swoje stopy i czekałam jedynie na odpowiedź.
Tyler?
Jakie piękne masło maślane w niektórych momentach mmm
poniedziałek, 21 stycznia 2019
Od Scotta cd Hailey
Odwzajemniłem uścisk dziewczyny zaplatając ręce na jej talii.
-A dziwisz mi się? -powiedziałem uśmiechając się do niej. -Z resztą mogę się założyć, że i ty masz już dość tego miejsca -dodałem zakładając jej zbłąkany włos za jej ucho.
-Owszem mam dość, ale ważniejsze dla mnie jest to, że teraz musi być już dobrze -powiedziała uśmiechając się promiennie, głaszcząc mnie po policzku.
Zabrałem torbę, która leżała na łóżku i ruszyłem z Hailey do wyjścia z tego przeklętego miejsca. Wypis odebrałem zaraz po obchodzie, dzięki mojemu uporowi i niedawaniu spokoju lekarzowi. Niby wszystko pięknie, że wychodzę, ale mam świadomość, że jeszcze dużo pracy przede mną przed powrotem do pełnej sprawności. Podstawowym problemem okazała się rozwalona lewa ręka, nad którą nie miałem pełnej władzy. Prawie wszystko mi z niej wypadało i lekarz zapowiedział, że przywrócenie jej pełnej sprawności może wiązać się z operacją. Wyszliśmy na zewnątrz, gdzie wziąłem głęboki wdech niczym jakiś skazaniec wychodzący na wolność, na co parsknęła śmiechem.
-Nie mogłem przespać tej zimy, jak niedźwiedź? Przynajmniej nie odczułbym tej przeklętej zimy-powiedziałem za co dostałem lekkiego kuksańca od niej. -No tak dużym minusem było by to, że nie widziałbym ciebie. To jednak wolę ciebie.
-Miło -parsknęła udając obrażoną, co udało jej się może przez pięć sekund za nim wygrał ogromny uśmiech.
Objąłem ją i ruszyliśmy do samochodu dziewczyny. Wrzuciłem torbę z tyłu, po czym ruszyliśmy do domu. Podróż przez miasto była nawet szybka jak na tą godzinę i po paręnastu minutach byliśmy pod blokiem. Wyjąłem torbę po czym ruszyliśmy do mieszkania. Chwilę się zeszło zanim dziewczyna odnalazła klucze od mieszkania w magicznej kobiecej torbie. Wszedłem do mieszkania i zdjąłem kurtkę.
-A zwierzaki gdzie się zapodziały? -zapytałem rozglądając się po mieszkaniu.
-Twoja babcia stwierdziła, że zabierze je na razie do siebie, abyś mógł odpocząć w spokoju -odparła wieszając kurtkę na wieszaku i podeszła do mnie.
-Powiedz mi, czym sobie zasłużyłem na taką dziewczynę? -rzuciłem obejmując ją. -Dziękuję ci za to, że ze mną wciąż jesteś. Mimo tych wszystkich pojebanych sytuacji.
Hailey?
-A dziwisz mi się? -powiedziałem uśmiechając się do niej. -Z resztą mogę się założyć, że i ty masz już dość tego miejsca -dodałem zakładając jej zbłąkany włos za jej ucho.
-Owszem mam dość, ale ważniejsze dla mnie jest to, że teraz musi być już dobrze -powiedziała uśmiechając się promiennie, głaszcząc mnie po policzku.
Zabrałem torbę, która leżała na łóżku i ruszyłem z Hailey do wyjścia z tego przeklętego miejsca. Wypis odebrałem zaraz po obchodzie, dzięki mojemu uporowi i niedawaniu spokoju lekarzowi. Niby wszystko pięknie, że wychodzę, ale mam świadomość, że jeszcze dużo pracy przede mną przed powrotem do pełnej sprawności. Podstawowym problemem okazała się rozwalona lewa ręka, nad którą nie miałem pełnej władzy. Prawie wszystko mi z niej wypadało i lekarz zapowiedział, że przywrócenie jej pełnej sprawności może wiązać się z operacją. Wyszliśmy na zewnątrz, gdzie wziąłem głęboki wdech niczym jakiś skazaniec wychodzący na wolność, na co parsknęła śmiechem.
-Nie mogłem przespać tej zimy, jak niedźwiedź? Przynajmniej nie odczułbym tej przeklętej zimy-powiedziałem za co dostałem lekkiego kuksańca od niej. -No tak dużym minusem było by to, że nie widziałbym ciebie. To jednak wolę ciebie.
-Miło -parsknęła udając obrażoną, co udało jej się może przez pięć sekund za nim wygrał ogromny uśmiech.
Objąłem ją i ruszyliśmy do samochodu dziewczyny. Wrzuciłem torbę z tyłu, po czym ruszyliśmy do domu. Podróż przez miasto była nawet szybka jak na tą godzinę i po paręnastu minutach byliśmy pod blokiem. Wyjąłem torbę po czym ruszyliśmy do mieszkania. Chwilę się zeszło zanim dziewczyna odnalazła klucze od mieszkania w magicznej kobiecej torbie. Wszedłem do mieszkania i zdjąłem kurtkę.
-A zwierzaki gdzie się zapodziały? -zapytałem rozglądając się po mieszkaniu.
-Twoja babcia stwierdziła, że zabierze je na razie do siebie, abyś mógł odpocząć w spokoju -odparła wieszając kurtkę na wieszaku i podeszła do mnie.
-Powiedz mi, czym sobie zasłużyłem na taką dziewczynę? -rzuciłem obejmując ją. -Dziękuję ci za to, że ze mną wciąż jesteś. Mimo tych wszystkich pojebanych sytuacji.
niedziela, 20 stycznia 2019
Od Hailey cd Sofii
Stałam przy łóżku Scotta, wraz z jego babcią, lekarzami i małą Marry, niestety dołączyła do nas także Sofii. Tak długo czekałam na ten moment, całe pół roku bez niego, to było jak wieczność. Chłopak początkowo niewiele pamiętał. Lekarz wyprosił nas z sali, a my mieliśmy odwiedzać chłopaka teraz pojedynczo. Pierwsza w kolejce była oczywiście jego babcia, która chciała mnie przepuścić, ale nalegałam aby to właśnie ona tam poszła. Weszłam do sali, Scott patrzył na mnie zaciekawionym wzrokiem. Mimo to widać było, że był zmęczony. Usiadłam na krześle przy jego łóżku i chwyciłam jego dłoń.
-Tęskniłam – oznajmiłam, patrząc w jego oczy.
Najchętniej przytuliłabym go teraz i nie puściła już nigdy, ale nie było to teraz możliwe.
-Kim jesteś? - spytał, zabolało, ale nie mogłam go za to winić.
-Hailey, twoją dziewczyną – powiedziałam, ściskając jego dłoń nieco mocniej.
-Ładną mam tą dziewczynę – stwierdził, gładząc swoim palcem moją dłoń.
Uśmiechnęłam się, miałam tak wielką ochotę zabrać go do domu i zatrzymać przy sobie, że nie idzie opisać tego słowami.
Dni mijały, z dnia na dzień pamięć Scotta wracała do normy, a jego stan był coraz lepszy. W końcu nadszedł dzień wypisania. Obiecałam mu, że to właśnie ja go odbiorę. Kiedy przyjechałam po niego, czekał na mnie w sali już spakowany i gotowy do wyjścia.
-Szybki jesteś – stwierdziłam, przytulając się do niego i dostając buziaka w czubek głowy.
Scott?
-Tęskniłam – oznajmiłam, patrząc w jego oczy.
Najchętniej przytuliłabym go teraz i nie puściła już nigdy, ale nie było to teraz możliwe.
-Kim jesteś? - spytał, zabolało, ale nie mogłam go za to winić.
-Hailey, twoją dziewczyną – powiedziałam, ściskając jego dłoń nieco mocniej.
-Ładną mam tą dziewczynę – stwierdził, gładząc swoim palcem moją dłoń.
Uśmiechnęłam się, miałam tak wielką ochotę zabrać go do domu i zatrzymać przy sobie, że nie idzie opisać tego słowami.
Dni mijały, z dnia na dzień pamięć Scotta wracała do normy, a jego stan był coraz lepszy. W końcu nadszedł dzień wypisania. Obiecałam mu, że to właśnie ja go odbiorę. Kiedy przyjechałam po niego, czekał na mnie w sali już spakowany i gotowy do wyjścia.
-Szybki jesteś – stwierdziłam, przytulając się do niego i dostając buziaka w czubek głowy.
Scott?
Od Tylera cd Issabelli
Odczytałem smsy od Isabelli i westchnąłem cicho. Potrzebowałem czegoś na odstresowanie się. Otworzyłem jedną z szafek i wyjąłem z niej jednego ze skręconych przeze mnie wcześniej skrętów. Odnalazłem w kieszeni zapalniczkę i nie kłopocząc się o wyjście na balkon, czy choćby otwarcie okna, zapaliłem go. Jakiś czas później w mojej głowie było pełno myśli, wiele zabawnych,wiele tych poważnych. Poszedłem do łazienki, wziąłem szybki prysznic, czułem się jakbym kąpał się pod wodospadem, autentycznie. Ubrałem się w bokserki i spojrzałem na siebie w lustrze, źrenice były wielkie jak choler.a. Udałem się do łóżka, a na smsy dziewczyny nie odpisałem, postanowiłem jedynie wybrać się tam rano. Po raz pierwszy od bardzo dawna ustawiłem budzik.
Kiedy tylko się obudziłem, pomyślałem o chorych snach, które miałem tej nocy. Ubrałem się i zrobiłem sobie na szybko tosty, aby móc jechać do szpitala. Było po ósmej, zastanawiało mnie, czy dziewczyna wciąż śpi. Zgarnąłem kluczyki do samochodu i opuściłem mieszkanie.
Wszedłem do sali dziewczyny, smacznie sobie spała, a ja usiadłem na krześle obok niej i wpatrywałem się w nią. Wciąż byłem zmęczony, dawno nie wstawałem tak wcześnie. Ziewnąłem kilka razy, aż w końcu moja twarz opadła na łóżko, zasnąłem.
Obudziło mnie dopiero delikatne gładzenie po głowie. Podniosłem głowę i spojrzałem na Isabellę, która musiała się przed chwilą obudzić.
-O , wstałaś -stwierdziłem, prostując się.
-Jak długo tu siedzisz? - spytała.
-Przyjechałem przed dziewiątą -oznajmiłem.
-Lekarz mówił, że jutro będę mogła wyjść – powiedziała, kładąc swoją dłoń na mojej – masz strasznie zimne ręce.
-Taki mój urok – wzruszyłem ramionami – przyjadę po ciebie. Tylko jeśli jeszcze raz postanowisz spieprzyć przede mną pod auto to już cię zostawię na tej ulicy na pastwę losu…
Isabella?
Kiedy tylko się obudziłem, pomyślałem o chorych snach, które miałem tej nocy. Ubrałem się i zrobiłem sobie na szybko tosty, aby móc jechać do szpitala. Było po ósmej, zastanawiało mnie, czy dziewczyna wciąż śpi. Zgarnąłem kluczyki do samochodu i opuściłem mieszkanie.
Wszedłem do sali dziewczyny, smacznie sobie spała, a ja usiadłem na krześle obok niej i wpatrywałem się w nią. Wciąż byłem zmęczony, dawno nie wstawałem tak wcześnie. Ziewnąłem kilka razy, aż w końcu moja twarz opadła na łóżko, zasnąłem.
Obudziło mnie dopiero delikatne gładzenie po głowie. Podniosłem głowę i spojrzałem na Isabellę, która musiała się przed chwilą obudzić.
-O , wstałaś -stwierdziłem, prostując się.
-Jak długo tu siedzisz? - spytała.
-Przyjechałem przed dziewiątą -oznajmiłem.
-Lekarz mówił, że jutro będę mogła wyjść – powiedziała, kładąc swoją dłoń na mojej – masz strasznie zimne ręce.
-Taki mój urok – wzruszyłem ramionami – przyjadę po ciebie. Tylko jeśli jeszcze raz postanowisz spieprzyć przede mną pod auto to już cię zostawię na tej ulicy na pastwę losu…
Isabella?
Od Sofii cd Hailey
Widząc, że Hailey zdecydowanie ma dość mojego towarzystwa zebrałam się do domu. Wsiadłam w pierwszy autobus jadący w stronę mojego mieszkania. Zaraz po powrocie otworzyłam drzwi, z rzuciłam buty i udałam się prosto do sypialni, gdzie opadłam na łóżko znosząc się płaczem. Reszta nocy minęła mi właśnie w ten sposób. Byłam wściekła sama na siebie. Naprawdę nie chciałam wpieprzać się ponownie w życie Scotta z kolejnymi "świetnym wiesciami". Gdyby nie mój cholerny brat i moje kłamstwa... Zasnęłam dopiero około siódmej nad ranem, wycieńczona niewesołymi myślami.
Tak minął następny tydzień. W końcu zaczęło pojawiać się dostosowanie do nowej stacji. Starałam się być codziennie w szpitalu, jednocześnie unikałam Hailey, co nie zawsze się dawało. Doskonale rozumiałam jej pretensje do mnie. Taki minęło mi pół roku.
Spojrzałam na siebie w lustrze. Młoda kobieta, która w tak wymyślny sposób spieprzyła życie sobie, chłopakowi którego kocham, dziewczynie która kocha jego i bogu winnemu dziecku. Spojrzałam na mój mocno widoczny brzuch i pogładziłam go. Jeszcze trochę i zacznie się istny chaos. Ubrałam się ciepło i ruszyłam do szpitala, gdzie przed wejściem spotkałam Hailey. Zignorowała mnie jak zwykle i bez słowa ruszyłyśmy pod salę gdzie leżał Scott. Po zajściu na miejsce zauważyłyśmy babcię chłopaka z jego siostrzenicą i nie małe zamieszanie w sali. Podbiegłyśmy szybko do nich chcąc zorientować się w sytuacji.
-Co się dzieje? -Zapytała spanikowana Hailey
Starsza kobieta spojrzała na nią po czym powiedziała:
-Wybudza się.
Hailey?
Od Hailey cd Sofii
Spojrzałam na lekarza, dosłownie mnie zamurowało. Pomimo, iż z jednej strony stan wydawał się być stabilny, to wciąż obawiałam się najgorszego. Nie miałam już nawet siły na płacz, po prostu siedziałam, tępo wpatrując się w ścianę. W pewnym momencie poczułam czyjąś rękę na ramieniu, obejrzałam się i kątem oka zobaczyłam Sofii, która wciąż usiłowała załagodzić sytuację. Doskonale wiedziałam, że jeśli zaraz się jej stąd nie pozbędę to rzucę się na nią i wydrapię jej oczy.
-Idź stąd – syknęłam, wracając wzrokiem na białą ścianę przede mną.
-Słyszałaś, co mówiłam ci w sali? - spytała.
-Jeżeli myślisz, że to dobry moment na takie rozmowy to się grubo mylisz – rzuciłam oschle, wstając i siadając na krzesłach na drugim końcu korytarza.
Dziewczyna porzuciła swoje próby nawiązania ze mną kontaktu, co nieznacznie poprawiło moje samopoczucie. Byłam zmęczona, nawet nie chciałam wiedzieć jak właśnie wyglądam, bo jedynie bym się przeraziła. Zegarek wskazywał trzecią w nocy, a ja właśnie ruszyłam w drogę do automatu z kawą. Wrzuciłam ostatnie monety, jakie mi pozostały do maszyny i czekałam na wydanie mi mojego zamówienia.
-Przepraszam, czy można do niego zajrzeć? - spytałam przechodzącą obok pielęgniarkę.
-Proszę bardzo, tylko bez napoju i proszę ostrożnie – odparła, a ja skinęłam głową przytakując.
Dopiłam kawę, wzięłam głęboki oddech i weszłam do sali. Scott leżał w tym pomieszczeniu sam, towarzyszyła mu jedynie aparatura, trzymająca go przy życiu. Przysunęłam sobie stojące obok krzesło i usiadłam przy jego łóżku. Chwyciłam rękę chłopaka, a po chwili poczułam na swoich policzkach wpływające łzy. Szybko otarłam je druga ręką i powstrzymałam się od dalszego ich uwalniania.
Sofii?
-Idź stąd – syknęłam, wracając wzrokiem na białą ścianę przede mną.
-Słyszałaś, co mówiłam ci w sali? - spytała.
-Jeżeli myślisz, że to dobry moment na takie rozmowy to się grubo mylisz – rzuciłam oschle, wstając i siadając na krzesłach na drugim końcu korytarza.
Dziewczyna porzuciła swoje próby nawiązania ze mną kontaktu, co nieznacznie poprawiło moje samopoczucie. Byłam zmęczona, nawet nie chciałam wiedzieć jak właśnie wyglądam, bo jedynie bym się przeraziła. Zegarek wskazywał trzecią w nocy, a ja właśnie ruszyłam w drogę do automatu z kawą. Wrzuciłam ostatnie monety, jakie mi pozostały do maszyny i czekałam na wydanie mi mojego zamówienia.
-Przepraszam, czy można do niego zajrzeć? - spytałam przechodzącą obok pielęgniarkę.
-Proszę bardzo, tylko bez napoju i proszę ostrożnie – odparła, a ja skinęłam głową przytakując.
Dopiłam kawę, wzięłam głęboki oddech i weszłam do sali. Scott leżał w tym pomieszczeniu sam, towarzyszyła mu jedynie aparatura, trzymająca go przy życiu. Przysunęłam sobie stojące obok krzesło i usiadłam przy jego łóżku. Chwyciłam rękę chłopaka, a po chwili poczułam na swoich policzkach wpływające łzy. Szybko otarłam je druga ręką i powstrzymałam się od dalszego ich uwalniania.
Sofii?
wtorek, 15 stycznia 2019
Od Isabelli cd Tylera
Spojrzałam na Tylera, który powoli opuszczał pomieszczenie. Cho#era. Naprawdę go kocham. Westchnęłam niezadowolona na widok lekarza, lecz mimo wszystko, zastosowałam się do jego zaleceń. Miałam leżeć i odpoczywać. Łatwo powiedzieć, w szczególności, jak poznasz chłopaka, za którym chciałabyś pobiec na koniec świata. Dostałam wieczorną dawkę leków i niedługo po tym, miałam zamiar iść spać. Nim jednak na dobre usunęłam, chwyciłam telefon i wyszukałam numer Tylera.
Do: Tyler
Wybacz, że tyle zwlekałam z wyznaniem ci tego. Niestety niektóre rzeczy nie są takie łatwe do powiedzenia. Nigdzie nie wyjeżdżam. Zostaję tutaj.
Kliknęłam "wyślij" i wbiłam wzrok w sufit. Po chwili jednak włączyłam ponownie swojego samsunga i wysłałam jeszcze jedną wiadomość.
Do: Tyler
Ps. Dobranoc
Odłożyłam telefon na szafkę nocną i wróciłam do oglądania białych ścian. Naprawdę nie wiem, co było ze mną nie tak. Dlaczego tak długo oszukiwałam samą siebie? Nie dopuszczałam do siebie myśli, że kiedykolwiek się zakocham. Westchnęłam głośno i moje powieki powoli się zamknęły.
~~~
Otworzyłam oczy i ziewnęłam przeciągle. Spojrzałam na zegar, który znajdował się na ścianie naprzeciwko. 11:28. Boże, ile ja spałam? Rozejrzałam się po sali i zauważyłam... Tylera. Chłopak siedział na małym stołku tuż przy szpitalnym łóżku, na którym spokojnie leżała jego głowa. Chyba spał. Przeczesałam ręką jego włosy i uśmiechnęłam się pod nosem.
Tyler?
Do: Tyler
Wybacz, że tyle zwlekałam z wyznaniem ci tego. Niestety niektóre rzeczy nie są takie łatwe do powiedzenia. Nigdzie nie wyjeżdżam. Zostaję tutaj.
Kliknęłam "wyślij" i wbiłam wzrok w sufit. Po chwili jednak włączyłam ponownie swojego samsunga i wysłałam jeszcze jedną wiadomość.
Do: Tyler
Ps. Dobranoc
Odłożyłam telefon na szafkę nocną i wróciłam do oglądania białych ścian. Naprawdę nie wiem, co było ze mną nie tak. Dlaczego tak długo oszukiwałam samą siebie? Nie dopuszczałam do siebie myśli, że kiedykolwiek się zakocham. Westchnęłam głośno i moje powieki powoli się zamknęły.
~~~
Otworzyłam oczy i ziewnęłam przeciągle. Spojrzałam na zegar, który znajdował się na ścianie naprzeciwko. 11:28. Boże, ile ja spałam? Rozejrzałam się po sali i zauważyłam... Tylera. Chłopak siedział na małym stołku tuż przy szpitalnym łóżku, na którym spokojnie leżała jego głowa. Chyba spał. Przeczesałam ręką jego włosy i uśmiechnęłam się pod nosem.
Tyler?
niedziela, 15 lipca 2018
Od Harper cd Nathana
Przez chwilkę nie wiedziałam co się dzieje wokół mnie. W sumie jeśli mam być szczera nawet nie wiedziałam co się stało. Stałam w jakimś tłumie bo próbowałam się przepchać do sklepu stojącego na plaży. I nagle bum. Ciemno przed oczami.
Dopiero po chwili kilku ludzi pomogło mi wstać i wyprowadziło z tego tłumu. Posadzili mnie na leżaku, przynieśli wody i upewnili się, że wszystko jest okej. Moi kochani przyjaciele, czytaj kumple mojego brata widząc, że od dłuższego czasu mnie nie ma postanowili w końcu zacząć mnie szukać. Jakież to szczęście wymalowalo się na twarzy Dannego kiedy mnie zauważył.
- Co się stało? Dlaczego ty siedzisz? - zapytał zdziwiony patrząc na mnie. Po chwili zauważył dość sporego siniaka na moim czole. - Kto ci to zrobił? - mruknął wskazując na ranę.
- To nic. Przypadek. Znalazłam się w złym miejscu o złej porze - wzruszyłam ramionami. - Piłka spadła mi na głowę.
- Ale chyba ktoś nią musiał rzucić nie?
- Niby tak ale jestem pewna, że nie zrobił tego celowo więc spokojnie - uśmiechnęłam się. Blondyn westchnął tylko głośno i zajął miejsce obok mnie. - Owieziesz mnie zaraz do domu? - zapytałam po dłuższej chwili.
- Z tym może być problem... - mruknął.
- A to niby dlaczego? - spojrzałam na niego zdziwiona.
- Trochę wypiliśmy z chłopakami więc będziemy dopiero w nocy wracać. Jeśli chcesz mogę odprowadzić cię na autobus.
- Nah. Sama się przejdę. Ale dzięki za propozycje - pocałowałam go w policzek po czym wstałam. Wyciągnęłam rękę w jego stronę. - Chodźmy do chłopaków. Posiedzę z wami jeszcze chwilkę i będę uciekać - chwycił moja dłoń i podniósł się.
- Jasne. Chodźmy - ruszyliśmy przed siebie. Kiedy szliśmy nad nami przelatywał jakiś samolocik więc uniosłam wzrok do góry i nie zauważyłam osoby idącej na przeciwko mnie. Również była czymś zajęta bo nie odsunęła się. I tak wpadliśmy na siebie.
- Przepraszam - mruknelam cicho, a Danny tylko zaśmiał się cicho z mojej nieuwagi.
Dopiero po chwili kilku ludzi pomogło mi wstać i wyprowadziło z tego tłumu. Posadzili mnie na leżaku, przynieśli wody i upewnili się, że wszystko jest okej. Moi kochani przyjaciele, czytaj kumple mojego brata widząc, że od dłuższego czasu mnie nie ma postanowili w końcu zacząć mnie szukać. Jakież to szczęście wymalowalo się na twarzy Dannego kiedy mnie zauważył.
- Co się stało? Dlaczego ty siedzisz? - zapytał zdziwiony patrząc na mnie. Po chwili zauważył dość sporego siniaka na moim czole. - Kto ci to zrobił? - mruknął wskazując na ranę.
- To nic. Przypadek. Znalazłam się w złym miejscu o złej porze - wzruszyłam ramionami. - Piłka spadła mi na głowę.
- Ale chyba ktoś nią musiał rzucić nie?
- Niby tak ale jestem pewna, że nie zrobił tego celowo więc spokojnie - uśmiechnęłam się. Blondyn westchnął tylko głośno i zajął miejsce obok mnie. - Owieziesz mnie zaraz do domu? - zapytałam po dłuższej chwili.
- Z tym może być problem... - mruknął.
- A to niby dlaczego? - spojrzałam na niego zdziwiona.
- Trochę wypiliśmy z chłopakami więc będziemy dopiero w nocy wracać. Jeśli chcesz mogę odprowadzić cię na autobus.
- Nah. Sama się przejdę. Ale dzięki za propozycje - pocałowałam go w policzek po czym wstałam. Wyciągnęłam rękę w jego stronę. - Chodźmy do chłopaków. Posiedzę z wami jeszcze chwilkę i będę uciekać - chwycił moja dłoń i podniósł się.
- Jasne. Chodźmy - ruszyliśmy przed siebie. Kiedy szliśmy nad nami przelatywał jakiś samolocik więc uniosłam wzrok do góry i nie zauważyłam osoby idącej na przeciwko mnie. Również była czymś zajęta bo nie odsunęła się. I tak wpadliśmy na siebie.
- Przepraszam - mruknelam cicho, a Danny tylko zaśmiał się cicho z mojej nieuwagi.
sobota, 14 lipca 2018
Od Sofii cd Hailey
Spojrzałam krótko na blondynkę, która wpatrywała się we mnie z nienawiścią. Cóż rozumiałam jej niechęć do mnie. Przeniosłam spojrzenie na Scotta.
-Wbrew wszystkiemu on dalej jest, był i będzie moim przyjacielem, więc chcę wiedzieć co z nim -mruknęłam.
-Dość dziwnie to okazujesz -prychnęła.
Wzięłam krzesło i postawiłam je po drugiej stronie łóżka.
-Wiem, że zapewne nie uwierzysz w ani jedno moje słowo, ale zarzekam się że mówię to szczerze. Rzeczywistość w końcu dobiła się do mojej zakutej pały i wiem, że nie mam u niego szans. Naprawdę i szczerze przepraszam cię za to co zrobiłam. Kiedy dowiedziałam się o ciąży długo zastanawiałam się czy mówić o tym Scottowi, jednak postanowiłam spakować się i bez słowa wynieść się do Anglii. Wyszłam z założenia, że nie chcę wam niszczyć tego co udało się wam odbudować... Nic nie chcę i niczego nie oczekuję od Scotta.
Zapadła między nami cisza, którą przerwało przybycie rodziców chłopaka. Matka Scotta przyciągnęła do siebie Hailey mówiąc coś, czego nie mogłam zrozumieć. Podniosłam się i wyszłam z sali na korytarz. W pewnym momencie zapanowało jakieś zamieszanie. Do sali wbiegło kilku lekarzy, a po chwili z niej wyszli rodzice Scotta i Hailey. Okazało się, że pękł krwiak mózgu i trzeba było natychmiastowo przeprowadzić kolejną operację. I tak oto zaczęło się ponowne czekanie pod salą. W tym czasie Matt podrzucił babcię chłopaka, która próbowała przekonać blondynkę aby wróciła i odpoczęła w domu. Oczywiście nie dała się przepędzić, stwierdzając, że póki co nie ma mowy o jej powrocie do domu. W końcu wyszedł lekarz.
-Sytuacja na razie została ustatkowana. Zapadł w śpiączkę, więc nie jesteśmy w stanie stwierdzić uszkodzenia mózgu. Ale mimo ustatkowania sytuacji, trzeba być gotowym na każdą ewentualność...
Hailey?
-Wbrew wszystkiemu on dalej jest, był i będzie moim przyjacielem, więc chcę wiedzieć co z nim -mruknęłam.
-Dość dziwnie to okazujesz -prychnęła.
Wzięłam krzesło i postawiłam je po drugiej stronie łóżka.
-Wiem, że zapewne nie uwierzysz w ani jedno moje słowo, ale zarzekam się że mówię to szczerze. Rzeczywistość w końcu dobiła się do mojej zakutej pały i wiem, że nie mam u niego szans. Naprawdę i szczerze przepraszam cię za to co zrobiłam. Kiedy dowiedziałam się o ciąży długo zastanawiałam się czy mówić o tym Scottowi, jednak postanowiłam spakować się i bez słowa wynieść się do Anglii. Wyszłam z założenia, że nie chcę wam niszczyć tego co udało się wam odbudować... Nic nie chcę i niczego nie oczekuję od Scotta.
Zapadła między nami cisza, którą przerwało przybycie rodziców chłopaka. Matka Scotta przyciągnęła do siebie Hailey mówiąc coś, czego nie mogłam zrozumieć. Podniosłam się i wyszłam z sali na korytarz. W pewnym momencie zapanowało jakieś zamieszanie. Do sali wbiegło kilku lekarzy, a po chwili z niej wyszli rodzice Scotta i Hailey. Okazało się, że pękł krwiak mózgu i trzeba było natychmiastowo przeprowadzić kolejną operację. I tak oto zaczęło się ponowne czekanie pod salą. W tym czasie Matt podrzucił babcię chłopaka, która próbowała przekonać blondynkę aby wróciła i odpoczęła w domu. Oczywiście nie dała się przepędzić, stwierdzając, że póki co nie ma mowy o jej powrocie do domu. W końcu wyszedł lekarz.
-Sytuacja na razie została ustatkowana. Zapadł w śpiączkę, więc nie jesteśmy w stanie stwierdzić uszkodzenia mózgu. Ale mimo ustatkowania sytuacji, trzeba być gotowym na każdą ewentualność...
Hailey?
Od Nathana
Wakacje. Coś czego każdy z uczniów cholernej szkoły oczekiwał od ostatnich kilku miesięcy. Kiedy w końcu nadeszły, każdemu mózg parował od pomysłów na zajęcia podczas upalnej pogody. Zazwyczaj i tak kończyło się to tym, że każdy siedział w swoim domu i oglądał seriale dla zabicia czasu. Nie jednak dla mnie.
Wyszedłem z domu, pod którym stał oczekiwany pickup. Na pace niebieskiego forda zapakowane były deski do surfingu. Wrzuciłem sportową torbę na tył samochodu i dosiadłem się do trzech kumpli siedzących w aucie. Jak łatwo się domyśleć, jechaliśmy na plażę. Kiedy dotarliśmy na miejsce naszym oczom ukazała się plaża pełna ludzi. Wysiedliśmy z pickup'a i zabraliśmy się za przygotowanie do plażowania. Wypakowanie wszystkich rzeczy z samochodu zajęło nam trochę czasu. Miny chłopaków widzących półnagie ciała pięknych dziewczyn wykazywały na niezwykłe zadowolenie. Ubrałem się w specjalny kombinezon i wziąłem pod pachę sporą deskę. Kiedy dołączyli do mnie koledzy ruszyliśmy w kierunku wody, aby po chwili zanurzyć się w zimnym oceanie. Zabawa zajęła nam kilka dobrych godzin i musieliśmy kończyć, gdy zmęczenie dało się we znaki. Kiedy odłożyliśmy rzeczy całą czwórką poszliśmy do baru. Wchodząc na podest z balu przeczesałem mokre włosy opadające mi na czoło. Kiedy zamawiałem piwo podeszła do mnie z uśmiechem rudowłosa dziewczyna. Bez krępacji położyła swoją drobną dłoń na moim ramieniu, a kiedy odebrałem swoje zamówienie zagadała
- Hej przystojniaku- posłała mi uśmiech - może chciałbyś się dosiąść do nas z kolegami?
Długo prosić nie musiała. Chwilę później siedzieliśmy w towarzystwie koleżanek nowej znajomej, które widocznie miały sporą ochotę na małe co nieco. Moja ręka chętnie wędrowała po ciele rudej dziewczyny, która wydawała się zadowolona z tego faktu do momentu, kiedy nie pojawił się na horyzoncie wysoki, dobrze zbudowany blondyn. Dziewczyna była zmieszana, jednak po chwili przybrała normalny wyraz twarzy. Wstała i pocałowała się z blondynem na przywitanie.
- Co to za goście Jen?- zapytał mierząc mnie wzrokiem
-Nasi koledzy- spojrzała na mnie pytająco - To jest..
- Nathan - Wstałem do chłopaka podając mu rękę- Kolega z podstawówki twojej dziewczyny. - skłamałem- Ładna z was para
- Dzięki- wrogi wzrok nie zszedł mu z twarzy- Przyjechałem z kumplami grać w siatkówkę, jednak brakuje nam paru osób, może się przyłączycie?
Pół godziny później wokół boiska do siatkówki na plaży zebrał się tłum widzów podziwiających grę. Wygrywaliśmy jednym punktem, jednak z trudem odpieraliśmy atak wroga. Chłopak Jenny wycelował dłońmi w piłkę, która bez trudu przeleciała nad siatką. Czas jakby zwolnił. Piasek utrudniał szybkie przemieszczenie się, jednak to nie powstrzymało mnie, żeby dobiec do niej na czas. Z całej siły odbiłem piłkę, która nie dość, że minęła siatkę to pokonała pole przeciwnika i trafiła prosto w drobną dziewczynę z tłumu, która momentalnie poleciała na ziemię.
Harper?
Wyszedłem z domu, pod którym stał oczekiwany pickup. Na pace niebieskiego forda zapakowane były deski do surfingu. Wrzuciłem sportową torbę na tył samochodu i dosiadłem się do trzech kumpli siedzących w aucie. Jak łatwo się domyśleć, jechaliśmy na plażę. Kiedy dotarliśmy na miejsce naszym oczom ukazała się plaża pełna ludzi. Wysiedliśmy z pickup'a i zabraliśmy się za przygotowanie do plażowania. Wypakowanie wszystkich rzeczy z samochodu zajęło nam trochę czasu. Miny chłopaków widzących półnagie ciała pięknych dziewczyn wykazywały na niezwykłe zadowolenie. Ubrałem się w specjalny kombinezon i wziąłem pod pachę sporą deskę. Kiedy dołączyli do mnie koledzy ruszyliśmy w kierunku wody, aby po chwili zanurzyć się w zimnym oceanie. Zabawa zajęła nam kilka dobrych godzin i musieliśmy kończyć, gdy zmęczenie dało się we znaki. Kiedy odłożyliśmy rzeczy całą czwórką poszliśmy do baru. Wchodząc na podest z balu przeczesałem mokre włosy opadające mi na czoło. Kiedy zamawiałem piwo podeszła do mnie z uśmiechem rudowłosa dziewczyna. Bez krępacji położyła swoją drobną dłoń na moim ramieniu, a kiedy odebrałem swoje zamówienie zagadała
- Hej przystojniaku- posłała mi uśmiech - może chciałbyś się dosiąść do nas z kolegami?
Długo prosić nie musiała. Chwilę później siedzieliśmy w towarzystwie koleżanek nowej znajomej, które widocznie miały sporą ochotę na małe co nieco. Moja ręka chętnie wędrowała po ciele rudej dziewczyny, która wydawała się zadowolona z tego faktu do momentu, kiedy nie pojawił się na horyzoncie wysoki, dobrze zbudowany blondyn. Dziewczyna była zmieszana, jednak po chwili przybrała normalny wyraz twarzy. Wstała i pocałowała się z blondynem na przywitanie.
- Co to za goście Jen?- zapytał mierząc mnie wzrokiem
-Nasi koledzy- spojrzała na mnie pytająco - To jest..
- Nathan - Wstałem do chłopaka podając mu rękę- Kolega z podstawówki twojej dziewczyny. - skłamałem- Ładna z was para
- Dzięki- wrogi wzrok nie zszedł mu z twarzy- Przyjechałem z kumplami grać w siatkówkę, jednak brakuje nam paru osób, może się przyłączycie?
Pół godziny później wokół boiska do siatkówki na plaży zebrał się tłum widzów podziwiających grę. Wygrywaliśmy jednym punktem, jednak z trudem odpieraliśmy atak wroga. Chłopak Jenny wycelował dłońmi w piłkę, która bez trudu przeleciała nad siatką. Czas jakby zwolnił. Piasek utrudniał szybkie przemieszczenie się, jednak to nie powstrzymało mnie, żeby dobiec do niej na czas. Z całej siły odbiłem piłkę, która nie dość, że minęła siatkę to pokonała pole przeciwnika i trafiła prosto w drobną dziewczynę z tłumu, która momentalnie poleciała na ziemię.
Harper?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
