Przeniosłem się z jej szyi na dekolt wciąż poruszając w niej palcami. Wyginała się, dzielnie dusząc w sobie każdy jęk. Wpiłem się w jej usta przyśpieszając swoje ruchy. Gdy była blisko spełnienia wyjąłem rękę z jej bielizny. Prychnęła niezadowolona, patrząc na mnie z wyrzutem. Jej miną jednak szybko się zmieniła, gdy po wróciłem do obcałowywania jej ciała. Moja ręka powędrowała do zapięcia jej stanika, którego szybko się pozbyłem. Dziewczyna próbowała wykorzystać to, że uwolniłem jej ręce, jednak szybko wpadłem na rozwiązanie tego problemu. Wyciągnąłem pasek ze spodni i za jego pomocą przywiązałem ją do ramy łóżka.
-A jak będziesz mi tu jeszcze nogami kręcić, to je też przywiążę -mruknąłem jej do ucha jednocześnie drażniąc jej pierś kciukiem.
Jęknęła przeciągle wypinając pierś bardziej w moją stronę. Przyssałem się do jednego z sutka, przyjryzając go co chwilę, podczas gdy drugiego ściskałem palcami. Jedno z mocniejszych ugryzień spotkało się z krzykiem zaskoczenia dziewczyny.
-Ej ej ej, ale dalej obowiązuje cisza -powiedziałem odsuwając się od niej.
-Myślisz, że to takie proste?
Nachyliłem się, drażniąc jednocześnie jej płatek ucha i mruknąłem do niego:
-Ale to nie ma być proste, Mała. Za to daje mi mnustwo satysfakcji.
Ponownie wpiłem się w jej usta gwałtownie i natarczywie. W tym czasie zacząłem podróż rękami po jej ciele, aż natrafiłem na jej ostatnią część garderoby. Odbyłem ustami tą samą drogę, po czym chwyciłem zębami gumkę od jej majtek i ściągnąłem je gwałtownie. Chwilę po tym pozbyłem się swoich dolnych partii. Wszedłem w nią szybkim ruchem, aż po same jądra. Wygięła się w łuk. Przez następne kilka minut drażniłem się z nią doprowadzając do białej gorączki. Gdy była już naprawdę blisko wychodziłem z niej, czekając aż się uspokoi i zaczynałem od nowa. Prawie wyła z rozpaczy, że nie może dojść, nie mówiąc nawet o tym jak mocno się szarpała, próbując uwolnić ręce. W końcu doszedłem, a ją zostawiłem niespełnioną. Ułożyłem się na poduszkach, tuż obok wciąż związanej dziewczyny. To spojrzała na mnie zszokowana.
-Co ty robisz? Chyba o czymś zapomniałeś.
Uśmiechnąłem się zadziornie, przewracając się na bok I drażniąc jej nabrzmiały sutek.
-Oj nie wydaje mi się. Jakoś nie przekonujesz mnie...
Hailey?
środa, 28 sierpnia 2019
Od Hailey cd Alexy'ego
Chłopak opuścił pomieszczenie, zostawiając mnie samą. Sprawnie dokończyłam pakowanie i opuściłam pokój. Alexy siedział przy stole, pijąc herbatę. Dopiero gdy podeszłam bliżej zauważyłam, jak mało jej tam było. Położyłam dłonie na ramionach chłopaka i przytuliłam się do niego. Alexy sprawnie podniósł się z krzesła, spoglądając na mnie z pożądaniem.
-Spakowana? - zapytał.
-Owszem, kostium też - powiedziałam, uśmiechając się i gładząc ręką jego policzek.
-Zatem wszystko jest naszykowane, a my mamy czas dla siebie - odparł, zaciskając rękę na moim pośladku.
Uśmiechnęłam się jedynie, zaplatając ręce na jego karku. Już po krótkiej chwili nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Chłopak podniósł mnie i nie przestając całować zaniósł do sypialni. Położył mnie na łóżku, pozbywając się ekspresowo mojej koszulki. W końcu pozbawił mnie również spodni, pozostałam w samej bieliźnie. Alexy zdjął swoją koszulkę, zostając jedynie w spodniach. Wepchnął swój język do moich ust tak pośpiesznie, jakby obawiał się, że zaraz zniknę. Jedna z jego rąk trzymała moje dłonie ponad moją głową, druga jednak sunęła w dół, zatrzymując się chwilę dłużej na mojej piersi, po chwili jednak ruszyła ona dalej. Nie musiałam długo czekać, aby poczuć dwa jego palce w sobie. Jęknęłam głośno, kiedy równocześnie mocniej zassał skórę na mojej szyi.
-Cicho - powiedział stanowczo, unosząc głowę i posyłając mi nieznoszące sprzeciwu spojrzenie.
Skinęłam jedynie głową, ledwo powstrzymując jęk, kiedy do jego dwóch palców dołączył kolejny. Powoli zaczynały przechodzić mnie dreszcze, a ciszę zachować było coraz ciężej.
Alexy?
-Spakowana? - zapytał.
-Owszem, kostium też - powiedziałam, uśmiechając się i gładząc ręką jego policzek.
-Zatem wszystko jest naszykowane, a my mamy czas dla siebie - odparł, zaciskając rękę na moim pośladku.
Uśmiechnęłam się jedynie, zaplatając ręce na jego karku. Już po krótkiej chwili nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Chłopak podniósł mnie i nie przestając całować zaniósł do sypialni. Położył mnie na łóżku, pozbywając się ekspresowo mojej koszulki. W końcu pozbawił mnie również spodni, pozostałam w samej bieliźnie. Alexy zdjął swoją koszulkę, zostając jedynie w spodniach. Wepchnął swój język do moich ust tak pośpiesznie, jakby obawiał się, że zaraz zniknę. Jedna z jego rąk trzymała moje dłonie ponad moją głową, druga jednak sunęła w dół, zatrzymując się chwilę dłużej na mojej piersi, po chwili jednak ruszyła ona dalej. Nie musiałam długo czekać, aby poczuć dwa jego palce w sobie. Jęknęłam głośno, kiedy równocześnie mocniej zassał skórę na mojej szyi.
-Cicho - powiedział stanowczo, unosząc głowę i posyłając mi nieznoszące sprzeciwu spojrzenie.
Skinęłam jedynie głową, ledwo powstrzymując jęk, kiedy do jego dwóch palców dołączył kolejny. Powoli zaczynały przechodzić mnie dreszcze, a ciszę zachować było coraz ciężej.
Alexy?
Od Patrica cd Gwen
Spojrzałem na dziewczynę i uśmiechnąłem się szeroko w jej stronę.
-No słuchaj, potrzebuję cię w tej pracy, inni pracownicy są bardzo nudni – westchnąłem z powagą, jednak po chwili śmiejąc się – bo widzisz Gwen, gdybyś pozwoliła się wtedy odwieźć, zapewne byś się tak nie rozłożyła.
-No już bez przesady, po prostu mam słabą odporność – mruknęła z uśmiechem, spuszczając swój wzrok na kubek z herbatą.
-Ależ oczywiście – prychnąłem, wyciągając niepewnie rękę w stronę psa, który na szczęście dał mi się pogłaskać.
Po upływie niedużej ilości czasu, Gwen opróżniła kubek i chciała odstawić go na stolik jednak uprzedziłem ją i wziąłem kubek z jej dłoni.
-Chcesz jeszcze? - zapytałem.
-Nie, dziękuję, ale obawiam się, że mój pęcherz mógłby eksplodować po wypiciu kolejnej herbaty – zaśmiała się.
-Skoro tak twierdzisz – wzruszyłem ramionami i dźwignąłem się z kanapy, aby odnieść kubek do kuchni.
**
W końcu udało mi się wyciągnąć psa na spacer. Choć Gwen stwierdziła, że nie muszę chodzić z nią długo, jednak póki pies szedł chętnie zamierzałem to wykorzystać, wiedząc, że nie ma co liczyć na dłuższy spacer w najbliższym czasie. Kidy wróciłem do mieszkania, Gwen podniosła się z kanapy jak oparzona.
-Już myślałam, że nie wrócicie albo, że się gdzieś zgubiliście – zawołała, odpinając psu smycz.
-Chyba mnie nie doceniasz – stwierdziłem, podchodząc bliżej.
-Skądże – mruknęła.
-Dobrze, ja muszę już lecieć, skończyć kilka rzeczy na zajęcia. Zdrowej i idź wcześniej spać – oznajmiłem, biorąc jej twarz w dłonie i składając pocałunek na jej czole.
Gwen?
-No słuchaj, potrzebuję cię w tej pracy, inni pracownicy są bardzo nudni – westchnąłem z powagą, jednak po chwili śmiejąc się – bo widzisz Gwen, gdybyś pozwoliła się wtedy odwieźć, zapewne byś się tak nie rozłożyła.
-No już bez przesady, po prostu mam słabą odporność – mruknęła z uśmiechem, spuszczając swój wzrok na kubek z herbatą.
-Ależ oczywiście – prychnąłem, wyciągając niepewnie rękę w stronę psa, który na szczęście dał mi się pogłaskać.
Po upływie niedużej ilości czasu, Gwen opróżniła kubek i chciała odstawić go na stolik jednak uprzedziłem ją i wziąłem kubek z jej dłoni.
-Chcesz jeszcze? - zapytałem.
-Nie, dziękuję, ale obawiam się, że mój pęcherz mógłby eksplodować po wypiciu kolejnej herbaty – zaśmiała się.
-Skoro tak twierdzisz – wzruszyłem ramionami i dźwignąłem się z kanapy, aby odnieść kubek do kuchni.
**
W końcu udało mi się wyciągnąć psa na spacer. Choć Gwen stwierdziła, że nie muszę chodzić z nią długo, jednak póki pies szedł chętnie zamierzałem to wykorzystać, wiedząc, że nie ma co liczyć na dłuższy spacer w najbliższym czasie. Kidy wróciłem do mieszkania, Gwen podniosła się z kanapy jak oparzona.
-Już myślałam, że nie wrócicie albo, że się gdzieś zgubiliście – zawołała, odpinając psu smycz.
-Chyba mnie nie doceniasz – stwierdziłem, podchodząc bliżej.
-Skądże – mruknęła.
-Dobrze, ja muszę już lecieć, skończyć kilka rzeczy na zajęcia. Zdrowej i idź wcześniej spać – oznajmiłem, biorąc jej twarz w dłonie i składając pocałunek na jej czole.
Gwen?
Od Alexy`ego cd Hailey
Dziewczyna spojrzała na mnie, jakbym oznajmnił jej, że kosmici istnieją naprawdę. Jednocześnie jej policzki się zarumieniły.
-Oj Mała, no co się tak na mnie patrzysz? No wiesz, oczywiście wolę cię wogóle bez bielzny. Jednak chętnie zobaczyłbym jak na tobie leży -powiedziałem mrugając do niej.
Wywróciła oczami, po czym podniosła się, aby zabrać mi materiał. Oddałem jej stanik, który wylądował w walizce. Jednak jej nie pozwoliłem odejść przyciągając ją za pośladki do siebie i ścisnąłem je. Pocałowałem ją, jednak ta szybko się odsunęła.
-Jak mi bedziesz tak przeszkadzał, to ja nigdy się nie spakuję -powiedziała odsuwając się na tyle, na ile było to możliwe.
-Oj do jutra jeszcze trochę czasu masz -mruknąłem ponownie przyciągając ją do siebie, jednak stanowczo się odsunęła.
Oj mocno nie spodobało mi się to, że się mi sprzeciwia. Jednak zdusiłem to w sobie nie dając po sobie nic poznać.
-Ja kończę się pakować i tobie radzę iść zrobić to samo.
-Ja już jestem spakowany, a tobie radzę spakować kostium kąpielowy. Skoczymy sobie na ciepłe źródła.
Wyszedłem zostawiając dziewczynę samą z walizką. Upewniłem się, że mam wszystkie potrzebne papiery, łącznie z badaniami potrzebnymi na zawody. Leżały na samym wierzchu walizki razem z biletami. Oj zdecydowanie sobie nie pośpimy bo na dziesiątą musimy byc na lotnisku. Kwestie Jaggera załatwiłem z kumplem, który przygarnie go do siebie.
Hailey?
-Oj Mała, no co się tak na mnie patrzysz? No wiesz, oczywiście wolę cię wogóle bez bielzny. Jednak chętnie zobaczyłbym jak na tobie leży -powiedziałem mrugając do niej.
Wywróciła oczami, po czym podniosła się, aby zabrać mi materiał. Oddałem jej stanik, który wylądował w walizce. Jednak jej nie pozwoliłem odejść przyciągając ją za pośladki do siebie i ścisnąłem je. Pocałowałem ją, jednak ta szybko się odsunęła.
-Jak mi bedziesz tak przeszkadzał, to ja nigdy się nie spakuję -powiedziała odsuwając się na tyle, na ile było to możliwe.
-Oj do jutra jeszcze trochę czasu masz -mruknąłem ponownie przyciągając ją do siebie, jednak stanowczo się odsunęła.
Oj mocno nie spodobało mi się to, że się mi sprzeciwia. Jednak zdusiłem to w sobie nie dając po sobie nic poznać.
-Ja kończę się pakować i tobie radzę iść zrobić to samo.
-Ja już jestem spakowany, a tobie radzę spakować kostium kąpielowy. Skoczymy sobie na ciepłe źródła.
Wyszedłem zostawiając dziewczynę samą z walizką. Upewniłem się, że mam wszystkie potrzebne papiery, łącznie z badaniami potrzebnymi na zawody. Leżały na samym wierzchu walizki razem z biletami. Oj zdecydowanie sobie nie pośpimy bo na dziesiątą musimy byc na lotnisku. Kwestie Jaggera załatwiłem z kumplem, który przygarnie go do siebie.
Hailey?
Od Hailey cd Alexy'ego
Spojrzałam na chłopaka, uśmiechając się lekko w jego stronę, równocześnie uspokajając swój oddech. Kłamałbym mówiąc, że źle się bawiłam.
-Oj, kiedy to było – westchnęłam, gładząc go po policzku.
Alexy zaśmiał się jedynie i przyciągnął mnie ramieniem do siebie.
-Dobra, Mała, późno już, a my jutro musimy dopiąć wszystko do wyjazdu na ostatni guzik, a i zrobić jakiś trening się przyda – oznajmił – musisz się wyspać.
-Skoro tak twierdzisz – mruknęłam, po czym złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach.
**
Obudziliśmy się strasznie późno, właściwie to była to pora obiadowa, aczkolwiek nie mam pojęcia, kiedy poszliśmy spać. Wstałam pierwsza i ruszyłam do swojego pokoju po jakieś ubrania, aby wziąć prysznic i doprowadzić się do porządku. Gdy opuściłam pomieszczenie na swojej drodze spotkałam Alexy’ego, który chyba przed chwilą się obudził i także zmierzał do łazienki.
-Witam panią – oznajmił, podchodząc do mnie i całując mnie, a rękami lekko ściskając moje pośladki.
-Dzień dobry – odparłam, kiedy osunął się nieco ode mnie.
-Co robimy na obiad? - zapytał, odgarniając mi kosmyk włosów za ucho.
-Ugotujemy ten nieszczęsny makaron, który tak przede mną uciekał? - zaproponowałam.
-Brzmi dobrze – uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło – idę się wykąpać.
-Okej, ja zacznę już coś ogarniać – powiedziałam, ruszając w stronę kuchni.
Kiedy chłopak przyszedł do kuchni, makaron kończył się gotować, jednak kurczak i sos do niego nie były jeszcze w pełni gotowe.
-Popilnujesz tego kurczaka i go trochę pomieszasz? - zapytałam, obejmując go.
-Cokolwiek sobie życzysz mała – odparł.
**
Wyciągnęłam walizkę na środek pokoju i zaczęłam ją pakować, standardowo rzuciłam na dno dwie bluzy, aby mieć coś na ewentualne popsucie się pogody kolejno pakowałam koszulki. Po jakimś czasu do pokoju wpadł Alexy, który podszedł wprost do otwartej szuflady z bielizną. Spojrzałam na niego, unosząc jedną z brwi i uważnie obserwując jego poczynania.
-Zdecydowanie powinnaś wziąć to – oznajmił, wyciągając jeden z koronkowych staników.
Alexy?
-Oj, kiedy to było – westchnęłam, gładząc go po policzku.
Alexy zaśmiał się jedynie i przyciągnął mnie ramieniem do siebie.
-Dobra, Mała, późno już, a my jutro musimy dopiąć wszystko do wyjazdu na ostatni guzik, a i zrobić jakiś trening się przyda – oznajmił – musisz się wyspać.
-Skoro tak twierdzisz – mruknęłam, po czym złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach.
**
Obudziliśmy się strasznie późno, właściwie to była to pora obiadowa, aczkolwiek nie mam pojęcia, kiedy poszliśmy spać. Wstałam pierwsza i ruszyłam do swojego pokoju po jakieś ubrania, aby wziąć prysznic i doprowadzić się do porządku. Gdy opuściłam pomieszczenie na swojej drodze spotkałam Alexy’ego, który chyba przed chwilą się obudził i także zmierzał do łazienki.
-Witam panią – oznajmił, podchodząc do mnie i całując mnie, a rękami lekko ściskając moje pośladki.
-Dzień dobry – odparłam, kiedy osunął się nieco ode mnie.
-Co robimy na obiad? - zapytał, odgarniając mi kosmyk włosów za ucho.
-Ugotujemy ten nieszczęsny makaron, który tak przede mną uciekał? - zaproponowałam.
-Brzmi dobrze – uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło – idę się wykąpać.
-Okej, ja zacznę już coś ogarniać – powiedziałam, ruszając w stronę kuchni.
Kiedy chłopak przyszedł do kuchni, makaron kończył się gotować, jednak kurczak i sos do niego nie były jeszcze w pełni gotowe.
-Popilnujesz tego kurczaka i go trochę pomieszasz? - zapytałam, obejmując go.
-Cokolwiek sobie życzysz mała – odparł.
**
Wyciągnęłam walizkę na środek pokoju i zaczęłam ją pakować, standardowo rzuciłam na dno dwie bluzy, aby mieć coś na ewentualne popsucie się pogody kolejno pakowałam koszulki. Po jakimś czasu do pokoju wpadł Alexy, który podszedł wprost do otwartej szuflady z bielizną. Spojrzałam na niego, unosząc jedną z brwi i uważnie obserwując jego poczynania.
-Zdecydowanie powinnaś wziąć to – oznajmił, wyciągając jeden z koronkowych staników.
Alexy?
czwartek, 22 sierpnia 2019
Od Lashiti cd Xaviera
- Xav, on tu był. Chciał, żebym coś ci dała.. Chodź ze mną, zaraz ci wszystko opowiem. - powiedziałam. Pociągnęłam go gdzieś z dala od ludzi, usiadłam na piasku, ciągnąć, by też to zrobił. Niechętnie, ale zrobił to.
Nie powiedział nic. Podałam mu kopertę, choć odwróciłam wzrok, gdy zaczął przeglądać zdjęcia oraz filmiki na telefonie. Zacisnęłam dłonie na jego udach, a moje usta były w prostej linii, za to wzrok utkwiony w morzu.
Nie spodziewałam się tego, że będzie mieć zdjęcia, gdy miałam swój gorszy czas, gdy się puszczałam czy też tańczyłam dla niego bądź Xaviera, jak się jeszcze nie znaliśmy. Wstyd mi było, że to ogląda, że w taki sposób się dowiaduję. Poczułam jego dotyk na szczęce, a po chwili spojrzałam w jego oczy.
- Co chce z tym zrobić? - spytał. Miał ciężki oddech, jest zły i to bardzo.
- Da spokój, zapomni o wszystkim, wyniesie się, gdy dam mu dupy, a ty będziesz patrzeć, inaczej ktoś z twojej rodziny, bądź Tori ucierpi. - powiedziałam. Spuszczając wzrok gdzieś na piasek, chciałam to zrobić, to przecież nic nie znaczy, ale teraz nie chce się oddawać innemu. Chcę tylko jednego, jednak przecież mogę to zrobić dla niego.
Lekki uśmiech się pojawił, a po chwili pogładziłam jego policzek wierzchem dłoni. Ucałowałam na pożegnanie jego wargi, a gdy się odsunęłam, rzekłam.
- Kocham cię Xavier, pamiętaj o tym. - musiałam być dzielna. On się nie poruszył, chyba próbował zrozumieć. Wstałam z piasku i się otrzepałam. Czułam ból w klatce piersiowej, gdy odchodziłam od niego, pojedyncze łzy spływały po moich policzkach. Nie zrobiłam nawet dwudziestu kroków, gdy zostałam złapana i przytulona od tyłu.
- Nie. Nie i nie. - powiedział. Jego głos był taki dziwny, tak nieznany mi dotąd. Trzasł się, a może drżał dziwne.
- Jesteś moja. Nie oddam cię, zrobię co w mojej mocy, by zapewnić ci i im bezpieczeństwo. Więc zostań ze mną i się nie żegnaj. - ten głos, drżał. Spojrzałam na niego i przytuliłam do siebie, jego ciepło, dotyk tego było mi trzeba.
Stałam z nim tuż obok jego rodziny, chyba tego było mi trzeba. Stał przy mnie, dlatego też stanęłam przed nim i objęłam się jego dłońmi. Może poczuje się dzięki temu bezpieczniej. Nie pytał o nic, ja nic nie mówiłam. Przecież co miałabym, powiedzieć, albo zrobić.. Nie widziałam w tym sensu, a poza tym też chciałam, by się wkurzył. Mogłam przy nim być cały ten czas ani na chwilę go nie zostawiłam samego. Odchyliłam głowę do tyłu, by oprzeć ją o ramię chłopaka i móc skraść mu buziaka. Chyba, będę musiała poćwiczyć
samoobronę jeszcze, oraz walkę wręcz. Przydaje się, gdy nie mam jakiejś broni..
Poczułam krople deszczu na twarzy, a gdy podniosłam głowę, bo zaczęła powoli boleć już od takiego ułożenia. Nim się obejrzałam ludzi wokoło, robiło się mniej. Xav mnie jedynie podniósł i maszerował przed siebie. Ziewnęłam sobie i patrzyłam, gdzie idziemy, szliśmy do jakiegoś domku. Z każdym krokiem padało mocniej. Gdy mnie odstawił, usiadłam na kanapie i patrzyłam, co on robi. Jednak on jedynie rozmawiał z mamą. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na uchylone drzwi, bo co parę minut ktoś przychodził, albo wychodził. Zdjęłam buty, by sobie wygodniej usiąść na kanapie. Patrzyłam oraz powoli przysypiałam. To chyba przez pogodę. Nawet nie zauważyłam, kiedy zostałam sama, jednak to nie było takie złe. Widziałam ich, ale też mogłam się wygodniej położyć, wyjęłam telefon, by napisać do chłopaka, gdzie jest. Gdy odpisał, a potem się zjawił, podniosłam go i przyciągnęłam bliżej do siebie, by się przytulić i go nie puścić.
- Nie idziesz już nigdzie. - powiedziałam, zamykając oczy ponownie, jednak tym razem się wtuliłam, a on mnie trzymał.
Xavier?
Nie powiedział nic. Podałam mu kopertę, choć odwróciłam wzrok, gdy zaczął przeglądać zdjęcia oraz filmiki na telefonie. Zacisnęłam dłonie na jego udach, a moje usta były w prostej linii, za to wzrok utkwiony w morzu.
Nie spodziewałam się tego, że będzie mieć zdjęcia, gdy miałam swój gorszy czas, gdy się puszczałam czy też tańczyłam dla niego bądź Xaviera, jak się jeszcze nie znaliśmy. Wstyd mi było, że to ogląda, że w taki sposób się dowiaduję. Poczułam jego dotyk na szczęce, a po chwili spojrzałam w jego oczy.
- Co chce z tym zrobić? - spytał. Miał ciężki oddech, jest zły i to bardzo.
- Da spokój, zapomni o wszystkim, wyniesie się, gdy dam mu dupy, a ty będziesz patrzeć, inaczej ktoś z twojej rodziny, bądź Tori ucierpi. - powiedziałam. Spuszczając wzrok gdzieś na piasek, chciałam to zrobić, to przecież nic nie znaczy, ale teraz nie chce się oddawać innemu. Chcę tylko jednego, jednak przecież mogę to zrobić dla niego.
Lekki uśmiech się pojawił, a po chwili pogładziłam jego policzek wierzchem dłoni. Ucałowałam na pożegnanie jego wargi, a gdy się odsunęłam, rzekłam.
- Kocham cię Xavier, pamiętaj o tym. - musiałam być dzielna. On się nie poruszył, chyba próbował zrozumieć. Wstałam z piasku i się otrzepałam. Czułam ból w klatce piersiowej, gdy odchodziłam od niego, pojedyncze łzy spływały po moich policzkach. Nie zrobiłam nawet dwudziestu kroków, gdy zostałam złapana i przytulona od tyłu.
- Nie. Nie i nie. - powiedział. Jego głos był taki dziwny, tak nieznany mi dotąd. Trzasł się, a może drżał dziwne.
- Jesteś moja. Nie oddam cię, zrobię co w mojej mocy, by zapewnić ci i im bezpieczeństwo. Więc zostań ze mną i się nie żegnaj. - ten głos, drżał. Spojrzałam na niego i przytuliłam do siebie, jego ciepło, dotyk tego było mi trzeba.
Stałam z nim tuż obok jego rodziny, chyba tego było mi trzeba. Stał przy mnie, dlatego też stanęłam przed nim i objęłam się jego dłońmi. Może poczuje się dzięki temu bezpieczniej. Nie pytał o nic, ja nic nie mówiłam. Przecież co miałabym, powiedzieć, albo zrobić.. Nie widziałam w tym sensu, a poza tym też chciałam, by się wkurzył. Mogłam przy nim być cały ten czas ani na chwilę go nie zostawiłam samego. Odchyliłam głowę do tyłu, by oprzeć ją o ramię chłopaka i móc skraść mu buziaka. Chyba, będę musiała poćwiczyć
samoobronę jeszcze, oraz walkę wręcz. Przydaje się, gdy nie mam jakiejś broni..
Poczułam krople deszczu na twarzy, a gdy podniosłam głowę, bo zaczęła powoli boleć już od takiego ułożenia. Nim się obejrzałam ludzi wokoło, robiło się mniej. Xav mnie jedynie podniósł i maszerował przed siebie. Ziewnęłam sobie i patrzyłam, gdzie idziemy, szliśmy do jakiegoś domku. Z każdym krokiem padało mocniej. Gdy mnie odstawił, usiadłam na kanapie i patrzyłam, co on robi. Jednak on jedynie rozmawiał z mamą. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na uchylone drzwi, bo co parę minut ktoś przychodził, albo wychodził. Zdjęłam buty, by sobie wygodniej usiąść na kanapie. Patrzyłam oraz powoli przysypiałam. To chyba przez pogodę. Nawet nie zauważyłam, kiedy zostałam sama, jednak to nie było takie złe. Widziałam ich, ale też mogłam się wygodniej położyć, wyjęłam telefon, by napisać do chłopaka, gdzie jest. Gdy odpisał, a potem się zjawił, podniosłam go i przyciągnęłam bliżej do siebie, by się przytulić i go nie puścić.
- Nie idziesz już nigdzie. - powiedziałam, zamykając oczy ponownie, jednak tym razem się wtuliłam, a on mnie trzymał.
Xavier?
poniedziałek, 19 sierpnia 2019
Od Alexy'ego cd Hailey
Oj jej milczenie było tak wymowne, że nie trudno było mi się domyślić, że dawno z nikim się tak nie zabawiała. Ale gdybym zabawił się tak jak zawsze, to w tej chwili miałaby dość. Rzuciłem ją na łóżko w sypialni, tak, że leżała na plecach. Rozsunąłem jej nogi najdalej jak tylko się dało, zastrzegając, że nie ma prawa się ruszyć, po czym bez większych ceregieli wszedłem w nią całą długością. Dziewczyna wydała z siebie dźwięk, który był mieszanką krzyku i jęku. Zatkałem jej usta dłoniom dalej ostro ją posuwając. W końcu nie wytrzymała i zaczęła sunąć dłońmi po swoim ciele, zmierzając do piersi. Gdy to zauważyłem wyszedłem z niej mimo, że była bardzo bliska końca i przekręciłem szybko na plecy. Uniosłem rękę i sprzedałem jej siarczystego klapsa w tyłek. Krzyknęła zaskoczona, jednak ani drgnęła.
-Oj Mała -zacząłem prosto do jej ucha, masując delikatnie jej pośladek. -Powiedziałem, że masz się nie ruszać.
Postanowiłem wykorzystać to, że leżała do mnie tyłem. Zacząłem masować pośladki dziewczyny, po czym odsłoniłem dostęp do jej drugiej dziurki. Dziewczyna jakby wyczuła co się święci, bo nagle dość mocno się spieła. Zacząłem ją masować, aby się rozluźniła po czym zacząłem wchodzić w nią od tyłu. Widziałem jak się skrzywiła, a z jej oczu poszły łzy. Jednak nie wołała abym przestał. Wchodziłem w nią coraz głębiej i jak wszedłem już cały, zacząłem się poruszać. Byłem tak podniecony, że już po kilku ruchach zacząłem dochodzić. Szybko wyszedłem z dziewczyny, tym razem obracając ją na plecy i wróciłem prosto do jej szparki. Usta skierowałem na jej biust, który zacząłem przygryzać. Wykonałem kilka ruchów w jej mokrej szparce aż wystrzeliłem, przy okazji przygryzając jej cycek. Dziewczyna wygięła się w łuk, być może z rozkoszy, albo próbując uciec spod moich ust. W końcu Opadłem obok niej na łóżko.
-Założę się, że tak się nie bawiłaś -wysapałem.
Hailey?
-Oj Mała -zacząłem prosto do jej ucha, masując delikatnie jej pośladek. -Powiedziałem, że masz się nie ruszać.
Postanowiłem wykorzystać to, że leżała do mnie tyłem. Zacząłem masować pośladki dziewczyny, po czym odsłoniłem dostęp do jej drugiej dziurki. Dziewczyna jakby wyczuła co się święci, bo nagle dość mocno się spieła. Zacząłem ją masować, aby się rozluźniła po czym zacząłem wchodzić w nią od tyłu. Widziałem jak się skrzywiła, a z jej oczu poszły łzy. Jednak nie wołała abym przestał. Wchodziłem w nią coraz głębiej i jak wszedłem już cały, zacząłem się poruszać. Byłem tak podniecony, że już po kilku ruchach zacząłem dochodzić. Szybko wyszedłem z dziewczyny, tym razem obracając ją na plecy i wróciłem prosto do jej szparki. Usta skierowałem na jej biust, który zacząłem przygryzać. Wykonałem kilka ruchów w jej mokrej szparce aż wystrzeliłem, przy okazji przygryzając jej cycek. Dziewczyna wygięła się w łuk, być może z rozkoszy, albo próbując uciec spod moich ust. W końcu Opadłem obok niej na łóżko.
-Założę się, że tak się nie bawiłaś -wysapałem.
Hailey?
niedziela, 18 sierpnia 2019
Od Gwen cd Patrica
Dobrze, że moje policzki były ciepłe od temperatury, to nie wyczuł
jak zaczęłam się rumienić na jego gest. A jednocześnie odczuwałam lekkie
zażenowanie stojąc w takim stanie przed nim. Sama nie wiem czemu.
Uważałam, że jego troska jest naprawdę urocza. Rzadko można było spotkać
kogoś, kto z własnej woli by przyszedł.
-Wiem, ale jakoś nie miałam czasu -powiedziałam uśmiechając się lekko do niego. -Poza tym bardzo się cieszę, że jesteś taki chętny do spaceru z moim psem, ale ona może nie być taka chętna.
-Może jakoś się dogadamy -powiedział uśmiechając się do mnie ciepło.- A ty już się pakuj do łóżka, bo nigdy się nie wyleczysz.
-A ty trzymaj się na dystans, bo się zarazisz -powiedziałam idąc po smycz.
Wygrzebałam smycz z szafki, po tym jak rano rzuciłam ją w kąt. Stwierdziłam, że później nie będzie mi się chciało tego poszukać. Wyjęłam ją na wierzch i pod czujnym wzrokiem Patrica. Zrobiłam niewinną minkę i położyłam się grzecznie na kanapie. Owinęłam się w koc, a chłopak rozgościł się w kuchni szykując herbatę. Zawołałam psa do siebie, aby podeszła bliżej. W końcu jeśli mamy próbować wysłać ją na spacer z chłopakiem to od czegoś trzeba zacząć. Po chwili zjawił się Patric podając mi herbatę, usiadł obok mnie na kanapie. Podziękowałam mu i upiłam łyk gorącego napoju.
-A czy ty byłaś u lekarza? -Zapytał z wciąż widoczną, troską.
-Tak, stąd będę miała jeszcze do ciebie jedną prośbę abyś podrzucił to jutro do pracy.
-Nie ma problemu -powiedział uśmiechając się i opierając ramię o moje kolano.
-Dzięki za wszystko... Rzadko można spotkać kogoś, kto po prostu bezinteresownie pomoże..
Patric?
-Wiem, ale jakoś nie miałam czasu -powiedziałam uśmiechając się lekko do niego. -Poza tym bardzo się cieszę, że jesteś taki chętny do spaceru z moim psem, ale ona może nie być taka chętna.
-Może jakoś się dogadamy -powiedział uśmiechając się do mnie ciepło.- A ty już się pakuj do łóżka, bo nigdy się nie wyleczysz.
-A ty trzymaj się na dystans, bo się zarazisz -powiedziałam idąc po smycz.
Wygrzebałam smycz z szafki, po tym jak rano rzuciłam ją w kąt. Stwierdziłam, że później nie będzie mi się chciało tego poszukać. Wyjęłam ją na wierzch i pod czujnym wzrokiem Patrica. Zrobiłam niewinną minkę i położyłam się grzecznie na kanapie. Owinęłam się w koc, a chłopak rozgościł się w kuchni szykując herbatę. Zawołałam psa do siebie, aby podeszła bliżej. W końcu jeśli mamy próbować wysłać ją na spacer z chłopakiem to od czegoś trzeba zacząć. Po chwili zjawił się Patric podając mi herbatę, usiadł obok mnie na kanapie. Podziękowałam mu i upiłam łyk gorącego napoju.
-A czy ty byłaś u lekarza? -Zapytał z wciąż widoczną, troską.
-Tak, stąd będę miała jeszcze do ciebie jedną prośbę abyś podrzucił to jutro do pracy.
-Nie ma problemu -powiedział uśmiechając się i opierając ramię o moje kolano.
-Dzięki za wszystko... Rzadko można spotkać kogoś, kto po prostu bezinteresownie pomoże..
Patric?
Od Hailey cd Alexy`ego
Jęknęłam pomiędzy pocałunkami, kiedy poczułam jego palce w sobie. To
było dobre, bardzo dobre. Omiotłam go wzrokiem, wciąż był ubrany.
Złapałam za koniec jego koszulki, pomagając mu się jej pozbyć. Po chwili
także jego spodnie wylądowały na ziemi wraz z bokserkami, a ja miałam
go przed sobą w pełnej okazałości. Uśmiechnęłam się do niego, kiedy
ponownie zbliżył się w moją stronę. Podszedł i złapał mnie rękami za
pośladki, tym samym ściągając ze stołu. Pocałował mnie zachłannie w
usta, ściągając ostatni materiał, jaki miałam na sobie, w dół. Obrócił
mnie tyłem i popchnął mnie na stół, po chwili gwałtownie we mnie
wchodząc. Poruszał się szybko, wchodził i wychodził. Podobało mi się,
jak władczy był, podczas stosunku. Prawdę mówiąc była to interesująca
odmiana od tego co miałam ze Scottem, o ile do czegokolwiek między nami
dochodziło. Jego ręce ulokowały się na moich pośladkach, ściskając je
już nie tak delikatnie oraz uderzając je parę razy.
-Oj Mała... Jesteś taka cudowna - sapnął kończąc.
Całość była dobra, zaj.ebi.ście dobra. Podniosłam się ze stołu i spojrzałam na Alexy'ego, przygryzając wargę.
-I co, na tym zamierzamy skończyć? - spytałam, podchodząc do niego i kreśląc wzorki na jego klatce piersiowej.
-Chyba dawno nie było ci tak dobrze, co? - zapytał, obejmując mnie.
-Nie odpowiem na to pytanie - mruknęłam, stając na palcach i całując go.
-Zatem przenieśmy imprezkę do łóżka - odparł.
Alexy podniósł mnie, przez co pisnęłam zaskoczona, co poskutkowało klapsem. Uśmiechnęłam się jedynie pod nosem. Dobrze się z nim bawiłam.
Alexy?
-Oj Mała... Jesteś taka cudowna - sapnął kończąc.
Całość była dobra, zaj.ebi.ście dobra. Podniosłam się ze stołu i spojrzałam na Alexy'ego, przygryzając wargę.
-I co, na tym zamierzamy skończyć? - spytałam, podchodząc do niego i kreśląc wzorki na jego klatce piersiowej.
-Chyba dawno nie było ci tak dobrze, co? - zapytał, obejmując mnie.
-Nie odpowiem na to pytanie - mruknęłam, stając na palcach i całując go.
-Zatem przenieśmy imprezkę do łóżka - odparł.
Alexy podniósł mnie, przez co pisnęłam zaskoczona, co poskutkowało klapsem. Uśmiechnęłam się jedynie pod nosem. Dobrze się z nim bawiłam.
Alexy?
Od Isabelli cd Tylera
Westchnęłam głośno, odkładając telefon na stolik, a następnie przeciągnęłam się na kanapie.
-Chyba jednak sama coś zrobię. - Spojrzałam na chłopaka. -Pójdę do sklepu i przy okazji wyprowadzę Zonę, zaniedbałam ją. - Podrapałam się po głowie, próbując przypomnieć sobie, kiedy ostatnio spędziłam z nią cały dzień.
Blondyn jedynie kiwnął głową, na co ja wstałam i ruszyłam do sypialni, aby się ubrać. Po kilku minutach opuściłam mieszkanie Tylera, wychodząc przed budynek i ruszając dobrze znaną mi już drogą. Mijałam ludzi, przyglądając im się uważnie, niekiedy posyłając uśmiech, który chętnie odwzajemniali, a momentami nawet zatrzymując się, aby zamienić z nimi choć kilka zdań na nic nie wnoszące do życia tematy, takie jak pogoda i choć naprawdę nie mogłam w normalny sposób wytłumaczyć, dlaczego to robiłam, sprawiało mi to wiele radości. Dotarłam do domu z zaczerwienionym nosem, a mój wzrok od razu padł na leżącą na kanapie suczkę, która nie wyglądała na szczęśliwą. Usiadłam na dywanie, wyciągając w jej stronę zimną dłoń, do której nawet nie wyciągnęła łba i wcale nie była to oznaka lenistwa, wiedziałam, że ją zawiodłam i zraniłam. Z braku innych pomysłów, przytuliłam ją, najmocniej, jak tylko mogłam, uważając przy tym, by nie zrobić jej krzywdy.
-Przepraszam. Już nigdy więcej nie będziesz siedzieć tak długo sama.
Wstałam z podłogi, podchodząc do jej miski i wsypując do niej porcję karmy. Suczka ochoczo zabrała się za spożywanie, a ja w tym czasie sprawdziłam zawartość własnej lodówki. Po chwili doszłam do wniosku, iż zakupy nie będą konieczne i z uśmiechem na twarzy zaczęłam pakować produkty do torby. Chwyciłam smycz, co od razu przykuło uwagę Zony, która zamerdała radośnie ogonem. Gdy upewniłam się, że samica nie ucieknie, opuściłam mieszkanie, zamykając je na klucz i ruszyłam w drogę powrotną.
~~~
Zapukałam do drzwi, a już po chwili otworzyły się one, ukazując blondyna, którego wzrok utkwił w Zonie.
-Wybacz, ale nie mogłam jej zostawić w domu. Może tu choć chwilę zostać? - Spojrzałam błagalnym wzrokiem na Tylera.
-No jasne, wchodzcie. - Zaprosił mnie gestem ręki, przechodząc do salonu i siadając na kanapie.
Spojrzałam na sunię, która z zaciekawieniem przyglądała się otoczeniu, a ja, po zdjęciu kurtki oraz butów, udałam się do kuchni, by przygotować śniadanie. Dzięki pomocy chłopaka, po dwudziestu minutach siedzieliśmy w salonie z pełnymi brzuchami, rozmawiając o zbliżających się świętach oraz przygotowaniach do nich.
-Jakoś nie mam ochoty na drętwe siedzenie przy stole, spędźmy te święta jakoś inaczej. Może... sama nie wiem, masz jakiś pomysł? - Spojrzałam na Tylera.
Tay?
-Chyba jednak sama coś zrobię. - Spojrzałam na chłopaka. -Pójdę do sklepu i przy okazji wyprowadzę Zonę, zaniedbałam ją. - Podrapałam się po głowie, próbując przypomnieć sobie, kiedy ostatnio spędziłam z nią cały dzień.
Blondyn jedynie kiwnął głową, na co ja wstałam i ruszyłam do sypialni, aby się ubrać. Po kilku minutach opuściłam mieszkanie Tylera, wychodząc przed budynek i ruszając dobrze znaną mi już drogą. Mijałam ludzi, przyglądając im się uważnie, niekiedy posyłając uśmiech, który chętnie odwzajemniali, a momentami nawet zatrzymując się, aby zamienić z nimi choć kilka zdań na nic nie wnoszące do życia tematy, takie jak pogoda i choć naprawdę nie mogłam w normalny sposób wytłumaczyć, dlaczego to robiłam, sprawiało mi to wiele radości. Dotarłam do domu z zaczerwienionym nosem, a mój wzrok od razu padł na leżącą na kanapie suczkę, która nie wyglądała na szczęśliwą. Usiadłam na dywanie, wyciągając w jej stronę zimną dłoń, do której nawet nie wyciągnęła łba i wcale nie była to oznaka lenistwa, wiedziałam, że ją zawiodłam i zraniłam. Z braku innych pomysłów, przytuliłam ją, najmocniej, jak tylko mogłam, uważając przy tym, by nie zrobić jej krzywdy.
-Przepraszam. Już nigdy więcej nie będziesz siedzieć tak długo sama.
Wstałam z podłogi, podchodząc do jej miski i wsypując do niej porcję karmy. Suczka ochoczo zabrała się za spożywanie, a ja w tym czasie sprawdziłam zawartość własnej lodówki. Po chwili doszłam do wniosku, iż zakupy nie będą konieczne i z uśmiechem na twarzy zaczęłam pakować produkty do torby. Chwyciłam smycz, co od razu przykuło uwagę Zony, która zamerdała radośnie ogonem. Gdy upewniłam się, że samica nie ucieknie, opuściłam mieszkanie, zamykając je na klucz i ruszyłam w drogę powrotną.
~~~
Zapukałam do drzwi, a już po chwili otworzyły się one, ukazując blondyna, którego wzrok utkwił w Zonie.
-Wybacz, ale nie mogłam jej zostawić w domu. Może tu choć chwilę zostać? - Spojrzałam błagalnym wzrokiem na Tylera.
-No jasne, wchodzcie. - Zaprosił mnie gestem ręki, przechodząc do salonu i siadając na kanapie.
Spojrzałam na sunię, która z zaciekawieniem przyglądała się otoczeniu, a ja, po zdjęciu kurtki oraz butów, udałam się do kuchni, by przygotować śniadanie. Dzięki pomocy chłopaka, po dwudziestu minutach siedzieliśmy w salonie z pełnymi brzuchami, rozmawiając o zbliżających się świętach oraz przygotowaniach do nich.
-Jakoś nie mam ochoty na drętwe siedzenie przy stole, spędźmy te święta jakoś inaczej. Może... sama nie wiem, masz jakiś pomysł? - Spojrzałam na Tylera.
Tay?
Subskrybuj:
Posty (Atom)