piątek, 16 sierpnia 2019

Od Gwen cd Patrica

Zastanowiłam się chwilę nad propozycją chłopaka. Z jednej strony naprawdę średnio uśmiechał mi się spacer w taką pogodę, a z drugiej strony mogłam po prostu zamówić taksówkę. Ale znowu czemu nie spędzić trochę czasu z chłopakiem? W końcu nie mam nic do roboty, a fajnie jest z kimś pogadać zamiast gapić się w telewizor.
-Zabrzmiało prawie, jak chodź zobaczyć moje kotki w piwnicy... Ale w sumie chętnie poznam tego słynnego Pottera -powiedziałam uśmiechając się do chłopaka.
Chłopak odpowiedział na mój gest również się uśmiechając i wskazał ręką pojazd. Gdy do niego podeszliśmy otworzył mi drzwi od strony pasażera, a ja zasiadłam wygodnie na fotelu. Ruszyliśmy przez zatłoczone ulice Nowego Jorku. W między czasie opowiadałam mu o mojej ostatniej wyprawie do Japonii, a później przeszło do dyskusji na temat, kto był lepszym czarnym charakterem- Voldemort czy Grindelwald. Niesamowicie dobrze czuła się w towarzystwie chłopaka. A przede wszystkim cierpliwie znosił moje suchary. A za niektóre sama bym się unikała. W końcu zaparkowaliśmy pod mieszkaniem chłopaka i udaliśmy się do niego. Po przekroczeniu progu przyczłapał się do nas siwiejący czarnulek.
-To jest ten słynny Potter. Hej staruszku -powiedziałam kucając głaszcząc psa po głowie. -I mam uwierzyć, że przez niego się spóźniłeś do pracy. No jak ta mordka mogła by być winna -mówiąc to zrobiłam dziubek w stronę merdającego psiaka.
Patric zaśmiał się kręcąc głową po czym ruszył po smycz i zapiął ją do obroży. Ruszyliśmy idąc powoli, tak aby pies mógł iść w swoim tempie.
-Długo go masz? -Zapytałam poprawiając swoją czapkę, tak aby naciągnąć ją bardziej na uszy.
-Od szczeniaka, czyli z jakieś dziesięć lat -powiedział obserwując psa, po czym spojrzał na mnie. - Znalazłem go na ulicy i zabrałem do domu. Rodzice byli przeciwni, ale jak go zobaczyli nie mogli się mu długo opierać.
-To niezły szmat czasu. Ja moje "maleństwo" mam ze cztery, ale zdecydowanie trzyma się z daleka od nowych osób.
Po skończonym spacerze wróciliśmy do mieszkania chłopaka, gdzie Patric zajął się myciem łap zwierzaka.
-Było naprawdę miło, ale muszę już wracać -powiedziałam opierając się o framugę drzwi od łazienki, gdzie chłopak kończył myć łapy psa.- Czeka mnie jeszcze szybki spacer z Seną.
-To może cię odwiozę -powiedział unosząc na mnie spojrzenie.
-Dzięki, ale stąd mam już tylko cztery przecznice do siebie, więc mogę się przejść -odpowiedziałam uśmiechając się do niego ciepło. -No i dzięki za podwózkę i spacer.
Zebrałam się, a na pożegnanie pocałowałam go w policzek. Wyszłam z mieszkania i ruszyłam w stronę domu.
~*~
Rano obudził mnie budzik, który uciszyłam najszybciej jak się dało. Podniosłam się powoli z łóżka, zawijając się w koc. Było mi mega zimno, a dodatkowo wszystko mnie bolało. No pięknie, aby było to tylko zwykłe przeziębienie, a nie grypa. Ruszyłam powoli do mojej kuchni, aby zrobić sobie herbatę z miodem i cytryną. Usiadłam na stołku opierając rękę na stole i przytrzymując głowę, a w drugiej trzymałam chusteczkę. Wszyscy bogowie dajcie mi siły, bo nie mogę się nawet podnieś po telefon. W końcu zmusiłam się do tego i wybrałam numer do znajomej, która mogła mnie dziś zastąpić, a następnie do szefa. Po paru sygnałach odebrała jego żona, z którą zawsze miałam dobry kontakt. Wytłumaczyłam, że rozłożyła mnie choroba i jak tylko uda mi się dotrzeć do lekarza, doniosę zwolnienie. Po skończonej rozmowie skończyłam robić sobie herbatę, zabrałam leki, po czym wróciłam do ciepłego łóżka.
Patric?

Od Patrica cd Olivii

Tego dnia byłem na siebie bardzo zły, z powodu sytuacji pod sklepem. Dość długo czekałem, aż właściciel auta, które uszkodziłem się zjawi, jednak czas mnie gonił, więc nie mogłem czekać w nieskończoność. Zdenerwowany i zrezygnowany rzuciłem ostatnie spojrzenie w stronę uszkodzonego zderzaka mojego samochodu i wsiadłem do niego. Postanowiłem czym prędzej znaleźć warsztat, w okolicy mojej pracy, aby móc zostawić tam pojazd i iść na swoją zmianę. Mogłem zrobić te cholerne zakupy po robocie... Wkrótce telefon zaproponował mi warsztat, który znajdował się dosłownie dwie przecznice od kawiarni. Pośpiesznie sprawdziłem opinie o nim, same pozytywne, włączyłem nawigację i odpaliłem silnik.
Zostawiłem auto na zewnątrz i ruszyłem do środka. Podszedłem do jednego z pracowników, szukając szefa. Chłopak zaprowadził mnie do blondynki, która właśnie majstrowała coś przy aucie, dokładnie takim, jakie dziś uszkodziłem. Ścisnęło mnie w żołądku, po chwili jednak udało mi się wykrztusić jakieś powitanie i określić cel mojego przyjścia tutaj. Dziewczyna kazała zaprowadzić się do auta, oglądała je uważnie, także nie była zadowolona. Na moje nieszczęście okazało się to być jej auto. Na wieść o sporych kosztach westchnąłem cicho i przeczesałem dłonią włosy. Całe szczęście udało mi się odłożyć kilka wypłat, więc nie będę musiał prosić o pomoc rodziców.
-Przepraszam - oznajmiłem.
-Naprawi się - mruknęła - zostawiasz mi to auto? - zapytała wyciągając rękę po kluczyki.
-Co... tak - powiedziałem po chwili, wyciągając wyczekiwany przez nią obiekt z kieszeni kurtki - dam ci mój numer, zadzwoń do mnie jak auta będą zrobione. Bardzo przepraszam, ale jestem już spóźniony do pracy.
-W porządku - odparła, podając mi telefon, w którym sprawnie wpisałem numer.
-Do zobaczenia - zawołałem, opuszczając warsztat i udając się do pracy.
Niecałe dziesięć minut później wszedłem do ciepłego wnętrza kawiarni. Uśmiechnąłem się przepraszająco w stronę dziewczyny, która dzieliła dziś ze mną zmianę i poszedłem na zaplecze się ogarnąć. Zdziwiłem się kiedy w okolicach południa do kawiarni weszła blondynka, zajmująca się moim samochodem. Uśmiechnąłem się w jej stronę i podszedłem do lady.
Olivia?

Od Scotta cd Hailey

Dwa razy nie musiałem jej powtarzać. Jej ręce zaraz znalazły się na końcu mojej koszulki, łapiąc ją i ciągnąc w górę. Pomogłem pozbyć się jej mojej górnej części ubrań, po czym wróciłem wargami na jej usta. Wróciłem do pieszczenia jej piersi, podczas gdy jej dłoń próbowała walczyć z zapięciem mojego paska. Jednak moje działania z jej biustem nie pomagały jej w tym, na co warknęła rozdrażniona. Zaśmiałem się lekko na jej irytację nie przestając jej całować, szybkim ruchem pozbyłem się jej majtek, po czym przekręciłem się na plecy, pociągając ją tak, aby znalazła się na moim brzuchu. Postanowiła to wykorzystać i zaczęła schodzić pocałunkami na moją szyję dorabiając na niej kolejnych malinek. W tym czasie w końcu udało jej się wygrać walkę z moim paskiem, a po chwili pozbyła się moich spodni na dobre. Moje dłonie sunęły po jej nagim ciele, aby wylądować na jej pośladkach i ścisnąłem je mocniej co wywołało jęk dziewczyny. W odpowiedzi aż sapnąłem gdy otarła się niespodziewanie o moje krocze. To tylko powiększył i tak już nie mały namiot w moich bokserkach. Jeszcze parę razy niby przypadkiem drażniła mojego penisa, aż warknąłem.
-Hai no... Zlituj się dziewczyno, bo dalej jest nie fair -powiedziałem ściskając jej pośladek. -Oj no proszę cię, kotku...
-Skoro tak ładnie prosisz -powiedziała ponownie się o mnie ocierając.
W końcu pozbyła się ostatnie rzeczy z mojej garderoby, uwalniając już mocno gotowego penisa. Usiadłem na łóżku, a Hai oparła ręce o moje ramiona. Trzymając ją z pośladki zacząłem w nią powoli wchodzić, aż cały się w niej znalazłem. Odchyliła się do tyłu, czym jeszcze bardziej ułatwiała mi przywarcie wargami do jej sutka, podczas gdy drugą pierś pieściłem ręką. W odpowiedzi zaczęła kręcić biodrami i podskakiwać delikatnie. Jej ręce jeździły po moich plecach pozostawiając dobrze widoczne ślady. W końcu poczułem jak zaciska się na mnie, a po jej ciele przechodzi fala orgazmu. Chwilę po niej ja również doszedłem. Położyłem się na plecach ciężko oddychając, podczas gdy Hai leżała na mojej klatce, również uspokajając oddech. Ręką gładziłem ją po plecach wsłuchując się w jej oddech. W końcu po pewnym czasie uniosła głowę i podciągnęła się tak, aby mieć łatwy dostęp do moich ust. Złączyła je w długim i spokojnym pocałunku. Położyłem dłoń na jej policzek, aby przyciągnąć ją jeszcze bliżej.
-I co, kontrola uda? -Zapytałem odsuwając się od niej lekko.
-No chyba można tak powiedzieć -zaśmiała się.
Uśmiechnąłem się na widok jej zarumienionych policzków i rozczochranych włosów. Ponownie ją krótko pocałowałem, po czym dodałem:
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak cię kocham.
Hailey?

czwartek, 15 sierpnia 2019

Od Olivii

Stanęłam na środku swojego salonu z miską chipsów w jednej ręce i sokiem w drugiej.
- Chyba sobie żartujecie. - Mruknęłam patrząc na rozwalone niczym żaby na liściach psy. Dante zajął całą sofę. Fotel zajęty był przez Amona. Odstawiłam przekąski na stół i pomogłam ruszyć się pierwszemu pupilowi. Nie był zbyt zadowolony przerwaną drzemką. Lekko obrażony zajął kolejny mebel. Czarna kupa sierści tylko obserwowała co się dzieje. Na podwórku było zbyt zimno, aby tam został. Zresztą sama nie miałam ochoty się nigdzie ruszać, mimo że był piątkowy wieczór.
Rozwaliłam się wygodnie na kanapie i włączyłam Netflixa. Zaczęłam przeglądać seriale w poszukiwaniu czegoś, czego jeszcze nie widziałam. Sprawa nie była łatwa dla takiej maniaczki jak ja. W końcu wybór padł na ponowne obejrzenie Grimma. Oglądałam odcinek za odcinkiem. Maraton skończyłam około północy. Podniosłam ociężałe ciało, aby wyprowadzić psy na spacer. Ubrałam się praktycznie jak Syberię. Zdecydowanie zima nie jest moją ulubioną porą roku. Z utęsknieniem wypatrywałam wiosny. Przyroda budzi się do życia i zaczyna się sezon motocyklowy.
Przypięłam linkę do obroży czarnego psa i wyszłam z dwójką. Dante na szczęście jest znacznie łatwiejszy do opanowania.

***

Czułam na swojej twarzy ciepłe podmuchy, które nie pachniały dość przyjemnie. Otworzyłam zaspane oczy, aby zobaczyć co to. Zamrugałam kilka razy nim wyostrzył się mój wzrok. Skupiłam się na czarnym nosie, później zobaczyłam piwne oczyska.
- Dante. - Jęknęłam. - Jeszcze pięć minut i wstaje.
Naciągnęłam na głowę kołdrę jednak ta szybko za sprawą psa zniknęła z mojego ciała. Przyjemne ciepełko zniknęło tak szybko, jak wizja na dalszy sen.
- Gdyby nie fakt, że Cię kocham to oddałabym Cię przy pierwszej okazji. - Uśmiechnęłam się do psa i podrapałam go za uchem. W odpowiedzi zwierzak tylko fuknął.
Przeciągnęłam się ospale, po czym podreptałam do kuchni. Zimne kafelki nie były zbyt zachęcające. Wyciągnęłam z lodówki korpusy kurczaków, które dałam pupilom. Sama zrobiłam sobie herbatę. Popijając gorący napój obserwowałam potężne zwierzaki podczas posiłku. Lubiłam patrzeć jak sprawnie radzą sobie z pokonywaniem kości martwych ptaków. Po skończonym porannym rytuale skoczyłam na szybki prysznic. Ubrałam się i pojechałam do sklepu. Lodówka świeciła pustkami, a jeść coś trzeba. Nienawidziłam chodzenia po sklepach. Człowiek zawsze kupuje masę niepotrzebnych rzeczy, ale zawsze zapomni o czymś ważnym.
Stojąc w garażu chwilę myślałam nad tym, który pojazd wybrać. Wybór padł na czarnego Nissana Navare. Pogładziłam motocykl pod plandeką. "Jeszcze trochę" pomyślałam.
Droga minęła mi na szczęście szybko i nawet bez problemu udało mi się znaleźć miejsce na parkingu pod supermarketem. Niezbyt szczęśliwa buszowałam między półkami szukając tylko najpotrzebniejszych rzeczy. Koniec końców i tak zrobiłam ich aż tyle, że zajęły mi cały wózek. Jak zawsze oczywiście były kolejki. Przewróciłam tylko oczami i stanęłam grzecznie w jednej z nich.
Lekko poirytowana niekompetencją kasjerki wróciłam do mojego auta.
- Ku*wa jego mać! - Warknęłam. Zostawiłam wózek i zaczęłam oglądać przód auta. Jakiś kretyn przychrzanił mi w auto. - Zabije.
Po obejrzeniu strat i posprzątaniu szkła z lampy posprzątałam załadowałam zakupy i wróciłam do domu. Produkty spożywcze zostawiłam na miejscu, złapałam klucze oraz psa i pojechałam do pracy. Zdarzenie pod sklepem mocno wytrąciło mnie z równowagi. Dante siedział w milczeniu na tylnej kanapie. Na miejsce dojechałam naprawdę szybko. Czekali tam już moi pracownicy.
- Cześć Liv. - Krzyknął jeden z nich, kiedy wysiadałam z auta. Kiedy zobaczył moją wkurzoną minę stracił uśmiech. - Co się stało?
- Jakaś życiowa oferma we mnie wjechała. Wybaczcie chłopaki, ale muszę dzisiaj skupić się na swoim aucie. Ktoś chce wziąć moją robotę? - Rzuciłam otwierając garaż.
- Co masz? - Zapytał David, kolejny z pracowników.
- Została wymiana oleju oraz sprawdzenie, czy są jeszcze jakieś usterki.
- Wezmę je.
- Jesteś wielki. - Uśmiechnęłam się do niego.
Po otworzeniu i włączeniu wszystkiego mogłam wjechać na wolne stanowisko swoją perełką. Dokładnie obejrzałam obrażenia i zaczęłam zajmować się naprawą. Miałam nadzieję, że uda mi się skończyć to dzisiaj. Wgięta blacha i zbity reflektor to nie aż tak dużo roboty. Dante ułożył się niedaleko mnie. Pies lubił przebywać w garażu, a hałas mu w niczym nie przeszkadzał. Zresztą to była dobra obrona przed niektórymi "wrażliwymi" klientami.
- Witam. - Usłyszałam stłumiony głos męski. Nie interesowała mnie dalsza część rozmowy, bo wiedziałam, że i tak zaraz do mnie podejdzie. Oczywiście jak zawsze nowy klient poszukiwał szefa.
- Przepraszam. - Powiedział dość niepewnie, kiedy stał już za mną. Odwróciłam się, aby z nim porozmawiać. Wstając wyciągnęłam szmatę z ogrodniczek, aby wytrzeć ręce.
- W czym mogę pomóc.
- Jesteś szefem? - Zapytał z niedowierzaniem.
- Tak. Coś się stało?
- Chciałbym naprawić auto.- Był w dużym szoku. Ciągle patrzył się na moje auto i był nieobecny.
- Pokaż mi samochód. - Nigdy nie byłam z klientami na Pan/Pani. Nieznajomy zaprowadził mnie na zewnątrz. Tam stała maszyna o identycznym kolorze lakieru, jaki znajdował się na moim aucie.
- Czy ono jest Twoje? - Zapytałam starając się nie wybuchnąć.
- Tak. Było cholernie ślisko pod sklepem i niechcący wjechałem w identyczne auto takie jak tam stoi. - Ile to będzie kosztowało.
- Sporo. - Mruknęłam. - Dwie lampy... - Zaczęłam podchodząc bliżej.
- Jak to dwie?
- Wymiana lampy w Twoim aucie i w moim. Tak tamto auto jest moje.
Ktoś?

Od Tylera cd Isabelli

Uśmiechnąłem się szeroko w jej stronę.
-Moje gratulacje, Isabello - oznajmiłem, przyciągając ją znów do siebie - moglibyśmy to jakoś uczcić - westchnąłem, przewracając ją na plecy i momentalnie znajdując się nad nią.
-Nie wystarczyło ci jeszcze? - spytała rumieniąc się lekko.
Dotknąłem dłonią jej policzka i zaśmiałem się jedynie. Uwielbiałem to, w jaki sposób na nią działałem, to że tak łatwo wpadała w zakłopotanie, wyglądając przy tym niesamowicie uroczo.
-Kochanie, przy tobie tak ciężko mi nie tracić mi zmysłów - oznajmiłem, wprawiając ją w jeszcze większe zakłopotanie i całując ją.
Dziewczyna szybko odwzajemniła pocałunek, pozwalając mi na zagłębienie swojego języka w jej ustach. Moja dłoń ulokowała się na jej talii, zjeżdżając po chwili niżej, podobnie jak pocałunki, które pozostawiły po sobie kilka czerwonych śladów na jej szyi. Jakiś czas później zwlekliśmy się z łóżka. Isabella porwała jedną z moich koszulek. Miała na sobie teraz jedynie ją i majtki. Spojrzałem na ten widok, który śmiało mogłem określić jednym z lepszych. Ubrałem na siebie jedynie bokserki i dres, następnie wędrując za dziewczyną do kuchni. Otworzyła lodówkę, jednak szybko na jej twarzy ukazał się grymas rozczarowania. Posłałem jej rozbawione spojrzenie.
-Powinnaś przywyknąć, że zawsze jest tu pusto - oznajmiłem, obejmując ją od tyłu.
-Jestem głodna - stwierdziła, odwracając się w moją stronę.
-Wybierz restaurację to coś zamówimy, ja się dostosuję. Teraz wybacz skarbie ale idę zapalić - powiedziałem, całując ją w czubek głowy i zgarniając z blatu paczkę fajek, a także bluzę z krzesła.
Wyszedłem na balkon, obserwując życie miasta, jeżdżące samochody i niewielkie z tej wysokości, postacie ludzi, chodzących po ulicy. Kilka minut później skończyłem i wróciłem do środka, ściągając z siebie bluzę i spoglądając wyczekująco na dziewczynę, która grzebała coś w telefonie.
Isabella?

Od Hailey cd Scotta

Spojrzałam na niego i wywróciłam oczami na jego słowa. Chwyciłam jego dłonie, nieco zimne od panującej na dworze temperatury.
-Powinieneś nosić rękawiczki - oznajmiłam, unosząc lekko jego dłoń i przyglądając się jej lekko czerwonemu odcieniowi.
-Nie odczuwam większej potrzeby przy tych temperaturach - odparł - nie jest jeszcze aż tak zimno.
-Jesteś głupiutki, kremem też ich nie smarujesz. Szybko się zestarzeją - westchnęłam.
-Daj spokój moim dłoniom, jeśli masz zamiar na nie tylko narzekać. Oboje doskonale wiemy, jak wiele przyjemności potrafią ci sprawić, Hailey - powiedział, uśmiechając się znacząco i ciągnąc mnie lekko za rękę, chcąc ruszyć dalej.
Ja jednak stałam jak wryta, a rumieńce na mojej twarzy nie były spowodowane już tylko zimnem. Spojrzałam na chłopaka z niedowierzaniem. Taka jego strona ukazywała mi się dość rzadko, choć na tym wyjeździe nie jest to pierwszy raz. Kłamałabym, mówiąc że nie podobało mi się to. Swego rodzaju urozmaicenie przydałoby się w naszym życiu, a ostatnie zachowania zdawały się doskonale sprawdzać. Scott patrzył na mnie z rozbawieniem.
-Nie powiedziałem nic, co nie zgadzałoby się z prawdą - oznajmił - chodź, kochanie.
Nie wyduszając z siebie ani słowa, złapałam mocniej jego rękę i ruszyłam za nim. Po skończeniu spaceru, odnaleźliśmy samochód i pojechaliśmy do mojego domu. Dochodziła siedemnasta, więc do powrotu rodziców zostało jeszcze sporo czasu, gdyż mama wysłała mi sms, że wrócą późno. Musiała rozkręcić się niezła rodzinna posiadówka, cieszyłam się, że nie musimy brać w tym udziału i siedzieć pośród pijanych członków rodziny, zadających niewygodne pytania, które w ich mniemaniu wcale za takie nie uchodzą. Zamknęłam drzwi domu na klucz i spojrzałam na chłopaka, który właśnie skończył ściągać z siebie okrycia wierzchnie oraz buty. Podeszłam nieco bliżej niego, unosząc głowę i spoglądając na niego.
-Wiesz, mama pisała, że będą późno - oznajmiłam, kładąc dłoń na jego klatce piersiowej.
-Cóż, czyżbyś miała ochotę ponownie przekonać się, że narzekanie na moje dłonie nie było na miejscu? - zapytał, lokując ręce na mojej talii, następnie zjeżdżając nimi niżej i zatrzymując je na biodrach.
-Prawdę mówiąc, nie tylko dłonie moglibyśmy sprawdzić. Wiesz tak czysto kontrolnie, upewnić się, że wszystko wciąż w najlepszym porządku - odparłam, gładząc go po policzku.
Scott uśmiechnął się jedynie, a już po kilku sekundach poczułam jego usta na swoich. Jego język lizał moje wargi, aby po chwili wślizgnąć się do wnętrza moich ust. Naparł na mnie delikatnie, powodując, że szybko moje plecy zatrzymały się na ścianie. Chwyciłam go za koszulkę, przyciągając bliżej siebie, o ile było to w ogóle możliwe. Ręką podniósł jedną z moich nóg, jeszcze bardziej zmniejszając dzielącą nas odległość.
-Przenieśmy to do sypialni - mruknęłam, kiedy jego pocałunki zaczęły schodzić na szyję.
Jako potwierdzenie otrzymałam jedynie skinięcie głową. Objęłam rękami jego kark. Dzięki temu, że jedną z moich nóg już trzymał, łatwiej było mi podskoczyć delikatnie, a jemu mnie odpowiednio złapać. Teraz jego ręce spoczywały na moich pośladkach. Kiedy zmierzaliśmy w stronę sypialni całowałam jego szyję, nie chcąc dać mu chwili wytchnienia. Chłopak położył mnie na łóżku, szybko pomagając mi pozbyć się koszulki. Kolejno jego dłoń powędrowała do zapięcia stanika. Wszystko to działo się bez większych przerw między pocałunkami. W końcu zaczął schodzić nimi coraz niżej, przez szyję, na dłuższą chwilę zatrzymując się na piersiach. W końcu zatrzymał się przy granicy moich spodni, których guzik już po chwili rozpiął. W końcu zostałam jedynie w samych majtkach, a on w pełni ubrany.
-Nie sądzisz, że to lekko nie fair, że jesteś ubrany? - jęknęłam cicho, kiedy bawił się moją piersią.
-W takim razie zrób z tym coś skarbie - uśmiechnął się, puszczając mi oczko.
Scott?

Nowy mieszkaniec!

Olivia Elis Hauge

wtorek, 13 sierpnia 2019

Od Isabelli cd Tylera

Zarumieniłam się lekko, gdy poczułam rękę chłopaka na swoim pośladku. Po dłuższej chwili odkleiliśmy się od siebie, a ja wtuliłam się w blondyna, zamykając oczy.
-Kocham Cię. - Szepnęłam do jego ucha.
Tyler podniósł mnie, wstając z kanapy i ruszył powoli do jednego z pokoi, który później okazał się jego sypialnią. A co było dalej? Nie pamiętam, lecz wiem jedno, cały czas czułam przyjemne ciepło, które od niego biło.

~~~

Otworzyłam zaspane oczy, od razu wbijając wzrok w kwiecisty tatuaż.
-Obudziła się śpiąca królewna, no, najwyższy czas, już po jedenastej. - Zaśmiał się chłopak.
-Tak, tak, świetny żart, która godzina? - Przetarłam ręką oczy, ziewając ospale.
-No po jedenastej. - Rzekł, pokazując mi godzinę na telefonie.
-Ah... świetnie... - Mruknęłam. - A tak właściwie, co się wczoraj działo? Mało co pamiętam. - Westchnęłam.
Momentalnie na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a ja zorientowałam się, że nie powinnam o to pytać. Nie byłam pewna, czy to to, o czym myślałam, lecz gdy upewniłam się, że moje ubrania od poprzedniego wieczoru leżą gdzieś na ziemi, moją twarz mimowolnie oblał rumieniec.
-Ja bym się na twoim miejscu tak nie cieszyła.
-Niby dlaczego? - Spojrzał na mnie pytająco.
-Nie jestem pewna, czy jesteś gotowy na dziecko. - Rzekłam obojętnie.
-Byłbym świetnym ojcem... gdybym tylko chciał. - Odpowiedział z udawaną powagą po chwili zastanowienia.
-No oczywiście, jak mogłam w ogóle w to wątpić. - Zaśmiałam się, podnosząc do pozycji siedzącej.
Wpatrywałam się w przejeżdżające za oknem samochody, jak zachipnotyzowana, do momentu, w którym zadzwonił mój telefon. Sięgnęłam spodnie, omal nie spadając z łóżka, a z tylnej kieszeni wyciągnęłam hałasujący przedmiot. Na wyświetlaczu widniał nieznany mi numer, lecz mimo wszystko postanowiłam odebrać. Kobieta wyjaśniła, dlaczego dzwoni, a ja jedynie przytakiwałam z niedowierzaniem w niektórych momentach. Po rozłączeniu się, spojrzałam na Tylera, który z zaciekawieniem mi się przyglądał.
-Dostałam rolę... w filmie. - Powiedziałam, nadal nie wierząc w to, co usłyszałam.

Tyler? ;__;

Od Scotta cd Hailey

Spojrzałem na budynek, po czym zacząłem się wypinać z pasów.
-Skoro tak pani twierdzi, to za pewne tak będzie.
Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie, z miną "skromnego" zwycięzcy. A niech jej będzie, że ma rację. Wysiedliśmy z samochodu, po czym podszedłem do niej i złapałem ją za rękę. Uśmiechnęła się do mnie, ściskając lekko moją dłoń, na co cmoknąłem ją krótko w usta. Upewniłem się, że samochód jest zamknięty, po czym ruszyliśmy w kierunku knajpy. W końcu weszliśmy do lokalu i zajęliśmy wolne miejsce w głębi. Przejrzeliśmy kartę, po czym złożyliśmy zamówienie. Siedzieliśmy rozmawiając w końcu bez samych złośliwości.
-A co do naszych planów sylwestrowych... W razie gdybyśmy nigdzie nie wyjechali, to jest opcja alternatywna-powiedziałem na co dziewczyna uniosła brew z zaciekawieniem.- Mianowicie mój ulubieniec, Matt ma wolny dom i postanowił go rozwalić robiąc imprezę.
-Jest to jakaś opcja, chociaż wolałabym abyśmy się gdzieś wynieśli we dwoje... No i wciąż mi wisisz ten wyjazd w ciepłe kraje.
-Ależ ja o wszystkim pamiętam -powiedziałem mrugając do niej. -Ale na razie odłożymy to na po nowym roku.

Po skończonym posiłku wybraliśmy się do pobliskiego parku. Dzisiejszy dzień może i nie należał do najcieplejszego, ale brak opadów był ogromnym plusem. Oplotłem ją wokół talii, obserwując jej mimikę, co mogło się zakończyć bliskim spotkaniem, na przykład ze słupem. Już od dawna nie widziałem jej takiej. Praktycznie cały czas trejkotała, aż w końcu zauważyła moje badawcze spojrzenie. Gdy objaśniłem jej powód, rzuciła tyko:
-No może jakbyś częściej się uaktywniał...
Parsknąłem jedynie stając przed nią i przyciągając ją do siebie.
-Cóż jak pani sobie życzy, postaram się poprawić -powiedziałem cmokając ją krótko.
 Hailey?

czwartek, 1 sierpnia 2019

Od Coraline do Hero

Cicho westchnęłam, szukając wzrokiem zaginionej w tłumie mamy, która już dzisiaj miała wrócić z Ameryki do Francji. Tego by mi brakowało, aby czterdziestodwuletnia, nieco zbyt szalona, kobieta zgubiła się w wielkim jak Paryż, Central Parku. O godzinie czternastej w niedzielę, nie trudno było spotkać spokojnych emerytów i ich totalnego przeciwieństwa – latających na wszystkie strony dzieci, w których rzeczywiście można było się zgubić.
Rozejrzałam się ponownie, jednak rodzicielka na dobre zniknęła mi z oczu. Przebiłam się przez tłum turystów i miejscowych ludzi, przeszłam przez zielonych trawnik i usiadłam na ławce. Wyciągnęłam z czarnej torebki telefon i wykręciłam numer poszukiwanej przeze mnie mamy. Gdy po dwóch sygnałach odebrała, wywróciłam oczami.
- Halo? No gdzieś ty… Jak ty się znalazłaś przy bramie? - otworzyłam szeroko oczy. - I to tej, którą wchodziłyśmy, no dobra, już do ciebie idę!

~-~

- Tsaa, wyleciała. Możemy ruszać do klubu, tylko musisz dać mi chwilkę, bo wyglądam jak pudel. Nie, to nie znaczy dobrze… Dobra, po prostu umówmy się na dziewiątą przed klubem. Dobra, paaa!
Odłożyłam telefon na biurko i zerknęłam na zegar. Muszę przeznaczyć przynajmniej dwadzieścia minut na dojście do miejsca spotkania, więc mam dwadzieścia/trzydzieści minut na ogarnięcie się.
Wysuszenie i rozczesanie jasnych włosów zajęło mi mniej więcej, hmmm, pięć minut (turbooo), makijaż to było stracenie dziesięciu minut z mojego życia, aż wreszcie stanęłam przed zazwyczaj, najtrudniejszym wyborem. Dzisiaj wybranie stroju było dosyć łatwe i bez zastanowienia sięgnęłam po jeansową spódnicę i czarny top z opadającymi ramiączkami. Na wierzch założyłam ramoneskę, na nogi czarne szpilki na średnim obcasie i tak naprawdę byłam gotowa do wyjścia. Wzięłam małą torebkę i telefon, po czym zamknęłam drzwi i wyszłam z domu. Zaczęłam energicznym krokiem iść do centrum Manhattanu.
Szłam i szłam, aż w pewnym momencie znalazłam się w uliczce, na której mieścił się klub. Była za pięć dziewiąta, więc znalazłam się w odpowiednim momencie w odpowiednim czasie. Przed klubem byłam dokładnie o dziewiątej jeden. Tam, stała już znudzona Catherine.
- Co tak długo? - mruknęła, nawet się nie witając. - Czekam na ciebie od minuty.
Zaśmiałam się.
- A niby jesteś taka cierpliwa… Dobra, chodź, wejdźmy do środka, zanim umrzesz mi tu z nudów.
Jak powiedziałam, tak zrobiłyśmy – weszłyśmy do środka, gdzie ludzie na parkiecie już wykonywali dzikie piruety, a przy barze znakomita ilość ludzi, piła, zapewne, znakomite drinki. Od razu bez słowa skierowałyśmy się do baru. Usiadłyśmy na stołkach, czekając, aż ktoś do nas podejdzie.
- Hmmm, nie wiem jak ty, ale ja muszę do toalety. - powiedziała pełna energii Cath, schodząc ze stołka.
- Leć, od zawsze wiedziałam, że masz słabo z pęcherzem. Ja tu sobie posiedzę, może coś wypiję, może nie…
- Dobra, dobra, idę!
Lekko znudzona wpatrywałam się w latających wokół klientów barmanów, rozmyślając nad wszystkim i o niczym. Uniosłam głowę i od razu usłyszałam głos, na pewno nienależący do kobiety.
- Co dla pani? - spytał się mnie jasnooki barman.
Zmrużyłam delikatnie oczy.
- A co mi zaproponujesz? - odwzajemniłam uśmiech mężczyzny.
- No wiesz – zaczął, opierając się o blat baru. - Robię niezłe szoty.
- Dobra, niech będzie. - pokiwałam głową i jeszcze chwilę wpatrywałam się w krótką wymianę zdań jego i jakiegoś innego, zdenerwowanego klienta.
Catherine nadal nie było i chyba nie zamierzała się pojawić. Gdy tylko odwróciłam głowę w stronę parkietu, ujrzałam ją rozmawiającą z jakąś dziewczyną, zapewne trochę od nas starszą. Wzruszyłam ramionami i z powrotem się obróciłam głowę, a przed sobą ujrzałam jednego, lecz uroczo niebieskiego szota oraz uśmiechającego się w moją stronę chłopaka.
- Czekam na opinię, choć nie obiecuję, że cokolwiek z nią zrobię.
- Ooo, dobrze, że uprzedzasz. Już chciałam dać ci milion rad, na temat robienia drinków i innych. Jednym ruchem opróżniłam zawartość małego kieliszka. Przez chwilę patrzyłam się na blat, po czym podniosłam głowę.
- Powiem ci, drogi kolego, że całkiem niezły ci wyszedł ten szot.
- Hmm, jakby to powiedzieć, dzięki. - westchnął. - Ale wolę po imieniu niż kolego. Jestem Hero, a pani, to…?
- Coralie Bonnet. A teraz kolego Hero, radziłabym ci zająć się innymi klientami, gdyż jeden facet wygląda na niezwykle niezadowolonego z obsługi…- powiedziałam, szczerząc ząbki w uśmiechu. - Ale może później się spotkamy.
Zeszłam ze stołka i ruszyłam w stronę Catherine, która od paru minut bawiła się sama. Po pewnym czasie zmęczone tańcem usiadłyśmy na białych kanapach tuż obok parkietu i czekałyśmy na nie wiadomo co. Znudzone czekaniem ponownie poszłyśmy do baru, gdzie czekałyśmy na zamówienia drinka.

Hero? c: