Spojrzałam na chłopaka z rozbawieniem i wzięłam do ręki, leżącą obok mnie ścierkę.
-Idź się rozgrzać przy kominku, zaraz ci przyniosę herbaty – oznajmiłam twardo, uderzając go ściereczką w celu pogonienia go.
-Tak jest kapitanie – odparł i zasalutował, po czym swoje kroki skierował do salonu, aby zasiąść przed kominkiem.
Odstawiłam na chwile zdobienie pierników, by zrobić temu zmarzluchowi gorącej herbaty, w końcu nie może się teraz przeziębić. Wlałam wody do czajnika, a następnie odnalazłam w szafce największy możliwy kubek i wsadziłam do niego torebkę z herbatą. Kilka minut później szłam już z ogromnym kubkiem herbaty w stronę chłopaka. Postawiłam przed nim naczynie i spojrzałam na niego wyczekująco.
-Boże, większej się nie dało? - zaśmiał się.
-Ależ nie ma za co, kochanie – prychnęłam i poczochrałam jego włosy, następnie udając się z powrotem do kuchni.
Kilka godzin później wszystkie przygotowania były zakończone a choinka ubrana. Pozostało teraz jedynie przygotować siebie. Udałam się do przydzielonej nam sypialni i zaczęłam grzebać w przywiezionych przez siebie ubraniach, w poszukiwaniu idealnej kreacji, następnie ruszyłam w kierunku łazienki, aby wykonać delikatny makijaż. Ubrania położyłam na stojącej w pomieszczeniu szafce. Stałam przed lustrem, malując się w samej bieliźnie. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się, a w lustrze dojrzałam wyszczerzonego Scotta.
Scott?
środa, 3 lipca 2019
Od Tylera cd Issabelli
Obudziło mnie delikatne ugięcie się kanapy tuż obok mojego ciała oraz delikatny dotyk na ramieniu. Otworzyłem leniwie oczy i spojrzałem na siedząca nade mną dziewczynę.
-Mógłbym mieć takie pobudki częściej – westchnąłem i pogładziłem ją po policzku, na co ona jedynie lekko się zaśmiała.
Delikatnie podniosłem się i siedząc złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek. Dziewczyna wstała z kanapy, a ja po krótkiej chwili uczyniłem to samo. Założyłem buty i odnalazłem w kieszeni spodni kluczyki do mojego samochodu. Po kilku minutach opuściliśmy mieszkanie Isabelli i zeszliśmy do samochodu.
-To gdzie jemy śniadanie? - zapytałem, odpalając silnik.
-Nie wiem, na co masz ochotę?
-Prawdę mówiąc znam niezłą restaurację, gdzie serwują dobre śniadanka – stwierdziłem, ruszając w odpowiednim kierunku.
-Okej – odparła, poprawiając się nieco na siedzeniu.
Droga minęła sprawnie, gdyż ruch w mieście nie był największy. Zaparkowałem samochód na chodniku jednej z ulic, a następnie w aplikacji rozpocząłem płatność za parking.
-Chodź, to za rogiem – uśmiechnąłem się, obejmując Isabellę delikatnie w talii i ciągnąc za sobą.
Spacer nie trwał długo, gdyż restauracja faktycznie była tuż obok. Swego czasu często się tu stołowałem. Teraz jednak, gdy zamieszkuję inną część miasta, nie jest mi tu zbytnio po drodze.
-Poczekasz chwilę? Zapaliłbym tylko – westchnąłem, spoglądając na brunetkę błagalnym wzrokiem.
-Tylko szybko, bo zdechnę z głodu – mruknęła, wywracając oczami.
-Dzięki Mała – uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w czubek głowy.
Wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów, wybrałem jednego z nich i odnalazłem zapalniczkę. Z niezadowoleniem zauważyłem także, że kończy mi się gaz w zapalniczce i będę musiał wymienić ją na nową. Po kilku minutach rzuciłem niedopałek na ziemię i zdeptałem. Objąłem Isabellę i razem ruszyliśmy do wejścia.
Isabella?
-Mógłbym mieć takie pobudki częściej – westchnąłem i pogładziłem ją po policzku, na co ona jedynie lekko się zaśmiała.
Delikatnie podniosłem się i siedząc złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek. Dziewczyna wstała z kanapy, a ja po krótkiej chwili uczyniłem to samo. Założyłem buty i odnalazłem w kieszeni spodni kluczyki do mojego samochodu. Po kilku minutach opuściliśmy mieszkanie Isabelli i zeszliśmy do samochodu.
-To gdzie jemy śniadanie? - zapytałem, odpalając silnik.
-Nie wiem, na co masz ochotę?
-Prawdę mówiąc znam niezłą restaurację, gdzie serwują dobre śniadanka – stwierdziłem, ruszając w odpowiednim kierunku.
-Okej – odparła, poprawiając się nieco na siedzeniu.
Droga minęła sprawnie, gdyż ruch w mieście nie był największy. Zaparkowałem samochód na chodniku jednej z ulic, a następnie w aplikacji rozpocząłem płatność za parking.
-Chodź, to za rogiem – uśmiechnąłem się, obejmując Isabellę delikatnie w talii i ciągnąc za sobą.
Spacer nie trwał długo, gdyż restauracja faktycznie była tuż obok. Swego czasu często się tu stołowałem. Teraz jednak, gdy zamieszkuję inną część miasta, nie jest mi tu zbytnio po drodze.
-Poczekasz chwilę? Zapaliłbym tylko – westchnąłem, spoglądając na brunetkę błagalnym wzrokiem.
-Tylko szybko, bo zdechnę z głodu – mruknęła, wywracając oczami.
-Dzięki Mała – uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w czubek głowy.
Wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów, wybrałem jednego z nich i odnalazłem zapalniczkę. Z niezadowoleniem zauważyłem także, że kończy mi się gaz w zapalniczce i będę musiał wymienić ją na nową. Po kilku minutach rzuciłem niedopałek na ziemię i zdeptałem. Objąłem Isabellę i razem ruszyliśmy do wejścia.
Isabella?
Od Lashiti cd Xaviera
Wstałam i zamknęłam drzwi na zamek, gdy się odwróciłam, spojrzałam na nagiego chłopaka. Tak boski, nie potrafi mi się oprzeć. Jednak wkurzył się, gdy tamci powiedzieli to, co powiedzieli. Wkurzył się też na mnie, o to, że zajmuje się tym, czym się zajmuje. Trafiłam do jego klubu, gdyż siostra tak bardzo chciała, a ja zawsze pracuje w tych klubach, gdzie ona jest. Darmowe drinki i opieka nad nią jest wówczas gwarantowana. Choć spotkanie z Xavierem, wcale nie było zaplanowane. Sama nie potrafiłam się mu oprzeć, te tatuaże, każda panienka mówiła jaki on jest niezły. Jednak niewiele osób mogło doświadczyć tego jak wyjątkowy i zraniony jest. Mogła to wyczuć, poczuć na własnej skórze. To nie jest miłość, może fascynacja, podniecenie, ciekawość, zadurzenie.. Wszystko jest możliwe. Spodobał jej się, to jak ją dotyka, to jak dominuje i jest Panem. Jest wtedy tak cudowny, pasuje mu ta rola, to co robi i jak. Jakby wiedział, gdzie uderzyć, jakby wiedział, że ja.. Właśnie co ja?
Opieką mnie obdarzył, zbliżeniem i niesamowitym se-sem. Tak chcecie się go powtórzyć. Nawet nie zwracałam uwagi, że tak wiele kobiet chce go mieć, ale gdy był ze mną, wiedziałam, że inna go nie będzie mieć. Ta chwila, ten czas jest mój, jest nasz. Przygryzłam wargę, każdy cal jego ciała, charakteru, zachowania, nawet to jak się wkurza, jak walczy, jak się sprzeciwia, pomogą, dominuje, szefuje. To wszystko określa jego to, jak jest lojalny, opiekuńczy, doskonały i broni. Nie pozwolił im mnie zabrać, nie oddał mnie. Wiedziałam, że wolał ich zabić, zapewne to oni go tak ładnie uszkodzili. Więc też mogła się odpłacić. Piękny za na dobne. Tak jak powinno, być. Może jednak wolał mnie zostawić dla siebie, by nikt inny nie mógł mnie mieć. Mówienie o sobie jak o rzeczy chyba jest źle, jednak tak już bywa. Gdy kobiety się tak traktuje, chyba że pokażą, kto tu rządzi. Słodki jest, a może nie chciał, by ktoś inny mnie miał. By tylko on mógł, mnie dotykał, pieprzyc, bądź bym robiła mu loda.
Stałam w miejscu, patrzyłam na chłopaka, z którym jeszcze niedawno był odlotowa zabawa tak dobra, że chce się jej więcej. Chciałam z nim porozmawiać, chciałam mu wyjaśnić, ale pozwolę, by on zdecydował. By powiedział, co chce. Nawet gdybym chciała, nie mogę z tym skończyć, dzięki temu mogę chronić siostrę inaczej, już jej nie zobaczę. Może głupia wymówka, jednak ją skrzywdzą. Zrobią to samo co z moją przyjaciółka, tą, która się dowiedziała, ta, która zginęła i obwiniła o wszystko mnie. To była moja wina, dlatego ukrywałam, wszystko. Jednak gdy ktoś widział, mnie z chłopakiem to chcieli go spotkać. Chłopak, a to różnica. Jednak, by dać tak niemoralna propozycje, to już przesada. Intensywnie myślałam o tym wszystkim, co się wydarzyło. O niczym mu nie mówiłam, bo nie mogłam. Nawet jeśli bym powiedziała, coś mogłoby mu się stać, a tego, nie chciałam. Zależy mi na nim... Czemu? Czemu tak jest? Zapewne dla niego to tylko pieprzenie i zabawa ze mną. Ma przecież tak wiele panienek. Np. ta cała Tori widać, po niej, po nich, że coś ich łączy...
Może jednak to co więcej? Może go spyta o to, a może zostawi to siostrze. Ona wykona, serię pytam. Bo pewnie tak będzie, zawsze jest. Zawsze pyta. Kocham ją za to, jednak nie wie o tym świecie. O tym, gdzie jestem. Pewnie jeszcze nie raz, ktoś się zjawi. Pewnie nie raz, ktoś będzie próbował. Może czas połączyć siły, może czas, by wszedł w jej świat, w którym i on jest. Mogli, by pracować ramię w ramię i się pieprzyc ze sobą. Lubię chodzić z nim do łóżka, tak jest cudowny, władczy, wie, za co złapać, gdzie trzymać oraz jak. Musi udawać, kogoś. Musi, być bezwzględna i pozbawiona emocji. Nie może współczuć.
Kolejny natłok myśli miałam, czekałam i patrzyłam.
- Lashi co tak patrzysz? - spytał. Jego głos mnie wyrwał z tych, myśli pomógł mi. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, co nie umknęło jego uwadze. Nie wiedziałam czemu, co się dzieje. Jednak potrzebowałam, znaleźć się w jego ramionach, chciałam poczuć jego ciepło. Po prostu, by dał mi poczucie bezpieczeństwa. Bym mogła przestać się martwić. Jego reakcja, była natychmiastowa, wstał i podszedł do mnie. Nie zadawał pytań, otarł łzę i przytulił mnie do siebie. Głaskał po włosach i mocniej przesunął. Ułożyłam dłonie na jego plecach i wtuliłam się bardziej w chłopaka.
Taka chwila, a może i więcej trochę trwała, jednak w końcu ułożyliśmy się na łóżku. Przykrył mnie i przytulił, głaskał. Uspokajał mnie. Poczułam się dziwnie, to uczucie było dziwne, nieznane, przez co się rozpłakałam, próbując ukryć łzy, jednak on i tak je, widział. Nie pytał, był przy mnie. Musiał wiedzieć, że jest mi ciężko, że to jest trudne.. Przytulił mnie do siebie, głaskał po głowie i próbował uspokoić. Jakby pojawił się inny Xavier. Pełen troski i opiekuńczy. Przez to wszystko zasnęłam. Nie wiem, czy to sen, czy może tak było, ale jego dłoń głaskała moje włosy. Przyglądał mi się jakby widział coś pięknego. Pewnie nie raz bądź nie dwa to widział.
***
Zmęczenie dawała mi siwe znaki, adrenalina, zamartwianie się i te myśli. To wszystko wchodziło i wychodziło ze mnie, jednak wciąż wracało. Gdy otworzyłam oczy, byłam sama w pokoju. Nie było go, nawet po dotknięciu miejsca obok. Zapewne to był tylko sen. Jednak to co się wczoraj wydarzyło, te piękne chwile? Czy to też był sen?
Wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi, które prowadziły do łazienki. Szybki prysznic, zawsze mnie budzi. Obudzona po prysznicu, podeszłam do komody po świeżą bieliznę. Niebieska z koronkami, do tego krótki top i spódniczka z falbankami. Wyszłam z pokoju, w kapciach i telefonem w dłoni. Ruszyłam schodami na dół, słysząc rozmowę i czując piękne zapachy.
Po wejściu do kuchni widziałam siostrę, która miała włosy związane w dwie kitki, oraz sukienkę tą, która tak bardzo lubiła. Xavier był w dresach, choć widać było gumkę od bokserek. Patrzyłam na nich, a po chwili, chłopak podszedł do mnie i mnie pocałował.
Jednym słowem dziwne. Do tego siostra, która była taka wesoła. Jakby czekała, na moment, aż wróć, przyjdę. Usiedliśmy razem do stołu, a gdy już mieliśmy jeść, siostra zadała to pytanie, a może też dwa.
- Xavier co czujesz do mojej pięknej siostry Lashiti? Kim dla ciebie ona jest? - powiedziała, po czym skierowała się spojrzeniem na mnie. - To samo tyczy cię ciebie, jednak najpierw Xavier. Podoba Ci się? Lecisz na nią? Czy może to tylko zabawka do pieprzenia? - zadawała kolejne pytania. Zna ją i wie, jak potrafi sprowokować. Zawsze jej to wychodziło. Chciała coś dodać, ale zamilkła, gdyż oczekiwała odpowiedzi. Gdy się nie powie tego, wówczas pokazuje swoją drugą twarz. Dokładniej to próbuje mnie sprowokować, a jego podniecić. Mimo iż znam jej zagrywki, to i tak, daje się często nabierać.
Teraz moje spojrzenie padło na chłopaka. Jego niedbale ułożone włosy. To jak je przeczesywał swoją ręką. Jego nagi tors pokryty tatuażami. Przygryzła wargę, a on to zauważył. Patrzył na nią tak intensywnie, jednak siostra nie dała za wygraną. Prędzej czy później, ale prędzej będzie musiał odpowiedzieć, bo potem zrobi się gorzej. Z nią lepiej nie pogrywać.
Jestem ciekawa, co on powie i jak odpowie. Bo tak w sumie lepiej wiedzieć, na czym się stoi, a jeśli powie, że jestem tylko koleżanka i do pieprzenia oraz nie tylko. To siostra wykorzysta sytuację i sama skorzysta, zawsze tak robi, by sprawdzić, czy chłopak jednak się zdecyduje, czy może odtrąci. To ważne dla nas obu, bo skoro żyjemy same w tak dużym domu. Mimo ochrony, psów, bramy, kamer i zabezpieczeń to gdyby był z nami facet, byłby o wiele lepiej.
Xavier?
Opieką mnie obdarzył, zbliżeniem i niesamowitym se-sem. Tak chcecie się go powtórzyć. Nawet nie zwracałam uwagi, że tak wiele kobiet chce go mieć, ale gdy był ze mną, wiedziałam, że inna go nie będzie mieć. Ta chwila, ten czas jest mój, jest nasz. Przygryzłam wargę, każdy cal jego ciała, charakteru, zachowania, nawet to jak się wkurza, jak walczy, jak się sprzeciwia, pomogą, dominuje, szefuje. To wszystko określa jego to, jak jest lojalny, opiekuńczy, doskonały i broni. Nie pozwolił im mnie zabrać, nie oddał mnie. Wiedziałam, że wolał ich zabić, zapewne to oni go tak ładnie uszkodzili. Więc też mogła się odpłacić. Piękny za na dobne. Tak jak powinno, być. Może jednak wolał mnie zostawić dla siebie, by nikt inny nie mógł mnie mieć. Mówienie o sobie jak o rzeczy chyba jest źle, jednak tak już bywa. Gdy kobiety się tak traktuje, chyba że pokażą, kto tu rządzi. Słodki jest, a może nie chciał, by ktoś inny mnie miał. By tylko on mógł, mnie dotykał, pieprzyc, bądź bym robiła mu loda.
Stałam w miejscu, patrzyłam na chłopaka, z którym jeszcze niedawno był odlotowa zabawa tak dobra, że chce się jej więcej. Chciałam z nim porozmawiać, chciałam mu wyjaśnić, ale pozwolę, by on zdecydował. By powiedział, co chce. Nawet gdybym chciała, nie mogę z tym skończyć, dzięki temu mogę chronić siostrę inaczej, już jej nie zobaczę. Może głupia wymówka, jednak ją skrzywdzą. Zrobią to samo co z moją przyjaciółka, tą, która się dowiedziała, ta, która zginęła i obwiniła o wszystko mnie. To była moja wina, dlatego ukrywałam, wszystko. Jednak gdy ktoś widział, mnie z chłopakiem to chcieli go spotkać. Chłopak, a to różnica. Jednak, by dać tak niemoralna propozycje, to już przesada. Intensywnie myślałam o tym wszystkim, co się wydarzyło. O niczym mu nie mówiłam, bo nie mogłam. Nawet jeśli bym powiedziała, coś mogłoby mu się stać, a tego, nie chciałam. Zależy mi na nim... Czemu? Czemu tak jest? Zapewne dla niego to tylko pieprzenie i zabawa ze mną. Ma przecież tak wiele panienek. Np. ta cała Tori widać, po niej, po nich, że coś ich łączy...
Może jednak to co więcej? Może go spyta o to, a może zostawi to siostrze. Ona wykona, serię pytam. Bo pewnie tak będzie, zawsze jest. Zawsze pyta. Kocham ją za to, jednak nie wie o tym świecie. O tym, gdzie jestem. Pewnie jeszcze nie raz, ktoś się zjawi. Pewnie nie raz, ktoś będzie próbował. Może czas połączyć siły, może czas, by wszedł w jej świat, w którym i on jest. Mogli, by pracować ramię w ramię i się pieprzyc ze sobą. Lubię chodzić z nim do łóżka, tak jest cudowny, władczy, wie, za co złapać, gdzie trzymać oraz jak. Musi udawać, kogoś. Musi, być bezwzględna i pozbawiona emocji. Nie może współczuć.
Kolejny natłok myśli miałam, czekałam i patrzyłam.
- Lashi co tak patrzysz? - spytał. Jego głos mnie wyrwał z tych, myśli pomógł mi. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, co nie umknęło jego uwadze. Nie wiedziałam czemu, co się dzieje. Jednak potrzebowałam, znaleźć się w jego ramionach, chciałam poczuć jego ciepło. Po prostu, by dał mi poczucie bezpieczeństwa. Bym mogła przestać się martwić. Jego reakcja, była natychmiastowa, wstał i podszedł do mnie. Nie zadawał pytań, otarł łzę i przytulił mnie do siebie. Głaskał po włosach i mocniej przesunął. Ułożyłam dłonie na jego plecach i wtuliłam się bardziej w chłopaka.
Taka chwila, a może i więcej trochę trwała, jednak w końcu ułożyliśmy się na łóżku. Przykrył mnie i przytulił, głaskał. Uspokajał mnie. Poczułam się dziwnie, to uczucie było dziwne, nieznane, przez co się rozpłakałam, próbując ukryć łzy, jednak on i tak je, widział. Nie pytał, był przy mnie. Musiał wiedzieć, że jest mi ciężko, że to jest trudne.. Przytulił mnie do siebie, głaskał po głowie i próbował uspokoić. Jakby pojawił się inny Xavier. Pełen troski i opiekuńczy. Przez to wszystko zasnęłam. Nie wiem, czy to sen, czy może tak było, ale jego dłoń głaskała moje włosy. Przyglądał mi się jakby widział coś pięknego. Pewnie nie raz bądź nie dwa to widział.
***
Zmęczenie dawała mi siwe znaki, adrenalina, zamartwianie się i te myśli. To wszystko wchodziło i wychodziło ze mnie, jednak wciąż wracało. Gdy otworzyłam oczy, byłam sama w pokoju. Nie było go, nawet po dotknięciu miejsca obok. Zapewne to był tylko sen. Jednak to co się wczoraj wydarzyło, te piękne chwile? Czy to też był sen?
Wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi, które prowadziły do łazienki. Szybki prysznic, zawsze mnie budzi. Obudzona po prysznicu, podeszłam do komody po świeżą bieliznę. Niebieska z koronkami, do tego krótki top i spódniczka z falbankami. Wyszłam z pokoju, w kapciach i telefonem w dłoni. Ruszyłam schodami na dół, słysząc rozmowę i czując piękne zapachy.
Po wejściu do kuchni widziałam siostrę, która miała włosy związane w dwie kitki, oraz sukienkę tą, która tak bardzo lubiła. Xavier był w dresach, choć widać było gumkę od bokserek. Patrzyłam na nich, a po chwili, chłopak podszedł do mnie i mnie pocałował.
Jednym słowem dziwne. Do tego siostra, która była taka wesoła. Jakby czekała, na moment, aż wróć, przyjdę. Usiedliśmy razem do stołu, a gdy już mieliśmy jeść, siostra zadała to pytanie, a może też dwa.
- Xavier co czujesz do mojej pięknej siostry Lashiti? Kim dla ciebie ona jest? - powiedziała, po czym skierowała się spojrzeniem na mnie. - To samo tyczy cię ciebie, jednak najpierw Xavier. Podoba Ci się? Lecisz na nią? Czy może to tylko zabawka do pieprzenia? - zadawała kolejne pytania. Zna ją i wie, jak potrafi sprowokować. Zawsze jej to wychodziło. Chciała coś dodać, ale zamilkła, gdyż oczekiwała odpowiedzi. Gdy się nie powie tego, wówczas pokazuje swoją drugą twarz. Dokładniej to próbuje mnie sprowokować, a jego podniecić. Mimo iż znam jej zagrywki, to i tak, daje się często nabierać.
Teraz moje spojrzenie padło na chłopaka. Jego niedbale ułożone włosy. To jak je przeczesywał swoją ręką. Jego nagi tors pokryty tatuażami. Przygryzła wargę, a on to zauważył. Patrzył na nią tak intensywnie, jednak siostra nie dała za wygraną. Prędzej czy później, ale prędzej będzie musiał odpowiedzieć, bo potem zrobi się gorzej. Z nią lepiej nie pogrywać.
Jestem ciekawa, co on powie i jak odpowie. Bo tak w sumie lepiej wiedzieć, na czym się stoi, a jeśli powie, że jestem tylko koleżanka i do pieprzenia oraz nie tylko. To siostra wykorzysta sytuację i sama skorzysta, zawsze tak robi, by sprawdzić, czy chłopak jednak się zdecyduje, czy może odtrąci. To ważne dla nas obu, bo skoro żyjemy same w tak dużym domu. Mimo ochrony, psów, bramy, kamer i zabezpieczeń to gdyby był z nami facet, byłby o wiele lepiej.
Xavier?
Od Scotta cd Hailey
Zgarnąłem zagubiony kosmyk za jej ucho i krótko pocałowałem.
-No nie wiem, średnio mi się chce iść po nią. Nie możemy ozdobić krzesła -rzuciłem z udawaną niechęcią.
-A jeśli ładnie cię poproszę -powiedziała uśmiechając się zalotnie i kładąc ręce na mój kark.
Oj nie ładnie kochanie, tak sobie pogrywać. Przekrzywiłem głowę udając, że się nad tym zastanawiam. W końcu, czemu się nie podroczyć skoro sama zaczyna.
-To zależy od tego jak bardzo ładnie będziesz prosić -powiedziałem zbliżając swoją twarz coraz bliżej jej.
-Bardzo, bardzo, bardzo ładnie-powiedziała przerywając każde słowo pocałunkiem.
Uśmiechnąłem się przyciągając ją jeszcze bliżej siebie i zaplatając ręce na jej plecach. Pogłębiłem pocałunek i mruknąłem zadowolony, gdy jedna z rąk dziewczyny znalazła się w moich włosach. Niestety tą piękną i spokojna chwilę przerwał głos małej Marry wołającej w niedalekiej odległości od nas:
-Tato, znalazłam wujka! Migdali się z ciocią Hai!
Hai schowała twarz w zagłębieniu mojej szyi opierając się o mnie i trzęsą się ze śmiechu. Oczywiście dało się słyszeć śmiech reszty domowników. Marry podrapała się po głowie, wciąż nie dokońca rozumiała, co wszystkich tak rozbawiło. Ustała naburmuszona wydymając przy tym zabawnie usta.
-No bo tata chce wiedzieć, czy z nim pójdziesz po choinkę -powiedziała ciągnąc mnie za rękę.
-Powiedz mu, że zaraz przyjdę -powiedziałem po czym mała pognała na dół.
-No to teraz nie masz wyboru -powiedziała Hai, ocierając łzy śmiechu.
Pocałowałem ją krótko po czym poszedłem do sypialni po sweter. Ubrałem się w ciepłe ciuchy po czym ruszyłem na dół, gdzie czekał mój szanowny szwagier. Ruszyliśmy do sąsiada gadając o głupotach. Całe dojście i przytachanie drzewka do domu zajęło nam około czterdziestu minut. Wracając obydwaj mieliśmy podobne przemyślenia, odnośnie sąsiada naszej babci. Staremu panu Trevorowi zachciało się amorów. I coś nam się wydawało, że babcia aby uniknąć gadania ciotek "w tym wieku to już nie wypada randkować" to ukrywała coś. Ah, czyli jednak geny plotkary się we mnie uchowały. Weszliśmy do domu i ustawiliśmy drzewko w salonie. Następnie poszedłem do kuchni, gdzie wojowały dziewczyny. Ustałem za Hai obejmując ją od tyłu i przytykając nos do jej szyji.
-O matko, ale ty zimny -krzyknęła wzdrygając się.
-No widzisz, już taki ze mnie zimny drań. Jak wam idzie?
Hailey?
-No nie wiem, średnio mi się chce iść po nią. Nie możemy ozdobić krzesła -rzuciłem z udawaną niechęcią.
-A jeśli ładnie cię poproszę -powiedziała uśmiechając się zalotnie i kładąc ręce na mój kark.
Oj nie ładnie kochanie, tak sobie pogrywać. Przekrzywiłem głowę udając, że się nad tym zastanawiam. W końcu, czemu się nie podroczyć skoro sama zaczyna.
-To zależy od tego jak bardzo ładnie będziesz prosić -powiedziałem zbliżając swoją twarz coraz bliżej jej.
-Bardzo, bardzo, bardzo ładnie-powiedziała przerywając każde słowo pocałunkiem.
Uśmiechnąłem się przyciągając ją jeszcze bliżej siebie i zaplatając ręce na jej plecach. Pogłębiłem pocałunek i mruknąłem zadowolony, gdy jedna z rąk dziewczyny znalazła się w moich włosach. Niestety tą piękną i spokojna chwilę przerwał głos małej Marry wołającej w niedalekiej odległości od nas:
-Tato, znalazłam wujka! Migdali się z ciocią Hai!
Hai schowała twarz w zagłębieniu mojej szyi opierając się o mnie i trzęsą się ze śmiechu. Oczywiście dało się słyszeć śmiech reszty domowników. Marry podrapała się po głowie, wciąż nie dokońca rozumiała, co wszystkich tak rozbawiło. Ustała naburmuszona wydymając przy tym zabawnie usta.
-No bo tata chce wiedzieć, czy z nim pójdziesz po choinkę -powiedziała ciągnąc mnie za rękę.
-Powiedz mu, że zaraz przyjdę -powiedziałem po czym mała pognała na dół.
-No to teraz nie masz wyboru -powiedziała Hai, ocierając łzy śmiechu.
Pocałowałem ją krótko po czym poszedłem do sypialni po sweter. Ubrałem się w ciepłe ciuchy po czym ruszyłem na dół, gdzie czekał mój szanowny szwagier. Ruszyliśmy do sąsiada gadając o głupotach. Całe dojście i przytachanie drzewka do domu zajęło nam około czterdziestu minut. Wracając obydwaj mieliśmy podobne przemyślenia, odnośnie sąsiada naszej babci. Staremu panu Trevorowi zachciało się amorów. I coś nam się wydawało, że babcia aby uniknąć gadania ciotek "w tym wieku to już nie wypada randkować" to ukrywała coś. Ah, czyli jednak geny plotkary się we mnie uchowały. Weszliśmy do domu i ustawiliśmy drzewko w salonie. Następnie poszedłem do kuchni, gdzie wojowały dziewczyny. Ustałem za Hai obejmując ją od tyłu i przytykając nos do jej szyji.
-O matko, ale ty zimny -krzyknęła wzdrygając się.
-No widzisz, już taki ze mnie zimny drań. Jak wam idzie?
Hailey?
wtorek, 2 lipca 2019
Od Isabelli cd Tylera
Spojrzałam na chłopaka, ledwo powstrzymując się od wybuchnięcia płaczem. Jego piwne oczy, przepełnione były smutkiem, nie mogłam na to dłużej patrzeć, wstałam z fotela i usiadłam obok blondyna.
-Zabolało mnie to, co wczoraj powiedziałeś, wiesz? Poczułam się, jak zwykła zabawka. Właśnie dlatego nie angażowałam się wcześniej w głębsze relacje niż przyjaźń. - Powiedziałam.
Tyler spuścił głowę, wpatrując się w swoje buty.
-Przepraszam. - Wiedziałam, że było mu przykro, jak mogłabym tego nie zauważyć?
Oparłam głowę o jego ramię.
-Nie przepraszaj, to nie była twoja wina... a przynajmniej w jakiejś tam części. - Zdanie to wypowiedziałam żartobliwie, z lekkim uśmiechem na ustach, chciałam poprawić mu trochę humor.
Zauważyłam, jak na jego twarzy pojawia się cień rozbawienia. Uniósł głowę i spojrzał na mnie. Ułożyłam dłoń na jego policzku i złożyłam pocałunek na zimnym czole chłopaka, na co on objął mnie i przytulił tak, abym nie mogła wstać. Wtuliłam się w niego, trwając tak przez dłuższą chwilę, póki sam nie uwolnił mnie ze szczelnego uścisku.
-Wybacz mi teraz, muszę iść się ogarnąć, a później możemy jechać gdzieś na śniadanie. Co ty na to? - Próbowałam brzmieć jak najbardziej naturalnie, lecz w niektórych momentach nadal delikatnie łamał mi się głos.
Chłopak jedynie kiwnął głową i odprowadził mnie wzrokiem do łazienki, którą opuściłam po kilkunastu minutach wykąpana i ubrana w bardziej wyjściowe ciuchy. Wróciłam do salonu, spoglądając na blondyna, który uciął sobie drzemkę na mojej kanapie. Podeszłam do niego, dotykając jego ramienia i próbując go obudzić.
Tyler?
Kijowe, ale jest ;^;
-Zabolało mnie to, co wczoraj powiedziałeś, wiesz? Poczułam się, jak zwykła zabawka. Właśnie dlatego nie angażowałam się wcześniej w głębsze relacje niż przyjaźń. - Powiedziałam.
Tyler spuścił głowę, wpatrując się w swoje buty.
-Przepraszam. - Wiedziałam, że było mu przykro, jak mogłabym tego nie zauważyć?
Oparłam głowę o jego ramię.
-Nie przepraszaj, to nie była twoja wina... a przynajmniej w jakiejś tam części. - Zdanie to wypowiedziałam żartobliwie, z lekkim uśmiechem na ustach, chciałam poprawić mu trochę humor.
Zauważyłam, jak na jego twarzy pojawia się cień rozbawienia. Uniósł głowę i spojrzał na mnie. Ułożyłam dłoń na jego policzku i złożyłam pocałunek na zimnym czole chłopaka, na co on objął mnie i przytulił tak, abym nie mogła wstać. Wtuliłam się w niego, trwając tak przez dłuższą chwilę, póki sam nie uwolnił mnie ze szczelnego uścisku.
-Wybacz mi teraz, muszę iść się ogarnąć, a później możemy jechać gdzieś na śniadanie. Co ty na to? - Próbowałam brzmieć jak najbardziej naturalnie, lecz w niektórych momentach nadal delikatnie łamał mi się głos.
Chłopak jedynie kiwnął głową i odprowadził mnie wzrokiem do łazienki, którą opuściłam po kilkunastu minutach wykąpana i ubrana w bardziej wyjściowe ciuchy. Wróciłam do salonu, spoglądając na blondyna, który uciął sobie drzemkę na mojej kanapie. Podeszłam do niego, dotykając jego ramienia i próbując go obudzić.
Tyler?
Kijowe, ale jest ;^;
Od Hailey cd Scotta
Przez chwilę przyglądałam się jedzącemu chłopakowi, sama kończąc swój posiłek. Kiedy niesforny pomidor spadł z jego kanapki zaśmiałam się, za co posłał mi piorunujące spojrzenie.
-Co cię tak bawi, kochanie? - spytał.
-Nie no, co ty, nic – odparłam i pokazałam mu język.
Posiłek skończyłam jednak szybciej niż on. Wstałam od stołu i odniosłam talerz i sztućce do zmywarki, aby potem ponownie zasiąść przy stole i zająć się dopijaniem kawy. Scott w tym czasie zdążył zarówno zjeść jak i wypić wszystko, co sobie przygotował. Zastanawiało mnie jakim cudem pochłaniał on takie ilości jedzenia w tak krótkim czasie. Chłopak wstał od stołu i udał się na górę, jak mniemam do łazienki, aby umyć zęby. Odstawiłam pusty kubek na blat i ruszyłam w jego ślady. Oparłam się o framugę drzwi prowadzących do łazienki, swój wzrok skupiłam na chłopaku, który zdawał się jeszcze mnie nie zauważyć. Po krótkiej chwili odepchnęłam się lekko i ruszyłam w jego kierunku. Stanęłam za nim, tak aby zdołał dostrzec mnie w lustrze. Uśmiechnął się do mnie i obrócił w moim kierunku, następnie niwelując dzielącą nas odległość kilkoma krokami. Swoje dłonie umieścił na mojej talii i spojrzał mi w oczy.
-Nie miałaś pomagać babci w kuchni? - spytał, unosząc jedną brew.
-Nie miałeś iść po choinkę? Święta bez niej to tak słabo trochę – westchnęłam, gładząc go po policzku.
Scott?
-Co cię tak bawi, kochanie? - spytał.
-Nie no, co ty, nic – odparłam i pokazałam mu język.
Posiłek skończyłam jednak szybciej niż on. Wstałam od stołu i odniosłam talerz i sztućce do zmywarki, aby potem ponownie zasiąść przy stole i zająć się dopijaniem kawy. Scott w tym czasie zdążył zarówno zjeść jak i wypić wszystko, co sobie przygotował. Zastanawiało mnie jakim cudem pochłaniał on takie ilości jedzenia w tak krótkim czasie. Chłopak wstał od stołu i udał się na górę, jak mniemam do łazienki, aby umyć zęby. Odstawiłam pusty kubek na blat i ruszyłam w jego ślady. Oparłam się o framugę drzwi prowadzących do łazienki, swój wzrok skupiłam na chłopaku, który zdawał się jeszcze mnie nie zauważyć. Po krótkiej chwili odepchnęłam się lekko i ruszyłam w jego kierunku. Stanęłam za nim, tak aby zdołał dostrzec mnie w lustrze. Uśmiechnął się do mnie i obrócił w moim kierunku, następnie niwelując dzielącą nas odległość kilkoma krokami. Swoje dłonie umieścił na mojej talii i spojrzał mi w oczy.
-Nie miałaś pomagać babci w kuchni? - spytał, unosząc jedną brew.
-Nie miałeś iść po choinkę? Święta bez niej to tak słabo trochę – westchnęłam, gładząc go po policzku.
Scott?
Od Xaviera cd Lashiti
Spojrzałem na dziewczynę zaciskając szczękę i biorąc głębszy wdech. Za bardzo dałem się ponieść emocją i wyprowadzili mnie z równowagi, jak pierdzielonego amatora. W końcu wziąłem jeszcze jeden wdech, a moje spojrzenie skierowało się dłonie dziewczyny spoczywające na moich zaciśniętych. Dziewczyna stała uważnie mnie obserwując. Że też mi to do głowy nie przyszło, że ta cała "niewinność" to najlepsza przykrywka, dla takich ciekawych zajęć. Wyrwałem dłonie z jej uścisku, a jedna ręka powędrowała do kieszeni z papierosami. Wyciągnąłem paczkę i wyszedłem bez słowa z gabinetu, zostawiając zaskoczoną dziewczynę.
Stanąłem przed drzwiami wejściowymi jej domu i wyjąłem fajka z paczki. Trzymając go w zębach zacząłem poszukiwania zapalniczki po kieszeniach. Gdy w końcu udało mi się namierzyć źródło ognia i podpalić papierosa zaciągnąłem się dymem. Jak pozory mogą uśpić czujność. Jednocześnie w mojej głowie narodziło się pytanie, czy aby przypadkiem jej trafienie do mojego klubu nie dokońca było dziełem przypadku. W tej "branży" trzeba mieć oczy dokoła głowy, co ostatnio średnio mi wychodziło, a na czym zyskiwali inni. Może miała tylko uśpić moją czujność i nim się obejrzę zostanę z niczym. Z drugiej strony mógł być to tylko przypadek i nie wiedziała czym tak właściwie się zajmuję. Dopuki z nią nie porozmawiam nie dowiem się tego, a nawet jeśli nie musi mi powiedzieć prawdy. Jednakże w obu przypadkach wciąż występuje konflikt interesów. Co prawda to nie wpłynęlo na mój mały wybuch. Oczywiście goście Lashiti doskonale mnie znali. Z początku rozmowa przebiegała normalnie i bez żadnych konfliktów, aż do wyjawienia prawdziwego powodu ich wizyty.
Skończyłem palić i zgasiłem papierosa. Wróciłem do domu dziewczyny i znalazłem ją, jak stała w gabinecie wpatrzona w okno. Na dźwięk kroków odwróciła głowę w moją stronę. Patrzyła na mnie z udawanym spokojem, spod którego dało się dostrzec obawy, oczekiwanie i coś jakby... lęk. Usiadłem na fotelu przy biurku wciąż pod jej czujnym okiem.
-Siadaj -powiedziałem wskazując na swoje kolana.
Dziewczyna podeszła do mnie, po czym bez krzty zastanowienia usadowiła się okrakiem na moich kolanach. Ręce splotła na moim karku, drażniąc go lekko paznokciami. Oj doskonale wiedziała co lubię. Moje ręce zaczęły za to wędrówkę z jej ramion, na biodra, na których się zatrzymały.
-Oj bardzo nie ładnie, gatita- powiedziałem odganiając jej włosy za ucho. -Ja tu się obawiałem, że moi koledzy zrobią ci krzywdę, a okazuje się że to też twoi koledzy...
-Xav... -zaczęła powoli, chcąc się usprawiedliwić, jednak szybko ją uciszyłem.
-Jednakże nie mam co robić ci wyrzutów, ponieważ sam wiele ukrywam -powiedziałem zjeżdżając rękami na jej pośladki i przyciągając ją bliżej siebie. -Tylko wiesz jest jeden problem...
-Oj jeden problem to nie problem -powiedziała wplątując swoją rękę w moje włosy.
Nie zwlekajac wpiła się w moje usta. Oddałem pocałunek ściskając jej pośladki. No cóż, jakoś średnio potrafiłem jej się oprzeć, ale i jakoś specjalnie nie próbowałem. W końcu po paru minutach wręcz walki naszych języków odsunąłem się od niej.
-Dobra, dobra nie próbuj mnie z dekoncentrować. Twoje działania, mogą wchodzić w mój biznes, a ja bardzo tego nie lubię... Nie pracujesz dla mnie, więc automatycznie jesteś w pewnym stopniu zagrożeniem, dla moich interesów. Stąd będzie mogło oznaczać to, że będę zmuszony zakończyć naszą znajomość...I co ja mam teraz z tobą zrobić...
-Co tylko chcesz, Panie -seksownie mruknęła mi w ucho, co od razu zadziałało na mojego członka.
Wpiłem się od razu w jej czerwone usta mocniej zaciskając ręce na jej pośladkach. Od rozmowy w salonie powstrzymywałem się od rzucenia się na nią, więc teraz się nie powstrzymałem i miałem zamiar w pełni wykorzystać naszą małą umowę. Podniosłem się z fotela jednocześnie mocniej łapiąc ją za pośladki na co mruknęła mi w usta. Już miałem ją posadzić na biurku, ale ona między pocałunkami rzuciła krótko: "Sypialnia". Gdy w końcu dotarłem do odpowiedniego pokoju, postawiłem dziewczynę na podłodze.
-Rozbieraj się -rzuciłem władczym tonem.
Dwa razy nie musiałem jej powtarzać. W mgnieniu oka koszulka i spodenki wylądowały w kącie, a za nimi poleciała bielizna.
-A teraz na kolana -dalej nie musiałem nic więcej mówić.
Szybko dobrała się do mojego członka. W tym czasie pozbyłem się koszuli. Lashi zabrała się za robienie loda, co wychodziło jej njesamowicie. Działała bardzo sprawnie lawirując językiem po całej długości. Nie wiele czasu potrzeba było bym doszedł prosto w jej usta. Zaraz po tym przeniosłem ją na łóżko.
-Teraz ani drgnij i najważniejsze nie możesz dojść -jęknęła niezadowolona, jednak odpowiedziała:
-Oczywiście Panie.
Zacząłem całować jej piersi, a moja ręka powędrowała na dół. Szybkim ruchem wsadziłem dwa palce w jej mokrą już dziurkę. Zacząłem powoli poruszać ręką, jednocześnie kciukiem drażniąc łechtaczkę. Zabawiałem się w między czasie kolczykiem w jej sutku, który tak uwielbiałem. Dzielnie znosiła pieszczoty jedynie jęcząc i lekko się wyginając. Gdy tylko poczułem, jak zaczynają kurczyć się jej mięśnie zaprzestałem i poczekałem do ich uspokojenia się. Gdy tylko się uspokoiły nadziałem się na nią i zaczałem ją ostro pieprzyć, tylko po to by zaraz po tym jak dojdę zostawić ją niespełnioną. To tylko spotenguje jej końcowy orgazm. Jeszcze parę razy w ostatniej chwili kończyłem nie pozwalając jej dojść. A to zmieniając dziurki, czy też taktykę działania z przyrodnia na palce. W końcu postanowiłem dać jej spokój. Ostatni raz wszedłem całą długością, w jej obolałą i mokrą kobiecość, i zacząłem powoli poruszać biodrami. Teraz działałem delikatnie czując jak całe jej wnętrze drży. Pieściłem jej piersi, poświęcając jak najwięcej czasu tej z kolczykiem. Dziewczyna czując pierwsze skurcze spojrzała na mnie prosząc wręcz aby mogła dojść. Kiwnąłem głową całując ją krótko, po czym wróciłem do jej piersi. W końcu nadeszła tak upragnioną przez nią chwila, gdy zalała ją fala przyjemnych skurczy. Chwilę później i ja doszedłem.
-Moja grzeczna dziewczynka -rzuciłem jeszcze całując ją po czym położyłem się na plecach starając się uspokoić oddech.
Leżeliśmy tak przez parę minut w ciszy zakłócają jedynie naszymi oddechami. W pewnym momencie położyła głowę na mojej klatce piersiowej.
-Czy teraz mógłbyś mi wyjaśnić, dlaczego się tak wkurzyłeś?
Oparłem się na łokciu, drugą ręką krążąc po jej nagim ciele. Spojrzałem w jej oczy, w których widniało oczekiwanie na odpowiedź. Westchnąłem po czym doszedłem do wniosku, że może lepiej, aby znała prawdziwy powód wizyty jej gości.
-Chcieli koniecznie spotkać się z twoim... facetem, ponieważ chcieli rozszerzyć twoje usługi -spojrzała na mnie, chyba nie do końca rozumiejąc. -Dawali nie małe pieniądze, abyś obciągała każdemu, kto sobie to za życzy. A może i więcej... A do tego nie mogłem dopuścić...
Przyciągnęła mnie ręką za kark i pocałowała namiętnie. Oddałem go, a po jakimś czasie zacząłem schodzić pocałunkami niżej. Przerwałem wędrówkę po jej ciele, gdy do naszych uszu dotarł dźwięk otwieranych drzwi. Znieruchomieliśmy nasłuchując uważnie, czy to przypadkiem nie powrócili, jak że uroczy, koledzy Lashi. Dopiero gdy dało się usłyszeć siarczyste przekleństwo wypowiedziane damskim głosem, dziewczyna rozluźniła się.
-To tylko moja siostra -powiedziała, a ja wróciłem do całowania jej ciała zbliżając się coraz bardziej do piersi. -Xav, puść mnie.
-A co chcesz tu do nas zaprosić siostrę -rzuciłem z łobuzerskim uśmiechem, za co oberwałem po łbie.
-Nie, ale wolałaby zaoszczędzić jej widoków i chociaż przymknąć drzwi.
Niechętnie przewróciłem się na plecy i wypuściłem ją.
Lashiti?
Stanąłem przed drzwiami wejściowymi jej domu i wyjąłem fajka z paczki. Trzymając go w zębach zacząłem poszukiwania zapalniczki po kieszeniach. Gdy w końcu udało mi się namierzyć źródło ognia i podpalić papierosa zaciągnąłem się dymem. Jak pozory mogą uśpić czujność. Jednocześnie w mojej głowie narodziło się pytanie, czy aby przypadkiem jej trafienie do mojego klubu nie dokońca było dziełem przypadku. W tej "branży" trzeba mieć oczy dokoła głowy, co ostatnio średnio mi wychodziło, a na czym zyskiwali inni. Może miała tylko uśpić moją czujność i nim się obejrzę zostanę z niczym. Z drugiej strony mógł być to tylko przypadek i nie wiedziała czym tak właściwie się zajmuję. Dopuki z nią nie porozmawiam nie dowiem się tego, a nawet jeśli nie musi mi powiedzieć prawdy. Jednakże w obu przypadkach wciąż występuje konflikt interesów. Co prawda to nie wpłynęlo na mój mały wybuch. Oczywiście goście Lashiti doskonale mnie znali. Z początku rozmowa przebiegała normalnie i bez żadnych konfliktów, aż do wyjawienia prawdziwego powodu ich wizyty.
Skończyłem palić i zgasiłem papierosa. Wróciłem do domu dziewczyny i znalazłem ją, jak stała w gabinecie wpatrzona w okno. Na dźwięk kroków odwróciła głowę w moją stronę. Patrzyła na mnie z udawanym spokojem, spod którego dało się dostrzec obawy, oczekiwanie i coś jakby... lęk. Usiadłem na fotelu przy biurku wciąż pod jej czujnym okiem.
-Siadaj -powiedziałem wskazując na swoje kolana.
Dziewczyna podeszła do mnie, po czym bez krzty zastanowienia usadowiła się okrakiem na moich kolanach. Ręce splotła na moim karku, drażniąc go lekko paznokciami. Oj doskonale wiedziała co lubię. Moje ręce zaczęły za to wędrówkę z jej ramion, na biodra, na których się zatrzymały.
-Oj bardzo nie ładnie, gatita- powiedziałem odganiając jej włosy za ucho. -Ja tu się obawiałem, że moi koledzy zrobią ci krzywdę, a okazuje się że to też twoi koledzy...
-Xav... -zaczęła powoli, chcąc się usprawiedliwić, jednak szybko ją uciszyłem.
-Jednakże nie mam co robić ci wyrzutów, ponieważ sam wiele ukrywam -powiedziałem zjeżdżając rękami na jej pośladki i przyciągając ją bliżej siebie. -Tylko wiesz jest jeden problem...
-Oj jeden problem to nie problem -powiedziała wplątując swoją rękę w moje włosy.
Nie zwlekajac wpiła się w moje usta. Oddałem pocałunek ściskając jej pośladki. No cóż, jakoś średnio potrafiłem jej się oprzeć, ale i jakoś specjalnie nie próbowałem. W końcu po paru minutach wręcz walki naszych języków odsunąłem się od niej.
-Dobra, dobra nie próbuj mnie z dekoncentrować. Twoje działania, mogą wchodzić w mój biznes, a ja bardzo tego nie lubię... Nie pracujesz dla mnie, więc automatycznie jesteś w pewnym stopniu zagrożeniem, dla moich interesów. Stąd będzie mogło oznaczać to, że będę zmuszony zakończyć naszą znajomość...I co ja mam teraz z tobą zrobić...
-Co tylko chcesz, Panie -seksownie mruknęła mi w ucho, co od razu zadziałało na mojego członka.
Wpiłem się od razu w jej czerwone usta mocniej zaciskając ręce na jej pośladkach. Od rozmowy w salonie powstrzymywałem się od rzucenia się na nią, więc teraz się nie powstrzymałem i miałem zamiar w pełni wykorzystać naszą małą umowę. Podniosłem się z fotela jednocześnie mocniej łapiąc ją za pośladki na co mruknęła mi w usta. Już miałem ją posadzić na biurku, ale ona między pocałunkami rzuciła krótko: "Sypialnia". Gdy w końcu dotarłem do odpowiedniego pokoju, postawiłem dziewczynę na podłodze.
-Rozbieraj się -rzuciłem władczym tonem.
Dwa razy nie musiałem jej powtarzać. W mgnieniu oka koszulka i spodenki wylądowały w kącie, a za nimi poleciała bielizna.
-A teraz na kolana -dalej nie musiałem nic więcej mówić.
Szybko dobrała się do mojego członka. W tym czasie pozbyłem się koszuli. Lashi zabrała się za robienie loda, co wychodziło jej njesamowicie. Działała bardzo sprawnie lawirując językiem po całej długości. Nie wiele czasu potrzeba było bym doszedł prosto w jej usta. Zaraz po tym przeniosłem ją na łóżko.
-Teraz ani drgnij i najważniejsze nie możesz dojść -jęknęła niezadowolona, jednak odpowiedziała:
-Oczywiście Panie.
Zacząłem całować jej piersi, a moja ręka powędrowała na dół. Szybkim ruchem wsadziłem dwa palce w jej mokrą już dziurkę. Zacząłem powoli poruszać ręką, jednocześnie kciukiem drażniąc łechtaczkę. Zabawiałem się w między czasie kolczykiem w jej sutku, który tak uwielbiałem. Dzielnie znosiła pieszczoty jedynie jęcząc i lekko się wyginając. Gdy tylko poczułem, jak zaczynają kurczyć się jej mięśnie zaprzestałem i poczekałem do ich uspokojenia się. Gdy tylko się uspokoiły nadziałem się na nią i zaczałem ją ostro pieprzyć, tylko po to by zaraz po tym jak dojdę zostawić ją niespełnioną. To tylko spotenguje jej końcowy orgazm. Jeszcze parę razy w ostatniej chwili kończyłem nie pozwalając jej dojść. A to zmieniając dziurki, czy też taktykę działania z przyrodnia na palce. W końcu postanowiłem dać jej spokój. Ostatni raz wszedłem całą długością, w jej obolałą i mokrą kobiecość, i zacząłem powoli poruszać biodrami. Teraz działałem delikatnie czując jak całe jej wnętrze drży. Pieściłem jej piersi, poświęcając jak najwięcej czasu tej z kolczykiem. Dziewczyna czując pierwsze skurcze spojrzała na mnie prosząc wręcz aby mogła dojść. Kiwnąłem głową całując ją krótko, po czym wróciłem do jej piersi. W końcu nadeszła tak upragnioną przez nią chwila, gdy zalała ją fala przyjemnych skurczy. Chwilę później i ja doszedłem.
-Moja grzeczna dziewczynka -rzuciłem jeszcze całując ją po czym położyłem się na plecach starając się uspokoić oddech.
Leżeliśmy tak przez parę minut w ciszy zakłócają jedynie naszymi oddechami. W pewnym momencie położyła głowę na mojej klatce piersiowej.
-Czy teraz mógłbyś mi wyjaśnić, dlaczego się tak wkurzyłeś?
Oparłem się na łokciu, drugą ręką krążąc po jej nagim ciele. Spojrzałem w jej oczy, w których widniało oczekiwanie na odpowiedź. Westchnąłem po czym doszedłem do wniosku, że może lepiej, aby znała prawdziwy powód wizyty jej gości.
-Chcieli koniecznie spotkać się z twoim... facetem, ponieważ chcieli rozszerzyć twoje usługi -spojrzała na mnie, chyba nie do końca rozumiejąc. -Dawali nie małe pieniądze, abyś obciągała każdemu, kto sobie to za życzy. A może i więcej... A do tego nie mogłem dopuścić...
Przyciągnęła mnie ręką za kark i pocałowała namiętnie. Oddałem go, a po jakimś czasie zacząłem schodzić pocałunkami niżej. Przerwałem wędrówkę po jej ciele, gdy do naszych uszu dotarł dźwięk otwieranych drzwi. Znieruchomieliśmy nasłuchując uważnie, czy to przypadkiem nie powrócili, jak że uroczy, koledzy Lashi. Dopiero gdy dało się usłyszeć siarczyste przekleństwo wypowiedziane damskim głosem, dziewczyna rozluźniła się.
-To tylko moja siostra -powiedziała, a ja wróciłem do całowania jej ciała zbliżając się coraz bardziej do piersi. -Xav, puść mnie.
-A co chcesz tu do nas zaprosić siostrę -rzuciłem z łobuzerskim uśmiechem, za co oberwałem po łbie.
-Nie, ale wolałaby zaoszczędzić jej widoków i chociaż przymknąć drzwi.
Niechętnie przewróciłem się na plecy i wypuściłem ją.
Lashiti?
niedziela, 30 czerwca 2019
Od Lashiti cd Xaviera
Siedziałam w swoim pokoju i w pewnym momencie zasnęłam. Po paru godzinach obudziła mnie siostra, informując, że wychodzi do przyjaciółek. Tak więc, jak już mnie obudziła, to wstałam i ruszyłam wziąć prysznic. Ziewnęłam sobie gdy, akurat z niego wychodziłam i owinęłam się ręcznikiem, by zacząć wycierać drugim mokre włosy. Skierowałam się do szafy, by znaleźć jakąś ładną bieliznę. Tym razem w kolorze fioletowym, do tego krótkie spodenki i koszulka. W domu i tak było na tyle ciepło, że tak można było sobie latać. Ubrana oraz z w miarę wytartymi i rozczesanymi włosami. Miałam już schodzić na dół. Jednak założyłam na stopki kapcie oraz wzięłam telefon do kieszeni spodenek. Dobrze mieć go przy sobie. Ziewnęłam po raz kolejny i ruszyłam schodami na parter. Zgłodniało mi, się nawet, po drodze. Skierowałam się do kuchni, by zacząć wyjmować jedzenie z lodówki, jednak wówczas usłyszałam dzwonek. Podeszłam powoli, jednak gdy spojrzałam na ekran alarmu, zobaczyłam tam Xaviera. Uśmiechnęłam się, gdyż nie musiałam wyjmować broni, tylko otworzyłam drzwi i stanęłam, patrząc na niego. Chciałam seksownie stanąć i patrzeć na niego zalotnie.
Gdy na niego spojrzałam, zobaczyłam, że ma spuchnięta twarz, będzie trzeba przyłożyć lodu. Dobrze, że niedawno gosposia go przyniosła. Bez zbędnych uprzejmości, złapałam go za rękę i wprowadziłam do domu. Zdjął buty, a ja mogłam zamknąć drzwi, by pociągnąć go do salonu.
- Siadaj. - powiedziałam krótko i stanowczo, po czym ruszyłam po lód, oraz jakoś ładnie go wziąć, by zeszły te opuchlizny. Westchnęłam, gdy spojrzałam na telefon i przygryzłam wargę. Za dwie prawie godziny mieli przyjechać oni.. Załatwiłam wszystko, ale oczekiwali spotkania z moim chłopakiem, który z nimi pogada. Ch-lera, wykorzystuje go, ale jednak może pomoże. Schowałam telefon do kieszeni spodenek i, z dwiema torebkami lodu, owiniętymi przez jakąś szmatkę bądź ręcznik. Wróciłam do niego. Siedział grzecznie na kanapie, więc usiadłam okrakiem na kolanach Xaviera. Przyłożyła lód do jego policzka oraz nosa. Mogło go za szczypać, ale on oczywiście, nie czuł, bądź to ukrywał.
Nie pytałam go, ale jednak chciałam go spytać, czy pomoże. Wziął lód z nosa, by wybrać inne miejsce i tam przyłożyć.
- Xavier.. - powiedziałam, a gdy on się spojrzał na mnie, mogłam kontynuować.
- Potrzebuje twojej pomocy, to może jest bardziej przysługa, ale jednak. Jest paru kolesi, co mają wpaść i czy dasz radę udawać, przez ten czas jak będą mojego chłopaka, partnera, bądź też Pana. Jak będziesz chciał, jednak nie możesz, im mówić kim jesteś. Nie możesz mieć problemów. - powiedziałam, patrząc na niego pewnie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak to głupio brzmi.
Hazard, pieniądze, broń, zakłady, dziewczyny, narkotyki, handel... Zbyt głęboko w tym siedzę, bym mogła zrezygnować. Nie chciałam, by się dowiedział, ale nie ma innego wyjścia. Inaczej skończy się to dla mnie kiepsko, choć tyle dobrego, że siostra wybyła.
Nic nie powiedział. Xaviera dłoń wylądowała na moim pośladku, po czym mnie przysunął do siebie bliżej. Uśmiechnęłam się, ale uśmiech zszedł, gdy pojawił się jego uśmiech. Wiedziałam, że chce coś w zamian za tą przysługę..
- Powiedzmy, że się zgodzę na to, jednak ty przez cały dzień, zrobisz co, ja zechce i będziesz nazywać mnie swoim Panem. - powiedział. Jego głos był podniecający. Dlatego bez wahania złączyłam nasze wargi, w długim namiętnym pocałunku. Odwzajemnił go, a gdy się odsunęłam, zarumieniłam się i wpatrywałam w oczy chłopaka.
- Panie. - powiedziałam, tak niewinnie i błogo. Wyglądał jakby zaraz miał, mnie przelecieć bądź nawet rozdziewiczyć. Czekałam na to, ale teraz chciałam, zrobić to, co on chce. Odstawił lód na stolik i przysunął mnie za pośladki do siebie. Mogłam go przytulić, to też tak zrobiłam niemal od razu.
Jego perfumy były mocne, a uścisk i to, jak jest odprężony.. Mogłam się dzięki temu uśmiechnąć i wpleść dłoń we włosy wytatuowanego mężczyzny, a druga dłoń głaskała paznokciami kark nowego "Pana".
Jego dotyk, wciąż czułam na pośladkach i plecach, jego oddech mogłam poczuć na szyi, jakby się wtulał we mnie, ci było milutkie. Głaskałam go, ale jednak gdy poczułam jego dłonie na brzuchu, troszkę się odsunęłam i patrzyłam na niego, ciekawa. Nic nie mówił, za to pociągnął mnie i pocałował. Nie opierałam się, chciałam tego.
Taki czas nie trwał długo, gdyż w końcu usłyszałam dzwonek i musiałam wstać z jego kolan. Gdy szłam, poczułam, klepniecie w pośladek, spojrzałam na niego, a ten głupio się uśmiechał. Wywróciłam oczami i podeszłam do drzwi, ponownie spojrzałam, kto przyszedł. To byli oni, przełknęłam i otworzyłam na luzie drzwi. Z jednym z nich coś kiedyś kręciłam, ale jak próbował coś z moją siostrą, biedak zakończył z połamanymi kończynami i musiał przejść operacje. Tak się to kończy, gdy ktoś próbuje coś do siostry.
Wpuściłam ich. Było ich czterech. Gdy zamknęłam drzwi, wyminęłam ich i zaczęłam prowadzić do gabinetu. Jeden z nich próbował złapać mnie za tyłek, pewnie rączki go świerzbiły, ale Xavier się zjawił w porę i prawie złamał mu tę rączkę.
***
W gabinecie siedziałam na fotelu, siedział Xavier, a ja na jego kolanach. Reszta na kanapie bądź fotelach. Nudziłam się, bo oni chcieli z nim pogadać, a nie ze mną. Wiedziałam o tym, więc wstałam i dałam mu całusa, po czym spojrzałam na niego i szepnęłam.
- Nie daj im się sprowokować, gdyby coś przyciśnij ten guzik, a ja się zjawię. - powiedziałam, co miałam i pokazałam mu guzik. Wyszłam z gabinetu i ruszyłam zabrać lód ze stołu w salonie. Poszłam do kuchni, by zrobić sobie jakieś jedzonko.
Po jakieś godzinie może dwóch, leżałam na kanapie i siedziałam na telefonie, słuchając muzyki na słuchawkach. Byłam najedzona, ale też ciekawa, o czym oni rozmawiają. Wiedziałam, że jak zawołała mnie przyciskiem to, będzie trzeba wziąć broń i skończy się miła i niewinna dziewczynka.
Tak też i się stało. Zastopowałam muzykę, odłożyłam telefon, wyjęłam z szuflady broń, która odbezpieczyłam. Pełny magazynek, z obojętnym wyrazem twarzy weszłam do gabinetu. Kłócili się, Xavier zaciskał pięści. Czyli to ten moment. Uniosłam broń i jednego z nich trafiłam w udo oraz ramię, zawył z bólu. Kolejny dostał w brzuch, bo nie chciał się uspokoić. Oblizałam wargi i się uśmiechnęłam, podeszłam do nich z obojętnością i stanęłam nad nimi. Zwijali się z bólu.
Sięgnęłam po telefon, z biurka i wykręciłam numer. Zjawili się po jakiś pięciu minutach i ich zabrali, wraz z bronią, która miałam.
- Nowy towar, zjawi się jutro w południe. Będzie ich coś koło 10, kolejny zjawi się wieczorem koło 22, a broń nowy model, dostarczymy jeszcze dziś i znajdziesz go tam gdzie zawsze. Będzie trzeba wymienić tak piękny dywanik. - powiedziała znajomy, po czym spojrzał na chłopaka za mną i pokiwał z aprobatą głową, po czym wyszedł.
Spojrzałam na Xaviera i dotknęłam jego zaciśniętych dłoni.
- Co ci powiedzieli, że się tak zdenerwowałeś? - spytałam.
Xavier?
Gdy na niego spojrzałam, zobaczyłam, że ma spuchnięta twarz, będzie trzeba przyłożyć lodu. Dobrze, że niedawno gosposia go przyniosła. Bez zbędnych uprzejmości, złapałam go za rękę i wprowadziłam do domu. Zdjął buty, a ja mogłam zamknąć drzwi, by pociągnąć go do salonu.
- Siadaj. - powiedziałam krótko i stanowczo, po czym ruszyłam po lód, oraz jakoś ładnie go wziąć, by zeszły te opuchlizny. Westchnęłam, gdy spojrzałam na telefon i przygryzłam wargę. Za dwie prawie godziny mieli przyjechać oni.. Załatwiłam wszystko, ale oczekiwali spotkania z moim chłopakiem, który z nimi pogada. Ch-lera, wykorzystuje go, ale jednak może pomoże. Schowałam telefon do kieszeni spodenek i, z dwiema torebkami lodu, owiniętymi przez jakąś szmatkę bądź ręcznik. Wróciłam do niego. Siedział grzecznie na kanapie, więc usiadłam okrakiem na kolanach Xaviera. Przyłożyła lód do jego policzka oraz nosa. Mogło go za szczypać, ale on oczywiście, nie czuł, bądź to ukrywał.
Nie pytałam go, ale jednak chciałam go spytać, czy pomoże. Wziął lód z nosa, by wybrać inne miejsce i tam przyłożyć.
- Xavier.. - powiedziałam, a gdy on się spojrzał na mnie, mogłam kontynuować.
- Potrzebuje twojej pomocy, to może jest bardziej przysługa, ale jednak. Jest paru kolesi, co mają wpaść i czy dasz radę udawać, przez ten czas jak będą mojego chłopaka, partnera, bądź też Pana. Jak będziesz chciał, jednak nie możesz, im mówić kim jesteś. Nie możesz mieć problemów. - powiedziałam, patrząc na niego pewnie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak to głupio brzmi.
Hazard, pieniądze, broń, zakłady, dziewczyny, narkotyki, handel... Zbyt głęboko w tym siedzę, bym mogła zrezygnować. Nie chciałam, by się dowiedział, ale nie ma innego wyjścia. Inaczej skończy się to dla mnie kiepsko, choć tyle dobrego, że siostra wybyła.
Nic nie powiedział. Xaviera dłoń wylądowała na moim pośladku, po czym mnie przysunął do siebie bliżej. Uśmiechnęłam się, ale uśmiech zszedł, gdy pojawił się jego uśmiech. Wiedziałam, że chce coś w zamian za tą przysługę..
- Powiedzmy, że się zgodzę na to, jednak ty przez cały dzień, zrobisz co, ja zechce i będziesz nazywać mnie swoim Panem. - powiedział. Jego głos był podniecający. Dlatego bez wahania złączyłam nasze wargi, w długim namiętnym pocałunku. Odwzajemnił go, a gdy się odsunęłam, zarumieniłam się i wpatrywałam w oczy chłopaka.
- Panie. - powiedziałam, tak niewinnie i błogo. Wyglądał jakby zaraz miał, mnie przelecieć bądź nawet rozdziewiczyć. Czekałam na to, ale teraz chciałam, zrobić to, co on chce. Odstawił lód na stolik i przysunął mnie za pośladki do siebie. Mogłam go przytulić, to też tak zrobiłam niemal od razu.
Jego perfumy były mocne, a uścisk i to, jak jest odprężony.. Mogłam się dzięki temu uśmiechnąć i wpleść dłoń we włosy wytatuowanego mężczyzny, a druga dłoń głaskała paznokciami kark nowego "Pana".
Jego dotyk, wciąż czułam na pośladkach i plecach, jego oddech mogłam poczuć na szyi, jakby się wtulał we mnie, ci było milutkie. Głaskałam go, ale jednak gdy poczułam jego dłonie na brzuchu, troszkę się odsunęłam i patrzyłam na niego, ciekawa. Nic nie mówił, za to pociągnął mnie i pocałował. Nie opierałam się, chciałam tego.
Taki czas nie trwał długo, gdyż w końcu usłyszałam dzwonek i musiałam wstać z jego kolan. Gdy szłam, poczułam, klepniecie w pośladek, spojrzałam na niego, a ten głupio się uśmiechał. Wywróciłam oczami i podeszłam do drzwi, ponownie spojrzałam, kto przyszedł. To byli oni, przełknęłam i otworzyłam na luzie drzwi. Z jednym z nich coś kiedyś kręciłam, ale jak próbował coś z moją siostrą, biedak zakończył z połamanymi kończynami i musiał przejść operacje. Tak się to kończy, gdy ktoś próbuje coś do siostry.
Wpuściłam ich. Było ich czterech. Gdy zamknęłam drzwi, wyminęłam ich i zaczęłam prowadzić do gabinetu. Jeden z nich próbował złapać mnie za tyłek, pewnie rączki go świerzbiły, ale Xavier się zjawił w porę i prawie złamał mu tę rączkę.
***
W gabinecie siedziałam na fotelu, siedział Xavier, a ja na jego kolanach. Reszta na kanapie bądź fotelach. Nudziłam się, bo oni chcieli z nim pogadać, a nie ze mną. Wiedziałam o tym, więc wstałam i dałam mu całusa, po czym spojrzałam na niego i szepnęłam.
- Nie daj im się sprowokować, gdyby coś przyciśnij ten guzik, a ja się zjawię. - powiedziałam, co miałam i pokazałam mu guzik. Wyszłam z gabinetu i ruszyłam zabrać lód ze stołu w salonie. Poszłam do kuchni, by zrobić sobie jakieś jedzonko.
Po jakieś godzinie może dwóch, leżałam na kanapie i siedziałam na telefonie, słuchając muzyki na słuchawkach. Byłam najedzona, ale też ciekawa, o czym oni rozmawiają. Wiedziałam, że jak zawołała mnie przyciskiem to, będzie trzeba wziąć broń i skończy się miła i niewinna dziewczynka.
Tak też i się stało. Zastopowałam muzykę, odłożyłam telefon, wyjęłam z szuflady broń, która odbezpieczyłam. Pełny magazynek, z obojętnym wyrazem twarzy weszłam do gabinetu. Kłócili się, Xavier zaciskał pięści. Czyli to ten moment. Uniosłam broń i jednego z nich trafiłam w udo oraz ramię, zawył z bólu. Kolejny dostał w brzuch, bo nie chciał się uspokoić. Oblizałam wargi i się uśmiechnęłam, podeszłam do nich z obojętnością i stanęłam nad nimi. Zwijali się z bólu.
Sięgnęłam po telefon, z biurka i wykręciłam numer. Zjawili się po jakiś pięciu minutach i ich zabrali, wraz z bronią, która miałam.
- Nowy towar, zjawi się jutro w południe. Będzie ich coś koło 10, kolejny zjawi się wieczorem koło 22, a broń nowy model, dostarczymy jeszcze dziś i znajdziesz go tam gdzie zawsze. Będzie trzeba wymienić tak piękny dywanik. - powiedziała znajomy, po czym spojrzał na chłopaka za mną i pokiwał z aprobatą głową, po czym wyszedł.
Spojrzałam na Xaviera i dotknęłam jego zaciśniętych dłoni.
- Co ci powiedzieli, że się tak zdenerwowałeś? - spytałam.
Xavier?
poniedziałek, 1 kwietnia 2019
Od Alana do Hope
Kolejny nudny dzień. Jest sobota i całe szczęście dzień wcześniej
poprosiłem o wolne, więc wolne świętować mogłem zaraz po wstaniu z
łóżka. Wstałem koło godziny dziewiątej, uprzednie upewniając się, że
Matthias jeszcze śpi. Nie chciałem go budzić wiedząc, że zawracałby mi
głowę. Na szczęście spał głębokim snem, mogłem więc wyjść do parku albo
do kawiarni.
Fakt faktem, że dość dawno nie grałem na gitarze, dodatkowo przydałoby się trochę kasy. Wziąłem swoją trochę już starą gitarę, narzuciłem na siebie kurtkę, włożyłem buty i wyszedłem z mieszkania. Klucze odrobinę się zacinały podczas zamykania, muszę pamiętać o wymianie zamka, bo kiedyś utknę we własnym mieszkaniu. Oszczędziłem sobie czekania na windę, zszedłem więc cztery piętra w dół po czym wyszedłem z bloku. Z piętnaście minut zajęło mi dotarcie do Central Parku, ludzi nie było dość sporo, miałem jednak nadzieję, że uda mi się coś zarobić. Upatrzyłem sobie idealne miejsce, tuż pod fontanną. Rozłożyłem futerał, sprawnie też nastroiłem gitarę. Postanowiłem, że zagram Lost on you — LP. Powoli zacząłem wygrywać odpowiednie akordy wpasowując w to słowa.
~When you get older, plainer, saner
Will you remember all the danger
We came from?
Burning like embers, falling, tender
Longing for the days of no surrender
Years ago
And will you know?~
Pierwsza zwrotka minęła, kątem oka zauważyłem kilka drobnych monet w futerale i parę dzieciaków słuchających mojego śpiewu. Niby nic, jednak czego się spodziewam. Nie jestem żaden Justin Bieber itp.
~So smoke 'em if you got 'em
'Cause it's going down
All I ever wanted was you
I'll never get to heaven
'Cause I don't know how
Let's raise a glass or two
To all the things I've lost on you
Oh-oh
Tell me are they lost on you?
Oh-oh
Just that you could cut me loose
Oh-oh
After everything I've lost on you
Is that lost on you?~
Kompletnie zatraciłem się muzyce i dopiero po skończeniu całej piosenki zauważyłem, że jakaś młoda brunetka przygląda mi się od dłuższego czasu. Uśmiechnąłem się lekko w jej stronę, gdy ta podeszła do mnie i powiedziała:
-
Hope?
Fakt faktem, że dość dawno nie grałem na gitarze, dodatkowo przydałoby się trochę kasy. Wziąłem swoją trochę już starą gitarę, narzuciłem na siebie kurtkę, włożyłem buty i wyszedłem z mieszkania. Klucze odrobinę się zacinały podczas zamykania, muszę pamiętać o wymianie zamka, bo kiedyś utknę we własnym mieszkaniu. Oszczędziłem sobie czekania na windę, zszedłem więc cztery piętra w dół po czym wyszedłem z bloku. Z piętnaście minut zajęło mi dotarcie do Central Parku, ludzi nie było dość sporo, miałem jednak nadzieję, że uda mi się coś zarobić. Upatrzyłem sobie idealne miejsce, tuż pod fontanną. Rozłożyłem futerał, sprawnie też nastroiłem gitarę. Postanowiłem, że zagram Lost on you — LP. Powoli zacząłem wygrywać odpowiednie akordy wpasowując w to słowa.
~When you get older, plainer, saner
Will you remember all the danger
We came from?
Burning like embers, falling, tender
Longing for the days of no surrender
Years ago
And will you know?~
Pierwsza zwrotka minęła, kątem oka zauważyłem kilka drobnych monet w futerale i parę dzieciaków słuchających mojego śpiewu. Niby nic, jednak czego się spodziewam. Nie jestem żaden Justin Bieber itp.
~So smoke 'em if you got 'em
'Cause it's going down
All I ever wanted was you
I'll never get to heaven
'Cause I don't know how
Let's raise a glass or two
To all the things I've lost on you
Oh-oh
Tell me are they lost on you?
Oh-oh
Just that you could cut me loose
Oh-oh
After everything I've lost on you
Is that lost on you?~
Kompletnie zatraciłem się muzyce i dopiero po skończeniu całej piosenki zauważyłem, że jakaś młoda brunetka przygląda mi się od dłuższego czasu. Uśmiechnąłem się lekko w jej stronę, gdy ta podeszła do mnie i powiedziała:
-
Hope?
Od Scotta cd Hailey
Z błogiej krainy snu wyrwał mnie pisk i coś ciężkiego co
wylądowało prosto na moim brzuchu. Zerwałem się jak oparzony, a moim oczom
ukazała się zadowolona twarzyczka mojej siostrzenicy.
-Wujek wstawaj, bo babcia powiedziała, że jeśli pośpisz
jeszcze trochę to dostaniesz do jedzenia jedynie siano -powiedziała szczerząc
się jak największe zło tego świata, po czym wybiegła z pokoju.
Zwlekałem się niechętnie z łóżka i zgarnąłem swoje ciuchy.
Ogarnąłem się szybko, ogoliłem i przebrałem się w wybrane ciuchy. Zwlekałem się
na dół, do kuchni, gdzie zgromadził się prawie cały obecny pierwiastek żeński.
Wchodząc rzuciłem jedynie:
-Witam szanowne damy -a moje kroki skierowałem prosto do Hai,
całując ją na przywitanie.
Wysunąłem krzesło obok niej i rozsiadłem się na nim,
opierając jedną rękę o krzesło dziewczyny.
-No kogoż to moje ślepe oczy widzą -rzuciła sarkastycznie
babcia.- Królewicz zwlókł swój ciężki zad.
Podniosła się od stołu i przechodząc obok mnie zdzieliła
mnie ścierką przez czuprynę.
-Z małą pomocą -powiedziałem wypinając język do Marry.
Dziewczynka wyszczerzyła się dumna ze swojego czynu wśród
śmiechu kobiet.
-Za karę zabierzesz swojego szwagra i pójdziecie do sąsiada,
bo dzwonił, że ma dla nas żywą choinkę. Więc przywleczecie ją tu-powiedziała stawiając
przede mną talerz ze śniadaniem.- A my z dziewczynami skończymy szykować
jedzenie. A i twoi rodzice będą wieczorem i nawet wypuścili z kliniki.
-No to super-powiedziałem biorąc się za jedzenie.
Hailey?
Subskrybuj:
Posty (Atom)