niedziela, 26 stycznia 2020

Od Gwen cd Patrica

[+18]
Z początku powolne pocałunki, zaczęły być co raz bardziej namiętne. Drażniłam jego kark paznokciami, sunąc po nim. Jego ręka powoli zjechała z mojego biodra, na pośladek. Jęknęłam prosto w jego usta, gdy ścisnął mnie za niego. Odsunęłam się od niego, uśmiechając się zadziornie. Spojrzałam prosto w jego oczy, w których dostrzegłam rosnące podniecenie. Przesunęłam ręce wzdłuż jego torsu, a on puścił mnie, aby ułatwić mi zdjęcie jego koszulki. Patric nie pozostał mi dłużny i szybko pozbył się swojej bluzy oraz sukienki ze mnie. Gdy materiał opadł na podłogę, ponownie przyparł mnie do ściany, wracając do wcześniejszej pozycji. Ponownie złączył nasze usta.
Moje ręce wylądowały na jego pasku, który szybko rozpiełam. Powolnym ruchem obniżyłam jego dolne części garderoby, co spowodowało chwilowe znieruchomienie Patrica. Zaraz się zreflektował, sunąc dłońmi do moich majtek, jednak zatrzymałam go. Oderwał się ode mnie, patrząc na mnie z nie zrozumieniem. Ja jednak jedynie, przygryzłam wargę, schylając się. Złapałam za jego przyrodzenie, na co chłopak sapnął. Zaczęłam drażnić go językiem, a w tym czasie Patric oparł się obiema rękami i przymknął oczy. Niewiele później doszedł, a ja wyprostowałam się dając mu chwilę na uspokojenie oddechu. Położył głowę na moim barku, a ja wplotłam dłoń w jego włosy. Gdy tylko podniósł twarz, chcąc coś powiedzieć przyciągnęłam go do siebie ponownie łącząc nasze usta.
Patric pozbył się do końca swoich spodni i złapał mnie za uda, zmuszając do tego abym go oplotła wokół bioder, co posłusznie zrobiłam. Ręce ulokowałam na jego karku, przyciągając go do siebie. Chłopak ruszył na oślep w kierunku sypialni, starając się nie wpadać zbytnio na ściany, co średnio mu wychodziło. W pewnym momencie źle wyliczył odległość i niespodziewał się łóżka w danym miejscu. Wylądowałam na plecach, a chłopak na mnie. Parsknęłam śmiechem, podczas gdy Patric próbował się podnieść na łokciach.
-Coś cię bawi? -Zapytał unosząc brew.
-A taka jedna ciamajda -parsknęłam, jednak moje zdanie zamieniło się w pisk, kiedy pociągnął mnie za nogi przeciągając bardziej na łóżko.
-Ja ci dam ciamajdę -prychnął kładąc dłonie na moje biodra, po czym szybkim ruchem pozbył się moich majtek.
Kiedy tylko schylił się nade mną pchnęłam go na materac, po czym rozsiadłam się na jego brzuchu. Spojrzał zdezorientowany, podczas gdy ja uśmiechałam się cwano, palcem kreśląc jego mieśnie brzucha. Do takiego mojego wydania nie był przhzwyczajony, z resztą nie miał kiedy go właściwie poznać. Jego ręce wylądowały na moich plecach, gdzie szybkim ruchem rozpiął zapięcie mojego stanika. Pozbyłam się go całkowicie, odrzucając go w kąt. Patric usiadł, przez co zsunęłam się niżej. Jego dłonie wylądowały na moich piersiach, drażniąc sutki. Jęknęłam z przyjemności, poruszając biodrami, aby podrażnić jego nabrzmiałego członka. Moje ręce wylądowały na jego plecach, wpijając paznokcie, a usta odnalazły jego.
Patric? ^-^

sobota, 25 stycznia 2020

Od Patrica cd Gwen

Przyciągnąłem dziewczynę nieco bliżej siebie, śmiejąc się z jej reakcji.W końcu zaczynało się ściemniać, a temperatura na dworze spadać. Popatrzyłem na dziewczynę, obejmującą się własnymi ramionami, usiłującą się ogrzać. Ściągnąłem bluzę, którą miałem na sobie i wcisnąłem ją jej do rąk. Spotkało się to z początkowymi protestami dziewczyny, że się przeziębię, że zmarznę, jednak w końcu uległa i ubrała ją na siebie. Przyciągnąłem ją do siebie, chcąc zapewnić jej jeszcze więcej ciepła. Wkrótce słońce zaszło całkowicie, a jedynym światłem był księżyc i kilka starych latarni na drodze, która prowadziła do samochodu.
-Chodź, wracamy - powiedziałem, delikatnie ją puszczając, aby móc swobodnie wstać.
Blondynka skinęła głową i także stanęła na nogi. Ująłem jej dłoń, jednocześnie kierując nasze kroki w stronę oświetlonej ścieżki, którą mieliśmy wrócić do auta. Kilka minut później znaleźliśmy się przy pojeździe.
-Śpij u mnie, odwiozę cię rano, gdzie tylko będziesz potrzebować - zaproponowałem, spoglądając na nią błagalnym wzrokiem, kiedy zapinała pas.
Gwen obdarzyła mnie zamyślonym spojrzeniem.
-W porządku, uznajmy, że skoro będziesz mi robić za taksówkę to się zgodzę - zaśmiała się, otulając bluzą jeszcze bardziej.
Przewróciłem oczami na jej słowa i ruszyłem w drogę powrotną do domu. Podróż umilały nam lecące w radiu piosenki, które zdarzało nam się nucić. W końcu zatrzymaliśmy się na parkingu i udaliśmy do mojego mieszkania. Otworzyłem przed nią drzwi, co spotkało się z jej rozbawionym spojrzeniem.Weszliśmy do środka, z racji że mieszkanie większość dnia stało puste, otworzyłem okno, aby nieco rześkiego, wieczornego powietrza je wypełniło. Potter oczywiście już w progu zaczął domagać się od dziewczyny czułości, uroczy widok. W końcu Gwen oderwała się od psa i stanęła wyprostowana. Ściągnęła buty, czego nie zdążyła zrobić wcześniej, kiedy była zajęta zabawianiem mojego czworonoga.
-Napijesz się czegoś? - zaproponowałem.
-Nie, dzięki - odparła, podchodząc do drzwi na balkon i skupiając swoje spojrzenie we wciąż tętniącej życiem ulicy.
Podszedłem do niej i przytuliłem do siebie. Oparłem swoją głowę na jej i wraz z nią wpatrywałem się w miasto.
-Lubię widok stąd - oznajmiłem, sunąc ręką w kierunku jej dłoni i chwytając ją.
-Cudowny jest, pozazdrościć - westchnęła, obracając się w moją stronę i wtulając się we mnie bardziej.
Uśmiechnąłem się i spojrzałem jej w oczy, były takie spokojne. Nachyliłem się nieco, łącząc nasze usta w leniwym, jednak dość emocjonalnym pocałunku. Postawiłem kilka niewielkich kroków w przód, popychając lekko dziewczynę, jednak nie przerywając pocałunków i zatrzymując się dopiero, kiedy napotkała ona za swoimi plecami ścianę. Jedną z dłoni oparłem się o ścianę, drugą zaś ulokowałem na jej biodrze. Odsunąłem na moment twarz przyglądając się jej. Gwen zaplotła swoje dłonie na moim karku, przyciągając z powrotem do siebie.

Gwen? :3 

piątek, 24 stycznia 2020

Od Gwen cd Patrica

-Czyli można powiedzieć, że masz swoją taką przystań myśli -powiedziałam biorąc gryza.
Patric parsknął lekko, na moje określenie.
-No można tak powiedzieć. A ty, gdzie masz takie swoje miejsce?
Przekręciłam głowę na bok, myśląc nad odpowiedzią.
-Jak już pewnie sam zdążyłeś zauważyć uwielbiam uciekać od problemów, więc czasem mam wrażenie, że cały świat jest moją własną przystanią. Kiedy mam sporo do przemyślenia, najczęściej łapię samolot i ruszam gdzieś daleko... Lub poprostu ruszam do Arizony, na ranczo mojej babci. A w Nowym Jorku od tego mam dach, na którym od jakiegoś czasu próbuję ogarnąć taki mały prywatny ogród. Jednak idzie mi to strasznie mozolnie i jie mam pojęcia dlaczego.
Chłopak parsknął, na co zmrurzyłam oczy, nie wiedząc o co mu chodzi. Patric widząc moją minę, szybko zaczął się tlumaczyć.
-A nie myślisz, że może być to spowodowane tym, że doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny? A ty mam wrażenie czasami, że co najmniej się rozdwajasz.
Wywróciłam na to oczami, biorąc kolejny kawałek. Po skończonym posiłku wyrzuciliśmy karton, po czym wróciliśmy na tą samą ławkę. Wtuliłam się w bok chłopaka, a on objął mnie ramieniem.
-Powinieneś mieć kota -powiedziałam nagle kompletnie od czapy.
-Co? Niby dlaczego? -Zapytał, probując znaleźć sens tego co powiedziałam.
-No bo od Patrica, można wołać na ciebie Pat. A jakbyś miał kota, to był by Pat i kot. Tylko został byś listonoszem i okazało się, że zrobili o tobie serial.
Chłopak zaśmiał się, jednocześnie przykładając rękę do mojego czoła aby upewnić się, że te głupoty to nie objaw gorączki.
-Kochanie, a czy oni napewno dobre leki ci podają?
W odpowiedzi prychnęłam jedynie, na co chłopak cmoknął mnie krótko w czoło.
Patric?

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Od Patrica cd Gwen

Złapałem dziewczynę mocniej, tuląc do siebie i opierając głowę o jej. Tym samym zastanawiałem się co moglibyśmy dzisiaj robić.
-Masz trochę siły? - zapytałem, odsuwając się nieco i spoglądając na nią, a szalone iskierki zapewne tańczyły teraz w moich oczach.
-Mam - odparła, przyglądając mi się z zaciekawieniem.
-Ale na pewno jesteś głodna - stwierdziłem, gładząc ją po policzku..
-No powiedzmy, że jestem - przytaknęła - co więc?
-Zadzwoń i zamów dużą pizzę. Pojedziemy po nią, a potem zabiorę cię w zarąbiste miejsce - oznajmiłem - skoro mamy taką ładną pogodę, to aż żal nie skorzystać.
Blondynka skinęła głową na znak zgody, a już po chwili oboje wsiedliśmy do samochodu. Kiedy ja zajmowałem się wyjechaniem z parkingu, ona rozmawiała z kelnerką w pizzeri i organizowała nam obiad.
-Powiesz mi gdzie tak właściwie mnie zabierasz? - zapytała, kiedy ponownie wsiadłem do samochodu, podając jej pizzę, aby trzymała ją na kolanach.
Wzruszyłem jedynie ramionami i zaśmiałem się, po czym ponownie ruszyłem z miejsca. Zmierzaliśmy na same obrzeża miasta, do niewielkiego, mało uczęszczanego parku z jeziorkiem. Uwielbiałem to miejsce, jako dzieciak przychodziłem tam z mamą, kiedy jeszcze mieszkaliśmy na obrzeżach. Teraz bywałem tam znacznie rzadziej, głównie kiedy musiałem pomyśleć, pobyć sam, czy naładować się na nowo dobrą energią. W końcu, po niekrótkim czasie udało nam się dotrzeć na miejsce.
-Mam nadzieję, że jeszcze nie ostygła, bo kawałek musimy przemaszerować - stwierdziłem, przejmując od niej pudełko i z ulgą czując ciepło, jakie dawał jeszcze jego spód.
Kilka minut później zajęliśmy miejsce na ławce, z której idealnie widać było jezioro, a powoli zachodzące światło dodawało tej chwili jeszcze więcej uroku.
-Smacznego, moja dzielna kobieto - powiedziałem, otwierając w końcu opakowanie z upragnioną pizzą.
-Wzajemnie - uśmiechnęła się, zabierając jeden kawałek - ładnie tu, ale czemu zabrałeś mnie właśnie tutaj?
Gwen wpatrywała się we mnie z radością i zainteresowaniem, oczekując odpowiedzi, która zaspokoiłaby jej ciekawość.
-Bardzo lubię to miejsce. Ma dla mnie duże znaczenie. Jako dziecko, kiedy mieszkaliśmy z rodzicami na przedmieściach, przychodziłem tu z mamą, a potem się wyprowadziliśmy. Teraz sam zwykłem tu wracać, kiedy potrzebuję pobyć sam, czy coś - oznajmiłem, kończąc kawałek pizzy i sięgając po następny, nie spuszczając wzroku z dziewczyny.

Gwen?

sobota, 4 stycznia 2020

Od Gwen cd Patrica

Położyłam rękę na jego dłoni, ścisnęłam ją mocniej i wróciłam głowę w drugą stronę. Starałam się jakoś zapanować nad nerwami, jednak im bliżej do celu tym większy stres odczuwałam. Patric widząc to, zaczął zagadywać mnie próbując odwieźć moje myśli od zbliżającej się chwili. I nawet mu się to udało, przynajmniej przez jakiś czas.
-Nie spinaj się tak, to nie będzie tak źle. Wszystko się ułoży -powiedział, łapiąc na ślepo moją rękę i podciągnął ją do góry aby mnie w nią cmoknąć krótko.
-Cały czas próbuję to sobie wmówić, ale akurat w tym przypadku mój optymizm lekko zdycha -mruknęłam.-Ale cieszę się, że jesteś teraz ze mną. Przynajmniej ciebie nie muszę okłamywać.
-Ale wiesz, że na dobrą sprawę, to nikogo nie musisz?
Westchnęłam zerkając na niego.
-To nie jest do końca takie proste...
Zaparkowaliśmy przed placówką, gdzie wysiadłam pewnie z samochodu. Stanęłam przed przed wejściem wahając się. Znowu dopadły mnie wątpliwości, czy aby na pewno powinnam tam wchodzić czy nie lepiej by było to wszystko sobie darować i tylko ruszyć w świat. Po chwili poczułam jak chłopak obejmuje mnie dodając mi otuchy. Uśmiechnął się do mnie kiwając głową w stronę szpitala. Odpowiedziałam mu uśmiechem, biorąc głęboki wdech. Ruszyłam do środka, przy pomocy chłopaka.
Wbrew moim wcześniejszym obawom obecność chłopak bardzo mi pomogła. Dodatkowo tym razem znosiłam to lepiej niż ostatnio. Czułam jedynie lekkie mdłości, co było do wytrzymania. Wyszliśmy objęci ze szpitala kierując się w stronę samochodu.
-I co, osiołku? Warto było przede mną to ukrywać? -Zapytał Patric z cwanym uśmiechem. -Dziś mnie wyglądasz lepiej niż ostatnio.
Parsknęłam śmiechem, odwracając się tak aby na niego spojrzeć.
-Niech ci będzie, że to dzięki tobie kotku -odpowiedziałam, cmokając go krótko w usta, zaplatając ręce na jego karku. -Więc co robimy z resztą tego dnia? Jedziemy do mieszkania, czy może powłóczymy się po mieście?

Patric?

niedziela, 15 grudnia 2019

Od Hailey cd Scotta

Złapałam się chłopaka jeszcze mocniej, chcąc uniemożliwić mu podniesienie się. Moje próby nie przyniosły jednak żadnych skutków, gdyż miał przewagę w sile. Scott popatrzył na mnie z rozbawieniem i pokręcił głową z niedowierzaniem, by o chwili zepchnąć moje ciało ze swojego. Westchnęłam, posyłając mu jedynie obrażone spojrzenie i sama podniosłam się z kanapy.Chłopak zniknął na balkonie, a ja udałam się do kuchni, aby zrobić sobie coś do picia. Wyciągnęłam sporych rozmiarów szklankę i nalałam do niej wody, po czym dodałam tam jeszcze plaster cytryny. Ze szklanką udałam się z powrotem do salonu, gdzie właśnie wracał Scott. Posłałam mu niezadowolone spojrzenie wywołane zapachem papierosów, który lekko wniósł się do środka przez niezamknięty balkon.
-Fu - mruknęłam, po czym wzięłam łyka napoju.
Chłopak zaśmiał się jedynie i ruszył w moim kierunku. Zatrzymał swoje kroki centralnie przede mną, po czym wyjął szklankę z moich rąk i sam się napił.
-A co pan sobie wyobraża? - zapytałam, składając ręce na piersi i przyglądając mu się uważnie.
-Kocham cię - odparł jedynie, burząc swoją dłonią porządek na mojej głowie i odwróciwszy się ode mnie zajął miejsce na kanapie.
Z miną obrażonego dzieciaka zajęłam miejsce obok niego, a już po chwili poczułam jak jego palce wbijają się w mój bok. Chwyciłam jedynie jego rękę, chcąc uniemożliwić mu dalsze irytowanie mnie tą czynnością. Popatrzyłam na niego gniewnie, na co on zaśmiał się jedynie i wyrwawszy rękę z mojego uścisku, objął mnie i przyciągnął w swoja stronę.
-Wyjdźmy gdzieś dzisiaj - zaproponowałam - przeszłabym się wieczorem na spacer, wiesz jak już trochę spadnie temperatura.
 -W porządku, w sumie to dawno nigdzie nie wychodziliśmy - oznajmił.
Odchyliłam nieco głowę, uśmiechając się w jego stronę, co odwzajemnił.
 Reszta popołudnia upłynęła nam leniwie. W końcu zaczęło się ściemniać, a my zdecydowaliśmy się opuścić mieszkanie.Na początek nasze kroki skierowaliśmy do parku. Było tam sporo ludzi, którzy wyprowadzali swoje czworonogi przy zachodzącym słońcu. Scott ujął moją dłoń, a ja uśmiechnęłam się, czerpiąc jak najwięcej przyjemności z tej chwili. Powietrze zaczynało robić się rześkie i chłodniejsze w stosunku do tego, jakie utrzymywało się przez większość dnia. W końcu chłopak puścił moją rękę i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. Na ułamek sekundy na mojej twarzy zagościł grymas niezadowolenia, po chwili jednak odpuściłam to w zapomnienie, gdyż jest to coś do czego powinnam już przywyknąć i to zaakceptować. Poza tym zapach tytoniu kojarzył mi się z wakacjami, kiedy spędzałam je jeszcze z rodzicami. Z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka.
-Halo, halo, pani kontaktuje jeszcze? - zapytał, machając mi dłonią przed twarzą.
-Co, tak, zamyśliłam się - odparłam, spoglądając na niego z delikatnym uśmiechem.
Chłopak skinął głową, dając mi znak, że doskonale mnie rozumie, po czym kontynuowaliśmy nasz spacer w milczeniu. Co jakiś czas spoglądałam na niego kątem oka, podziwiając jak pali to swoje świństwo. Po dłuższej chwili rzuciło mi się w oczy stoisko z watą cukrową.
-Scott, patrz! Wata cukrowa! - zawołałam, chwytając jego rękę i delikatnie nią pociągając, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę.

Scott?

niedziela, 8 grudnia 2019

Od Patrica cd Gwen

Ściągnąłem buty, a dziewczyna w tym czasie zamknęła drzwi do mieszkania na klucz. Udałem się do jej salonu, gdzie bardzo szybko zająłem miejsce na kanapie. Po chwili, miejsce obok mnie zajęła blondynka. Objąłem ją ramieniem, przyciągając w swoją stronę.
-Ale ty jesteś uparty - zaśmiała się, skubiąc rąbek mojej koszulki.
 -No nie mów mi, że ci to przeszkadza - prychnąłem, szczypiąc ją lekko w bok.
-Skądże -odparła, łapiąc moją dłoń i uniemożliwiając mi tym samym dalsze przyszczypywanie jej.
Posłałem jej rozbawione spojrzenie i przyciągnąłem ją do siebie, po czym złożyłem pocałunek na czubku jej głowy.
-Chcesz coś do picia? - zaproponowała, odchylając głowę i patrząc na mnie.
-Nie, dziękuję - odparłem.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie, po prostu ciesząc się swoją obecnością, za którą zdawaliśmy się tak w ostatnim czasie tęsknić. Było jeszcze stosunkowo wcześnie, więc mieliśmy przed sobą sporo czasu, nim powinniśmy udać się na chemię.
-Jadłaś obiad? - zapytałem.
-Nie - mruknęła, przenosząc swoje spojrzenie na moją twarz.
-Zamawiamy coś? - zaproponowałem.
Dziewczyna skinęła głową na znak zgody i sięgnęła po telefon leżący obok niej. Wspólnie zaczęliśmy przeglądać ofertę różnych restauracji, aby w końcu zdecydować się na coś z włoskiej restauracji. Czas mijał, w końcu dotarło do nas nasze zamówienie, a my wraz z nim rozsiedliśmy się przed telewizorem, kontynuując oglądanie jakiegoś badziewnego serialu, za który zabraliśmy się wcześniej. W końcu jednak nadszedł czas naszego wyjścia. Zebraliśmy się z kanapy i skierowaliśmy w stronę wyjścia. Wsiedliśmy do samochodu. Odpaliłem silnik i spojrzałem kątem oka na Gwen. Widać było, że zaczyna się stresować, nieprzyjemny widok.  Zatrzymując się na światłach, położyłem dłoń na jej udzie, gładząc je delikatnie i posyłając jej pocieszający uśmiech. Dziewczyna wysiliła się na uśmiech, choć widać było, że jest pełna nerwów. 
Gwen?

Od Lashiti cd Xaviera

Gdy nasza krótka rozmowa się skończyła tym, jak wkurwiony był, nie zostało mi nic innego jak wrócić do swojego zajęcia. Okazało się, że rodzice próbowali do Luny dzwonić, jednakże nie mogli się dodzwonić i zadzwonili do mnie. Wytłumaczyłam im i podesłałam im zdjęcia, że jest cała i zdrowa. Hakerzy są cudowni, w tym akurat i w innych sprawach. Znaleźli osoby, których szukałam, a dokładniej dziewczynkę, która ma osiem lat, córka jednego z szefów, oraz tego, kto zlecił zabicie mojej siostry, więc teraz on także pożałuje tego, jednakże najpierw, zanim się zacznie masakra, czas, bym mu powiedziała. Lepiej teraz niż później.

Klęczał przede mną, przytulał się do mnie, mówił cały czas. Wiedziałam, że jest mu naprawdę przykro, przez to, co powiedział. Pogłaskałam go po głowie i spojrzałam w głąb mieszkania. Widziałam wystraszonego psiaka oraz szkło, wszędzie było. Wywróciłam oczami i uwolniłam się od niego, pokazując mu, by się ruszył. Miałam przy sobie teczkę, którą chciałam mu pokazać, bo mógł kogoś z nich znać, więc tym lepiej. Najpierw go walnęłam po głowie i podeszłam do wystraszonego psa, by nieco mu pomóc, by się nie bał.
- Na drugi raz przywieź mi psa, gdy chcesz bawić się w szklany dom. - powiedziałam i usiadłam na kanapie, wołając do siebie psa chłopaka. Wskoczył na kanapę i ułożył łeb na moich nogach, uśmiechnęłam się i go głaskałam powoli. Położyłam teczkę na blat i spojrzałam na niego. Także usiadł naprzeciwko mnie, a dokładniej na stoliku, patrząc na mnie i trzymał moją dłoń.
- To tak pierwsza sprawa to taka, że jestem w ciąży, piąty tydzień, a to oznacza, że będziesz tatą. Tym razem nie wystrasz swojego pupila Xav. - powiedziałam i posłałam mu uśmiech. Nie pozwoliłam mu się nawet odezwać, bo ułożyłam rękę na jego szyi, przesuwając palce na kark, chłopaka, przysunęłam go, by połączyć nasze wargi. Cieszył się, jednakże to była dobra wiadomość teraz ta druga. Gdy się odsunęłam, spojrzałam na niego i miziałam dalej psa.
- Idź, zrób mi gorącej czekolady, masz ją jeszcze. Bo teraz przechodzimy do tej złej wiadomości. Jeszcze przynieś swój laptop, bo będę chciała coś ci pokazać. - powiedziałam i go pogoniłam, by ruszył. W międzyczasie gdy robił gorącą czekoladę i dla siebie też, przyniósł mi laptopa. Słyszałam, jak sobie nuci, dlatego, gdy odrzuciłam poduszki nieco na bok, zrobiło się miejsce dla niego, tuż obok mnie. Gdy on był zajęty, ja otworzyłam parę stron na jego laptopie, by mógł widzieć, o czym mówię i co znalazłam.
Chłopak po niedługim czasie przyszedł, wzięłam od niego jeden z kubków, dmuchałam, bardzo powoli i ostrożnie biorąc łyk, ale tak czy siak, się oparzyłam. Odłożyłam go na bok, by móc mu zacząć mówić o tej sprawie.
- To tak, jeśli moi rodzice będą do ciebie dzwonić, to mów im, że Luna jest, jak ci ostatnio mówiła, że płynie statkiem i ciężko ma z łapaniem netu, czy też inna wymówka, cokolwiek, byleby nie prawdy. Prawda jest taka, że jak jeszcze wtedy byliśmy w tym domku letniskowym i zadzwonił mój telefon, był to telefon ze szpitala, moja siostra została brutalnie zamordowana, by wyglądało to na samobójstwo. Dlatego też od tamtej pory tak wiele osób kręci się przy moim domu i nie miałam dla ciebie czasu. Znalazłem tych, co zlecili to morderstwo oraz znalazłam szefa tej szajki, oraz jego córkę. Masz tu w teczce dane, które znalazłam, zdjęcia ich, oraz wszystkie powiązania. Co do luny, to nie powiedziałam o niej rodzicom, wymyśliłam za to, że pojechała w świat, zawsze chciała i teraz może. Dlatego gdy do niej dzwonili, musiałam być w domu, by pewna osoba, mi pomogła. Jest to dziewczyna mojej siostry, a zarazem córka jednego z koreańskich mafiozów. Zadzwoniłam po nią oraz jej ojciec, oraz matka, przylecą, by pomóc. Ich zniszcz, każdego z tej grupki. Jest ich naprawdę wielu. Muszę to zrobić, by ją pomścić oraz należy się, to im. Spójrz na te zdjęcia i nagrania, czy któregoś z nich znasz. - powiedziałam i podsunęłam mu akta, oraz laptop, by spojrzał na nie i zobaczył, czy może kogoś kojarzy. Ja za to zajęłam się swoją czekoladą, a nawet lody i ciastko dostała, bo mi doniósł, dostał ode mnie buziaka w policzek, po czym mógł się skupić na tym, co mu podsunęłam.
Widziałam, jak coś zapisuje na odwrocie niektórych zdjęć.

Xavier? 

niedziela, 1 grudnia 2019

Od Scotta cd Hailey

Zanim uwaliłem się jak zwykle w rogu kanapy, spojrzałem jeszcze przelotnie na blondynkę.
-Dłużej się nie dało? -Zapytała unosząc brew, czekając aż w końcu będę służyć jej za poduszkę.
-Mówiłem ci już dziś, że jesteś niemożliwa, skarbie?
Dziewczyna w odpowiedzi dała mi jedynie pstyczka w nos. Pokręciłem jedynie głową kładąc się wygodnie. Chwilę po tym, Hai ułożyła się między mną, a opraciem kanapy. Położyła głowę na mojej klatce piersiowej i skupiła się na kreskówce, machinalnie kreśląc szlaczki na moim brzuchu. Położyłem rękę na jej biodrze, po czym machinalnie zacząłem głaskać jej bok. Pokręciłem głową patrząc jak się całkowicie wciągnęła w kreskówkę. Ale skoro tak polubiła takie wspólne spędzanie czasu to i mi to pasowało. Poza tym w końcu jej to obiecałem. A pomyśleć, że nie wiele brakowało, a nie byłoby to wogóle możliwe... Nasz powrót byłby niemożliwy. Chociaż raz Sofii zrobiła coś z czego nie narodziło się nic złego. Nie pomyślałbym, że będę się cieszyć z tego, że mi odmówiła... I tak sporo głupot odstawiłem przez te pół roku. Z letargu wyrwało mnie dopiero, gdy Hai wciągnęła się na mnie, rozwalając się na mnie. Spojrzałem na nią zdezorientowany.
-Scott, czy ty mnie słuchasz? -Odezwała się popierają głowę na dłoniach, aby nie wbijać mi brody.
-Przepraszam cię, ale trochę się odłączyłem -powiedziałem uśmiechając się krzywo.
Podciągnęła się, aby móc mi się lepiej przyjrzeć i uraczyła mnie badawczym spojrzeniem. Uniosłem brew, czekając co ona wymyśliła.
-Coś się stało? -Zapytała w końcu, wciąż uważnie mi się przyglądała.
-Nie no coś ty -odpowiedziałem uśmiechając się do niej i wsunąłem rękę pod jej bluzkę, sunąc po kręgosłupie. -Tak jakoś się zamyśliłem, o wszystkim i o niczym. Wiesz, starzy ludzie tak mają -zażarowałem cmokając ją krótko.
Dziewczyna patrzyła jeszcze przez moment podejrzliwie. Ciszę między nami przerwał dźwięk wiadomości. Podniosłem telefon ze stolika, ignorując niezadowolone mruknięcię dziewczyny.
-Spokojnie to nie twój rudy wróg. Moja droga siostra pyta, czy móglbym jutro odebrać babcię i zawieść ją do domu -powiedziałem odkładając telefon. -Jak będziesz chciała dołączyć, to zapraszam. Przy okazji może ja uświadomię w końcu, że wróciliśmy do siebie. Ale puki co, rusz ten swój zgrabny tyłeczek, bo muszę iść zapalić -mruknąłem szczypiąc ją lekko w tyłek.

Hailey?

poniedziałek, 25 listopada 2019

Od Gwen cd Patrica

Po powrocie do domu ruszyłam na spacer z psem. Ostatnio rzadko miałam czas na wyjścia z nią, więc przeszłam się na trochę dłuższą wędrówkę. Po powrocie sabrałam się za sxukanie wstępnych informacji do projektu. Następne dni mijał według podobnego schematu. Po pracy zaraz wpadał do mnie Peter i siedział do późna, nie raz padając ze mną na kanapie. Z Patriciem mijałam się jedynie podczas zamiany w pracy. Nie mieliśmy nawet czasu wymienić paru zdań. Kontak polegał jedynie na wymienieniu jedynie paru wiadomości wieczorami. Podobnie było przez resztę tygodnia.
~*~
Podniosłam się zaspana na dźwięk dzwonka. Peter, którego zwaliłam z moich nóg jęknął mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem o budzeniu o tak nie ludzkiej porze. Spojrzałam na zegarek który wskazywał dobrze po dwunastej. Ruszyłam do drzwi, odsuwając nogą notatki dostałam się do celu. Poprawiłam lekko włosy, zerkając w lustro wiszące w przedpokoju. Otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazała się uśmiechnięta twarz Patrica. Oparłam się o framugę zaplatając dłonie na piersi.
-A pan co tu robi? Jak dobrze pamiętam to powinieneś być aktualnie w pracy -powiedziałam unosząc jedną brew, jednak wciąż uśmiechając się.
-Postanowiłem wziąć wolne. A co, nie spodobała się niespodzianka? -Zapytał podchodząc do mnie.
Złapał mnie w talii poczym podniósł mnie, na co automatycznie złapałam go za szyję i przeniósł mnie bardziej do przedpokoju umożliwając sobie tym samym wejście do mieszkania.
-Nie no, jak najbardziej cieszę się, że cię widzę -powiedziałam przenosząc jedną rękę na jego policzek.
Przyciągnął mnie bliżej siebie i pocałował mnie. Pogłębiłam pocałunek głasząc go lekko po karku. Przerwało nam dopiero chrząknięcie za nami. Odsunęliśmy się lekko od siebie wciąż jednak będąc w swoich objęciach.
-Nie żeby chciał wam przeszkadzać, ale chciałem tylko poinformować, że idę. Przyjadę po ciebie po szesnastej i pojedziemy na chemię -powiedział zabierając swoją bluzę z wieszaka.
-Nie musisz -dodał szybko Patric, zanim zdążyłam się w ogóle odezwać. -Ja z nią pojadę.
Peter pożegnał się, a gdy tylko wyszedł spojrzałam uważnie na chłopaka.
-Myślisz, że to dobry pomysł? -Zapytałam na co chłopak kiwnął pewnie. Westchnęłam nie mając siły dyskutować z nim. -Tęskniłam -dodałam jedynie wtulając się w niego.
Patric?