Otworzyłam powoli oczy. Biały sufit aż raził po ślepiach. Potrzebowałam chwili, aby zorientować się, gdzie tak naprawdę jestem. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, które ewidentnie wskazywało na to, iż jestem w szpitalu. Podniosłam się delikatnie na łokciach, lecz po chwili natychmiast wróciłam do poprzedniej pozycji. Okropny ból przeszył moją całą lewą rękę. Spojrzałam na kończynę, która leżała w gipsie.
- Zajebiście... - Zabluźniłam pod nosem, ponownie przenosząc wzrok na sufit.
Nagle drzwi otworzyły się, a do pomieszczenia wszedł mężczyzna już grubo po czterdziestce.
- Witaj Isabello. Dobrze, że już się obudziłaś. Ktoś przyszedł cię odwiedzić. - Powiedział, wskazując chłopaka stojącego w drzwiach.
- Mógłby nas pan na chwilę zostawić? - Zapytałam lekarza.
- Oczywiście. - Rzekł i pośpieszne opuścił pomieszczenie.
- Hej. - Westchnął Tyler, siadając na łóżku niedaleko mnie.
- Myślałam, że nie przyjdziesz... - Mruknęłam, na co chłopak tylko się na mnie spojrzał. - Nie chciałam, aby tak to się skończyło... - Szepnęłam niemal sama do siebie.
- To ja przepraszam, że nie powiedziałem ci tego wcześniej. To wszystko moja wina. - Powiedział z żalem w głosie.
- Nie czas, aby się obwiniać. Na szczęście nic poważnego raczej się nie stało. - Próbowałam brzmieć jak najbardziej optymistycznie i przekonująco w tym, co mówię, ale chyba mi się nie udało.
- Może zostawię cię w spokoju. Skoro i tak wracasz do rodziny, to pozdrów wszystkich ode mnie i w ogóle... przeproś ich za mnie za to wszystko, co ci zrobiłem. - Chłopak powoli wstał z łóżka, lecz złapałam go natychmiast za rękę.
- Nigdzie nie jadę. Przynajmniej nie bez ciebie. - Powiedziałam, podnosząc się najbardziej, jak tylko pozwoliło mi na to ciało i złożyłam delikatny pocałunek na ustach chłopaka.
<Tyler?>
(Robi się mraśnie xd)
środa, 27 czerwca 2018
wtorek, 19 czerwca 2018
Od Tylera cd Isabell
Kumulowało się we mnie teraz wiele emocji. Odepchnąłem mężczyznę znad ciała Isabelli i spojrzałem na nią z żalem.
-Na co kurw.a czekasz?! Dzwoń po karetkę – wydarłem się na faceta, sprawdzając równocześnie puls dziewczyny, który na szczęście był.
Ułożyłem delikatnie, niewielkie ciało dziewczyny w pozycji bezpiecznej, następnie odgarniając włosy z jej twarzy i gładząc ją delikatnie po policzku. Targało mną ze złości, właśnie przez takie rzeczy nigdy nie chciałem pakować się w związki, skąd wiesz do jakiej sytuacji doprowadzi głupota drugiej osoby? Może powinienem był pozostać przy swoim zwykłym trybie życia, bez zobowiązań, bez ograniczeń? Teraz patrząc na bezbronną dziewczynę, leżącą nieprzytomnie, zaczynało do mnie docierać, że w tak krótkim czasie, stała się dla mnie kimś ważniejszym, niż dziewczyna na chwilę, do zabawienia się. Wiedziałem jednak również, iż związanie się z nią mogłoby utrudniać jej życie, choć teraz pewnie nie będzie chciała mnie znać. Z rozmyślań wyrwał mnie sygnał nadjeżdżającej karetki. Dalej wszystko działo się szybko, ratownicy nie pozwolili mi jechać karetką, dlatego jak najszybciej znalazłem swój samochód na parkingu i pojechałem za karetką do szpitala.
Na miejscu zabrali dziewczynę na badania, a mi pozostawało jedynie czekać na korytarzu. Wyszedłem przed budynek, aby zapalić papierosa, byłem tak zestresowany, że na jednym się nie skończyło. Nie mam pojęcia ile dokładnie tam stałem, w końcu z nieba zaczął padać deszcz, dlatego zgasiłem ostatniego papierosa i wróciłem do budynku. Podszedłem do recepcji(?) i odczekałem chwilę, aż kobiecina się do mnie dotoczy.
-W czym mogę pomóc? - spytała.
-Co z Isabellą, potrącona dziewczyna, przywiozła ją karetka – zapytałem nerwowo.
-Jesteś kimś z rodziny? Nie mogę udzielać takich informacji obcym – odparła.
-Jestem jej chłopakiem – wypaliłem szybko – niech mi pani powie, do cholery – warknąłem.
Isabella?
-Na co kurw.a czekasz?! Dzwoń po karetkę – wydarłem się na faceta, sprawdzając równocześnie puls dziewczyny, który na szczęście był.
Ułożyłem delikatnie, niewielkie ciało dziewczyny w pozycji bezpiecznej, następnie odgarniając włosy z jej twarzy i gładząc ją delikatnie po policzku. Targało mną ze złości, właśnie przez takie rzeczy nigdy nie chciałem pakować się w związki, skąd wiesz do jakiej sytuacji doprowadzi głupota drugiej osoby? Może powinienem był pozostać przy swoim zwykłym trybie życia, bez zobowiązań, bez ograniczeń? Teraz patrząc na bezbronną dziewczynę, leżącą nieprzytomnie, zaczynało do mnie docierać, że w tak krótkim czasie, stała się dla mnie kimś ważniejszym, niż dziewczyna na chwilę, do zabawienia się. Wiedziałem jednak również, iż związanie się z nią mogłoby utrudniać jej życie, choć teraz pewnie nie będzie chciała mnie znać. Z rozmyślań wyrwał mnie sygnał nadjeżdżającej karetki. Dalej wszystko działo się szybko, ratownicy nie pozwolili mi jechać karetką, dlatego jak najszybciej znalazłem swój samochód na parkingu i pojechałem za karetką do szpitala.
Na miejscu zabrali dziewczynę na badania, a mi pozostawało jedynie czekać na korytarzu. Wyszedłem przed budynek, aby zapalić papierosa, byłem tak zestresowany, że na jednym się nie skończyło. Nie mam pojęcia ile dokładnie tam stałem, w końcu z nieba zaczął padać deszcz, dlatego zgasiłem ostatniego papierosa i wróciłem do budynku. Podszedłem do recepcji(?) i odczekałem chwilę, aż kobiecina się do mnie dotoczy.
-W czym mogę pomóc? - spytała.
-Co z Isabellą, potrącona dziewczyna, przywiozła ją karetka – zapytałem nerwowo.
-Jesteś kimś z rodziny? Nie mogę udzielać takich informacji obcym – odparła.
-Jestem jej chłopakiem – wypaliłem szybko – niech mi pani powie, do cholery – warknąłem.
Isabella?
poniedziałek, 11 czerwca 2018
Od Scotta cd Hailey
Odsuwając się od niej i założyłem pasmo jej włosów za ucho.
-Zdzwonimy się później –powiedziałem całując ją krótko i wyszedłem
z mieszkania.
Wróciłem do mieszkania, gdzie przywitały mnie stęsknione
psiaki. Wyszedłem z nimi na spacer, a po powrocie ogarnąłem się szybko i
ruszyłem na spotkanie z chłopakami. Mimo że nie zapowiadało się na pojawienie
się Sofii i Stevena, obawiałem się trochę
tego spotkania. W końcu nadszedł czas i siedzieliśmy patrząc na siebie
nie do końca wiedząc od czego zacząć. W końcu zaczęliśmy omawiać dalszą
przyszłość zespołu. Niestety świat nie mógł być piękny i musiał wywinąć jakiś
numer. Do pubu w którym przesiadywaliśmy zjawił się Steven z nowymi znajomymi.
Stanął przy nas/
-Ładnie to tak załatwiać sprawy zespołu bez całego składu? –Zaczął
z kpiącym uśmieszkiem.
-Ładnie to tak rujnować życie znajomych? –Prychnąłem.
-Sofii zawsze była suką, więc mogę powiedzieć, że zrobiłem
jej przysługę.
-Odszczekaj to –warknął Flynn zrywając się z miejsca i
patrząc na niego z nienawiścią.
Potem było już tylko gorzej, aż ochrona musiała
zainterweniować. Wróciłem wkurzony do domu, rzucając kluczami w szafkę.
Pokręciłem się po mieszkaniu nie mogąc znaleźć sobie miejsca, aż udałem się do
pokoju prób. Rozsiadłem się na krześle patrząc po nim z mieszaniną złości i
smutku. Wziąłem gitarę do ręki i zacząłem grać jedną z niedokończonych melodii.
Pokój jest wyciszony, dzięki czemu mogliśmy spokojnie grać nie przeszkadzając
nikomu. Stąd nie usłyszałem, że do mieszkania ktoś wszedł. W pewnym momencie
podniosłem głowę i zauważyłem Hailey stojącą opartą o framugę.
-Nie słyszałem jak weszłaś –powiedziałem odstawiając gitarę.
-Co się stało? –Zapytała stając przede mną i przejeżdżając
dłonią po moich włosach. –Aż tak źle poszło spotkanie?
Oplotłem ją rękami wokół talii, przyciągając do siebie i
oparłem głowę o jej brzuch.
-Określę to mianem mało udanego spotkania –mruknąłem. –Zaczęło
się spokojnie, a potem było tylko gorzej i prawie skończyło się na obiciu sobie
mord w wykonaniu moim, Flynna i Stevena. Ale przed tym ustaliliśmy, że to
koniec zespołu… No może bardziej zawiesiliśmy działalność na czas nieokreślony.
Matt chce skończyć szkołę i zacząć studia, Flynn też coś tam sobie wymyślił…
Dadzą radę…
Odsunęła się trochę ode mnie, przenosząc ręce na mój kark. Usiadła
mi na kolanach patrząc mi w oczy.
-A ty masz jakiś plan? W końcu zespół był dla ciebie
najważniejszy.
-Tu bym dyskutował na temat moich priorytetów, ale w tej
chwili to odpuszę. Zastanawiam się nad powrotem na medycynę. Pójdę w tygodniu do dziekanatu i porozmawiam z moją
rektorką i może we wrześniu wróciłbym na uczelnię. Co o tym myślisz? –Zapytałem
patrząc na nią.
-Jeśli uważasz, że to będzie coś co cię ucieszy, będę cię
wspierać -odparła gładząc mnie po policzku.
-Jakie ja mam szczęście, że spotkałem tak mądrą dziewczynę
jak ty –powiedziałem całując ją. –A skoro już robię rewolucję w swoim życiu…
Mam propozycję. Od razu zaznaczam, że jeśli nie chcesz nie musisz się zgadzać…
-wziąłem głęboki oddech. –Może zamieszkamy razem?
Hailey?
wtorek, 5 czerwca 2018
Od Hailey cd Scotta
Uśmiechnęłam się do chłopaka, kiedy zakończyliśmy pocałunek.
-Jestem głodna – stwierdziłam – co powiesz na naleśniki? - zaproponowałam.
-Z wielką chęcią skarbie – odparł z uśmiechem.
Podniosłam się z łóżka, zbierając po drodze swoje ubrania i ruszyłam do łazienki ubrać się i doprowadzić do porządku. Kiedy opuszczałam pomieszczenie, wszedł do niego Scott, a ja skierowałam się do kuchni, aby zrobić nam coś do jedzenia. Wyjęłam wszystkie potrzebne składniki, kiedy rozbijałam jajka, poczułam na sobie ręce chłopaka i jak przytula się do mnie od tyłu, a następnie całuje w skroń. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Słuchaj, nie rozpraszaj mnie albo nasze naleśniki będą tragiczne – zaśmiałam się.
-Dobra, dla jedzenia wszystko – zawołał, odsuwając się i podnosząc ręce w geście obronnym, co tylko bardziej mnie rozbawiło.
Kilkanaście minut później pierwsze naleśniki zaczęły lądować na talerzu, a kolejny kwadrans później, oboje zasiedliśmy do stołu. Musze przyznać, iż naprawdę się dzisiaj udały.
-Wyszły dziś dobre – stwierdziłam.
-Zawsze wychodzą – wzruszył ramionami.
-Ale dobre jak nigdy, słonko – odparłam.
-Może masz rację – westchnął – co robisz później?
Spojrzałam na zegarek i z ulgą stwierdziłam, że zostało mi jeszcze sporo czasu.
-Widzę się z dziewczynami z branży – uśmiechnęłam się – a ty?
-Umówiłem się z chłopakami, mam nadzieję, że nie będą jęczeć nic na temat Sofii – jęknął.
-Oby – mruknęłam.
Po skończonym posiłku, Scott oznajmił że musi się zbierać. Chłopak zebrał swoje rzeczy, a ja odprowadziłam go do drzwi.
-Do zobaczenia, skarbie – powiedział, przyciągając mnie do siebie.
-Do zobaczenia – oznajmiłam, składając na jego ustach delikatny pocałunek.
Scott?
-Jestem głodna – stwierdziłam – co powiesz na naleśniki? - zaproponowałam.
-Z wielką chęcią skarbie – odparł z uśmiechem.
Podniosłam się z łóżka, zbierając po drodze swoje ubrania i ruszyłam do łazienki ubrać się i doprowadzić do porządku. Kiedy opuszczałam pomieszczenie, wszedł do niego Scott, a ja skierowałam się do kuchni, aby zrobić nam coś do jedzenia. Wyjęłam wszystkie potrzebne składniki, kiedy rozbijałam jajka, poczułam na sobie ręce chłopaka i jak przytula się do mnie od tyłu, a następnie całuje w skroń. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Słuchaj, nie rozpraszaj mnie albo nasze naleśniki będą tragiczne – zaśmiałam się.
-Dobra, dla jedzenia wszystko – zawołał, odsuwając się i podnosząc ręce w geście obronnym, co tylko bardziej mnie rozbawiło.
Kilkanaście minut później pierwsze naleśniki zaczęły lądować na talerzu, a kolejny kwadrans później, oboje zasiedliśmy do stołu. Musze przyznać, iż naprawdę się dzisiaj udały.
-Wyszły dziś dobre – stwierdziłam.
-Zawsze wychodzą – wzruszył ramionami.
-Ale dobre jak nigdy, słonko – odparłam.
-Może masz rację – westchnął – co robisz później?
Spojrzałam na zegarek i z ulgą stwierdziłam, że zostało mi jeszcze sporo czasu.
-Widzę się z dziewczynami z branży – uśmiechnęłam się – a ty?
-Umówiłem się z chłopakami, mam nadzieję, że nie będą jęczeć nic na temat Sofii – jęknął.
-Oby – mruknęłam.
Po skończonym posiłku, Scott oznajmił że musi się zbierać. Chłopak zebrał swoje rzeczy, a ja odprowadziłam go do drzwi.
-Do zobaczenia, skarbie – powiedział, przyciągając mnie do siebie.
-Do zobaczenia – oznajmiłam, składając na jego ustach delikatny pocałunek.
Scott?
poniedziałek, 4 czerwca 2018
Od Isabelli cd Tylera
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Cały czas kłamał mi w żywe oczy.
-Coś jeszcze przedemną ukrywasz?... - Zapytałam.
-Nie. - Odparł obojętnie dopijając herbatę.
-Wyjdź... - Mruknęłam smutno, czułam jak do oczu napływają mi łzy.
-Nie zostawię Cię tu. - Spojrzał na mnie.
-Jesteś głuchy czy tylko udajesz?! - Wrzasnęłam odsuwając się od chłopaka. -Wynoś się! Nie chcę Cię już nigdy widzieć! - Krzyczałam przez łzy. -Cały czas mnie okłamywałeś. - Syknęłam.
-To nie tak jak myślisz... - Wbił wzrok w podłogę.
-Ja wiem swoje... Ile razy mam ci jeszcze powtarzać? Wynocha! - Zawiodłam się na nim... dlaczego mi nie powiedział?...
-Nie wyjdę. - Powoli podszedł do mnie chcąc mnie przytulić.
-Skoro Ty nie wyjdziesz... ja to zrobię... - Wybiegłam z mieszkania zostawiając chłopaka w salonie. Nie długo musiałam czekać, aby usłyszeć jego wołanie z końca korytarza. Zbiegłam szybko po schodach a następnie, wydostałam się z budynku. Nie zwracając uwagi na deszcz, pobiegłam przed siebie, gdy zorientowałam się, że chłopak był coraz bliżej mnie. Strumienie wody spływały po moich włosach a w głowie miałam mętlik. Nie ufał mi?... Dlaczego nie powiedział tego wcześniej?... Co mu zrobiłam?... Jestem nie godna zaufania?... Czy on wszystkich oszukuje?... Tysiąc pytań na minutę, na które nie znałam odpowiedzi. Było mi tak bardzo szkoda opuszczać to piękne miasto, ale nie byłam gotowa by tu przyjeżdżać. W pewnej chwili usłyszałam przerażony głos chłopaka.
-Stój! - Wrząsnął.
Nie chciałam go słuchać... Wybiegłam na ulicę... nie wiedziałam co się dzieje... poczułam piorunujący ból, który przeszywa moje ciało... dopiero po chwili zorientowałam się, do czego doprowadziła moja głupota. Leżałam w kałuży krwi, rozejrzałam się, lecz czarne mroczki przed oczami utrudniały mi widoczność. Zauważyłam faceta, który wyskoczył jak poparzony z samochodu, a następnie, podbiegł do mnie. Niedługo po tym ujrzałam znajomą twarz... twarz, na której widniało przerażenie.
-Przepraszam... - Wyszeptałam. Nie zdążyłam nic więcej powiedzieć, oczy same mi się zamknęły.
Tyler?
(Teraz masz wybór: zginę lub nie c; )
-Coś jeszcze przedemną ukrywasz?... - Zapytałam.
-Nie. - Odparł obojętnie dopijając herbatę.
-Wyjdź... - Mruknęłam smutno, czułam jak do oczu napływają mi łzy.
-Nie zostawię Cię tu. - Spojrzał na mnie.
-Jesteś głuchy czy tylko udajesz?! - Wrzasnęłam odsuwając się od chłopaka. -Wynoś się! Nie chcę Cię już nigdy widzieć! - Krzyczałam przez łzy. -Cały czas mnie okłamywałeś. - Syknęłam.
-To nie tak jak myślisz... - Wbił wzrok w podłogę.
-Ja wiem swoje... Ile razy mam ci jeszcze powtarzać? Wynocha! - Zawiodłam się na nim... dlaczego mi nie powiedział?...
-Nie wyjdę. - Powoli podszedł do mnie chcąc mnie przytulić.
-Skoro Ty nie wyjdziesz... ja to zrobię... - Wybiegłam z mieszkania zostawiając chłopaka w salonie. Nie długo musiałam czekać, aby usłyszeć jego wołanie z końca korytarza. Zbiegłam szybko po schodach a następnie, wydostałam się z budynku. Nie zwracając uwagi na deszcz, pobiegłam przed siebie, gdy zorientowałam się, że chłopak był coraz bliżej mnie. Strumienie wody spływały po moich włosach a w głowie miałam mętlik. Nie ufał mi?... Dlaczego nie powiedział tego wcześniej?... Co mu zrobiłam?... Jestem nie godna zaufania?... Czy on wszystkich oszukuje?... Tysiąc pytań na minutę, na które nie znałam odpowiedzi. Było mi tak bardzo szkoda opuszczać to piękne miasto, ale nie byłam gotowa by tu przyjeżdżać. W pewnej chwili usłyszałam przerażony głos chłopaka.
-Stój! - Wrząsnął.
Nie chciałam go słuchać... Wybiegłam na ulicę... nie wiedziałam co się dzieje... poczułam piorunujący ból, który przeszywa moje ciało... dopiero po chwili zorientowałam się, do czego doprowadziła moja głupota. Leżałam w kałuży krwi, rozejrzałam się, lecz czarne mroczki przed oczami utrudniały mi widoczność. Zauważyłam faceta, który wyskoczył jak poparzony z samochodu, a następnie, podbiegł do mnie. Niedługo po tym ujrzałam znajomą twarz... twarz, na której widniało przerażenie.
-Przepraszam... - Wyszeptałam. Nie zdążyłam nic więcej powiedzieć, oczy same mi się zamknęły.
Tyler?
(Teraz masz wybór: zginę lub nie c; )
czwartek, 31 maja 2018
Od Scotta cd Hailey
Objąłem ją w talii, oddając pocałunki. Po pewnym czasie
ponownie powoli przeniosłem się na jej szyję. Zatrzymałem się chwilę w miejscu
robiąc jej malinkę, za którą za pewne mi się oberwie, jednak w tej chwili
wywołało to jęk zadowolenia z jej ust. Jedna z jej dłoni wylądowała na moim
karku, a drugą wplotła w moje włosy szarpiąc je lekko. Zjechałem jeszcze niżej przenosząc się na jej
obojczyk, a potem wróciłem do jej ust. Ponownie spojrzeliśmy sobie w oczy i
złączyliśmy nasze wargi.
-Może zmienimy miejsce na bardziej wygodne –powiedziała
między pocałunkami.
-Jestem jak najbardziej za -odparłem.
Oplotła mnie wokół szyi, a ja podniosłem się ostrożnie
łapiąc ją za uda, aby mi się nie obsunęła. Ruszyłem lekko na oślep wciąż ją
całując. Dziewczyna złapała za brzeg mojej koszulki, ściągając ją szybkim
ruchem. Nie potrzebowaliśmy dużo czasu, aby i reszta ubrań dołączyła do mojej
koszulki.
Obudziłem się, czując głowę dziewczyny na swojej klatce
piersiowej. Hailey już nie spała kreśląc wzorki na moim brzuchu. Pocałowałem ją
w czubek głowy, przyciągając ją do siebie.
-Nad czym tak myślisz? –Zapytałem głaszcząc ją po ramieniu.
-Nad niczym ważnym –powiedziała uśmiechając się do mnie i
podciągając się aby mnie pocałować.
Oddałem pocałunek kładąc rękę na jej policzku.
Hailey?
środa, 30 maja 2018
Od Tylera cd Issabelli
Kiedy usłyszałem słowa dziewczyny, niemal nie wyplułem z ust herbaty. Popatrzyłem na nią z niezadowoleniem i może odrobiną złości, że tak łatwo chce się poddać.
-Będziesz po prostu głupia, jeśli wyjedziesz – odparłem chłodno.
-W takim razie najwyraźniej jestem głupia – mruknęła pod nosem, bawiąc się i splatając swoje palce.
-Masz tu cholernie dobre warunku rozwoju i chcesz to rzucić przez moje skomplikowane znajomości, na które przez przypadek się natknęłaś? - prychnąłem. - To głupota Isabello – syknąłem.
-Przeraża mnie to wszystko, rozumiesz Tyler?... - zawołała, jednak głos jej się załamał.
-Posłuchaj, usiłowałem trzymać cię z daleka od tej części mojego życia, ale chyba jednak to nieuniknione. Powinnaś jednak wiedzieć, że przy mnie nic ci nie grozi i po prostu nie powinnaś się zapuszczać sama w takie miejsca – oznajmiłem. - Handlarze narkotyków i przestępcy są wszędzie i przed tym nie uciekniesz.
-Chcesz mi powiedzieć, że to tym się zajmujesz? - spytała cicho, a na jej twarzy mogłem zaobserwować zmieszanie i konsternację.
-Choler.a, tak. Nie chciałem żebyś zaprzątała sobie tym głowę, nie chciałem cię w to wciągać, ale cho.lera chyba ukrywanie tego przed tobą dalej nie ma najmniejszego sensu -stwierdziłem.
Isabella?
-Będziesz po prostu głupia, jeśli wyjedziesz – odparłem chłodno.
-W takim razie najwyraźniej jestem głupia – mruknęła pod nosem, bawiąc się i splatając swoje palce.
-Masz tu cholernie dobre warunku rozwoju i chcesz to rzucić przez moje skomplikowane znajomości, na które przez przypadek się natknęłaś? - prychnąłem. - To głupota Isabello – syknąłem.
-Przeraża mnie to wszystko, rozumiesz Tyler?... - zawołała, jednak głos jej się załamał.
-Posłuchaj, usiłowałem trzymać cię z daleka od tej części mojego życia, ale chyba jednak to nieuniknione. Powinnaś jednak wiedzieć, że przy mnie nic ci nie grozi i po prostu nie powinnaś się zapuszczać sama w takie miejsca – oznajmiłem. - Handlarze narkotyków i przestępcy są wszędzie i przed tym nie uciekniesz.
-Chcesz mi powiedzieć, że to tym się zajmujesz? - spytała cicho, a na jej twarzy mogłem zaobserwować zmieszanie i konsternację.
-Choler.a, tak. Nie chciałem żebyś zaprzątała sobie tym głowę, nie chciałem cię w to wciągać, ale cho.lera chyba ukrywanie tego przed tobą dalej nie ma najmniejszego sensu -stwierdziłem.
Isabella?
niedziela, 27 maja 2018
Od Isabelli cd Tylera
Gdy tylko zorientowałam się co tak na prawdę się stało, w oku zakręciła mi się łza. Bez namysłu, wtuliłam się w chłopaka i zamknęłam oczy. Zdziwiła mnie jedna rzecz, od jakiegoś czasu Tyler działał na mnie uspokajająco. Jak do tego doszło i dlaczego mu zaufałam, nigdy nie wyjaśnię. W każdym razie, poczułam się lepiej. Wytarłam łzy w jego koszulkę, czując się przy tym jak totalna debilka. Chłopak delikatnie jeździł palcami po moich plecach, co sprawiało mi dość miłe uczucie bezpieczeństwa. Po kilku minutach postanowiłam się odezwać.
-Po co tu przyszedłeś?... - Zapytałam zachowując kamienną twarz.
-Martwiłem się. To źle? - Mruknął.
Zostawiłam to pytanie bez odpowiedzi i powoli wstałam z kanapy.
-Chcesz coś do picia?... -
-Może być herbata - Westchnął cicho i spojrzał na mnie.
Powlekłam się w stronę kuchni a następnie wlałam trochę wody do czajnika. Po zagotowaniu się wody, zalałam nią torebkę umieszczoną w moim ulubionym kubku. Gdy skończyłam, zaniosłam chłopakowi napój.
-Dziękuję bardzo - Powiedział odbierając odemnie kubek.
-Nie ma problemu... - Usiadłam na fotelu wpatrując się w Tylera.
-No to skoro mam trochę czasu... Kiedy w końcu wyjdziesz na świeże powietrze, pójdziesz na lekcję tańca, poruszasz się trochę na siłowni, wrócisz na uczelnię? - Zapytał biorąc łyk herbaty.
-Jak wrócę do mojego rodzinnego domu to do tego wrócę... Postanowiłam wyjechać do Exeter... - Mruknęłam.
Tyler?
-Po co tu przyszedłeś?... - Zapytałam zachowując kamienną twarz.
-Martwiłem się. To źle? - Mruknął.
Zostawiłam to pytanie bez odpowiedzi i powoli wstałam z kanapy.
-Chcesz coś do picia?... -
-Może być herbata - Westchnął cicho i spojrzał na mnie.
Powlekłam się w stronę kuchni a następnie wlałam trochę wody do czajnika. Po zagotowaniu się wody, zalałam nią torebkę umieszczoną w moim ulubionym kubku. Gdy skończyłam, zaniosłam chłopakowi napój.
-Dziękuję bardzo - Powiedział odbierając odemnie kubek.
-Nie ma problemu... - Usiadłam na fotelu wpatrując się w Tylera.
-No to skoro mam trochę czasu... Kiedy w końcu wyjdziesz na świeże powietrze, pójdziesz na lekcję tańca, poruszasz się trochę na siłowni, wrócisz na uczelnię? - Zapytał biorąc łyk herbaty.
-Jak wrócę do mojego rodzinnego domu to do tego wrócę... Postanowiłam wyjechać do Exeter... - Mruknęłam.
Tyler?
czwartek, 24 maja 2018
Od Tylera cd Issabelli
Wszedłem do mieszkania dziewczyny, gdy tylko usłyszałem jej zawołanie, niepokoiło mnie, iż nie odzywała się od jakiegoś czasu, nie odpowiadała na sms. Zdjąłem buty i po wejściu w głąb mieszkania zobaczyłem ją leżącą pod kocem na kanapie, wyglądała na zmęczoną, smutną i nieco przestraszoną. Uśmiechnąłem się do niej ciepło i usiadłem obok niej.
-Czemu nie dajesz znaku życia? - spytałem.
-Nie wiem, ja… chyba nie powinnam była przyjeżdżać tutaj – mruknęła cicho.
Spojrzałem w jej oczy i westchnąłem cicho.
-Dlaczego? O co chodzi Isabello? - zapytałem.
-Ja się boję po prostu, Tyler – jęknęła.
-Nie masz się czego bać, mała – odparłem.
-Tamta ostatnia sytuacja… - zaczęła, jednak głos jej się załamał i zamilkła.
Spojrzałem na nią, wyglądała w tej chwili strasznie smutno, o ile było to właściwym określeniem dla jej aktualnego stanu. Po krótkim zawahaniu, przyciągnąłem ją do siebie i zamknąłem w szczelnym uścisku.
-Jestem tu z tobą, nie masz się czego bać, kochana – powtórzyłem.
Isabella?
-Czemu nie dajesz znaku życia? - spytałem.
-Nie wiem, ja… chyba nie powinnam była przyjeżdżać tutaj – mruknęła cicho.
Spojrzałem w jej oczy i westchnąłem cicho.
-Dlaczego? O co chodzi Isabello? - zapytałem.
-Ja się boję po prostu, Tyler – jęknęła.
-Nie masz się czego bać, mała – odparłem.
-Tamta ostatnia sytuacja… - zaczęła, jednak głos jej się załamał i zamilkła.
Spojrzałem na nią, wyglądała w tej chwili strasznie smutno, o ile było to właściwym określeniem dla jej aktualnego stanu. Po krótkim zawahaniu, przyciągnąłem ją do siebie i zamknąłem w szczelnym uścisku.
-Jestem tu z tobą, nie masz się czego bać, kochana – powtórzyłem.
Isabella?
piątek, 18 maja 2018
Od Isabelli cd Tylera
-Myślę, że tak – Powiedziałam i spojrzałam przez okno.
-Mówiłem ci przecież, że to nie jest bezpieczna okolica – Mruknął chłopak.
-Byłam tylko na spacerze i po małe zakupy – Szeptałam nie odrywając głowy od okna. -Chcę już wracać do domu –
-No dobrze. Ale nie przychodź tu więcej – Odparł a następnie odpalił silnik.
-Spróbuję – Odpowiedziałam, praktycznie sama do siebie po czym chłopak dość szybko ruszył.
***
Po nie całych dziesięciu minutach, byliśmy na miejscu. Wysiadłam z samochodu zabierając przy tym zakupy i psa. Po długich namowach Tylera pozwoliłam mu odprowadzić mnie aż do samego wejścia mojego mieszkania. Szczerze mówiąc, dosyć niezręcznie się czułam gdy wjeżdżając windą, czułam na sobie wzrok chłopaka. Gdy w końcu wjechaliśmy na upragnione przeze mnie piętro, powlekłam się w stronę mojego, niedużego miejsca zamieszkania.
-No to w takim razie, do jutra – Powiedział zadowolony chłopak.
-Tak, tak. Do jutra – Westchnęłam wchodząc do mieszkania, zamykając za sobą drzwi.
***
Następnego ranka, obudziłam się około dziewiątej. Nie miałam zamiaru iść na uczelnię... odechciało mi się wychodzić z domu. Spojrzałam na telefon, który pokazywał, iż dostałam jakąś wiadomość. Powoli otworzyłam ją aby zobaczyć kto napisał.
Od: Tyler
Hej Isabella. Dzisiaj też mogę Cię odebrać? Jak tak to o której??
Wyłączyłam komórkę, zostawiając wiadomość bez odpisu. Wstałam powoli i niechętnie poszłam do kuchni aby coś zjeść. Po ogarnięciu swoich naturalnych potrzeb, wzięłam koc i usiadłam na kanapie oplatając się nim. Nie zamierzałam się ruszać. Włączyłam swój ulubiony serial i tak spędziłam kilka godzin.
***
Mijał kolejny dzień odkąd nie wychodziłam z domu. Telefonu nawet nie ruszała. Codziennie działo się to samo, wpadłam w rutynę. O wychodzenie z psem, prosiłam sąsiadów, ponieważ nie byłam w stanie sama tego zrobić. Najzwyczajniej w świecie zaczęłam się bać. Po woli zaczęłam się zastanawiać czy dobrze postąpiłam, przyjeżdżając tu. Może lepiej byłoby zostać w swoim rodzinnym mieście. Przestałam chodzić na uczelnie jak i na lekcje tańca. Odechciało mi się żyć. Z każdym dniem, było mi coraz trudniej a na dodatek źle się czułam. Z rozmyślania wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
-Otwarte – Krzyknęłam z mojego, ostatnio ulubionego miejsca czyli spod koca na kanapie.
Tyler?
-Mówiłem ci przecież, że to nie jest bezpieczna okolica – Mruknął chłopak.
-Byłam tylko na spacerze i po małe zakupy – Szeptałam nie odrywając głowy od okna. -Chcę już wracać do domu –
-No dobrze. Ale nie przychodź tu więcej – Odparł a następnie odpalił silnik.
-Spróbuję – Odpowiedziałam, praktycznie sama do siebie po czym chłopak dość szybko ruszył.
***
Po nie całych dziesięciu minutach, byliśmy na miejscu. Wysiadłam z samochodu zabierając przy tym zakupy i psa. Po długich namowach Tylera pozwoliłam mu odprowadzić mnie aż do samego wejścia mojego mieszkania. Szczerze mówiąc, dosyć niezręcznie się czułam gdy wjeżdżając windą, czułam na sobie wzrok chłopaka. Gdy w końcu wjechaliśmy na upragnione przeze mnie piętro, powlekłam się w stronę mojego, niedużego miejsca zamieszkania.
-No to w takim razie, do jutra – Powiedział zadowolony chłopak.
-Tak, tak. Do jutra – Westchnęłam wchodząc do mieszkania, zamykając za sobą drzwi.
***
Następnego ranka, obudziłam się około dziewiątej. Nie miałam zamiaru iść na uczelnię... odechciało mi się wychodzić z domu. Spojrzałam na telefon, który pokazywał, iż dostałam jakąś wiadomość. Powoli otworzyłam ją aby zobaczyć kto napisał.
Od: Tyler
Hej Isabella. Dzisiaj też mogę Cię odebrać? Jak tak to o której??
Wyłączyłam komórkę, zostawiając wiadomość bez odpisu. Wstałam powoli i niechętnie poszłam do kuchni aby coś zjeść. Po ogarnięciu swoich naturalnych potrzeb, wzięłam koc i usiadłam na kanapie oplatając się nim. Nie zamierzałam się ruszać. Włączyłam swój ulubiony serial i tak spędziłam kilka godzin.
***
Mijał kolejny dzień odkąd nie wychodziłam z domu. Telefonu nawet nie ruszała. Codziennie działo się to samo, wpadłam w rutynę. O wychodzenie z psem, prosiłam sąsiadów, ponieważ nie byłam w stanie sama tego zrobić. Najzwyczajniej w świecie zaczęłam się bać. Po woli zaczęłam się zastanawiać czy dobrze postąpiłam, przyjeżdżając tu. Może lepiej byłoby zostać w swoim rodzinnym mieście. Przestałam chodzić na uczelnie jak i na lekcje tańca. Odechciało mi się żyć. Z każdym dniem, było mi coraz trudniej a na dodatek źle się czułam. Z rozmyślania wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
-Otwarte – Krzyknęłam z mojego, ostatnio ulubionego miejsca czyli spod koca na kanapie.
Tyler?
Subskrybuj:
Posty (Atom)