niedziela, 27 października 2019
piątek, 25 października 2019
Od Lashiti cd Xaviera
Uśmiechnęłam się do chłopaka i dałam mu buziaka w policzek, po czym
ruszyłam się przebrać w jakieś sportowe ubrania. Szybko takowe
znalazłam, sportowy szary stanik, a do tego długie pod kolor legginsy,
spięłam włosy w kucyk, by było mi znacznie wygodniej i sprawdziłam swoje
kostki, przypomniały mi się czasy, gdy rodzice zapisali nas na
wszystkie zajęcia z samoobrony, czy to karate, aikido, jujutsu,
taekwondo, kenjutsu, box oraz naprawdę o wiele więcej tego było. Różne
pozycje, a spranie takiego bez miecza, albo broni, bądź z bronią oraz na
pięści nie stanowiło żadnego problemu. Wręcz podziwianie i szacunek był
tutaj murowany, jednakże nie chciałam pokazać mu, że znam tak wiele
różnych stylów walki więc, in mi coś pokaże i może jakoś coś z tego
wyjdzie.
Na początek pokazał mi kilka ruchów do samoobrony, bezwstydnie skopałam mu tyłek, dalej jednak szło z płatka, przez długie godziny pokazywał mi różne pozy i ruchy, w tym z kijem bądź na pięści, naprawdę mnie to uszczęśliwiło. Jednakże to, co dalej się wydarzyło między nami, stało się nieco lepsze, to najpierw na sali, potem pod prysznicem, aż w końcu w łóżku. Padłam zmęczona i zasnęłam od razu, tak mnie, wymęczył, że nie miałam siły, jednak to i tak było milutkie z jego strony, że się tak mną zajął. Jednakże, gdy wstałam pierwsza, chciałam się czegoś napić, oraz telefon mi wibrował, Na początek wzięłam prysznic, by dokładnie się odświeżyć, ogarnęłam się w miarę szybko, czyli mianowicie, ubrałam, wytarłam i rozczesałam włosy, w tym je lekko podsuszyłam. Zabrałam telefon i wyszłam cicho z pokoju, bo chłopak, akurat jeszcze spał. Oddzwoniłam, biorąc wodę, zaczęłam rozmawiać, aż w końcu wiadomość mnie zdruzgotała.
Śmierć Luny, chciałam wiedzieć wszystko, była na wycieczce i miała wypadek, trafiła do szpitala, tam była stabilna, jednakże nagle się pogorszył jej stan. Została zamordowana w ramach zemsty. Wkurwiona ścisnęłam butelkę w dłoni i zaczęłam z nimi rozmawiać, oczywiście, że większość hakerów, którzy mi podlegają oraz informatorów, zebrało całkiem niezłe informacje, zdjęcia, powiedziałam gdzie zabrać ciało Luny, by nikt jej nie widział. Nie chciałam tego rozgłaszać w prasie, czy na świecie, nie dam im tego. Będą błagać o życie, które stracą w okrutny sposób, tak samo, jak ich rodziny. Jestem nietykalna, tak samo osoby, z którymi współpracuje. Nie mają jak mi poskoczyć, jednak zaatakować rodzinę, to cios powyżej pasa. Czegoś takiego się nie wybacza, czas na zemstę.
Gdy się rozłączyłam, wytarłam łzy, oraz spojrzałam w lustro, by nic po sobie nie dać poznać. Wyjęłam laptopa i zaczęłam pracować, a dokładniej planować co dalej pisałam szyfrem, który wymyśliłam z siostrą. Będę musiała ją skremować i udać, że wyjechała na drugi kraniec świata. Byleby nikt się nie dowiedział ani rodzice, ani Xav o tym. Nie mogą, po prostu to by zabiło rodziców, a ja tego nie chce, już wole, by wierzyli, że ona żyje. Najwyżej będę ich okłamywać do końca życia, jednakże tak będzie zdecydowanie lepiej, a Xavowi nie chce mówić, bo potrzebuje być zła, jego osoba jest dobra, ale sama muszę się tym zając, nie mogę na nim ciągle polegać, oraz nie mogę robić mu problemów.
On niedługo potem wstał, zrobił śniadanie, a wieczorem się spakowaliśmy i wróciliśmy do domu. Zabrał psa, pożegnałam się z nim i wrócił do domu, a ja co zrobiłam na wejściu, sprawdziłam, kto jest, wszyscy byli, poszłam po dwa maluchy na górę, zobaczyłam co z nimi. Smacznie spały, dlatego też przygotowałam im jedzenie i picie, gdyby się obudziły. Zanim zeszłam, przebrałam się i sprawdziłam, czy przypadkiem nie jestem w ciąży, jednak jak spojrzałam na wskaźnika, oba wskazywały na dodatni. To jednak na inny raz, teraz mam ważniejsze sprawy na głowie i to dosłownie, gdy wróciłam do swoich. Mój gabinet się powiększył, a dokładniej nieco go zwiększyłam, by więcej osób się zmieściło. Z mojego domu zrobiłam fortece, hakerzy mieli swoje miejsce, o którym tylko ja wiedziałam, także mieli prywatność i nikt nic nie wiedział.
Późna pora, ale pojechałam zobaczyć się z siostrą, siedziałam przy nim do południa, po prostu nie umiałam uwierzyć, udało mi się pożegnać. Po czym zezwoliłam na kremacje. Znajomym hakerom powiedziałam, by wybrali jakieś dalekie miejsce i tam zapłacili karta kredytową dziewczyny. Moi ludzie, byli nawet w szpitalu, czy też na lotnisku, także wszystko zostało załatwione, zabrałam urnę do domu i ułożyłam ją w gabinecie, dokładniej schowałam, by zawsze była ze mną. Zaczęłam więc wszystko planować dokładnie, by wyszło jak najlepiej, w tym kilka planów dodatkowych, wszystkie informacje, mają być zebrane o tych, co planowali, całą siatkę odkryć, nie mieli nic wspólnego z Xavierem, wysłałam dziewczynę do klubu na zastępstwo, światowej klasy barmanka, także mam alibi i może jakoś to wyjdzie, jednak muszę uważać, by on niczego nie podejrzewał, znam sposoby, przed siostrą i rodziną to ukrywałam, tak samo przed wszystkimi, którzy żyli dobrze i normalnie. Udało mi się ich na początek wrobić w kilka napadów, byli tam akurat, anonimowo cynki były dane, by ich podburzyć, dodatkowo, podać informacje, że mają szpiega. Rozwalić ich jednak to za mało, trzeba zabić i dowiedzieć się kto to zlecił, a potem po torturować i zniszczyć.
Pisałam na komputerze, nawet nie wiedziałam, że zaczął się kolejny dzień, wstałam z fotela i ruszyłam się odświeżyć do łazienki, potem ubrałam się i udałam do jadalni, kilka osób właśnie jadło śniadanie, w tym dwie osoby trzymały tygryski na kolanach i się z nimi bawili, uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść, choć nagłe powiadomienie, oderwało mnie od śniadania, ponieważ musiałam wyjść przed dom. Gdy już wyszłam, zobaczyłam, jak Xavier opiera się o samochód i czeka. Podeszłam do niego i się uśmiechnęłam.
- Hejka, co cię sprowadza. To chyba coś poważnego, co się dzieje? - spytałam, bo po nim było to widać, że coś się wydarzyło.
Xavier?
Na początek pokazał mi kilka ruchów do samoobrony, bezwstydnie skopałam mu tyłek, dalej jednak szło z płatka, przez długie godziny pokazywał mi różne pozy i ruchy, w tym z kijem bądź na pięści, naprawdę mnie to uszczęśliwiło. Jednakże to, co dalej się wydarzyło między nami, stało się nieco lepsze, to najpierw na sali, potem pod prysznicem, aż w końcu w łóżku. Padłam zmęczona i zasnęłam od razu, tak mnie, wymęczył, że nie miałam siły, jednak to i tak było milutkie z jego strony, że się tak mną zajął. Jednakże, gdy wstałam pierwsza, chciałam się czegoś napić, oraz telefon mi wibrował, Na początek wzięłam prysznic, by dokładnie się odświeżyć, ogarnęłam się w miarę szybko, czyli mianowicie, ubrałam, wytarłam i rozczesałam włosy, w tym je lekko podsuszyłam. Zabrałam telefon i wyszłam cicho z pokoju, bo chłopak, akurat jeszcze spał. Oddzwoniłam, biorąc wodę, zaczęłam rozmawiać, aż w końcu wiadomość mnie zdruzgotała.
Śmierć Luny, chciałam wiedzieć wszystko, była na wycieczce i miała wypadek, trafiła do szpitala, tam była stabilna, jednakże nagle się pogorszył jej stan. Została zamordowana w ramach zemsty. Wkurwiona ścisnęłam butelkę w dłoni i zaczęłam z nimi rozmawiać, oczywiście, że większość hakerów, którzy mi podlegają oraz informatorów, zebrało całkiem niezłe informacje, zdjęcia, powiedziałam gdzie zabrać ciało Luny, by nikt jej nie widział. Nie chciałam tego rozgłaszać w prasie, czy na świecie, nie dam im tego. Będą błagać o życie, które stracą w okrutny sposób, tak samo, jak ich rodziny. Jestem nietykalna, tak samo osoby, z którymi współpracuje. Nie mają jak mi poskoczyć, jednak zaatakować rodzinę, to cios powyżej pasa. Czegoś takiego się nie wybacza, czas na zemstę.
Gdy się rozłączyłam, wytarłam łzy, oraz spojrzałam w lustro, by nic po sobie nie dać poznać. Wyjęłam laptopa i zaczęłam pracować, a dokładniej planować co dalej pisałam szyfrem, który wymyśliłam z siostrą. Będę musiała ją skremować i udać, że wyjechała na drugi kraniec świata. Byleby nikt się nie dowiedział ani rodzice, ani Xav o tym. Nie mogą, po prostu to by zabiło rodziców, a ja tego nie chce, już wole, by wierzyli, że ona żyje. Najwyżej będę ich okłamywać do końca życia, jednakże tak będzie zdecydowanie lepiej, a Xavowi nie chce mówić, bo potrzebuje być zła, jego osoba jest dobra, ale sama muszę się tym zając, nie mogę na nim ciągle polegać, oraz nie mogę robić mu problemów.
On niedługo potem wstał, zrobił śniadanie, a wieczorem się spakowaliśmy i wróciliśmy do domu. Zabrał psa, pożegnałam się z nim i wrócił do domu, a ja co zrobiłam na wejściu, sprawdziłam, kto jest, wszyscy byli, poszłam po dwa maluchy na górę, zobaczyłam co z nimi. Smacznie spały, dlatego też przygotowałam im jedzenie i picie, gdyby się obudziły. Zanim zeszłam, przebrałam się i sprawdziłam, czy przypadkiem nie jestem w ciąży, jednak jak spojrzałam na wskaźnika, oba wskazywały na dodatni. To jednak na inny raz, teraz mam ważniejsze sprawy na głowie i to dosłownie, gdy wróciłam do swoich. Mój gabinet się powiększył, a dokładniej nieco go zwiększyłam, by więcej osób się zmieściło. Z mojego domu zrobiłam fortece, hakerzy mieli swoje miejsce, o którym tylko ja wiedziałam, także mieli prywatność i nikt nic nie wiedział.
Późna pora, ale pojechałam zobaczyć się z siostrą, siedziałam przy nim do południa, po prostu nie umiałam uwierzyć, udało mi się pożegnać. Po czym zezwoliłam na kremacje. Znajomym hakerom powiedziałam, by wybrali jakieś dalekie miejsce i tam zapłacili karta kredytową dziewczyny. Moi ludzie, byli nawet w szpitalu, czy też na lotnisku, także wszystko zostało załatwione, zabrałam urnę do domu i ułożyłam ją w gabinecie, dokładniej schowałam, by zawsze była ze mną. Zaczęłam więc wszystko planować dokładnie, by wyszło jak najlepiej, w tym kilka planów dodatkowych, wszystkie informacje, mają być zebrane o tych, co planowali, całą siatkę odkryć, nie mieli nic wspólnego z Xavierem, wysłałam dziewczynę do klubu na zastępstwo, światowej klasy barmanka, także mam alibi i może jakoś to wyjdzie, jednak muszę uważać, by on niczego nie podejrzewał, znam sposoby, przed siostrą i rodziną to ukrywałam, tak samo przed wszystkimi, którzy żyli dobrze i normalnie. Udało mi się ich na początek wrobić w kilka napadów, byli tam akurat, anonimowo cynki były dane, by ich podburzyć, dodatkowo, podać informacje, że mają szpiega. Rozwalić ich jednak to za mało, trzeba zabić i dowiedzieć się kto to zlecił, a potem po torturować i zniszczyć.
Pisałam na komputerze, nawet nie wiedziałam, że zaczął się kolejny dzień, wstałam z fotela i ruszyłam się odświeżyć do łazienki, potem ubrałam się i udałam do jadalni, kilka osób właśnie jadło śniadanie, w tym dwie osoby trzymały tygryski na kolanach i się z nimi bawili, uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść, choć nagłe powiadomienie, oderwało mnie od śniadania, ponieważ musiałam wyjść przed dom. Gdy już wyszłam, zobaczyłam, jak Xavier opiera się o samochód i czeka. Podeszłam do niego i się uśmiechnęłam.
- Hejka, co cię sprowadza. To chyba coś poważnego, co się dzieje? - spytałam, bo po nim było to widać, że coś się wydarzyło.
Xavier?
Odeszła!
Ukochana córka, siostra i niezwykła kobieta oraz wariatka z piekła rodem, której trudno było odmawiać.
Rudzielec, bo tak też była nazywana przez siostrę, żyła długie 19 lat, mimo młodego wieku, jej osobowość i to jak przyciągała do siebie ludzi było czymś co wyróżniało zmarłą. Zawsze pełno było jej w domu, chętnie opowiadała o wszystkim, a nawet powodowała problemy, które jej siostra musiała rozwiązywać. Shake truskawkowe to co naprawdę lubiła, łucznictwo, w tym sporcie nie miała sobie równych, a jej dwa tygryski będą płakać, że mama nie przyjechała do domu.
Zawsze ale to zawsze pozostanie w mej pamięci tak wyjątkowa i rzadko spotykana osoba
czwartek, 24 października 2019
Od Joe`ego cd Juliette
Odstawiłem Juliette na uczelnię i pojechałem do pracy. Dziewczyna
uparcie nie chciała opuścić moich myśli. Póki siedziałem bezczynnie,
grzebiąc przy jakichś projektach tatuaży, nie mogłem skupić swoich
myśli. W końcu przyszedł jednak klient na finalną sesję zakończenia jego
rękawu na ręce, z którego swoją drogą byłem bardzo dumny. Oczywiście
efekt końcowy uwieczniłem na zdjęciu i opublikowałem na instagramie
naszego salonu. W końcu, kiedy miałem już w ręce telefon postanowiłem
zaproponować niedawno poznanej dziewczynie kawę. Odnalazłem właściwy
numer, pośród kontaktów i zacząłem wystukiwać sms zawierający propozycję
wypicia wspólnej kawy. Wiadomość z odpowiedzią przyszła niewiele
później. Oczywiście była ona twierdząca. Umówiliśmy się niedługo po
mojej pracy, dlatego mogłem jechać prosto na miejsce. Ucieszony takim
obrotem sprawy odłożyłem telefon i zacząłem rozmowę z klientem, który
przyszedł umówić się na swój pierwszy w życiu tatuaż i dowiedzieć się o
takim procesie nieco więcej. W końcu opuściłem salon, usatysfakcjonowany
dzisiejszym dniem. Wsiadłem do samochodu zaparkowanego na ulicy i
udałem się w umówione miejsce, gdzie jak się okazało dziewczyna już na
mnie czekała.
-Hej, przepraszam jeśli długo czekasz, ale ruch w tym mieście to jakiś żart – oznajmiłem lekko zakłopotany, siadając naprzeciwko niej.
-Żaden problem, miło cię znowu widzieć – odparła, uśmiechając się w moją stronę.
-Czego się napijesz? Ja stawiam – zapytałem.
-Nie trzeba – westchnęła.
-Nie daj się prosić. Mam dziś naprawdę dobry humor po bardzo udanym tatuażu. Dawno nic mi tak dobrze nie wyszło – powiedziałem, posyłając jej ciepły uśmiech.
-No skoro tak, to niech będzie karmelowa latte – stwierdziła po chwili obserwowania menu.
-Jak sobie życzysz.
Wstałem od stolika i udałem się do kasy, aby złożyć zamówienie. Oprócz kaw stwierdziłem, że dobrym pomysłem będzie jeszcze ciasto cytrynowe, które mają tutaj niesamowicie dobre. Doskonale pamiętam, jak jadłem je po raz pierwszy i jak czasem bywałem tu z babcią. Po krótkiej chwili wróciłem do dziewczyny.
-Masz może, zdjęcie tego, z czego jesteś taki dumny? - zapytała, spoglądając na mnie z zaciekawieniem.
Uśmiechnąłem się w jej stronę, wyciągając telefon z kieszeni spodni. Odnalazłem odpowiednie zdjęcie i wysunąłem urządzenie w kierunku dziewczyny.
Juliette?
-Hej, przepraszam jeśli długo czekasz, ale ruch w tym mieście to jakiś żart – oznajmiłem lekko zakłopotany, siadając naprzeciwko niej.
-Żaden problem, miło cię znowu widzieć – odparła, uśmiechając się w moją stronę.
-Czego się napijesz? Ja stawiam – zapytałem.
-Nie trzeba – westchnęła.
-Nie daj się prosić. Mam dziś naprawdę dobry humor po bardzo udanym tatuażu. Dawno nic mi tak dobrze nie wyszło – powiedziałem, posyłając jej ciepły uśmiech.
-No skoro tak, to niech będzie karmelowa latte – stwierdziła po chwili obserwowania menu.
-Jak sobie życzysz.
Wstałem od stolika i udałem się do kasy, aby złożyć zamówienie. Oprócz kaw stwierdziłem, że dobrym pomysłem będzie jeszcze ciasto cytrynowe, które mają tutaj niesamowicie dobre. Doskonale pamiętam, jak jadłem je po raz pierwszy i jak czasem bywałem tu z babcią. Po krótkiej chwili wróciłem do dziewczyny.
-Masz może, zdjęcie tego, z czego jesteś taki dumny? - zapytała, spoglądając na mnie z zaciekawieniem.
Uśmiechnąłem się w jej stronę, wyciągając telefon z kieszeni spodni. Odnalazłem odpowiednie zdjęcie i wysunąłem urządzenie w kierunku dziewczyny.
Juliette?
Od Gwen cd Patrica
Przeciągnęłam się lekko, po czym podniosłam się z łóżka, zarzucając
na siebie szlafrok. Podeszłam do komody z której wyjęłam czyste majtki.
Szybko ogarnęłam się szybko i ruszyłam do kuchni. Uśmiechnęłam się
krótko przystając w progu.
-A ty co się szczerzysz? Ubrudziłem się, czy co? -Zapytał chłopak, podnosząc wzrok znad jedzenia.
-Nie, po prostu... Odzwyczaiłam się od takich widoków w mojej kuchni z rana -powiedziałam siadając naprzeciwko niego.
Chłopak zaśmiał się lekko, po czym wrócił do swojego posiłku, ponaglając mnie ręką. Upiłam łyk kawy i zabrałam się za jedzenie. Po skończonym posiłku kazałam mu zostać na miejscu, ja zabrałam się za sprzątanie rzeczy ze stołu. Czułam jego spojrzenie na sobie, gdy schylałam się aby włożyć rzeczy do zmywarki. Cóż nie powiem, aby mój szlafrok dużo zasłaniał. Oczywiście gdy tylko na niego spojrzałam, ten udawał, że wcale nie patrzy. Zaśmiałam się pod nosem. Gdy skończyłam ogarniać kuchnię rozsiadłam się wygodnie na jego kolanach, kładąc jedną rękę na jego karku. Jego dłoń wylądowała na moim odsłoniętym udzie, które zaczął gładzić. Podziękowałam mu za zrobienie śniadania i pocałowałam go krótko w usta. Siedzieliśmy gadając, aż rozległ się dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, gdzie pojawiła się wiadomość od Petera.
-Czy ja mam tylko wrażanie, czy on serio nie wiem, że jesteś zajęta -mruknął drażniąc skórę na mojej szyi nosem.
-A to my jesteśmy ze sobą? -Zapytałam poważnie, mimo że traktowałam je trochę żartobliwie.
-No, a nie -powiedział robiąc głupią minę, zbity z tropu.
-Teoretycznie to nie -odpowiedziałam jeżdżąc ręką po jego brzuchu.
Patric?
-A ty co się szczerzysz? Ubrudziłem się, czy co? -Zapytał chłopak, podnosząc wzrok znad jedzenia.
-Nie, po prostu... Odzwyczaiłam się od takich widoków w mojej kuchni z rana -powiedziałam siadając naprzeciwko niego.
Chłopak zaśmiał się lekko, po czym wrócił do swojego posiłku, ponaglając mnie ręką. Upiłam łyk kawy i zabrałam się za jedzenie. Po skończonym posiłku kazałam mu zostać na miejscu, ja zabrałam się za sprzątanie rzeczy ze stołu. Czułam jego spojrzenie na sobie, gdy schylałam się aby włożyć rzeczy do zmywarki. Cóż nie powiem, aby mój szlafrok dużo zasłaniał. Oczywiście gdy tylko na niego spojrzałam, ten udawał, że wcale nie patrzy. Zaśmiałam się pod nosem. Gdy skończyłam ogarniać kuchnię rozsiadłam się wygodnie na jego kolanach, kładąc jedną rękę na jego karku. Jego dłoń wylądowała na moim odsłoniętym udzie, które zaczął gładzić. Podziękowałam mu za zrobienie śniadania i pocałowałam go krótko w usta. Siedzieliśmy gadając, aż rozległ się dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, gdzie pojawiła się wiadomość od Petera.
-Czy ja mam tylko wrażanie, czy on serio nie wiem, że jesteś zajęta -mruknął drażniąc skórę na mojej szyi nosem.
-A to my jesteśmy ze sobą? -Zapytałam poważnie, mimo że traktowałam je trochę żartobliwie.
-No, a nie -powiedział robiąc głupią minę, zbity z tropu.
-Teoretycznie to nie -odpowiedziałam jeżdżąc ręką po jego brzuchu.
Patric?
Od Scotta cd Caroline
-Oj tam, są bardziej stresujące sytuacje -powiedziałem. -No chyba, że
masz fobię społeczną. To wtedy faktycznie, to może być najbardziej
stresująca sprawa.
-Nie no, aż tak źle nie jest -zaśmiała się. -Ale zawsze chcę zrobić dobre wrażenie i strasznie się tym przejmuję.
-Aj tam nie ma się co przejmować i tak większość jest wpatrzona w siebie tak, że nie widzą nikogo poza sobą.
Przeprosiłem dziewczynę i wyszedłem zapalić. Do końca dnia nie mieliśmy za dużo czasu na gadanie. Czas gonił, a wszystko szło jak krew z nosa. Skończyliśmy późnym wieczorem, więc od razu powróciliśmy do domów. Przez następne dni nie mieliśmy zbyt wiele czasu na gadanie, gdyż mieliśmy straszliwie napięty grafik. W dodatku nie miałem zbyt dużych chęci na jakiekolwiek kontakty. Nie ukrywam, że rozstanie wciąż dawało mi w kość. Jednak w wolnych chwilach zamieniliśmy parę zdań z Caroline. Rozsiadłem się wygodnie na zewnątrz odpalając papierosa. W międzyczasie odezwał się mój telefon. Uśmiechnąłem się lekko widząc zdjęcie małej.
-A co to za maleństwo -rozległ się głos nade mną.
-Ładnie to tak komuś zaglądać? -Prychnąłem z lekkim uśmiechem. -Moja córka.
-To z jej matką się rozstałeś, tak? -Zapytała przysiadając obok mnie.
-Nie o nią chodzi, to bardziej skomplikowane -mruknąłem jedynie.
Całę szczęście dziewczyna nie drążyła tematu, a ja naprawdę nie miałem ochoty gadać o tym. W końcu zakończyliśmy zdjęcia i następne miały odbyć się już w Nowym Jorku.
Na planie siedzieliśmy już ponad pół dnia. W końcu nadeszła wyczekiwana przerwa, więc złapałem paczkę z papierosami i wyszedłem na zewnątrz.
-Ciebie to na węch niedługo da się wyczuć od tych fajek -powiedziała Carol stając obok i kończąc pisać wiadomość.
-Często to słyszę, ale tego nie zmienię -odpowiedziałem przymykając oczy. -Padam mimo że nie jesteśmy nawet w połowie tego, co mam dziś nagrać.
-Mnie zaraz coś trafi jeśli Nathan w końcu się nie ogarnie.
-A weź mi nawet o nim nie wspominaj -prychnąłem, po czym skupiłem wzrok na zbliżającej się postaci.
No tak, przecież nie ma miejsc, w które nie dostanie się moja droga Hai.
Caroline?
-Nie no, aż tak źle nie jest -zaśmiała się. -Ale zawsze chcę zrobić dobre wrażenie i strasznie się tym przejmuję.
-Aj tam nie ma się co przejmować i tak większość jest wpatrzona w siebie tak, że nie widzą nikogo poza sobą.
Przeprosiłem dziewczynę i wyszedłem zapalić. Do końca dnia nie mieliśmy za dużo czasu na gadanie. Czas gonił, a wszystko szło jak krew z nosa. Skończyliśmy późnym wieczorem, więc od razu powróciliśmy do domów. Przez następne dni nie mieliśmy zbyt wiele czasu na gadanie, gdyż mieliśmy straszliwie napięty grafik. W dodatku nie miałem zbyt dużych chęci na jakiekolwiek kontakty. Nie ukrywam, że rozstanie wciąż dawało mi w kość. Jednak w wolnych chwilach zamieniliśmy parę zdań z Caroline. Rozsiadłem się wygodnie na zewnątrz odpalając papierosa. W międzyczasie odezwał się mój telefon. Uśmiechnąłem się lekko widząc zdjęcie małej.
-A co to za maleństwo -rozległ się głos nade mną.
-Ładnie to tak komuś zaglądać? -Prychnąłem z lekkim uśmiechem. -Moja córka.
-To z jej matką się rozstałeś, tak? -Zapytała przysiadając obok mnie.
-Nie o nią chodzi, to bardziej skomplikowane -mruknąłem jedynie.
Całę szczęście dziewczyna nie drążyła tematu, a ja naprawdę nie miałem ochoty gadać o tym. W końcu zakończyliśmy zdjęcia i następne miały odbyć się już w Nowym Jorku.
Na planie siedzieliśmy już ponad pół dnia. W końcu nadeszła wyczekiwana przerwa, więc złapałem paczkę z papierosami i wyszedłem na zewnątrz.
-Ciebie to na węch niedługo da się wyczuć od tych fajek -powiedziała Carol stając obok i kończąc pisać wiadomość.
-Często to słyszę, ale tego nie zmienię -odpowiedziałem przymykając oczy. -Padam mimo że nie jesteśmy nawet w połowie tego, co mam dziś nagrać.
-Mnie zaraz coś trafi jeśli Nathan w końcu się nie ogarnie.
-A weź mi nawet o nim nie wspominaj -prychnąłem, po czym skupiłem wzrok na zbliżającej się postaci.
No tak, przecież nie ma miejsc, w które nie dostanie się moja droga Hai.
Caroline?
Od Hailey cd Scotta
Położyłam swoją rękę na jego karku, zbliżając się jeszcze nieco do
niego. Moja skóra zetknęła się z jego przemoczonymi od leżenia w wannie
spodniami. Odsunęłam się nieco od niego, wolną ręka odpinając jego
pasek.
-Masz mokre spodnie, słońce – oznajmiłam, równie szybko rozprawiając się z guzkiem i rozporkiem.
Chłopak uśmiechnął się w moją stronę, ponownie całując moje usta. Jego dłonie lekko ścisnęły moje pośladki, na co wydałam z siebie cichy jęk. Chłopak złapał mnie pewniej, po czym podsadził, pozwalając mi usiąść na łazienkowym blacie. Objęłam go nogami, a rękoma ujęłam jego twarz nachylając się do niego i całując. Po chwili Scott przeniósł swoje pocałunki na mój dekolt, korzystając z tego, iż jestem teraz nieco wyżej. Dłonią trzymałam biceps chłopaka, w który wbijałam swoje paznokcie. Nagle poczułam jak jedna z jego rąk dobiera się do zapięcia mojego stanika. Uśmiechnęłam się pod nosem, ściągając go do końca i dając Scottowi większe pole do popisu. Jedną z dłoni ścisnął moją pierś.
-Chodźmy stąd – szepnęłam.
Nie musiałam dwa razy powtarzać, gdyż chłopak już po chwili podniósł mnie i ruszył ze mną w kierunku sypialni. Wylądowałam na łóżku, a chłopak nade mną. Scott pocałował mnie przelotnie w usta, o czym zaczął schodzić pocałunkami w dół mojego ciała, zaczynając od szyi. Jego dłonie błądziły po moim ciele, podobnie jak usta, które swoją podróż zakończyły przy gumce moich majtek. Scott posłał mi pytające spojrzenie, jakby chcąc upewnić się, że może się ich pozbyć. Kiwnęłam głową na znak zgody, a moja bielizna w ciągu krótkiej chwili wylądowała gdzieś na podłodze.
Scott?
-Masz mokre spodnie, słońce – oznajmiłam, równie szybko rozprawiając się z guzkiem i rozporkiem.
Chłopak uśmiechnął się w moją stronę, ponownie całując moje usta. Jego dłonie lekko ścisnęły moje pośladki, na co wydałam z siebie cichy jęk. Chłopak złapał mnie pewniej, po czym podsadził, pozwalając mi usiąść na łazienkowym blacie. Objęłam go nogami, a rękoma ujęłam jego twarz nachylając się do niego i całując. Po chwili Scott przeniósł swoje pocałunki na mój dekolt, korzystając z tego, iż jestem teraz nieco wyżej. Dłonią trzymałam biceps chłopaka, w który wbijałam swoje paznokcie. Nagle poczułam jak jedna z jego rąk dobiera się do zapięcia mojego stanika. Uśmiechnęłam się pod nosem, ściągając go do końca i dając Scottowi większe pole do popisu. Jedną z dłoni ścisnął moją pierś.
-Chodźmy stąd – szepnęłam.
Nie musiałam dwa razy powtarzać, gdyż chłopak już po chwili podniósł mnie i ruszył ze mną w kierunku sypialni. Wylądowałam na łóżku, a chłopak nade mną. Scott pocałował mnie przelotnie w usta, o czym zaczął schodzić pocałunkami w dół mojego ciała, zaczynając od szyi. Jego dłonie błądziły po moim ciele, podobnie jak usta, które swoją podróż zakończyły przy gumce moich majtek. Scott posłał mi pytające spojrzenie, jakby chcąc upewnić się, że może się ich pozbyć. Kiwnęłam głową na znak zgody, a moja bielizna w ciągu krótkiej chwili wylądowała gdzieś na podłodze.
Scott?
Od Juliette Cd Joe
- O, dzień dobry! - zawołałam, gdy rozpoznałam chłopaka siedzącego w
aucie. Nie spodziewałam się, że znów na siebie wpadniemy w tak krótkim
okresie czasu.
- Cieplutkiego miejsca w aucie się nie odmawia - oznajmiłam i zajęłam miejsce na siedzeniu obok Joe'ego, układając torbę na kolanach. Jazda przez dłuższą chwilę mijała w ciszy, którą w końcu zdecydowałam się przerwać.
- Studiujesz, pracujesz...?
- Pracuję, jestem tatuażystą - uśmiechnął się pod nosem. Po tonie jego głosu mogłam wyczytać, że na prawdę lubił to, co robił. Sama wychodziłam z takiego założenia, że jeżeli ktoś podejmował się pracy, powinna ona być powiązana z pasją, albo chociaż się nią stać po jakimś czasie. Sama kierowałam się tą zasadą, wybierając kierunek studiów.
- Super zawód. Serio, doceniam. Skoro jesteś tatuażystą, to pewnie też rysujesz, prawda?
- Co prawda nie za często, ale masz rację - zaśmiał się - Ja natomiast domyśliłem się już, że studiujesz. Zdradzisz szczegóły? - spojrzał na mnie z widocznym zainteresowaniem.
- Nic specjalnego, dziennikarstwo. Jak mi dobrze pójdzie na pierwszym roku zastanowię się nad dobraniem sobie czegoś jeszcze. Nie spieszy mi się do tego poważnego życia, poważnych problemów i w ogóle, wszystkiego poważnego - zaśmiałam się.
Nim się zorientowałam, znaleźliśmy się pod moją uczelnią.
- Dziękuję za podwózkę i życzę miłej pracy - powiedziałam, po czym wyszłam z samochodu i dokładnie zamknęłam za sobą drzwi. Na pożegnanie pomachałam chłopakowi gdy odjeżdżał, po czym weszłam do środka budynku.
Dzisiejszy dzień zapowiadał się bardzo dobrze. Poznałam kilka nowych osób, wykłady były o wiele ciekawsze niż wczoraj i nawet przez jakiś czas zupełnie przestało padać.
Po skończonych zajęciach udałam się do centrum handlowego, w poszukiwaniach jakiejś ciepłej kurtki na zimę. Taki zmarzluch jak ja musiał mieć zawsze dodatkowe zabezpieczenie przed zimnem blisko przy sobie.
Gdy przymierzałam długi, czarny płaszcz, na mój telefon przyszedł SMS.
Joe?
- Cieplutkiego miejsca w aucie się nie odmawia - oznajmiłam i zajęłam miejsce na siedzeniu obok Joe'ego, układając torbę na kolanach. Jazda przez dłuższą chwilę mijała w ciszy, którą w końcu zdecydowałam się przerwać.
- Studiujesz, pracujesz...?
- Pracuję, jestem tatuażystą - uśmiechnął się pod nosem. Po tonie jego głosu mogłam wyczytać, że na prawdę lubił to, co robił. Sama wychodziłam z takiego założenia, że jeżeli ktoś podejmował się pracy, powinna ona być powiązana z pasją, albo chociaż się nią stać po jakimś czasie. Sama kierowałam się tą zasadą, wybierając kierunek studiów.
- Super zawód. Serio, doceniam. Skoro jesteś tatuażystą, to pewnie też rysujesz, prawda?
- Co prawda nie za często, ale masz rację - zaśmiał się - Ja natomiast domyśliłem się już, że studiujesz. Zdradzisz szczegóły? - spojrzał na mnie z widocznym zainteresowaniem.
- Nic specjalnego, dziennikarstwo. Jak mi dobrze pójdzie na pierwszym roku zastanowię się nad dobraniem sobie czegoś jeszcze. Nie spieszy mi się do tego poważnego życia, poważnych problemów i w ogóle, wszystkiego poważnego - zaśmiałam się.
Nim się zorientowałam, znaleźliśmy się pod moją uczelnią.
- Dziękuję za podwózkę i życzę miłej pracy - powiedziałam, po czym wyszłam z samochodu i dokładnie zamknęłam za sobą drzwi. Na pożegnanie pomachałam chłopakowi gdy odjeżdżał, po czym weszłam do środka budynku.
Dzisiejszy dzień zapowiadał się bardzo dobrze. Poznałam kilka nowych osób, wykłady były o wiele ciekawsze niż wczoraj i nawet przez jakiś czas zupełnie przestało padać.
Po skończonych zajęciach udałam się do centrum handlowego, w poszukiwaniach jakiejś ciepłej kurtki na zimę. Taki zmarzluch jak ja musiał mieć zawsze dodatkowe zabezpieczenie przed zimnem blisko przy sobie.
Gdy przymierzałam długi, czarny płaszcz, na mój telefon przyszedł SMS.
Joe?
Od Tylera cd Shaylyn
Uśmiechnąłem się w stronę dziewczyny i zmierzyłem wzrokiem jej piękne ciało.
-W takim razie, za ile kończysz? - zapytałem, podając pieniądze jednej z barmanek.
-Dwadzieścia minut – odparła.
-W takim razie idę coś jeszcze opchnąć i za dwadzieścia minut po ciebie jestem – oznajmiłem, klepiąc ją po ramieniu i znikając w tłumie.
Wyszedłem na dwór, gdzie udało mi się sprzedać trochę zioła jakimś dziewczynom, w środku znaleźli się także chętni na piguły, zatem można by powiedzieć, że ta noc będzie bardzo udana. Koniec końców ponownie znalazłem się przy barze, gdzie czekała już na mnie przebrana dziewczyna. Wspólnie ruszyliśmy w kierunku tylnego wyjścia z klubu, gdzie zaparkowany był mój samochód.
-Tak na dobrą sprawę to chyba się sobie nie przedstawiliśmy – mruknąłem, wsiadając do środka.
-Shaylyn – odparła, zapinając pas i rozglądając się po wnętrzu pojazdu.
-Tyler.
Odpaliłem silnik i ruszyłem w stronę miejsca mojego zamieszkania. Kątem oka co jakiś czas spoglądałem na dziewczynę. Była piękna, prawdę mówiąc czekałem na późniejszy rozwój wydarzeń. W końcu wjechaliśmy do garażu, skąd skierowaliśmy się do windy. Kiedy drzwi za nami się zamknęły, przeskanowałem dziewczynę wzrokiem i zrobiłem krok w jej stronę, uśmiechając się. Mój wzrok zatrzymał się na dłuższą chwilę na jej ustach. O tej porze nie obawiałem się sąsiadów wsiadających do windy, zupełnie jakbym tylko ja prowadził tu nocny tryb życia. Położyłem dłonie na jej biodrach, popychając ją delikatnie na ściankę windy, następnie wpijając się w jej usta. Shaylyn oddała pocałunek, lokując swoją dłoń na moim karku. Po chwili winda wydała z siebie charakterystyczny dźwięk, oznaczający dojechanie na właściwe piętro, co zmusiło nas do przerwania. Szybko weszliśmy do mieszkania.
-Chyba, że chcesz coś jeszcze uprzednio spalić – zaproponowałem, wyciągając z jednej z szafek dwa skręty.
Widziałem zaintrygowane spojrzenie dziewczyny, które mówiło mi, że zapewne zgodzi się na to.
Shay?
-W takim razie, za ile kończysz? - zapytałem, podając pieniądze jednej z barmanek.
-Dwadzieścia minut – odparła.
-W takim razie idę coś jeszcze opchnąć i za dwadzieścia minut po ciebie jestem – oznajmiłem, klepiąc ją po ramieniu i znikając w tłumie.
Wyszedłem na dwór, gdzie udało mi się sprzedać trochę zioła jakimś dziewczynom, w środku znaleźli się także chętni na piguły, zatem można by powiedzieć, że ta noc będzie bardzo udana. Koniec końców ponownie znalazłem się przy barze, gdzie czekała już na mnie przebrana dziewczyna. Wspólnie ruszyliśmy w kierunku tylnego wyjścia z klubu, gdzie zaparkowany był mój samochód.
-Tak na dobrą sprawę to chyba się sobie nie przedstawiliśmy – mruknąłem, wsiadając do środka.
-Shaylyn – odparła, zapinając pas i rozglądając się po wnętrzu pojazdu.
-Tyler.
Odpaliłem silnik i ruszyłem w stronę miejsca mojego zamieszkania. Kątem oka co jakiś czas spoglądałem na dziewczynę. Była piękna, prawdę mówiąc czekałem na późniejszy rozwój wydarzeń. W końcu wjechaliśmy do garażu, skąd skierowaliśmy się do windy. Kiedy drzwi za nami się zamknęły, przeskanowałem dziewczynę wzrokiem i zrobiłem krok w jej stronę, uśmiechając się. Mój wzrok zatrzymał się na dłuższą chwilę na jej ustach. O tej porze nie obawiałem się sąsiadów wsiadających do windy, zupełnie jakbym tylko ja prowadził tu nocny tryb życia. Położyłem dłonie na jej biodrach, popychając ją delikatnie na ściankę windy, następnie wpijając się w jej usta. Shaylyn oddała pocałunek, lokując swoją dłoń na moim karku. Po chwili winda wydała z siebie charakterystyczny dźwięk, oznaczający dojechanie na właściwe piętro, co zmusiło nas do przerwania. Szybko weszliśmy do mieszkania.
-Chyba, że chcesz coś jeszcze uprzednio spalić – zaproponowałem, wyciągając z jednej z szafek dwa skręty.
Widziałem zaintrygowane spojrzenie dziewczyny, które mówiło mi, że zapewne zgodzi się na to.
Shay?
Od Scotta cd Hailey
Podniosłem się z wanny wywracając oczami.
-A co ty kawał szynki, abym miał się ślinić -prychnąłem ściągając koszulkę i powiesiłem ją koło rzeczy blondynki. -Ale nie będę udawać, że ten widok, mnie nie rusza. W końcu jestem tylko facetem, a przede mną praktycznie rozbiera się zajebista laska. Gdybym po prostu to zignorował, mogłabyś zacząć się obawiać, że jednak jestem gejem.
Uśmiechnęła się wywracając lekko oczami i odwróciła się przodem do lustra. Przejechałem wzrokiem po jej ciele i ostatni raz przyjrzałem się jej wciąż widocznym siniakom, aż skrzyżowałem swoje spojrzenie z jej odbiciem. Objąłem ją kładąc rękę na jej żebrach, obserwując jednocześnie jej reakcję i pocałowałem ją w zgięcie jej szyi. Nie czując aby się spięła, objąłem ją pewniej. Położyła rękę na moim przedramieniu uśmiechając się lekko. Zacząłem krążyć ustami po jej szyi i barku.
-Nad czym tak myślisz, piękna -mruknąłem jej w ucho, po czym pocałowałem ją w policzek.
-Dziś też masz zamiar spać na kanapie? -Zapytała z poważną miną.
Westchnałem przymykając oczy.
-A czy to na pewno dobry pomysł? Wiesz, że chcę dla ciebie jak najlepiej, a nie byłem pewny czy to dobry pomysł. Nie chciałbym abyś czuła się źle. Też nie chciałbym cię do czegokolwiek zmuszać -jednak widzą jej minę, dodałem szybko- ale jeśli wolisz, aby było po staremu, to nie ma problemu -mówiac to odwróciłem ją przodem do siebie.
Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem. Zjechałem rękami wzdłuż jej pleców i przeniosłem ręce na jej biodra. Poczułem jak się uśmiecha, kładąc rękę na moim karku.
Hailey?
-A co ty kawał szynki, abym miał się ślinić -prychnąłem ściągając koszulkę i powiesiłem ją koło rzeczy blondynki. -Ale nie będę udawać, że ten widok, mnie nie rusza. W końcu jestem tylko facetem, a przede mną praktycznie rozbiera się zajebista laska. Gdybym po prostu to zignorował, mogłabyś zacząć się obawiać, że jednak jestem gejem.
Uśmiechnęła się wywracając lekko oczami i odwróciła się przodem do lustra. Przejechałem wzrokiem po jej ciele i ostatni raz przyjrzałem się jej wciąż widocznym siniakom, aż skrzyżowałem swoje spojrzenie z jej odbiciem. Objąłem ją kładąc rękę na jej żebrach, obserwując jednocześnie jej reakcję i pocałowałem ją w zgięcie jej szyi. Nie czując aby się spięła, objąłem ją pewniej. Położyła rękę na moim przedramieniu uśmiechając się lekko. Zacząłem krążyć ustami po jej szyi i barku.
-Nad czym tak myślisz, piękna -mruknąłem jej w ucho, po czym pocałowałem ją w policzek.
-Dziś też masz zamiar spać na kanapie? -Zapytała z poważną miną.
Westchnałem przymykając oczy.
-A czy to na pewno dobry pomysł? Wiesz, że chcę dla ciebie jak najlepiej, a nie byłem pewny czy to dobry pomysł. Nie chciałbym abyś czuła się źle. Też nie chciałbym cię do czegokolwiek zmuszać -jednak widzą jej minę, dodałem szybko- ale jeśli wolisz, aby było po staremu, to nie ma problemu -mówiac to odwróciłem ją przodem do siebie.
Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem. Zjechałem rękami wzdłuż jej pleców i przeniosłem ręce na jej biodra. Poczułem jak się uśmiecha, kładąc rękę na moim karku.
Hailey?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
