poniedziałek, 4 listopada 2019

Od Hailey cd Scotta

18+

Usiadłam okrakiem na brzuchu chłopaka, jedną z rąk przesuwając po jego klatce piersiowej. Chłopak wpatrywał się we mnie, łapiąc mnie rękami w talii. Otarłam się o jego krocze, czując stopniowo pojawiające się w jego spodniach wybrzuszenie. Nachyliłam się nad nim, składając pocałunek na jego ustach, po chwili zaczynając schodzić coraz niżej. Szczególną uwagę poświęciłam szyi, gdzie zatrzymałam się nieco dłużej, aby on również miał różowe malinki na szyi. Ręce chłopaka znalazły się na moich biodrach, delikatnie popychając mnie z powrotem na łóżko. Chłopak ściągnąwszy spodnie ponownie znalazł się nade mną. Postanowiłam wprowadzić jednak delikatną zmianę, urozmaicenie od tego jak zazwyczaj to wygląda. Odepchnęłam go lekko tak, aby opadł na plecy, po czym ponownie znalazłam się na nim. chłopak wszedł we mnie, kładąc swoje dłonie na moich biodrach. Jęknęłam z przyjemności, wbijając paznokcie w jego brzuch.Scott podniósł się nieco, cofnął się i oparł o ramę łóżka, tak że nasze twarze znów były na jednej wysokości i ponownie mógł całować moje usta. Moje jęki tłumiły jego pocałunki. Swoje ręce ulokowałam teraz na plecach, gdzie z pewnością pozostały ślady po moich paznokciach. Tym razem to jednak chłopak po raz kolejny postanowił zmienić pozycję, ponownie kładąc mnie na łóżku. Objęłam go jedną z nóg, kiedy ponownie we mnie wchodził. Niedługo później zarówno on jak i ja byliśmy gotowi dojść. Wygięłam się w łuk, a z moich ust wydobył się głośniejszy niż dotychczasowe jęk. Scott także nie pozostał cicho, jęcząc. Już po chwili leżał obok mnie, wpatrując się w moje oczy.
-To było dobre - stwierdziłam, a on skinął głową na znak zgody, uśmiechając się - moglibyśmy to czasem jakoś urozmaicać.
-Co masz na myśli? - spytał wyraźnie zainteresowany.
-Prawdę mówiąc, jeszcze nie wiem - uśmiechnęłam się znacząco, kreśląc palcem kółka na jego klatce piersiowej - pomyślimy.
Leżeliśmy tak jeszcze dłuższą chwilę, dochodząc do siebie.
-Wiesz na co teraz jest czas? - zapytałam, zrywając się nagle z łóżka.
-Niech zgadnę, nowy odcinek Ricka i Morty'ego?  - powiedział rozbawiony.
-Właśnie tak, dźwigaj tyłek i idziemy oglądać! - zawołałam ochoczo, zgarniając po drodze swoje majtki i t-shirt chłopaka.
Ubrana w swoje zdobycze rozsiadłam się na kanapie, gdzie już po chwili dołączył do mnie Scott, ponownie ubrany jedynie w dresy.

Scott?

Od Patrica cd Gwen

Spojrzałem na dziewczynę z niemałym zaskoczeniem.
-No nieźle, żeby własna dziewczyna pokonywała mnie w fifę - westchnąłem,robiąc smutną minę.
-ojeeej, ktoś tu jest smutny? - zapytała, kładąc rękę na moim policzku.
-A żebyś wiedziała jak bardzo - westchnąłem - moje męskie ego poważnie na tym ucierpiało - powiedziawszy to, teatralnie złapałem się za serce, wywołując tym samym śmiech dziewczyny.
-Jesteś niemożliwy- odparła.
-Ja? To ty właśnie wygrałaś mecz - prychnąłem, przyciągając ją do siebie.
Dziewczyna jedynie się zaśmiała, wtulając się w mój bok.
-Może drugi raz skopać ci dupę? - zapytała unosząc się lekko.
-Nie skopiesz mi dupy, bo tym razem już nie dostaniesz forów - odparłem, zakładając ramiona na klatce piersiowej i spoglądając na nią z uniesioną brwią.
-Pocieszaj się tak... - westchnęła, klapiąc mnie po ramieniu.
Popatrzyłem na dziewczynę z udawanym oburzeniem, wywołując tym samym jej śmiech i kręcenie głową z niedowierzania.Ponownie rozpoczęliśmy grę. Pojedynek był ciężki, ponieważ Gwen grała naprawdę dobrze. W końcu udało nam się zakończyć z taką samą liczbą punktów. Blondynka obróciła się w moim kierunku i wyciągnęła swoją dłoń w moją stronę.
-Moje gratulacje, dorównałeś mi - oznajmiła poważnym tonem.
Przewróciłem oczami, ściskając jej dłoń.
-Dzięki za uznanie mistrzu - odparłem, czochrając jej włosy i zaburzając ich porządne ułożenie.
-Chcesz się czegoś napić? - zapytałem.
-Herbatkę?
-Jak sobie życzysz - uśmiechnąłem się, wychodząc do kuchni.
Stałem przy blacie, czekając aż woda w czajniku się zagotuje.  Po chwili usłyszałem kroki, których odgłos wciąż narastał. W końcu w drzwiach pojawiła się Gwen. Popatrzyłem na nią, wyciągając z szafki kubek.Dziewczyna usadowiła się na blacie, przyglądając się moim poczynaniom.Podszedłem do niej, obejmując ją delikatnie.
-A ty co? - zapytałem, patrząc jej w oczy.

Gwen?

Od Xaviera cd Lashiti

-A może jej się znudziłeś -rozległ się głos blondynki wyrywając mnie z zamyślenia.
Podniosłem wzrok na Tori, przecierającą blat. Od kilku dni, nie miałem kontaktu z Lashiti. A nawet jeśli, to były to krótkie zdawkowe wiadomości. Nie pojawiała się w klubie, podesłała jedynie kogoś na zastępstwo. Owszem dziewczyna nie była najgorsza w tej robocie, ale tu chodziło tylko i wyłącznie o to, że nie dokońca pasowało mi to do dziewczyny. Wiedziałem, że coś przede mną ukrywa, udając że nic się nie dzieje. Mogła próbować ukrywać, ale mnke na to nie nabierze. Marwiłem się o nią, wiedząc że dziewczyna jeśli miałaby problem prawdopodobnie próbowała by to ukryć. A czułem, że coś jest na rzeczy. Nie znałem jej od dziś, więc nie kupwałem tego, że poprostu jest przemęczona, bo takie tłumaczenia słyszałem. Odnosiłem wrażenie, że mnie unika. To potwierdzało mnie tylko w przekonaniu, że ma problem. Nie chciałem aby była w tym sama. Chciałem jej pomóc, chociaż miałem świadomość, że nie będzia chciała jej przyjąć. Cholerna zosia samosia. Z resztą byłem taki sam. To akurat nas łączy. Z naszymi problemami chcemy walczyć sami, chociaż jest to bezsensu. Wysłałem swoich ludzi, aby spróbowali wybadać jej sytuację. Niestety nic się nie dowiedziałem, poza tym że kilku gości kręciło się przy jej domu. Miałem tylko nadzieję, że nie wplątała się w żadne problemy. Aby oderwać się od nieprzyjemnych myśli zabrałem się za robotę. Przez moje przymuszone wakacje, musiałem się zabrać za ogarnięcie burdelu jaki zapanował w klubie. Zająłem się za papierkową robotę, odrywając się od drugiego życia. No może nie dokońca... Wciąż musiałem dorwać zdradzieckie kanalie, a w dodatku na robiłem sobie kilku nowych wrogów. Jeszcze nie wiedzą, z kim zadarli. Wyslałem ludzi na przeszpiegi, aby nie robić problemów sobie z nie tymi osobami. Jednak mimo trzymania tu ręki na pulsie, zostawała jeszcze kwestia dziewczyny. A wiadomo, głupie myśli w takim momencie człowieka łapały. A nie pomagała mi myśl, że może grozić jej niebezpieczeństwo ze strony moich wrogów, a trzymanie jej z dala od siebie, mocno mi szkodziło.
-Przestań Tori -powiedziałem jedynie, nie podnosząc glowy znad faktur.
-No nie mów, że o tym nie pomyślałeś -odpowiedziała, a nie uzyskując żadnej odpowiedzi, uznała ciszę za twierdzenie. -A jednak ci to przemknęło po głowie. I nie zbywaj mnie, bo widzę co się z tobą dzieje. Chodzisz struty, warczysz na wszystkich bardziej niż zwykle. A tą nową, Juli, powinienieś przeprosić za to, jak na nią naskoczyłeś Xav. Spójrz na mnie -przerwała swój wywód, a gdy ją zignorowałem, podciągnęła mnie za podbródek abym skrzyżował z nią wzrok. -Jedź do niej, bo myśleniem nic nie zmienisz, kolego.
Westchnąłem przeciągle, rozważając jej pomysł. W sumie po prawie tygodniu, to był odpowiedni czas. Nawet jeśli potrzebowała czasu. Pokiwałem głową zbierając rzeczy z blatu. Zaniosłem je do biura, zlapałem kluczyki, po czym udałem się do samochodu. Ruszyłem ulkcami Nowego Jorku zmierzając do domj dziewczyny. W zasadzie, to nawet nie miałem pojęcia jak delikatnie przeprowadzić z nią rozmowę. Wiadomo w prost niekoniecznie będzie chciała mi powiedzieć. A jednak wolałbym wiedzieć, co się dzieje. Cholernie mi na niej zależało. W tej chwili była dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Nawet nie zauważyłem kiedy podjechałem pod jej dom. W drodze mój humor zmienił się o stoosiemdziedziesiąt stopni, gdy dostałem wiadomość, że na szumowina zniknęła z powierzchni ziemi. Nerwy w rozmowie, jaką zaraz mam przeprowadzić nie były dobrym omenem. Zawsze wtedy coś salnąłem niepotrzebnego, nawet nie zgodnego z moim zdaniem. Wysłałem jej wiadmość i wysiadłem z samochodu. Oparłem się o maskę samochodu, czekając na czemnowłosą. W końcu wyszła z domu i ruszyła w moją stronę z uśmiechem. Tym razem nie odwzajemniłem jej gestu, stojąc dalej z poważną miną.
-Hejka, co cię sprowadza. To chyba coś poważnego, co się dzieje? - spytała.
-To jest chyba pytanie, które powinienem tobie zadać -odpowiedziałem trochę sucho. -Od powrotu... a właściwie to jeszcze przed powrotem dość dziwnie się zachowujesz. Byłaś przygaszona, ale ignorowałem to widząc, że nie chcesz pokazywać, że coś jest nie tak. Myślałem, że na spokojnie się z tym prześpisz i powiesz co ci leży na wątrobie. Ale mam już dość zabaw w kotka i myszkę -mówiąc to stanąłem nad nią. -Chyba zapomniałaś, że jesteśmy partnerami i mieliśmy razem walczyć z nieprzychylnościami. A ty co wyrabiasz? Odcinasz się ode mnie. Nie odbierasz telefonów, po czym odpisujesz jedynie, że nie teraz. Albo że nke możesz teraz gadać. Ja wiem, że coś jest nie tak. Nie próbuj mnie z bywać.
Dziewczyna westchnęła przymykając oczy. Ścinęła palcami grzbiet nosa, po czym przejechała dłonią po twarzy.
-Xavier to tylko i wyłącznie moja sprawa -powiedziała z powagą, patrząc mi w oczy. -Nie mam zamiaru Cię w to mieszać. To MOJE interesy, MOI ludzie i MOJE sprawy. A tobie nic do tego -powiedziała dźgając mnie palcem w klatkę piersiową. -Nie potrzebuję pomocy przewrażliwionego gościa, za słabego to tej roboty, bo żyjesz przeszłością.
Złapałem ją za nadgarstek, w nerwach mocno go ściskając.
-Tak to może czas się rozejść każde w swoją stronę -warknąłem. -Co wszystko ci pasuje, dopuki dajesz tylko dupy, co? Przyznaj, że przestał ci odpowiadać ten układ tylko dlatego, że przestał mnie interesować tylko seks. Poprostu jak każda przykładna dziw... -mój wywód został przerwany przez mocne uderze w twarz.
-Jak śmiesz tak w ogóle o mnie mówić -zapytała ze łzami w oczach. -A może teraz dopiero mówisz mi prawdę?
-Tak dajesz mi to odczuć...
Naszą rozmowę przerwało wyjście jakiegoś gościa, który zawolał dziewczynę do siebie. Rzucilem jedynie, aby leciała do swojego nowego kochasia i odwróciłem się do samochodu.

Kolejna rzecz uderzyła o ścianę rozpadając się na kawałki. Pies leżał skulony na swoim legowisku. Chwyciłem szklankę z whisky i opróżniłem ją do dna. Bylem wściekły. Ale nie na dziewczynę, a na siebie. Nie dałem jej się wytłumaczyć, tylko od razu na nią naskoczyłem. A no i oczhwiście musiałem jeszcze nazwać ją dziwką. Kobietę, którą kocham zwyzywalem od dziwek. No kurwa gratulacje Ravenwood. Chwycilem opróżnioną butelkę i rzuciłem ją w pobliską ścianę. Po dzisiejszych słowach napewno już jej nie zobaczysz. A z drugiej może warto spróbować ją przeprosić. Złapałem kluczyki i ruszyłem do wyjścia. Otworzylem drzwi i prawie wpadłem na stojącą za nimi dziewczynę.
-Xavier, ja muszę ci o czymś powiedzieć, za nim, zrobimy coś, czego będziemy żałować. Bo widzisz ty i ja... my będziemy mieli... -wzięła głębszy wdech, po czhm zaczęła od nowa. -Ja jestem w ci... O matko, dlaczego tak trudno mi to wydusić.
Dzkewczyna ustała myśląc chwilę nad tym co właściwie chce mi powiedzieć. A ja stalem tam jak ten ostatni idiota.
-Lashiti -powiedziałem wciąż zszokowany jej widokiem tutaj, po czym padłem przed nią na kolana. -Właśnie miałem do ciebie jechać. Przepraszam cię za wszystko co ci powiedzialem, ja wcale tak nie uważam -mówiąc to złapałem ją rękami za biodra. -Bylem wkurzony i nie powinienem tego wyładowywać na tobie, skarbie. Nie chcę cię stracić, bo cię kocham. Przypierdol mi jeszcze parę razy, ale nie odchodź ode mnie. I daj sobie pomóc do cholery. Powiedz mi o wszystki, to może będę w stanie ci we wszystkim pomóc.
Lashiti?

Od Shyalyn cd Tylera

Nie ukrywam, że w życiu próbowałam wielu rzeczy, w tym i skrętów. Rozważyłam jednak, czy to aby napewno dobry pomysł, bo do jasnej cholery właśnie była w domu nieznanego mi faceta z zamiarem tylko i wyłącznie bzykanka. Mimo tego, że wiedziałam jak wielką głupotę właśnie odpierdalam, postanowiłam iść na całość. W końcu nic nie mam do stracenia. Wzięłam skręta od chłopaka, rozsiadając się na kanapie. Chłopak obmacał kieszenie w celu znalezienia zapalnkczki. W końcu, gdy udało mu się ją odnaleźć odpalił najpierw mi, potem sobie ziele i rozsiadł się obok mnie zaciągając się. Również wzięłam porządnego bucha, przymykając na chwilę oczy.
-Nie wierzyłem, że przystaniesz na moją propozycję -usłyszałam w pewnym momencie.
Podniosłam powiekę odchylając oko i spojrzałam na chłopaka obok.
-Widzisz potrafię zaskoczyć -odparłam biorąc kolejnego bucha. -Poza tym trzeba znaleźć jakieś rozwiązanie, kiedy lubi się seks, a nie przepada się za związkami.
-No i tu się zgadzamy siostro -powiedział również przymykając oczy.
-Ty z takim określeniem to uważaj, bo mogą uznać to za kazirodztwo -odparłam co wywołało śmiech chłopaka.
Gadaliśmy o totalnych głupotach, stwierdzając, że nie jdst to odpowiedni szczebel relacji i sytuacja na poważne rozmowy oraz powody bycia tu, gdzie jesteśmy. Okazywało się, że chłopak wcale nie był taki zły, jak napoczątku myślałam. Wydawał się teraz naprawdę spoko gościem. Narkotyk zaczynał działać coraz mocniej, gdyż zaczynałam się czuć coraz bardziej zrelaksowana. Stąd też moja zimna maska z chwili na chwlę opadała coraz bardziej. Uśmiech zaczynał wkradać się na moje usta, a żarciki wypadały przy pomocy języka. W końcu stwierdziłam, że dość tego palenia, bo może okazać się, że nawet nie wiemy, czy nam się podobała wspólna "zabawa". Odłożyłam skręta na popielniczkę, po czym zrobiłam to samo z jego. Początkowo napotkałam jego obirzone spojrzenie, które zniknęło zaraz po moim w piciu się w jego wargi. Odkleiłam się od niego podnosząc się z kanapy, na co mruknął niezadowolony. Wiedziałam jednak, że mój kolejny krok bardziej mu się spodoba. Szybkim ruchem zdjęłam koszulkę, odsłaniając moje piersi zasłoniętej tylko szarym prześwitującym koronkowym stanikiem. Tyler lustrował uważnie moje ciało, sprawiając wrażenie jakby zaraz miała mu slina zacząc ciec. Odwróciłam się tyłem do niego ściągając spodnie, seksownie kręcąc biodrami. Odsłoniłam swój jśdrny tyłek zakryty stringami od kompletu. Ruszyłam w jego stronę powolnym, seksownym krokiem. Władowałam się mu na kolana okrakiem, dbając o to by chociaż na moment mój biust znalazł się ma wysokości jego wzroku. W końcu przywarłam ustami do jego. Wpił mi się w usta, wpychając mi język. Odpowiedziałam mu tym samym, w między czasie ocierając się o jego krocze. Kiedy to nie pomogło mi zdobyć przewagi o dominację w tym pocałunku, wsunęłam jedną rękę w jego majtki i ścisnęłam jego penisa.
Tyler?

niedziela, 3 listopada 2019

Od Scotta cd Hailey

[+18]
Spojrzałem prosto w jej oczy, po czym uśmiechnąłem się do niej, co odwzajemniła. Naparłem ustami na jej, łącząc je w gwałtownym pocałunku, napierając na nią. Hai chwyciła mnje mocniej za kark, przyciągając mnie bliżej siebie, po czym przeniosła jedną dłoń ponownie ma moje włosy. Pociągnęła mnie za nie co wywołało moje mruknięcie prosto w jej usta. Poczułem jak się uśmiecha.
-A ty co się cieszysz? -Zapytałem, przerywając pocałunek.
-Fajmnie mieć świadomość, że facet tak reaguje na mój dotyk -mruknęła przygryzając mi płatek ucha.
W odpowiedzi podciągnąłem ją wyżej, tak aby ułatwić sobie dostęp do jej szyi. Przywarłem do jej sķóry na zakończeniu szczęki, po czym zacząłem schodzić pocałunkami coraz niżej po jej szyi. Od czasu do czasu, przystawałem na dłużej, aby zrobić jej parę różowych malinek, na jej skórze. Odchyliła głowę do tyłu ułatwiając mi dostęp. W końcu dotarłem do linni z jej koszulką. Naparłem mocniej na dziewczynę, tak aby napewno mi nke zjechała po czym szybkim ruchem pozbyłem się materiału. Złapałem za ramiączka biustonosza zsuwając je z jej ramion, po czym jedna ręka zawędrowała na jej plecy. Całowałem jej obojczyki, walcząc z niesfornym zapięciem stanika. W końcu udało mi się pozbyć niepotrzebnego materiału odsłaniając jej jędrne piersi. Chwyciłem ją mocniej za pośladki, podciągnąłem ją tak, aby mieć łatwy dostęp do jej piersi. Przywarłem do niej, przygryzając jej sutek i pociągając go lekko, co wywołało krzyknięcie zaskoczenia z jej strony. Szarpnęła mnie mocno za włosy, przez co automatycznie mocniej go przygryzłem. Przeniosłem sią na drugą, podczas gdy tamtą drażniłem kciukiem dłoni. Jej jęki dodatkowo mnie nakręcały. Złapała mnie dłońmi za policzki i pociągnęła moją głowę do góry, aby ponownie złączyć nasze usta. Czułem jak jej nabrzmiałe sutki ocierają się o moją klatkę piersiową. Ruszyłem na ślepo w kierunku sypialni, stwierdzając, że tam jednak będzie nam wygodniej. Jakimś cudem udało mi się tam dojść, nie zaliczając ani jednaj wywrotki. Położyłem ją na łożku, lądując nad nią, wciąż nie przefywając pocałunków. Ponownie zacząłem schodzić ustami w dół jej ciała szybko dochodząc do linni spodni. Pozbyłem się ich razem z jej majtkami, po czym położyłem je na jej biuście masując go.
-Jak bardzo byś się wściekła, gdybym teraz przerwał?
-Własnoręcznie bym cię udusiła -sapnęła, wijąc się pod moim dotykiem.
Przeniosłem się niżej tak, aby znaleźć się na wysokości, jej podbrzusza, pomiędzy jej nogami. Zacząłem zjeżdżać pocałunakami na jej najczulsze miejsce. Przerzuciłem sobie jej nogi na moje ramiona i zacząłem drażnić ją językiem. Jęknęła, wypychając biodra w moją stronę. Splotłem palce jednej ręki z jej, podczas gdy drugą gładziłem jej udo. Złapała jedną ręką za moje włosy i pociągnęła za nie. Przyśpieszyłem ruchy przygryzając ją lekko, przenosząc jedną dłoń na jej kobiecość i włożylem w nią dwa palce. Hailey była już tak podniecona, że nie wiele jej trzeba było, bym poczuł jak zaciska się wokół moich palców. Ścinęła mocno moją rękę, wyginając się w łuk. W końcu opadła na poduszki, normując oddech. Wyprostowałem się klęcząc nad nią, chwyciłem ją pod kolana i przyciągnąłem ją bliżej siebie. Wróciłem pocałunkami na jej usta, ponownie nad nią wisząc. W pewnym momencie Hai popchnęła za bark, tak, że leżałem na plecach. Dziewczyna szybkim ruchem znalazła się na moim brzuchu siedząc okrakiem.
Hailey?

Od Joe cd Juliette

Kiedy dziewczyna wyskoczyła z samochodu, pojechałem w kierunku pobliskiego marketu. Zakupy szły mi  dziś wyjątkowo powolnie ze względu na moje zmęczenie, a także kaca, który również nie był czynnikiem sprzyjającym. Zrobiłem naprawdę duże zakupy, po czym załadowałem je do bagażnika i ruszyłem w drogę powrotną do mieszkania.
Po rozpakowaniu zakupionych przeze mnie produktów poszedłem do łazienki, gdzie zastałem poskładane przez dziewczynę ubrania, które miała na sobie poprzedniej nocy. Chciałem wrzucić je do kosza z brudnymi rzeczami, lecz nim to uczyniłem z kieszeni dresów wypadła paczka papierosów, którą wczoraj kupiliśmy. Uśmiechnąłem się pod nosem i podniosłem ją z ziemi, po czym wrzuciłem ubrania tam, gdzie było aktualne ich miejsce. Papierosy rzuciłem na stolik w salonie, po czym udałem się ogarnąć resztę mieszkania, ponieważ narobiliśmy tu wczoraj troszkę bałaganu. W końcu zmęczony padłem na kanapę w salonie i skupiłem wzrok na pierdołach lecących w telewizji.

Kolejnego dnia rano byłem już w nieco lepszej formie. Po wypiciu porannej kawy i zjedzeniu śniadania, udałem się do pracy. Cieszyłem się na ten dzień, wiedząc, że czekał mnie dziś dość ambitny tatuaż do wykonania. W czasie swojej przerwy postanowiłem napisać do Yui.
'Czy jako szofer powinienem odebrać cię dziś z zajęć? :p'
Na odpowiedź nie musiałem czekać długo.
'Byłoby fajnie'
'W takim razie załatwione'
 Uśmiechnąłem się pod nosem i odłożyłem telefon, wracając do pracy. Po zakończonej robocie zamknąłem lokal i poszedłem do samochodu, kolejno jadąc pod uniwersytet, aby odebrać dziewczynę. Ledwo zdążyłem się zatrzymać, a ona już siedziała w moim samochodzie. Uśmiechnąłem się w jej stronę, obejmując ją lekko.
-Widzę, że rodzice cie nie pozabijali - zaśmiałem się.
-Ledwo uszłam z życiem - odparła, teatralnie łapiąc się za serce.
-Gdzie jedziemy? Jakaś kawka? - zapytałem.
-A w sumie, kawa brzmi sensownie, choć prawdę mówiąc mam też ochotę na to dobre ciasto cytrynowe - stwierdziła, przyglądając mi się uważnie.
-Jak sobie życzysz, możemy jechać i kupić ci to ciasto - zaśmiałem się.

Yui?

sobota, 2 listopada 2019

Od Gwen cd Patrica

Objęłam go za szyję, wyglądając za niego.
-Wyglądają bardzo interesująco -powiedziałam z uśmiechem, cmokając go w policzek. -Zrobiłeś kawał dobrej roboty.
-A dziękuję bardzo. Mam nadzieję, że wykładowcy też się spodobają -odpowiedział, zapisując pliki.
-Jak ci nie zaliczy, to będzie miał ze mną do czynienia -zażartowałam, co wywołało lekkie parsknięcie z jego strony.
Poklepałam go pokrzepiająco po ramieniu, po czym odeszłam od niego w stronę łóżka. Rozsiadłam się wygodnie czekając, aż chłopak skończy z komputerem. Po chwili wskoczył obok mnie Potter, kładąc głowę na moich kolanach. Podrapałam go za uchem, co wywołało wesołe merdnięcie ogonem. Po paru minutach stanął nade mną Patric, z oceniającym spojrzeniem.
-Jak się czujesz? -Zapytał w końcu zakładając kosmyk moich wlosów za ucho.
-Nie najgorzej, przynajmniej dopóki nie zarzucam sobie zbyt szybkiego i długotrwałego tempa. Ale zobaczymy jak będzie w przyszłym tygodniu. A zaczynam się cholernie bać -mówiąc to patrzyłam na psa. Sama nie wiem, czy obawiałam się powiedzieć mu to prosto w twarz, bojąc się jego reakcji na moją słabość, czy to była kwestia własnego lęku. -To co porobimy? -Zapytałam zmieniając temat, podnosząc się i idąc do salonu.
Chlopak ruszył za mną, po czym dogonił mnie i złapał z rękę. Odwrocil mnie przodem do siebie, przyciągając mnie do siebie. Spojrzał mi prosto w oczy, po czym złączył nasze usta. Oddałam pocałunek lekko przymykając oczy. Odkleiliśmy się od siebie, jednak chlopak wciąż mnie obejmował.
-Może zagramy -powiedziałam kiwając głową w stronę telewizora.
-No sam nie wiem... -zaczął, ale skutecznie mu przerwałam.
-Oj no nie daj się prosić -powiedziałam robiąc oczy kota ze Shreka. -Obiecuję, że się nie obrażę, jak skopiesz mi tyłek...

Wyprostowałam się z zadowoleniem odkładając pada obok. Właśnie pokonałam Patrica w Fifę, co jeszcze do niego nie dotarło.
-I trzy do jednego -powiedziałam zadowolona z siebie, obserwując zszokowanego chłopaka.
-Ale... ale jakim cudem? -Zapytał wciąż nie rozumiejąc, jakim cudem ze mną przegrał.
-Wychowywałam się w towarzystwie siedmiu kuzynów... Chcąc nie chcąc się musiałam przystosować do życia z nimi... No i to oni przebudzili we mnie małego nerda i jeszcze mniejszego gracza.
Patric?

Od Juliette cd Joe

- Muzyka musi być - warknęłam z diabelskim uśmieszkiem na ustach - i tak, będę to robiła już zawsze.
Chłopak westchnął z rozbawieniem i odpalił silnik. Korzystając z trwającej ciszy, postanowiłam w końcu sprawdzić swój telefon. Rozchyliłam usta ze zdziwienia, widząc na ekranie 15 nieodebranych połączeń od mamy, 7 od brata i 11 nieodczytanych wiadomości.
- Joe...?
- Tak? - posłał mi krótkie spojrzenie.
- Jak rodzice wyrzucą mnie z domu, to mogę u ciebie zamieszkać? - uśmiechnęłam się niewinnie.
- Co?
- Podzielimy się obowiązkami na pół, mogę odkurzać i zmywać naczynia, bo gotować się jeszcze nie nauczyłam...
- Yui, co się stało? - zaśmiał się, jednak w jego reakcji można było wyczuć odrobinę niepokoju.
- 15 nieodebranych od mamy, 7 od brata, łącznie 11 nieprzeczytanych wiadomości, znając życie zaraz zadzwoni tata, ale tego telefonu nie odbiorę ze strachu - wyrecytowałam.
- Ups.
- Też tak myślę, więc lepiej szybciutko odstaw mnie do domu i zniknij tak szybko jak się pojawiłeś, bo posypie się deszcz niewygodnych pytań. Ciuszki wypiorę i zwrócę ci przy najbliższej okazji - oznajmiłam, chowając telefon z powrotem do kieszeni.
- Nie ma sprawy, na pewno niedługo się zobaczymy - odparł, a kąciki jego ust uniosły się w delikatnym, uroczym uśmiechu.
Po około piętnastu minutach znaleźliśmy się pod moim domem. Pod garażem zaparkowane było auto rodziców, a światła wewnątrz były zapalone niemal w każdym pomieszczeniu.
- No to znikam, do zobaczenia - szybko objęłam Joe'ego i wyskoczyłam na zewnątrz, po czym szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi.

Joe?

Od Joe cd Juliette

Zaśmiałem się ze słów dziewczyny i popatrzyłem na nią z lekkim niedowierzaniem.
-Skłamałbym mówiąc, że mam coś przeciwko - zaśmiałem się.
-No widzisz, idealnie - odparła - mi też to pasuje.
-Mam szczerą nadzieję, że ta pizza będzie tu w miarę szybko - stwierdziłem, a dziewczyna pokiwała głową, zgadzając się ze mną.
Siedziałem przy stole, co jakiś czas dolewając sobie wody do szklanki, dzisiejszy kac był jednym z gorszych, jakie przeżywałem w życiu, a na pewno najgorszy ze wszystkich w ostatnim czasie. Ostatnio czułem się podobnie chyba w liceum.
-Rozumiem, że jako twój szofer powinienem podrzucić cię później do domu - spytałem, podnosząc głowę i spoglądając na nią.
 -Cieszę się, że wiesz, jakie masz obowiązki - zaśmiała się.
 Niedługo później zadzwonił dzwonek do drzwi, poszedłem odebrać długo wyczekiwaną pizzę i wróciłem z nią na swoje poprzednie miejsce, stawiając ją na stole.
-Smacznego, Yui - powiedziałem, biorąc pierwszy kawałek.
-Wzajemnie, Joe - odparła z uśmiechem.
Widać było, że ma więcej energii niż ja, zastanawiałem się jak to możliwe, że jej pokłady energii są wręcz nie do wyczerpania. Pizza została pochłonięta przez nas w dość szybkim tempie. Dzisiejszy dzień był niesamowicie krótki, spowodowane było t o tym, jak późno się obudziliśmy. 
-Czy mój szofer zechce podrzucić mnie do domu? - zapytała, szczerząc się w moim kierunku.
-Daj mi się tylko przebrać, podskoczę jeszcze na zakupy wracając, bo zawartość mojej lodówki nie wystarczy na długo - stwierdziłem i wstałem od stołu.
Poszedłem do sypialni, gdzie sprawnie się przebrałem, po czym wychodząc na korytarz skinąłem głowa w jej stronę, na znak że możemy już iść. Opuściliśmy mieszkanie i poszliśmy do samochodu. Juliette usadowiła się wygodnie na siedzeniu pasażera i po odpaleniu silnika, niemal od razu dorwała się do radia, zaczynałem odnosić wrażenie, że robiła to wręcz mechanicznie.
-Ty zawsze będziesz to robić, co? - spytałem, kręcąc głową z rozbawieniem.

Juliette?

Od Juliette cd Joe

Odwzajemniłam spojrzenie Joe'ego, który swoją drogą bardzo uroczo w tej chwili wyglądał. Wilgotne kosmyki włosów opadały mu na oczy, potargane chyba we wszystkich możliwych kierunkach.
- W pełni się zgadzam, ale było warto - uśmiechnęłam się smętnie, obracając w dłoniach szklankę z wodą - problemem jest jedynie to, że połowy nie pamiętam, i może pamiętasz, czemu spaliśmy razem w jednym łóżku?
- Byliśmy tak pijani, że za przeproszeniem mieliśmy to w dupie - zaśmiał się głośno - ale od razu zasnęliśmy, więc spokojnie.
- Dobrze wiedzieć - odetchnęłam z ulgą. Wzięłam tabletkę do ust i popiłam dużą ilością wody, mrużąc przy tym powieki. Zegar na ścianie pokazywał piętnastą, a ja nadal czułam się zmęczona, do tego głodna i brudna.
Joe w między czasie położył głowę na blacie stołu.
- Czy mogę znowu liczyć na twoje ubrania? - zapytałam z niewinnym uśmieszkiem, czując, że ból głowy powoli odpuszcza.
- Moment - wydukał, po czym zamilkł na dłuższą chwilę. Już zaczynałam odnosić wrażenie, że zasnął, ale wtedy gwałtownie podniósł się z krzesła i poszedł do swojej sypialni, a ja podążyłam za nim.
Chłopak przygotował dla mnie czarny t-shirt i kolejne dresy, także w kolorze czarnym. Zabrałam od niego rzeczy i od razu ruszyłam do łazienki.
Drugi dzień mycia się męskim żelem pod prysznic i chodzenia w męskich ubraniach, a dzisiaj mieli wrócić rodzice. Musiałam przygotowywać się psychicznie na miliony pytań skierowanych w moją stronę, a byłam pewna, że takowe się pojawią. O reakcji brata nie wspominając.
Gdy byłam w miarę ogarnięta, wyszłam z łazienki w poszukiwaniu Joe'ego. Zastałam go siedzącego w kuchni i zamawiającego pizzę.
- Jak to jest mieć dziewczynę na utrzymaniu? - zapytałam z rozbawieniem.
- Myślałem, że będzie gorzej.
- O, jak miło! Będę wpadała częściej - puściłam mu oczko.

Joe?