sobota, 2 listopada 2019

Od Juliette cd Joe

- Muzyka musi być - warknęłam z diabelskim uśmieszkiem na ustach - i tak, będę to robiła już zawsze.
Chłopak westchnął z rozbawieniem i odpalił silnik. Korzystając z trwającej ciszy, postanowiłam w końcu sprawdzić swój telefon. Rozchyliłam usta ze zdziwienia, widząc na ekranie 15 nieodebranych połączeń od mamy, 7 od brata i 11 nieodczytanych wiadomości.
- Joe...?
- Tak? - posłał mi krótkie spojrzenie.
- Jak rodzice wyrzucą mnie z domu, to mogę u ciebie zamieszkać? - uśmiechnęłam się niewinnie.
- Co?
- Podzielimy się obowiązkami na pół, mogę odkurzać i zmywać naczynia, bo gotować się jeszcze nie nauczyłam...
- Yui, co się stało? - zaśmiał się, jednak w jego reakcji można było wyczuć odrobinę niepokoju.
- 15 nieodebranych od mamy, 7 od brata, łącznie 11 nieprzeczytanych wiadomości, znając życie zaraz zadzwoni tata, ale tego telefonu nie odbiorę ze strachu - wyrecytowałam.
- Ups.
- Też tak myślę, więc lepiej szybciutko odstaw mnie do domu i zniknij tak szybko jak się pojawiłeś, bo posypie się deszcz niewygodnych pytań. Ciuszki wypiorę i zwrócę ci przy najbliższej okazji - oznajmiłam, chowając telefon z powrotem do kieszeni.
- Nie ma sprawy, na pewno niedługo się zobaczymy - odparł, a kąciki jego ust uniosły się w delikatnym, uroczym uśmiechu.
Po około piętnastu minutach znaleźliśmy się pod moim domem. Pod garażem zaparkowane było auto rodziców, a światła wewnątrz były zapalone niemal w każdym pomieszczeniu.
- No to znikam, do zobaczenia - szybko objęłam Joe'ego i wyskoczyłam na zewnątrz, po czym szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi.

Joe?

Od Joe cd Juliette

Zaśmiałem się ze słów dziewczyny i popatrzyłem na nią z lekkim niedowierzaniem.
-Skłamałbym mówiąc, że mam coś przeciwko - zaśmiałem się.
-No widzisz, idealnie - odparła - mi też to pasuje.
-Mam szczerą nadzieję, że ta pizza będzie tu w miarę szybko - stwierdziłem, a dziewczyna pokiwała głową, zgadzając się ze mną.
Siedziałem przy stole, co jakiś czas dolewając sobie wody do szklanki, dzisiejszy kac był jednym z gorszych, jakie przeżywałem w życiu, a na pewno najgorszy ze wszystkich w ostatnim czasie. Ostatnio czułem się podobnie chyba w liceum.
-Rozumiem, że jako twój szofer powinienem podrzucić cię później do domu - spytałem, podnosząc głowę i spoglądając na nią.
 -Cieszę się, że wiesz, jakie masz obowiązki - zaśmiała się.
 Niedługo później zadzwonił dzwonek do drzwi, poszedłem odebrać długo wyczekiwaną pizzę i wróciłem z nią na swoje poprzednie miejsce, stawiając ją na stole.
-Smacznego, Yui - powiedziałem, biorąc pierwszy kawałek.
-Wzajemnie, Joe - odparła z uśmiechem.
Widać było, że ma więcej energii niż ja, zastanawiałem się jak to możliwe, że jej pokłady energii są wręcz nie do wyczerpania. Pizza została pochłonięta przez nas w dość szybkim tempie. Dzisiejszy dzień był niesamowicie krótki, spowodowane było t o tym, jak późno się obudziliśmy. 
-Czy mój szofer zechce podrzucić mnie do domu? - zapytała, szczerząc się w moim kierunku.
-Daj mi się tylko przebrać, podskoczę jeszcze na zakupy wracając, bo zawartość mojej lodówki nie wystarczy na długo - stwierdziłem i wstałem od stołu.
Poszedłem do sypialni, gdzie sprawnie się przebrałem, po czym wychodząc na korytarz skinąłem głowa w jej stronę, na znak że możemy już iść. Opuściliśmy mieszkanie i poszliśmy do samochodu. Juliette usadowiła się wygodnie na siedzeniu pasażera i po odpaleniu silnika, niemal od razu dorwała się do radia, zaczynałem odnosić wrażenie, że robiła to wręcz mechanicznie.
-Ty zawsze będziesz to robić, co? - spytałem, kręcąc głową z rozbawieniem.

Juliette?

Od Juliette cd Joe

Odwzajemniłam spojrzenie Joe'ego, który swoją drogą bardzo uroczo w tej chwili wyglądał. Wilgotne kosmyki włosów opadały mu na oczy, potargane chyba we wszystkich możliwych kierunkach.
- W pełni się zgadzam, ale było warto - uśmiechnęłam się smętnie, obracając w dłoniach szklankę z wodą - problemem jest jedynie to, że połowy nie pamiętam, i może pamiętasz, czemu spaliśmy razem w jednym łóżku?
- Byliśmy tak pijani, że za przeproszeniem mieliśmy to w dupie - zaśmiał się głośno - ale od razu zasnęliśmy, więc spokojnie.
- Dobrze wiedzieć - odetchnęłam z ulgą. Wzięłam tabletkę do ust i popiłam dużą ilością wody, mrużąc przy tym powieki. Zegar na ścianie pokazywał piętnastą, a ja nadal czułam się zmęczona, do tego głodna i brudna.
Joe w między czasie położył głowę na blacie stołu.
- Czy mogę znowu liczyć na twoje ubrania? - zapytałam z niewinnym uśmieszkiem, czując, że ból głowy powoli odpuszcza.
- Moment - wydukał, po czym zamilkł na dłuższą chwilę. Już zaczynałam odnosić wrażenie, że zasnął, ale wtedy gwałtownie podniósł się z krzesła i poszedł do swojej sypialni, a ja podążyłam za nim.
Chłopak przygotował dla mnie czarny t-shirt i kolejne dresy, także w kolorze czarnym. Zabrałam od niego rzeczy i od razu ruszyłam do łazienki.
Drugi dzień mycia się męskim żelem pod prysznic i chodzenia w męskich ubraniach, a dzisiaj mieli wrócić rodzice. Musiałam przygotowywać się psychicznie na miliony pytań skierowanych w moją stronę, a byłam pewna, że takowe się pojawią. O reakcji brata nie wspominając.
Gdy byłam w miarę ogarnięta, wyszłam z łazienki w poszukiwaniu Joe'ego. Zastałam go siedzącego w kuchni i zamawiającego pizzę.
- Jak to jest mieć dziewczynę na utrzymaniu? - zapytałam z rozbawieniem.
- Myślałem, że będzie gorzej.
- O, jak miło! Będę wpadała częściej - puściłam mu oczko.

Joe?

Od Joe cd Juliette


Weszliśmy do środka mieszkania. Oboje padaliśmy z nóg. 
-Nareszcie - westchnęła, ściągając buty, po czym ruszyła prosto do mojej sypialni.
Poszedłem w tym samym kierunku i położyłem się na łóżku obok dziewczyny. Każde z nas było tak wyczerpane, że nawet nie sililiśmy się na przykrycie kołdrą. Spaliśmy jak zabici. 

Gdy się obudziłem, promienie słońca przebijały się przez okna, nieszczęśliwie padając wprost na moją twarz. No tak, w końcu żadne z nas o tym wczoraj nie pomyślało. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę czternastą. Obróciłem głowę w stronę Juliette, która wciąż smacznie spała. Doskwierał mi straszny ból głowy oraz pragnienie, nie było się czemu dziwić, bo wczoraj nieźle zabalowaliśmy. Podniosłem się z łóżka i zasłoniłem rolety, aby słońce nie obudziło także Juliette. Zgarnąłem z szafy jakieś czyste ciuchy i udałem się pod prysznic. Potem udałem się do kuchni, aby w końcu zaspokoić swoje pragnienie i  wziąć jakieś tabletki na ból głowy. Siedziałem przy stole delektując się szklanką chłodnej wody, odgarnąłem wciąż mokre włosy, spadające mi na twarz i wbiłem wzrok w okno. Będąc na kacu rzadko kiedy byłem głodny. Po chwili w drzwiach sypialni stanęła wciąż zaspana Yui. 
-Błagam powiedz, że masz jakieś przeciwbólówki, bo łeb mi pęka - westchnęła, siadając naprzeciwko mnie.
Skinąłem głową i podsunąłem jej pod nos tabletkę, po czym wstałem, aby podać jej szklankę.
-Nieźle zabalowaliśmy, moja droga - stwierdziłem, ponownie siadając i uważnie jej się przyglądając. 

Yui? 

Od Hailey cd Scotta

Oddałam pocałunek chłopaka, po czym odsuwając się od niego, uśmiechnęłam się.
-Ile ja bym dała za więcej takich dni - westchnęłam - i nawet się ogoliłeś!
-A to wszystko dla ciebie, kochanie  - odparł, po czym złożył kolejny pocałunek na mojej szyi.
Wplotłam dłonie w jego włosy, pociągając lekko za końcówki, wywołując tym samym jego mruknięcie z przyjemności. Po chwili odkleiliśmy się od siebie, a ja sięgnęłam po swój kubek z herbatą i uważnie go obserwowałam, kiedy wyciągał jogurt z lodówki. Dosłownie nie spuszczałam z niego oka, co oczywiście nie umknęło jego uwadze.
-A tobie co? - zapytał, podchodząc bliżej i stając przede mną.
-A nic, tak sobie podziwiam - odparłam, tykając go nogą w brzuch.
Chłopak złapał mnie za nogę, uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch nią.
-Ładnie to tak? - zapytał, patrząc mi  oczy.
Wzruszyłam jedynie ramionami, śmiejąc się. Chłopak pokręcił głową, puścił moją nogę i odsunął się na moment, aby wyrzucić opakowanie po jogurcie. Odstawiłam kubek i zeskoczyłam z blatu, podchodząc do niego i zaplatając ręce na jego karku.
-Co, znowu mam cię tam wsadzić? - zaśmiał się, obejmując mnie.
-Niekoniecznie - mruknęłam, całując go.
Chłopak oddał pocałunek, schodząc swoimi rękami nieco niżej. Popchnęłam go nieco, kierując kroki do wyjścia z kuchni, chcąc doprowadzić to wszystko do salonu. Kiedy jednak znaleźliśmy się na korytarzu, chłopak pokrzyżował moje plany, przypierając mnie do ściany.  Westchnęłam cicho, kładąc swoją dłoń na jego policzku. Scott podniósł jedną z moich nóg i ponownie złapał mnie za pośladek. Ponownie łapiąc się jego karku, z niewielką pomocą chłopaka podniosłam się, tak że teraz obejmowałam go nogami w pasie, będąc wciąż przyparta do ściany.

Scott?

piątek, 1 listopada 2019

Od Juliette cd Joe

Gdy zjadłam mniej więcej połowę tego ogromnego kebaba, poczułam, że to już zdecydowanie starczy. To był największy kebab jakiego widziałam i jadłam w swoim całym życiu.
- Mój mały żołądek się buntuje - stwierdziłam ze smutkiem - nie lubię wyrzucać jedzenia, dzieci w Afryce nie mają co jeść.
- Nie martw się, mogę to zjeść - odparł bez chwili wahania, na co zareagowałam śmiechem.
Gdy pozbyliśmy się dwóch ogromnych kebabów, wpadłam na cudowny pomysł.
- Pobawmy się tutaj! - wykrzyknęłam, zrywając się z ławki i zajmując jedną z huśtawek.
Joe pokręcił głową z niedowierzaniem i dołączył do mnie. Tak jakby plac zabaw był do 13 roku życia, ale kto by się tym przejmował?
Rozhuśtałam się tak mocno, jak tylko potrafiłam, po czym zeskoczyłam z siedzenia i wylądowałam na oko dwa metry dalej, przy okazji brudząc się wilgotnym piaskiem. Chwilę później mój towarzysz zrobił to samo.
Moim kolejnym celem stała się wielka, kręcona zjeżdżalnia. Zioło trzymało mnie jeszcze odrobinkę, dzięki czemu zjazd był w moim odczuciu bardzo przyjemnym i rozweselającym doświadczeniem.
- Jejka, ciekawe która godzina - westchnęłam ciężko, czując rosnące z każdą chwilą zmęczenie.
- Druga w nocy, moja droga Juliette Ferrars - odparł. Po tonie jego głosu mogłam wyczytać, że był równie wyczerpany co ja.
- Tak bardzo chce mi się spać, że chyba nie dojdę - wyjąkałam, opadając na ławce. Wydawała mi się teraz taka wygodna, i pomyśleć, że to tylko dlatego, że dawała mi możliwość położenia się na niej.
- Nie śpij, wstawaj, odnajdź w sobie te pokłady energii, naśladuj mnie - wymamrotał, podchodząc do mojego na wpół martwego ciała, po czym resztkami sił próbował je podnieść.
Przy okazji zdążyłam na chwilę zasnąć, i... miałam bardzo dziwny sen. Otóż siedziałam na podłodze i piłam kawę, a wokół mnie fruwały piórka. Później ktoś zaczął krzyczeć coś o papierze i ziemniakach, i że krew smoka chińskiego nazywa się barszcz...
Ocknęłam się, czując nagłe szarpnięcie. Chłopakowi udało się mnie podnieść.
- Obudziłam się! - wykrzyknęłam tak gwałtownie, że Joe wydał z siebie krótki jęk przerażenia. Mój towarzysz ostrożnie odstawił mnie na ziemię.
- Zdecydowanie za często mnie nosisz. Wiesz, jaki miałam super sen? - powiedziałam z entuzjazmem, a całe moje zmęczenie odpłynęło w niepamięć.
- Spałaś zaledwie kilka minut, jak to możliwe, żeby coś ci się przyśniło? - uniósł brwi.
- Nie wiem, ale śniło mi się, że piłam kawę na podłodze, i fruwały piórka, i krew smoka była barszczem z papieru i ziemniaków...
Nim zdążyłam dokończyć, chłopak zwijał się ze śmiechu. Gdy tylko udało nam się uspokoić, doczłapaliśmy się do mieszkania.

Joe?

Od Patrica cd Gwen

Spojrzałem smutnym wzrokiem na dziewczynę, przyciągając ją bliżej siebie i całując w czubek głowy.
-Odezwij się później, jeśli będziesz mogła - oznajmiłem, posyłając jej smutny uśmiech.
-W porządku - odparła, patrząc mi w oczy.
Pocałowałem ją raz jeszcze i zamknąłem w uścisku, aby po dłuższej chwili puścić.
-Do zobaczenia, Gwen - powiedziałem.
-Pa, Patric - odpowiedziała, obracając się na pięcie i zmierzając w kierunku swojego samochodu.
Wróciłem do mieszkania, po czym wyciągnąłem Pottera na spacer. Wszystko zapowiadało, że szykował mi się samotny, męski wieczór, zupełnie jak kiedyś. Po powrocie z dworu, wyciągnąłem z lodówki piwo i rozsiadłem się przed telewizorem, włączając akurat lecący mecz. Pies po niedługim czasie postanowił dotrzymać mi towarzystwa i władował się na kanapę obok mnie. Pogłaskałem go po plecach i wróciłem wzrokiem do oglądania meczu. W końcu moją uwagę skutecznie odwrócił sms od Gwen, z którą prowadziłem krótką wymianę wiadomości do momentu, aż nie stwierdziła, że idzie spać. Postanowiliśmy jedynie spotkać się jutro po jej pracy, gdyż dla mnie przypadała niestety ta poranna, a jej popołudniowa. Po skończonym meczu, nie chciało mi się jeszcze jednak iść spać, więc postanowiłem pograć jeszcze trochę.

Kolejnego dnia rano udałem się do pracy, zmianę dzieliłem z jakąś brunetką, pracowałem z nią może raz. Niecierpliwie wyczekiwałem końca zmiany, gdyż zmiany bez Gwen naprawdę mnie nudziły. W końcu nadszedł upragniony czas, kiedy mogłem opuścić to miejsce i udać się do domu. Resztę popołudnia męczyłem moje projekty a studia. Siedziałem tak, aż nie usłyszałem dzwonka do drzwi, który mógł oznaczać jedynie przybycie Gwen. Dźwignąłem się z krzesła i udałem się do drzwi. Przyciągnąłem dziewczynę do siebie przytulając ją.
-Boże, jaka ta zmiana była nudna - westchnąłem, całując ją w czubek głowy.
-Hej Patric, ciebie też miło widzieć - zaśmiała się.
Przewróciłem oczami na reakcję dziewczyny i puściłem ją aby spokojnie mogła zdjąć buty.
-A ty co? Dobrze się bawiłaś szkoląc nowych ludzi? - zapytałem, kierując się do sypialni, aby zapisać projekt i wyłączyć komputer.
-Wyśmienicie. A co to? Mogę zobaczyć? - zapytała, wyglądając mi przez ramię w stronę komputera.
-Moje projekty na zajęcia - odparłem.

Gwen?

Od Scotta cd Hailey

Ledwo żyłem, kiedy wróciłem do domu, zegarek pokazywał, że jest już dobrze po piątej. Ogarnąłem się szybko, mając nadzieję, że nie obudzę blondynki. Wszedłem do sypialni, kładąc się obok blondynki. Podniosła głowę wyrwana ze snu, patrząc na mnie zdezorientowana.
-Co się dzieje? -Zapytała zdezorientowana.
-Nic nic, śpij kochanie -odpowiedziałem przyciągając ją do siebie.
Pokiwała jedynie głową, jeszcze bardziej wtulając się we mnie. Objąłem ją ramieniem, kładąc dłoń na jej biodrze. Leżałem jeszcze przez parę minut, nie mogąc zasnąć. W końcu po cholernie długim czasie nadeszł upragniony sen. Niestety następnego dnia Hai wyskoczyło niespodziewane zastępstwo na sesji, a ja musiałem jechać na plan. Przez następne tygodnie nie mieliśmy okazji na spędzenie całego dnia w domu, jednak udawało nam się znaleźć choć trochę czasu wspólnie.
~*~
Tego dnia ponownie wróciłem około piątej. Po przebudzeniu spojrzałem na zegarek, który wskazywał dwadzieścia po jedenastej. Przeciągnąłem się i zebrałem w sobie, aby ruszyć swoje szanowne cztery litery. Ruszyłem do kuchni, po drodze zachaczając o salon, gdzie cmoknąłem krótko blondynkę na przywitanie. Zjadłem szybkie śniadanie, po czym udałem się do łazienki ogarnąć. Dzięki prysznicowi, w końcu udało mi się dobudzić do końca. A nie była to najłatwiejsza sprawa. Stwierdziłem, że skoro obiecałem dziewczynie robienie za poduszkę, to ogolę się zanim na słucham się, że mogłem to zrobić. W końcu wyszedłem z łazienki, ubrany tylko w spodnie dresowe. Wszedłem do kuchni, gdzie Hailey stała przygotowując sobie herbatę. Objąłem ją od tyłu, wkładając dłonie po jej koszulkę i położyłem je na odsłoniętej skórze jej brzucha.
-Mam nadzieję, że mimo moje małej pobudki, wyspałaś się chociaż -mruknąłem całując ją w szyję.
-A nie narzekam -odpowiedziała odwracajac się do mnie przodem.
Przyciągnąłem ją bliżej siebie, zjeżdżając dłońmi na jej pośladki i ścisnąłem je lekko, co wywołało zadowolone mruknięcie Hailey. Złapałem ją pewniej i pkdniosłem, na co pisnęła zaskoczona, zaplatając ręce na moim karku. Posadziłem ją na krawędzi blatu, po czym przyciągnąłem ją bliżej. W odpowiedzi oplotła mnie nogami w pasie, odsuwając się lekko ode mnie.
-Mam nadzieję, że mnie nie oszukałeś i dziś nigdzie się nie wybierasz -powiedziała wplatając dłoń w moje włosy.
-Ale jakbym mógł cię oszukać? Tak jak powiedziałem, dziś jestem cały twój -powiedziałem łącząc usta z jej.
Hailey?

Od Joe cd Juliette

Podszedłem do dziewczyny, podając jej blanta wraz zapalniczką, a sam udałem się na szybkości po talerzyk na kiepy.
-Rozsądnie - oznajmiła, biorąc potężnego bucha.
Przejąłem skręta od dziewczyny sam się zaciągając. To zdecydowanie był dobry towar, cóż Hoke jak zwykle mnie nie zawiódł. Oczywiście nie żebym palił to jakoś namiętnie, ale czasem fajnie było się przy tym odprężyć. Staliśmy przy oknie na zmianę zaciągając się używką. Niedługo później zaczynałem czuć jej wpływ w swoim umyśle.
-Dobre to - stwierdziła.
-Niezastąpione, niezawodne źródło - odparłem.
W końcu wypaliliśmy wszystko, co się dało. Zamknąłem okno, uprzednio zabierając z niego naczynie, które zostało tymczasową popielniczką. Spojrzałem na dziewczynę i jej mocno poszerzone źrenice. Zaśmiałem się na ten widok, ona również.
-Masz teraz oczy jak kot ze Shreka - stwierdziła.
-Ty wcale nie jesteś lepsza - odparłem, chwytając jej dłoń i ciągnąc za sobą - chodź za mną, stworzymy coś.
 Dłuższą chwilę chodziliśmy, aby w końcu wychodzić upragniony przeze mnie kształt swastyki.
-Którą godzinę już chodzimy? - zapytała, łapiąc mnie od tyłu za koszulkę, abym się zatrzymał.
-Dobre pytanie, bo chodzimy zaledwie dwie minuty. Ale moje gratulacje, właśnie wychodziliśmy swastykę - oznajmiłem poważnym tonem, aby po chwili razem z nią zacząć się śmiać.
-Jesteś nienormalny, co jeśli to znowu przyzwie Hitlera - westchnęła.
-Wtedy będzie jeszcze lepsza zabawa - stwierdziłem.
Ponownie rozsiedliśmy się wygodnie na kanapie i zaczęliśmy poruszać najbardziej absurdalne tematy, usiłując wymyślić coś sensownego, jednak bezskutecznie, gdyż wciąż kończyło się to śmiechem. Po jakimś czasie wpływ używki zaczął z nas schodzić, a na jego miejsce pojawił się ogromny głód.
-Ale jestem głodna - stwierdziła.
-Chodźmy na kebaba, jest niedaleko całodobowy - zaproponowałem.
-Pysznie.
Ponownie zgarnęliśmy bluzy, które mieliśmy na sobie wcześniej i opuściliśmy mieszkanie. Świat w naszych oczach wciąż pozostawał zabawny, choć z upływem czasu coraz mniej. W końcu dotarliśmy do upragnionego miejsca, gdzie oboje zamówiliśmy największe możliwe kebaby.
-Nie mam pojęcia, jak zamierzasz to w siebie wcisnąć - powiedziałem, patrząc na nią, kiedy otrzymaliśmy swoje zamówienia.
-Gastro rządzi się swoimi prawami - mruknęła.
Z kebabami w rękach ruszyliśmy w drogę powrotną. Zdecydowaliśmy się wracać przez park. Jednak stwierdziliśmy, że na dłuższą metę chodzenie z tak wielkim kebabem nie jest najwygodniejsze, więc usiedliśmy na ławce na pobliskim placu zabaw.

Juliette?

Od Juliette cd Joe

- Tego mi było trzeba - westchnęłam cicho, opierając głowę na klatce piersiowej chłopaka. Czułam, że byłam na prawdę mocno pijana. Pozwoliłam, aby moje powieki opadły na chwilę i starałam się czerpać jak najwięcej przyjemności z tej prostej, ale jednocześnie tak intymnej czynności. Problem polegał na tym, że uwielbiałam się przytulać, ale jak dotąd nie miałam z kim. Teraz się rozwiązał.
Zaciągnęłam się papierosem, zadarłam głowę do góry i chuchnęłam dymem prosto w twarz chłopaka, który akurat zaczerpnął powietrza. Joe zakaszlał mocno, nie wiedząc, co właściwie się stało. Nawet nie próbowałam powstrzymać wybuchu śmiechu.
- Jesteś bardzo złośliwą dziewczyną - stwierdził, nagle znajdując się naprzeciwko mnie.
- Przynajmniej umilam ci wieczór i się nie nudzisz, więc nie narzekaj - wytknęłam język w jego stronę, po czym wychyliłam się za barierkę balkonu.
Ląd pode mną delikatnie, lecz nieustannie wirował, migoczące uliczne światła, ludzie podążający różnymi drogami i robiący różne rzeczy... w tej chwili byliśmy ponad nimi.
- Pamiętaj, że martwy żul to nie żul - ostrzegł Joe, przytrzymując mnie w talii.
- Panikujesz - zaśmiałam się - robiłam gorsze rzeczy niż przechylanie się na poręczy balkonu - odwróciłam się do niego przodem i utkwiłam wzrok w jego ładnych, niebieskich oczach.
- Nie na mojej zmianie - szepnął z wyrzutem - wracajmy do środka, trzęsiesz się jak galaretka.
Na jego uwagę oby dwoje zareagowaliśmy śmiechem.
- Tu jest tak ładniee - jęknęłam, zapierając się nogami jeszcze przed tym, gdy zaczął wpychać mnie na siłę do środka - czujesz ten zapach? To nocne powietrze?
- Czuję, i jest bardzo smaczny, ale jesteś jak lód - wybełkotał, pozostając przy swoim.
- Ale Joeee, śpijmy tutaaj... - nie dawałam za wygraną aż do momentu, gdy ten nie zdecydował się ponownie przewiesić mnie przez swoje ramię.
O dziwo, chłopak szedł prosto na tyle, że nie obijał mojego bezwładnego ciała o ściany. Byłam mu za to dozgonnie wdzięczna.
- Następnym razem palimy marihuanę, to dopiero jest relaks! - uniosłam się, czując gwałtowny przypływ energii - ja wszystko załatwię.
- A czemu nie teraz?
Odpowiedź chłopaka zdziwiła mnie nieco, ale w tej sytuacji nie mogłam odmówić. Jaranie z fajnym chłopakiem sam na sam w środku nocy... to było to.
- Bardzo chętnie - odparłam z ożywieniem. Chłopak postawił mnie na podłodze, zamknął balkon i gestem dłoni wskazał, żebym poszła za nim.
Jak się okazało, wróciliśmy do jego sypialni. Joe otworzył jedną z szuflad w komodzie, w której znajdowała się jeszcze jedna szufladka otwierana na klucz.
- Jakie zabezpieczenie - szeroko otworzyłam oczy - mi by się nie chciało.
- Przezorny ZAWSZE ubezpieczony, moja droga - posłał w moją stronę diabelski uśmieszek.
Otworzył szufladkę i wyciągnął z niej na prawdę dużego blanta. Ja z kolei szeroko otworzyłam okno, żeby specyficzny zapach nie utrzymywał się w pomieszczeniu zbyt długo.
- Panie mają pierwszeństwo - powiedział, podchodząc bliżej mnie.

Joe?