sobota, 2 listopada 2019

Od Joe cd Juliette


Weszliśmy do środka mieszkania. Oboje padaliśmy z nóg. 
-Nareszcie - westchnęła, ściągając buty, po czym ruszyła prosto do mojej sypialni.
Poszedłem w tym samym kierunku i położyłem się na łóżku obok dziewczyny. Każde z nas było tak wyczerpane, że nawet nie sililiśmy się na przykrycie kołdrą. Spaliśmy jak zabici. 

Gdy się obudziłem, promienie słońca przebijały się przez okna, nieszczęśliwie padając wprost na moją twarz. No tak, w końcu żadne z nas o tym wczoraj nie pomyślało. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę czternastą. Obróciłem głowę w stronę Juliette, która wciąż smacznie spała. Doskwierał mi straszny ból głowy oraz pragnienie, nie było się czemu dziwić, bo wczoraj nieźle zabalowaliśmy. Podniosłem się z łóżka i zasłoniłem rolety, aby słońce nie obudziło także Juliette. Zgarnąłem z szafy jakieś czyste ciuchy i udałem się pod prysznic. Potem udałem się do kuchni, aby w końcu zaspokoić swoje pragnienie i  wziąć jakieś tabletki na ból głowy. Siedziałem przy stole delektując się szklanką chłodnej wody, odgarnąłem wciąż mokre włosy, spadające mi na twarz i wbiłem wzrok w okno. Będąc na kacu rzadko kiedy byłem głodny. Po chwili w drzwiach sypialni stanęła wciąż zaspana Yui. 
-Błagam powiedz, że masz jakieś przeciwbólówki, bo łeb mi pęka - westchnęła, siadając naprzeciwko mnie.
Skinąłem głową i podsunąłem jej pod nos tabletkę, po czym wstałem, aby podać jej szklankę.
-Nieźle zabalowaliśmy, moja droga - stwierdziłem, ponownie siadając i uważnie jej się przyglądając. 

Yui? 

Od Hailey cd Scotta

Oddałam pocałunek chłopaka, po czym odsuwając się od niego, uśmiechnęłam się.
-Ile ja bym dała za więcej takich dni - westchnęłam - i nawet się ogoliłeś!
-A to wszystko dla ciebie, kochanie  - odparł, po czym złożył kolejny pocałunek na mojej szyi.
Wplotłam dłonie w jego włosy, pociągając lekko za końcówki, wywołując tym samym jego mruknięcie z przyjemności. Po chwili odkleiliśmy się od siebie, a ja sięgnęłam po swój kubek z herbatą i uważnie go obserwowałam, kiedy wyciągał jogurt z lodówki. Dosłownie nie spuszczałam z niego oka, co oczywiście nie umknęło jego uwadze.
-A tobie co? - zapytał, podchodząc bliżej i stając przede mną.
-A nic, tak sobie podziwiam - odparłam, tykając go nogą w brzuch.
Chłopak złapał mnie za nogę, uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch nią.
-Ładnie to tak? - zapytał, patrząc mi  oczy.
Wzruszyłam jedynie ramionami, śmiejąc się. Chłopak pokręcił głową, puścił moją nogę i odsunął się na moment, aby wyrzucić opakowanie po jogurcie. Odstawiłam kubek i zeskoczyłam z blatu, podchodząc do niego i zaplatając ręce na jego karku.
-Co, znowu mam cię tam wsadzić? - zaśmiał się, obejmując mnie.
-Niekoniecznie - mruknęłam, całując go.
Chłopak oddał pocałunek, schodząc swoimi rękami nieco niżej. Popchnęłam go nieco, kierując kroki do wyjścia z kuchni, chcąc doprowadzić to wszystko do salonu. Kiedy jednak znaleźliśmy się na korytarzu, chłopak pokrzyżował moje plany, przypierając mnie do ściany.  Westchnęłam cicho, kładąc swoją dłoń na jego policzku. Scott podniósł jedną z moich nóg i ponownie złapał mnie za pośladek. Ponownie łapiąc się jego karku, z niewielką pomocą chłopaka podniosłam się, tak że teraz obejmowałam go nogami w pasie, będąc wciąż przyparta do ściany.

Scott?

piątek, 1 listopada 2019

Od Juliette cd Joe

Gdy zjadłam mniej więcej połowę tego ogromnego kebaba, poczułam, że to już zdecydowanie starczy. To był największy kebab jakiego widziałam i jadłam w swoim całym życiu.
- Mój mały żołądek się buntuje - stwierdziłam ze smutkiem - nie lubię wyrzucać jedzenia, dzieci w Afryce nie mają co jeść.
- Nie martw się, mogę to zjeść - odparł bez chwili wahania, na co zareagowałam śmiechem.
Gdy pozbyliśmy się dwóch ogromnych kebabów, wpadłam na cudowny pomysł.
- Pobawmy się tutaj! - wykrzyknęłam, zrywając się z ławki i zajmując jedną z huśtawek.
Joe pokręcił głową z niedowierzaniem i dołączył do mnie. Tak jakby plac zabaw był do 13 roku życia, ale kto by się tym przejmował?
Rozhuśtałam się tak mocno, jak tylko potrafiłam, po czym zeskoczyłam z siedzenia i wylądowałam na oko dwa metry dalej, przy okazji brudząc się wilgotnym piaskiem. Chwilę później mój towarzysz zrobił to samo.
Moim kolejnym celem stała się wielka, kręcona zjeżdżalnia. Zioło trzymało mnie jeszcze odrobinkę, dzięki czemu zjazd był w moim odczuciu bardzo przyjemnym i rozweselającym doświadczeniem.
- Jejka, ciekawe która godzina - westchnęłam ciężko, czując rosnące z każdą chwilą zmęczenie.
- Druga w nocy, moja droga Juliette Ferrars - odparł. Po tonie jego głosu mogłam wyczytać, że był równie wyczerpany co ja.
- Tak bardzo chce mi się spać, że chyba nie dojdę - wyjąkałam, opadając na ławce. Wydawała mi się teraz taka wygodna, i pomyśleć, że to tylko dlatego, że dawała mi możliwość położenia się na niej.
- Nie śpij, wstawaj, odnajdź w sobie te pokłady energii, naśladuj mnie - wymamrotał, podchodząc do mojego na wpół martwego ciała, po czym resztkami sił próbował je podnieść.
Przy okazji zdążyłam na chwilę zasnąć, i... miałam bardzo dziwny sen. Otóż siedziałam na podłodze i piłam kawę, a wokół mnie fruwały piórka. Później ktoś zaczął krzyczeć coś o papierze i ziemniakach, i że krew smoka chińskiego nazywa się barszcz...
Ocknęłam się, czując nagłe szarpnięcie. Chłopakowi udało się mnie podnieść.
- Obudziłam się! - wykrzyknęłam tak gwałtownie, że Joe wydał z siebie krótki jęk przerażenia. Mój towarzysz ostrożnie odstawił mnie na ziemię.
- Zdecydowanie za często mnie nosisz. Wiesz, jaki miałam super sen? - powiedziałam z entuzjazmem, a całe moje zmęczenie odpłynęło w niepamięć.
- Spałaś zaledwie kilka minut, jak to możliwe, żeby coś ci się przyśniło? - uniósł brwi.
- Nie wiem, ale śniło mi się, że piłam kawę na podłodze, i fruwały piórka, i krew smoka była barszczem z papieru i ziemniaków...
Nim zdążyłam dokończyć, chłopak zwijał się ze śmiechu. Gdy tylko udało nam się uspokoić, doczłapaliśmy się do mieszkania.

Joe?

Od Patrica cd Gwen

Spojrzałem smutnym wzrokiem na dziewczynę, przyciągając ją bliżej siebie i całując w czubek głowy.
-Odezwij się później, jeśli będziesz mogła - oznajmiłem, posyłając jej smutny uśmiech.
-W porządku - odparła, patrząc mi w oczy.
Pocałowałem ją raz jeszcze i zamknąłem w uścisku, aby po dłuższej chwili puścić.
-Do zobaczenia, Gwen - powiedziałem.
-Pa, Patric - odpowiedziała, obracając się na pięcie i zmierzając w kierunku swojego samochodu.
Wróciłem do mieszkania, po czym wyciągnąłem Pottera na spacer. Wszystko zapowiadało, że szykował mi się samotny, męski wieczór, zupełnie jak kiedyś. Po powrocie z dworu, wyciągnąłem z lodówki piwo i rozsiadłem się przed telewizorem, włączając akurat lecący mecz. Pies po niedługim czasie postanowił dotrzymać mi towarzystwa i władował się na kanapę obok mnie. Pogłaskałem go po plecach i wróciłem wzrokiem do oglądania meczu. W końcu moją uwagę skutecznie odwrócił sms od Gwen, z którą prowadziłem krótką wymianę wiadomości do momentu, aż nie stwierdziła, że idzie spać. Postanowiliśmy jedynie spotkać się jutro po jej pracy, gdyż dla mnie przypadała niestety ta poranna, a jej popołudniowa. Po skończonym meczu, nie chciało mi się jeszcze jednak iść spać, więc postanowiłem pograć jeszcze trochę.

Kolejnego dnia rano udałem się do pracy, zmianę dzieliłem z jakąś brunetką, pracowałem z nią może raz. Niecierpliwie wyczekiwałem końca zmiany, gdyż zmiany bez Gwen naprawdę mnie nudziły. W końcu nadszedł upragniony czas, kiedy mogłem opuścić to miejsce i udać się do domu. Resztę popołudnia męczyłem moje projekty a studia. Siedziałem tak, aż nie usłyszałem dzwonka do drzwi, który mógł oznaczać jedynie przybycie Gwen. Dźwignąłem się z krzesła i udałem się do drzwi. Przyciągnąłem dziewczynę do siebie przytulając ją.
-Boże, jaka ta zmiana była nudna - westchnąłem, całując ją w czubek głowy.
-Hej Patric, ciebie też miło widzieć - zaśmiała się.
Przewróciłem oczami na reakcję dziewczyny i puściłem ją aby spokojnie mogła zdjąć buty.
-A ty co? Dobrze się bawiłaś szkoląc nowych ludzi? - zapytałem, kierując się do sypialni, aby zapisać projekt i wyłączyć komputer.
-Wyśmienicie. A co to? Mogę zobaczyć? - zapytała, wyglądając mi przez ramię w stronę komputera.
-Moje projekty na zajęcia - odparłem.

Gwen?

Od Scotta cd Hailey

Ledwo żyłem, kiedy wróciłem do domu, zegarek pokazywał, że jest już dobrze po piątej. Ogarnąłem się szybko, mając nadzieję, że nie obudzę blondynki. Wszedłem do sypialni, kładąc się obok blondynki. Podniosła głowę wyrwana ze snu, patrząc na mnie zdezorientowana.
-Co się dzieje? -Zapytała zdezorientowana.
-Nic nic, śpij kochanie -odpowiedziałem przyciągając ją do siebie.
Pokiwała jedynie głową, jeszcze bardziej wtulając się we mnie. Objąłem ją ramieniem, kładąc dłoń na jej biodrze. Leżałem jeszcze przez parę minut, nie mogąc zasnąć. W końcu po cholernie długim czasie nadeszł upragniony sen. Niestety następnego dnia Hai wyskoczyło niespodziewane zastępstwo na sesji, a ja musiałem jechać na plan. Przez następne tygodnie nie mieliśmy okazji na spędzenie całego dnia w domu, jednak udawało nam się znaleźć choć trochę czasu wspólnie.
~*~
Tego dnia ponownie wróciłem około piątej. Po przebudzeniu spojrzałem na zegarek, który wskazywał dwadzieścia po jedenastej. Przeciągnąłem się i zebrałem w sobie, aby ruszyć swoje szanowne cztery litery. Ruszyłem do kuchni, po drodze zachaczając o salon, gdzie cmoknąłem krótko blondynkę na przywitanie. Zjadłem szybkie śniadanie, po czym udałem się do łazienki ogarnąć. Dzięki prysznicowi, w końcu udało mi się dobudzić do końca. A nie była to najłatwiejsza sprawa. Stwierdziłem, że skoro obiecałem dziewczynie robienie za poduszkę, to ogolę się zanim na słucham się, że mogłem to zrobić. W końcu wyszedłem z łazienki, ubrany tylko w spodnie dresowe. Wszedłem do kuchni, gdzie Hailey stała przygotowując sobie herbatę. Objąłem ją od tyłu, wkładając dłonie po jej koszulkę i położyłem je na odsłoniętej skórze jej brzucha.
-Mam nadzieję, że mimo moje małej pobudki, wyspałaś się chociaż -mruknąłem całując ją w szyję.
-A nie narzekam -odpowiedziała odwracajac się do mnie przodem.
Przyciągnąłem ją bliżej siebie, zjeżdżając dłońmi na jej pośladki i ścisnąłem je lekko, co wywołało zadowolone mruknięcie Hailey. Złapałem ją pewniej i pkdniosłem, na co pisnęła zaskoczona, zaplatając ręce na moim karku. Posadziłem ją na krawędzi blatu, po czym przyciągnąłem ją bliżej. W odpowiedzi oplotła mnie nogami w pasie, odsuwając się lekko ode mnie.
-Mam nadzieję, że mnie nie oszukałeś i dziś nigdzie się nie wybierasz -powiedziała wplatając dłoń w moje włosy.
-Ale jakbym mógł cię oszukać? Tak jak powiedziałem, dziś jestem cały twój -powiedziałem łącząc usta z jej.
Hailey?

Od Joe cd Juliette

Podszedłem do dziewczyny, podając jej blanta wraz zapalniczką, a sam udałem się na szybkości po talerzyk na kiepy.
-Rozsądnie - oznajmiła, biorąc potężnego bucha.
Przejąłem skręta od dziewczyny sam się zaciągając. To zdecydowanie był dobry towar, cóż Hoke jak zwykle mnie nie zawiódł. Oczywiście nie żebym palił to jakoś namiętnie, ale czasem fajnie było się przy tym odprężyć. Staliśmy przy oknie na zmianę zaciągając się używką. Niedługo później zaczynałem czuć jej wpływ w swoim umyśle.
-Dobre to - stwierdziła.
-Niezastąpione, niezawodne źródło - odparłem.
W końcu wypaliliśmy wszystko, co się dało. Zamknąłem okno, uprzednio zabierając z niego naczynie, które zostało tymczasową popielniczką. Spojrzałem na dziewczynę i jej mocno poszerzone źrenice. Zaśmiałem się na ten widok, ona również.
-Masz teraz oczy jak kot ze Shreka - stwierdziła.
-Ty wcale nie jesteś lepsza - odparłem, chwytając jej dłoń i ciągnąc za sobą - chodź za mną, stworzymy coś.
 Dłuższą chwilę chodziliśmy, aby w końcu wychodzić upragniony przeze mnie kształt swastyki.
-Którą godzinę już chodzimy? - zapytała, łapiąc mnie od tyłu za koszulkę, abym się zatrzymał.
-Dobre pytanie, bo chodzimy zaledwie dwie minuty. Ale moje gratulacje, właśnie wychodziliśmy swastykę - oznajmiłem poważnym tonem, aby po chwili razem z nią zacząć się śmiać.
-Jesteś nienormalny, co jeśli to znowu przyzwie Hitlera - westchnęła.
-Wtedy będzie jeszcze lepsza zabawa - stwierdziłem.
Ponownie rozsiedliśmy się wygodnie na kanapie i zaczęliśmy poruszać najbardziej absurdalne tematy, usiłując wymyślić coś sensownego, jednak bezskutecznie, gdyż wciąż kończyło się to śmiechem. Po jakimś czasie wpływ używki zaczął z nas schodzić, a na jego miejsce pojawił się ogromny głód.
-Ale jestem głodna - stwierdziła.
-Chodźmy na kebaba, jest niedaleko całodobowy - zaproponowałem.
-Pysznie.
Ponownie zgarnęliśmy bluzy, które mieliśmy na sobie wcześniej i opuściliśmy mieszkanie. Świat w naszych oczach wciąż pozostawał zabawny, choć z upływem czasu coraz mniej. W końcu dotarliśmy do upragnionego miejsca, gdzie oboje zamówiliśmy największe możliwe kebaby.
-Nie mam pojęcia, jak zamierzasz to w siebie wcisnąć - powiedziałem, patrząc na nią, kiedy otrzymaliśmy swoje zamówienia.
-Gastro rządzi się swoimi prawami - mruknęła.
Z kebabami w rękach ruszyliśmy w drogę powrotną. Zdecydowaliśmy się wracać przez park. Jednak stwierdziliśmy, że na dłuższą metę chodzenie z tak wielkim kebabem nie jest najwygodniejsze, więc usiedliśmy na ławce na pobliskim placu zabaw.

Juliette?

Od Juliette cd Joe

- Tego mi było trzeba - westchnęłam cicho, opierając głowę na klatce piersiowej chłopaka. Czułam, że byłam na prawdę mocno pijana. Pozwoliłam, aby moje powieki opadły na chwilę i starałam się czerpać jak najwięcej przyjemności z tej prostej, ale jednocześnie tak intymnej czynności. Problem polegał na tym, że uwielbiałam się przytulać, ale jak dotąd nie miałam z kim. Teraz się rozwiązał.
Zaciągnęłam się papierosem, zadarłam głowę do góry i chuchnęłam dymem prosto w twarz chłopaka, który akurat zaczerpnął powietrza. Joe zakaszlał mocno, nie wiedząc, co właściwie się stało. Nawet nie próbowałam powstrzymać wybuchu śmiechu.
- Jesteś bardzo złośliwą dziewczyną - stwierdził, nagle znajdując się naprzeciwko mnie.
- Przynajmniej umilam ci wieczór i się nie nudzisz, więc nie narzekaj - wytknęłam język w jego stronę, po czym wychyliłam się za barierkę balkonu.
Ląd pode mną delikatnie, lecz nieustannie wirował, migoczące uliczne światła, ludzie podążający różnymi drogami i robiący różne rzeczy... w tej chwili byliśmy ponad nimi.
- Pamiętaj, że martwy żul to nie żul - ostrzegł Joe, przytrzymując mnie w talii.
- Panikujesz - zaśmiałam się - robiłam gorsze rzeczy niż przechylanie się na poręczy balkonu - odwróciłam się do niego przodem i utkwiłam wzrok w jego ładnych, niebieskich oczach.
- Nie na mojej zmianie - szepnął z wyrzutem - wracajmy do środka, trzęsiesz się jak galaretka.
Na jego uwagę oby dwoje zareagowaliśmy śmiechem.
- Tu jest tak ładniee - jęknęłam, zapierając się nogami jeszcze przed tym, gdy zaczął wpychać mnie na siłę do środka - czujesz ten zapach? To nocne powietrze?
- Czuję, i jest bardzo smaczny, ale jesteś jak lód - wybełkotał, pozostając przy swoim.
- Ale Joeee, śpijmy tutaaj... - nie dawałam za wygraną aż do momentu, gdy ten nie zdecydował się ponownie przewiesić mnie przez swoje ramię.
O dziwo, chłopak szedł prosto na tyle, że nie obijał mojego bezwładnego ciała o ściany. Byłam mu za to dozgonnie wdzięczna.
- Następnym razem palimy marihuanę, to dopiero jest relaks! - uniosłam się, czując gwałtowny przypływ energii - ja wszystko załatwię.
- A czemu nie teraz?
Odpowiedź chłopaka zdziwiła mnie nieco, ale w tej sytuacji nie mogłam odmówić. Jaranie z fajnym chłopakiem sam na sam w środku nocy... to było to.
- Bardzo chętnie - odparłam z ożywieniem. Chłopak postawił mnie na podłodze, zamknął balkon i gestem dłoni wskazał, żebym poszła za nim.
Jak się okazało, wróciliśmy do jego sypialni. Joe otworzył jedną z szuflad w komodzie, w której znajdowała się jeszcze jedna szufladka otwierana na klucz.
- Jakie zabezpieczenie - szeroko otworzyłam oczy - mi by się nie chciało.
- Przezorny ZAWSZE ubezpieczony, moja droga - posłał w moją stronę diabelski uśmieszek.
Otworzył szufladkę i wyciągnął z niej na prawdę dużego blanta. Ja z kolei szeroko otworzyłam okno, żeby specyficzny zapach nie utrzymywał się w pomieszczeniu zbyt długo.
- Panie mają pierwszeństwo - powiedział, podchodząc bliżej mnie.

Joe?

Od Gwen cd Patrica

Uśmiechnęłam się lekko na jego gest, po czym zabrałam się do realizacji zamówienia. Po chwili chłopak dołączył do mnie zajmując się kolejnym klientem. Ruch jak panował w tym miejscu był nie do wyobrażenia. Robiło się coraz ciaśniej, a we dwoje nie byliśmy w stanie ogarnąć roboty. Ale już się szykowały zmiany. Szefostwo planowało przenieść się do większego lokalu oraz a przede wszystkim zatrudnić nowe osoby do pracy.
-Słyszałeś już najnowsze wieści? -Zapytałam, zerkając na niego podczas parzenia kawy. -Koniec naszych wspólnych  zmian. Przynajmniej na jakiś czas
-Jak to? -Zapytał wkładając szklankę w ekspres.
-Przyjęli cztery nowe osoby i ktoś musi je przeszkolić -odpowiedziałam zabierając gotową kawę i zaniosłam ją klientowi, po czym wróciłam do chłopaka. -Oczywiście wszyscy nagle mają dwieście spraw, albo nie mają cierpliwości i zostałam tylko ja. Więc najbliższe dni spędzę z nimi.
Chłopak wyprostował się zabierając kubek i zaniósł go, po czym wrócił do mnie. Stanął z poważną miną, zakładając ręce na piersi.
-Tylko niech ci nie przyjdzie do głowy, kogoś tam podrywać -odparł poważnym tonem.
-Oj tam nie masz się o co obawiać -powiedziałam całując go krótko w policzek. -W dodatku myślę, że to któraś z dziewczyn obmyśliła taki cwany plan, aby się do ciebie dobrać -powiedziałam równie poważnym tonem, na co on popukał się palcem w czoło.
Zaśmiałam się, dając mu pstryczka w nos, po czym wróciliśmy do swoich zajęć. Ruch w końcu zaczął maleć, dzięki czemu można było w końcu zwolnić obroty. Ja naprawdę nie mam pojęcia, jakim cudem przewalało się tu tyle osób. Pożegnaliśmy ostatniego klienta i zabraliśmy się za sprzątanie lokalu oraz oczekiwaliśmy upragnionego przybycia naszej szefowej. Kiedy tylko się pojawiła zabraliśmy swoje rzeczy i wyszliśmy przed lokal. Patric przyciągnął mnie do siebie całując w usta. Objęłam go w pasie, po czym po zakończonym pocałunku oparłam głowę, o jego ramię.
-I jakie plany na resztę wieczoru? -Zapytałam unosząc lekko głowę, aby na niego spojrzeć.
-Przede wszystkim zakupy, bo zaczyna straszyć mi w lodówce, a potem... A potem to w sumie żadne. A co? -Mruknął przybliżając się jeszcze bardziej. -Masz ochotę wpaść.
-Moja ochota niestety jest daleka od możliwości -westchnęłam, głaszcząc do po policzku. -Wracam do domu i siadamy sprawozdania z badań. Także niestety wypad do ciebie dziś odpada.
Patric?

Od Hailey cd Scotta

Spojrzałam na chłopaka z grymasem niezadowolenia.
-W takim razie winko czeka do jutra, bo picie samemu to alkoholizm – westchnęłam,tym razem gładząc go po klatce piersiowej.
-Jak sobie życzysz – odparł, gładząc mnie po boku.
Nachyliłam się nad nim, składając pocałunek na jego ustach. Chłopak oddał go, ściskając lekko mój pośladek. Uśmiechnęłam się przez pocałunek i zacisnęłam swoją dłoń na jego koszulce. Po odklejeniu się od niego, zerknęłam na zegarek wiszący na ścianie. Dochodziła dziewiętnasta, co oznaczało, że pozostało nam stosunkowo niewiele czasu. Zsunęłam się z jego brzucha do poprzedniej pozycji, wtulając się w niego, mogłabym tak leżeć bez końca.
-Podasz mi pilota? - zapytałam, uśmiechając się do niego.
Scott westchnął cicho, sięgając ręką po pilota i podając mi go do ręki. Tym razem zamiast kreskówek znalazłam jakieś talent show, które swoją drogą było całkiem ciekawe. Jakiś czas później, chłopak zaczął tykać mnie mocniej w bok, chcąc zwrócić na mnie swoją uwagę.
-Muszę uciekać, skarbie – oznajmił.
-W porządku – odparłam, zsuwając się z niego i pozwalając mu na powstanie z kanapy – ale żebyś nie myślał, że ci przepuszczę tą jutrzejszą obietnicę.
-Jakbym śmiał – powiedział, głaszcząc mnie po głowie, po czym udał się do wyjścia z mieszkania, zakładając po drodze tylko buty i biorąc w rękę jakąś bluzę.
Popatrzyłam na kota, który przyczłapał do mnie w międzyczasie i wciągnęłam go na swoje kolana. Cieszyłam się, że Scott miał te zwierzaki, gdyż skutecznie umilały mi czas, kiedy przebywałam tutaj sama. Kiedy program dobiegł końca, spojrzałam na zegarek, który wskazywał, że Lucky powinien odbyć swój wieczorny spacer. Delikatnie pozbyłam się kota ze swoich kolan i podniosłam z kanapy. Udałam się do sypialni, gdzie Lucky w najlepsze spał na naszym łóżku. Przebrałam dresy na jakieś dżinsy i zgarnęłam z półki słuchawki. Usiadłam na łóżku obok psa, głaszcząc go po głowie.
-Chodź idziemy na spacer – powiedziałam, na co ten podniósł głowę i popatrzył na mnie ochoczo. Wstałam i ruszyłam w kierunku wyjścia, a pies za mną. Założyłam buty i przypięłam smycz go jego obroży. Założyłam słuchawki, puszczając swoja ulubiona playlistę i zamykając za sobą mieszkanie, wyszłam. Zdecydowałam się na nieco dłuższy spacer, gdyż czas mnie nie gonił, a pies zasługiwał wybiegać się przed całą nocą. W końcu wróciłam do mieszkania, gdzie udałam się pod prysznic i zmęczona położyłam się do łóżka. Bardzo szybko zasnęłam. Nie wiem ile spałam, lecz w środku nocy obudził mnie Scott, kładący się obok.
Scott?

Od Joe cd Juliette

Wracaliśmy do mojego mieszkania, ja popijając whiskey z butelki, Juliette paląc papierosa oraz ściskając pod pachą swoją butelkę tego samego alkoholu.
-Wyglądamy teraz jak dwa menele - zaśmiałem się, tracąc na ułamek sekundy równowagę, jednak szybko ją odzyskując.
-Nie wiem jak ciebie, ale mnie całkiem bawi ta perspektywa - odparła wesoło.
-Również - odparłem - ej zatrzymaj się. Zrobię ci zdjęcie, wyglądasz cudownie z whiskey pod pachą, w wielkiej bluzie i z fajką - oznajmiłem.
Yui zatrzymała się, przyjmując pozę, ja w tym czasie wyciągnąłem telefon i zrobiłem jej zdjęcie.
-Pokaaaż - zawołała, podchodząc bliżej mnie.
Pokazałem jej zdjęcie, które wyszło zaskakująco dobrze jak na te warunki oświetleniowe.
-Cudowne - stwierdziła - a teraz, idziemy dalej Joe Riggs'sie - zawołała, ruszając do przodu i wymachując ponaglająco ręką.
-Ma się rozumieć!
Ruszyliśmy w dalszą drogę, której nie zostało już wiele, śmiejąc się z przypadkowych, często wcale nie zabawnych rzeczy.  W końcu zatrzymaliśmy się pod budynkiem.
-W sumie to, daj jednego - powiedziałem, wskazując na fajkę, którą dziewczyna właśnie kończyła.
Juliette odnalazła w jednej z kieszeni kartonik oraz zapalniczkę, po czym pozwoliła mi na wyciągnięcie jednego z papierosów oraz odpalenie go.
-Dawno nie paliłem - stwierdziłem, zaciągając się dymem.
-Rozumiem, że palisz okazjonalnie? - spytała.
-Owszem - odparłem, opierając się o ścianę, aby mieć pewność, że moja równowaga mnie nie zawiedzie.
Staliśmy przed drzwiami, dopóki nie dokończyłem swojego papierosa. Weszliśmy do środka budynku, do windy i po wciśnięciu odpowiedniego przycisku, stanęliśmy przed lustrem przyglądając się sobie. Nie trwało to jednak długo, gdyż nie mieszkałem wysoko. Weszliśmy do środka mieszkania, oboje pozbywając się swoich bluz. Ponownie zajęliśmy miejsce na kanapie, każde z nas ściskając swoją butelkę whiskey, jak zawodowi alkoholicy.
-Wiesz co, jakiś czas temu, w parku niedaleko, jeden żul podpalił drugiego - oznajmiłem nagle, patrząc na nią poważnie.
-Ale jak to? - zapytała, siłą powstrzymując się od zaśmiania.
-No pokłócili się, bo jeden chyba wypił coś drugiemu, to ten oblał go swoim denaturatem i podpalił kolegę - zaśmiałem się - jak będziesz niemiła to spotka cię zemsta zawodowego alkoholika.
-Znowu mi grozisz - mruknęła, przewracając oczami.
-Doskonale wiesz, że żartuję - stwierdziłem, unosząc butelkę i upijając z niej łyk - nie zaprzeczysz jednak, że właśnie robimy z siebie meneli.
-Zdecydowanie nie - zaśmiała się.
-Za bycie żulami - stwierdziłem, unosząc butelkę w jej kierunku, aby stuknęła o nią swoją.
Po wypiciu naszego 'toastu' wspólnie zdecydowaliśmy się iść na balkon, aby zapalić jeszcze po papierosie. Staliśmy oparci o barierkę, patrząc na wciąż tętniące życiem ulice, choć nie były ulokowane w ścisłym centrum miasta, nieustannie coś się tam działo. Kątem oka widziałem, jak dziewczyna lekko trzęsie się z zimna. Odwróciłem się w jej stronę, prostując się i podchodząc bliżej niej, obejmując lekko, aby było jej cieplej.

Juliette?