piątek, 11 października 2019

Nowy członek!

 https://images.unsplash.com/photo-1563281629-0f00d7db7523?ixlib=rb-1.2.1&ixid=eyJhcHBfaWQiOjEyMDd9&auto=format&fit=crop&w=891&q=80

Caroline Morgan!

Od Sofii cd Scotta

Obserwowałam poczynania chłopaka, nie wierząc w to co widzę. Po względnie krótkich spotkaniach ciężko było stwierdzić jak sobie radzi, ale tu miałam dość jasną sytuację. Naprawdę średnio sobie radził... Wyprostował się i spojrzał na mnie z oczekiwaniem.
-Co się tak patrzysz?
-Martwię się -powiedziałam opierając się o framugę, w odpowiedzi dostałam tylko wywrót oczami. -Taa pamiętam, wszystko w porządku -dodałam przedrzeźniając go.
Strzepnął popiół z papierosa, po czym stanął przede mną.
-Wysłowisz się w końcu, dlaczego właściwie tu przyszłaś?
-Wyjeżdżasz? -Zapytałam patrząc na spakowaną torbę. -Zazwyczaj mówiłeś o tym wcześniej, aby upewnić się, że nie będziesz mi potrzebny. W końcu uświadomiłeś sobie, że nadopiekuńczy?
Kręcił się jeszcze chwilę po pokoju ignorując mnie, po czym usiadł na łóżku. Oparł dłonie o uda i schował twarz w dłoniach. Rzuciłam torbę na pobliskie krzesło po czym podeszła do niego i rozsiadłam się obok. Położyłam dłoń na jego ramieniu.
-Jadę do kuzyna na Florydę -powiedział w końcu. -Nie wiem, może odcięcie się na jakiś czas, pomoże mi...Chyba się trochę w tym wszystkim pogubiłem. Uważałem, że tak będzie lepiej, ale... Sam już nie wiem...
-Ty po prostu jak nie odpieprzysz jakiejś głupoty, to nie jesteś sobą Scottie -westchnęłam, na co uśmiechnął się krzywo. -A z innej beczki, kto tu sobie zafundował tą Corvette, co stoi przed wejściem do budynku?
-A mój. Jeep stoi u mechanika i zastanawiam się, czy jest sens w ogóle go naprawiać.
-A nie uważasz, że warto powalczyć o rzeczy, na których nam zależy? Nie zawsze jest łatwo, ale może okazać się, że warto podjąć ryzyko -powiedziałam, wiedząc, że zrozumie co mam tak naprawdę na myśli. -Ale może jak sam mówisz, może lepiej daj sobie trochę czasu. A mam nawet dla ciebie propozycję... Mój znajomy pamiętał, że mam z tobą kontakt i zadzwonił zaproponować ci rolę. Tak wiem, minęło trochę czasu od kiedy ostatnio występowałeś, ale to może to być najskuteczniejszy sposób na oderwanie się od tego. Jest to komedia romantyczna, zdjęcia mają być właśnie na Florydzie i w Nowym Jorku...
Jeszcze przez następną godzinę próbowałam go namówić do tego pomysłu. W końcu udało się i stwierdził, że co szkodzi spróbować. Co prawda wiązało się to z jego dłuższą nieobecnością w mieście, ale udało mi się go przekonać, że jestem dużą dziewczynką i dam sobie radę sama z dzieckiem. Poza tym mogłam liczyć na pomoc Flynna. A on musiał się czymś zająć, bo jak na razie świetnie szła mu autodestrukcja. A nie miałam zamiaru patrzeć jak się wyniszcza. Dawniej nawet nie patrzył na papierosy, a teraz palił je jak smok. No i nawet nie dodam, że dość mocno się zapuścił. Ale przynajmniej nie odpuścił sobie rehabilitacji i ją dokończył. Siedzieliśmy gadając jak za starych dobrych lat. A tego chyba najbardziej w tej chwili potrzebował. W końcu stwierdziłam, że czas zbierać się do domu i pożegnałam się z nim, życząc mu powodzenia.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przez ostatnie cztery miesiące jedyny kontakt jaki miałam z chłopakiem ograniczał się do telefonów. Wysyłałam mu zdjęcia małej i słuchałam jego wrażeń z jego nowej roboty. Miałam wrażenie, że w końcu trochę odżył. Chodziłam po mieszkaniu zbierając zabawki, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam drzwi, za którymi stał dobrze znany mi chłopak. Czy mi się wydaje, czy on przypakował? Zarósł i schudł, to na pewno.
-A kogo to moje piękne oczęta widzą? -Powiedziałam wciąż lekko zaskoczona jego widokiem.
-Najwspanialszego faceta na ziemi -parsknął.- Mogę wejść, czy mam tu tak dalej stać?
Przesunęłam się wpuszczając go do środka.
-Przenieśliśmy się ze zdjęciami do Nowego, więc stwierdziłem, że wpadnę zobaczyć co u moich ulubionych dziewczyn.
-Chyba jedynych, które jeszcze jakoś z tobą wytrzymują- zaśmiałam się ze szczerym uśmiechem. Dobrze widzieć go w końcu w dobrym humorze.
Scottie?

czwartek, 10 października 2019

Od Alexy`ego cd Hailey

Po znalezieniu jakiejś ciekawej knajpy zjedliśmy naprawdę późny obiad. Gdy wychodziliśmy z lokalu zaczynało się powoli ściemniać. Ruszyliśmy przed siebie, przez malownicze i jednocześnie tajemnicze miasto. Split naprawdę miało coś w sobie, jakiś niespodziewany urok. W końcu jadąc tu nie nastawiałem się na zwiedzanie, a szybki wypad na zawody. Jednak z blondynką możemy przedłużyć nieco wyjazd. W końcu zrobiło się na tyle ciemno, że stwierdziliśmy że wracamy do hotelu. A tam dziewczyna stwierdziła, że pomoże mi się rozluźnić przed jutrem. No cóż była dość przekonywująca.

Rano obudziłem się przed dziewczyną. Spojrzałem na blondynkę śpiącą spokojnie na moim ramieniu. W końcu przestała myśleć o tym rozstaniu z tym frajerem. Ostrożnie i delikatnie wygrzebałem się spod niej, tak aby jej nie budzić. Poszedłem się ogarnąć na tyle cicho by nie obudzić Hai. Po szybkim prysznicu, owinąłem się ręcznikiem w pasie i przysiadłem na łóżku grzebiąc w telefonie. Po chwili poczułem oddech dziewczyny na swojej szyi i jej dłonie sunące na powoli na mój brzuch.
-Czyżbyś się stresował? Bo jakiś spięty jesteś -mruknęła przytulając się do moich pleców.
-Wydaje ci się Mała -powiedziałem odkręcają głowę tak, aby spojrzeć na dziewczynę. Cmoknąłem ją krótko w nos.- Przecież wiesz, że jestem najlepszy.
-A jaki skromny przy tym -prychnęła.
-No wiadomo. A ty może byś ruszyła się i skoczymy na śniadanie?

Hailey?

niedziela, 6 października 2019

Od Scotta cd Sofii

Przejechałem dłonią po twarzy, po czym spojrzałem na nią.
-Od tego twojego nafaszerowania się zaczęło -mruknąłem pod nosem.
Soffi wymieniła spojrzenia z Flynnem, po czym rozsiadła się na kanapie obok mnie.
-Scottie, co się dzieje -zapytała kładąc rękę na moich plecach.
-Zjebałem -powiedziałem po chwili. -Zjebałem po całości, z resztą jak zwykle i nawet nie próbowałem tego ratować... Postawiła mnie przed wyborem- albo odbiorę telefon od ciebie albo wciąż jesteśmy razem... Pojawiłem się tu wczoraj, więc zapewne wiesz co wybrałem... -dziewczyna na to przejechała dłonią po twarzy. -Ale może tak będzie lepiej...
Po moich słowach zapadła całkowita cisza. Siedzieli w całkowitym szoku, wciąż trawiąc to co im przekazałem. Przymknąłem oczy przykładając rękę do czoła. Skutki wczorajszego wieczoru dawały mi się w znaki. Z jednej strony zależało mi na dziewczynie i czułem, że robię ogromny błąd, a z drugiej... Tak może będzie lepiej? Nieustająca gonitwa myśli połączona z ogromnym kacem sprawiała, że miałem wrażenie że za sekundę rozwali mi łeb. No i nie wspomnę nawet o moich dziurach w pamięci. Jednak początek wieczoru pamiętałem aż za dobrze.
-Powinienem już wracać, bo mam do ogarnięcia zwierzyniec -westchnąłem podnosząc się powoli do pionu.
-Może zawiozę cię twoim samochodem. I tak mam tam parę spraw do załatwienia, a wrócę z kumplem -powiedział Flynn.
-Dzięki, ale nie trzeba. Samochód stoi u mechanika, o ile nie trafił prosto na złomowisko -mruknąłem.
-Czy ty rozwaliłeś samochód, po czym zamiast do szpitala poszedłeś chlać? -Warknęła powstrzymując się od krzyknięcia.
-Oj no prawie tak było... Po prostu ja przypieprzyłem w latarnię, a gościu nie wyrobił i wjechał w mój wóz, kiedy mnie tam nie było-dodałem szybko. -A teraz naprawdę się zabieram. Dzięki za przenocowanie mojej zarozumiałej dupy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wrzucałem po kolei rzeczy do torby, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Przejechałem dłonią po włosach i ruszyłem w stronę wejścia. Od rozstania minął już prawie miesiąc, podczas którego musiałem poinformować moją kochaną rodzinkę o życiowych zmianach. No cóż babcia byłą delikatnie mówiąc niezadowolona z tego faktu. Łatwo nie było przez ostatnie tygodnie, ale cóż na własne życzenie. Otworzyłem drzwi za którymi stała rudowłosa.
-A ciebie co za diabli tu przygnali? -Zapytałem uważając aby nie wypadł mi niedawno odpalony papieros.
Dziewczyna minęła mnie omiatając mieszkanie krytycznym wzrokiem.
-Matko czy tu bomba wybuchła? -Zapytała, a po chwili zmarszczyła nos.- I czy ty wietrzysz? Bo można się udusić od tego dymu z tych pierdolonych papierosów.
-Dobra, przestań matkować i gadaj, po coś przylazła? -Zapytałem szukając popielniczki, po czym wróciłem do pakowania.
Sofii?

środa, 2 października 2019

Od Gwen cd Patrica

Stałam jeszcze chwilę przed budynkiem starając się sobie jakoś to chodź trochę poukładać. W końcu odwróciła się na pięcie i wczłapałam się się na piętro, gdzie czekała na mnie znajoma twarzyczka mojego drogiego przyjaciela. Przywitał mnie cwanym uśmieszkiem.
-Widzę, że randka się udała -mruknął z dwuznacznym uśmiechem, podczas gdy ja szukała kluczy w torbie.
-Po pierwsze, nie tak jak ty myślisz. Po drugie to w sumie nie była randka -dodałam rzucając w niego torbą, aby przytrzymał ją. -I co ty tu robisz?
-Przecież miałaś mnie podwieźć... Ale nie zmieniaj tematu. No i nie mów, że znowu prawie spieprzyłaś -widocznie moja mina mówiła więcej, niż tysiąc słów, bo tylko westchnął kręcąc głową. -A powiedziałaś mu? Czy czekasz, aż ja wszystkim powiem?
Przez jego pytanie mało nie potknęłam się o próg. Peter był jedyną osobą, poza szefową, która wiedziała o mojej małej batalii. A już jutro czekała mnie pierwsza chemia... Odłożyłam na szafkę rzeczy.
-Nie, nie mówiłam mu i też miałeś o tym nie wiedzieć, ponieważ nie chcę żadnej litości, a do tego to będzie dążyć -prychnęłam. -Koniec tematu. A teraz ty wyprowadzisz mi psa, a ja pójdę się ogarnąć.
Pokręcił głową mrucząc coś jedynie o tym, że jeszcze zobaczę, że wszystkim powie, ale nie brałam tego na poważnie. Zazwyczaj sporo się nagadał, ale dotrzymywał obietnicy. W końcu zrezygnowany złapał smycz i zabrał się za łapanie psa. Sama poszłam do szafy wybrać jakieś świeże rzeczy. W końcu wybrałam coś i udałam się do łazienki się umyć. Skończyłam się ogarniać równo z powrotem Petera, po czym złapałam potrzebne rzeczy i ruszyliśmy na uczelnię.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Całą noc prawie nie spałam, już nakręcona wizją popołudniowej chemii, na którą i po której miał zabrać mnie Peter. Taki oto sposobem zaspałam i pędziłam na łeb na szyję do kawiarni.Wpadłam jak torpeda do kawiarni, rzucając jedynie krótkie ,,Cicho" do rozbawionego Patrica. Poleciałam na zaplecze, a po chwili stanęłam koło niego za ladą.
-No nie wierzę, pani ,,Ja się nigdy nie spóźniam" jednak zaspała? -Zapytał lekko rozbawiony jednak uważnie mi się przyglądał.
-Ja nie znam człowieka -powiedziałam kręcąc głową i szturchając go lekko w bok.
-A tak na poważnie co jest?
-Nie nic, po prostu chyba za bardzo się podekscytowałam nowym projektem i spać nie mogłam. Zdarza się, normalna rzecz -odpowiedziałam machając lekceważąco ręką i udając przed samą sobą, że mówię prawdę.- A ty dodatkowo na tym skorzystałeś i będziesz mógł mi to wypominać.
Patric?

Od Patrica cd Gwen

Uśmiechnąłem się lekko i przewróciłem oczami na słowa dziewczyny i przyciągnąłem ją bliżej siebie, aby złożyć pocałunek na jej ustach. Gwen oddała go, lekko pociągając za końcówki moich włosów. Jęknąłem cicho w jej usta, po chwili odsuwając się nieco i kończąc pocałunek.
-Koniec tego dobrego - oznajmiłem -trzeba zjeść śniadanie.
-Skoro tak twierdzisz - odparła, przeciągając się leniwie.
Usiedliśmy razem w kuchni, wyciągając wcześniej zawartość lodówki na stół. Zaparzyłem dla nas obojga kawę i ukroiłem chleb.
-Odwieźć cię? - spytałem.
-Weź Pottera na spacer i odprowadź mnie chociaż kawałek - zaproponowała, spoglądając wesoło w stronę czworonoga, który siedział przed nią i wlepiał w nią swoje ciemne oczy, w nadziei na otrzymanie czegoś z jej talerza.
-Skoro tak sobie życzysz, przynajmniej ktoś jeszcze na tym skorzysta - stwierdziłem.
Po skończonym posiłku dziewczyna udała się do łazienki, aby przywrócić się do porządku, a ja w tym czasie sprzątnąłem w kuchni. Zarzuciłem na siebie bluzę i wyciągnąłem smycz oraz obroże Pottera. Uradowany czworonóg przybiegł, merdając ogonem. Chwilę później Gwen także była gotowa do wyjścia. Uśmiechnąłem się w jej stronę, kiedy zabrała mi psią smycz i zaczęła schodzić schodami w dół. Zamknąłem drzwi i dołączyłem do pozostałej dwójki. Droga do Gwen minęła nam spokojnie, na popychaniu pierdół. Koniec końców zatrzymaliśmy się pod miejscem jej zamieszkania. Spojrzałem jej w oczy, odgarniając zbłąkany kosmyk jej włosów.
-Robisz dobre sushi, ale jesteś śmieszna, kiedy panikujesz - zaśmiałem się.
-Ale ty umiesz zepsuć dobry moment - prychnęła.
-Ty to mówisz? - odparłem, nachylając się lekko w jej stronę.
-A i owszem - zaśmiała się, także spoglądając mi w oczy.
-Do zobaczenia Gwen - oznajmiłem, całując ją na pożegnanie i ruszając w przeciwnym kierunku.
Gwen?

poniedziałek, 23 września 2019

Od Xaviera cd Lashiti

Siadłem na stołku barowym tuż przed dziewczyną, po czym spróbowałem jej wynalazku. Pokiwałem z podziwem głową.
-Jeśli kiedykolwiek się zastanawiałem, czy na pewno nadajesz się do tej roboty, to teraz jest już pewny. To jest naprawdę ekstra -powiedziałem, co wywołało szeroki uśmiech ciemnookiej.
-No to teraz, w ramach podziękowania podziękowania możesz mi powiedzieć o swoim koszmarze -odpowiedziała krzyżując ręce na piersi.
-Czyli nadszedł czas na zwierzenia przed barmanem -próbowałem odwrócić to wszystko w żart, jednak zaprzestałem widząc srogie spojrzenie dziewczyny. Westchnąłem przejeżdżając dłonią po twarzy. Nie przepadałem za mówieniem o swoich problemach czy obawach. Zawsze starałem się radzić sobie samemu z problemami. Nie lubiłem wciągać innych w swoje życie i kłopoty. Jednak nadszedł czas, aby przyzwyczaić się do tego, że kogoś to może obchodzić to do tego stopnia, że nie da mi spokoju puki nie usłyszy zadowalającej odpowiedzi. Ale w końcu jesteśmy razem, a skoro ja wymagam od niej szczerości, to i ona na to zasługuje. Wyciągnąłem z szafki kieliszki i chwyciłem butelkę wódki, po czym napełniłem szkło. Opróżniłem ją jednym haustem. -Od wielu lat ten sam...  To może bardziej wspomnienie. Jedno zmasakrowane ciało i ich kretyńskie uśmieszki. Moment kiedy ją znalazłem... Chociaż ostatnimi czasy coś się zmieniło...A dokładniej jeden szczegół -powiedziałem po czym oderwałem wzrok z kieliszka i spojrzałem na Lashi. -To nie ciało Sary tam leży...
Dziewczyna obeszła blat, po czym przytrzymała się za moje ramiona i bezceremonialnie wpakowała mi się na kolana. Położyłem ręce na jej lędźwiach, obejmując ją aby nie spadła. Uśmiechnąłem się patrząc prosto w jej brązowe oczy. Przeniosła dłonie z moich barków na kark.
-Czy ty chociaż na chwilę przestajesz się bać o moje bezpieczeństwo? -Zapytała, na co uśmiechnąłem się lekko, zaprzeczając ruchem głowy. Westchnęła jedynie kręcąc głową. -Czasem się zastanawiam, czy nie było by nam prościej osobno... I dlaczego nie odwróciłeś się ode mnie kiedy poznałeś prawdę...
-Bo oboje jesteśmy równie zepsuci. Nie będzie nam łatwo, ale wiesz... Przynajmniej będziemy mieli ciekawe życie i większe problemy niż kolor zasłon, więc nie będzie to żaden powód do kłótni. W dodatku ktoś ostatnio stwierdził, że razem damy sobie radę ze wszystkim... A miała to być tylko zabawa na biurku co -mruknąłem całując ją w szyję co wywołało jej uśmiech. -A teraz bardzo, ale to bardzo mocno cię kocham, moja królowo. I niczego nie żałuję.
Siedzieliśmy jeszcze jakiś czas w ciszy. Lashi drażniła moją szyję opierając głowę o moje ramię. Głaskałem ją po plecach całując po odsłoniętym ramieniu. Aż mi się wszystkiego odechciewało myśląc o powrocie do Nowego Jorku. O powrocie w ten cały bałagan. Moje spojrzenie padło na zegarek, który pokazywał, że jest już mocno po dziewiętnastej. W pewnym momencie dziewczyna wyprostowała się i spojrzała na mnie przerzucając włosy na jedną stronę. Po jej minie widziałem, że coś już wymyśliła.
-To może mniej będziesz się bał o moje życie, kiedy nauczysz mnie parę sposobów na pozbycie się natrętów -powiedziała uśmiechając się cwaniacko. -A wątpię abym znalazła kogoś odpowiedniejszego do tego, niż ty...
-Dobra dobra, nie musisz słodzić. Jeśli tylko chcesz możemy poćwiczyć samoobronę czy to samymi rękami czy z nożem... Jak chcesz to nawet poćwiczymy strzelanie -odpowiedziałem patrząc jej w oczy. -Co tylko chcesz. Możemy nawet zaraz teraz natychmiast. W szafkach na pewno znajdą się dla ciebie jakieś ciuchy sportowe siostry...
 Lashiti?

niedziela, 22 września 2019

Od Lashiti cd Xaviera

- Miło, że tak o mnie dbasz. Jednak jeśli twoi wrogowie, wiedza że jestem twoją słabością, to może tak nie powinno być. Naucz mnie czegoś, dzięki czemu zaskoczę przeciwników, albo i nawet siebie bądź kogokolwiek. - powiedziałam. Choć nie przebudziłam się chwilę po nim, nigdy mi nie opowiadał o koszmarach. Może powinnam go o to spytać albo też nic z tym nie robić.
Głaskałam powoli jego policzek i patrzyłam na niego, może bardziej podziwiałam, tak to może być dobre określenie. Pamiętam, jak weszłam do jego klubu, by znaleźć pracę. Choć to nie było przypadkowe, na początku miałam interesy i wiadomość od jednego z chłopaczków o tym, kto tam jest. Nie na co dzień tak jest, ale jednak jest. Nie miałam, zamiaru tam zostawać, ale jednak wyszło nieco inaczej. Potem zabawa z nim na biurku, kolejne spotkanie, jakoś dalej się to potoczyło, aż do bycia razem. Zapewne Tori, nie pochwala tego jednak.. Sama nie wiem co jednak...
Patrzyłam, podziwiałam go i głaskałam jego policzek tak powoli. Uśmiechnęłam się i przymknęłam oczy, chyba znowu mnie zmęczenie bierze.
Chociaż nie chce, żeby on był sam. Przechyliłam jego twarz, by była bliżej mojej i spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Jaki koszmar miałeś? - spytałam, choć też może nie powinnam pytać o takie szczegóły. W sumie nigdy nie wiem, jak on zareaguje na moje pytania albo wyznania. Niedługo będzie trzeba wracać do domu, do roboty, do rzeczywistości, jednak jeszcze nie chce. Chce jeszcze trochę z nim się polenić.
Gdy wspomniał o barku, nieco go zgniotłam i wstałam, by znaleźć barek i sobie kucnąć, by wybrać jakiś alkohol, czytałam etykietki i wybierałam i po kolei kładłam na blat stołu. Wyjęłam jakieś, alkohole typu: whisky, wino, oraz jakieś wódki, troszkę tego było. Znalazłam jakieś ładne szklanki, znalazłam także lód i mogłam zacząć jak typowy barman, którym zresztą tez jestem się zachowywać. Spróbowałam najpierw wódki, paliła w gardełko. Znalazłam jakieś owoce oraz mikser, wiec zaczęłam po kolei kroić owocki oraz nalewać wódki, by zacząć je mieszać, troszkę kruszonego lodu, oraz innych smacznych i nieco kwaskowatych dodatków.
Widziałam katem oka jak Xavier, się na mnie patrzy, posłałam mu uśmiech i dalej robiłam swoje.
- Nie odpowiedziałeś mi na pytanie. - powiedziałam, skończyłam swój miks, nalałam do szklanej miseczki i podsunęłam mu pod nos i podałam łyżeczkę, czekałam na werdykt.
- Powiedz, jak smakuje i odpowiedz na pytanie. - powiedziałam, patrzyłam na niego wyczekująco.

Xavier?

sobota, 21 września 2019

Od Tylera cd Shaylyn

Spojrzałem na dziewczynę i zaśmiałem się w reakcji na wypowiedziane przez nią słowa.
-Kto tu mówi o jednej nocy? Słuchaj, nie chcę się wiązać, nie szukam związku. Chcę tylko seksu, możemy zawrzeć układ - oznajmiłem.
Dziewczyna patrzyła na mnie z uniesionymi brwiami, ewidentnie zaskoczona moimi słowami.
-Liczysz, że się na to zgodzę? Mimo że znam cię może godzinę? - prychnęła.
-Nie musisz zgadzać się odrazu, dam ci czas na przemyślenia. Do zobaczenia - odparłem, uśmiechając się zadziornie i znikając w tłumie.
Przedzierając się przez tłum, w głowie wciąż miałem obraz dziewczyny w krwistoczerwonej bieliźnie, choler.a to byłby tak dobry układ. Na ten moment nie interesowały mnie żadne zobowiązania, zależało mi tylko na jednym. Wyszedłem na zewnątrz i wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów, wyciągając jednego i zapalając go. Poszedłem do domu.
Kiedy dotarłem na miejsce dochodziła trzecia, dlatego wziąłem prysznic i położyłem się spać.
Gdy się obudziłem, dochodziła dwunasta. Ruszyłem w drogę do kuchni, z zamysłem zjedzenia śniadania. No tak, lodówka była pusta. Westchnąłem cicho i wróciłem do sypialni, szukając czegoś, w co mógłbym się ubrać. Wyszedłem z mieszkania, zgarniając po drodze kluczyki do samochodu. Powinienem go zmienić, jeżdżę nim już dość długo, więc zaczyna mi się nudzić. Odpaliłem silnik, wsłuchując się w jego przyjemny dźwięk i wyjechawszy z garażu, udałem się do sklepu. Wziąłem wózek, postanowiłem zrobić większe zakupy, przy kolejnym gastro może nie chcieć mi się czekać na dowóz jedzenia. Ruszyłem w podróż między regałami, zgarniając po drodze wszystko, na co mógłbym mieć ochotę. Wózek szybko się zapełniał. Nagle między alejkami ujrzałem znajomą dziewczynę, poznaną poprzedniej nocy.
-Nie sądziłem, że zobaczymy się tak szybko - stwierdziłem.
-Ja podobnie - prychnęła.
-To jak, podjęłaś już jakąś decyzję?
Shay?

piątek, 20 września 2019

Od Gwen cd Patrica

Przejechałam dłonią po jego ręce, uśmiechając się lekko.
-Jeszcze zmienisz zdanie. Strasznie kopię przez sen -zażartowałam jednocześnie wtulając się w niego.
-Oj aż tak źle nie może być, abym zmienił zdanie- odpowiedział oplatając mnie jeszcze mocniej.
-Jeszcze zobaczymy -mruknęłam ziewając lekko.
Przymknęłam oczy wdychając jego zapach. Po chwili dało się słyszeć jego miarowy oddech. Ja jeszcze dłuższy czas nie mogłam zasnąć. Owszem było mi bardzo dobrze z chłopakiem, ale wciąż nie mogłam się w pełni odprężyć. A tajemnice nie pomagają... Trzymanie go na dystans oszczędziło by mu i mnie późniejszego bólu. Ale wiem, że jeśli ktokolwiek się dowie będą traktować mnie jak dziecko. Przekręciłam się na drugi bok, delikatnie tak aby go nie obudzić. W końcu po prawie godzinie w końcu udało mi się przysnąć. Rano obudziły mnie ostrożne i delikatnie pocałunki po moim ramieniu. Mruknęłam coś niezrozumiałego machając ręką. W odpowiedzi usłyszałam jedynie śmiech. Otworzyłam niechętnie oko i spotkałam zielone spojrzenie uśmiechniętego chłopaka.
-Przepraszam, że przeszkadzam w pani wypoczynku, ale dochodzi już dziewiąta -powiedział kładąc się obok i lustrując mnie wzrokiem.
Przeciągnęłam się, po czym przejechałam dłonią po moich splątanych włosach. Odwróciłam się na bok, aby spojrzeć na chłopaka.
-No cóż... Może panu wybaczę -powiedziałam dając mu pstryczka w nos.
-A ja chyba polubię cię w takim porannym wydaniu -odpowiedział bawiąc się moim zabłąkanym pasmem włosów, na co się lekko zarumieniłam.
-No tak, bo nie ma to jak zakołtuniona i obśliniona dziewczyna... Masz dziwny gust -zaśmiałam się, po czym skubnęłam zębami jego rękę. -Ale przyjmę to jako komplement.
Moja dłoń wylądowała we włosach Patrica, w które lekko wplotłam dłoń.
 Patric?