Westchnęłam głośno, odkładając telefon na stolik, a następnie przeciągnęłam się na kanapie.
-Chyba jednak sama coś zrobię. - Spojrzałam na chłopaka. -Pójdę do
sklepu i przy okazji wyprowadzę Zonę, zaniedbałam ją. - Podrapałam się
po głowie, próbując przypomnieć sobie, kiedy ostatnio spędziłam z nią
cały dzień.
Blondyn jedynie kiwnął głową, na co ja wstałam i ruszyłam do sypialni,
aby się ubrać. Po kilku minutach opuściłam mieszkanie Tylera, wychodząc
przed budynek i ruszając dobrze znaną mi już drogą. Mijałam ludzi,
przyglądając im się uważnie, niekiedy posyłając uśmiech, który chętnie
odwzajemniali, a momentami nawet zatrzymując się, aby zamienić z nimi
choć kilka zdań na nic nie wnoszące do życia tematy, takie jak pogoda i
choć naprawdę nie mogłam w normalny sposób wytłumaczyć, dlaczego to
robiłam, sprawiało mi to wiele radości. Dotarłam do domu z
zaczerwienionym nosem, a mój wzrok od razu padł na leżącą na kanapie
suczkę, która nie wyglądała na szczęśliwą. Usiadłam na dywanie,
wyciągając w jej stronę zimną dłoń, do której nawet nie wyciągnęła łba i
wcale nie była to oznaka lenistwa, wiedziałam, że ją zawiodłam i
zraniłam. Z braku innych pomysłów, przytuliłam ją, najmocniej, jak tylko
mogłam, uważając przy tym, by nie zrobić jej krzywdy.
-Przepraszam. Już nigdy więcej nie będziesz siedzieć tak długo sama.
Wstałam z podłogi, podchodząc do jej miski i wsypując do niej porcję
karmy. Suczka ochoczo zabrała się za spożywanie, a ja w tym czasie
sprawdziłam zawartość własnej lodówki. Po chwili doszłam do wniosku, iż
zakupy nie będą konieczne i z uśmiechem na twarzy zaczęłam pakować
produkty do torby. Chwyciłam smycz, co od razu przykuło uwagę Zony,
która zamerdała radośnie ogonem. Gdy upewniłam się, że samica nie
ucieknie, opuściłam mieszkanie, zamykając je na klucz i ruszyłam w drogę
powrotną.
~~~
Zapukałam do drzwi, a już po chwili otworzyły się one, ukazując blondyna, którego wzrok utkwił w Zonie.
-Wybacz, ale nie mogłam jej zostawić w domu. Może tu choć chwilę zostać? - Spojrzałam błagalnym wzrokiem na Tylera.
-No jasne, wchodzcie. - Zaprosił mnie gestem ręki, przechodząc do salonu i siadając na kanapie.
Spojrzałam na sunię, która z zaciekawieniem przyglądała się otoczeniu, a
ja, po zdjęciu kurtki oraz butów, udałam się do kuchni, by przygotować
śniadanie. Dzięki pomocy chłopaka, po dwudziestu minutach siedzieliśmy w
salonie z pełnymi brzuchami, rozmawiając o zbliżających się świętach
oraz przygotowaniach do nich.
-Jakoś nie mam ochoty na drętwe siedzenie przy stole, spędźmy te święta
jakoś inaczej. Może... sama nie wiem, masz jakiś pomysł? - Spojrzałam na
Tylera.
Tay?
niedziela, 18 sierpnia 2019
Od Xaviera cd Lashiti
Droga mijała nam w spokoju. Siedziałem obok Lashi odpisując na
wiadomości i prowadząc dyskusję z jednym frajerem, który właśnie
próbował opierdolić mnie na nie małe pieniądze. Żałosne. Moje
poirytowanie wzrastało z każdą minutą rozmów z tym kretynem. W nerwach
nawet nie zauważyłem kiedy zacisnąłem szczękę. Położyłem moją rękę na
udo dziewczyny, ściskając je lekko. Dziewczyna początkowo zaskoczona
rzuciła mi spojrzenie, jednak położyła dłoń na mojej. Myślałem, że chce
ją zabrać, lecz ona jedynie ją ścisnęła. Czując jej ciepło powoli się
uspokajałem. To niesamowite, jak ta dziewczyna na mnie działa. Nie
musiała właściwie nic robić, abym mógł się uspokoić. No i nie
wspominając jak potrafiła w mgnieniu oka sprawić, że jej pragnąłem. A
nasza relacja to miał być tylko seks... Chyba coś nie wyszło. W końcu po
jakimś czasie zatrzymaliśmy się na postój. Moje pokręcone rodzeństwo
porozłaziło się we wszystkie strony, podczas gdy rodzice stali przy ich
samochodzie, kłócąc się czy aby na pewno dobrze jadą. Oparłem się o
samochód naciągając okulary przeciwsłoneczne jeszcze bardziej na nos. Po
chwili przede mną pojawiła się twarz brązowowłosej. Ustała zakładając
ręce na klatkę piersiową i przekręciła głowę na bok.
-Co się dzieje Xav? -Zapytała uważnie mnie obserwując. -I nie kłam, że nic. Nie jestem ani ślepa, ani tym bardziej głupia. Wiem, że kiedy robisz takie miny i odpalasz znienawidzonego przez wszystkich Xava, nie jest dobrze. Mów.
Westchnąłem ciężko, po czym położyłem ręce na jej biodrach przyciągając ją do siebie. Nie widząc sprzeciwu objąłem ją rękami w pasie. Chciałem ją pocałować, ale zabrała szybko głowę, patrząc na mnie nieugiętym wzrokiem.
-Okazało się, że jeden z moich ludzi chyba nie jest do końca zdecydowany, po czyjej jest stronie -powiedziałem w końcu, wiedząc, że i tak z nią nie wygram. -Będę musiał się zwinąć na jakiś czas i posprzątać ten bałagan.
-Chcesz go dorwać i dać mu nauczkę. Prosiłam cię, abyś nie pakował się w kłopoty, ani byś nikogo nie prowokował... Jesteś gorszy od małego dziecka- jęknęła zrezygnowana.
-A ty chyba wiesz w co się pakujesz będąc ze mną -mruknąłem przybliżając się do niej. -Poza tym inaczej było by nudno, koteczku- powiedziałem łącząc swoje wargi z jej. -Ale i tak ze mną nie pójdziesz -dodałem szybko wiedząc, że zaraz zacznie się wykłócać o to. -Zostaniesz z Alanem. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało, a wiem że nie mogę wszystkim ufać.
Wywróciła oczami, ale nie dyskutowała tylko przyciągnęła mnie bliżej siebie łącząc nasz usta. Bez zastanowienia oddałem pieszczotę pogłębiając ją. Położyła ręce na mój kark jak zwykle drażniąc go. Mruknąłem z zadowoleniem, zjeżdżając jedną dłonią na jej pośladek i ściskając go. Jęknęła jednocześnie drażniąc niby przypadkiem moje krocze, na co aż wstrzymałem oddech. A to mała cholera. W odpowiedzi zrobiła jedynie nie winną minkę, przygryzając seksownie wargę. No cóż jej mała prowokacja zdecydowanie działała, a jej efekty zaczynały być coraz bardziej widoczne przez moje spodnie.
-Kotku, może twoje podniecenie jest w miarę łatwe do ukrycia, ale moje już niekoniecznie -powiedziałem, na co ta uśmiechnęła się zwycięsko. -A w dodatku jeszcze moment, to nie wytrzymam i przelecę cię na masce tego samochodu, nie patrząc ile osób sobie popatrzy -mruknąłem jej do ucha.
-A może mi dokładnie o to chodzi -powiedziała unosząc brew. -Wiesz, można by było trochę urozmaicić nasze zabawy... Panie -jęknęła przygryzając jednocześnie płatek ucha.
Doskonale wiedziała jak bardzo to na mnie działa, w jej wykonaniu. Mała, wredna prowokatorka. Rozejrzałem się jedynie dokoła, czy nikt nam się nie przygląda. Całe szczęście nikt na nas nie zwracał uwagi.
-Ty mała żmijko -mruknąłem. -Co do urozmaicenia jestem jak najbardziej za, ale nie przy tym składzie... No chyba, że uda nam się im umknąć... No i oczywiście muszę najpierw załatwić swoje sprawy. A potem... Zobaczymy gdzie i co się da zrobić. A puki co ruszamy dalej -dodałem widząc, że się zbierają i cmoknąłem ją krótko w usta.
Siedziałem przecierając ręce ręcznikiem. Ostatnią godzinę spędziłem na patrzeniu jak moi ludzie obijali temu zdradzieckiemu chujowi pyska, aby dowiedzieć się dla kogo właściwie pracuje. Niestety jeśli chce się coś zrobić, to trzeba samemu ruszyć dupę. To co trzeba było przyznać to to, że skurwysyn faktycznie nie pisnął ani słowa. Przejrzałem się w pobliskim lustrze, czy aby na pewno nie upaprałem się jego krwią. Przechodząc obok tego ścierwa prychnąłem i już miałem wychodzić, gdy usłyszałem jeszcze.
-Myślisz Ravenwood, że uda ci się ochronić tą małą sukę? -Zaśmiał się plując krwią. -On jest gotowy zrobić wszystko by cię zniszczyć, więc myślisz że jej nie ruszy? Jeszcze znajdzie moment, gdy zaboli cię to najbardziej...
Przystałem zerkając na niego kątem oka.
-Język już mu się nie przyda -powiedziałem do chłopaków stojących pod ścianą. -Z resztą możecie się nim jeszcze pobawić i pozbyć się go. Już nam się nie przyda -dodałem po czym szybko wyszedłem z pomieszczenia.
Wsiadłem do samochodu i ruszyłem szybko w stronę zatłoczonej plaży. W końcu udało mi się znaleźć w miarę dobre miejsce do zaparkowania w cieniu. Zamknąłem samochód i ruszyłem na poszukiwania dziewczyny. W końcu w udało mi się znaleźć moją ślicznotkę w tym tłumie. Stała rozmawiając o czymś z Alanem. Podszedłem do niej od tyłu, po czym objąłem ją kładąc głowę na ramieniu.
-Hej mała, co taka dziewczyna jak ty robi na tak nudnej zabawie -mruknąłem jej do ucha całując jej szyję.
-Radzę panu się odsunąć, ponieważ mój partner bywa dość porywczy. Może się mu nie spodobać, że pan stoi tak blisko.
-Zaryzykuję -powiedziałem odwracając ją w swoim kierunku. -Mam nadzieję, że nie zanudziłaś się beze mnie.
Lashiti?
-Co się dzieje Xav? -Zapytała uważnie mnie obserwując. -I nie kłam, że nic. Nie jestem ani ślepa, ani tym bardziej głupia. Wiem, że kiedy robisz takie miny i odpalasz znienawidzonego przez wszystkich Xava, nie jest dobrze. Mów.
Westchnąłem ciężko, po czym położyłem ręce na jej biodrach przyciągając ją do siebie. Nie widząc sprzeciwu objąłem ją rękami w pasie. Chciałem ją pocałować, ale zabrała szybko głowę, patrząc na mnie nieugiętym wzrokiem.
-Okazało się, że jeden z moich ludzi chyba nie jest do końca zdecydowany, po czyjej jest stronie -powiedziałem w końcu, wiedząc, że i tak z nią nie wygram. -Będę musiał się zwinąć na jakiś czas i posprzątać ten bałagan.
-Chcesz go dorwać i dać mu nauczkę. Prosiłam cię, abyś nie pakował się w kłopoty, ani byś nikogo nie prowokował... Jesteś gorszy od małego dziecka- jęknęła zrezygnowana.
-A ty chyba wiesz w co się pakujesz będąc ze mną -mruknąłem przybliżając się do niej. -Poza tym inaczej było by nudno, koteczku- powiedziałem łącząc swoje wargi z jej. -Ale i tak ze mną nie pójdziesz -dodałem szybko wiedząc, że zaraz zacznie się wykłócać o to. -Zostaniesz z Alanem. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało, a wiem że nie mogę wszystkim ufać.
Wywróciła oczami, ale nie dyskutowała tylko przyciągnęła mnie bliżej siebie łącząc nasz usta. Bez zastanowienia oddałem pieszczotę pogłębiając ją. Położyła ręce na mój kark jak zwykle drażniąc go. Mruknąłem z zadowoleniem, zjeżdżając jedną dłonią na jej pośladek i ściskając go. Jęknęła jednocześnie drażniąc niby przypadkiem moje krocze, na co aż wstrzymałem oddech. A to mała cholera. W odpowiedzi zrobiła jedynie nie winną minkę, przygryzając seksownie wargę. No cóż jej mała prowokacja zdecydowanie działała, a jej efekty zaczynały być coraz bardziej widoczne przez moje spodnie.
-Kotku, może twoje podniecenie jest w miarę łatwe do ukrycia, ale moje już niekoniecznie -powiedziałem, na co ta uśmiechnęła się zwycięsko. -A w dodatku jeszcze moment, to nie wytrzymam i przelecę cię na masce tego samochodu, nie patrząc ile osób sobie popatrzy -mruknąłem jej do ucha.
-A może mi dokładnie o to chodzi -powiedziała unosząc brew. -Wiesz, można by było trochę urozmaicić nasze zabawy... Panie -jęknęła przygryzając jednocześnie płatek ucha.
Doskonale wiedziała jak bardzo to na mnie działa, w jej wykonaniu. Mała, wredna prowokatorka. Rozejrzałem się jedynie dokoła, czy nikt nam się nie przygląda. Całe szczęście nikt na nas nie zwracał uwagi.
-Ty mała żmijko -mruknąłem. -Co do urozmaicenia jestem jak najbardziej za, ale nie przy tym składzie... No chyba, że uda nam się im umknąć... No i oczywiście muszę najpierw załatwić swoje sprawy. A potem... Zobaczymy gdzie i co się da zrobić. A puki co ruszamy dalej -dodałem widząc, że się zbierają i cmoknąłem ją krótko w usta.
Siedziałem przecierając ręce ręcznikiem. Ostatnią godzinę spędziłem na patrzeniu jak moi ludzie obijali temu zdradzieckiemu chujowi pyska, aby dowiedzieć się dla kogo właściwie pracuje. Niestety jeśli chce się coś zrobić, to trzeba samemu ruszyć dupę. To co trzeba było przyznać to to, że skurwysyn faktycznie nie pisnął ani słowa. Przejrzałem się w pobliskim lustrze, czy aby na pewno nie upaprałem się jego krwią. Przechodząc obok tego ścierwa prychnąłem i już miałem wychodzić, gdy usłyszałem jeszcze.
-Myślisz Ravenwood, że uda ci się ochronić tą małą sukę? -Zaśmiał się plując krwią. -On jest gotowy zrobić wszystko by cię zniszczyć, więc myślisz że jej nie ruszy? Jeszcze znajdzie moment, gdy zaboli cię to najbardziej...
Przystałem zerkając na niego kątem oka.
-Język już mu się nie przyda -powiedziałem do chłopaków stojących pod ścianą. -Z resztą możecie się nim jeszcze pobawić i pozbyć się go. Już nam się nie przyda -dodałem po czym szybko wyszedłem z pomieszczenia.
Wsiadłem do samochodu i ruszyłem szybko w stronę zatłoczonej plaży. W końcu udało mi się znaleźć w miarę dobre miejsce do zaparkowania w cieniu. Zamknąłem samochód i ruszyłem na poszukiwania dziewczyny. W końcu w udało mi się znaleźć moją ślicznotkę w tym tłumie. Stała rozmawiając o czymś z Alanem. Podszedłem do niej od tyłu, po czym objąłem ją kładąc głowę na ramieniu.
-Hej mała, co taka dziewczyna jak ty robi na tak nudnej zabawie -mruknąłem jej do ucha całując jej szyję.
-Radzę panu się odsunąć, ponieważ mój partner bywa dość porywczy. Może się mu nie spodobać, że pan stoi tak blisko.
-Zaryzykuję -powiedziałem odwracając ją w swoim kierunku. -Mam nadzieję, że nie zanudziłaś się beze mnie.
Lashiti?
Od Alexy`ego cd Hailey
Zaśmiałem się na widok jej smutnej minki i pokręciłem głową.
-To chodźmy do tego brzydkiego makaronu co przed tobą uciekał -powiedziałem idąc za nią do odpowiedniej alejki. -Co ty beze mnie byś zrobiła
Wyciągnąłem rękę i wziąłem odpowiedni produkt, po czym podałem go dziewczynie. Uśmiechnęła się biorąc ode mnie makaron ze zwycięską miną. Ruszyliśmy dalej w poszukiwaniu przydatnych produktów. Ruszyłem nieco przodem i wychodząc z jednej z alejek zobaczyłem pierniczonego Vasco. No bosko po prostu. Jeśli zobaczy mnie tu z blondynką nie skończy się to dobrze ani dla mnie, ani dla niego. Cofnąłem się do dziewczyny, która medytowała coś przy półce z sosami.
-Mam pomysł na dzisiejszy wieczór -powiedziałem szczerząc się do niej.
-Aż się boję, bo jeśli rzucisz kolejny trening to cię kopnę -ostrzegła patrząc na mnie z oczekiwaniem.
-Jako że jeszcze nie uczciłaś porządnie stanu singielki to idziemy do klubu. Mój znajomy prowadzi najlepszy klub na Brooklynie, więc się tam wybierzemy. I nie ma sprzeciwu, absolutnie żadnego.
Kiwnęła w końcu głową na zgodę i wróciła do wybierania sosu. w końcu zdecydowała się na któryś i ruszyliśmy w kierunku kasy. Rozejrzałem się jeszcze, czy przypadkiem nie wpadniemy na tego kretyna. Ale ani widu, ani słychu. Zapłaciliśmy za zakupy i ruszyliśmy do samochodu. Zapakowaliśmy je do bagażnika i wsiedliśmy do samochodu. Tam dziewczyna od razu zaczęła bawić się w DJ. Po drodze wpadliśmy jeszcze do pobliskiego baru, na obiad. Postawiliśmy na meksykańską knajpkę. Forma formą, ale ani mi, ani Hai nie chciało się stać jeszcze przy garach. Po powrocie do domu zasiedliśmy na kanapie oglądając jakiś film. W końcu około osiemnastej zaczęliśmy się zbierać. Hailey skoczyła do łazienki zrobić sobie makijaż, a ja złapałem Jaggera i wyszedłem z nim na spacer, aby zająć czas oczekiwania na dziewczynę. W końcu wróciłem do mieszkania, gdzie siedziała gotowa już blondynka.
-No Mała, aż brak słów -powiedziałem przyglądając się blondynce, a mój wzrok chcąc nie chcąc skierował się w stronę jej biustu. -Dobra zbierajmy się.
Zamówiłem taksówkę i ruszyliśmy do klubu. Tam po krótkiej rozmowie z ochroniarzem, weszliśmy od razu bez kolejki. Idąc przez klub kiwnąłem w stronę właściciela, Xava. On jedynie pokiwał głową na widok mojej partnerki wieczoru. Ustaliśmy przy barze, a dziewczyna spojrzała na mnie.
-Dobra dziś mam do czynienia z moim trenerem czy kumplem? -Zapytała uśmiechając się cwaniacko.
W odpowiedzi tylko zamówiłem drinki, co wywołało uśmiech dziewczyny. Stwierdziła, że obowiązkowo trzeb zrobić sobie zdjęcie na pamiątkę. Cały wieczór mijał nam spożywaniu nie małych ilości alkoholu i tańcach. Z każdym kieliszkiem pozwalałem sobie na więcej i moja ręka zjeżdżała coraz niżej, a i dziewczyna się nie opierała. W końcu postanowiliśmy wrócić do domu około drugiej. Gdy wpadliśmy do windy, ja wylądowałem na ściance, a roześmiana dziewczyna prosto na mojej klatce piersiowej. Podniosłem ją lekko za łokieć patrząc w jej oczy. W końcu przycisnąłem wargi do jej ust, łącząc je w nachalnym pocałunku. Oddała go zaplatając dłoń na moim karku. Gdy winda stanęła na odpowiednim piętrze, nie przestając się całować wpadliśmy do mieszkania. Podciągnąłem ją za pośladki tak, aby zmusić ją do skoczenia na mnie, co zrobiła. Skierowałem moje kroki w kierunku stołu, który był najbliżej. Posadziłem ją tam rozpinając jej sukienkę. Szybkim ruchem pozbyłem się jej jak i jej stanika. Przeniosłem usta na jej pierś mocno go przygryzając co wywołało piśnięcie dziewczyny. Wróciłem ponownie do jej ust, a moja ręka wylądowała w jej majtkach. Nie bawiłem się w żadne szykowanie jej tylko od razu wsadziłem w nią dwa palce i zacząłem nimi poruszać.
Hailey?
-To chodźmy do tego brzydkiego makaronu co przed tobą uciekał -powiedziałem idąc za nią do odpowiedniej alejki. -Co ty beze mnie byś zrobiła
Wyciągnąłem rękę i wziąłem odpowiedni produkt, po czym podałem go dziewczynie. Uśmiechnęła się biorąc ode mnie makaron ze zwycięską miną. Ruszyliśmy dalej w poszukiwaniu przydatnych produktów. Ruszyłem nieco przodem i wychodząc z jednej z alejek zobaczyłem pierniczonego Vasco. No bosko po prostu. Jeśli zobaczy mnie tu z blondynką nie skończy się to dobrze ani dla mnie, ani dla niego. Cofnąłem się do dziewczyny, która medytowała coś przy półce z sosami.
-Mam pomysł na dzisiejszy wieczór -powiedziałem szczerząc się do niej.
-Aż się boję, bo jeśli rzucisz kolejny trening to cię kopnę -ostrzegła patrząc na mnie z oczekiwaniem.
-Jako że jeszcze nie uczciłaś porządnie stanu singielki to idziemy do klubu. Mój znajomy prowadzi najlepszy klub na Brooklynie, więc się tam wybierzemy. I nie ma sprzeciwu, absolutnie żadnego.
Kiwnęła w końcu głową na zgodę i wróciła do wybierania sosu. w końcu zdecydowała się na któryś i ruszyliśmy w kierunku kasy. Rozejrzałem się jeszcze, czy przypadkiem nie wpadniemy na tego kretyna. Ale ani widu, ani słychu. Zapłaciliśmy za zakupy i ruszyliśmy do samochodu. Zapakowaliśmy je do bagażnika i wsiedliśmy do samochodu. Tam dziewczyna od razu zaczęła bawić się w DJ. Po drodze wpadliśmy jeszcze do pobliskiego baru, na obiad. Postawiliśmy na meksykańską knajpkę. Forma formą, ale ani mi, ani Hai nie chciało się stać jeszcze przy garach. Po powrocie do domu zasiedliśmy na kanapie oglądając jakiś film. W końcu około osiemnastej zaczęliśmy się zbierać. Hailey skoczyła do łazienki zrobić sobie makijaż, a ja złapałem Jaggera i wyszedłem z nim na spacer, aby zająć czas oczekiwania na dziewczynę. W końcu wróciłem do mieszkania, gdzie siedziała gotowa już blondynka.
-No Mała, aż brak słów -powiedziałem przyglądając się blondynce, a mój wzrok chcąc nie chcąc skierował się w stronę jej biustu. -Dobra zbierajmy się.
Zamówiłem taksówkę i ruszyliśmy do klubu. Tam po krótkiej rozmowie z ochroniarzem, weszliśmy od razu bez kolejki. Idąc przez klub kiwnąłem w stronę właściciela, Xava. On jedynie pokiwał głową na widok mojej partnerki wieczoru. Ustaliśmy przy barze, a dziewczyna spojrzała na mnie.
-Dobra dziś mam do czynienia z moim trenerem czy kumplem? -Zapytała uśmiechając się cwaniacko.
W odpowiedzi tylko zamówiłem drinki, co wywołało uśmiech dziewczyny. Stwierdziła, że obowiązkowo trzeb zrobić sobie zdjęcie na pamiątkę. Cały wieczór mijał nam spożywaniu nie małych ilości alkoholu i tańcach. Z każdym kieliszkiem pozwalałem sobie na więcej i moja ręka zjeżdżała coraz niżej, a i dziewczyna się nie opierała. W końcu postanowiliśmy wrócić do domu około drugiej. Gdy wpadliśmy do windy, ja wylądowałem na ściance, a roześmiana dziewczyna prosto na mojej klatce piersiowej. Podniosłem ją lekko za łokieć patrząc w jej oczy. W końcu przycisnąłem wargi do jej ust, łącząc je w nachalnym pocałunku. Oddała go zaplatając dłoń na moim karku. Gdy winda stanęła na odpowiednim piętrze, nie przestając się całować wpadliśmy do mieszkania. Podciągnąłem ją za pośladki tak, aby zmusić ją do skoczenia na mnie, co zrobiła. Skierowałem moje kroki w kierunku stołu, który był najbliżej. Posadziłem ją tam rozpinając jej sukienkę. Szybkim ruchem pozbyłem się jej jak i jej stanika. Przeniosłem usta na jej pierś mocno go przygryzając co wywołało piśnięcie dziewczyny. Wróciłem ponownie do jej ust, a moja ręka wylądowała w jej majtkach. Nie bawiłem się w żadne szykowanie jej tylko od razu wsadziłem w nią dwa palce i zacząłem nimi poruszać.
Hailey?
Od Hailey cd Alexy`ego
Spiorunowałam chłopaka spojrzeniem.
-Oj Mała nie możemy pozwolić, żeby zachowanie tego dupka odbiło się na twoim ciałku - westchnął, podsuwając mi pod nos szklankę wody i tabletkę aspiryny.
-W sumie racja - mruknęłam.
Po skończonym śniadaniu udałam się do łazienki, aby przebrać się z piżamy i poszłam odnaleźć sportowe rzeczy pośród moich bagaży.
-Pojedziemy moim autem - oznajmił.
-W porządku - odparłam, przerzucając sobie przez ramię torbę.
Weszliśmy do windy, stojąc naprzeciwko lustra. Popatrzyłam na nasze odbicie i uśmiechnęłam się na ten widok. Wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon i spojrzałam na chłopaka.
-Zróbmy sobie zdjęcie. Moje social media nie mogą teraz umrzeć - zaproponowałam.
-Pewnie, że nie - uśmiechnął się, obejmując mnie, a ja wykonałam szybko zdjęcie, chcąc zdążyć, zanim drzwi windy się otworzą.
Wsiedliśmy do samochodu. Zapięłam pasy. Gdy Alexy odpalił silnik w aucie rozbrzmiała muzyka. Była to dobrze znana mi piosenka, dlatego zaczęłam cicho nucić.
-Wracając zajrzymy do sklepu i zrobimy zakupy - powiedział, kładąc rękę na moim kolanie i powracając do nucenia wraz ze mną.
Alexy miał rację. Trening bardzo mi pomógł. Oczyścił moje myśli i pomógł mi się rozładować.
-Jestem taka zmęczonaaaa - jęknęłam, podchodząc do chłopaka.
-To dobrze, właśnie o to chodziło - uśmiechnął się, odgarniając zagubiony kosmyk moich włosów za ucho.
-Dziękuję za wszystko - oznajmiłam, patrząc mu w oczy.
-Czy ty mi w końcu przestaniesz za wszystko dziękować? - zaśmiał się.
-Przemyślę to - odparłam, zabierając z półki kluczyk do swojej szafki i udałam się do szatni.
***
Chodziliśmy po markecie. Zakupy robiliśmy też częściowo pod kątem wyjazdu, bo w końcu wyjeżdżamy za dwa dni. Byłabym zapomniała o makaronie, dlatego odłączyłam się od Alexy’ego i ruszyłam w stronę odpowiedniej alejki. Niestety upragniony przeze mnie makaron leżał na najwyższej półce, do której nie byłam w stanie dosięgnąć. Postanowiłam pośpiesznie odnaleźć Alexy’ego.
-Musisz mi pomóc, znowu - oznajmiłam, ciągnąc go za rękę - nie sięgam do makaronu pełnoziarnistego - jęknęłam, robiąc smutną minę.
Alexy?
-Oj Mała nie możemy pozwolić, żeby zachowanie tego dupka odbiło się na twoim ciałku - westchnął, podsuwając mi pod nos szklankę wody i tabletkę aspiryny.
-W sumie racja - mruknęłam.
Po skończonym śniadaniu udałam się do łazienki, aby przebrać się z piżamy i poszłam odnaleźć sportowe rzeczy pośród moich bagaży.
-Pojedziemy moim autem - oznajmił.
-W porządku - odparłam, przerzucając sobie przez ramię torbę.
Weszliśmy do windy, stojąc naprzeciwko lustra. Popatrzyłam na nasze odbicie i uśmiechnęłam się na ten widok. Wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon i spojrzałam na chłopaka.
-Zróbmy sobie zdjęcie. Moje social media nie mogą teraz umrzeć - zaproponowałam.
-Pewnie, że nie - uśmiechnął się, obejmując mnie, a ja wykonałam szybko zdjęcie, chcąc zdążyć, zanim drzwi windy się otworzą.
Wsiedliśmy do samochodu. Zapięłam pasy. Gdy Alexy odpalił silnik w aucie rozbrzmiała muzyka. Była to dobrze znana mi piosenka, dlatego zaczęłam cicho nucić.
-Wracając zajrzymy do sklepu i zrobimy zakupy - powiedział, kładąc rękę na moim kolanie i powracając do nucenia wraz ze mną.
Alexy miał rację. Trening bardzo mi pomógł. Oczyścił moje myśli i pomógł mi się rozładować.
-Jestem taka zmęczonaaaa - jęknęłam, podchodząc do chłopaka.
-To dobrze, właśnie o to chodziło - uśmiechnął się, odgarniając zagubiony kosmyk moich włosów za ucho.
-Dziękuję za wszystko - oznajmiłam, patrząc mu w oczy.
-Czy ty mi w końcu przestaniesz za wszystko dziękować? - zaśmiał się.
-Przemyślę to - odparłam, zabierając z półki kluczyk do swojej szafki i udałam się do szatni.
***
Chodziliśmy po markecie. Zakupy robiliśmy też częściowo pod kątem wyjazdu, bo w końcu wyjeżdżamy za dwa dni. Byłabym zapomniała o makaronie, dlatego odłączyłam się od Alexy’ego i ruszyłam w stronę odpowiedniej alejki. Niestety upragniony przeze mnie makaron leżał na najwyższej półce, do której nie byłam w stanie dosięgnąć. Postanowiłam pośpiesznie odnaleźć Alexy’ego.
-Musisz mi pomóc, znowu - oznajmiłam, ciągnąc go za rękę - nie sięgam do makaronu pełnoziarnistego - jęknęłam, robiąc smutną minę.
Alexy?
Od Alexy`ego cd Hailey
Przyciągnąłem ją do siebie jak najbliżej. Oj ktoś tu ma bardzo słabą
główkę. Dziewczyna przyciągnęła się jeszcze bliżej mnie, a po chwili już
słyszałem jak śpi. Nie wiele później i ja zasnąłem. Rano obudziłem się
przed blondynką. Spojrzałem na wtuloną dziewczynę, po czym zacząłem ją
delikatnie odsuwać od siebie, aby podnieść się z łóżka. W końcu udało mi
podnieść i ruszyłem do łazienki się ogarnąć. Szybki prysznic i golenie
się, po czym ruszyłem do kuchni. Po szybkim przeglądzie mojej lodówki
stwierdziłem, że czas zrobić jakieś zakupy, a na śniadanie postawiłem na
jajecznicę. Spojrzałem na zegarek, który pokazywał że jest już dobrze
po dwunastej. Poszedłem do sypialni, gdzie wciąż spała blondynka.
-Ja wszystko rozumiem, ale wstajemy -powiedziałem opierając się o framugę drzwi.
Odpowiedziało mi jedynie jakieś niezrozumiałe mruknięcie. Wywróciłem oczami po czym podszedłem do blondynki i podniosłem ją z łóżka przerzucając ją sobie przez ramię. Odpowiedział mi na to pisk i krzyki, abym ją puścił. Oj nie powiem, że za te jej sprzeciwy miałem ochotę ją strzelić w ten jej zgrabny tyłeczek. Zaniosłem ją do kuchni i posadziłem ją na blacie. Usiadła krzyżując ręce na piersi i robiąc minę naburmuszonego dziecka. Ale z daleka było widać, że męczy ją kacyk.
-A w nocy był z ciebie tak fajny gość -mruknęła.
-Uwaga obudził się twój trener. Ale skoro już mnie zaszczyciłaś swoją obecnością. To zapraszam na śniadanie -powiedziałem pstrykając ją w nos.
Zeskoczyła z blatu i ruszyła do stołu. Zasiadła przy nim, krzywiąc się.
-Po śniadaniu idziemy ćwiczyć. Musisz pozbyć się alkoholu ze krwi i wyżyć się porządnie.
Hailey?
-Ja wszystko rozumiem, ale wstajemy -powiedziałem opierając się o framugę drzwi.
Odpowiedziało mi jedynie jakieś niezrozumiałe mruknięcie. Wywróciłem oczami po czym podszedłem do blondynki i podniosłem ją z łóżka przerzucając ją sobie przez ramię. Odpowiedział mi na to pisk i krzyki, abym ją puścił. Oj nie powiem, że za te jej sprzeciwy miałem ochotę ją strzelić w ten jej zgrabny tyłeczek. Zaniosłem ją do kuchni i posadziłem ją na blacie. Usiadła krzyżując ręce na piersi i robiąc minę naburmuszonego dziecka. Ale z daleka było widać, że męczy ją kacyk.
-A w nocy był z ciebie tak fajny gość -mruknęła.
-Uwaga obudził się twój trener. Ale skoro już mnie zaszczyciłaś swoją obecnością. To zapraszam na śniadanie -powiedziałem pstrykając ją w nos.
Zeskoczyła z blatu i ruszyła do stołu. Zasiadła przy nim, krzywiąc się.
-Po śniadaniu idziemy ćwiczyć. Musisz pozbyć się alkoholu ze krwi i wyżyć się porządnie.
Hailey?
Od Hailey cd Alexy`ego
Nalaliśmy sobie po kieliszku i po stuknięciu się oboje je
przechyliliśmy. Wtuliłam się nieco bardziej w ramię chłopaka, które
dodawało mi otuchy.
-Kolejna? - zapytał ponownie odkręcając butelkę, na co pokiwałam głową.
Nie wiem dokładnie ile kolejek wypiliśmy, ale bardzo szybko zrobiło mi się weselej. Spojrzałam radośnie na chłopaka i położyłam dłoń na jego policzku, delikatnie go ściskając.
-Zawsze chciałam to zrobić - zachichotałam.
Alexy posłał mi jedynie rozbawione spojrzenie, chwytając delikatnie moją dłoń i zabierając ją ze swojej twarzy.
-Pani chyba wystarczy - stwierdził, uśmiechając się do mnie.
-Możliwe - odparłam, wpatrując się w niego, jak w obrazek.
Był dla mnie taki dobry, tak bardzo starał się mi pomóc. Dopiero z czasem docierało do mnie jaki skarb mi się trafił pośród innych katastrof mojego życia.
-Halo, Mała, kontaktuj - powiedział, machając mi dłonią przed twarzą.
Zarumieniłam się lekko, wiedząc, że znów przyłapał mnie na gapieniu się na niego.
-Co... przepraszam... zamyśliłam się - odparłam po chwili.
-To co, czas spać? - zapytał, chwytając moją dłoń.
-Nie będę mogła spać, pewnie znów będę mieć koszmary -westchnęłam, patrząc mu w oczy.
Alexy westchnął, jakby się nad czymś zastanawiając.
-Wiesz, jeśli ci to pomoże i zwiększy twój komfort, możesz spać dziś ze mną - zaproponował, gładząc kciukiem wierzch mojej dłoni.
-W sumie, tak pewnie będzie mi łatwiej zasnąć - oznajmiłam, wolną ręką odgarniając kosmyk włosów za ucho.
-Chodź Mała, bo jest już bardzo późno - powiedział pomagając mi wstać.
Chłopak objął mnie ramieniem w talii i zaprowadził do swojej sypialni. Zupełnie jakby bał się, że nie trafię lub się przewrócę. Weszliśmy do pokoju, położyłam się na łóżku, tuż obok niego. Zarówno pościel jak i poduszki pachniały męskimi kosmetykami, choć bardzo możliwe było, że zapach dochodził też od Alexy’ego. Przyjemny zapach. Po chwili poczułam, jak jego ręce przyciągają mnie bliżej siebie. Nie przeszkadzało mi to. Wtuliłam się w niego nieco bardziej i zamknęłam oczy. Nim zasnęłam poczułam jeszcze jak daje mi buziaka w czubek głowy, po czym przytula mnie nieco mocniej.
Alexy?
-Kolejna? - zapytał ponownie odkręcając butelkę, na co pokiwałam głową.
Nie wiem dokładnie ile kolejek wypiliśmy, ale bardzo szybko zrobiło mi się weselej. Spojrzałam radośnie na chłopaka i położyłam dłoń na jego policzku, delikatnie go ściskając.
-Zawsze chciałam to zrobić - zachichotałam.
Alexy posłał mi jedynie rozbawione spojrzenie, chwytając delikatnie moją dłoń i zabierając ją ze swojej twarzy.
-Pani chyba wystarczy - stwierdził, uśmiechając się do mnie.
-Możliwe - odparłam, wpatrując się w niego, jak w obrazek.
Był dla mnie taki dobry, tak bardzo starał się mi pomóc. Dopiero z czasem docierało do mnie jaki skarb mi się trafił pośród innych katastrof mojego życia.
-Halo, Mała, kontaktuj - powiedział, machając mi dłonią przed twarzą.
Zarumieniłam się lekko, wiedząc, że znów przyłapał mnie na gapieniu się na niego.
-Co... przepraszam... zamyśliłam się - odparłam po chwili.
-To co, czas spać? - zapytał, chwytając moją dłoń.
-Nie będę mogła spać, pewnie znów będę mieć koszmary -westchnęłam, patrząc mu w oczy.
Alexy westchnął, jakby się nad czymś zastanawiając.
-Wiesz, jeśli ci to pomoże i zwiększy twój komfort, możesz spać dziś ze mną - zaproponował, gładząc kciukiem wierzch mojej dłoni.
-W sumie, tak pewnie będzie mi łatwiej zasnąć - oznajmiłam, wolną ręką odgarniając kosmyk włosów za ucho.
-Chodź Mała, bo jest już bardzo późno - powiedział pomagając mi wstać.
Chłopak objął mnie ramieniem w talii i zaprowadził do swojej sypialni. Zupełnie jakby bał się, że nie trafię lub się przewrócę. Weszliśmy do pokoju, położyłam się na łóżku, tuż obok niego. Zarówno pościel jak i poduszki pachniały męskimi kosmetykami, choć bardzo możliwe było, że zapach dochodził też od Alexy’ego. Przyjemny zapach. Po chwili poczułam, jak jego ręce przyciągają mnie bliżej siebie. Nie przeszkadzało mi to. Wtuliłam się w niego nieco bardziej i zamknęłam oczy. Nim zasnęłam poczułam jeszcze jak daje mi buziaka w czubek głowy, po czym przytula mnie nieco mocniej.
Alexy?
Od Alexy`ego cd Hailey
Zmieniłem kurs z sypialni na kuchnię i podszedłem do blondynki.
-Hej Mała, co się dzieje, czemu nie śpisz?- Zapytałem stając obok niej i kładąc rękę na jej ramieniu.
-Nie mogłam spać -powiedziała siląc się na uśmiech. -Więc stwierdziłam, że może napicie się czegoś mi pomoże.
-Taka zwykła woda raczej nie wiele ci pomoże -powiedziałem.- Ale jako twój trener nie dam ci nic mocniejszego. Słuchaj Hailey, wiem że rozstania bolą, ale jeśli będziesz siedzieć cały dzień na swoim zgrabnym tyłeczku, to nigdy nie ruszysz z miejsca. Dlatego jutro idziemy na ring abyś się trochę wyżyła, a potem skoczymy sobie na miasto. I nawet nie przyjmuję odmowy -powiedziałem szybko widząc, że chce odmówić.- Skończyłem treningi indywidualne, bo to jest czas na przygotowywanie się, ale i tak oboje wiemy, że lepszy nie będę.
Oparła się o stół i wywracając oczami. Westchnąłem jedynie po czym podniosłem się i udałem się do szafki. Przez moment się zawahałem, po czym wyjąłem alkohol z szafki. Postawiłem go przed nią flaszkę, a po chwili dołączyły do niej kieliszki. Spojrzała na mnie zaskoczona.
-Trener poszedł spać, został kumpel -powiedziałem co za skutkowało uśmiechem blondynki. Przyciągnąłem ją do siebie obejmując ramieniem. -Zawsze można się trochę w ten sposób oderwać.
-No i w końcu robisz coś z sensem.
Hailey?
-Hej Mała, co się dzieje, czemu nie śpisz?- Zapytałem stając obok niej i kładąc rękę na jej ramieniu.
-Nie mogłam spać -powiedziała siląc się na uśmiech. -Więc stwierdziłam, że może napicie się czegoś mi pomoże.
-Taka zwykła woda raczej nie wiele ci pomoże -powiedziałem.- Ale jako twój trener nie dam ci nic mocniejszego. Słuchaj Hailey, wiem że rozstania bolą, ale jeśli będziesz siedzieć cały dzień na swoim zgrabnym tyłeczku, to nigdy nie ruszysz z miejsca. Dlatego jutro idziemy na ring abyś się trochę wyżyła, a potem skoczymy sobie na miasto. I nawet nie przyjmuję odmowy -powiedziałem szybko widząc, że chce odmówić.- Skończyłem treningi indywidualne, bo to jest czas na przygotowywanie się, ale i tak oboje wiemy, że lepszy nie będę.
Oparła się o stół i wywracając oczami. Westchnąłem jedynie po czym podniosłem się i udałem się do szafki. Przez moment się zawahałem, po czym wyjąłem alkohol z szafki. Postawiłem go przed nią flaszkę, a po chwili dołączyły do niej kieliszki. Spojrzała na mnie zaskoczona.
-Trener poszedł spać, został kumpel -powiedziałem co za skutkowało uśmiechem blondynki. Przyciągnąłem ją do siebie obejmując ramieniem. -Zawsze można się trochę w ten sposób oderwać.
-No i w końcu robisz coś z sensem.
Hailey?
Od Hailey cd Alexy`ego
Uśmiechnęłam się do chłopaka, starając się ukryć niewielki rumieniec, który pojawił się na mojej twarzy.
-Ależ ty skromny - westchnęłam.
-Ależ to sama prawda, Hailey - odparł, śmiejąc się - niedługo będę iść na siłownię, mam kilka treningów do zrobienia. Jakbyś czegoś potrzebowała to dzwoń.
-Pewnie, miłego dnia - powiedziałam.
Niedługo później chłopak faktycznie wyszedł. Omiotłam wzrokiem mieszkanie, cicho wzdychając. Nie spodziewałam się, że wszystko sprowadzi się do tego, że będę pomieszkiwać u własnego trenera i przyjaciela. Usiadłam na fotelu i wlepiłam wzrok w duże okno w salonie. Podobał mi się widok za nim. Nie mogłam zostawać zbyt długo sama z myślami, ponieważ szybko w moich oczach zbierały się łzy. Po chwili przyszedł do mnie Jagger i zaczął trącać mnie swoim nosem. Uśmiechnęłam się na ten widok, był słodki. W takich chwilach naprawdę czułam, że zwierzęta odczuwają ludzki ból. Siedziałam dłuższą chwilę głaszcząc zwierzaka, który lizał mnie po rękach i wciąż trącał swoim mokrym nosem.
Dzień mijał mi leniwie. W zasadzie cały czas spędziłam w mieszkaniu. Ruszyłam się jedynie na obiad do pobliskiego baru. W końcu pod wieczór wrócił Alexy, z którym rozmowa skutecznie odciągała moje myśli od ich niepozytywnych aspektów.
-Idziesz ze mną i Jaggerem na spacer, Mała? - zaproponował.
-Chętnie - odparłam z uśmiechem - tylko znajdę jakąś bluzę.
-Weź moją - powiedział, wskazując na wiszący na wieszaku czarny materiał.
-Dzięki - odrzekłam, chwytając miękki materiał i zakładając go przez głowę.
-Słodko wyglądasz - oznajmił.
Spojrzałam na niego i posłałam mu jedynie lekki uśmiech. Spacer, który początkowo miał być krótki znacznie się wydłużył.
-Herbatki? - zapytałam kiedy wróciliśmy do mieszkania.
-Z wielką chęcią - odparł wesoło.
Nie siliłam się na ściągnięcie jego bluzy. Była ciepła i wygodna.
***
W nocy obudził mnie koszmar senny. Spojrzałam na zegarek wskazujący, że dochodziła trzecia. Jakiś czas próbowałam jeszcze zasnąć, lecz bezskutecznie. Zrezygnowana podniosłam się z łóżka i udałam do kuchni, aby się czegoś napić. Może to by mi pomogło. Kilka minut później usłyszałam kroki, Alexy zmierzał w kierunku łazienki. Był tak zaspany, że nawet mnie nie zauważył. Dopiero jak wracał, lekko rozbudzony światłem z łazienki, spojrzał na mnie nieco zmartwiony, choć w ciemności i z odległości ciężko było cokolwiek z jego twarzy wyczytać.
Alexy?
-Ależ ty skromny - westchnęłam.
-Ależ to sama prawda, Hailey - odparł, śmiejąc się - niedługo będę iść na siłownię, mam kilka treningów do zrobienia. Jakbyś czegoś potrzebowała to dzwoń.
-Pewnie, miłego dnia - powiedziałam.
Niedługo później chłopak faktycznie wyszedł. Omiotłam wzrokiem mieszkanie, cicho wzdychając. Nie spodziewałam się, że wszystko sprowadzi się do tego, że będę pomieszkiwać u własnego trenera i przyjaciela. Usiadłam na fotelu i wlepiłam wzrok w duże okno w salonie. Podobał mi się widok za nim. Nie mogłam zostawać zbyt długo sama z myślami, ponieważ szybko w moich oczach zbierały się łzy. Po chwili przyszedł do mnie Jagger i zaczął trącać mnie swoim nosem. Uśmiechnęłam się na ten widok, był słodki. W takich chwilach naprawdę czułam, że zwierzęta odczuwają ludzki ból. Siedziałam dłuższą chwilę głaszcząc zwierzaka, który lizał mnie po rękach i wciąż trącał swoim mokrym nosem.
Dzień mijał mi leniwie. W zasadzie cały czas spędziłam w mieszkaniu. Ruszyłam się jedynie na obiad do pobliskiego baru. W końcu pod wieczór wrócił Alexy, z którym rozmowa skutecznie odciągała moje myśli od ich niepozytywnych aspektów.
-Idziesz ze mną i Jaggerem na spacer, Mała? - zaproponował.
-Chętnie - odparłam z uśmiechem - tylko znajdę jakąś bluzę.
-Weź moją - powiedział, wskazując na wiszący na wieszaku czarny materiał.
-Dzięki - odrzekłam, chwytając miękki materiał i zakładając go przez głowę.
-Słodko wyglądasz - oznajmił.
Spojrzałam na niego i posłałam mu jedynie lekki uśmiech. Spacer, który początkowo miał być krótki znacznie się wydłużył.
-Herbatki? - zapytałam kiedy wróciliśmy do mieszkania.
-Z wielką chęcią - odparł wesoło.
Nie siliłam się na ściągnięcie jego bluzy. Była ciepła i wygodna.
***
W nocy obudził mnie koszmar senny. Spojrzałam na zegarek wskazujący, że dochodziła trzecia. Jakiś czas próbowałam jeszcze zasnąć, lecz bezskutecznie. Zrezygnowana podniosłam się z łóżka i udałam do kuchni, aby się czegoś napić. Może to by mi pomogło. Kilka minut później usłyszałam kroki, Alexy zmierzał w kierunku łazienki. Był tak zaspany, że nawet mnie nie zauważył. Dopiero jak wracał, lekko rozbudzony światłem z łazienki, spojrzał na mnie nieco zmartwiony, choć w ciemności i z odległości ciężko było cokolwiek z jego twarzy wyczytać.
Alexy?
Od Alexy'ego cd Hailey
Rano podniósł mnie z wyrka nieziemski zapach. Usiadłem na łóżku początkowo nie do końca ogarniając co się dzieje. Dopiero po chwili przypomniałem sobie o moim gościu, który chyba zadomowił się na dobre. Przeciągnąłem się po czym wstałem z łóżka. Nie siląc się na ubranie się, pozostałem tylko w bokserkach. W końcu nie miałem się czego wstydzić. Ruszyłem swój zgrabny zad i ruszyłem za węchem. W końcu wszedłem do kuchni, gdzie zastałem blondynkę smażącą naleśniki.
-Hejka Mała, jak tam samopoczucie? -Zapytałem zbliżając się do niej.
Podniosła głowę i spojrzała na mnie siląc się na lekki uśmiech. Oj biedna strasznie to przeżywała.
-Trochę lepiej -odpowiedziała łapiąc zabłąkany kosmyk i chowając go za ucho. -W każdym bądź razie w ramach podziękowań za wszystko co dla mnie robisz, postanowiłam zrobić śniadanie.
-Co prawda dalej utrzymuję, że to nic takiego, ale za darmowe śniadanie się zamknę na jakiś czas -powiedziałem siadając.
Zasiedliśmy w końcu do śniadania, które wychwaliłem jak tylko mogłem. Hailey nawet przez moment prawdziwie się uśmiechnęła, gdy wynajdywałem jeszcze dziwniejsze pochwały. Jednak nie umknęło mi, jak od czasu do czas zawieszała na dłużej wzrok na moim odkrytym torsie. Gdy zauważyła, że ją przyłapałem na tym, udawała że nic nie było.
-A ty co, ubrania zgubiłeś? -Zapytała w końcu.
-Mała, z takim ciałem nie potrzebuję ubrań. Poza tym w końcu masz na czym zawiesić oko -powiedziałem mrugając do niej. -Bo ciałka tych modeli, które do tej pory mogłaś uważać za ideały przy mnie to niestety nic.
Hailey?
-Hejka Mała, jak tam samopoczucie? -Zapytałem zbliżając się do niej.
Podniosła głowę i spojrzała na mnie siląc się na lekki uśmiech. Oj biedna strasznie to przeżywała.
-Trochę lepiej -odpowiedziała łapiąc zabłąkany kosmyk i chowając go za ucho. -W każdym bądź razie w ramach podziękowań za wszystko co dla mnie robisz, postanowiłam zrobić śniadanie.
-Co prawda dalej utrzymuję, że to nic takiego, ale za darmowe śniadanie się zamknę na jakiś czas -powiedziałem siadając.
Zasiedliśmy w końcu do śniadania, które wychwaliłem jak tylko mogłem. Hailey nawet przez moment prawdziwie się uśmiechnęła, gdy wynajdywałem jeszcze dziwniejsze pochwały. Jednak nie umknęło mi, jak od czasu do czas zawieszała na dłużej wzrok na moim odkrytym torsie. Gdy zauważyła, że ją przyłapałem na tym, udawała że nic nie było.
-A ty co, ubrania zgubiłeś? -Zapytała w końcu.
-Mała, z takim ciałem nie potrzebuję ubrań. Poza tym w końcu masz na czym zawiesić oko -powiedziałem mrugając do niej. -Bo ciałka tych modeli, które do tej pory mogłaś uważać za ideały przy mnie to niestety nic.
Hailey?
Od Hailey cd Alexy'ego
Spojrzałam na chłopaka nieco zaskoczona jego propozycją. To strasznie miłe z jego strony, że pozwala mi zostać tu tak długo, jak mi to potrzebne. Zawsze miałam w nim duże wsparcie, jednak dopiero teraz widzę, jak bardzo dobrą jest dla mnie osobą. Otarłam łzy i zgniotłam kolejną chusteczkę w kulkę.
-Naprawdę dużo dla mnie robisz, nie chcę sprawiać większych kłopotów, niż jest to konieczne - oznajmiłam, siląc się na lekki uśmiech w jego stronę.
-Hai, jeśli to byłby kłopot to bym ci tego nie proponował. Naprawdę uważam, że dobrze ci to zrobi - stwierdził, ponownie siadając na krześle obok mnie.
-W porządku, możesz mieć rację - odparłam, dopijając ostatni łyk herbaty - dziękuję ci za wszystko.
-Nie dziękuj mała, to naprawdę nie jest problem - powiedział, uśmiechając się - już trochę późno, powinnaś odpocząć po całym tym dniu, miałaś wiele wrażeń. Jakbyś czegokolwiek potrzebowała to mów, nawet w nocy, wtedy po prostu mnie obudź.
Pokiwałam głową na znak zgody i podałam mu kubek, kiedy wyciągnął po niego ręce. Zgarnęłam zużyte chusteczki do rąk i wyrzuciłam do kosza.
-Mogę je wziąć? - spytałam podnosząc resztę chusteczek w kartonie.
-Się pytasz, choć mam nadzieję, że nie będą ci zbytnio potrzebne - odparł.
Uśmiechnęłam się do niego lekko i zabrałam karton, ruszając w stronę pokoju, w którym miałam spać. Po drodze znalazłam jeszcze moje kluczyki do samochodu, które leżały w dość głupim miejscu, a szukanie ich pewnie byłoby moim problemem przed jakimś wyjściem. Usiadłam na brzegu łóżka, patrząc na walizkę i torbę, zastanawiając się, gdzie ja wpakowałam piżamy. Otworzyłam walizkę i rozpoczęłam poszukiwania. Odnalazłam także kosmetyczkę i ze wszystkim co mi potrzebne ruszyłam w drogę do łazienki. W porę zorientowałam się, że przydałby mi się ręcznik. Dlatego zmieniłam kierunek swoich kroków do sypialni Alexy’ego.
-Mógłbyś dać mi jeszcze jakiś ręcznik? - zapytałam, spoglądając na niego, kiedy leżał rozwalony na łóżku jedynie w bokserkach. Całkiem miły widok.
-Oczywiście, daj mi chwilkę - odpowiedział, zrywając się z łóżka i otwierając jedną z szafek, z której już po chwili wydobył upragniony przeze mnie ręcznik.
-Dziękuję bardzo - oznajmiłam, biorąc od niego puchaty materiał.
-Nie ma za co, Mała - uśmiechnął się.
***
Gdy rano się obudziłam, w mieszkaniu panowała grobowa wręcz cisza, co oznaczało, że Alexy pewnie śpi. Postanowiłam, że aby choć trochę się mu odwdzięczyć mogłabym zrobić śniadanie, przy okazji skupienie się na gotowaniu odciążyłoby moje myśli. Otworzyłam lodówkę i patrząc na jej zawartość, zdecydowałam się na naleśniki. Związałam włosy w luźnego koczka i zabrałam się za przygotowanie ciasta, a potem za smażenie.
Alexy?
-Naprawdę dużo dla mnie robisz, nie chcę sprawiać większych kłopotów, niż jest to konieczne - oznajmiłam, siląc się na lekki uśmiech w jego stronę.
-Hai, jeśli to byłby kłopot to bym ci tego nie proponował. Naprawdę uważam, że dobrze ci to zrobi - stwierdził, ponownie siadając na krześle obok mnie.
-W porządku, możesz mieć rację - odparłam, dopijając ostatni łyk herbaty - dziękuję ci za wszystko.
-Nie dziękuj mała, to naprawdę nie jest problem - powiedział, uśmiechając się - już trochę późno, powinnaś odpocząć po całym tym dniu, miałaś wiele wrażeń. Jakbyś czegokolwiek potrzebowała to mów, nawet w nocy, wtedy po prostu mnie obudź.
Pokiwałam głową na znak zgody i podałam mu kubek, kiedy wyciągnął po niego ręce. Zgarnęłam zużyte chusteczki do rąk i wyrzuciłam do kosza.
-Mogę je wziąć? - spytałam podnosząc resztę chusteczek w kartonie.
-Się pytasz, choć mam nadzieję, że nie będą ci zbytnio potrzebne - odparł.
Uśmiechnęłam się do niego lekko i zabrałam karton, ruszając w stronę pokoju, w którym miałam spać. Po drodze znalazłam jeszcze moje kluczyki do samochodu, które leżały w dość głupim miejscu, a szukanie ich pewnie byłoby moim problemem przed jakimś wyjściem. Usiadłam na brzegu łóżka, patrząc na walizkę i torbę, zastanawiając się, gdzie ja wpakowałam piżamy. Otworzyłam walizkę i rozpoczęłam poszukiwania. Odnalazłam także kosmetyczkę i ze wszystkim co mi potrzebne ruszyłam w drogę do łazienki. W porę zorientowałam się, że przydałby mi się ręcznik. Dlatego zmieniłam kierunek swoich kroków do sypialni Alexy’ego.
-Mógłbyś dać mi jeszcze jakiś ręcznik? - zapytałam, spoglądając na niego, kiedy leżał rozwalony na łóżku jedynie w bokserkach. Całkiem miły widok.
-Oczywiście, daj mi chwilkę - odpowiedział, zrywając się z łóżka i otwierając jedną z szafek, z której już po chwili wydobył upragniony przeze mnie ręcznik.
-Dziękuję bardzo - oznajmiłam, biorąc od niego puchaty materiał.
-Nie ma za co, Mała - uśmiechnął się.
***
Gdy rano się obudziłam, w mieszkaniu panowała grobowa wręcz cisza, co oznaczało, że Alexy pewnie śpi. Postanowiłam, że aby choć trochę się mu odwdzięczyć mogłabym zrobić śniadanie, przy okazji skupienie się na gotowaniu odciążyłoby moje myśli. Otworzyłam lodówkę i patrząc na jej zawartość, zdecydowałam się na naleśniki. Związałam włosy w luźnego koczka i zabrałam się za przygotowanie ciasta, a potem za smażenie.
Alexy?
Subskrybuj:
Posty (Atom)