środa, 9 marca 2016

Od Briana CD Gwen

Dzień jak dzień. Szary, pokręcony i przede wszystkim nudny. Żadnych wyścigów w tym tygodniu. I co za tym idzie? Brak kasy.
Wyjrzałem przez okno w salonie, by popatrzeć na ludzi mijających się ze sobą. Jakaś kobieta wrzeszczy na dziecko, a to płacze. Dresy zaczepiają laski na ulicy. Miałem ochotę z tond wybiegnąć i potłuc te niedorozwoje dzisiejszych czasów. Po chwili ucieczki od rzeczywistości wziąłem sobie fajkę, by zapalić. Ubrałem pierwszą, lepszą kurtkę i buty po czym wyszedłem z tego więzienia. Odpaliłem. Kątem oka zauważyłem blondynkę, która zbierałam porozwalane rzeczy na chodniku. Przyjrzałem jej się dokładniej, ale nic znajomego m inie przychodziło na myśl. Z "dobroci serca" podszedłem do niej wlekąc za sobą nogi. Gdy byłem już przy niej, przyklęknąłem na ulicy by jej pomóc. Zebrałem kosmetyki i inne rzeczy "potrzebne kobiecie do życia". Wstałem i już miałem odejść, gdy dziewczyna nagle zagadnęła:
- Dzięki za pomoc. Może dałbyś się zaprosić na kawę? - spytała.
- Chętnie. A to nie chłopak powinien zapraszać na randki? - odpowiedziałem pytaniem.
- Randki? Znamy się od pięciu minut. Zwykłe spotkanie w celach towarzyskich i jakby cię to interesowało to czasy się zmieniły. - uśmiechnęła się w lekkim rozbawieniu.
- Jeśli chcesz...

<Gwen?>

Od Gwen

Czy świat oszalał? Moim zdaniem już bardzo dawno temu. Stojąc w porannym korku, obserwowałam ludzi do okoła. Wszyscy gdzieś pędzili. Do pracy, do szkoły... Po prostu świat bardzo szybko pędzi do przodu, a ja utkęłam nie tylko w faktyczne istniejącym korku, ale i w mentalnym. Nic kompletnie się nie dzieje, a jeszcze parę miesięcy temu, działo się aż za dużo. Wyścigi, pokręcone imprezy ze Scottem i Peterem, głupie zakłady, spotkania z ekipą, a teraz... Połowa znajomych wyjechała, a ja dalej tkwię. Wybrałam numer i zadzwoniłam do Petera. Odebrał po trzecim sygnale.
-Tak, żyję jeszcze. Nie, nie skoczyłem z dachu, nie powiesiłem się na sznurze w piwnicy, nie podciołem sobie żył. Wszystko gra.
-To super-zaśmiałam się. 
-A to ty Gwen, myślałem, że to ciotka. Dzwoni do mnie codziennie, od śmierci mamy i wypytuje, czy żyję. Od pół roku! 
-O ty biedny-zaśmiałam się. -To dziś wieczorem wyskakujemy do baru.
-Nie mogę, mam sporo roboty. Na jutro muszę mieć gotowe zdjęcia, a jeszcze całkiem sporo ich zostało. Poza tym muszę kończyć bo Big Bo zaraz wydepcze dziurę w podłodze. Zadzwonię później, cześć .
- Cześć -mruknęłam pod nosem.
Nawet eks nie ma czasu. Nie jest dobrze. Zaparkowałam w pobliżu parku i ruszyłam na spacer. Gdy szłam, jakiś dzieciaczek potrącił mnie, a zawartość mojej torebki wylądowała na ziemi. Rzuciłam się do zbierania.
-Pomogę ci-zaproponował ktoś.
-Dzięki.

<A kto taki to był?>

Od Marinette

Dzień był pochmurny, rano padało, dlatego też na ulicach było pełno kałuż. Szłam z Colinem przez park, przy którym mieszkałam. Nagle naszła mnie ochota na zrobienie zdjęć. Wyciągnęłam, więc telefon i powiedziałam Colinowi, aby usiadł. Psiak posłuchał i usiadł sobie obok fontanny. 
- Wyglądasz idealnie, spójrz się.
Colin odwrócił się w moją stronę. Nacisnęłam przycisk i zdjęcie zrobione. Wyszło tak pięknie. Zrobiłam jeszcze kilka zdjęć Colinowi z fontanną i postanowiłam wracać do domu. Szłam główną ulicą miasta. Nagle zobaczyłam grupę ludzi, którzy dyskutowali o czymś głośno. Nie daleko stała karetka i policja. Jakieś dwie kobiety płakały głośno. Byłam tak wpatrzona w te całe zamieszanie, że nie zauważyłam innych ludzi, idących tuż obok mnie. Jakiś starszy gość popchnął mnie i upadłam na chodnik. Colin od razu zaczął szczekać i rzucać się na niego, ale uspokoiłam go. 
- Nic Ci nie jest? -usłyszałam.
- Nic.
Po chwili ktoś złapał mnie za dłoń i pomógł mi wstać. Otrzepałam spodnie z błota i spojrzałam na osobę, która mi pomogła. Był to wysoki chłopak w ciemnych włosach. Zmierzył mnie wzrokiem i powiedział...
<ktoś?>

poniedziałek, 2 listopada 2015

Kochani (o ile ktoś tu jest)
Prosiłabym abyście do niedzieli napisali opowiadanie.

piątek, 23 października 2015

Od Gwen cd Ann

Co jest lepsze niż budzik? Młodszy brat i pies. Spałam sobie w najlepsze kiedy na moje łóżko wpadła mieszanina ludzkich rąk i psich łap. 
-Gwen wstawaj! 
-Dylan-jęknęłam.-Ja mam wolne.
-A ja i Sena chcemy się bawić. Wstawaj!
Postanowiłam jechać do centrum i rozejrzeć się za urodzinowymi prezentami dla Dylana oraz Tony'ego. Postanowiliśmy urządzić im imprezę niespodziankę. My w sensie ja i chłopadki z wyścigów. 
-Gdzie ja mam Ciebie wywieść młody?
Spojrzałam na brata, jak pałaszował piątego już naleśnika.
-A dlaczego chcesz mnie wywieść? 
-Muszę coś załatwić. Tony jest zajęty....
-To zawieź mnie do Petera...
Po krótkiej rozmowie i odwiezieniu brata, pojechałam do centrum handlowego.
~*~
-Szukałam prezentów dla mojego brata i kuzyna.
-Urodziny? Imieniny?-zapytała dziewczyna.
-Urodziny czwarte i dwudzieste. Razem z ekipą organizujemy je na torze w sobotę o osiemnastej. Pamiętasz, byliśmy tam kiedyś.
-No tak, pamiętam-powiedział Scott.
-To właśnie tam. Jeśli macie ochotę to wpadnijcie. A jak macie wolny wieczór i macie ochotę pospędzać czas ze świrami z toru to wpadnijcie do naszej stałej miejscówki, Dionizosa. Chłopaki muszą odpokutować swoje przegrane zakłady.
-Przemyślimy to -powiedziała Ann.
-Super. A teraz niestety muszę iść. Czeka mnie jeszcze dzban soku z cytryny do zrobienia, za karę dla Harry'ego i brata muszę odebrać zanim pozna kilka nowych słówek z podwórkowej łaciny. Miło było poznać Ann.
-Mi Ciebie też.
-Część wam- powiedziałam i ruszyłam do wyjścia.
Pojechałam do warsztatu, gdzie zostałam Maxa. 
-Siemka, gdzie Dylan?
-Z Peterem, w samochodzie na tyłach.
-Dzięki.
Ruszyłam do nich. Zastanawiałam się czy Scott i Ann pojawią się dzisiaj w klubie.

<Ann lub Scott? :)>

Od Ann

Wstałam, ubrałam się, umyłam. Jak co dzień. Dzisiaj czułam się wyjątkowo świetnie. Dawno tego nie czułam. Poszłam do brata obudzić go.
- Czego ty chcesz? Jest dopiero 7.oo - odparł wstając z łóżka.
- Dopiero? Ty masz iść na 8.oo do firmy! Kurde! Takie podziękowanie za to, że cie pilnuję. - powiedziałam lekko naburmuszona.
- Jezuuu, ale ty z ciebie fochaczka. Heh, mówiłaś mi, że wczoraj wieczorem dzwonił do ciebie twój agent. - powiedział.
- No dzwonił. Ale to tylko o jakieś bzdety.
- Ta... Ann, poza tym ja mam DZISIAJ WOLNE. - oznajmił - Nie wiesz?
- ... Nie wiedziałam. W takim razie ubieraj się i idziesz ze mną na zakupy!
Nic nie mówił, ale wiedziałam o co mu chodzi. To typowe "daj mi spokój", ale co tam.
Po jakiejś godzinie byliśmy w galerii. Latałam po sklepach jak opętana. Przez przypadek wpadłam na jakąś dziewczyne. Obie upadłyśmy. Podbiegł Scott.
- Nic ci nie jest Gwen? - podał jej rękę i patrzył się na nią maślanymi oczami.
- Nic, nic... A to zapewne twoja siostra? - odwróciła wzrok i skierowała go w moją stronę.
- Tak. Jestem jego siostrą, a ty to kto? - spytałam się.
- Jestem Gwen, przyjaciółką Scotta. A ty?
- Ann. Oj chyba coś powiem Scott - powiedziałam ironicznie.
- Ani się waż! - krzyknął wkurzony chłopak.
- O co chodzi? - spytała się rozkojarzona Gwen.
- Nic już. A tak w ogóle co ty tu robisz?
-...
<Gwen? Sry, wenus brakus C: >

czwartek, 22 października 2015

Ogłoszonko

Ann rzuciła pomysł odnowienia bloga, a skoro udało jej się zanieść chętnych to czemu nie :) Brawa dla niej.
A więc tak, jeśli ktoś zostaje to prosiłbym, aby powiadomić o tym, że chcę zostawić swoją postać/postacie administratorów czyli mnie, Ann lub Petera.
Pozdrawiam gorąco w te chłodne dni
Gwen

Od Ann CD Nick'a

- Może do... do... do...czekaj chwile. - powiedziałam po czym wyjęłam z torebki telefon. Wystukałam numer do Scotta. Odebrał;
- Hej, co chcesz? - spytał Scott.
- Kiedy i gdzie jest następna impreza w klubie Galaxy? - spytałam.
- A co ty tak nagle? Przecież, nie chodzisz na imprezy... Już wiem! To chłopak? - spytał ironicznie mój wredny brat.
- NIE!!!!! CICHO! Mów bo wybuchne!
- Okey, okey... Dzisiaj o 16. Pa - pożegnał się, po czym rozłączył telefon.
Wróciłam do Nicka.
- Może do klubu? Za 20 min się zaczyna, więc zdążymy. Poza tym, nikt nas nie rozpozna bo wszyscy są tam zajęci swoimi sprawami. - oznajmiłam.
- Może być, tylko ubierz się jakoś. No wiesz... bez szczegółów. - powiedział.
- Ok... A ty?
- Ja mogę tak iść.
Wyszłam z salonu i pobiegłam truchtem w stronę mojej sypialni. Zanurzyłam się w szafie i przeglądałam ubrania.
- Nie to, nie to, nie to, nie to... - mruczałam pod nosem.
Po chwili wrzasnęłam:
- JEST!!
Wyszłam z szafy już przebrana w takie ubrania.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjKswAWS0Sgwcyc51qISNvNS8Z1tQ0CqUeeJ770UOy4_uHaKhcypC3LszPBsUVqrlMY8nBCpLVFgV60YW9kDB5WiAId9qV2pM4E5OV7wVyWexE3kSzfoen8ZkYjI-7l75tX09Srke58gYnv/s1600/stylizacja-Gaddess-na-impreze.jpg









Wracając do salonu spytałam się Nicka czy mu się podoba:
- ...

<Nick? ;3 Sry, że same dialogi, ale weny brakło>

Pobudka!

Czemu nikt nie odpisuje opowiadań? ;-; Wiem, że nie ma czasu, ale przecież da się znaleźć chwilę na zajrzenie  i powiadomienie kogoś na chacie. Postaram się dodawać nowych członków i spróbuję reaktywować bloga, ale jak dotychczasowi admini nie dadzą znaku życia... to trudno... Będzie trza sobie jakoś radzić. Pisałam z Gwen przez howrse (pare miesięcy temu jak blog był aktywny), że mogę być adminem. Nie będę się wpisywać, że jestem bo nie będe decydować za adminów. Podsumowując, jeśli jakiś dotychczasowy członek tego bloga jeszcze ma nadzieje na odnowienie bloga, niech napisze na chacie.

Pozdrawiam
Ann/Scott McCarney