- No proszę. Jakiż ten świat mały. Szef wie, że tratuje pani klientów? -
powiedziała zadowolona. Zacisnęłam zęby, ledwo powstrzymałam się od
odpowiedzenia dziewczynie jakąś ripostą. Po co jednak strzępić sobie
język na takie marginesy. Podałam klientce zamówienie, a tak od razu
odeszła gdzieś w głąb ludzi. I całe szczęście.
-Czyżby ta piękna dziewczyna cię zauroczyła? Widziałem jak na nią patrzysz - podszedł do mnie Brandon.
-Nawet mnie nie denerwuj. Ta idiotka popsuła mi cały wieczór. No i
oczywiście telefon. - westchnęłam i sięgnęłam po ścierkę, by wytrzeć
blat.
-Nie unoś się. Złość piękności szkodzi. Zaraz zapomnisz o tej panience,
bo właśnie jakiś przystojniaczek idzie w stronę baru i chyba mu się
spodobałaś, bo cały czas się tobie przygląda. - uśmiechnął si,
zmierzając mężczyznę od góry do dołu - Wspomnij o swoim pięknym koledze.
- dodał i odszedł zadowolony. Westchnęłam tylko, nie zwracając uwagi na
faceta zmierzającego w moim kierunku. Wzięłam się za przecieranie baru,
który był cały obklejony słodkim alkoholem.
-Poproszę dwa razy wódkę z lodem. - powiedział uprzejmym tonem i tym samym oderwał mnie od zajęcia.
-Już nalewam. - uśmiechnęłam się i już miałam zająć się polewaniem, gdy ten nagle odezwał się.
-Powiedziałem dwie? Miałem namyśli trzy. Jeden dla pięknej barmanki. -
zmrużył oczy i oparł się o blat. Na te słowa zaśmiałam się w duchu. To
nie był pierwszy facet, który startuje do mnie w pracy. Kreatywność
mężczyzn jest bardzo ograniczona.
-W takim razie dziękuję pięknemu nieznajomemu.- dlaczego by się trochę
nie pobawić. Może coś w końcu poprawi mój humor. Nalałam zgodnie z
zamówieniem wódki do szklanek wypełnionych lodem.
-Proszę bardzo. - podałam dwie szklanki, a swoją chwyciłam do ręki i jednym ruchem opróżniłam ją.
-Jestem pod wrażeniem. - uniósł szklankę i wziął łyk trunku.
-Myślę, że inne moje umiejętności sprawiły by na tobie większe wrażenie. - przechyliłam głowę i oparłam się dłońmi o bar.
-Jocelyn! Chyba czas zajrzeć do toalet. - usłyszałam z boku głos przyjaciela. Zwróciłam się w jego stronę.
-O a co to za przystojniaka znalazłaś? - udawał zaskoczonego - Mój
drogi. Startujesz do nieodpowiedniej osoby. Jeżeli chcesz ją poderwać,
to musisz sobie cycki wyhodować. Za to ja nie mam zastrzeżeń - odepchnął
mnie biodrem i tym samym znalazł się na moim miejscu.
-Brandon debilu! - powiedziałam oburzona. Odebrał mi dobrą rozrywkę.
Teraz już całkowicie nie miałam ochoty spędzić tu ani minuty dłużej.
Gdyby nie to, że muszę płacić czynsz, to już dawno by mnie tutaj nie
było. Postanowiłam sobie zrobić chwilową przerwę, gdzie sama sobie
dostarczę rozrywki.
-W takim razie idę zapalić bez ciebie. - rzuciłam krótko, ale ten i tak
mnie nie słyszał tylko pochłonięty był rozmową. Ruszyłam w stronę toalet
koło których znajdowało się boczne wyjście dla personelu.
Wyszłam na ciemną uliczkę, gdzie nie było ani jednej żywej duszy.
Wyjęłam z kieszeni paczkę po papierosach, w której znajdowały się trzy
jointy. Trzęsącymi się rękami wyciągnęłam jednego nich i pospiesznie
włożyłam do ust. Podpaliłam koniec papierosa i zaciągnęłam się.
Wypuszczając dym, oparłam się o ścianę budynku. Przynajmniej tutaj
mogłam pobyć chwilę sama. Przyłożyłam ponownie skręta do ust i w tym
samym momencie usłyszałam znajomy mi głos.
-Ćpunka postanowiła oddać się nałogowi? - zapytała z aroganckim uśmiechem.
-Nie używaj słów, których znaczenia nie rozumiesz. - odpowiedziałam
krótko, nie chcąc wdawać się z nieznajomą w jakąkolwiek kłótnie, choć
było to chyba niemożliwe.
-Mówię to, co widzę. - wzruszyła ramionami.
-W takim razie, należy udać się do lekarza, bo widocznie masz moja droga
jakiś problem. - odpowiedziałam już bardziej stanowczym głosem. Moja
frustracja coraz bardziej wzrastała, a ja sama kończyłam palić skręta,
więc zaczynałam odczuwać powoli zmiany zachodzące w mojej głowie.
-Masz klucze w bezpiecznym miejscu? - zmieniła nagle temat.
-Gdzie one są? - wyrzuciłam palący się filtr i podeszłam zdenerwowana bliżej dziewczyny.
-Prawdopodobnie gdzieś w krzakach - wzruszyła ramionami. Jedyne o czym
teraz myślałam to odnaleźć te cholerne klucze. W innym przypadku
musiałabym zapłacić wysoką kaucję, na którą mnie w tym momencie nie
stać. Nawet już cała moja złość odeszła w zapomnienie. Skupiłam się
całkowicie na zaginionych kluczach.
-Pomóż mi. Błagam pomóż mi. Pokaż gdzie je wyrzuciłaś. Chociaż, w którą
stronę. Odwdzięczę się, zrobię wszystko, tylko pomóż mi.
Antoinette?