<poprzednia>
Miałam za sobą ciężki tydzień, pełen pracy. Kiedy wróciłam z długo
trwającej sesji, po przekroczeniu progu mieszkania i wyzbyciu się butów,
podążyłam do łóżka, na którym się położyłam i zasnęłam. Obudziłam się
dopiero około osiemnastej. Jako iż przybyło mi energii postanowiłam
ogarnąć się i iść do klubu, aby wyluzować, w końcu dzisiaj piątek, a ja
wyjątkowo miałam wolną sobotę!
Kiedy naszykowałam odpowiednie
ubrania, usiadłam przy białej toaletce, która znajdowała się w moim
pokoju i zaczęłam robić makijaż. Lubiłam to robić, może nie byłam jakimś
artystą, ale odprężało mnie to, a efekty były niczego sobie. Po
skończeniu pozostało mi się tylko ubrać i wyjść.
Zeszłam na stację
metra i czekałam, aż przyjedzie. Jazda metrem nie należała do
najprzyjemniejszych doświadczeń w moim życiu. Prawdę mówiąc mogłam też
wziąć taksówkę, ale metro wyjdzie mnie taniej i prawdopodobnie szybciej.
Wsiadłam do wagonu, który właśnie podjechał i złapałam się jednego z
uchwytów, aby utrzymać równowagę, co w tych szpilkach, w jadącym metrze
nie należało do najprostszych.
Kilkanaście minut później weszłam do
klubu. Postanowiłam napić się czegoś, aby rozluźnić się i bawić lepiej.
Jak w każdy piątkowy wieczór było tłoczno, muzyka grała głośno, a w
powietrzu unosił się zapach potu i alkoholu. Udałam się do baru, jednak
po drodze wpadłam na jakiegoś chłopaka, który z tego co mi się zdawało
zmierzał w tym samym kierunku.
Scott?