piątek, 1 listopada 2019

Od Juliette cd Joe

Westchnęłam ciężko, upijając łyk herbaty.
- Skończyłam zajęcia godzinę szybciej, więc pomyślałam, że skoczę do sklepu zaraz obok. Poczułam, że ktoś za mną idzie i chciałam sprawdzić, czy on faktycznie szedł za mną, czy tylko mi się tak wydawało...
- Co było dalej? - z rozmyślań wyrwał mnie głos chłopaka.
- Skręciłam w uliczkę, z której praktycznie nikt nie korzystał, i on poszedł za mną... przyspieszyłam kroku i znalazłam się po drugiej stronie, chciałam wmieszać się w tłum, ale wtedy on mnie zaciągnął do kolejnej... chciał mi zrobić krzywdę - urwałam, czując, jak do moich oczu napływają kolejne łzy. Zacisnęłam zęby i próbowałam ze wszystkich sił je powstrzymać - kopnęłam go i udało mi się uciec, tak się bałam, że za mną pójdzie, że ukradłam pierwsze lepsze ubranie z wystawy odzieżowej, żeby miał trudności z rozpoznaniem mnie, i od razu zadzwoniłam do ciebie.
Na twarzy Joe'ego można było dostrzec w tej chwili tylko gniew i smutek. Objął mnie delikatnie, a ja pod wpływem tego gestu bez wahania oparłam głowę na jego klatce piersiowej.
- Zostań dzisiaj u mnie na noc, ochłoniesz trochę, a jutro porozmawiamy, co dalej. Tutaj będziesz bezpieczna - powiedział cicho, delikatnie kołysząc mnie w ramionach. Jego dotyk miał w sobie coś kojącego, dzięki czemu udało mi się uspokoić oddech.
- Dziękuję, za wszystko.

Trwaliśmy w uścisku jeszcze przez chwilę, a właściwie do momentu, gdy mój żołądek nie zaczął głośno domagać się posiłku. Joe zaśmiał się lekko, wypuścił mnie ze swoich objęć i zaproponował, że teraz to on zrobi nam coś do jedzenia.
- Słuchaj, mogłabym skorzystać z prysznica? - zapytałam niepewnie. Odczuwałam wielką potrzebę zmycia z siebie wszystkich wydarzeń dzisiejszego dnia, a w szczególności dotyku tego obleśnego faceta.
- Jasne, ręczniki są w szafce pod umywalką - posłał w moją stronę delikatny uśmiech, który od razu odwzajemniłam.
Weszłam do na prawdę ładnie urządzonej łazienki, zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania i wskoczyłam pod prysznic. Gorąca woda spływająca po moim ciele przyniosła tak długo wyczekiwane ukojenie i rozluźniła niemal wszystkie mięśnie. Gdy zawinęłam się w ręcznik dotarło do mnie, że nie miałam przy sobie żadnych innych ubrań. Niepewna, co zrobić w tej sytuacji, lekko otwarłam drzwi i wychyliłam zza nich głowę.
- Eee... Joe? Mam problem - powiedziałam, przy okazji rozglądając się, czy chłopak nie kręcił się gdzieś w pobliżu.

Joe?

Od Hailey cd Scotta

Spojrzałam na chłopaka, posyłając mu niewinny uśmieszek.
-Bardzo możliwe, nie narzekaj – mruknęłam, patrząc mu w oczy.
-Jakbym śmiał – zaśmiał się – Chodź do środka.
Wróciliśmy do środka. Złapałam rękę chłopaka, ciągnąc go za sobą w stronę kanapy. Pech chciał jednak, że idąc tyłem, dość szybko podcięła mi nogi, przez co wylądowałam na niej. Pociągnęłam za sobą chłopaka, który śmiejąc się, znalazł się nade mną.
-Brawo – powiedział rozbawiony.
-Jakby tobie nigdy się to nie zdarzyło – odparłam, wywracając oczami.
-Bo nie zdarzyło – zaśmiał się, nachylając jeszcze bardziej do moich ust i składając na nich pocałunek.
Oddałam pocałunek chłopaka i zaplotłam ręce na jego karku. Jego dłonie zaś wkradły się pod moją, jego bluzę. Po dłuższej chwili odkleiliśmy się od siebie. Popatrzyłam na niego.
-Będziesz moją podusią prawda? - spytałam, patrząc na niego błagalnie z lekkim uśmiechem.
-Jak ja mógłbym ci odmówić? - wywrócił oczami.
-Nie mógłbyś – prychnęłam.
Chłopak wstał, kładąc się w tym samym miejscu, co wczoraj. Ponownie się na nim uwaliłam, przytulając go mocno.
-Ale ja cię kocham, nawet jak śmierdzisz fajkami, fuj fuj – oznajmiłam.
-Jakie to szczęście, że zapach fajek tego nie niweluje – westchnął.
-No dokładnie – parsknęłam śmiechem.
Uwielbiałam się przytulać. Jednak jakakolwiek dolegliwość powodowała, że potrzeba i zamiłowanie do tego rosło co najmniej dwukrotnie.
-Hej, Scott, dawno nie piliśmy wina – oznajmiłam.
Chłopak popatrzył na mnie i uniósł brwi.
-Znowu wracamy do alkoholizmu? - zaśmiał się.
-Uderzył cię ktoś kiedyś? - zapytałam, wywracając oczami.
Scott?

Od Joe cd Juliette

Chwyciłem kluczyki od samochodu i w pośpiechu opuściłem mieszkanie. Jechałem najszybciej jak się dało, aby po kilku minutach znaleźć się we właściwym miejscu. Dziewczyna stała oparta o ścianę budynku. Widać było, że płakała, nawet nie zauważyła że podjechałem. Zaparkowałem samochód przy chodniku i wysiadłem z niego zmierzając prosto w jej kierunku.
-Hej, już jestem, już dobrze. Jesteś bezpieczna – powiedziałem, zwracając jej uwagę i biorąc ją w swoje ramiona.
Dziewczyna wtuliła się we mnie, wypuszczając z siebie falę niepohamowanego szlochu. Objąłem ją mocniej, głaszcząc po plecach. Miała na sobie jakąś ogromną, czarną bluzę, zupełnie inną niż to, w czym wychodziła wcześniej. Nie zamierzałem jednak teraz jej o to pytać, gdyż to pewnie wyjaśni się w jakiś sposób później.
-Chodź, pojedziemy do mnie – zaproponowałem, odsuwając się od niej nieco – tam będziesz bezpieczna, obiecuję.
Yui skinęła głową na znak zgody i podążyła za mną do samochodu. Odpalając silnik spojrzałem jeszcze na nią. Miała rozmazany makijaż i potargane włosy, a póki co jedynie mogłem się domyślać, co tak właściwie miało miejsce. Przez całą drogę dziewczyna nie odezwała się ani słowem. Ja także nie chciałem teraz tego robić. Lepiej poczekać do powrotu do mieszkania, na spokojnie. Niedługo później zaparkowaliśmy pod budynkiem, w którym znajdywało się moje mieszkanie. Wysiedliśmy z samochodu i udaliśmy się do środka. Stojąc w windzie zrobiłem krok w jej kierunku i złapałem ja delikatnie, unosząc jej głowę, aby na mnie patrzyła. Spojrzałem jej w oczy.
-Cokolwiek tam miało miejsce, ze mną tutaj jesteś bezpieczna – oznajmiłem, ścierając kciukiem łzę, płynąca po jej policzku,
-Wiem, po prostu, to było straszne -mruknęła.
W tym samym momencie winda zatrzymała się i otworzyła, a my wyszliśmy na korytarz. Wyciągnąłem klucze z kieszeni i otworzyłem drzwi, przepuszczając dziewczynę przodem. Dziewczyna ściągnęła z siebie ogromną bluzę i powiesiła ją na wieszaku.
-Chcesz się czegoś napić, Yui? - zaproponowałem.
-Herbatę, poproszę – odparła, siadając na kanapie w salonie.
-Dobra, zaraz wracam – powiedziałem kierując się do kuchni.
Zaparzyłem dla niej herbatę i wróciłem z nią do salonu, stawiając przed nią kubek i siadając obok niej.
-Co tam się stało, Yui? - zapytałem.
Juliette?

czwartek, 31 października 2019

Od Scotta cd Hailey

Wszedłem do kuchni odstawiając torbę z zakupami na szafkę. Podszedłem do dziewczyny, obejmując ją w pasie i pocałowałem ją w szyję. Hailey uśmiechnęła się odwracając twarz w moją stronę i cmoknęła mnie krótko w usta.
-Hej piękna, jak się czujesz? –Zapytałem opierając brodę o jej ramię, podczas gdy blondynka mieszała coś w garnku.
-Trochę lepiej –powiedziała kładąc dłoń na mojej ręce. Po chwili odwróciła się do mnie przodem i położyła ręce na moim karku. –A co u babci?
-Dochodzi do siebie –złapałem zabłąkany kosmyk jej włosów i założyłem go za jej ucho.- Już zaczyna dyskutować z lekarzami, wyganiać ciotki, powtarzając, żeby te cytuję sępice przeklęte wypierdzielały, bo puki co kasy nie zobaczą…. I dalej jest na mnie obrażona, do tego stopnia, że stwierdziła zatykając oczywiście uszy, że ma w dupie co do niej mówię. Kiedyś z nią zwariuję… A ty co porabiałaś?
-Duuuuużo rzeczy –odpowiedziała wymijając.
Pokiwałem głową, podejrzewając jak ten dzień wyglądał. Wcale się nie zdziwię, jak był podobny do wczorajszego wieczoru. Przyjrzałem się jej ubiorowi, dostrzegając swoją bluzę. Przyznać muszę, że to całkiem miłe uczucie, widzieć jak chętnie podbiera mi ciuchy. Hailey wyplątała się z moich objęć, odwróciła się ode mnie i wróciła do kończenia jedzenia. W tym czasie ja zabrałem się za rozpakowanie torby i nakrycie stołu. W końcu zasiedliśmy do posiłku. Gdy skończyliśmy sprzątnąłem ze stołu i wyszedłem na balkon zapalić. Oparłem się łokciami o barierkę  zaciągając się dymem. W pewnym momencie poczułem jak blondynka unosi moje ramię wślizgując się pod nie.
-A ty nie przeginasz z ilością wypalonych fajek? -Powiedziała mrużąc oczy.
-Oj tam i tak palę mniej niż miesiąc temu, skarbie -odpowiedziałem gasząc papierosa w popielniczce. -A ty co, znowu masz dzień przytulańca? -Zapytałem przyciągając ją do siebie.
Hailey?

Od Juliette Cd Joe

- Pewnie, ale nie chciałabym zakłócać jakoś twojego życia. Skąd ja mogę wiedzieć, czy ktoś właśnie nie czeka na ciebie w domu i się zastanawia, gdzie cię wywiało... - wyjrzałam za okno, czując, jak uczucie zakłopotania we mnie wzbiera. A co, jeśli kogoś miał? Albo jego rodzice się martwili? Doprawdy, bardzo mało wiedziałam o swoim towarzyszu.
- Mieszkam sam, a moi bliscy odzywają się wtedy, gdy poczują taką potrzebę i z reguły nie wnikają w to co robię. Nie mam też dziewczyny, która zrobiłaby mi o to awanturę - zaśmiał się krótko, po czym wziął ostatniego kęsa naleśnika.
- Ulżyło mi, nie chciałabym mieć na sumieniu twojego związku - westchnęłam teatralnie - skoro sprawy tak się mają, a tobie bardzo się nudzi po pracy, to możesz dotrzymać mi towarzystwa - stwierdziłam z szerokim uśmiechem na ustach.
Joe wyszedł zaraz po śniadaniu. Umówiliśmy się, że będziemy cały czas na głośnomówiącym, a w tym czasie on się nieco ogarnie i przygotuje do pracy. Gdy oby dwoje będziemy gotowi, podrzuci mnie na uczelnię.
A więc nie rozłączając się z Joe'em wzięłam szybki prysznic, nałożyłam makijaż, ubrałam się i ogólnie, doprowadziłam się do dobrego stanu.
Chwilę później pod moim domem pojawił się znajomy samochód.
- Dzień dobry ponownie - powiedziałam, uśmiechając się szeroko i zapinając pas bezpieczeństwa.
- Dzień dobry - chłopak odwzajemnił mój gest, po czym odjechaliśmy w kierunku mojego akademika.
Odkąd Joe odjechał, ciągle odczuwałam czyjąś obecność. Towarzyszyła mi ona nawet na wykładach, gdy powinnam skupiać się na przemowach profesorów i sporządzać notatki. Ostatnie zajęcia zostały odwołane, co oznaczało, że będę musiała zaczekać godzinę, aż mój towarzysz skończy pracę i po mnie przyjedzie.
Jeżeli zamierzał nocować u mnie drugą noc, wypadałoby kupić coś do jedzenia. Lodówka dosłownie świeciła pustkami i wypadałoby to zmienić.
Opuściłam budynek i ruszyłam w stronę najbliższego spożywczaka, co jakiś czas oglądając się za siebie. Niepokój wzbudził we mnie pewien mężczyzna, którego nigdy dotąd nie widziałam, a jednak uparcie za mną podążał. Przez chwilę zastanawiałam się, czy aby na pewno nie przesadzam. Przecież mógł to być najzwyklejszy człowiek, który po prostu kierował się do tego samego sklepu co ja.
Mimo tego niepokój nie ustępował, zdecydowałam się więc, aby przetestować zamiary tej tajemniczej osoby.
Przed samym sklepem zdecydowałam się na skręcenie w jedną z krótkich, bocznych uliczek, na której końcu także znajdował się sklep. Był on o wiele mniejszy i rzadko kto wiedział o jego istnieniu, ale za to pracowała tam znajoma mojej mamy.
W połowie uliczki obróciłam się za siebie - mężczyzna wciąż szedł krok w krok za mną.
Poczułam niesamowity przypływ strachu. Czy to on spędził wczoraj pół nocy pod moim oknem? Czego mógł ode mnie chcieć, skoro widziałam go pierwszy raz na oczy?
Przyspieszyłam kroku, i nagle wizja o zakupach odpłynęła w siną dal. Marzyłam tylko i wyłącznie o tym, żeby znaleźć się w bezpiecznym miejscu, jak najdalej od tego obcego faceta.
Wyszłam na ruchliwą ulicę i zdecydowałam się napisać do Joe'ego.
"Joe, ktoś mnie śledzi."
Nie licząc na to, że chłopak odpisze od razu, wcisnęłam telefon do kieszeni spodni i przyspieszyłam kroku. Miałam wrażenie, że kroki za mną stają się coraz głośniejsze i niemal czułam oddech swego prześladowcy na karku.
Gdy mijałam kolejną boczną uliczkę, poczułam mocne szarpnięcie w jej kierunku.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam, czując, jak łzy gromadzą mi się pod powiekami.
Teraz stałam z mężczyzną twarzą w twarz. Był osobą w średnim wieku. Czarne, krótko ścięte włosy sterczały ku górze, a zapuszczony zarost zasłaniał niemal połowę twarzy, która, ogółem rzecz biorąc, nie prezentowała się za ciekawie.
Poczułam, jak dłonie mężczyzny brutalnie przesuwają się po moim ciele. Próbowałam krzyczeć, ale z mojego gardła wydobywał się tylko żałosny jęk. W akcie desperacji wymierzyłam prześladowcy mocnego kopniaka w krocze i rzuciłam się do ucieczki.
Nigdy w życiu nie byłam tak przerażona. Moje ciało zaczynało odmawiać mi posłuszeństwa, cała dygotałam i nie mogłam zaczerpnąć powietrza. Przebiegając obok wystawy sklepu z odzieżą używaną chwyciłam pierwsze z brzegu ubranie i zwinnym ruchem naciągnęłam je na siebie, momentalnie zamieniając się w menelkę. Rzecz okazała się wielką, czarną bluzą.
Wykorzystałam to, chowając swoje bujne włosy pod wielkim kapturem i zwalniając nieco kroku.
Obejrzałam się za siebie - mężczyzna zniknął.
Postanowiłam wykorzystać tą chwilę do skontaktowania się z Joe'em. Wybrałam jego numer i czekałam.
- Yui, wszystko w porządku? Jesteś cała? - wypytywał, a w jego głosie można było usłyszeć zmartwienie.
- Nie - wydusiłam. Wszystko zaczęło powoli do mnie docierać, i było to bardzo przytłaczającym uczuciem.
- Gdzie jesteś?
- Pod muzeum, ulicę dalej od akademika.
- Już jadę - powiedział i rozłączył się, a z moich policzków mimowolnie potoczyły się łzy.

Joe?

Od Joe cd Juliette

Położyłem się na materacu, i okryłem kocem. Chwilę kręciłem się szukając idealnej, wygodnej pozycji. Kiedy już się ułożyłem, w pokoju zapanowała cisza, słyszałem jedynie miarowy oddech Juliette, co znaczyło, że zasnęła. Wkrótce także mi udało się zapaść w sen.
Obudziłem się dopiero rano. Początkowo nie ogarnąłem sytuacji, w jakiej właśnie się znajdywałem, jednak szybko udało mi się wszystko sobie przypomnieć. Podniosłem się do pozycji siedzącej, lecz Yui nie było na łóżku. Westchnąłem cicho, mając nadzieję, że po prostu wstała i wróciła do normalnego funkcjonowania, a nie że coś jej się stało, a ja to przespałem. Wstałem z materaca i udałem się za jedynymi słyszalnymi dla mnie dźwiękami, które dochodziły jak mniemam z kuchni. Już po chwili zastałem tam dziewczynę, która właśnie w najlepsze smażyła naleśniki.
-Dzień dobry – powiedziałem, wchodząc do pomieszczenia i zajmując miejsce na jednym z krzeseł stojących przy stole.
-Mam nadzieję, że choć trochę się wyspałeś – oznajmiła zakłopotana – zrobiłam śniadanie, aby się jakoś odwdzięczyć. Lodówka była dość pusta, dlatego są naleśniki.
Uśmiechnąłem się w jej kierunku.
-O dziwo całkiem się wyspałem – odparłem- a z naleśnikami trafiłaś w dziesiątkę, bo strasznie dawno nie jadłem.
-Kamień z serca – zaśmiała się, odwracając w stronę kuchenki i podrzucając ciasto na patelni.
Obserwowałem ją przez chwilę, po czym chwyciłem za jeden z dwóch kubków z herbatą. Chwilę później całe ciasto skończyło się, więc dziewczyna postawiła na stole talerz pełen naleśników oraz wyjęła dla nas po jednym.
-Bardzo dobre – stwierdziłem, kończąc pierwszego z nich.
-Tym bardziej się cieszę, bo dość dawno tego nie robiłam i bałam się, że pokręcę coś w przepisie – zaśmiała się.
-Ty zdecydowanie za bardzo się mną przejmujesz – odparłem rozbawiony.
-Wcale, że nie.
-Wcale tak.
-Wcale nie.
-Tak.
-Nie.
-Dobra, dobra. Jak sobie chcesz. Tym razem twoja wygrana – zaśmiałem się.
Juliette obdarzyła mnie jedynie triumfalnym uśmiechem i wróciła do jedzenia.
-Kiedy twoi rodzice wracają? - zapytałem, ponownie na nią spoglądając.
-Jutro popołudniu – oznajmiła z niezadowoleniem.
-Wiesz, nie chcę się narzucać, ani nic, ale jeśli boisz zostać się tu sama to mógłbym cię później odebrać z zajęć i znów dotrzymać ci towarzystwa – zaproponowałem, posyłając jej troskliwe spojrzenie.
Juliette?

Od Hailey cd Scotta

Obdarzyłam chłopaka jedynie oburzonym spojrzeniem. Podniosłam się z łóżka i ruszyłam w kierunku łazienki, gdzie wzięłam prysznic i umyłam twarz. Jako piżamę tym razem zwinęłam koszulkę Scotta. Ubrałam majtki oraz ową koszulkę, po czym opuściłam pomieszczenie. Chłopak siedział na łóżku, głaszcząc, kota który władował mu się na kolana.
-Nie za dużo tych moich rzeczy sobie przywłaszczasz? - zapytał, przyglądając mi się.
-Wiesz, prawdę mówiąc to mogłabym jeszcze więcej – odparłam, zabierając zwierzaka z jego kolan, a sama zajmując na nich miejsce.
Scott objął mnie w talii, abym siedziała nieco pewniej po czym posłał mi pytające spojrzenie.
-Wciąż jesteś taki zmęczony? - spytałam, splatając ręce na jego karku.
-Ty za to masz dziś jakieś pokłady niekończącej się energii, kochana – zaśmiał się, całując mnie krótko w usta.
-Możliwe – mruknęłam, jednak dosłownie po sekundzie z moich ust wydobyło się ziewnięcie.
-Idź spać, Hai – oznajmi – widzę, że jesteś zmęczona, plus chyba masz gorączkę – stwierdził, przykładając rękę do mojego czoła.
-Dobranoc, Scott – powiedziałam, głaszcząc go po policzku, po czym zsunęłam się z jego kolan.
Położyłam się na łóżku i owinęłam kołdrą, słysząc jak chłopak bierze prysznic. Niedługo później Scott wrócił do pokoju, rzucając jakieś ciuchy na krzesło i kładąc się obok mnie. Obróciłam się w jego stronę i przyciągnęłam go do siebie, zaciągając się zapachem jego żelu do kąpieli.
-Teraz pachniesz o wiele lepiej – mruknęłam, połowicznie już zasypiając.
Chłopak zaśmiał się jedynie, przyciągając mnie bliżej siebie i składając pocałunek na moim czole. Nie trwało długo, aż udało mi się zasnąć. Cóż, byłam jednak naprawdę zmęczona.

Rano obudził mnie Scott, który wstawał wraz z dźwiękiem swojego budzika.
-Jedziesz ze mną? - zapytał, nachylając się nade mną.
-Nie czuję się wciąż najlepiej. Zostanę – wymruczałam, obracając się na drugi bok.
-Dobra, to widzimy się jak wrócę – oznajmił, całując mnie w czubek głowy.
Udało mi się jeszcze na trochę zasnąć. Gdy się obudziłam mieszkanie było już puste. Ponownie wcisnęłam się w tę samą co wczoraj bluzę Scotta i dresy, po czym udałam się zjeść śniadanie. Po posiłku wyprowadziłam jeszcze psa na szybki spacer, gdyż nie miałam pewności, czy Scott robił to wcześniej. Kiedy wróciłam, zrobiłam dokładnie to samo, co wczoraj, czyli położyłam się na kanapie i włączyłam jakieś kreskówki. W końcu zaczęła dochodzić pora obiadowa. Zdecydowałam się coś przygotować, abyśmy kolejny dzień nie musieli żywić się czymś zamawianym. Niedługo później chłopak wrócił ze szpitala, zastając mnie w kuchni.
Scott?

Od Juliette cd Joe

- Nie odwracaj mojej uwagi - warknęłam, próbując wyszarpać się z uścisku chłopaka. Na marne. - Zawsze mogę ją wylać na ciebie - posłałam w jego stronę diabelski uśmieszek.
- Nie wylejesz, bo nie masz czym - wytknął język i był widocznie rozbawiony moim zachowaniem.
Westchnęłam z rezygnacją.
- Będę tu stała tak długo aż... - przeciągłe ziewnięcie przerwało moją wypowiedź - aż mi nie pokażesz.
Czułam, jak zmęczenie przejmowało kontrolę nad moim ciałem. Zachwiałam się delikatnie, a powieki zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa.
- Chyba jednak nie - chłopak zaśmiał się po cichu i wstał z krzesła, cały czas trzymając mnie za ręce. Podtrzymując mnie lekko, pomógł mi dostać się do łóżka, po czym okrył mnie kołdrą.
- Yui?
- Hm? - wyjąkałam, powoli tracąc zdolność racjonalnego myślenia - aaa, no tak. Pierwsze drzwi na lewo, tam jest materac, jakbyś bał się ze mną spać.
Chwila, co ja właśnie powiedziałam?
- Śpij już, poradzę sobie - usłyszałam, a po tonie głosu Joe'ego można było wywnioskować, że się uśmiechał. Potem słyszałam już tylko jego kroki i szuranie materaca.
Mimowolnie zaczęłam chichotać w poduszkę. Czy to znaczyło, że Joe się mnie bał? A może był homo, a ja postawiłam go w niezręcznej sytuacji, bo się brzydził dziewczyn?
Zdecydowanie, powinnam już dawno spać.
Zamruczałam, gdy wtuliłam się bardziej w poduszki i nareszcie się rozgrzałam.
- Joe, chcesz koc? Wiem że chcesz.
Chłopak zaśmiał się cicho. Z trudem uniosłam ciało i wyciągnęłam leżący na brzegu łóżka wielki, ciepły koc i dwie poduszki. Podałam je Joe'owi po czym niemal od razu wróciłam pod kołdrę.
- Dobranoc Yui.
- Dobranoc Joe.
Joe?

środa, 30 października 2019

Od Scotta cd Hailey

-No jak to skąd? Z wyprzedaży -powiedziałem układając się nieco wygodniej na kanapie i założyłem jedną rękę pod głowę. -Ewentualnie z odzysku. Tu są sprzeczne zdania na ten temat.
Dziewczyna pacnęła mnie w ramię, wywracając oczami. Wzruszyłem tylko ramionami, nie rozumiejąc o co jej chodzi. Mógłbym dyskutować z tym, że to ona znalazła skarb. W końcu to ona wróciła i chce jakoś to wszystko podkładać. Oczywiście miałem świadomość, że Hai będzie chciała trzymać się jak najdalej od małej. I to nie ze względu na możliwość zarażania. Mimo wszystko i tak była moim skarbem.
-A co ty za bajki opowiadasz? Tak skarb to musiałam się naszukać dobrze -prychnęła, cmokając mnie w policzek.
-Tak tak -rzuciłem jedynie, stwierdzając, że jest bezcelowa dyskusja.
Blondynka westchnęła jedynie ponownie wywracając oczami. Ponownie rozwaliła się na mojej klatce piersiowej. Wpatrzyła się ponownie w ekran, zajmując uwagę kreskówką. No po prostu jak dziecko. Ja chcę i tak ma być. Dzieci i kobiety, tego nie przegadasz. Choćbyś miał najlepsze argumenty świata, nic nie wskórasz. Objąłem ją ramieniem przyciągając ją do siebie. W pewnym momencie zacząłem przysypiać, ale każdy ten moment skutecznie przerywała mi Hailey. Czy to wbijając mi łokieć w brzuch, kiedy opierała się na nim sięgając po kubek. Czy po prostu wciskając mi palec między żebra. Chcący czy nie, nie miałem siły się nad tym zastanawiać. Spojrzałem na zegarek, który pokazywał, że jest już grubo po północy. Kiedy skończyła się kreskówka, złapałem za pilota i wyłączyłem go. Spotkało się to oczywiście z jej oburzonym krzyknięciem. Rzuciła się na mnie próbując zabrać mi przedmiot, więc odrzuciłem go na drugi koniec salonu. Opadła na kanapę z naburmuszoną miną. Podniosłem się mebla, po czym przerzuciłem ją sobie przez ramię, ku jej zaskoczeniu. Zaniosłem ją do sypialni i położyłem na łóżku. Hai wykorzystała moment, gdy byłem pochylony i przyciągnęła mnie do siebie za kark. Jedną łydką przejechała prowokacyjnie po moim kroczu. Odsunąłem się od niej.
-Kochanie tobie dziś to co najwyżej można klocki dać do zabawy. Do łazienki i idź się ogarnąć do spania.
Hailey?

Od Joe cd Juliette

Odwróciłem się w stronę dziewczyny, jednocześnie stukając ołówkiem w blat biurka.
-Cóż, to zależy od ciebie – odparłem, wzruszając ramionami.
-Wiesz, naprawdę nie chcę ci robić problemu, po prostu czuje się tu niepewnie po tym – westchnęła.
-Spokojnie, nie przejmuj się. Skupmy się teraz na twoim tatuażu. Daj mi jeszcze chwilę – odparłem, odwracając się ponownie w stronę biurka.
Ponownie nachyliłem się nad tworzonym przeze mnie projektem. Uwielbiałem projektować nowe tatuaże w oparciu o ludzi i ich zainteresowania. Całkowicie się wtedy wyłączałem. Od pracy oderwały mnie kolejne odgłosy dochodzące zza okna. Niemal od razu zerknąłem na dziewczynę.
-Może pójdę to sprawdzić – zaproponowałem.
-Nie, lepiej nie wychodź. To może być niebezpieczne – odparła, naciągając na siebie koc bardziej.
-Spokojnie, Yui – mruknąłem, dodając kolejną kreskę w projekcie.
Dziewczyna podniosła się z łóżka i ruszyła w moim kierunku. Odwróciłem pośpiesznie kartkę i obkręciłem krzesło w jej stronę.
-Nie ma tak, póki nie skończę, nic nie zobaczysz – powiedziałem, kiedy znalazła się nade mną.
-To nie fair.
-Wydaje ci się, zmęczona jesteś – zaśmiałem się.
-Pokazuj, Joe! - zawołała wyciągając ręce w kierunku kartki.
W porę jednak udało mi się chwycić jej dłonie, nim zdążyła dosięgnąć kartki. Dziewczyna posłała mi jedynie zawzięte spojrzenie, mające oznaczać, że nie podda się bez walki. Uniosłem jedynie brwi w odpowiedzi, wciąż trzymając jej nadgarstki.
-No i co teraz? - zapytałem.
-Poddaj się, bo nie skończy się to dobrze dla ciebie – oznajmiła, siląc się na groźny ton, widać było że ciężko jej się powstrzymać od wybuchnięcia śmiechem.
Pokręciłem z niedowierzaniem głową.
-Już się boję – powiedziałem, udając przerażenie.
-Bardzo dobrze, masz czego.
-Nie miałaś czasem herbaty do wypicia? - spytałem.
Yui?