Uśmiechnęłam się lekko na jego gest, po czym zabrałam się do realizacji zamówienia. Po chwili chłopak dołączył do mnie zajmując się kolejnym klientem. Ruch jak panował w tym miejscu był nie do wyobrażenia. Robiło się coraz ciaśniej, a we dwoje nie byliśmy w stanie ogarnąć roboty. Ale już się szykowały zmiany. Szefostwo planowało przenieść się do większego lokalu oraz a przede wszystkim zatrudnić nowe osoby do pracy.
-Słyszałeś już najnowsze wieści? -Zapytałam, zerkając na niego podczas parzenia kawy. -Koniec naszych wspólnych zmian. Przynajmniej na jakiś czas
-Jak to? -Zapytał wkładając szklankę w ekspres.
-Przyjęli cztery nowe osoby i ktoś musi je przeszkolić -odpowiedziałam zabierając gotową kawę i zaniosłam ją klientowi, po czym wróciłam do chłopaka. -Oczywiście wszyscy nagle mają dwieście spraw, albo nie mają cierpliwości i zostałam tylko ja. Więc najbliższe dni spędzę z nimi.
Chłopak wyprostował się zabierając kubek i zaniósł go, po czym wrócił do mnie. Stanął z poważną miną, zakładając ręce na piersi.
-Tylko niech ci nie przyjdzie do głowy, kogoś tam podrywać -odparł poważnym tonem.
-Oj tam nie masz się o co obawiać -powiedziałam całując go krótko w policzek. -W dodatku myślę, że to któraś z dziewczyn obmyśliła taki cwany plan, aby się do ciebie dobrać -powiedziałam równie poważnym tonem, na co on popukał się palcem w czoło.
Zaśmiałam się, dając mu pstryczka w nos, po czym wróciliśmy do swoich zajęć. Ruch w końcu zaczął maleć, dzięki czemu można było w końcu zwolnić obroty. Ja naprawdę nie mam pojęcia, jakim cudem przewalało się tu tyle osób. Pożegnaliśmy ostatniego klienta i zabraliśmy się za sprzątanie lokalu oraz oczekiwaliśmy upragnionego przybycia naszej szefowej. Kiedy tylko się pojawiła zabraliśmy swoje rzeczy i wyszliśmy przed lokal. Patric przyciągnął mnie do siebie całując w usta. Objęłam go w pasie, po czym po zakończonym pocałunku oparłam głowę, o jego ramię.
-I jakie plany na resztę wieczoru? -Zapytałam unosząc lekko głowę, aby na niego spojrzeć.
-Przede wszystkim zakupy, bo zaczyna straszyć mi w lodówce, a potem... A potem to w sumie żadne. A co? -Mruknął przybliżając się jeszcze bardziej. -Masz ochotę wpaść.
-Moja ochota niestety jest daleka od możliwości -westchnęłam, głaszcząc do po policzku. -Wracam do domu i siadamy sprawozdania z badań. Także niestety wypad do ciebie dziś odpada.
Patric?
piątek, 1 listopada 2019
Od Hailey cd Scotta
Spojrzałam na chłopaka z grymasem niezadowolenia.
-W takim razie winko
czeka do jutra, bo picie samemu to alkoholizm – westchnęłam,tym
razem gładząc go po klatce piersiowej.
-Jak sobie życzysz
– odparł, gładząc mnie po boku.
Nachyliłam się nad
nim, składając pocałunek na jego ustach. Chłopak oddał go,
ściskając lekko mój pośladek. Uśmiechnęłam się przez
pocałunek i zacisnęłam swoją dłoń na jego koszulce. Po
odklejeniu się od niego, zerknęłam na zegarek wiszący na ścianie.
Dochodziła dziewiętnasta, co oznaczało, że pozostało nam
stosunkowo niewiele czasu. Zsunęłam się z jego brzucha do
poprzedniej pozycji, wtulając się w niego, mogłabym tak leżeć
bez końca.
-Podasz mi pilota? -
zapytałam, uśmiechając się do niego.
Scott westchnął
cicho, sięgając ręką po pilota i podając mi go do ręki. Tym
razem zamiast kreskówek znalazłam jakieś talent show, które swoją
drogą było całkiem ciekawe. Jakiś czas później, chłopak zaczął
tykać mnie mocniej w bok, chcąc zwrócić na mnie swoją uwagę.
-Muszę uciekać,
skarbie – oznajmił.
-W porządku –
odparłam, zsuwając się z niego i pozwalając mu na powstanie z
kanapy – ale żebyś nie myślał, że ci przepuszczę tą
jutrzejszą obietnicę.
-Jakbym śmiał –
powiedział, głaszcząc mnie po głowie, po czym udał się do
wyjścia z mieszkania, zakładając po drodze tylko buty i biorąc w
rękę jakąś bluzę.
Popatrzyłam na
kota, który przyczłapał do mnie w międzyczasie i wciągnęłam go
na swoje kolana. Cieszyłam się, że Scott miał te zwierzaki, gdyż
skutecznie umilały mi czas, kiedy przebywałam tutaj sama. Kiedy
program dobiegł końca, spojrzałam na zegarek, który wskazywał,
że Lucky powinien odbyć swój wieczorny spacer. Delikatnie pozbyłam
się kota ze swoich kolan i podniosłam z kanapy. Udałam się do
sypialni, gdzie Lucky w najlepsze spał na naszym łóżku.
Przebrałam dresy na jakieś dżinsy i zgarnęłam z półki
słuchawki. Usiadłam na łóżku obok psa, głaszcząc go po głowie.
-Chodź idziemy na
spacer – powiedziałam, na co ten podniósł głowę i popatrzył
na mnie ochoczo. Wstałam i ruszyłam w kierunku wyjścia, a pies za
mną. Założyłam buty i przypięłam smycz go jego obroży.
Założyłam słuchawki, puszczając swoja ulubiona playlistę i
zamykając za sobą mieszkanie, wyszłam. Zdecydowałam się na nieco
dłuższy spacer, gdyż czas mnie nie gonił, a pies zasługiwał
wybiegać się przed całą nocą. W końcu wróciłam do mieszkania,
gdzie udałam się pod prysznic i zmęczona położyłam się do
łóżka. Bardzo szybko zasnęłam. Nie wiem ile spałam, lecz w
środku nocy obudził mnie Scott, kładący się obok.
Scott?
Od Joe cd Juliette
Wracaliśmy do mojego mieszkania, ja popijając whiskey z butelki, Juliette paląc papierosa oraz ściskając pod pachą swoją butelkę tego samego alkoholu.
-Wyglądamy teraz jak dwa menele - zaśmiałem się, tracąc na ułamek sekundy równowagę, jednak szybko ją odzyskując.
-Nie wiem jak ciebie, ale mnie całkiem bawi ta perspektywa - odparła wesoło.
-Również - odparłem - ej zatrzymaj się. Zrobię ci zdjęcie, wyglądasz cudownie z whiskey pod pachą, w wielkiej bluzie i z fajką - oznajmiłem.
Yui zatrzymała się, przyjmując pozę, ja w tym czasie wyciągnąłem telefon i zrobiłem jej zdjęcie.
-Pokaaaż - zawołała, podchodząc bliżej mnie.
Pokazałem jej zdjęcie, które wyszło zaskakująco dobrze jak na te warunki oświetleniowe.
-Cudowne - stwierdziła - a teraz, idziemy dalej Joe Riggs'sie - zawołała, ruszając do przodu i wymachując ponaglająco ręką.
-Ma się rozumieć!
Ruszyliśmy w dalszą drogę, której nie zostało już wiele, śmiejąc się z przypadkowych, często wcale nie zabawnych rzeczy. W końcu zatrzymaliśmy się pod budynkiem.
-W sumie to, daj jednego - powiedziałem, wskazując na fajkę, którą dziewczyna właśnie kończyła.
Juliette odnalazła w jednej z kieszeni kartonik oraz zapalniczkę, po czym pozwoliła mi na wyciągnięcie jednego z papierosów oraz odpalenie go.
-Dawno nie paliłem - stwierdziłem, zaciągając się dymem.
-Rozumiem, że palisz okazjonalnie? - spytała.
-Owszem - odparłem, opierając się o ścianę, aby mieć pewność, że moja równowaga mnie nie zawiedzie.
Staliśmy przed drzwiami, dopóki nie dokończyłem swojego papierosa. Weszliśmy do środka budynku, do windy i po wciśnięciu odpowiedniego przycisku, stanęliśmy przed lustrem przyglądając się sobie. Nie trwało to jednak długo, gdyż nie mieszkałem wysoko. Weszliśmy do środka mieszkania, oboje pozbywając się swoich bluz. Ponownie zajęliśmy miejsce na kanapie, każde z nas ściskając swoją butelkę whiskey, jak zawodowi alkoholicy.
-Wiesz co, jakiś czas temu, w parku niedaleko, jeden żul podpalił drugiego - oznajmiłem nagle, patrząc na nią poważnie.
-Ale jak to? - zapytała, siłą powstrzymując się od zaśmiania.
-No pokłócili się, bo jeden chyba wypił coś drugiemu, to ten oblał go swoim denaturatem i podpalił kolegę - zaśmiałem się - jak będziesz niemiła to spotka cię zemsta zawodowego alkoholika.
-Znowu mi grozisz - mruknęła, przewracając oczami.
-Doskonale wiesz, że żartuję - stwierdziłem, unosząc butelkę i upijając z niej łyk - nie zaprzeczysz jednak, że właśnie robimy z siebie meneli.
-Zdecydowanie nie - zaśmiała się.
-Za bycie żulami - stwierdziłem, unosząc butelkę w jej kierunku, aby stuknęła o nią swoją.
Po wypiciu naszego 'toastu' wspólnie zdecydowaliśmy się iść na balkon, aby zapalić jeszcze po papierosie. Staliśmy oparci o barierkę, patrząc na wciąż tętniące życiem ulice, choć nie były ulokowane w ścisłym centrum miasta, nieustannie coś się tam działo. Kątem oka widziałem, jak dziewczyna lekko trzęsie się z zimna. Odwróciłem się w jej stronę, prostując się i podchodząc bliżej niej, obejmując lekko, aby było jej cieplej.
Juliette?
-Wyglądamy teraz jak dwa menele - zaśmiałem się, tracąc na ułamek sekundy równowagę, jednak szybko ją odzyskując.
-Nie wiem jak ciebie, ale mnie całkiem bawi ta perspektywa - odparła wesoło.
-Również - odparłem - ej zatrzymaj się. Zrobię ci zdjęcie, wyglądasz cudownie z whiskey pod pachą, w wielkiej bluzie i z fajką - oznajmiłem.
Yui zatrzymała się, przyjmując pozę, ja w tym czasie wyciągnąłem telefon i zrobiłem jej zdjęcie.
-Pokaaaż - zawołała, podchodząc bliżej mnie.
Pokazałem jej zdjęcie, które wyszło zaskakująco dobrze jak na te warunki oświetleniowe.
-Cudowne - stwierdziła - a teraz, idziemy dalej Joe Riggs'sie - zawołała, ruszając do przodu i wymachując ponaglająco ręką.
-Ma się rozumieć!
Ruszyliśmy w dalszą drogę, której nie zostało już wiele, śmiejąc się z przypadkowych, często wcale nie zabawnych rzeczy. W końcu zatrzymaliśmy się pod budynkiem.
-W sumie to, daj jednego - powiedziałem, wskazując na fajkę, którą dziewczyna właśnie kończyła.
Juliette odnalazła w jednej z kieszeni kartonik oraz zapalniczkę, po czym pozwoliła mi na wyciągnięcie jednego z papierosów oraz odpalenie go.
-Dawno nie paliłem - stwierdziłem, zaciągając się dymem.
-Rozumiem, że palisz okazjonalnie? - spytała.
-Owszem - odparłem, opierając się o ścianę, aby mieć pewność, że moja równowaga mnie nie zawiedzie.
Staliśmy przed drzwiami, dopóki nie dokończyłem swojego papierosa. Weszliśmy do środka budynku, do windy i po wciśnięciu odpowiedniego przycisku, stanęliśmy przed lustrem przyglądając się sobie. Nie trwało to jednak długo, gdyż nie mieszkałem wysoko. Weszliśmy do środka mieszkania, oboje pozbywając się swoich bluz. Ponownie zajęliśmy miejsce na kanapie, każde z nas ściskając swoją butelkę whiskey, jak zawodowi alkoholicy.
-Wiesz co, jakiś czas temu, w parku niedaleko, jeden żul podpalił drugiego - oznajmiłem nagle, patrząc na nią poważnie.
-Ale jak to? - zapytała, siłą powstrzymując się od zaśmiania.
-No pokłócili się, bo jeden chyba wypił coś drugiemu, to ten oblał go swoim denaturatem i podpalił kolegę - zaśmiałem się - jak będziesz niemiła to spotka cię zemsta zawodowego alkoholika.
-Znowu mi grozisz - mruknęła, przewracając oczami.
-Doskonale wiesz, że żartuję - stwierdziłem, unosząc butelkę i upijając z niej łyk - nie zaprzeczysz jednak, że właśnie robimy z siebie meneli.
-Zdecydowanie nie - zaśmiała się.
-Za bycie żulami - stwierdziłem, unosząc butelkę w jej kierunku, aby stuknęła o nią swoją.
Po wypiciu naszego 'toastu' wspólnie zdecydowaliśmy się iść na balkon, aby zapalić jeszcze po papierosie. Staliśmy oparci o barierkę, patrząc na wciąż tętniące życiem ulice, choć nie były ulokowane w ścisłym centrum miasta, nieustannie coś się tam działo. Kątem oka widziałem, jak dziewczyna lekko trzęsie się z zimna. Odwróciłem się w jej stronę, prostując się i podchodząc bliżej niej, obejmując lekko, aby było jej cieplej.
Juliette?
Od Scotta cd Hailey
Zrobiłem zdezorientowaną minę, patrząc na nią.
-W sumie to tak, ty. I to wiele razy, kochanie -powiedziałem poważnym tonem, co wywołało jednocześnie oburzenie na twarzy dziewczyny. -Nie nie rób takiej miny.
-Ale przecież ty mi tu kłamiesz -fuknęła, jak oburzona kotka, szturchając mnie palcem w żebra.
-Ależ oczywiście kochanie -odpowiedziałem jedynie całując ją w czoło.
Prychnęła oburzona, uderzając mnie lekko dłonią po klatce piersiowej. Uniosłem brew, uzyskując potwierdzenie swoich słów. Zrobiła obrażoną minę, próbując się ze mnie podnieść. Przyciągnąłem ją do siebie nie pozwalając jej się podnieść. Próbowała ukryć uśmiech, wciąż udając, że jest zła. Oj brakowało mi takich przekomarzań.
-A wracając do kwesti alkoholu -powiedziałem powoli, na co podniosła głowę, magicznie zapominając o udawaniu wkurzenia. -To jako dobry chlopak, pamiętający o potrzebach swojej kobiety, kupiłem dziś wino. Także jak chcesz, to bierz.
Zastanowiła się chwilę, po czym poderwała się i szybkim ruchem rozsiadła się na moim brzuchu. Spojrzałem na nią zdezorientowany unosząc brew.
-A jak to? Nie masz zamiaru się ze mną napić? -Zapytała przechylając głowę na bok.
-No dziś to napewno nie. Na dwudziestą mam się stawić na planie, więc zero picia.
Zrobiła minę zbitego psa, którą po chwili zastąpiła zamyślona.
-To co, moja ulubiona poduszka mnie tu zostawi?
-No niestety tak wyszło. Za to jutro cały dzień i wieczór mogę robić ci za poduszkę, słońce -powiedziałem kładąc dłonie na jej boki i zjechałem na jej biodra.
Hailey?
-W sumie to tak, ty. I to wiele razy, kochanie -powiedziałem poważnym tonem, co wywołało jednocześnie oburzenie na twarzy dziewczyny. -Nie nie rób takiej miny.
-Ale przecież ty mi tu kłamiesz -fuknęła, jak oburzona kotka, szturchając mnie palcem w żebra.
-Ależ oczywiście kochanie -odpowiedziałem jedynie całując ją w czoło.
Prychnęła oburzona, uderzając mnie lekko dłonią po klatce piersiowej. Uniosłem brew, uzyskując potwierdzenie swoich słów. Zrobiła obrażoną minę, próbując się ze mnie podnieść. Przyciągnąłem ją do siebie nie pozwalając jej się podnieść. Próbowała ukryć uśmiech, wciąż udając, że jest zła. Oj brakowało mi takich przekomarzań.
-A wracając do kwesti alkoholu -powiedziałem powoli, na co podniosła głowę, magicznie zapominając o udawaniu wkurzenia. -To jako dobry chlopak, pamiętający o potrzebach swojej kobiety, kupiłem dziś wino. Także jak chcesz, to bierz.
Zastanowiła się chwilę, po czym poderwała się i szybkim ruchem rozsiadła się na moim brzuchu. Spojrzałem na nią zdezorientowany unosząc brew.
-A jak to? Nie masz zamiaru się ze mną napić? -Zapytała przechylając głowę na bok.
-No dziś to napewno nie. Na dwudziestą mam się stawić na planie, więc zero picia.
Zrobiła minę zbitego psa, którą po chwili zastąpiła zamyślona.
-To co, moja ulubiona poduszka mnie tu zostawi?
-No niestety tak wyszło. Za to jutro cały dzień i wieczór mogę robić ci za poduszkę, słońce -powiedziałem kładąc dłonie na jej boki i zjechałem na jej biodra.
Hailey?
Od Juliette cd Joe
Wytknęłam język w jego kierunku i zaczęłam się śmiać.
- Nie boję się ciebie.
- A powinnaś - Joe uniósł brwi. Dostrzegłam, że próbował zachować powagę, ale jego oczy zdradzały wszystko. Wyrwałam się z jego uścisku i zeskoczyłam z łóżka. Podeszłam do okna i otworzyłam je szeroko, zaciągając się chłodnym powietrzem.
- Wiesz co? - zapytałam.
- Co?
- Wyszłabym gdzieś teraz - uśmiechnęłam się przebiegle pod nosem.
- Właśnie topisz się w moich ubraniach plus zaraz spadną ci dresy.
Słysząc jego uwagę, prędko chwyciłam za brzeg spodni, które ledwo trzymały mi się na biodrach, podciągnęłam je i z całej siły zacisnęłam sznurek. Joe, uważnie obserwując moją reakcję, zaczął się śmiać.
- No więc, gdzie byś chciała wyjść w takim stanie? - dokończył.
- Po wódkę - odparłam z powagą - ewentualnie papierosy.
- Nie spodziewałem się, że jesteś taka niegrzeczna - uniósł brwi w geście zaskoczenia.
- Nie jestem niegrzeczna - skrzyżowałam ręce na piersi - po prostu lubię wszystkiego próbować, a używki w małej ilości i raz kiedyś nie robią organizmowi wielkiej krzywdy. Nie jestem uzależniona od żadnej z nich - odwróciłam się tyłem do okna i posłałam chłopakowi niewinny uśmieszek.
- No dobra - przewrócił oczami z rozbawieniem - niech ci będzie. Naprzeciwko mojego domu jest monopolowy. Nie dość, że krasnal, to jeszcze lubuje się w używkach - westchnął teatralnie.
Joe podszedł do szafy i wyciągnął z niej dwie bluzy, z czego jedną podał mi.
Po cichu opuściliśmy mieszkanie, przebiegliśmy przez ulicę i już po chwili znajdowaliśmy się w sklepie.
- No dobra, Joe. Jakie alkohole lubisz najbardziej? - zapytałam, przyglądając się towarowi na półkach. Jakie szczęście, że zawsze trzymałam pieniądze za etui telefonu. Mogłam pozwolić sobie tego wieczoru na moje ulubione whisky, nie obciążając przy tym portfela chłopaka.
Wybieranie alkoholi nie trwało długo. Nim się obejrzałam, w ciszy wracaliśmy do domu. Joe popijał alkohol z butelki, a ja powoli wypalałam papierosa, który jeszcze dodatkowo pozwolił mi zabić wspomnienie dzisiejszej nieprzyjemnej sytuacji.
Joe?
- Nie boję się ciebie.
- A powinnaś - Joe uniósł brwi. Dostrzegłam, że próbował zachować powagę, ale jego oczy zdradzały wszystko. Wyrwałam się z jego uścisku i zeskoczyłam z łóżka. Podeszłam do okna i otworzyłam je szeroko, zaciągając się chłodnym powietrzem.
- Wiesz co? - zapytałam.
- Co?
- Wyszłabym gdzieś teraz - uśmiechnęłam się przebiegle pod nosem.
- Właśnie topisz się w moich ubraniach plus zaraz spadną ci dresy.
Słysząc jego uwagę, prędko chwyciłam za brzeg spodni, które ledwo trzymały mi się na biodrach, podciągnęłam je i z całej siły zacisnęłam sznurek. Joe, uważnie obserwując moją reakcję, zaczął się śmiać.
- No więc, gdzie byś chciała wyjść w takim stanie? - dokończył.
- Po wódkę - odparłam z powagą - ewentualnie papierosy.
- Nie spodziewałem się, że jesteś taka niegrzeczna - uniósł brwi w geście zaskoczenia.
- Nie jestem niegrzeczna - skrzyżowałam ręce na piersi - po prostu lubię wszystkiego próbować, a używki w małej ilości i raz kiedyś nie robią organizmowi wielkiej krzywdy. Nie jestem uzależniona od żadnej z nich - odwróciłam się tyłem do okna i posłałam chłopakowi niewinny uśmieszek.
- No dobra - przewrócił oczami z rozbawieniem - niech ci będzie. Naprzeciwko mojego domu jest monopolowy. Nie dość, że krasnal, to jeszcze lubuje się w używkach - westchnął teatralnie.
Joe podszedł do szafy i wyciągnął z niej dwie bluzy, z czego jedną podał mi.
Po cichu opuściliśmy mieszkanie, przebiegliśmy przez ulicę i już po chwili znajdowaliśmy się w sklepie.
- No dobra, Joe. Jakie alkohole lubisz najbardziej? - zapytałam, przyglądając się towarowi na półkach. Jakie szczęście, że zawsze trzymałam pieniądze za etui telefonu. Mogłam pozwolić sobie tego wieczoru na moje ulubione whisky, nie obciążając przy tym portfela chłopaka.
Wybieranie alkoholi nie trwało długo. Nim się obejrzałam, w ciszy wracaliśmy do domu. Joe popijał alkohol z butelki, a ja powoli wypalałam papierosa, który jeszcze dodatkowo pozwolił mi zabić wspomnienie dzisiejszej nieprzyjemnej sytuacji.
Joe?
Od Joe cd Juliette
Chwiejnym krokiem, wciąż niosąc dziewczynę ruszyłem w kierunku sypialni. Oczywiście ta wciąż waliła mnie rękami po plecach, usiłując na mnie wymóc puszczenie jej.
-Nic z tego, Yui – odparłem – hej, mogłabyś zapalić światło? - zapytałem.
Dziewczyna zachichotała i unosząc się lekko, sięgnęła dłonią do włącznika światła, oświetlając pomieszczenie. Zatrzymałem się przed szafą, w której drzwiach znajdywało się lustro. Zaśmiałem się na nasz widok.
-No bardzo śmieszne, zwłaszcza jak cała krew spływa mi teraz do głowy – skwitowała dziewczyna, nieudolnie próbując się podciągnąć.
-No, to prawie tak śmieszne jak twoja krowa – prychnąłem, wywracając oczami.
Odsunąłem się od lustra i położyłem dziewczynę na łóżku. Juliette leżała, uważnie obserwując moje poczynania.
-Teraz czas na zemstę – zaśmiałem się, nachylając się nad nią i zaczynając ją łaskotać.
Zauważyłem, że jej tryb dziesięciolatka zaczął udzielać się także mi. Dziewczyna nie mogła opanować swojego śmiechu, ja także, ponieważ niezmiernie bawiła mnie zaistniała sytuacja.
-Przestań! - wydusiła przez śmiech.
-Bez przeprosin, nie ma opcji – stwierdziłem.
Dziewczyna wykrzywiła twarz w niezadowolonym grymasie, po chwili jednak dalej się śmiejąc.
-Dobra, dobra, przepraszam – zawołała.
Spojrzałem na nią i zaprzestałem łaskotania jej.
-Okej, uznajmy, że przebaczone – oznajmiłem, kładąc się obok niej.
-Uf – westchnęła, kładąc ręce na swoim brzuchu.
Spojrzałem na nią, a w jej oczach zobaczyłem iskierki szczęścia, po czym jednak przebłysk szaleństwa, zupełnie jakby wpadła właśnie na jakiś genialny plan. Już wiedziałem, że to nie mogło skończyć się dobrze. Obserwowałem ją uważnie, czekając, aż wdroży w życie to, co właśnie narodziło się w jej główce. Czas oczekiwania nie był jednak długi, gdyż już po chwili zerwała się do pozycji siedzącej i chwyciła w ręce poduszkę, po czym zaczęła mnie nią okładać. Przewróciłem oczami, zaczynając się z niej śmiać. Także podniosłem się do pozycji siedzącej, aby w końcu złapać jej dłonie wraz z poduszką.
-Prosisz się o kolejną zemstę, krasnalu – oznajmiłem z udawaną powagą, patrząc jej w oczy.
Juliette?
-Nic z tego, Yui – odparłem – hej, mogłabyś zapalić światło? - zapytałem.
Dziewczyna zachichotała i unosząc się lekko, sięgnęła dłonią do włącznika światła, oświetlając pomieszczenie. Zatrzymałem się przed szafą, w której drzwiach znajdywało się lustro. Zaśmiałem się na nasz widok.
-No bardzo śmieszne, zwłaszcza jak cała krew spływa mi teraz do głowy – skwitowała dziewczyna, nieudolnie próbując się podciągnąć.
-No, to prawie tak śmieszne jak twoja krowa – prychnąłem, wywracając oczami.
Odsunąłem się od lustra i położyłem dziewczynę na łóżku. Juliette leżała, uważnie obserwując moje poczynania.
-Teraz czas na zemstę – zaśmiałem się, nachylając się nad nią i zaczynając ją łaskotać.
Zauważyłem, że jej tryb dziesięciolatka zaczął udzielać się także mi. Dziewczyna nie mogła opanować swojego śmiechu, ja także, ponieważ niezmiernie bawiła mnie zaistniała sytuacja.
-Przestań! - wydusiła przez śmiech.
-Bez przeprosin, nie ma opcji – stwierdziłem.
Dziewczyna wykrzywiła twarz w niezadowolonym grymasie, po chwili jednak dalej się śmiejąc.
-Dobra, dobra, przepraszam – zawołała.
Spojrzałem na nią i zaprzestałem łaskotania jej.
-Okej, uznajmy, że przebaczone – oznajmiłem, kładąc się obok niej.
-Uf – westchnęła, kładąc ręce na swoim brzuchu.
Spojrzałem na nią, a w jej oczach zobaczyłem iskierki szczęścia, po czym jednak przebłysk szaleństwa, zupełnie jakby wpadła właśnie na jakiś genialny plan. Już wiedziałem, że to nie mogło skończyć się dobrze. Obserwowałem ją uważnie, czekając, aż wdroży w życie to, co właśnie narodziło się w jej główce. Czas oczekiwania nie był jednak długi, gdyż już po chwili zerwała się do pozycji siedzącej i chwyciła w ręce poduszkę, po czym zaczęła mnie nią okładać. Przewróciłem oczami, zaczynając się z niej śmiać. Także podniosłem się do pozycji siedzącej, aby w końcu złapać jej dłonie wraz z poduszką.
-Prosisz się o kolejną zemstę, krasnalu – oznajmiłem z udawaną powagą, patrząc jej w oczy.
Juliette?
Od Juliette cd Joe
- Wcale że nie! - uniosłam się - żart jest udany, gdy druga osoba się zaśmieje. Nawet wtedy, gdy jest okropny - wygłosiłam, wyprostowując się z dumą. - Więc się nieeee obrażaj - przeciągnęłam, dolewając nam alkoholu do kieliszków.
Swoją porcję wypiłam niemal od razu, po czym ciężko opadłam na ramię chłopaka.
- Ten typ był tak obleśny.. - stwierdziłam, wykrzywiając twarz z obrzydzenia - dobrze, że miałam glany. Tak mocno go kopnęłam w krocze, że dzieci już raczej mieć nie będzie. - dodałam z chorą satysfakcją w głosie.
- Prawie to poczułem. Ała - odparł chłopak z powagą w głosie - ale dobrze mu tak.
- Nie ma litości.
Dźwignęłam się z kanapy, chwyciłam pilot i przełączyłam telewizor na kanał z muzyką, po czym bez skrępowania zaczęłam poruszać się w rytm lecącej piosenki.
- Mam tyle energii! - wykrzyknęłam, wyrzucając ręce w górę -włączył mi się tryb dziesięciolatki. Lepiej uważaj, Joe Riggs'sie - posłałam mu rozbawione spojrzenie. Nie wyglądało na to, żeby mój towarzysz miał równie duże zapasy energii co ja. Niemalże leżał na kanapie i cały czas się śmiał.
- Z czego się śmiejesz? - wyjąkałam, stając przed nim bez ruchu.
- Z ciebie - wydusił przez śmiech.
- Prosisz się o nauczkę - zmrużyłam powieki, uderzając pięścią o dłoń.
- Nie masz ze mną szans krasnalu - chwiejnie podniósł się z kanapy, i nagle znaleźliśmy się naprzeciwko, bardzo blisko siebie.
Czując się nieco podpuszczona, skoczyłam na chłopaka i powaliłam go z powrotem na mebel. Wydał z siebie jęk zaskoczenia, po czym podniósł mnie i przełożył sobie przez ramię. Ze wszystkich sił wymachiwałam rękoma i nogami, ale Joe był nieugięty.
- To nie fair - wymruczałam.
- Puszczę cię, jak przeprosisz za twój atak - powiedział, kołysząc się w lewo i w prawo, przez co moje bezwładne ciało bujało się jak opętane, w szczególności głowa.
- W życiu! - wykrzyknęłam, próbując chwycić się czegokolwiek.
- No to idziemy do łóżka - zaśmiał się triumfalnie i trochę przerażająco, po czym ruszył w głąb mieszkania.
Joe? XD
Swoją porcję wypiłam niemal od razu, po czym ciężko opadłam na ramię chłopaka.
- Ten typ był tak obleśny.. - stwierdziłam, wykrzywiając twarz z obrzydzenia - dobrze, że miałam glany. Tak mocno go kopnęłam w krocze, że dzieci już raczej mieć nie będzie. - dodałam z chorą satysfakcją w głosie.
- Prawie to poczułem. Ała - odparł chłopak z powagą w głosie - ale dobrze mu tak.
- Nie ma litości.
Dźwignęłam się z kanapy, chwyciłam pilot i przełączyłam telewizor na kanał z muzyką, po czym bez skrępowania zaczęłam poruszać się w rytm lecącej piosenki.
- Mam tyle energii! - wykrzyknęłam, wyrzucając ręce w górę -włączył mi się tryb dziesięciolatki. Lepiej uważaj, Joe Riggs'sie - posłałam mu rozbawione spojrzenie. Nie wyglądało na to, żeby mój towarzysz miał równie duże zapasy energii co ja. Niemalże leżał na kanapie i cały czas się śmiał.
- Z czego się śmiejesz? - wyjąkałam, stając przed nim bez ruchu.
- Z ciebie - wydusił przez śmiech.
- Prosisz się o nauczkę - zmrużyłam powieki, uderzając pięścią o dłoń.
- Nie masz ze mną szans krasnalu - chwiejnie podniósł się z kanapy, i nagle znaleźliśmy się naprzeciwko, bardzo blisko siebie.
Czując się nieco podpuszczona, skoczyłam na chłopaka i powaliłam go z powrotem na mebel. Wydał z siebie jęk zaskoczenia, po czym podniósł mnie i przełożył sobie przez ramię. Ze wszystkich sił wymachiwałam rękoma i nogami, ale Joe był nieugięty.
- To nie fair - wymruczałam.
- Puszczę cię, jak przeprosisz za twój atak - powiedział, kołysząc się w lewo i w prawo, przez co moje bezwładne ciało bujało się jak opętane, w szczególności głowa.
- W życiu! - wykrzyknęłam, próbując chwycić się czegokolwiek.
- No to idziemy do łóżka - zaśmiał się triumfalnie i trochę przerażająco, po czym ruszył w głąb mieszkania.
Joe? XD
Od Joe cd Juliette
Zdziwiła mnie lekkość, z jaką dziewczyna mi to oznajmiła.
-Oh, okej w takim razie będę pamiętać, aby przenosić cię przez wszelkie kałuże – zaśmiałem się, a dziewczyna wraz ze mną.
-Ja wciąż czekam – oznajmiła z powagą mi się przyglądając.
-Okej, okej -odparłem – Kiedy byłem dzieckiem, rodzice byli strasznie zajęci pracą, praktycznie nie poświęcali mi czasu. Prawie każdy dzień spędzałem z babcią, gdyż żadna z wynajmowanych przez rodziców niania mi nie pasowała.
-Wybredny byłeś – mruknęła z rozbawieniem.
-To jeszcze nie koniec – westchnąłem. - Pewnego dnia, padał deszcz, pogoda była wprost okropna. Późnym wieczorem w drodze do domu mieli wypadek, czołówka z tirem. Nie było szans na przeżycie. Od tego czasu mieszkałem z babcią, której tak w zasadzie zawdzięczam cały trud wychowania mnie – oznajmiłem, uśmiechając się na myśl o babci.
-O – powiedziała, przyglądając mi się ze smutkiem – przykro mi, jeśli nie chciałeś się tym dzielić.
-Spoko, to było dawno, a babcia wciąż ma się dobrze. Jeśli mam być szczery to ona pierwszy raz zabrała mnie na to ciasto cytrynowe, które jedliśmy ostatnio – odrzekłem.
-Skarb kobieta – zaśmiała się – napijemy się jeszcze? - zapytała biorąc do ręki butelkę.
-Jak sobie życzysz – powiedziałem, wyciągając kieliszek w jej kierunku.
Juliette uzupełniła nasze kieliszki i odstawiła butelkę na stolik przed nami. Wlepiła swój wzrok w telewizor i oglądała lecące akurat reklamy. Przyglądałem się jej kątem oka, ciesząc się, że udało mi się poprawić jej humor oraz że uśmiech znów gościł na jej twarzy. W pewnej chwili dziewczyna zaczęła chichotać. Spojrzałem na nią, posyłając jej zdezorientowane spojrzenie.
-Widziałeś ta reklamę? Już naprawdę nie mają czego wymyślać – odparła.
-Gadająca krowa, to ci dopiero – zaśmiałem się.
-Nie wiem jak ty, ale ja marzę o mleku od gadającej krowy – westchnęła, udając rozmarzenie.
-Oh, ależ oczywiście, ja za to marzę o tym, aby komuś wytatuować jej podobiznę – odrzekłem, starając się ją naśladować.
Alkohol ewidentnie wywierał coraz większy wpływ na nasze zachowania, skoro tematy naszych rozmów zeszyły na gadające krowy, interesujące.
-Boże, posiadacz tego tatuażu musiałby być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie – zawołała.
-Nie mogę zaprzeczyć. Hej Yui, a wiesz co robi skejter w toalecie? - zapytałem, patrząc na nią.
-Zaskocz mnie, Joe.
-Szaleje na desce! - oznajmiłem dumnie, a dziewczyna niemal od razu wybuchnęła śmiechem.
-To było tak okropne, że aż śmieszne – wydusiła przez śmiech.
-Oj no wiesz, uraziłaś moje uczucia – fuknąłem, łapiąc się za serce i udając oburzenie.
Yui?
-Oh, okej w takim razie będę pamiętać, aby przenosić cię przez wszelkie kałuże – zaśmiałem się, a dziewczyna wraz ze mną.
-Ja wciąż czekam – oznajmiła z powagą mi się przyglądając.
-Okej, okej -odparłem – Kiedy byłem dzieckiem, rodzice byli strasznie zajęci pracą, praktycznie nie poświęcali mi czasu. Prawie każdy dzień spędzałem z babcią, gdyż żadna z wynajmowanych przez rodziców niania mi nie pasowała.
-Wybredny byłeś – mruknęła z rozbawieniem.
-To jeszcze nie koniec – westchnąłem. - Pewnego dnia, padał deszcz, pogoda była wprost okropna. Późnym wieczorem w drodze do domu mieli wypadek, czołówka z tirem. Nie było szans na przeżycie. Od tego czasu mieszkałem z babcią, której tak w zasadzie zawdzięczam cały trud wychowania mnie – oznajmiłem, uśmiechając się na myśl o babci.
-O – powiedziała, przyglądając mi się ze smutkiem – przykro mi, jeśli nie chciałeś się tym dzielić.
-Spoko, to było dawno, a babcia wciąż ma się dobrze. Jeśli mam być szczery to ona pierwszy raz zabrała mnie na to ciasto cytrynowe, które jedliśmy ostatnio – odrzekłem.
-Skarb kobieta – zaśmiała się – napijemy się jeszcze? - zapytała biorąc do ręki butelkę.
-Jak sobie życzysz – powiedziałem, wyciągając kieliszek w jej kierunku.
Juliette uzupełniła nasze kieliszki i odstawiła butelkę na stolik przed nami. Wlepiła swój wzrok w telewizor i oglądała lecące akurat reklamy. Przyglądałem się jej kątem oka, ciesząc się, że udało mi się poprawić jej humor oraz że uśmiech znów gościł na jej twarzy. W pewnej chwili dziewczyna zaczęła chichotać. Spojrzałem na nią, posyłając jej zdezorientowane spojrzenie.
-Widziałeś ta reklamę? Już naprawdę nie mają czego wymyślać – odparła.
-Gadająca krowa, to ci dopiero – zaśmiałem się.
-Nie wiem jak ty, ale ja marzę o mleku od gadającej krowy – westchnęła, udając rozmarzenie.
-Oh, ależ oczywiście, ja za to marzę o tym, aby komuś wytatuować jej podobiznę – odrzekłem, starając się ją naśladować.
Alkohol ewidentnie wywierał coraz większy wpływ na nasze zachowania, skoro tematy naszych rozmów zeszyły na gadające krowy, interesujące.
-Boże, posiadacz tego tatuażu musiałby być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie – zawołała.
-Nie mogę zaprzeczyć. Hej Yui, a wiesz co robi skejter w toalecie? - zapytałem, patrząc na nią.
-Zaskocz mnie, Joe.
-Szaleje na desce! - oznajmiłem dumnie, a dziewczyna niemal od razu wybuchnęła śmiechem.
-To było tak okropne, że aż śmieszne – wydusiła przez śmiech.
-Oj no wiesz, uraziłaś moje uczucia – fuknąłem, łapiąc się za serce i udając oburzenie.
Yui?
Od Juliette cd Joe
- Na alkohol zawsze jestem chętna - uśmiechnęłam się szeroko - ale to trochę później.
Chłopak przytaknął mi z uśmiechem, po czym oby dwoje zamilknęliśmy na dokładnie półtorej godziny, w najlepsze wciągnięci filmem. Komedia była na prawdę bardzo dobrze zrobiona, a przede wszystkim, faktycznie bawiła.
Gdy seans się skończył, na dworze panowała ciemność, jednak ani mnie, ani mojemu towarzyszowi nie spieszyło się do spania. Przez jakiś czas z zapałem komentowaliśmy film i sprzeczaliśmy się o to, czyja rola była odegrana najlepiej.
Mimo, że znaliśmy się tak krótko, zaczynałam czuć się bardzo swobodnie w jego towarzystwie, a on był dla mnie wyjątkowo miły i pomocny.
- To może skoczę po wino - stwierdził z uśmiechem, przerywając trwającą ciszę. Już po chwili chłopak wrócił z butelką alkoholu i dwoma kieliszkami.
Nalał najpierw mi, potem sobie, po czym na raz wypiliśmy wszystko do dna.
- Mam nadzieję, że masz słabą głowę - powiedziałam, bawiąc się pustym już kieliszkiem.
- A dlaczego? - zapytał, unosząc brew.
- Bo ja nie mam. Ani trochę - parsknęłam śmiechem - będziesz musiał mnie pilnować, bo możliwe, że za chwilę moja racjonalna strona pójdzie spać.
- Nie ma sprawy, zaczynam przyzwyczajać się do roli twojego ochroniarza - puścił do mnie oczko, na co teatralnie złapałam się za serce. Po drugim kieliszku poczułam, że alkohol zaczął działać. Podobał mi się ten stan, moje myśli uspokajały się i odpływały.
- Niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że bardzo mało o tobie wiem. Powiem otwarcie, średnio mi się to podoba. Zdradź mi coś prawdziwego - wlepiłam spojrzenie głęboko w jego oczy, czekając na odpowiedź. Sama nie wiem czego oczekiwałam, może zdradzenia jakiegoś głębokiego sekretu albo opowiedzenia o przygodzie życia, albo po prostu o zdradzeniu kolejnego zainteresowania, o ile takie istniało.
- Pod warunkiem, że ty też mi coś opowiesz, a jako, że jesteś dziewczyną, to masz pierwszeństwo.
- Ale ja pierwsza zapytałam! - wyrzuciłam ręce do góry - nie jestem feministką - dodałam szybko.
- Ty pierwsza - na jego ustach pojawił się diabelski uśmieszek.
- Jako, że masz zniewalający uśmiech i ogólnie jesteś przystojny, to ci ulegnę. Pierwszy i ostatni raz, ma się rozumieć. - warknęłam, siadając wygodniej na kanapie.
- Oczywiście - uśmiechnął się delikatnie, i przez chwilę miałam wrażenie, że jego policzki się zaróżowiły. Doprawdy, urocze.
- A więc mogę ci zdradzić, że dwa lata temu miałam poważny wypadek, otóż zimą na jeziorze załamał się pode mną lód. Byłam w III stanie hipotermii i od tamtego czasu boję się postawić stopę nawet na zamarzniętej kałuży - wygłosiłam tak lekko, jakbym opowiadała dowcip najlepszemu przyjacielowi. - Teraz ty.
Joe?
Chłopak przytaknął mi z uśmiechem, po czym oby dwoje zamilknęliśmy na dokładnie półtorej godziny, w najlepsze wciągnięci filmem. Komedia była na prawdę bardzo dobrze zrobiona, a przede wszystkim, faktycznie bawiła.
Gdy seans się skończył, na dworze panowała ciemność, jednak ani mnie, ani mojemu towarzyszowi nie spieszyło się do spania. Przez jakiś czas z zapałem komentowaliśmy film i sprzeczaliśmy się o to, czyja rola była odegrana najlepiej.
Mimo, że znaliśmy się tak krótko, zaczynałam czuć się bardzo swobodnie w jego towarzystwie, a on był dla mnie wyjątkowo miły i pomocny.
- To może skoczę po wino - stwierdził z uśmiechem, przerywając trwającą ciszę. Już po chwili chłopak wrócił z butelką alkoholu i dwoma kieliszkami.
Nalał najpierw mi, potem sobie, po czym na raz wypiliśmy wszystko do dna.
- Mam nadzieję, że masz słabą głowę - powiedziałam, bawiąc się pustym już kieliszkiem.
- A dlaczego? - zapytał, unosząc brew.
- Bo ja nie mam. Ani trochę - parsknęłam śmiechem - będziesz musiał mnie pilnować, bo możliwe, że za chwilę moja racjonalna strona pójdzie spać.
- Nie ma sprawy, zaczynam przyzwyczajać się do roli twojego ochroniarza - puścił do mnie oczko, na co teatralnie złapałam się za serce. Po drugim kieliszku poczułam, że alkohol zaczął działać. Podobał mi się ten stan, moje myśli uspokajały się i odpływały.
- Niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że bardzo mało o tobie wiem. Powiem otwarcie, średnio mi się to podoba. Zdradź mi coś prawdziwego - wlepiłam spojrzenie głęboko w jego oczy, czekając na odpowiedź. Sama nie wiem czego oczekiwałam, może zdradzenia jakiegoś głębokiego sekretu albo opowiedzenia o przygodzie życia, albo po prostu o zdradzeniu kolejnego zainteresowania, o ile takie istniało.
- Pod warunkiem, że ty też mi coś opowiesz, a jako, że jesteś dziewczyną, to masz pierwszeństwo.
- Ale ja pierwsza zapytałam! - wyrzuciłam ręce do góry - nie jestem feministką - dodałam szybko.
- Ty pierwsza - na jego ustach pojawił się diabelski uśmieszek.
- Jako, że masz zniewalający uśmiech i ogólnie jesteś przystojny, to ci ulegnę. Pierwszy i ostatni raz, ma się rozumieć. - warknęłam, siadając wygodniej na kanapie.
- Oczywiście - uśmiechnął się delikatnie, i przez chwilę miałam wrażenie, że jego policzki się zaróżowiły. Doprawdy, urocze.
- A więc mogę ci zdradzić, że dwa lata temu miałam poważny wypadek, otóż zimą na jeziorze załamał się pode mną lód. Byłam w III stanie hipotermii i od tamtego czasu boję się postawić stopę nawet na zamarzniętej kałuży - wygłosiłam tak lekko, jakbym opowiadała dowcip najlepszemu przyjacielowi. - Teraz ty.
Joe?
Od Joe cd Juliette
Usłyszałem jak drzwi łazienki otwierają się, a dziewczyna zaczyna coś mówić o jakimś problemie. Niewiele myśląc ruszyłem w jej kierunku. Widoku jej owiniętej w ręcznik, wychylającej się z drzwi łazienki, się nie spodziewałem.
-No co tam? - zapytałem lekko zakłopotany, drapiąc się po głowie.
-Bo ja... em, dałbyś mi może coś, w co mogłabym się ubrać? Bo ja nie mam nic przy sobie i no... - mruknęła, chyba będąc równie zakłopotana tą sytuacją co ja.
-Tak, poczekaj - odparłem, odwracając się na pięcie i kierując swoje kroki do sypialni.
Otworzyłem szafę i stanąłem przed nią, zastanawiając się co tak właściwie powinienem jej dać. Po chwili sięgnąłem po czarny t-shirt oraz szare dresy, po czym wróciłem do dziewczyny.
-Cóż, prawdopodobnie będziesz się w tym topić, ale przynajmniej czyste - powiedziałem, podając jej kupkę ubrań.
-Dziękuję - odrzekła, unosząc wargi w lekkim uśmiechu.
Skinąłem głową i wróciłem do kuchni, kończąc przygotowywać dla nas posiłek. Po kilku minutach pojawiła się dziewczyna. Trzeba było przyznać, że to uroczy widok, widzieć ją w moich ubraniach.
-Uroczo wyglądasz - skomentowałem - siadaj, póki ciepłe. Mam nadzieję, że lubisz spaghetti.
-Tak, dziękuję - odparła z uśmiechem, zajmując miejsce przy stole naprzeciwko mnie.
Po zjedzonym posiłku podniosłem się z krzesła i zebrałem ze stołu talerze, zmierzając z nimi do kuchni i wkładając je do zmywarki. Po chwili wróciłem do dziewczyny i popatrzyłem na nią.
-Chcesz coś obejrzeć na odstresowanie po całym dniu? - zaproponowałem, uśmiechając się ciepło w jej stronę.
-W sumie to, czemu nie? - odparła.
Ruszyliśmy oboje do salonu, gdzie zajęliśmy miejsce na kanapie. Chwyciłem do ręki pilota i włączyłem telewizor. Przez chwilę zastanawialiśmy się, co tak właściwie chcielibyśmy obejrzeć. W końcu stanęło jednak na jakiejś komedii.
-Jakbyś później miała ochotę to mam jakieś wino w lodówce - oznajmiłem, odkładając pilota na stolik przed nami i opierając się o kanapę.
Yui?
-No co tam? - zapytałem lekko zakłopotany, drapiąc się po głowie.
-Bo ja... em, dałbyś mi może coś, w co mogłabym się ubrać? Bo ja nie mam nic przy sobie i no... - mruknęła, chyba będąc równie zakłopotana tą sytuacją co ja.
-Tak, poczekaj - odparłem, odwracając się na pięcie i kierując swoje kroki do sypialni.
Otworzyłem szafę i stanąłem przed nią, zastanawiając się co tak właściwie powinienem jej dać. Po chwili sięgnąłem po czarny t-shirt oraz szare dresy, po czym wróciłem do dziewczyny.
-Cóż, prawdopodobnie będziesz się w tym topić, ale przynajmniej czyste - powiedziałem, podając jej kupkę ubrań.
-Dziękuję - odrzekła, unosząc wargi w lekkim uśmiechu.
Skinąłem głową i wróciłem do kuchni, kończąc przygotowywać dla nas posiłek. Po kilku minutach pojawiła się dziewczyna. Trzeba było przyznać, że to uroczy widok, widzieć ją w moich ubraniach.
-Uroczo wyglądasz - skomentowałem - siadaj, póki ciepłe. Mam nadzieję, że lubisz spaghetti.
-Tak, dziękuję - odparła z uśmiechem, zajmując miejsce przy stole naprzeciwko mnie.
Po zjedzonym posiłku podniosłem się z krzesła i zebrałem ze stołu talerze, zmierzając z nimi do kuchni i wkładając je do zmywarki. Po chwili wróciłem do dziewczyny i popatrzyłem na nią.
-Chcesz coś obejrzeć na odstresowanie po całym dniu? - zaproponowałem, uśmiechając się ciepło w jej stronę.
-W sumie to, czemu nie? - odparła.
Ruszyliśmy oboje do salonu, gdzie zajęliśmy miejsce na kanapie. Chwyciłem do ręki pilota i włączyłem telewizor. Przez chwilę zastanawialiśmy się, co tak właściwie chcielibyśmy obejrzeć. W końcu stanęło jednak na jakiejś komedii.
-Jakbyś później miała ochotę to mam jakieś wino w lodówce - oznajmiłem, odkładając pilota na stolik przed nami i opierając się o kanapę.
Yui?
Subskrybuj:
Posty (Atom)