piątek, 1 listopada 2019

Od Scotta cd Hailey

Zrobiłem zdezorientowaną minę, patrząc na nią.
-W sumie to tak, ty. I to wiele razy, kochanie -powiedziałem poważnym tonem, co wywołało jednocześnie oburzenie na twarzy dziewczyny. -Nie nie rób takiej miny.
-Ale przecież ty mi tu kłamiesz -fuknęła, jak oburzona kotka, szturchając mnie palcem w żebra.
-Ależ oczywiście kochanie -odpowiedziałem jedynie całując ją w czoło.
Prychnęła oburzona, uderzając mnie lekko dłonią po klatce piersiowej. Uniosłem brew, uzyskując potwierdzenie swoich słów. Zrobiła obrażoną minę, próbując się ze mnie podnieść. Przyciągnąłem ją do siebie nie pozwalając jej się podnieść. Próbowała ukryć uśmiech, wciąż udając, że jest zła. Oj brakowało mi takich przekomarzań.
-A wracając do kwesti alkoholu -powiedziałem powoli, na co podniosła głowę, magicznie zapominając o udawaniu wkurzenia. -To jako dobry chlopak, pamiętający o potrzebach swojej kobiety, kupiłem dziś wino. Także jak chcesz, to bierz.
Zastanowiła się chwilę, po czym poderwała się i szybkim ruchem rozsiadła się na moim brzuchu. Spojrzałem na nią zdezorientowany unosząc brew.
-A jak to? Nie masz zamiaru się ze mną napić? -Zapytała przechylając głowę na bok.
-No dziś to napewno nie. Na dwudziestą mam się stawić na planie, więc zero picia.
Zrobiła minę zbitego psa, którą po chwili zastąpiła zamyślona.
-To co, moja ulubiona poduszka mnie tu zostawi?
-No niestety tak wyszło. Za to jutro cały dzień i wieczór mogę robić ci za poduszkę, słońce -powiedziałem kładąc dłonie na jej boki i zjechałem na jej biodra.
Hailey?

Od Juliette cd Joe

Wytknęłam język w jego kierunku i zaczęłam się śmiać.
- Nie boję się ciebie.
- A powinnaś - Joe uniósł brwi. Dostrzegłam, że próbował zachować powagę, ale jego oczy zdradzały wszystko. Wyrwałam się z jego uścisku i zeskoczyłam z łóżka. Podeszłam do okna i otworzyłam je szeroko, zaciągając się chłodnym powietrzem.
- Wiesz co? - zapytałam.
- Co?
- Wyszłabym gdzieś teraz - uśmiechnęłam się przebiegle pod nosem.
- Właśnie topisz się w moich ubraniach plus zaraz spadną ci dresy.
Słysząc jego uwagę, prędko chwyciłam za brzeg spodni, które ledwo trzymały mi się na biodrach, podciągnęłam je i z całej siły zacisnęłam sznurek. Joe, uważnie obserwując moją reakcję, zaczął się śmiać.
- No więc, gdzie byś chciała wyjść w takim stanie? - dokończył.
- Po wódkę - odparłam z powagą - ewentualnie papierosy.
- Nie spodziewałem się, że jesteś taka niegrzeczna - uniósł brwi w geście zaskoczenia.
- Nie jestem niegrzeczna - skrzyżowałam ręce na piersi - po prostu lubię wszystkiego próbować, a używki w małej ilości i raz kiedyś nie robią organizmowi wielkiej krzywdy. Nie jestem uzależniona od żadnej z nich - odwróciłam się tyłem do okna i posłałam chłopakowi niewinny uśmieszek.
- No dobra - przewrócił oczami z rozbawieniem - niech ci będzie. Naprzeciwko mojego domu jest monopolowy. Nie dość, że krasnal, to jeszcze lubuje się w używkach - westchnął teatralnie.
Joe podszedł do szafy i wyciągnął z niej dwie bluzy, z czego jedną podał mi.
Po cichu opuściliśmy mieszkanie, przebiegliśmy przez ulicę i już po chwili znajdowaliśmy się w sklepie.
- No dobra, Joe. Jakie alkohole lubisz najbardziej? - zapytałam, przyglądając się towarowi na półkach. Jakie szczęście, że zawsze trzymałam pieniądze za etui telefonu. Mogłam pozwolić sobie tego wieczoru na moje ulubione whisky, nie obciążając przy tym portfela chłopaka.
Wybieranie alkoholi nie trwało długo. Nim się obejrzałam, w ciszy wracaliśmy do domu. Joe popijał alkohol z butelki, a ja powoli wypalałam papierosa, który jeszcze dodatkowo pozwolił mi zabić wspomnienie dzisiejszej nieprzyjemnej sytuacji.

Joe?

Od Joe cd Juliette

Chwiejnym krokiem, wciąż niosąc dziewczynę ruszyłem w kierunku sypialni. Oczywiście ta wciąż waliła mnie rękami po plecach, usiłując na mnie wymóc puszczenie jej.
-Nic z tego, Yui – odparłem – hej, mogłabyś zapalić światło? - zapytałem.
Dziewczyna zachichotała i unosząc się lekko, sięgnęła dłonią do włącznika światła, oświetlając pomieszczenie. Zatrzymałem się przed szafą, w której drzwiach znajdywało się lustro. Zaśmiałem się na nasz widok.
-No bardzo śmieszne, zwłaszcza jak cała krew spływa mi teraz do głowy – skwitowała dziewczyna, nieudolnie próbując się podciągnąć.
-No, to prawie tak śmieszne jak twoja krowa – prychnąłem, wywracając oczami.
Odsunąłem się od lustra i położyłem dziewczynę na łóżku. Juliette leżała, uważnie obserwując moje poczynania.
-Teraz czas na zemstę – zaśmiałem się, nachylając się nad nią i zaczynając ją łaskotać.
Zauważyłem, że jej tryb dziesięciolatka zaczął udzielać się także mi. Dziewczyna nie mogła opanować swojego śmiechu, ja także, ponieważ niezmiernie bawiła mnie zaistniała sytuacja.
-Przestań! - wydusiła przez śmiech.
-Bez przeprosin, nie ma opcji – stwierdziłem.
Dziewczyna wykrzywiła twarz w niezadowolonym grymasie, po chwili jednak dalej się śmiejąc.
-Dobra, dobra, przepraszam – zawołała.
Spojrzałem na nią i zaprzestałem łaskotania jej.
-Okej, uznajmy, że przebaczone – oznajmiłem, kładąc się obok niej.
-Uf – westchnęła, kładąc ręce na swoim brzuchu.
Spojrzałem na nią, a w jej oczach zobaczyłem iskierki szczęścia, po czym jednak przebłysk szaleństwa, zupełnie jakby wpadła właśnie na jakiś genialny plan. Już wiedziałem, że to nie mogło skończyć się dobrze. Obserwowałem ją uważnie, czekając, aż wdroży w życie to, co właśnie narodziło się w jej główce. Czas oczekiwania nie był jednak długi, gdyż już po chwili zerwała się do pozycji siedzącej i chwyciła w ręce poduszkę, po czym zaczęła mnie nią okładać. Przewróciłem oczami, zaczynając się z niej śmiać. Także podniosłem się do pozycji siedzącej, aby w końcu złapać jej dłonie wraz z poduszką.
-Prosisz się o kolejną zemstę, krasnalu – oznajmiłem z udawaną powagą, patrząc jej w oczy.
Juliette?

Od Juliette cd Joe

- Wcale że nie! - uniosłam się - żart jest udany, gdy druga osoba się zaśmieje. Nawet wtedy, gdy jest okropny - wygłosiłam, wyprostowując się z dumą. - Więc się nieeee obrażaj - przeciągnęłam, dolewając nam alkoholu do kieliszków.
Swoją porcję wypiłam niemal od razu, po czym ciężko opadłam na ramię chłopaka.
- Ten typ był tak obleśny.. - stwierdziłam, wykrzywiając twarz z obrzydzenia - dobrze, że miałam glany. Tak mocno go kopnęłam w krocze, że dzieci już raczej mieć nie będzie. - dodałam z chorą satysfakcją w głosie.
- Prawie to poczułem. Ała - odparł chłopak z powagą w głosie - ale dobrze mu tak.
- Nie ma litości.
Dźwignęłam się z kanapy, chwyciłam pilot i przełączyłam telewizor na kanał z muzyką, po czym bez skrępowania zaczęłam poruszać się w rytm lecącej piosenki.
- Mam tyle energii! - wykrzyknęłam, wyrzucając ręce w górę -włączył mi się tryb dziesięciolatki. Lepiej uważaj, Joe Riggs'sie - posłałam mu rozbawione spojrzenie. Nie wyglądało na to, żeby mój towarzysz miał równie duże zapasy energii co ja. Niemalże leżał na kanapie i cały czas się śmiał.
- Z czego się śmiejesz? - wyjąkałam, stając przed nim bez ruchu.
- Z ciebie - wydusił przez śmiech.
- Prosisz się o nauczkę - zmrużyłam powieki, uderzając pięścią o dłoń.
- Nie masz ze mną szans krasnalu - chwiejnie podniósł się z kanapy, i nagle znaleźliśmy się naprzeciwko, bardzo blisko siebie.
Czując się nieco podpuszczona, skoczyłam na chłopaka i powaliłam go z powrotem na mebel. Wydał z siebie jęk zaskoczenia, po czym podniósł mnie i przełożył sobie przez ramię. Ze wszystkich sił wymachiwałam rękoma i nogami, ale Joe był nieugięty.
- To nie fair - wymruczałam.
- Puszczę cię, jak przeprosisz za twój atak - powiedział, kołysząc się w lewo i w prawo, przez co moje bezwładne ciało bujało się jak opętane, w szczególności głowa.
- W życiu! - wykrzyknęłam, próbując chwycić się czegokolwiek.
- No to idziemy do łóżka - zaśmiał się triumfalnie i trochę przerażająco, po czym ruszył w głąb mieszkania.

Joe? XD

Od Joe cd Juliette

Zdziwiła mnie lekkość, z jaką dziewczyna mi to oznajmiła.
-Oh, okej w takim razie będę pamiętać, aby przenosić cię przez wszelkie kałuże – zaśmiałem się, a dziewczyna wraz ze mną.
-Ja wciąż czekam – oznajmiła z powagą mi się przyglądając.
-Okej, okej -odparłem – Kiedy byłem dzieckiem, rodzice byli strasznie zajęci pracą, praktycznie nie poświęcali mi czasu. Prawie każdy dzień spędzałem z babcią, gdyż żadna z wynajmowanych przez rodziców niania mi nie pasowała.
-Wybredny byłeś – mruknęła z rozbawieniem.
-To jeszcze nie koniec – westchnąłem. - Pewnego dnia, padał deszcz, pogoda była wprost okropna. Późnym wieczorem w drodze do domu mieli wypadek, czołówka z tirem. Nie było szans na przeżycie. Od tego czasu mieszkałem z babcią, której tak w zasadzie zawdzięczam cały trud wychowania mnie – oznajmiłem, uśmiechając się na myśl o babci.
-O – powiedziała, przyglądając mi się ze smutkiem – przykro mi, jeśli nie chciałeś się tym dzielić.
-Spoko, to było dawno, a babcia wciąż ma się dobrze. Jeśli mam być szczery to ona pierwszy raz zabrała mnie na to ciasto cytrynowe, które jedliśmy ostatnio – odrzekłem.
-Skarb kobieta – zaśmiała się – napijemy się jeszcze? - zapytała biorąc do ręki butelkę.
-Jak sobie życzysz – powiedziałem, wyciągając kieliszek w jej kierunku.
Juliette uzupełniła nasze kieliszki i odstawiła butelkę na stolik przed nami. Wlepiła swój wzrok w telewizor i oglądała lecące akurat reklamy. Przyglądałem się jej kątem oka, ciesząc się, że udało mi się poprawić jej humor oraz że uśmiech znów gościł na jej twarzy. W pewnej chwili dziewczyna zaczęła chichotać. Spojrzałem na nią, posyłając jej zdezorientowane spojrzenie.
-Widziałeś ta reklamę? Już naprawdę nie mają czego wymyślać – odparła.
-Gadająca krowa, to ci dopiero – zaśmiałem się.
-Nie wiem jak ty, ale ja marzę o mleku od gadającej krowy – westchnęła, udając rozmarzenie.
-Oh, ależ oczywiście, ja za to marzę o tym, aby komuś wytatuować jej podobiznę – odrzekłem, starając się ją naśladować.
Alkohol ewidentnie wywierał coraz większy wpływ na nasze zachowania, skoro tematy naszych rozmów zeszyły na gadające krowy, interesujące.
-Boże, posiadacz tego tatuażu musiałby być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie – zawołała.
-Nie mogę zaprzeczyć. Hej Yui, a wiesz co robi skejter w toalecie? - zapytałem, patrząc na nią.
-Zaskocz mnie, Joe.
-Szaleje na desce! - oznajmiłem dumnie, a dziewczyna niemal od razu wybuchnęła śmiechem.
-To było tak okropne, że aż śmieszne – wydusiła przez śmiech.
-Oj no wiesz, uraziłaś moje uczucia – fuknąłem, łapiąc się za serce i udając oburzenie.
Yui?

Od Juliette cd Joe

- Na alkohol zawsze jestem chętna - uśmiechnęłam się szeroko - ale to trochę później.
Chłopak przytaknął mi z uśmiechem, po czym oby dwoje zamilknęliśmy na dokładnie półtorej godziny, w najlepsze wciągnięci filmem. Komedia była na prawdę bardzo dobrze zrobiona, a przede wszystkim, faktycznie bawiła.
Gdy seans się skończył, na dworze panowała ciemność, jednak ani mnie, ani mojemu towarzyszowi nie spieszyło się do spania. Przez jakiś czas z zapałem komentowaliśmy film i sprzeczaliśmy się o to, czyja rola była odegrana najlepiej.
Mimo, że znaliśmy się tak krótko, zaczynałam czuć się bardzo swobodnie w jego towarzystwie, a on był dla mnie wyjątkowo miły i pomocny.
- To może skoczę po wino - stwierdził z uśmiechem, przerywając trwającą ciszę. Już po chwili chłopak wrócił z butelką alkoholu i dwoma kieliszkami.
Nalał najpierw mi, potem sobie, po czym na raz wypiliśmy wszystko do dna.
- Mam nadzieję, że masz słabą głowę - powiedziałam, bawiąc się pustym już kieliszkiem.
- A dlaczego? - zapytał, unosząc brew.
- Bo ja nie mam. Ani trochę - parsknęłam śmiechem - będziesz musiał mnie pilnować, bo możliwe, że za chwilę moja racjonalna strona pójdzie spać.
- Nie ma sprawy, zaczynam przyzwyczajać się do roli twojego ochroniarza - puścił do mnie oczko, na co teatralnie złapałam się za serce. Po drugim kieliszku poczułam, że alkohol zaczął działać. Podobał mi się ten stan, moje myśli uspokajały się i odpływały.
- Niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że bardzo mało o tobie wiem. Powiem otwarcie, średnio mi się to podoba. Zdradź mi coś prawdziwego - wlepiłam spojrzenie głęboko w jego oczy, czekając na odpowiedź. Sama nie wiem czego oczekiwałam, może zdradzenia jakiegoś głębokiego sekretu albo opowiedzenia o przygodzie życia, albo po prostu o zdradzeniu kolejnego zainteresowania, o ile takie istniało.
- Pod warunkiem, że ty też mi coś opowiesz, a jako, że jesteś dziewczyną, to masz pierwszeństwo.
- Ale ja pierwsza zapytałam! - wyrzuciłam ręce do góry - nie jestem feministką - dodałam szybko.
- Ty pierwsza - na jego ustach pojawił się diabelski uśmieszek.
- Jako, że masz zniewalający uśmiech i ogólnie jesteś przystojny, to ci ulegnę. Pierwszy i ostatni raz, ma się rozumieć. - warknęłam, siadając wygodniej na kanapie.
- Oczywiście - uśmiechnął się delikatnie, i przez chwilę miałam wrażenie, że jego policzki się zaróżowiły. Doprawdy, urocze.
- A więc mogę ci zdradzić, że dwa lata temu miałam poważny wypadek, otóż zimą na jeziorze załamał się pode mną lód. Byłam w III stanie hipotermii i od tamtego czasu boję się postawić stopę nawet na zamarzniętej kałuży - wygłosiłam tak lekko, jakbym opowiadała dowcip najlepszemu przyjacielowi. - Teraz ty.

Joe?

Od Joe cd Juliette

Usłyszałem jak drzwi łazienki otwierają się, a dziewczyna zaczyna coś mówić o jakimś problemie. Niewiele myśląc ruszyłem w jej kierunku. Widoku jej owiniętej w ręcznik, wychylającej się z drzwi łazienki, się nie spodziewałem.
-No co tam? - zapytałem lekko zakłopotany, drapiąc się po głowie.
-Bo ja... em, dałbyś mi może coś, w co mogłabym się ubrać? Bo ja nie mam nic przy sobie i no... - mruknęła, chyba będąc równie zakłopotana tą sytuacją co ja.
-Tak, poczekaj - odparłem, odwracając się na pięcie i kierując swoje kroki do sypialni.
Otworzyłem szafę i stanąłem przed nią, zastanawiając się co tak właściwie powinienem jej dać. Po chwili sięgnąłem po czarny t-shirt oraz szare dresy, po czym wróciłem do dziewczyny.
-Cóż, prawdopodobnie będziesz się w tym topić, ale przynajmniej czyste - powiedziałem, podając jej kupkę ubrań.
-Dziękuję - odrzekła, unosząc wargi w lekkim uśmiechu.
Skinąłem głową i wróciłem do kuchni, kończąc przygotowywać dla nas posiłek. Po kilku minutach pojawiła się dziewczyna. Trzeba było przyznać, że to uroczy widok, widzieć ją w moich ubraniach.
-Uroczo wyglądasz - skomentowałem - siadaj, póki ciepłe. Mam nadzieję, że lubisz spaghetti.
-Tak, dziękuję - odparła z uśmiechem, zajmując miejsce przy stole naprzeciwko mnie.
Po zjedzonym posiłku podniosłem się z krzesła i zebrałem ze stołu talerze, zmierzając z nimi do kuchni i wkładając je do zmywarki. Po chwili wróciłem do dziewczyny i popatrzyłem na nią.
-Chcesz coś obejrzeć na odstresowanie po całym dniu? - zaproponowałem, uśmiechając się ciepło w jej stronę.
-W sumie to, czemu nie? - odparła.
Ruszyliśmy oboje do salonu, gdzie zajęliśmy miejsce na kanapie. Chwyciłem do ręki pilota i włączyłem telewizor. Przez chwilę zastanawialiśmy się, co tak właściwie chcielibyśmy obejrzeć. W końcu stanęło jednak na jakiejś komedii.
-Jakbyś później miała ochotę to mam jakieś wino w lodówce - oznajmiłem, odkładając pilota na stolik przed nami i opierając się o kanapę.
Yui?

Od Juliette cd Joe

Westchnęłam ciężko, upijając łyk herbaty.
- Skończyłam zajęcia godzinę szybciej, więc pomyślałam, że skoczę do sklepu zaraz obok. Poczułam, że ktoś za mną idzie i chciałam sprawdzić, czy on faktycznie szedł za mną, czy tylko mi się tak wydawało...
- Co było dalej? - z rozmyślań wyrwał mnie głos chłopaka.
- Skręciłam w uliczkę, z której praktycznie nikt nie korzystał, i on poszedł za mną... przyspieszyłam kroku i znalazłam się po drugiej stronie, chciałam wmieszać się w tłum, ale wtedy on mnie zaciągnął do kolejnej... chciał mi zrobić krzywdę - urwałam, czując, jak do moich oczu napływają kolejne łzy. Zacisnęłam zęby i próbowałam ze wszystkich sił je powstrzymać - kopnęłam go i udało mi się uciec, tak się bałam, że za mną pójdzie, że ukradłam pierwsze lepsze ubranie z wystawy odzieżowej, żeby miał trudności z rozpoznaniem mnie, i od razu zadzwoniłam do ciebie.
Na twarzy Joe'ego można było dostrzec w tej chwili tylko gniew i smutek. Objął mnie delikatnie, a ja pod wpływem tego gestu bez wahania oparłam głowę na jego klatce piersiowej.
- Zostań dzisiaj u mnie na noc, ochłoniesz trochę, a jutro porozmawiamy, co dalej. Tutaj będziesz bezpieczna - powiedział cicho, delikatnie kołysząc mnie w ramionach. Jego dotyk miał w sobie coś kojącego, dzięki czemu udało mi się uspokoić oddech.
- Dziękuję, za wszystko.

Trwaliśmy w uścisku jeszcze przez chwilę, a właściwie do momentu, gdy mój żołądek nie zaczął głośno domagać się posiłku. Joe zaśmiał się lekko, wypuścił mnie ze swoich objęć i zaproponował, że teraz to on zrobi nam coś do jedzenia.
- Słuchaj, mogłabym skorzystać z prysznica? - zapytałam niepewnie. Odczuwałam wielką potrzebę zmycia z siebie wszystkich wydarzeń dzisiejszego dnia, a w szczególności dotyku tego obleśnego faceta.
- Jasne, ręczniki są w szafce pod umywalką - posłał w moją stronę delikatny uśmiech, który od razu odwzajemniłam.
Weszłam do na prawdę ładnie urządzonej łazienki, zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania i wskoczyłam pod prysznic. Gorąca woda spływająca po moim ciele przyniosła tak długo wyczekiwane ukojenie i rozluźniła niemal wszystkie mięśnie. Gdy zawinęłam się w ręcznik dotarło do mnie, że nie miałam przy sobie żadnych innych ubrań. Niepewna, co zrobić w tej sytuacji, lekko otwarłam drzwi i wychyliłam zza nich głowę.
- Eee... Joe? Mam problem - powiedziałam, przy okazji rozglądając się, czy chłopak nie kręcił się gdzieś w pobliżu.

Joe?

Od Hailey cd Scotta

Spojrzałam na chłopaka, posyłając mu niewinny uśmieszek.
-Bardzo możliwe, nie narzekaj – mruknęłam, patrząc mu w oczy.
-Jakbym śmiał – zaśmiał się – Chodź do środka.
Wróciliśmy do środka. Złapałam rękę chłopaka, ciągnąc go za sobą w stronę kanapy. Pech chciał jednak, że idąc tyłem, dość szybko podcięła mi nogi, przez co wylądowałam na niej. Pociągnęłam za sobą chłopaka, który śmiejąc się, znalazł się nade mną.
-Brawo – powiedział rozbawiony.
-Jakby tobie nigdy się to nie zdarzyło – odparłam, wywracając oczami.
-Bo nie zdarzyło – zaśmiał się, nachylając jeszcze bardziej do moich ust i składając na nich pocałunek.
Oddałam pocałunek chłopaka i zaplotłam ręce na jego karku. Jego dłonie zaś wkradły się pod moją, jego bluzę. Po dłuższej chwili odkleiliśmy się od siebie. Popatrzyłam na niego.
-Będziesz moją podusią prawda? - spytałam, patrząc na niego błagalnie z lekkim uśmiechem.
-Jak ja mógłbym ci odmówić? - wywrócił oczami.
-Nie mógłbyś – prychnęłam.
Chłopak wstał, kładąc się w tym samym miejscu, co wczoraj. Ponownie się na nim uwaliłam, przytulając go mocno.
-Ale ja cię kocham, nawet jak śmierdzisz fajkami, fuj fuj – oznajmiłam.
-Jakie to szczęście, że zapach fajek tego nie niweluje – westchnął.
-No dokładnie – parsknęłam śmiechem.
Uwielbiałam się przytulać. Jednak jakakolwiek dolegliwość powodowała, że potrzeba i zamiłowanie do tego rosło co najmniej dwukrotnie.
-Hej, Scott, dawno nie piliśmy wina – oznajmiłam.
Chłopak popatrzył na mnie i uniósł brwi.
-Znowu wracamy do alkoholizmu? - zaśmiał się.
-Uderzył cię ktoś kiedyś? - zapytałam, wywracając oczami.
Scott?

Od Joe cd Juliette

Chwyciłem kluczyki od samochodu i w pośpiechu opuściłem mieszkanie. Jechałem najszybciej jak się dało, aby po kilku minutach znaleźć się we właściwym miejscu. Dziewczyna stała oparta o ścianę budynku. Widać było, że płakała, nawet nie zauważyła że podjechałem. Zaparkowałem samochód przy chodniku i wysiadłem z niego zmierzając prosto w jej kierunku.
-Hej, już jestem, już dobrze. Jesteś bezpieczna – powiedziałem, zwracając jej uwagę i biorąc ją w swoje ramiona.
Dziewczyna wtuliła się we mnie, wypuszczając z siebie falę niepohamowanego szlochu. Objąłem ją mocniej, głaszcząc po plecach. Miała na sobie jakąś ogromną, czarną bluzę, zupełnie inną niż to, w czym wychodziła wcześniej. Nie zamierzałem jednak teraz jej o to pytać, gdyż to pewnie wyjaśni się w jakiś sposób później.
-Chodź, pojedziemy do mnie – zaproponowałem, odsuwając się od niej nieco – tam będziesz bezpieczna, obiecuję.
Yui skinęła głową na znak zgody i podążyła za mną do samochodu. Odpalając silnik spojrzałem jeszcze na nią. Miała rozmazany makijaż i potargane włosy, a póki co jedynie mogłem się domyślać, co tak właściwie miało miejsce. Przez całą drogę dziewczyna nie odezwała się ani słowem. Ja także nie chciałem teraz tego robić. Lepiej poczekać do powrotu do mieszkania, na spokojnie. Niedługo później zaparkowaliśmy pod budynkiem, w którym znajdywało się moje mieszkanie. Wysiedliśmy z samochodu i udaliśmy się do środka. Stojąc w windzie zrobiłem krok w jej kierunku i złapałem ja delikatnie, unosząc jej głowę, aby na mnie patrzyła. Spojrzałem jej w oczy.
-Cokolwiek tam miało miejsce, ze mną tutaj jesteś bezpieczna – oznajmiłem, ścierając kciukiem łzę, płynąca po jej policzku,
-Wiem, po prostu, to było straszne -mruknęła.
W tym samym momencie winda zatrzymała się i otworzyła, a my wyszliśmy na korytarz. Wyciągnąłem klucze z kieszeni i otworzyłem drzwi, przepuszczając dziewczynę przodem. Dziewczyna ściągnęła z siebie ogromną bluzę i powiesiła ją na wieszaku.
-Chcesz się czegoś napić, Yui? - zaproponowałem.
-Herbatę, poproszę – odparła, siadając na kanapie w salonie.
-Dobra, zaraz wracam – powiedziałem kierując się do kuchni.
Zaparzyłem dla niej herbatę i wróciłem z nią do salonu, stawiając przed nią kubek i siadając obok niej.
-Co tam się stało, Yui? - zapytałem.
Juliette?