Wyszedłem od dziewczyny, po czym usiadłem w samochodzie. Nie ma to jak bliskiej osobie zafundować to samo, co ktoś inny tobie. Pojechałem do mieszkania, gdzie zabarykadowałem się na następne dni. Wychodziłem jedynie z psami na krótkie spacery, zachaczajac od czasu do czasu o sklep. Postanowiłem dać dziewczynie czas, aby na spokojnie mogła to przemyśleć. Wielokrotnie miałem ochotę zadzwonić do niej, tylko po to aby usłyszeć ją...
Któregoś dnia leżałem zwinięty na kanapie ze słuchawkami w uszach. Chłopaki w końcu zrozumieli, że nie mają po co dzwonić, gdy odrzuciłem setne połączenie. Nagle ktoś zerwał mi mi słuchawki. Podniosłem wzrok i zobaczyłem moją babcię stojącą z rękami opartymi na biodrach.
-Ładnie to tak nie otwierać babce? -odparła na dzień dobry.-W co cię ta krowa znowu wpakowała? Jeszcze jej się nie znudziło?
-Skąd wiesz? -zapytałem podnosząc się z kanapy i przecierając twarz dłonią.
-No zgadnij, kto jest największą polotkarą rodziny? Rosa. A kto jest konfidentem w waszym zespole? Kochane dziecko Mattie. Wystarczył sernik i wygadał wszystko. No jeszcze moje spojrzenie bazyliszka, ale tylko w dwóch procentach.
Opowiedziałem jej wszystko, co się dowiedziałem. Siedziała spokojnie słuchając i nie wtrącając ani jednej swojej uwagi. Kiedy skończyłem siedziała chwilę trawiac wszystko, po czym zerwała się na równe nogi, z prędkością światła.
-Babciu? Co ty chcesz zrobić? -Zapytałem idąc za nią.
-Idę rozmowić się z pewnym kurwiszonem. Jeśli przeżyje moją wizytę może zajdę do sklepu po bułki. Potem pójdę do tej biednej dziewczyny. A ty w tym czasie ogarniesz ten burdel. Rozumiem, alkohol jest świetnym środkiem odkarzającym, ale aż tyle nie musiałeś go rozlewać. I nawet nie próbuj mnie powstrzymać, ani iść za mną!
-Masz zamiar jechać do Hailey? Zapytałem patrząc na nią unosząc brew.
-Ktoś tu musi zachować się jak facet. A że w naszej rodzinie same fajfusy...Poza tym ona potrzebuje się komuś wygadać. Uwierz mi mam doświadczenie, synek. Miałam trzech mężów... Przed ostatni dostał zawału na spotkaniu z kochanką-powiedziała po czym wyszła z mieszkania.
Hailey?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ScootV. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ScootV. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 9 kwietnia 2018
sobota, 7 kwietnia 2018
Od Scotta cd Hailey
Pierwszy raz w życiu nie widziałem co mam zrobić. Czy jak się zachować... Wiedziałem jak bardzo ją skrzywdziłem. I wiem, że między nami nigdy nie będzie tak samo. Cholera, ten wyjazd był najgorszą rzeczą, na jaką się zgodziłem. Trzeba było siedzieć na zadku. Jak bym chciał cofnąć czas... Kiedy patrzyłem na dziewczynę zalaną łzami, czułem nieprzyjemną gulę w gardle, która rosła, wraz z myślą, że to ja jestem temu winny. Skrzywdziłem właśnie osobę, na której najbardziej mi zależy. Wyciągnąłem rękę chcąc położyć ją na ramieniu dziewczyny, ale zatrzymałem się w połowie drogi. W końcu jednak położyłem rękę na ramieniu Hailey.
-Wiem jak to brzmi...-zacząłem powoli. -Bo to jest absurdalne, ale... Ta cała sytuacja jest absurdalna.
-To co byś zrobił na moim miejscu -odparła unosząc głowę.
Jej przekrwone brązowe oczy, wpatrujące się we mnie z pomiędzy łez, z takim bólem były gorsze od każdego fizycznego bólu. Będzie mnie prześladować do końca życia w snach.
-Nie jestem w stanie postawić się na twoim miejscu -powiedziałem szczerze. -Jednak wiem, jak ci z tym ciężko... I że nie ważne co się wydarzy, nigdy o tym nie zapomnisz oraz że mi zupełnie nie wybaczysz... Tego nie da się wybaczyć i o tym akurat wiem doskonale... A patrząc na to wszystko brzmi to jak żart... czy słaba wymówka.
Spojrzałem uważnie na dziewczynę przedemną. Obiecałem sobie, że nie dam jej nikomu skrzywdzić, podczas gdy nieświadomi sam to zrobiłem. Miałem ogromną ochotę przygarnąć ją w swoje ramiona, jednak nie byłem do końca przekonany czy powinienem to zrobić. Chyba nie do końca wypadało. Spojrzałem na prawą rękę, w której szczypie coraz mocniej się nasilało. I na co mi to było? Zapadła między nami cisza. Martwa, nieprzyjemna cisza.
-Potrzebujesz pewnie czasu. Nie chcę, abyś teraz podejmowała jaką kolwiek decyzję, odnośnie tego co z nami dalej... Poczekam tyle, ile tylko będziesz potrzebowała... A jeśli tylko chcesz wyjdę w tej chwili z twojego mieszkania...
Hailey?
Hailey?
piątek, 6 kwietnia 2018
Od Scotta cd Hailey
Spojrzałem na kopertę, nie rozumiejąc co się właściwie dzieje.
Otworzyłem ją, z myślą, że to zapewne jakieś nieśmieszne żarty... No i
faktycznie, do śmiechu mi zdecydowanie nie było... Patrzyłem zszokowany
na zdjęcie, nie wierząc w to co widzę. Co za suka... Znamy się tyle lat, ale nigdy bym nie pomyślał, że będzie zdolna wywinąć mi takie świństwo.
-Powiesz coś w końcu, czy dalej będziesz gapił się jak debil?!-warknęła. -Co to ma być?!
Podniosłem wzrok, aby spojrzeć na dziewczynę przede mną. Z jej oczu wręcz tryskała wściekłość.
-Nie potrafię ci tego wytłumaczyć -powiedziałem cicho. -Po prostu nie pamiętam...
-Może mi jeszcze wmówisz, że masz alzheimera?- Prychnęła. -Myślisz, że uwierzę w każde twoje kłamstwo?!
Ruszyła w stronę wyjścia, ale podbiegłem szybko zasłaniając jej wyjście.
-Ja naprawdę nie udaję -powiedziałem szybko. -Ostatniego wieczora, przyznaję trochę popiłem, ale nie tyle, żeby zrobić... coś takiego. Nie wiem, kiedy, jak i gdzie... Po prostu czarna dziura...
-Przesuń się -warknęła zimnym tonem.
-Nigdy nie nakłamałem ci odnośnie tego co czuję. Sofii jest dla mnie nikim... Tylko ciebie kocham -powiedziałem, wyciągając rękę w jej kierunku.
Odsunęła się ode mnie przymykając oczy.
-Nawet mnie nie dotykaj. Nie uwierzę w nic, co powiesz-powiedziała wymijając mnie.
Złapałem ją za ramię zatrzymując ją, jednak ona odwróciła się, wyrywając się i wymierzyła mi siarczysty policzek. Wyszła trzaskając drzwiami, krzycząc, abym nawet nie próbował do niej się zbliżać. Oparłem się o stojące niedaleko krzesło, po czym rzuciłem je przez całe pomieszczenie. Przejechałem dłońmi po włosach, a mój wzrok padł na to pierdolone zdjęcie.Nie ma mowy... Ja tak tego nie zostawię... Złapałem kluczyki i wyszedłem z mieszkania zatrzaskując drzwi.Wsiadłem do samochodu i ruszyłem do mieszkania Sofii. Po paru minutach byłem na miejscu i ruszyłem do niej. Waliłem w drzwi, do momentu, gdy otworzyła je. Złapałem ją za ramię, ignorując jej krzyki, że to boli, zaciągnąłem do salonu. Wyjąłem zdjęcie i pomachałem jej nią przed nosem. Dziewczyna widząc to przełknęła ślinę i spuściła głowę, patrząc na swoje splecione ręce.
-Możesz mi to wytłumaczyć?- warknąłem.
-Scott... Ja...-zaczęła powoli, a po chwili namysłu dokończyła.
I zaczęła się tłumaczyć. Tłumaczyła jak nie mogła sobie poradzić z zazdrością... Słuchałem jej nie wtrącając się, próbując opanować rosnącą wściekłość. Jak Steven postanowił jej pomóc. Co za cholerny chuj. Niech ja go dorwę w swoje ręce. Próbowała się usprawiedliwić, że jej podał to samo. Oj słaba wymówka dziewczyno... Kiedy skończyła odwróciłem się i z całej siły uderzyłem pięścią w wiszące za mną lustro, aby dać upust emocją.
-I co?! -krzyknąłem. -Dumna z siebie jesteś? Właśnie rozpieprzyłaś wszystko na czym mi zależało... Gratuluję, w ten sposób załatwiłaś sobie tytuł kurwy roku.
Wyszedłem zostawiając roztrzęsioną dziewczynę i wsiadłem do samochodu. Muszę z nią porozmawiać. Zaparkowałem pod blokiem dziewczyny i ruszyłem w kierunku jej mieszkania. Zapukałem całą ręką do drzwi biorąc głęboki oddech. Usłyszałem ruch w mieszkaniu, który w pewnym momencie ucichł.
-Hailey, błagam cię... Porozmawiaj ze mną -powiedziałem opierając głowę o drzwi. -Wiem, że tam jesteś. Możesz dalej mnie nienawidzić, ale daj mi ze sobą porozmawiać. Nie ruszę się stąd.
Hailey?
-Powiesz coś w końcu, czy dalej będziesz gapił się jak debil?!-warknęła. -Co to ma być?!
Podniosłem wzrok, aby spojrzeć na dziewczynę przede mną. Z jej oczu wręcz tryskała wściekłość.
-Nie potrafię ci tego wytłumaczyć -powiedziałem cicho. -Po prostu nie pamiętam...
-Może mi jeszcze wmówisz, że masz alzheimera?- Prychnęła. -Myślisz, że uwierzę w każde twoje kłamstwo?!
Ruszyła w stronę wyjścia, ale podbiegłem szybko zasłaniając jej wyjście.
-Ja naprawdę nie udaję -powiedziałem szybko. -Ostatniego wieczora, przyznaję trochę popiłem, ale nie tyle, żeby zrobić... coś takiego. Nie wiem, kiedy, jak i gdzie... Po prostu czarna dziura...
-Przesuń się -warknęła zimnym tonem.
-Nigdy nie nakłamałem ci odnośnie tego co czuję. Sofii jest dla mnie nikim... Tylko ciebie kocham -powiedziałem, wyciągając rękę w jej kierunku.
Odsunęła się ode mnie przymykając oczy.
-Nawet mnie nie dotykaj. Nie uwierzę w nic, co powiesz-powiedziała wymijając mnie.
Złapałem ją za ramię zatrzymując ją, jednak ona odwróciła się, wyrywając się i wymierzyła mi siarczysty policzek. Wyszła trzaskając drzwiami, krzycząc, abym nawet nie próbował do niej się zbliżać. Oparłem się o stojące niedaleko krzesło, po czym rzuciłem je przez całe pomieszczenie. Przejechałem dłońmi po włosach, a mój wzrok padł na to pierdolone zdjęcie.Nie ma mowy... Ja tak tego nie zostawię... Złapałem kluczyki i wyszedłem z mieszkania zatrzaskując drzwi.Wsiadłem do samochodu i ruszyłem do mieszkania Sofii. Po paru minutach byłem na miejscu i ruszyłem do niej. Waliłem w drzwi, do momentu, gdy otworzyła je. Złapałem ją za ramię, ignorując jej krzyki, że to boli, zaciągnąłem do salonu. Wyjąłem zdjęcie i pomachałem jej nią przed nosem. Dziewczyna widząc to przełknęła ślinę i spuściła głowę, patrząc na swoje splecione ręce.
-Możesz mi to wytłumaczyć?- warknąłem.
-Scott... Ja...-zaczęła powoli, a po chwili namysłu dokończyła.
I zaczęła się tłumaczyć. Tłumaczyła jak nie mogła sobie poradzić z zazdrością... Słuchałem jej nie wtrącając się, próbując opanować rosnącą wściekłość. Jak Steven postanowił jej pomóc. Co za cholerny chuj. Niech ja go dorwę w swoje ręce. Próbowała się usprawiedliwić, że jej podał to samo. Oj słaba wymówka dziewczyno... Kiedy skończyła odwróciłem się i z całej siły uderzyłem pięścią w wiszące za mną lustro, aby dać upust emocją.
-I co?! -krzyknąłem. -Dumna z siebie jesteś? Właśnie rozpieprzyłaś wszystko na czym mi zależało... Gratuluję, w ten sposób załatwiłaś sobie tytuł kurwy roku.
Wyszedłem zostawiając roztrzęsioną dziewczynę i wsiadłem do samochodu. Muszę z nią porozmawiać. Zaparkowałem pod blokiem dziewczyny i ruszyłem w kierunku jej mieszkania. Zapukałem całą ręką do drzwi biorąc głęboki oddech. Usłyszałem ruch w mieszkaniu, który w pewnym momencie ucichł.
-Hailey, błagam cię... Porozmawiaj ze mną -powiedziałem opierając głowę o drzwi. -Wiem, że tam jesteś. Możesz dalej mnie nienawidzić, ale daj mi ze sobą porozmawiać. Nie ruszę się stąd.
Hailey?
środa, 4 kwietnia 2018
Od Scotta cd Hailey
Spojrzałem na torbę w ręku dziewczyny unosząc jedną brew do góry.
-Kochanie czy to już przypadkiem nie jest alkoholizm? -Zapytałem ze śmiechem.
-Skoro takie śmiałe wnioski wyciągasz, znaczy że masz doświadczenie. Przyznaj się, że jesteś stałym członkiem klubu AA.
Odpaliłem samochód i ruszyłem w stronę mieszkania. Kiedy tylko sytuacja pozwalała przenosiłem rękę na odsłonięte udo dziewczyny.Zerkałem od czasu do czasu na nią kątem oka, siedziała wpatrzona w przednią szybę, a na jej ustach błąkał się uśmiech. Definitywnie mogę powiedzieć, że oszalałem na punkcie tej dziewczyny. Dojechaliśmy na miejsce i udaliśmy się do mojego mieszkania. Rozsiedliśmy się w salonie, gdzie zajęliśmy się zakupem dziewczyny...
********
Otworzyłem niechętnie oczy, po czym wyłączyłem natrętny budzik. Kto wymyślił to zło wcielone? Przeciągnąłem się lekko, uważając na dziewczynę, która leżała z głową na mojej klatce piersiowej. Mimo wolnie spojrzałem na walizki stojące w rogu pokoju. Naprawdę nie chciałem jechać. Nie chodziło o samą niechęć do wyjazdu, a raczej o rozstanie z pewną blondynką.
-Nad czym tak myślisz? -zapytała kreśląc kółka na mojej klatce.
Przekręciłem głowię tak aby spojrzeć w jej brązowe oczy.
-O tym jak bardzo cię kocham -powiedziałem całując ją. -Trzeba się zbierać, bo się spóźnię na samolot.
Zjedliśmy szybkie śniadanie, po czym do prowadziliśmy się do względnej kultury. W końcu Hailey zawiozła mnie na lotnisko, gdzie spędziliśmy czas do odlotu. W końcu nadszedł czas pożegnania, podczas którego Matt wrzeszczał :
-Spokojna głowa blondi, przy pilnuje ci chłopaka.
Pocałowałem ją ostatni raz po czym ruszyłem do samolotu, gdzie oficjalnie rozpoczęliśmy trasę. Pierwszy dzień mieliśmy tylko dla siebie, na spokojnie zbierając siły. Reszta miesiąca mijała według schamatu: koncert, podróż, koncert, chwila spokoju, koncert, podróż... Aż w końcu nadeszła impreza wieńcząca całą trasę. Zwlokłem się rano z ogromnym bólem głowy, zapewne spowodowanym kacem oraz sporą luką w pamięci. Powrotną podróż w większości przespałem, ale nie udało pozbyć mi się do końca kaca. Przed pierwszą byliśmy na miejscu. Ruszyliśmy przez lotnisko, kiedy zobaczyłem doskonale znajomą sylwetkę. Przejechałem dłonią po przy długich włosach i stanąłem za nią.
-A kogo to pani tak poszukuje?
Hailey?
-Kochanie czy to już przypadkiem nie jest alkoholizm? -Zapytałem ze śmiechem.
-Skoro takie śmiałe wnioski wyciągasz, znaczy że masz doświadczenie. Przyznaj się, że jesteś stałym członkiem klubu AA.
Odpaliłem samochód i ruszyłem w stronę mieszkania. Kiedy tylko sytuacja pozwalała przenosiłem rękę na odsłonięte udo dziewczyny.Zerkałem od czasu do czasu na nią kątem oka, siedziała wpatrzona w przednią szybę, a na jej ustach błąkał się uśmiech. Definitywnie mogę powiedzieć, że oszalałem na punkcie tej dziewczyny. Dojechaliśmy na miejsce i udaliśmy się do mojego mieszkania. Rozsiedliśmy się w salonie, gdzie zajęliśmy się zakupem dziewczyny...
********
Otworzyłem niechętnie oczy, po czym wyłączyłem natrętny budzik. Kto wymyślił to zło wcielone? Przeciągnąłem się lekko, uważając na dziewczynę, która leżała z głową na mojej klatce piersiowej. Mimo wolnie spojrzałem na walizki stojące w rogu pokoju. Naprawdę nie chciałem jechać. Nie chodziło o samą niechęć do wyjazdu, a raczej o rozstanie z pewną blondynką.
-Nad czym tak myślisz? -zapytała kreśląc kółka na mojej klatce.
Przekręciłem głowię tak aby spojrzeć w jej brązowe oczy.
-O tym jak bardzo cię kocham -powiedziałem całując ją. -Trzeba się zbierać, bo się spóźnię na samolot.
Zjedliśmy szybkie śniadanie, po czym do prowadziliśmy się do względnej kultury. W końcu Hailey zawiozła mnie na lotnisko, gdzie spędziliśmy czas do odlotu. W końcu nadszedł czas pożegnania, podczas którego Matt wrzeszczał :
-Spokojna głowa blondi, przy pilnuje ci chłopaka.
Pocałowałem ją ostatni raz po czym ruszyłem do samolotu, gdzie oficjalnie rozpoczęliśmy trasę. Pierwszy dzień mieliśmy tylko dla siebie, na spokojnie zbierając siły. Reszta miesiąca mijała według schamatu: koncert, podróż, koncert, chwila spokoju, koncert, podróż... Aż w końcu nadeszła impreza wieńcząca całą trasę. Zwlokłem się rano z ogromnym bólem głowy, zapewne spowodowanym kacem oraz sporą luką w pamięci. Powrotną podróż w większości przespałem, ale nie udało pozbyć mi się do końca kaca. Przed pierwszą byliśmy na miejscu. Ruszyliśmy przez lotnisko, kiedy zobaczyłem doskonale znajomą sylwetkę. Przejechałem dłonią po przy długich włosach i stanąłem za nią.
-A kogo to pani tak poszukuje?
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
-Myślę, że to dobry pomysł -powiedziałem uśmiechając się do niej. -Mi
przyda się odpoczynek po miesiącu z tym cyrkiem, a tobie po równie
pracowitych sesjach. Tak więc zdecydowanie jestem za.
-Będzie cudownie, już to widzę -odparła rozmarzonym głosem. -To gdzie się wybierzemy? Francja, Tajlandia, Portugalia, a może do Rio?
-Z tobą mogę jechać wszędzie. Nawet na Antarktydę karmić pingwiny-zaśmiałem się. -Ale trzeba będzie się rozejrzeć za jakimś ciekawym miejscem.
W końcu zjawiła się kelnerka z naszym zamówieniem. Była to ta sama dziewczyna, co wcześniej i w dalszym ciągu patrząc z niedowierzaniem. Postawiała talerze, życzyła smacznego i odeszła, a my zabraliśmy się za jedzenie.
-Za udany kontrakt, którego szczerze ci gratuluję -powiedziałem z uśmiechem wznosząc toast wodą.-Mam coś dla ciebie. Ale najpierw proszę zamknij oczy.
-Mam się bać, co wymyśliłeś? -Zapytała, ale zrobiła to o co prosiłem.
Wyjąłem z kieszeni pudełko, w którym znajdowała się bransoletka. Wyjąłem ją z opakowania i zapiąłem na nadgarstku dziewczyny. Była do delikatna srebrna bransoletka ze znakiem nieskończoności, w którym były wygrawerowane nasze imiona.
-Mam to traktować jako deklarację? -Powiedziała przyglądając się prezentowi z lekkim uśmiechem.
-Raczej obietnicę, że postaram się jak tylko mogę o to by jednak to przetrwało -powiedziałem patrząc jej w oczy, gładząc jej dłoń. -No chyba, że szybko będziesz miała mnie dość.
-Puki co jakoś z tobą wytrzymuję-zaśmiała się.
-Uf, ulżyło -odparłem udając ulgę.
Hailey?
-Będzie cudownie, już to widzę -odparła rozmarzonym głosem. -To gdzie się wybierzemy? Francja, Tajlandia, Portugalia, a może do Rio?
-Z tobą mogę jechać wszędzie. Nawet na Antarktydę karmić pingwiny-zaśmiałem się. -Ale trzeba będzie się rozejrzeć za jakimś ciekawym miejscem.
W końcu zjawiła się kelnerka z naszym zamówieniem. Była to ta sama dziewczyna, co wcześniej i w dalszym ciągu patrząc z niedowierzaniem. Postawiała talerze, życzyła smacznego i odeszła, a my zabraliśmy się za jedzenie.
-Za udany kontrakt, którego szczerze ci gratuluję -powiedziałem z uśmiechem wznosząc toast wodą.-Mam coś dla ciebie. Ale najpierw proszę zamknij oczy.
-Mam się bać, co wymyśliłeś? -Zapytała, ale zrobiła to o co prosiłem.
Wyjąłem z kieszeni pudełko, w którym znajdowała się bransoletka. Wyjąłem ją z opakowania i zapiąłem na nadgarstku dziewczyny. Była do delikatna srebrna bransoletka ze znakiem nieskończoności, w którym były wygrawerowane nasze imiona.
-Mam to traktować jako deklarację? -Powiedziała przyglądając się prezentowi z lekkim uśmiechem.
-Raczej obietnicę, że postaram się jak tylko mogę o to by jednak to przetrwało -powiedziałem patrząc jej w oczy, gładząc jej dłoń. -No chyba, że szybko będziesz miała mnie dość.
-Puki co jakoś z tobą wytrzymuję-zaśmiała się.
-Uf, ulżyło -odparłem udając ulgę.
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
Po wyjściu dziewczyny zadzwonił Matt prosząc o pomoc w nauce. Zgodziłem
się i już po godzinie chłopak stał przed moimi drzwiami. Rozsiedliśmy
się w salonie, gdzie spędziłem następne godziny na tłumaczeniu mu
poszczególnych zadań z matematyki. W końcu przeniosłem się na podłogę w
celu wyczesania psa. W pewnym momencie rozbrzmiał dzwonek mojego
telefonu. Za nim zdążyłem złapać urządzenie, uprzedził mnie Matt.-Halo, tu prywatna sekretarka Scotta Vasco -powiedział odbierając telefon.
Pokręciłem z politowaniem głową wracając do zwierzaka. Był chyba najnormalniejszą osobą w całym zespole.
-Zaraz zapytam szefa czy znajdzie dla pani chwilę -odparł poważnie, wyciągają urządzenie w moją stronę.- Twoja dama dzwoni.
Zabrałem mu telefon puszczając psa. Przytrzymałem telefon między barkiem, a uchem.
-Cześć skarbie -powiedziałem. -Co tam? Coś się stało?
-Nie poprostu chciałam ci się czymś pochwalić -odpowiedziałam, a w jej głosie było słychać radość.
-W takim razie zmieniam się w słuch -powiedziałem siadając na kanapie. -Co tak cię ucieszyło?
Matt przyglądał się mi robiąc miny, za co zdzieliłem go po łbie.
-Wróciłam przed chwilą ze spotkania i... podpisałam nowy kontrakt -powiedziała z ogromną radością. -Oczywiście wiąże się to z większą liczbą sesji, ale skoro następny miesiąc spędzisz w
-Dopuki nie są to zdjęcia do Playboya to cieszę się razem z tobą -pokiwałem głową ignorując uwagę Matta, że on chętnie by to zobaczył.- Gratuluję- spojrzałem na zegarek. -Jeśli nie jesteś zbyt zmęczona, zapraszam cię na kolację.
-Czy ty mi proponujesz randkę? -zapytała chytrym głosem. Mogę się założyć, że się uśmiechała.
-Dokładnie tak, a dodatkowo możemy uczcić twój kontrakt. Chyba, że wolisz to przesunąć na jutro.
Hailey?
Pokręciłem z politowaniem głową wracając do zwierzaka. Był chyba najnormalniejszą osobą w całym zespole.
-Zaraz zapytam szefa czy znajdzie dla pani chwilę -odparł poważnie, wyciągają urządzenie w moją stronę.- Twoja dama dzwoni.
Zabrałem mu telefon puszczając psa. Przytrzymałem telefon między barkiem, a uchem.
-Cześć skarbie -powiedziałem. -Co tam? Coś się stało?
-Nie poprostu chciałam ci się czymś pochwalić -odpowiedziałam, a w jej głosie było słychać radość.
-W takim razie zmieniam się w słuch -powiedziałem siadając na kanapie. -Co tak cię ucieszyło?
Matt przyglądał się mi robiąc miny, za co zdzieliłem go po łbie.
-Wróciłam przed chwilą ze spotkania i... podpisałam nowy kontrakt -powiedziała z ogromną radością. -Oczywiście wiąże się to z większą liczbą sesji, ale skoro następny miesiąc spędzisz w
-Dopuki nie są to zdjęcia do Playboya to cieszę się razem z tobą -pokiwałem głową ignorując uwagę Matta, że on chętnie by to zobaczył.- Gratuluję- spojrzałem na zegarek. -Jeśli nie jesteś zbyt zmęczona, zapraszam cię na kolację.
-Czy ty mi proponujesz randkę? -zapytała chytrym głosem. Mogę się założyć, że się uśmiechała.
-Dokładnie tak, a dodatkowo możemy uczcić twój kontrakt. Chyba, że wolisz to przesunąć na jutro.
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
-Już się robi, królowo. Przecież nie mogę pozwolić abyś głodowała -powiedziałem całując ją w nos.Zabrałem się za szykowanie śniadania dla Hailey. Wyjąłem potrzebne
produkty z lodówki. Szykowałem jedzenie rozmawiając z uśmiechniętą
dziewczyną, która w dalszym ciągu siedziała na blacie, machając nogami
jak przedszkolak. Nie ma piękniejszego widoku z rana niż jej szczery
uśmiech. Po paru minutach postawiłem na stole przed dziewczyną talerz z
omletem, po czym Rozsiadłem się na na przeciwko niej.
-Za bardzo cię rozpieszczam. Jeszcze się przyzwyczaisz i zapomnisz, że kuchnia to miejsce dla kobiet -zażartowałem za co zostałem uraczony kopniakiem pod stołem. -Jaka brutalna.
-Uważaj, żeby ci się mocniej nie oberwało za takie żarty -powiedziała z udawaną wyższością.
Zaśmiałem się jedynie i upiłem łyk zimnej herbaty, którą zrobiłem sobie z rana. Hailey skończyła posiłek i ruszyła do zlewu, aby umyć talerz, jednak powiedziałem aby to zostawiła, to później sam się wym zajmę. Dziewczyna podeszła do mnie i usadowiła się bokiem na moich kolanach obejmując mnie jedną ręką za kark. Otoczyłem ją ramionami w talii, aby się nie zsunęła.
-Kiedy lecicie? -Zapytała lekko smutniejąc.
-Za cztery dni mam samolot do Hiszpanii -powiedziałem opierając moją głowę o jej. -Jeden dzień muszę zarezerwować na wyjazd do babci, aby zostawić u niej moją futrzastą zgraję -powiedziałem zerkając na zwierzaki. -Więc w pełni tylko dla nas zostają jedynie trzy dni.
Hailey?
-Za bardzo cię rozpieszczam. Jeszcze się przyzwyczaisz i zapomnisz, że kuchnia to miejsce dla kobiet -zażartowałem za co zostałem uraczony kopniakiem pod stołem. -Jaka brutalna.
-Uważaj, żeby ci się mocniej nie oberwało za takie żarty -powiedziała z udawaną wyższością.
Zaśmiałem się jedynie i upiłem łyk zimnej herbaty, którą zrobiłem sobie z rana. Hailey skończyła posiłek i ruszyła do zlewu, aby umyć talerz, jednak powiedziałem aby to zostawiła, to później sam się wym zajmę. Dziewczyna podeszła do mnie i usadowiła się bokiem na moich kolanach obejmując mnie jedną ręką za kark. Otoczyłem ją ramionami w talii, aby się nie zsunęła.
-Kiedy lecicie? -Zapytała lekko smutniejąc.
-Za cztery dni mam samolot do Hiszpanii -powiedziałem opierając moją głowę o jej. -Jeden dzień muszę zarezerwować na wyjazd do babci, aby zostawić u niej moją futrzastą zgraję -powiedziałem zerkając na zwierzaki. -Więc w pełni tylko dla nas zostają jedynie trzy dni.
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
Nachyliłem się nad nią kładąc jedną rękę na jej biodrze, a drugą oparłem
się na łóżku. Ponownie złączyłem swoje usta z jej. Hailey bez chwili
zastanowienia oddała pocałunek. Zacząłem przesuwać rękę pod bluzkę
dziewczyny, docierając do nagiej skóry dziewczyny. Moja zimna dłoń w
zetknięciu z jej rozgrzaną skórą wywołała gęsią skórkę na jej brzuchu, a
przez jej ciało przebiegł dreszcz. Dziewczyna złapała za moją koszulkę
ciągnąc ją do góry. Uśmiechnąłem się wciąż ją całując, jednak odsunąłem
się od niej na chwilę, aby pomóc jej pozbyć mojej górnej części
garderoby, po czym wróciłem do przerwanej czynności. Po pewnym czasie
zacząłem przemieszczać się z pocałunkami po linii żuchwy zmierzając w
kierunku mojego ulubionego miejsca, czyli szyi. W końcu zjechałem na nią
ustami, a Hailey wplotła palce w moje włosy. Drugą rękę trzymała na
moich plecach, a po chwili oplotła mnie nogą w biodrach. Odchyliła głowę
do tyłu dając mi lepszy dostęp. Krążyłem po jej szyi ustami drażniąc jej
skórę, sądząc po jej pomrukach podobało jej się to.
Uniosłem lekko dziewczynę, aby pozbyć się koszulki dziewczyny. Po chwili ponownie opadła na łóżko, a ja przyjrzałem jej się chwilę.
-Taka ślicznotka i do tego moja -mruknąłem jej do ucha drażniąc nosem płatek jej ucha.
Zacząłem wędrówkę ustami po jej odsłonientym ciele. Podniecenie rosło we mnie z minut na minutę. Podniosłem głowę, przerywając wcześniejszą czynności i spojrzałem jej w oczy.
-Jeśli nie jesteś pewna to ostatni moment, aby się wycofać -powiedziałem lekko zachrypniętym głosem.
Hailey?
Uniosłem lekko dziewczynę, aby pozbyć się koszulki dziewczyny. Po chwili ponownie opadła na łóżko, a ja przyjrzałem jej się chwilę.
-Taka ślicznotka i do tego moja -mruknąłem jej do ucha drażniąc nosem płatek jej ucha.
Zacząłem wędrówkę ustami po jej odsłonientym ciele. Podniecenie rosło we mnie z minut na minutę. Podniosłem głowę, przerywając wcześniejszą czynności i spojrzałem jej w oczy.
-Jeśli nie jesteś pewna to ostatni moment, aby się wycofać -powiedziałem lekko zachrypniętym głosem.
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
poprzednienastępne
Siedziałem na kanapie układając plan trasy. A dokładniej próbowałem poprawić to co stworzyła Sofii. Rozbrzmiał dzwonek do drzwi, na co Lucky podbiegł pod nie szczekając. Podniosłem się odstawiając laptop na ławę i poprawiając okulary. Otworzyłem drzwi uśmiechając się na widok dziewczyny stojącej za nimi. Weszła poczym wtuliła się we mnie. Położyłem jedną rękę na jej talii drugą głaszcząc po plecach. To niesamowite, że mimo tego, że widzieliśmy się zaledwie dzień temu, stęskniłem się za nią. Nie potrafiłem sobie wyobrazić jak zniosę bez niej prawie miesiąc.
-Aż tak się stęskniłaś -powiedziałem uśmiechając się i całując ją w głowę.
Dziewczyna w odpowiedzi oplotła mnie mocniej ramionami. Staliśmy tak parę minut ciesząc się ze swojej obecności. W końcu musieliśmy odsunąć się od siebie, aby mogła zdjąć kurtkę. Ja w tym czasie poszedłem wstawić wodę. Oparłem się o szafkę czując po chwili jak dziewczyna opiera głowę o moje ramię.
-Co porabiałaś prócz biegania? -Zapytałem odwracając się do niej i zamykając ją między moimi ramionami.
-Po tylu dniach spokoju? Oczywiście, że miałam sesję zdjęciową -powiedziała krzyżując ręce na moim karku. -A ty? Nie wmówisz mi, że przesiedziałeś tu cały dzień.
-Racja. Rano zwołałem zebranie zespołu, a potem musiałem pozałatiwać parę rzeczy przed wyjazdem. A no i jeszcze robiłem za szofera mojej sąsiadki...
-Jakiej znowu sąsiadki? -Zapytała unosząc brew.
Odwróciłem się od niej wyłączając wodę i zalewając kubki.
-Pewnej zgrabnej, dobrodusznej... sześćdziesięciolatki -zaśmiałem się i dostałem z łokcia w bok. -Spokojnie nie jest w moim typie.
Prychnęła jedynie i ruszyła za mną do salonu. Rozsiedliśmy się na kanapie, a ja wziąłem laptop by dopisać ostatnie kilka zadań. Hailey rozsiadła się obok, opierając głowę o mój bok, bawiąc się moimi włosami.
-A co ty tu jeszcze robisz? -Powiedziała niezadowolona, szczypiąc mnie pod żebrami.
-Muszę dopisać ostatnie zdanie i wysłać chłopaka. Musiałem poprawić plan, który ułożyła Sofii bo był do niczego -powiedziałem dopisując ostatni dzień.
Zauważyłem, że dziewczyna dziwnie zmarkotniała na wspomnienie o Sofii. Odłożyłem urządzenie na ławę i przesadziłem dziewczynę na swoje kolana. Objąłem ją i spojrzałem jej w oczy.
-Dobra, koniec żartów. Co się dzieje? -Zapytałem poważniejąc. -Widzę, że coś cię gryzie. I nie tłumacz mi, że nieważne. Kocham cię i wszystko co tyczy się ciebie mnie interesuje. W tym również to, co cię męczy.
Hailey?
Siedziałem na kanapie układając plan trasy. A dokładniej próbowałem poprawić to co stworzyła Sofii. Rozbrzmiał dzwonek do drzwi, na co Lucky podbiegł pod nie szczekając. Podniosłem się odstawiając laptop na ławę i poprawiając okulary. Otworzyłem drzwi uśmiechając się na widok dziewczyny stojącej za nimi. Weszła poczym wtuliła się we mnie. Położyłem jedną rękę na jej talii drugą głaszcząc po plecach. To niesamowite, że mimo tego, że widzieliśmy się zaledwie dzień temu, stęskniłem się za nią. Nie potrafiłem sobie wyobrazić jak zniosę bez niej prawie miesiąc.
-Aż tak się stęskniłaś -powiedziałem uśmiechając się i całując ją w głowę.
Dziewczyna w odpowiedzi oplotła mnie mocniej ramionami. Staliśmy tak parę minut ciesząc się ze swojej obecności. W końcu musieliśmy odsunąć się od siebie, aby mogła zdjąć kurtkę. Ja w tym czasie poszedłem wstawić wodę. Oparłem się o szafkę czując po chwili jak dziewczyna opiera głowę o moje ramię.
-Co porabiałaś prócz biegania? -Zapytałem odwracając się do niej i zamykając ją między moimi ramionami.
-Po tylu dniach spokoju? Oczywiście, że miałam sesję zdjęciową -powiedziała krzyżując ręce na moim karku. -A ty? Nie wmówisz mi, że przesiedziałeś tu cały dzień.
-Racja. Rano zwołałem zebranie zespołu, a potem musiałem pozałatiwać parę rzeczy przed wyjazdem. A no i jeszcze robiłem za szofera mojej sąsiadki...
-Jakiej znowu sąsiadki? -Zapytała unosząc brew.
Odwróciłem się od niej wyłączając wodę i zalewając kubki.
-Pewnej zgrabnej, dobrodusznej... sześćdziesięciolatki -zaśmiałem się i dostałem z łokcia w bok. -Spokojnie nie jest w moim typie.
Prychnęła jedynie i ruszyła za mną do salonu. Rozsiedliśmy się na kanapie, a ja wziąłem laptop by dopisać ostatnie kilka zadań. Hailey rozsiadła się obok, opierając głowę o mój bok, bawiąc się moimi włosami.
-A co ty tu jeszcze robisz? -Powiedziała niezadowolona, szczypiąc mnie pod żebrami.
-Muszę dopisać ostatnie zdanie i wysłać chłopaka. Musiałem poprawić plan, który ułożyła Sofii bo był do niczego -powiedziałem dopisując ostatni dzień.
Zauważyłem, że dziewczyna dziwnie zmarkotniała na wspomnienie o Sofii. Odłożyłem urządzenie na ławę i przesadziłem dziewczynę na swoje kolana. Objąłem ją i spojrzałem jej w oczy.
-Dobra, koniec żartów. Co się dzieje? -Zapytałem poważniejąc. -Widzę, że coś cię gryzie. I nie tłumacz mi, że nieważne. Kocham cię i wszystko co tyczy się ciebie mnie interesuje. W tym również to, co cię męczy.
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
poprzednienastępne
Pomogłem wyjąć jej torbę z bagażnika i pocałowałem ją
delikatnie na pożegnanie. Stałem opierając się o samochód, czekałem aż
zniknie mi z pola widzenia. Martwiło mnie to dość nietypowe na nią
zachowanie. Była milcząca i tak jakby nieobecna. Czułem jak w nocy
kręciła się, nie mogąc zasnąć. Coś ją męczyło, co dało się odczuć na
kilometr, a mimo to udawała, że wszystko jest dobrze. Westchnąłem
ponownie wsiadając do samochodu i jadąc do mieszkania. Kiedy byłem na
miejscu zanim wszedłem do domu, zajrzałem do sąsiadki, aby podziękować
za zaglądanie do mojego małego zoo. Starsza pani Beatrice była aniołem
tego bloku. Wszedłem do mieszkania wśród radosnego szczekania Nali i
Lucky'ego. Reszta dnia minęła mi na przeglądaniu materiałów przesłanych
przez Soffi odnośnie naszej trasy, wracając co chwila myślami do Hailey.
Nie chciałem jej przeszkadzać, więc nie dzwoniłem, aby nie obudzić jej,
gdyby udało jej się zdrzemnąć. Jednak nie dawało mi spokoju, co się
takiego stało. Czyżby moja kochana babcia coś jej powiedziała? A może
Rosa chlapnęła coś niestosownego? A może to jak coś zrobiłem? Siedziałem
obracając telefon w ręce. Wstałem z krzesła przeciągając się. Zegarek
wskazywał prawie dwudziestą drugą, a mnie czekał jeszcze spacer z psami.
Wyciągnąłem telefon i napisałem wiadomość do Hailey ,,Jeśli jeszcze nie
śpisz, to słodkich snów kochanie : * Pamiętaj, że jestem na każde twoje
zawołanie" Ruszyłem niechętnie ubrać się i wyjść z psami na spacer.
Zaraz po śniadaniu zadzwoniłem do chłopaków, aby uzgodnić
czy zgadzają się z moją decyzją. Kiedy uzgodniliśmy co i jak zadzwoniłem
do Soffi zapraszając ją na zebranie. Półgodziny później zjawiła się w
progu mojego mieszkania z typowym dla niej uśmiechem. Usiedliśmy wszyscy
przy stole, pełni napięcia jak zareaguje.
-Teraz słuchaj i nie odzywaj się aż skończę -powiedziałem patrząc na nią.- Doceniamy wszystko co dla nas robisz, ale... Zarzucasz trochę za szybkie tępo. Od dobrego pół roku nie dajesz nam spokoju. Dbasz o nas rozwój za co jestem ci bardzo wdzięczy, jednak ja jestem na granicy cierpliwości. Moje struny głosowe również są na wykończeniu. Z resztą nie tylko moje. Wiele decyzji podejmujesz bez konsultacji z nami. Razem z chłopakami postanowiliśmy, że po trasie zwalniamy cię z roli menadżera. Koniec twoich rządów naszym życiem...
-Niewdzięczne szuje -warknęła. -Ale dobrze skoro tak WY zadecydowaliście to niech wam będzie. Będziecie mnie błagać o powrót do tego. Co z zespołu też mnie może wyrzucicie -powiedziała po czym wstała i wyszła trzaskając drzwiami.
-Nie źle to zniosła -wyszczerzył się Flynn.
Chwilę później chłopaki wyszli załatwić jeszcze parę spraw przed wyjazdem. Usiadłem na kanapie i wyciągnąłem telefon. Wybrałem numer Hailey, dziewczyna odebrała po trzecim sygnale.
-Cześć, skarbie. Jak tam samopoczucie? -Zapytałem.
Hailey?
-Teraz słuchaj i nie odzywaj się aż skończę -powiedziałem patrząc na nią.- Doceniamy wszystko co dla nas robisz, ale... Zarzucasz trochę za szybkie tępo. Od dobrego pół roku nie dajesz nam spokoju. Dbasz o nas rozwój za co jestem ci bardzo wdzięczy, jednak ja jestem na granicy cierpliwości. Moje struny głosowe również są na wykończeniu. Z resztą nie tylko moje. Wiele decyzji podejmujesz bez konsultacji z nami. Razem z chłopakami postanowiliśmy, że po trasie zwalniamy cię z roli menadżera. Koniec twoich rządów naszym życiem...
-Niewdzięczne szuje -warknęła. -Ale dobrze skoro tak WY zadecydowaliście to niech wam będzie. Będziecie mnie błagać o powrót do tego. Co z zespołu też mnie może wyrzucicie -powiedziała po czym wstała i wyszła trzaskając drzwiami.
-Nie źle to zniosła -wyszczerzył się Flynn.
Chwilę później chłopaki wyszli załatwić jeszcze parę spraw przed wyjazdem. Usiadłem na kanapie i wyciągnąłem telefon. Wybrałem numer Hailey, dziewczyna odebrała po trzecim sygnale.
-Cześć, skarbie. Jak tam samopoczucie? -Zapytałem.
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
poprzednienastępne
-Ja? Nie no coś ty, jestem milusi jak zawsze -powiedziałem
wyciągając smycz z szafki i schylając się do psa, aby zapiąć mu ją. -No
dobra może masz rację -powiedziałem prostując się i wyciągając do niej
rękę ze smyczą.
-Może?- powiedziała unosząc jedną brew i przejęła smycz.
-Dobra, już się poprawiam -powiedziałem podchodząc do niej i całując ją w skroń. –Teraz będę do rany przyłóż –powiedziałem na co dziewczyna pokręciła jedynie głową wywracając oczami.
Wyszliśmy z domu, z zadowolonym na myśl o spacerze psie. Na zewnątrz było słonecznie i ciepło, jak na tę porę roku oraz poranną godzinne. Ruszyliśmy przez podwórko do bramy. Chackie podbiegał trochę do przodu, oglądając się czy idziemy. Otworzyłem bramę przepuszczając ją i czekając aż przejdzie, aby ją zamknąć. Złapałem Hailey za rękę i ruszyliśmy przez wioskę. Kierowałem się w się w stronę starego stawu, w mojej opinie najpiękniejszego miejsca w okolicy. Po drodze żartowaliśmy i rozmawialiśmy. W końcu doszliśmy do celu. Przed nami rozpościerał się widok, na stary zbiornik wodny, do którego prowadził drewniany pomost, na którym latem można było dostrzec grupkę okolicznej młodzieży, spędzającej tam chwile wolne od szkoły. Cały staw otaczały drzewa, gdzie nie gdzie można było dostrzec wiśnie, które zasadził ogrodnik dbający o to miejsce, gdy należało do osoby prywatnej parędziesiąt lat temu. Usiedliśmy na pniu starego, powalonego drzewa, a ja spuściłem psa, który od razu pobiegł w pobliskie krzaki polować na żaby.
-Powiesz mi, co cię rano ugryzło? –zapytała szturchając mnie w bok.
-Dostałem wiadomość od Flynna –powiedziałem zerkając na nią- że nasza „ukochana” menadżerka, załatwiła nam kolejną miesięczną trasę, bez rozmowy z nami. Dodam, że to nie pierwszy i zapewne nieostatni taki wybryk.
-Ale mogła to zrobić? –Zapytała z niedowierzaniem.
-Puki co niestety tak. Będę musiał to zmienić, bo co raz bardziej próbuje nam wejść na głowę. Wyjazd w przyszłym tygodniu. Boli mnie na samą myśl o godzinach w jednym autobusie z tą bandą –powiedziałem obejmując ją. –Ale teraz zostawiam to i nie myślę o tym. Teraz najważniejsza jesteś ty –powiedziałem całując ją.- Moja rodzinka nie daje ci za bardzo w kość?
Hailey?
-Może?- powiedziała unosząc jedną brew i przejęła smycz.
-Dobra, już się poprawiam -powiedziałem podchodząc do niej i całując ją w skroń. –Teraz będę do rany przyłóż –powiedziałem na co dziewczyna pokręciła jedynie głową wywracając oczami.
Wyszliśmy z domu, z zadowolonym na myśl o spacerze psie. Na zewnątrz było słonecznie i ciepło, jak na tę porę roku oraz poranną godzinne. Ruszyliśmy przez podwórko do bramy. Chackie podbiegał trochę do przodu, oglądając się czy idziemy. Otworzyłem bramę przepuszczając ją i czekając aż przejdzie, aby ją zamknąć. Złapałem Hailey za rękę i ruszyliśmy przez wioskę. Kierowałem się w się w stronę starego stawu, w mojej opinie najpiękniejszego miejsca w okolicy. Po drodze żartowaliśmy i rozmawialiśmy. W końcu doszliśmy do celu. Przed nami rozpościerał się widok, na stary zbiornik wodny, do którego prowadził drewniany pomost, na którym latem można było dostrzec grupkę okolicznej młodzieży, spędzającej tam chwile wolne od szkoły. Cały staw otaczały drzewa, gdzie nie gdzie można było dostrzec wiśnie, które zasadził ogrodnik dbający o to miejsce, gdy należało do osoby prywatnej parędziesiąt lat temu. Usiedliśmy na pniu starego, powalonego drzewa, a ja spuściłem psa, który od razu pobiegł w pobliskie krzaki polować na żaby.
-Powiesz mi, co cię rano ugryzło? –zapytała szturchając mnie w bok.
-Dostałem wiadomość od Flynna –powiedziałem zerkając na nią- że nasza „ukochana” menadżerka, załatwiła nam kolejną miesięczną trasę, bez rozmowy z nami. Dodam, że to nie pierwszy i zapewne nieostatni taki wybryk.
-Ale mogła to zrobić? –Zapytała z niedowierzaniem.
-Puki co niestety tak. Będę musiał to zmienić, bo co raz bardziej próbuje nam wejść na głowę. Wyjazd w przyszłym tygodniu. Boli mnie na samą myśl o godzinach w jednym autobusie z tą bandą –powiedziałem obejmując ją. –Ale teraz zostawiam to i nie myślę o tym. Teraz najważniejsza jesteś ty –powiedziałem całując ją.- Moja rodzinka nie daje ci za bardzo w kość?
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
poprzednienastępne
Przeciągnąłem się, jedną ręką szukając
obok mnie dziewczyny. Otworzyłem powoli oczy próbując przyzwyczaić się
do jasności panującej w pokoju. Rozejrzałem się po pomieszczeniu
szukając Hailey, ale wszystko wskazywało na to, że już wstała i udała
się w głąb budynku. Podniosłem się niechętnie z wygodnego łóżka i
zabrałem ubrania, ruszając do łazienki. Po kilkunastu minutach zszedłem
na dół, pozostawiając na głowie typowy poranny bałagan. Ruszyłem w
kierunku odgłosów z kuchni, gdzie zastałem babcie wraz z Hailey
kończącymi szykowanie śniadania. Marry siedziała bawiąc się łyżką w
misce z płatkami.
-Dzień dobry, pięknym paniom -powiedziałem czochrając małą po głowie, na co w odpowiedzi pokazała mi język.
-Panicz jak dziadek -mruknęła babcia po nosem. -Apokalipsę
prześpią, ale wystarczy jedzenie postawić to już są na nogach. I tak w
kółko. Ty lepiej trzy razy się zastanów, w co się pakujesz -powiedziała
do blondynki, która w odpowiedzi uśmiechnęła się spoglądając na mnie.
-Bardzo się cieszę, że tak się dogadujecie -prychnąłem wywracając oczami.
Usiadłem obok małej, aby nie robić sztucznego tłoku. Babcia
ruszyła obudzić moją siostrę z mężem. Dziewczyna usiadła obok mnie
biorąc do rąk kubek z herbatą.
-Wujek -zaczęła Marry przeciągając sylaby. -A czy tobie
ukradli grzebień? Bo jak chcesz to mogę Ci pożyczyć moją szczotkę
-powiedziała, na co Hailey parsknęła śmiechem niemal niewypluwając
herbaty.
-Dzięki młoda. Poradzę sobie -powiedziałem mrugając do
niej, Po czym odwróciłem się do blondynki. -Co powiesz na spacer po
śniadaniu?
Hailey
Od Scotta cd Hailey
poprzednienastępne
Westchnąłem jedynie i otworzyłem drzwi, przepuszczając ją przodem.
-Racja, na brak zainteresowania z twojej strony, nie mogę narzekać -przyznałem, kiedy mnie mijała.
Ruszyliśmy po schodach na górę, mijając po drodze Rona, męża mojej siostry z zasypiającą młodą na rękach. Za prowadziłem ją do wcześniej wskazanej przez babcię sypialni. Podobnie w jak całym domu panowały tu szary i biały. W pokoju były drzwi prowadzące do łazienki. Dziewczyna udała się ogarnąć trochę po długim dniu, a ja w tym czasie zszedłem na dół zobaczyć czy nie potrzeba rąk do pomocy. Przy drzwiach wejściowych widziałem ciotki żywo gestykulując i zawzięcie dyskutujące o czymś. W kuchni zastałem siedzącą przy stole babcię, pogrążoną w swoich myślach popijającą herbatę. Uruchomiona zmywarka świadczyła o skończonych porządkach, jedynie Rose kręciła się po jadalni. Opadłem na krzesło naprzeciwko starszej kobiety.
-A ciotką co znowu się nie spodobało? -zapytałem opierając rękę o oparcie drugiego krzesła.
-Nie podobało im się, że Chackie nocuję w domu, więc powiedziałam, że skoro są takie mądre to niech idą spać do budy. Jutro z rana idą na mszę, aby wymodlić sobie opinię o mojej nie poczytalniści -odparła lekko znudzonym głosem, na co pokręciłem głową uśmiechając się.
Siedzieliśmy rozmawiając o głupotach, komentując zachowanie niektórych członków rodziny. W pewnym momencie zamilkła i przyglądała mi się przez chwilę.
-Dobrze, że rozstaliście się z tą starą krową... -Zaczęła ponownie, na co jęknąłem chowając twarz w rękach. -A co nie mam racji nazywając ją tak? No masz rację, suka brzmi lepiej. A ta Hailey wydaje się być świetną dziewczyną, więc jeśli ją skrzywdzisz powieszę cię za jaja na maszcie od flagi. Zrozumiałeś?
-Zrozumiane i zapamiętane -powiedziałem i odwróciłem się, widząc dziewczynę w progu. -Lecę się ogarnąć. Dobranoc -powiedziałem do kobiety i wyszedłem na korytarz łapiąc dziewczynę ze rękę i idąc do pokoju.
No miejscu zabrałem rzeczy i wziąłem szybki prysznic. Położyłem się na łóżku, obok dziewczyny przyciągając ją do siebie.
-Powiesz mi w końcu, o co chodzi z tą nienawiścią do Sofii?-Zapytała szczypiąc mnie w bok.
Westchnąłem całując ją w skroń. Chyba powinna wiedzieć.
-Moja babcia zna ją od dzieciaka. Wcześniej z tego co wiem, nawet ją lubiła, ale rok temu trochę się pozmieniało. Zawsze była w charakterze znajomej, a ostatnim razem jako mojej dziewczyny. Nie wiem, czym już wtedy jej podpadła, ale była bardzo niezadowolona, że się spotykamy.
-Dlaczego nie jesteście już razem? -Zapytała cicho po krótkiej chwili.
-Są dwie wersje. Oficjalnie, czyli również dla niej. Nasze problemy przekładały się na pracę całego zespołu, więc dla dobra ogółu rozeszliśmy się. Nieoficjalnie dowiedziałem się, że pojednej mocniejszej imprezie znalazła się w łóżku Stevena. Nie ma żadnych wiarygodnych dowód, poza tym co gadali chłopaki. Nie wiem, może to jakoś dotarło do babci i dlatego tak jej nie znosi. Jednakże -powiedziałem podciągając jej głowę za brodę, tak aby spojrzała mi w oczy. -W tej chwili liczysz się dla mnie tylko i wyłącznie ty. Sofii jest tylko przyjaciółką i tak zostanie. Przyrzekam, na wszystko co jest mi drogie.
Hailey
Westchnąłem jedynie i otworzyłem drzwi, przepuszczając ją przodem.
-Racja, na brak zainteresowania z twojej strony, nie mogę narzekać -przyznałem, kiedy mnie mijała.
Ruszyliśmy po schodach na górę, mijając po drodze Rona, męża mojej siostry z zasypiającą młodą na rękach. Za prowadziłem ją do wcześniej wskazanej przez babcię sypialni. Podobnie w jak całym domu panowały tu szary i biały. W pokoju były drzwi prowadzące do łazienki. Dziewczyna udała się ogarnąć trochę po długim dniu, a ja w tym czasie zszedłem na dół zobaczyć czy nie potrzeba rąk do pomocy. Przy drzwiach wejściowych widziałem ciotki żywo gestykulując i zawzięcie dyskutujące o czymś. W kuchni zastałem siedzącą przy stole babcię, pogrążoną w swoich myślach popijającą herbatę. Uruchomiona zmywarka świadczyła o skończonych porządkach, jedynie Rose kręciła się po jadalni. Opadłem na krzesło naprzeciwko starszej kobiety.
-A ciotką co znowu się nie spodobało? -zapytałem opierając rękę o oparcie drugiego krzesła.
-Nie podobało im się, że Chackie nocuję w domu, więc powiedziałam, że skoro są takie mądre to niech idą spać do budy. Jutro z rana idą na mszę, aby wymodlić sobie opinię o mojej nie poczytalniści -odparła lekko znudzonym głosem, na co pokręciłem głową uśmiechając się.
Siedzieliśmy rozmawiając o głupotach, komentując zachowanie niektórych członków rodziny. W pewnym momencie zamilkła i przyglądała mi się przez chwilę.
-Dobrze, że rozstaliście się z tą starą krową... -Zaczęła ponownie, na co jęknąłem chowając twarz w rękach. -A co nie mam racji nazywając ją tak? No masz rację, suka brzmi lepiej. A ta Hailey wydaje się być świetną dziewczyną, więc jeśli ją skrzywdzisz powieszę cię za jaja na maszcie od flagi. Zrozumiałeś?
-Zrozumiane i zapamiętane -powiedziałem i odwróciłem się, widząc dziewczynę w progu. -Lecę się ogarnąć. Dobranoc -powiedziałem do kobiety i wyszedłem na korytarz łapiąc dziewczynę ze rękę i idąc do pokoju.
No miejscu zabrałem rzeczy i wziąłem szybki prysznic. Położyłem się na łóżku, obok dziewczyny przyciągając ją do siebie.
-Powiesz mi w końcu, o co chodzi z tą nienawiścią do Sofii?-Zapytała szczypiąc mnie w bok.
Westchnąłem całując ją w skroń. Chyba powinna wiedzieć.
-Moja babcia zna ją od dzieciaka. Wcześniej z tego co wiem, nawet ją lubiła, ale rok temu trochę się pozmieniało. Zawsze była w charakterze znajomej, a ostatnim razem jako mojej dziewczyny. Nie wiem, czym już wtedy jej podpadła, ale była bardzo niezadowolona, że się spotykamy.
-Dlaczego nie jesteście już razem? -Zapytała cicho po krótkiej chwili.
-Są dwie wersje. Oficjalnie, czyli również dla niej. Nasze problemy przekładały się na pracę całego zespołu, więc dla dobra ogółu rozeszliśmy się. Nieoficjalnie dowiedziałem się, że pojednej mocniejszej imprezie znalazła się w łóżku Stevena. Nie ma żadnych wiarygodnych dowód, poza tym co gadali chłopaki. Nie wiem, może to jakoś dotarło do babci i dlatego tak jej nie znosi. Jednakże -powiedziałem podciągając jej głowę za brodę, tak aby spojrzała mi w oczy. -W tej chwili liczysz się dla mnie tylko i wyłącznie ty. Sofii jest tylko przyjaciółką i tak zostanie. Przyrzekam, na wszystko co jest mi drogie.
Hailey
Od Scotta cd Hailey
poprzednienastępne

Siedziałem spokojnie na kanapie czekając, aż Hailey skończy
się szykować. W tym czasie sprawdziłem maila i poczytałem wiadomości ze
świata. Siedziałem już lekko znudzony wygrywając rytm o oparcie kanapy i
nucąc pod nosem, kiedy usłyszałem że otwiera drzwi od łazienki.
Obejrzałem się w tamtą stronę, mając rzucić jakiś komentarz o czekaniu
na kobiety, jednak wszystko uleciało, kiedy zobaczyłem jej strój. Mogłem
zobaczyć jej ciało w prawie całej okazałości. Oj było na co popatrzeć.

Podniosłem się z kanapy i podszedłem do niej, kładąc ręce na jej talii.
-A co to za prowokacja? -Mruknąłem przyciągając ją do siebie.
-Po prostu zapomniałam sukienki -powiedziała, rumieniąc się lekko.
-Aż szkoda, że się śpieszymy.
Uśmiechnąłem się jedynie widząc jej zakłopotanie i pocałowałem ją w czoło. Dziewczyna poszła skończyć się szykować. W końcu wyszła w pełni gotowa z torbą w ręce. Okręciła się wokół własnej osi i spojrzała na mnie.
-Może być? -Zapytała lekko poddenerwowana.
-Wyglądasz cudownie, skarbie -powiedziałem podchodząc do niej i całując ją. -Rodzince opadnie szczęka -dodałem biorąc od niej torbę.
Ubraliśmy kurtki i wyszliśmy z mieszkania. Poczekałem aż zamknie mieszkanie i schodząc złapałem ją za rękę prowadząc do samochodu. Otworzyłem jej drzwi czekając aż się wygodnie rozsiądzie, po czym włożyłem torbę do bagażnika.
-A co to za prowokacja? -Mruknąłem przyciągając ją do siebie.
-Po prostu zapomniałam sukienki -powiedziała, rumieniąc się lekko.
-Aż szkoda, że się śpieszymy.
Uśmiechnąłem się jedynie widząc jej zakłopotanie i pocałowałem ją w czoło. Dziewczyna poszła skończyć się szykować. W końcu wyszła w pełni gotowa z torbą w ręce. Okręciła się wokół własnej osi i spojrzała na mnie.
-Może być? -Zapytała lekko poddenerwowana.
-Wyglądasz cudownie, skarbie -powiedziałem podchodząc do niej i całując ją. -Rodzince opadnie szczęka -dodałem biorąc od niej torbę.
Ubraliśmy kurtki i wyszliśmy z mieszkania. Poczekałem aż zamknie mieszkanie i schodząc złapałem ją za rękę prowadząc do samochodu. Otworzyłem jej drzwi czekając aż się wygodnie rozsiądzie, po czym włożyłem torbę do bagażnika.
Podróż minęła nam spokojnie bez większych przygód, na
rozmowie, a czasem wspólnym wyzywaniu fatalnych kierowców. W końcu po
dwugodzinnej jeździe skręciłem w bramę podjeżdżając pod dom, zerkając w
stronę dziewczyny. Przed nami pojawił się stary budynek, przed którym
stało zaparkowanych kilka samochodów.
Zaparkowałem obok samochodu siostry i wyłączyłem silnik.
Wysiadłem z samochodu i otworzyłem drzwi poddenerwowanej dziewczynie.
Pomogłem jej wysiąść, zamknąłem drzwi i ruszyłem łapiąc ją za rękę do
domu. Po torby wrócę później. Weszliśmy na werandę, gdzie zostaliśmy
wesoło powitani przez starego golden retrivera babci, imieniem Chackie.
Przed drzwiami odwróciłem się do niej przodem uśmiechając pokrzepiająco,
widząc jak nerwowo poprawia sukienkę. Otworzyłem drzwi wprowadzając są
do środka, gdzie było słychać dźwięk rozmów. Ściągaliśmy kurtki, kiedy
rozległ się pisk i zostałem zaatakowany przez moją trzyletnią
siostrzenicę. Wpadła mi w ramiona łapiąc za szyję.
-Wujek -powiedziała radośnie dusząc mnie, lecz jej entuzjazm osłabł, gdy dostrzegła Hailey. -A to kto? -Zapytała chowając twarz we włosy.
-Marry, ale co ja ci mówiłem. Dziki to gdzie są? W lesie. Może jak się jej zapytasz to ci powie -powiedziałem do małej, jednocześnie mrugając do Hailey.
Mała zeszła na podłogę i stanęła na przeciwko dziewczyny wyciągając do niej rękę.
-Jestem Marry -powiedziała, patrząc na nią trochę spod byka.
-Cześć miło mi cię poznać. Ja jestem Hailey -powiedziała kucając, aby znaleźć się na jednym poziomie z młodą.
-Merry, a gdzie ty tu chodzisz -rozległ się głos mojej babci, a po chwili ukazała się nam wychodząc za zakrętu. -No jak przestępcy. Świat się kończy. Scottie pierwszy raz nie spóźniony -powiedziała podchodząc do mnie, a ja ucałowałem ją w policzek. -Twoi rodzice jeszcze nie przybyli, ale twoje ciotki już zostały poinformowane, że ten dom po mojej śmierci będzie przekazany na dom dziecka, albo na ekskluzywny burdel. Jeszcze nie zdecydowałam co lepsze -powiedziała wywołując nas śmiech, po czym odwróciła się do dziewczyny. -A ty pewnie jesteś Hailey -powiedziała uśmiechając się do niej serdecznie. -Bardzo ładana dziewczyna, o wiele ładniejsza od tej szkapy Sofii. Ale co tak w progu stoicie? Wchodźcie.
-Wujek -powiedziała radośnie dusząc mnie, lecz jej entuzjazm osłabł, gdy dostrzegła Hailey. -A to kto? -Zapytała chowając twarz we włosy.
-Marry, ale co ja ci mówiłem. Dziki to gdzie są? W lesie. Może jak się jej zapytasz to ci powie -powiedziałem do małej, jednocześnie mrugając do Hailey.
Mała zeszła na podłogę i stanęła na przeciwko dziewczyny wyciągając do niej rękę.
-Jestem Marry -powiedziała, patrząc na nią trochę spod byka.
-Cześć miło mi cię poznać. Ja jestem Hailey -powiedziała kucając, aby znaleźć się na jednym poziomie z młodą.
-Merry, a gdzie ty tu chodzisz -rozległ się głos mojej babci, a po chwili ukazała się nam wychodząc za zakrętu. -No jak przestępcy. Świat się kończy. Scottie pierwszy raz nie spóźniony -powiedziała podchodząc do mnie, a ja ucałowałem ją w policzek. -Twoi rodzice jeszcze nie przybyli, ale twoje ciotki już zostały poinformowane, że ten dom po mojej śmierci będzie przekazany na dom dziecka, albo na ekskluzywny burdel. Jeszcze nie zdecydowałam co lepsze -powiedziała wywołując nas śmiech, po czym odwróciła się do dziewczyny. -A ty pewnie jesteś Hailey -powiedziała uśmiechając się do niej serdecznie. -Bardzo ładana dziewczyna, o wiele ładniejsza od tej szkapy Sofii. Ale co tak w progu stoicie? Wchodźcie.
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
<poprzednie><następne>
Oparłem głowę o jej uśmiechając się.
-No właśnie. Stąd wiem, że ta część rodziny, która mnie obchodzi, na sto procent cię polubi -powiedziałem pewnie.- Zdanie reszty mnie nie obchodzi.
-Wiesz, czy dużo osób będzie? -Zapytała skubiąc moją koszulkę.
-Pewnie jak co roku, połowa rodziny się zjedzie, aby zobaczyć czy mają już kupować stroje żałobne, czy jeszcze się wstrzymać. Siostry mojego ojca, pamiętają tylko tą jedną datę i nagle odzywa się w nich wielka troska o babcię. No a potem wiadomo, przechodzi to na młodsze pokolenie i zaraz idzie w świat.
-To okropne, żeby rodzina tak traktowała jej członka -powiedziała. -Przez to jeszcze bardziej boję się ich poznać.
-Zobaczysz, że nie będzie źle -powiedziałem całując ją w skroń, po czym stłumiłem potężne ziewnięcie i zerknąłem na zegarek. -Dobra kochanie, czas iść spać.
-Ale mi się nie chce stąd wstawać -jęknęła wczepiając się w mój tors jeszcze bardziej.
Pokręciłem jedynie głową z uśmiechem, chwytając ją pewniej, po czym podniosłem się z kanapy z dziewczyną na rękach. Hailey w pierwszej chwili pisnęła zaskoczona, ale po chwili splotła ręce na moim karku. Ruszyłem z nią do sypialni, gdzie odłożyłem ją na łóżko. Wyjąłem z szafy jedną z moich koszulek i podałem ją jej. Parę minut później leżeliśmy w łóżku powoli zasypiając. Przyciągnąłem ją do swojego boku, kładąc rękę na jej talii, a ona położyła głowę na moim ramieniu.
-No właśnie. Stąd wiem, że ta część rodziny, która mnie obchodzi, na sto procent cię polubi -powiedziałem pewnie.- Zdanie reszty mnie nie obchodzi.
-Wiesz, czy dużo osób będzie? -Zapytała skubiąc moją koszulkę.
-Pewnie jak co roku, połowa rodziny się zjedzie, aby zobaczyć czy mają już kupować stroje żałobne, czy jeszcze się wstrzymać. Siostry mojego ojca, pamiętają tylko tą jedną datę i nagle odzywa się w nich wielka troska o babcię. No a potem wiadomo, przechodzi to na młodsze pokolenie i zaraz idzie w świat.
-To okropne, żeby rodzina tak traktowała jej członka -powiedziała. -Przez to jeszcze bardziej boję się ich poznać.
-Zobaczysz, że nie będzie źle -powiedziałem całując ją w skroń, po czym stłumiłem potężne ziewnięcie i zerknąłem na zegarek. -Dobra kochanie, czas iść spać.
-Ale mi się nie chce stąd wstawać -jęknęła wczepiając się w mój tors jeszcze bardziej.
Pokręciłem jedynie głową z uśmiechem, chwytając ją pewniej, po czym podniosłem się z kanapy z dziewczyną na rękach. Hailey w pierwszej chwili pisnęła zaskoczona, ale po chwili splotła ręce na moim karku. Ruszyłem z nią do sypialni, gdzie odłożyłem ją na łóżko. Wyjąłem z szafy jedną z moich koszulek i podałem ją jej. Parę minut później leżeliśmy w łóżku powoli zasypiając. Przyciągnąłem ją do swojego boku, kładąc rękę na jej talii, a ona położyła głowę na moim ramieniu.
Rano obudziłem się pierwszy. Uśmiechnąłem się na widok
leżącej obok mnie dziewczyny. Wyglądała tak niewinnie i uroczo.
Podniosłem się ostrożnie, aby jej nie obudzić. Ubrałem dres i wyszedłem
na szybki spacer z czworonogami, po drodze zahaczając o sklep. Po
powrocie wyprasowałem sobie koszulę na dziś i przygotowałem śniadanie.
Gdy wszystko było gotowe wróciłem do sypialni, aby obudzić Hailey.
Usiadłem na łóżku.
-Kochanie, wiem, że cudownie ci się śpi, ale niestety musisz już wstawać -powiedziałem, głaszcząc ją po plecach.
Hailey?
-Kochanie, wiem, że cudownie ci się śpi, ale niestety musisz już wstawać -powiedziałem, głaszcząc ją po plecach.
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
<poprzednie><następne>
Uśmiechnąłem się pogłębiając pocałunek i przyciągając ją bliżej mnie, o ile to było jeszcze możliwe.
- Ale mi się trafiło -powiedziałem, kiedy oderwaliśmy się do siebie, wsuwając jej załąkany kosmyk za ucho. -Piękna, inteligentna, dowcipna i na dokładkę jeszcze tak świetnie całująca...
-No widzisz, więc musisz uważać, aby ktoś nie sprzątnął mi ci sprzed nosa -zaśmiała się, przenosząc się z kanapy na moje kolana.
-Zdecydowanie- powiedziałem oplatając ją w talii i ponownie całując.
Hailey wplotła jedną rękę w moje włosy. Uwielbiam kiedy to robi. Nasze pocałunki z minuty na minutę przechodził ze spokojnych i delikatnych w bardziej śmiałe oraz pełne namiętności. Jedną ręką krążyłem po jej plecach, drugą zaś trzymałem ją w talii, aby mi się nie zsunęła.
-O tej porze już cię nigdzie nie puszczę. Jutro około dwunastej musimy wyjechać -powiedziałem między pocałunkami.
-Co tak wcześnie? -Zapytała splatając ręce na moim karku.
-Mamy tam być na czternstą, stąd są to około dwie godziny jazdy. Więc pewnie od razu tam przenocujemy -powiedziałem zmieniając obiekt zainteresowania z ust na szyję. -Chyba, że będziesz chciała zostać tam dłużej.
-Aż tak się stęskniłeś? -Zapytała ze śmiechem, kiedy składałem pocałunki na jej szyi, jednak podniosła głowę.
- No, a nie? Przez cały tydzień parę godzin to za mało -mruknąłem kontynuując czynność
Hailey?
Uśmiechnąłem się pogłębiając pocałunek i przyciągając ją bliżej mnie, o ile to było jeszcze możliwe.
- Ale mi się trafiło -powiedziałem, kiedy oderwaliśmy się do siebie, wsuwając jej załąkany kosmyk za ucho. -Piękna, inteligentna, dowcipna i na dokładkę jeszcze tak świetnie całująca...
-No widzisz, więc musisz uważać, aby ktoś nie sprzątnął mi ci sprzed nosa -zaśmiała się, przenosząc się z kanapy na moje kolana.
-Zdecydowanie- powiedziałem oplatając ją w talii i ponownie całując.
Hailey wplotła jedną rękę w moje włosy. Uwielbiam kiedy to robi. Nasze pocałunki z minuty na minutę przechodził ze spokojnych i delikatnych w bardziej śmiałe oraz pełne namiętności. Jedną ręką krążyłem po jej plecach, drugą zaś trzymałem ją w talii, aby mi się nie zsunęła.
-O tej porze już cię nigdzie nie puszczę. Jutro około dwunastej musimy wyjechać -powiedziałem między pocałunkami.
-Co tak wcześnie? -Zapytała splatając ręce na moim karku.
-Mamy tam być na czternstą, stąd są to około dwie godziny jazdy. Więc pewnie od razu tam przenocujemy -powiedziałem zmieniając obiekt zainteresowania z ust na szyję. -Chyba, że będziesz chciała zostać tam dłużej.
-Aż tak się stęskniłeś? -Zapytała ze śmiechem, kiedy składałem pocałunki na jej szyi, jednak podniosła głowę.
- No, a nie? Przez cały tydzień parę godzin to za mało -mruknąłem kontynuując czynność
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
<poprzednie:nastpne
Odprowadziłem dziewczynę wzrokiem, a gdy tylko wyszła z pomieszczenia Sofii znalazła się przy mnie z niezadowoloną miną. Stanęła nade mną jak kat nad dobrą duszą i założyła ręce na piersi. Spojrzałem na nią tłumiąc śmiech widząc jej poważną minę.
-Co Hailey tu robi? Chyba ustalaliśmy, że nie ma spotkań towarzyskich, kiedy pracujemy. Jej obecność odciągnie cię od... -gadała, ale postanowiłem jej przerwać puki to było możliwe.
-Przez ostatnie kilka dni nie miałem czasu się z nią spotkać, a na dziś skończyliśmy. Jeszcze trochę, a będziemy mieli siebie dość na długie lata. I tak już nic nie wymyślimy, więc koniec na dziś do zobaczenia w środę. Zarządzam koniec prób -powiedziałem lekko znudzonym głosem, przy ucieszonych minach Matta i Flynna.
Dziewczyna prychnęła jedynie i wyszła z pokoju. Flynn podniósł się, aby iść za nią pokazując mi kciuki do góry, z wielkim zacieszem na twarzy. Pokręciłem jedynie głową i poszedłem do kuchni sprawdzić, co tak długo zatrzymało Hailey. Wszedłem do pomieszczenia, gdzie zastałem dziewczynę i przymilającego się do niej chłopaka. No tak, Steve jak zawsze postanowił ,,zając" się moim gościem. Stanąłem obok dziewczyny kładąc jedną rękę na jej talii i wymuszając uśmiech w jego kierunku. Nie mam za grosz zaufania do niego.
-Już się zacząłem zastanawiać, czy cię ktoś nie porwał -powiedziałem do dziewczyny tym razem ze szczerym uśmiechem. -Próba skończona -powiedziałem do chłopaka.
-Przekonałeś Soffi do tego? Gratuluję -powiedział wbijając we mnie wzrok.
Hailey obserwowała naszą małą "bitwę" dusząc śmiech, popijając sok. Z boku faktycznie musiało wyglądać to dość komicznie. Chłopak wyszedł zawołany przez Matta. Dziewczyna stanęła naprzeciwko mnie uśmiechając się i kręcąc głową.
-Jak z dziećmi. Nie wiedziałam, że jesteś aż takim zazdrośnikiem -zaśmiała się.
-Jeśli chodzi o tego gościa, to bardzo dużym -powiedziałem biorąc szklankę z blatu i upijając łyk soku. -Mam do ciebie pełne zaufanie, ale jemu nie ufam jak tylko się da -powiedziałem całując ją w czoło.
-Te gołąbeczki -powiedział Flynn wsadzając głowę do kuchni.- My się zbieramy. Matt musi się pouczyć, Steven idzie na łowy, a ja zabieram Królową Lodu na odstresowanie się po twoim sprzeciwie. Cześć.
-Cześć-odpowiedzieliśmy zgodnie.
Po chwili zapanowała absolutna cisza. Pierwszy raz od kilku dni. Złożyłem ręce dziękując niebiosom dziękując za to, przy akompaniamencie śmiechu dziewczyny.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo są męczący -powiedziałem podchodząc do niej i obejmując ją w talii, na co odpowiedziała kładąc dłonie na mój kark. -Stęskniłem się za tobą -powiedziałem łącząc moje usta z jej w pocałunku. -Przejdziemy się jeszcze tylko z psami na spacer, a potem zrobimy to na co tylko masz ochotę.
Hailey?
Odprowadziłem dziewczynę wzrokiem, a gdy tylko wyszła z pomieszczenia Sofii znalazła się przy mnie z niezadowoloną miną. Stanęła nade mną jak kat nad dobrą duszą i założyła ręce na piersi. Spojrzałem na nią tłumiąc śmiech widząc jej poważną minę.
-Co Hailey tu robi? Chyba ustalaliśmy, że nie ma spotkań towarzyskich, kiedy pracujemy. Jej obecność odciągnie cię od... -gadała, ale postanowiłem jej przerwać puki to było możliwe.
-Przez ostatnie kilka dni nie miałem czasu się z nią spotkać, a na dziś skończyliśmy. Jeszcze trochę, a będziemy mieli siebie dość na długie lata. I tak już nic nie wymyślimy, więc koniec na dziś do zobaczenia w środę. Zarządzam koniec prób -powiedziałem lekko znudzonym głosem, przy ucieszonych minach Matta i Flynna.
Dziewczyna prychnęła jedynie i wyszła z pokoju. Flynn podniósł się, aby iść za nią pokazując mi kciuki do góry, z wielkim zacieszem na twarzy. Pokręciłem jedynie głową i poszedłem do kuchni sprawdzić, co tak długo zatrzymało Hailey. Wszedłem do pomieszczenia, gdzie zastałem dziewczynę i przymilającego się do niej chłopaka. No tak, Steve jak zawsze postanowił ,,zając" się moim gościem. Stanąłem obok dziewczyny kładąc jedną rękę na jej talii i wymuszając uśmiech w jego kierunku. Nie mam za grosz zaufania do niego.
-Już się zacząłem zastanawiać, czy cię ktoś nie porwał -powiedziałem do dziewczyny tym razem ze szczerym uśmiechem. -Próba skończona -powiedziałem do chłopaka.
-Przekonałeś Soffi do tego? Gratuluję -powiedział wbijając we mnie wzrok.
Hailey obserwowała naszą małą "bitwę" dusząc śmiech, popijając sok. Z boku faktycznie musiało wyglądać to dość komicznie. Chłopak wyszedł zawołany przez Matta. Dziewczyna stanęła naprzeciwko mnie uśmiechając się i kręcąc głową.
-Jak z dziećmi. Nie wiedziałam, że jesteś aż takim zazdrośnikiem -zaśmiała się.
-Jeśli chodzi o tego gościa, to bardzo dużym -powiedziałem biorąc szklankę z blatu i upijając łyk soku. -Mam do ciebie pełne zaufanie, ale jemu nie ufam jak tylko się da -powiedziałem całując ją w czoło.
-Te gołąbeczki -powiedział Flynn wsadzając głowę do kuchni.- My się zbieramy. Matt musi się pouczyć, Steven idzie na łowy, a ja zabieram Królową Lodu na odstresowanie się po twoim sprzeciwie. Cześć.
-Cześć-odpowiedzieliśmy zgodnie.
Po chwili zapanowała absolutna cisza. Pierwszy raz od kilku dni. Złożyłem ręce dziękując niebiosom dziękując za to, przy akompaniamencie śmiechu dziewczyny.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo są męczący -powiedziałem podchodząc do niej i obejmując ją w talii, na co odpowiedziała kładąc dłonie na mój kark. -Stęskniłem się za tobą -powiedziałem łącząc moje usta z jej w pocałunku. -Przejdziemy się jeszcze tylko z psami na spacer, a potem zrobimy to na co tylko masz ochotę.
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
<poprzednie><następne>
Stanąłem za nią obejmując ją i całując w szyję.
-Dlaczego mnie nie obudziłaś -powiedziałem opierając brodę na jej ramieniu. -Pomógł bym ci, a nie na prawie gotowe.
Dziewczyna przewróciła naleśnika i odwróciła się do mnie przodem.
-Ty zadbałeś o kolację, a ja o śniadanie. Podział obowiązków -powiedziała brudząc mój nos mąką.
-No chyba, że tak. W takim razie ja sprzątam -powiedziałem całując ją w czoło. -Ale muszę przyznać, że od samego zapachu cieknie mi ślinka.
Usiedliśmy przy małym stoliku zajmując się jedzeniem. Spożywaliśmy posiłek rozmawiając na wszelkie tematy jakie przyszły nam do głowy. Po skończonym śniadaniu wedle obietnicy sprzątnąłem naczynia do zmywarki. Wróciłem do Hailey siedzącej na kanapie, przeglądającej jakąś gazetę. Usiadłem obok niej, a ona oparła głowę o moje ramię. Mógłbym tak siedzieć w jej obecności całą wieczność, jednakże dźwięk wiadomości skutecznie sprowadził mnie na ziemię. Westchnąłem jedynie wyciągając komórkę i sprawdzając wiadomość.
-Niestety muszę już wracać.
-Ale dlaczego -Jęknęła niezadowolona robiąc naburmuszoną minę.
-Sofii stwierdziła, że nam nie odpuści i bierzemy się ostro za robotę. Jeśli będzie wyglądać równie produktywnie co wczoraj, to będzie tragedia. Jednak fakt faktem, że terminy gonią -odparłem podnosząc się niechętnie.
Pożegnałem się z dziewczyną, całując ją oraz życząc jej miłego dnia i ruszyłem do mieszkania, gdzie urządziliśmy sobie pracownię. Przez kilka kolejnych dni wzięliśmy się ostro za robotę pracując nad tekstem i melodią od wczesnych godzin porannych do ciemnej nocy. Od czasu do czasu udało mi się przekonać ich na dłuższą przerwę, podczas której spotykałem się z dziewczyną podczas jej przerwy w sesji. Wieczorami padałem na łóżko tak jak stałem, mając siłę jedynie napisać do niej wiadomość, życząc dobrych snów i wielokrotnie przepraszając ją za to, że nie mam dla niej czasu. W końcu w piątek po południu zupełnie się wypaliliśmy mając dwie piosenki prawie gotowe i jedną, na której się zacieliśmy. Powoli dochodziliśmy do wniosku, że czas zrobić sobie dłuższą przerwę i dokończyć to po weekendzie, podczas którego mają odbyć się urodziny babci.
-Brzmi to gorzej od melodii żałobnej na pogrzebie nienastrojonych świerszczy -stwierdził Matt na temat ostatnio zagranej przez nas melodii, leżąc na podłodze z gitarą.
Rozległ się dzwonek do drzwi, które poszła otworzyć Sofii. Usłyszałem jak z kimś rozmawia przy radosnym rozgardiaszu psów.
-A oto nasza klatka z cyrkowymi małpami -powiedziała, na co podniosłem głowę z klawiszy pianina i uśmiechnąłem się na widok znajomej blondynki.
Hailey?
Stanąłem za nią obejmując ją i całując w szyję.
-Dlaczego mnie nie obudziłaś -powiedziałem opierając brodę na jej ramieniu. -Pomógł bym ci, a nie na prawie gotowe.
Dziewczyna przewróciła naleśnika i odwróciła się do mnie przodem.
-Ty zadbałeś o kolację, a ja o śniadanie. Podział obowiązków -powiedziała brudząc mój nos mąką.
-No chyba, że tak. W takim razie ja sprzątam -powiedziałem całując ją w czoło. -Ale muszę przyznać, że od samego zapachu cieknie mi ślinka.
Usiedliśmy przy małym stoliku zajmując się jedzeniem. Spożywaliśmy posiłek rozmawiając na wszelkie tematy jakie przyszły nam do głowy. Po skończonym śniadaniu wedle obietnicy sprzątnąłem naczynia do zmywarki. Wróciłem do Hailey siedzącej na kanapie, przeglądającej jakąś gazetę. Usiadłem obok niej, a ona oparła głowę o moje ramię. Mógłbym tak siedzieć w jej obecności całą wieczność, jednakże dźwięk wiadomości skutecznie sprowadził mnie na ziemię. Westchnąłem jedynie wyciągając komórkę i sprawdzając wiadomość.
-Niestety muszę już wracać.
-Ale dlaczego -Jęknęła niezadowolona robiąc naburmuszoną minę.
-Sofii stwierdziła, że nam nie odpuści i bierzemy się ostro za robotę. Jeśli będzie wyglądać równie produktywnie co wczoraj, to będzie tragedia. Jednak fakt faktem, że terminy gonią -odparłem podnosząc się niechętnie.
Pożegnałem się z dziewczyną, całując ją oraz życząc jej miłego dnia i ruszyłem do mieszkania, gdzie urządziliśmy sobie pracownię. Przez kilka kolejnych dni wzięliśmy się ostro za robotę pracując nad tekstem i melodią od wczesnych godzin porannych do ciemnej nocy. Od czasu do czasu udało mi się przekonać ich na dłuższą przerwę, podczas której spotykałem się z dziewczyną podczas jej przerwy w sesji. Wieczorami padałem na łóżko tak jak stałem, mając siłę jedynie napisać do niej wiadomość, życząc dobrych snów i wielokrotnie przepraszając ją za to, że nie mam dla niej czasu. W końcu w piątek po południu zupełnie się wypaliliśmy mając dwie piosenki prawie gotowe i jedną, na której się zacieliśmy. Powoli dochodziliśmy do wniosku, że czas zrobić sobie dłuższą przerwę i dokończyć to po weekendzie, podczas którego mają odbyć się urodziny babci.
-Brzmi to gorzej od melodii żałobnej na pogrzebie nienastrojonych świerszczy -stwierdził Matt na temat ostatnio zagranej przez nas melodii, leżąc na podłodze z gitarą.
Rozległ się dzwonek do drzwi, które poszła otworzyć Sofii. Usłyszałem jak z kimś rozmawia przy radosnym rozgardiaszu psów.
-A oto nasza klatka z cyrkowymi małpami -powiedziała, na co podniosłem głowę z klawiszy pianina i uśmiechnąłem się na widok znajomej blondynki.
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
<poprzednie><następne>
Pocałowałem ją w skroń, otaczając ją jedną ręką w talii. Mój telefon ponownie zabrzęczał, sygnalizując nową wiadomość. Przeczytałem ją szybko i odpisałem.
-Z kim tak namiętnie piszesz? -Zapytała przekręcając się tak, aby lepiej widzieć moją twarz.
-A co? Zazdrosna. Z kuzynką -powiedziałem odkładając telefon. -W sobotę są dziewięćdziesiąte urodziny mojej prababci i Amy znalazła dla niej prezent. A że się składamy to musi wszystko ze mną konsultować, mimo że wie, że i tak zdaję się na nią -powiedziałem po czym do głowy przyszedł mi pewien pomysł. -Może pojechałabyś ze mną?
Dziewczyna była zaskoczona moim pytaniem. Spojrzała na mnie, wkładając rękę w moje włosy i przeczesując je. Poza nią nikt nie ma prawa ruszać ruszać moich włosów.
-Sama nie wiem -powiedziała przeciągając się lekko. -Nie chciałabym wam przeszkadzać w rodzinnym spotkaniu...
-Oj przestań, będę bardzo szczęśliwy jeśli mi potowarzyszysz w tych męczarniach- powiedziałem robiąc oczy kota ze ,,Shreka" i głaszcząc ją po plecach.
-Aż tak źle- zaśmiała się.
-Gorzej -powiedziałem, zerkając na zegarek. -Dobra, królewno. Jest miło i przyjemnie, chyba czas się położyć.
Dziewczyna jęknęła przeciągle i jedynie wczepiła się we mnie jeszcze mocniej, wywołując mój śmiech. W końcu westchnęła podnosząc się i poszła do łazienki się ogarnąć. Ja przed wyjściem do niej zostałem przez chłopaków zmuszony wpierw wziąć prysznic po ich bitwie na jedzenie, zakończone wywaleniem kilograma mąki. Poszedłem do sypialni, gdzie rozebrałem się, zostając w bokserkach i koszulce. Położyłem się na środku łóżka pokładając jedną rękę pod głowę. Po paru minutach usłyszałem, że Hailey wychodzi z łazienki.
-Ej, a miejsce dla mnie? -Zapytała stojąc przed łóżkiem.
-Gdzieś sobie znajdziesz -zaśmiałem się.
Dziewczyna niewiele się zastanawiając wskoczyła na mnie, lądując okrakiem na moim brzuchu. Stęknąłem jedynie kładąc ręce na jej talię, po czym usiadłem.
- Ładnie to tak atakować? -Powiedziałem całując ją.
Hailey?
Pocałowałem ją w skroń, otaczając ją jedną ręką w talii. Mój telefon ponownie zabrzęczał, sygnalizując nową wiadomość. Przeczytałem ją szybko i odpisałem.
-Z kim tak namiętnie piszesz? -Zapytała przekręcając się tak, aby lepiej widzieć moją twarz.
-A co? Zazdrosna. Z kuzynką -powiedziałem odkładając telefon. -W sobotę są dziewięćdziesiąte urodziny mojej prababci i Amy znalazła dla niej prezent. A że się składamy to musi wszystko ze mną konsultować, mimo że wie, że i tak zdaję się na nią -powiedziałem po czym do głowy przyszedł mi pewien pomysł. -Może pojechałabyś ze mną?
Dziewczyna była zaskoczona moim pytaniem. Spojrzała na mnie, wkładając rękę w moje włosy i przeczesując je. Poza nią nikt nie ma prawa ruszać ruszać moich włosów.
-Sama nie wiem -powiedziała przeciągając się lekko. -Nie chciałabym wam przeszkadzać w rodzinnym spotkaniu...
-Oj przestań, będę bardzo szczęśliwy jeśli mi potowarzyszysz w tych męczarniach- powiedziałem robiąc oczy kota ze ,,Shreka" i głaszcząc ją po plecach.
-Aż tak źle- zaśmiała się.
-Gorzej -powiedziałem, zerkając na zegarek. -Dobra, królewno. Jest miło i przyjemnie, chyba czas się położyć.
Dziewczyna jęknęła przeciągle i jedynie wczepiła się we mnie jeszcze mocniej, wywołując mój śmiech. W końcu westchnęła podnosząc się i poszła do łazienki się ogarnąć. Ja przed wyjściem do niej zostałem przez chłopaków zmuszony wpierw wziąć prysznic po ich bitwie na jedzenie, zakończone wywaleniem kilograma mąki. Poszedłem do sypialni, gdzie rozebrałem się, zostając w bokserkach i koszulce. Położyłem się na środku łóżka pokładając jedną rękę pod głowę. Po paru minutach usłyszałem, że Hailey wychodzi z łazienki.
-Ej, a miejsce dla mnie? -Zapytała stojąc przed łóżkiem.
-Gdzieś sobie znajdziesz -zaśmiałem się.
Dziewczyna niewiele się zastanawiając wskoczyła na mnie, lądując okrakiem na moim brzuchu. Stęknąłem jedynie kładąc ręce na jej talię, po czym usiadłem.
- Ładnie to tak atakować? -Powiedziałem całując ją.
Hailey?
Od Scotta cd Hailey
<poprzednie><następne>
Uśmiechnąłem się do dziewczyny i pomachałem delikatnie papierową torbą w jej stronę.
-Mam nadzieję, że jeszcze nie jadłaś kolacji -powiedziałem, a dziewczyna przepuściłam mnie w drzwiach, aby wszedł do mieszkania.
-Jeszcze nie zdążyłam. Miałam właśnie wstawić wodę na herbatę -odpowiedziała zamykając drzwi.
-No to cudnie -powiedziałem ściągając buty i kurtkę. -Zajmuję twoją kuchnię, a ty nie masz tu nic do gadania, ewentualnie mogę potrzebować twojej pomocy, z serii gdzie co masz.
-No proszę proszę, a od kiedy to możesz się rządzić w moim mieszkaniu? -Zapytała łapiąc się pod boki i przekrzywiając głowę na bok.
-A od dziś, nie czytałaś ogłoszeń? -Zapytałem mijając ją, całując ją w czubek głowy.
Weszliśmy do kuchni, gdzie odstawiłem torbę na blat, po czy zająłem się wypakowywaniem jej zawartości. W tym czasie Hailey wstawiła wodę i wyjęła naczynia, o które ją poprosiłem. W końcu zalała sobie kubek gorącą wodą i rozsiadła się na blacie obserwując moje poczynania.
-I co? Wpadliście dziś na coś? -Zapytała upijając łyk napoju i krzywiąc się lekko, gdy się oparzyła.
-Nie do końca, ale nie jest najgorzej. Wstępny zarys jest, ale po kolejnej próbie wyprowadzenia tego przez chłopaków, Sofii przeszła kolejną próbę panowania nad sobą i skończyliśmy robotę. Ale trochę się zeszło zanim przegoniłem te pasożyty od siebie -powiedziałem wsypując do wcześniej ugotowanej wody makaron.
-Co ty tu wymyśliłeś? -Zapytała patrząc jak kroję warzywa.
-Otóż mam nadzieję, że uda mi się przygotować jedyne danie, którego nauczyła mnie moja babcia. Zapiekanka makaronowa z cukinią i owocami morza. Ogólnie za tym ostatnim nie przepadam, ale w tym są najlepsze. Co prawda żaden ze mnie kucharz, ale uważam, że to ci posmakuje o ile tego nie skopię- zaśmiałem się ustawiając piekarnik.
Hailey?
Uśmiechnąłem się do dziewczyny i pomachałem delikatnie papierową torbą w jej stronę.
-Mam nadzieję, że jeszcze nie jadłaś kolacji -powiedziałem, a dziewczyna przepuściłam mnie w drzwiach, aby wszedł do mieszkania.
-Jeszcze nie zdążyłam. Miałam właśnie wstawić wodę na herbatę -odpowiedziała zamykając drzwi.
-No to cudnie -powiedziałem ściągając buty i kurtkę. -Zajmuję twoją kuchnię, a ty nie masz tu nic do gadania, ewentualnie mogę potrzebować twojej pomocy, z serii gdzie co masz.
-No proszę proszę, a od kiedy to możesz się rządzić w moim mieszkaniu? -Zapytała łapiąc się pod boki i przekrzywiając głowę na bok.
-A od dziś, nie czytałaś ogłoszeń? -Zapytałem mijając ją, całując ją w czubek głowy.
Weszliśmy do kuchni, gdzie odstawiłem torbę na blat, po czy zająłem się wypakowywaniem jej zawartości. W tym czasie Hailey wstawiła wodę i wyjęła naczynia, o które ją poprosiłem. W końcu zalała sobie kubek gorącą wodą i rozsiadła się na blacie obserwując moje poczynania.
-I co? Wpadliście dziś na coś? -Zapytała upijając łyk napoju i krzywiąc się lekko, gdy się oparzyła.
-Nie do końca, ale nie jest najgorzej. Wstępny zarys jest, ale po kolejnej próbie wyprowadzenia tego przez chłopaków, Sofii przeszła kolejną próbę panowania nad sobą i skończyliśmy robotę. Ale trochę się zeszło zanim przegoniłem te pasożyty od siebie -powiedziałem wsypując do wcześniej ugotowanej wody makaron.
-Co ty tu wymyśliłeś? -Zapytała patrząc jak kroję warzywa.
-Otóż mam nadzieję, że uda mi się przygotować jedyne danie, którego nauczyła mnie moja babcia. Zapiekanka makaronowa z cukinią i owocami morza. Ogólnie za tym ostatnim nie przepadam, ale w tym są najlepsze. Co prawda żaden ze mnie kucharz, ale uważam, że to ci posmakuje o ile tego nie skopię- zaśmiałem się ustawiając piekarnik.
Hailey?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
