piątek, 13 kwietnia 2018

Od Issabelli cd Tylera

Wysłałam Tylerowi sms-em to o co pytał, następnie napisałam mu jeszcze nazwę uczelni. Gdy odłożyłam telefon, wróciłam do słuchania nauczyciela.

***

-Nareszcie wolność - jęknęłam. W oddali zobaczyłam chłopaka, który szedł w moją stronę. -Hej Tyler - uśmiechnęłam się do niego.
-No witam Panią - spojrzał na mnie.
-Jestem wykończona - mruknęłam -chciałabym już iść spać -
-W takim razie, wracajmy - odparł

***

Przekręciłam klucz w zamku i weszłam do mieszkania. Chłopak stał przed drzwiami i śledził mnie wzrokiem.
-Nie chcesz wejść na chwilę? - zapytałam
-No skoro nalegasz - uśmiechnął się i wszedł do mieszkania
-Chcesz coś do picia? - zapytałam
-Może być herbata - powiedział rozglądając się po moim domu. Ruszyłam w stronę kuchni, rzucając torbę na kanapę. Po chwili wróciłam do salonu z napojem i podałam go Tylerowi.
-Mam pytanie - powiedziałam po chwili
-Słucham? - odpowiedział pijąc herbatę
-Mógłbyś przejść się na spacer z Zoną? - spojrzałam na chłopaka -Mam dużo nauki i nie mam czasu -


Tyler

Od Nathan'a cd Harper

Był zaskoczony, kiedy dziewczyna na jego towarzystwo przy stoliku zareagowała szybkim wyjściem, jednak nie przęjął się tym zbytnio i usatysfakcjonowany zawołał do kolegów:
- Chłopaki załatwiłem wam miejsce!
Nathan nie musiał długo czekać na przybycie znajomych. Do grupki przyjaciół w międzyczasie dołączyły trzy dziewczyny, które z niezwykłym zapałem usiadły między mięśniakami. Grupce nie śpieszyło się zbytnio z przękąskami, aż w końcu obsługa musiała ich kulturalnie wyprosić informując o zamknięciu lokalu. Kiedy wyszli, nikt nie miał zamiaru zbierać się do domu i zapewne martwiących brakiem kontaktu rodziców. Nate obserwując tył rudawej dziewczyny uśmiechnął się do kolegi obok
-O ile zakład, że zabiorę ją na chate?- mruknął w jego stronę
-Dzisiaj?- zapytał zaskoczony blonydn- Nie żebym w ciebie wątpił, ale nie sądzę, żeby po pierwszym i to grupowym spotkaniu by...
-Szykuj kase- Nate nie dał mu skończyć i klepiąc kumpla po ramieniu podbiegł do dziewczyny obejmując ją ramieniem na co zaśmiała się zadwolona
Brunet obudził się w swoim pokoju, a zastając obok siebie półnagą rudą piękność uśmiechnął się do siebie i nałożył bokserki. Buszując w kuchni musiał zbudzić rodzicielkę, która zainteresowana odgłosami z kuchni przyszła zobaczyć co się dzieje.
-Dzień dobry Nathan- powiedziała spokojnym głosem- Nie widzieliśmy się wczoraj, chyba późno wróciłeś
-Możliwe- wzruszył barkami mrucząc pod nosem
W tym momencie po schodach zeszła nieśmiałym krokiem towarzyszka Nate'a z poprzedniej nocy. Widząc ją, Stella Hall zmieszała się nieco i z zakłopotaną miną wróciła do swojej sypialni.
Kiedy dzwonek wzywający na lekcje zapędził uczniów do klas, Nate dostrzegł w jednej z ławek siedzącą tą przykuwającą wzrok dziewczynę ze śliwą na czole. Zdziwiło go to, że nie próbowała nawet jej zakryć masą kosmetyków, jak zrobiłaby to cała populacja dziewczyn ze szkoły. Z beszczelnym uśmiechem Nathan podszedł do ławki i kładąc plecak na stoliku usiadł na krześle obok. Widząc zaskoczoną minę dziewczyny, zauważył na jej policzku niedużego siniaka
-Wydaje mi się, że oberwałaś tylko w czoło słoneczko- mrugnąłem ze śmiechem- Chłopak cię bije, czy co?
Harper?

czwartek, 12 kwietnia 2018

Od Hailey cd Scotta

Westchnąwszy zarzuciłam ręce na szyje chłopaka, usadawiając się bardziej na jego kolanach.
-W takim razie możesz mnie tam zanieść – powiedziałam, wtulając się w niego i delikatnie ziewając.
Scott wywróciwszy oczami, podniósł się z kanapy i wzmacniając swój chwyt, zaniósł mnie do sypialni. Kiedy znalazłam się na miękkim materacu odetchnęłam z ulgą. Już po chwili znalazłam się pod kołdrą i ułożyłam się na miękkiej poduszce, która szybko przestała pełnić swoją funkcję, gdyż zastąpił ją Scott, kładący się obok mnie. Miło było wreszcie mieć go przy sobie, zdecydowanie się za tym stęskniłam.
-Dobranoc, kochanie – powiedziałam, podnosząc delikatnie głowę i całując go w szczękę, bo tylko na tyle pozwalała mi przyjęta przeze mnie pozycja.
-Śpij dobrze, Hailey – odparł, składając pocałunek na mojej skroni.

**

Rano obudziłam się przed chłopakiem. Nie miałam zamiaru jednak wstawać wcześniej, tym bardziej, że zegarek wskazywał dopiero siódmą. Wtuliłam się więc jeszcze bardziej w chłopaka i zamknęłam oczy z nadzieją, iż uda mi się zasnąć. Faktycznie, obudziłam się około dziesiątej. Scott wciąż spał. Wyglądał tak bezbronnie i uroczo, podczas snu, a jego włosy były w nieładzie. Pogładziłam chłopaka po policzku i całując go delikatnie w czoło, wygramoliłam się z łóżka. Nie miałam chęci na wymagające śniadanie, dlatego postanowiłam zadowolić się jedynie płatkami z mlekiem. Cóż, Scott też będzie musiał.

Scott?

Od Kalla cd Xaviera

- Tak… Jest okej – mruknęłam obejmując się rękami. Czułam się jakby momentalnie cały alkohol, który miałam we krwi wyparował. Patrzyłam jak ochroniarz odprowadza natręta.
- Dlatego właśnie klub nie jest miejscem dla dzieciaków – pokręcił głową głośno wzdychając.
- Nie jestem dzieckiem. Niedługo osiemnaście kończę okej? W każdym razie dzięki za pomoc. Kto wie co mogłoby się stać gdybyś nie zareagował...
- Prawdopodobnie wykorzystałby cię. Przyjedzie ktoś po ciebie? - pokręciłam przecząco głową.
- Jestem samochodem… Myślałam, że nie będę piła ale cóż… nie mogłam się powstrzymać – zaśmiałam się nerwowo drapiąc po karku. - Macie tutaj monitoring, nie? Jak zostawię wóz tutaj nie powinno się nic stać, racja?
- Tak. Zadzwonić po taksówkę?
- O nie nie nie nie. Nie – uniósł jedną brew i patrzył na mnie trochę zdziwiony.
- Nienawidzę taksówek. Boję się taksówkarzy. Widziałam zdecydowanie za dużo filmów i nie mówię tutaj o FakeTaxi – zaśmiał się nieznacznie na to co powiedziałam.
- W takim razie cię odwiozę.
- Nie trzeba. Przejdę się.
- Taksówką boisz się jeździć ale samotny spacer nocą nie jest już żadnym wyzwaniem? Muszę pogadać z personelem o zakazie sprzedawania alkoholu nieletnim…
Skończyło się na tym, że już po kilku minutach siedziałam w jego samochodzie. Po wyjściu z klubu miałam szansę trochę lepiej się mu przyjrzeć. Na ulicach było zdecydowanie jaśniej niż w środku. W każdym razie… mój wybawca to naprawdę przystojny osobnik. Wtedy też zrozumiałam, że nie mieliśmy okazji się sobie przedstawić.
- Cóż, powinnam zrobić to wcześniej ale przez to wszystko wyleciało mi z głowy – wyciągnęłam rękę w jego stronę kiedy usiadł na miejscu kierowcy. - Jestem Kalla – uśmiechnęłam się delikatnie.

<Xavier?>

Od Xaviera

Podniosłem się z kanapy leniwym ruchem, odkładając książkę na pobliski stolik. Zbliżała się osiemnasta godzina dnia, który jest chyba ulubionym dniem każdego pracującego człowieka. Piątek. Dla mnie również był to najlepszy czas, gdyż każdy po trudnym tygodniu chciał się rozerwać, więc gdzie się wybierał? Oczywiście do klubów, co oznaczało nie mały zysk. Złapałem smycz, którą zapiąłem ją Joker'owi, aby wyprowadzić go jeszcze przed moim wyjściem. Szybka runda dokoła bloku, podczas której zapaliłem papierosa. Nic tak człowieka nie odpręża niż dym papierosowy. Wróciłem do mieszkania, gdzie spuściłem psa, sprawdzając czy ma pełne miski. Złapałem kluczyki od samochodu i ruszyłem do klubu. Wchodząc kiwnąłem do ochroniarza udając się się prosto do mojego biura. Rozsiadłem się wygodnie w fotelu przeglądając stertę papierów na biurku, w tym odpowiedzi na ogłoszenie w sprawie pracy. Od czasu do czasu wyglądałem, jak się ma sytuacja w klubie, wiedząc, że spokój w końcu musi zostać zakłócony.. W końcu koło dwudziestej drugiej rozległo się pukanie i przyszedł Mack.
-Słuchaj mógłbyś pomóc? Nie dajemy już rady z Ronem -powiedział drapiąc się po głowie.
-Aż taki ruch? -Zdziwiłem się podnosząc wzrok znad przelewów.
-Aż tak... Chyba cały akademik się wybrał świętować -mruknął.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu po czym podniosłem się podwijając rękawy. Wyszedłem za chłopakiem i ruszyłem w stronę tłumu przy barze. Faktycznie, wyglądało na to, że sporo ludzi postanowiło tego dnia zaszaleć i uczcić zdane egzaminy. Biorąc pod uwagę, że za parę minut skończy się mecz na pobliskim stadionie jesteśmy w głębokiej dupie. Stanąłem za barem przyjmując zamówienia. W pewnym momencie do baru podeszła jakaś blondwłosa dziewczyna.
-Nieletnich nie obsługujemy -podziałem zanim cokolwiek zdążyła powiedzieć.
-Oj nie wygłupiaj się -powiedziała racząc mnie nie winnym uśmiechem. -Jakoś nikt nigdy na to nie zwraca uwagi. Poza tym ja jestem pełnoletnia.
W tym momencie przede mnie, a dziewczynę wpadł Ron. Poinformował mnie, że jakiś koleś chce się ze mną widzieć. Spojrzałem na mężczyznę stojącego przy schodach prowadzących do mojego biura. Kiwnąłem głową i odszedłem zostawiając po drodze ścierkę. Był to miejscowy diler, a jednocześnie mój dobry znajomy. Jak zwykle szukał meliny do handlu... Chociaż właśnie wyszedł za kradzież. Ten to nie lubi spokoju w życiu. Pogadaliśmy chwilę, aż udzieliłem mu zgodę na handel za klubem, nie na widoku, zastrzegając, że w razie czego nie będę mu ratować dupy. W końcu wyszedłem z biura i ruszyłem w stronę wyjścia w celu zapalenia, aż tu nagle coś zwróciło moją uwagę. Zauważyłem tę samą blond dziewczynę, którą wręcz napastował sporo większy od niej facet. Nachalnie próbował ją pocałować przyszpilając ją do ściany. Niestety mała, nie miała na tyle siły by mu uciec. Ruszyłem w ich stronę i odciągnąłem go od niej.
-Nie widzisz, że dziewczyna nie jest tobą zainteresowana? -Warknąłem do niego. Biła od niego spora woń alkoholu.
-Po prostu nie wie co traci -odparł próbując wyrwać ramię.
-Panu już dziękujemy. Rick -zawołałem do przechodzącego niedaleko ochroniarza- pokaż panu gdzie jest wyjście.
Mężczyzna zaciągnął go w stronę wyjścia. Odwróciłem się do dziewczyny.
-Nic ci nie zrobił?

Kalla?

Harper cd Nathana

Nienawidzę. Takich. Ludzi. To takie typowe... Od razu kiedy skończyłam pić wyszłam z budynku. Samo ich towarzystwo mnie dołowało. Tak było przystojni, tak nie byli normalni. Wzięłam deskę ze ściany pod drzwiami i opuściłam lokal. Pojechałam do skateparku, który znajdował się w parku nieopodal. Liczyłam na to, że spotkam jakieś znajome twarze.
Nie muszę chyba mówić jak wielkie było moje zdziwienie widząc pusty park. Zawsze roiło się tutaj od ludzi. Czy to dzieciaczki na hulajnogach czy też nastolatkowie miejsce zawsze było pełne ludzi. Nie wiedząc co ze sobą zrobić ukryłam się między rampami i wyciągnęłam paczkę papierosów. Z nadzieją, że nikt mnie nie zauważy zapaliłam jednego. Wróciłam do czytania książki.
Kolacje postanowiłam zjeść w maku. Pudełko nuggetsow to było idealne rozwiązanie. Kiedy spokojnie spożywałam swój posiłek grupka ludzi weszła do restauracji. Było cholernie glośni. Odwróciłam się żeby zobaczyć kto to... No tak... Mięśnaki bez mózgów. Kiedy zamawiali posiłek jeden z nich chyba mnie rozpoznał i dosiadł się. Nathan...
- Siema śliw... - wstałam, wzięłam tackę i ruszyłam do wyjścia. - Chłopaki załatwiłem wam miejsce! - krzyknął do kolegów. Fiut.
Wróciłam do domu. Ojciec siedział w salonie i oglądał telewizję z butelka piwa w ręku.
- Gdzie byłaś? - zaczął nawet na mnie nie patrząc.
- U... Koleżanki... - mruknelam cicho.
- Znowu kłamiesz? - wstał z fotela. - Nie tak cię z matką wychowałem! Znowu szlajasz się po jakiś klubach, mam rację?! - wrzeszczał i zbliżał się niebezpiecznie blisko mnie.
- N-nie! N-naprawdę byłam u k-kolezanki! - odsunęłam się jednak to mnie nie uchroniło przed niespodziewanym uderzeniem w policzek.
- Nawet nie próbuj wychodzić ze pokoju - warknął i odszedł, a ja pobiegłam do siebie z trudem powstrzymując płacz. Siniak i śliwka... Cudne połączenje...

<Nathan?>

środa, 11 kwietnia 2018

Od Tylera cd Issabelli

Coraz bardziej zaczynałem się obawiać tego psa, przez niego wszystko mogło się wydać. Choć zazwyczaj niespecjalnie kryję się z tym co robię, Isabella nie jest osobą, którą chciałbym w to mieszać. Nie chciałbym ściągać na nią problemów w żaden sposób z tym związanym.
-Wiesz, pewnie czuje kota mojej sąsiadki, byłem u niej dzisiaj, potrzebowała pomocy z kranem – oznajmiłem, licząc, że dziewczyna uwierzy.
-Och, Zona, zostaw go – dziewczyna zaśmiała się, odciągając ode mnie suczkę.
-Muszę uciekać – stwierdziłem – ale najpierw, może wpisałabyś mi swój numer – uśmiechnąłem się łobuzersko, podając dziewczynie telefon.
-Niech ci będzie – zaśmiała się, wpisując numer.
-Cudnie, odezwę się. Dobrej nocy, mała – odparłem i nie czekając na jej odpowiedź wyszedłem.
Udałem się do klubu, aby pozbyć się towaru, a przynajmniej jego znacznej części. Ludzi było dużo, musiałem zacząć odwiedzać ten klub znacznie częściej. Standardowo wypiłem kilka drinków, po czym udałem się zbajerować kilka dziewczyn i wcisnąć im resztki tego co mi zostało. Usatysfakcjonowany sprzedażą wyszedłem przed klub, aby zapalić. Wyjąłem paczkę papierosów, jakie było moje niezadowolenie, kiedy okazało się, że jest pusta. Wyrzuciłem kartonik na ziemię i zrezygnowany zacząłem szukać czegoś mocniejszego po kieszeniach, bezskutecznie. Westchnąłem głośno i podszedłem do grupki dziewczyn, które udały się tutaj w tym samym celu. Po chwili rozmowy udało mi się je namówić, aby mnie poratowały, po czym udając, że muszę załatwić coś pilnego, Ruszyłem w drogę do domu, po drodze wstępując do nocnego i kupując dwie paczki papierosów.

**

Kolejnego dnia miał przyjść do mnie jeden z klientów, odebrać większe zamówienie. Oznaczało to, że cały poranek byłem uziemiony. Leżałem na kanapie, przerzucając wszystkie kanały telewizyjne po kolei. W końcu postanowiłem zadzwonić do Isabelli. Dziewczyna odrzuciła połączenie, a już po chwili otrzymałem sms, że jest na zajęciach. No tak, poniedziałek. Odpisałem jej niemal od razu.

Do: Isabella
O której kończysz? Może cię odbiorę?

Isabella

Od Nathan'a cd Harper

Nathan patrzył z daleka na leżącą dziewczynę na ziemi. Obok niej kucała pielęgniarka, jednocześnie rozmawiając z trenerem, który widocznie przęjął się stanem dziewczyny bardziej niż reszta drużyny, która powoli zaczęła okrążać boisko truchtem. Brunet rzucił ostatnie spojrzenie w jej stronę nieznajomej i dołączył do kolegów, aby już po chwili znaleźć się na ich czele. Usatysfakcjonowany odwrócił się z uśmiechem, wystawiając język w stronę mięśniaków. Biegł tyłem, nie odwracając wzroku w kierunku ruchu.
-Nathan przestań gwiazdorzyć!- do uszu całej drużyny dobiegł krzyk trenera
Drużyna zaśmiała się, na co niezadowolony kapitan prychnął wracając do prawidłowej postawy.
W szatni unosiła się para, odbiegająca od prysznicy. Zmęczeni sportowcy po treningu biegali po pomieszczeniu z zawiązanymi jedynie w pasie ręcznikami. Ich mięśnie tuż po wysiłku wydawały się dużo bardziej wyraziste. Nathan stał przy jednej z szafek i pijąc wodę z butekli, wyjmował urania na zmianę. Mokre włosy, opadające na czoło zostały potargane przez silną rękę. Brunet odwrócił się w kierunku zaczepki i jego oczom ukazał się jeden z kolegów z drużyny. Nate uśmiechnął się lekko i zarzucił koszulkę na nagie ciało.
-Co jest?- zapytał wkładając nogę w nogawkę od spodenek
-Koleżanka siostry pytała o ciebie- powiedział z dwuznaczną miną- Jest napalona jak cho.lera
-Nie ona jedna- parsknął śmiechem- Ale co z nią?
-Umówiliśmy się, że przyjdziemy na shake'a dzisiaj po treningu- oznajmił
-Umówiłeś mnie na randkę?
-Nie do końca- pokręcił głową- Mike i John też idą z nami
Nate pokiwał głową ze zrozumieniem i dał koledze znać, że spotkają się przed szkołą, po czym wziął torbę i ruszył w stronę wyjścia.
Jak rozpoznać zawodników szkolnej drużyny footballowej? Nic trudnego. Każdy chłopak ubrany w bluzę z logiem szkoły, charakterystyczną piłką i mało dyskretny był potencjalnym podejrzanym o taką właśnie fuchę. W tutejszym przypadku inaczej nie było. Czwórka mięśniaków wpadła z hukiem do niedużego baru, który cieszył się popularnością wśród uczniów. Chłopcy zaczęli rozglądać się za wolnym stolikiem, kiedy to wzrok Nathana padł na blondynkę siedzącą przy jednym z nich. Normalnie nie zwróciłby na nią uwagi, a tym bardziej skojarzył ze szkolnego korytarza, ale tym razem guz na czole dziewczyny nie pozwalał na obojętne przejście obok. Na twarzy bruneta pojawił się szeroki uśmiech i unosząc piłkę ku górze zwrócił się do dziewczyny.
-Ej Śliwa!- krzyknął - Uważaj!
Wziął zamach piłką i pozorując rzut zamachnął się na dziewczynę, która z przerażoną miną ukryła twarz w dłoniach. Jakie zastało ją zdziwienie, kiedy to piłka jednak została w ręku właściciela, który z zadowoloną miną przyjmował śmiech aprobaty kolegów. Taranując wszystko po drodze usiedli przy jednym z większych stolików w rogu baru. Kiedy złożyli zamówienia chłopcy gorączkowo wymieniali się opiniami na temat najbliższego meczu i przeciwnej drużyny. Jednak nieświadomie wzrok Nathana co chwilę wędrował w stronę biednej istotki, która pogrążyła się w czytaniu książki.

<Harper?>

Od Isabelli cd Tobiasa

Wstałam powoli otrzepując się.
-Spokojnie, nic mi nie jest - zaczęłam się śmiać -Zwykle nie wpadam na ludzi - podniosłam z ziemi moją komórkę.
-Napewno wszystko Okey? - zapytał chłopak.
-Jasne, gdybym się nie gapiła ciągle w telefon to może bym utrzymała pion - powiedziałam rozbawiona -Isabella jestem, miło mi cię poznać - uśmiechnęłam się życzliwie.
-A ja Tobias... wstraszyłaś mnie trochę - spojrzał na mnie.
-No cóż, pierwsze dni w nowym mieście i już zaliczyłam glebę - zaczęłam oglądać dokładnie telefon czy przeżył upadek -niezdara ze mnie, wybacz -
-Najważniejsze, że nic Ci się nie stało - odpowiedział -Telefon jest cały? -
-Tak, tylko lekko się zarysował - schowałm komórkę do kieszeni i spojrzałam na moją sunię.
-Wypadałoby przedstawiać również mojego psa. To jest Zona -
-Husky Syberyjski? - uśmiechnął się.
-No jasne, to moja ulubiona rasa- odpowiedziałam.
-Fajna jest - pogłaskał suczkę po głowie.
-Racja ale niestety już stara - spojrzałam na chłopaka -Ma już dziewięć lat a husky żyją około trzynastu -
-Może zmieńmy temat, co Ty tu robisz tak późno? - zapytał.
-Jak widać, wracam do domu i wpadam na przypadkowych ludzi - uśmiechnęłam się lekko -A Ty?
Tobias?

Od Scotta cd Hailey

Stałem uważnie lustrując ciało blondynki. Niezaprzeczalnie, idealnie pasowała na modelkę. Ustała unosząc jedną brew do góry i lekko przekrzywiła głowę, czekając na jaką kolwiek reakcję z mojej strony. Podszedłem do niej kładąc jedną rękę na jej talii i przyciągnąłem ją do siebie. Spojrzałem jej w oczy, po czym złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach. Jej ręka znalazła się we moich włosach, przeczesujac je. W końcu po krótkiej chwili odsunęliśmy się od siebie.
-Przepuścisz mnie? Idę właśnie po bluzkę -powiedziała szczypiąc mnie.
-A nie wygodnie ci tak? -Mruknąłem szturchając nosem płatek jej ucha.
-W to nie wątpię -zaśmiała się, uderzając mnie lekko w prawe ramię.
Wyminęłam mnie w końcu i udała się do swojej sypialni, aby odnaleźć zagubioną część garderoby. W tym czasie ja rozsiadłem się w salonie, szukając jakiś ciekawych miejsc na wyjazd. Po kilku minutach zjawiła się Hailey. Wzięła szklankę ze stolika, po czym rozsiadła się obok mnie zarzucając nogi na moje kolana. Oparła głowę o moje ramię przyglądając się wyszukiwaniom.
-Jakieś życzenia, królowo?
-Jedno... W ciepłe miejsce, bo mam dość chłodu -odparła z miną obrażonego przedszkolaka, na co się zaśmiałem.
-To co Tajlandia? Portugalia?
-Od razu tradycyjnie na Hawaje.
Siedzieliśmy przez parę minut przeglądając dalej oferty w poszukiwaniu najciekawszego miejsca. W końcu dziewczyna ziewnęła przeciągle prostując się.
-Oj, skarbie, chyba łóżko się pani kłania -powiedziałem obejmując ją mocniej ramieniem.
Hailey?